Reklama

Papież, który przekraczał próg nadziei

2015-03-23 19:25

Grzegorz Polak
Niedziela Ogólnopolska 13/2015, str. 18-19

MARIAN SZTAJNER

„Pielgrzym nadziei”, „Prorok nadziei”, „Dawca nadziei” – tymi tytułami obdarzono go za życia. Co powiedziałby nam, swoim rodakom, dzisiaj, gdy sytuacja polityczna jest niepewna, za naszą miedzą toczy się wojna, a potężny sąsiad na Wschodzie być może stoi na progu niewyobrażalnego kryzysu wewnętrznego, który będzie rzutować na nasze poczucie bezpieczeństwa

Dzisiejszym nastolatkom i trochę starszym od nich bardzo trudno zrozumieć, dlaczego Jan Paweł II w czasach komunistycznego zniewolenia był tak ważną postacią niemal dla wszystkich Polaków. Nie dlatego, że był fajny, żartował i wykonywał sympatyczne gesty, ale właśnie dlatego, że był „świadkiem nadziei”.

Chrześcijanin powołany do zwycięstwa

Średnie i starsze pokolenie pamięta, że przez pierwszą dekadę swojego pontyfikatu Jan Paweł II był dla swoich rodaków w zasadzie jedynym człowiekiem o międzynarodowym autorytecie, który mógł się za nami wstawić i nas pokrzepić. Dlatego z taką nadzieją oczekiwaliśmy jego pielgrzymek do kraju w okresie PRL, kiedy to, jak powiedział w 1987 r. na gdańskiej Zaspie, mógł mówić „do nas i za nas”.

Zwłaszcza druga podróż do Polski w czerwcu 1983 r., kiedy trwał jeszcze stan wojenny, a „Solidarność” była zdelegalizowana, podniosła morale Polaków, dźwignęła ich z kolan, natchnęła nadzieją. Przygnębionym rodakom w porywającej homilii na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie, przypomniawszy wiktorię wiedeńską króla Jana III Sobieskiego sprzed trzystu lat, Ojciec Święty powiedział, że „człowiek jest powołany do odnoszenia zwycięstwa w Jezusie Chrystusie”. Nie chodzi jednak o zwycięstwo militarne czy polityczne, lecz moralne. „Jest to zwycięstwo nad grzechem, nad starym człowiekiem, który tkwi głęboko w każdym z nas” – tłumaczył Papież.

Reklama

Jan Paweł II wskazał na Jasną Górę, skąd stale płynie wezwanie, żeby nie poddawać się klęsce, ale szukać dróg do zwycięstwa. Nadzieja bierze się stąd, że Chrystus jest „Ojcem przyszłego wieku”, a królestwo Boże, zgodnie z tym, co On powiedział, „przekracza wymiar spraw doczesnych”.

Ta papieska homilia, choć odebrana jako pokrzepienie ludzi zniewolonych, ukazała właściwą perspektywę nadziei, którą należy odnieść do rzeczywistości czekającej nas po śmierci.

Kiedy Papież głosił nadzieję ludziom na wszystkich kontynentach, nie odrywał jej od doczesności, zwłaszcza tam, gdzie chodziło o poprawę bytu i zakończenie konfliktów międzynarodowych.

Coś więcej niż optymizm

Zauważmy, że najpoważniejsza biografia Jana Pawła II pióra George’a Weigla nosi właśnie tytuł: „Świadek nadziei”. Budził ją na całym świecie, gdy spotykał się z ludźmi spychanymi na margines: chorymi, starymi, biednymi, bezdomnymi, uwięzionymi. Budził ją, gdy odwiedzał kraje zdominowane przez dyktatury. Czyż swoimi pielgrzymkami nie natchnął nadzieją zniewolonych Chilijczyków, Nikaraguańczyków, Kubańczyków? A ileż nadziei niosły orędzia papieskie skierowane do mieszkańców najbardziej zapalnych regionów naszego globu doświadczonych wojnami: Afryki, Bałkanów, Bliskiego Wschodu albo krajów uciskanych przez reżim komunistyczny! W papieskich słowach, nawet z okazji najtragiczniejszych wydarzeń, pobrzmiewał ton optymizmu, nadziei na lepszy los, wiary w ludzką solidarność i Bożą Opatrzność.

Znamienne, że za jedno z najważniejszych wydarzeń pontyfikatu Jana Pawła II uznano wydanie książki „Przekroczyć próg nadziei”. Ten zwrot wszedł do słownictwa kościelnego, stał się też inspiracją dla różnych inicjatyw artystycznych podejmowanych dla uczczenia pamięci tego Papieża. Jedno z kluczowych zdań książki brzmi: „Jest rzeczą bardzo ważną, ażeby przekroczyć próg nadziei, nie zatrzymywać się przed nim, ale pozwolić się prowadzić”. To nieodzowny, niestarzejący się imperatyw w dobie zwielokrotnionych lęków całej ludzkości i pojedynczego człowieka.

Tej ośmieszanej cnocie – w swojej ojczyźnie nieraz słyszał prymitywne powiedzenie: „nadzieja matką głupich” – Jan Paweł II poświęcił jesienią 1999 r. cykl katechez wygłaszanych podczas audiencji generalnych. Chyba najpiękniej mówił o nadziei 18 listopada 1999 r. do uczestników 30. Konferencji ONZ ds. Wyżywienia i Rolnictwa. Apelując o pomoc dla najuboższych mieszkańców ziemi, Ojciec Święty stwierdził: „Nadzieja jest czymś więcej niż powierzchownym optymizmem, który pojawia się tylko wtedy, gdy nie chcemy przyznać się, że otacza nas ciemność. Jest ona raczej realistyczną i pozytywną wizją tych, którzy zobaczyli ciemność w całej pełni, po czym odkryli w jej sercu światło”.

Wierzę, czyli wyznaję nadzieję

Dla chrześcijanina nadzieja wiąże się integralnie z Chrystusem i daną nam przez Niego obietnicą zbawienia i życia wiecznego. Jan Paweł II mówił o tym 2 grudnia 1998 r. podczas audiencji, w której uczestniczyła delegacja Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego z Warszawy. Papież streścił katechezę wygłoszoną po włosku i powiedział do rodaków w ich ojczystym języku: „Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który nam został dany. Właśnie w mocy Ducha Świętego nasza nadzieja przekracza próg śmierci. Wobec tego punktu krytycznego, który może oznaczać koniec wszystkiego, nadzieja otwiera przed nami perspektywy życia wiecznego.

Jeżeli codziennie powtarzamy w Credo: «Wierzę w żywot wieczny», to tym samym wyznajemy tę nadzieję, w której działa Duch Święty, skierowując nasze życie doczesne na te ostateczne Boże perspektywy”. W tych czterech zdaniach Papież wytłumaczył prawdę wiary chrześcijańskiej, o której teologowie piszą całe traktaty.

1 grudnia 2002 r. Papież, już bardzo schorowany, mówiąc z trudem, ale z niegasnącą mocą i entuzjazmem, wygłosił następujące orędzie: „Bóg jest przyszłością człowieka i świata. Jeżeli ludzkość traci poczucie Boga, zamyka się na przyszłość i nieuchronnie zatraca perspektywę swojego pielgrzymowania w czasie. Po co się rodzić, dlaczego umierać? Dlaczego się poświęcać, dlaczego cierpieć?

Na te pytania chrześcijaństwo daje wyczerpującą odpowiedź. Dlatego Chrystus jest nadzieją ludzkości. To On jest prawdziwym sensem naszej teraźniejszości, ponieważ jest naszą pewną przyszłością”.

Dzisiaj Jan Paweł II powtórzyłby nam to samo, bo nigdy nie ma takiej sytuacji, która zabiłaby wiarę i nadzieję.

Chrześcijaństwo jest najpiękniejszą religią także dlatego, że z nadziei uczyniło Boską cnotę, przekazywaną wiernym z pokolenia na pokolenie. Ujmując rzecz obrazowo, Jan Paweł II, „prorok nadziei”, wskazywał nam, że po Kalwarii następuje Zmartwychwstanie.

„Babcia pątniczka” z Włoch już na Jasnej Górze

2019-08-21 18:46

it / Jasna Góra (KAI)

95-letnia Emma Morosini, Włoszka, która wybrała się w samotną pieszą pielgrzymkę na Jasną Górą pokonując ok. 1 tys. jest już u celu. - Ostatnie owoce mojego życia: modlitwę o pokój na świecie, za kapłanów i młodych chciałam przynieść tutaj Matce Bożej - powiedziała pątniczka, która do częstochowskiego Sanktuarium dotarła późnym po południem. Pierwsze kroki skierowała przed Cudowny Obraz, gdzie długo się modliła a potem spotkała się z Paulinami. Przeor klasztoru ucałował jej ręce i podziękował za pielgrzymi trud ofiarując ryngraf Jasnogórskiej Pani i różaniec.

BPJG

Zapytana skąd pomysł na tak szaloną w jej wieku wyprawę odpowiedziała, że jest to realizacja jej postanowień. - Od 25 lat jestem w drodze, od dnia kiedy zostałam cudownie uzdrowiona. Postanowiłam sobie, że każdego roku przez trzy miesiące będę pielgrzymować i tak od 70. roku mojego życia trzy miesiące jestem w drodze - podkreśliła pątniczka. Pierwszym sanktuarium, które nawiedziła było Lourdes a potem Fatima. Teraz przyszła pora na Jasną Górę.

- Pomyślałam, że te ostatnie owoce mojego życia chcę przynieść Matce Bożej tutaj, modlitwę o pokój na świecie, za kapłanów i za młodzież. To są najważniejsze intencje, które możemy zawierzyć tylko Maryi - wyznała. Podkreśliła, że „to taka malutka kropelka, którą może dodać do oceanu”.

- To mnie uszczęśliwia, że mogę tu być, w tym Sanktuarium, które kocham – podkreśliła.

- Chcę podziękować Dziewicy Maryi za to, że mnie tu wezwała, to Jej wołanie sprawiało, że nawet kiedy byłam zmęczona wieczorem, to przychodził nowy dzień i znowu nowe siły. To jest piękne doświadczenie odkryć, że Matka Boża trzyma Cię za rękę i mówi „dawaj dalej”, jeszcze kroczek - wyznała Emma Morosini.

Pątniczka wyraziła wielką wdzięczność wszystkim, którzy się za nią modlili.

- To bardzo ważne, by mieć przyjaciół, którzy się za Ciebie modlą, nie ma pielgrzymowania, pokonywania drogi, trudności, bez modlitwy, bez niej to „nie wychodzi”.

Niestrudzona kobieta opowiadała o różnych „przeszkodach” w drodze. - Czasem było tak, że robiłam cztery kroki i musiałam się zatrzymać. Zawsze wtedy pojawiał się człowiek – anioł, który pomagał. Pytałam się mądrego kapłana czy mogę pielgrzymując tę pomoc przyjmować a on odpowiedział: „ty masz swoje lata, Matka Boża zna twój wiek i nie wolno ci odmawiać, gdy ktoś zaoferuje pomoc”.

- Ta pomoc była wielka – przekonuje i dodaje: „myślałam, że dotrę na Jasną Górę na koniec roku, robiąc te cztery kroki i postój, ale dzięki życzliwym ludziom udało się dotrzeć już teraz”.

Z uśmiechem wspomina, że dziękuje za pomoc wielu osobom, także polskim policjantom. - Kiedy pomyliłam drogę i poszłam w innym kierunku na trasie, to zaoferowali swoją pomoc przez podwiezienie służbowym samochodem i wyprowadzenie na właściwą drogę – podkreślała.

Wyznawała, że Maryja jest dla niej jak mama. - Nie mam już nikogo z bliskich na świecie i dlatego jestem Jej córką i Ona mnie prowadzi – stwierdziła.

Zapytana o przesłanie płynące z dziś z Jasnej Góry odpowiedziała z przekonaniem: „chciałabym byście mieli zaufanie i wiarę, że Matka Boża wszystkich kocha, mądrych i głupich, że jest Matką a Matka kocha bardziej trudne dzieci. Ufajcie, bądźcie pewni, że Matka Boża nas kocha”. – Zaufanie, wiara, módlcie się, módlcie się – mówiła.

Włoszka wyruszyła ze swego rodzinnego miasta Castiglione delle Stiviere nad jeziorem Garda. W samotnej pielgrzymce na Jasną Górę miała do pokonania ok. 1000 km. Jej znakiem rozpoznawczym jest pomarańczowa, odblaskowa kamizelka, jasny kapelusz i różaniec. Prowadzi za sobą niewielki wózek, w którym ma wszystko, co niezbędne w drodze. Na noclegi zatrzymywała się w różnych miejscach, domach prywatnych, parafiach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zakopane: na Krzeptówkach modlitwa w intencji ofiar burzy w Tatrach

2019-08-22 20:36

jg / Zakopane (KAI)

Górale licznie zgromadzili się w sanktuarium na Krzeptówkach, aby uczestniczyć w Mszy św. w intencji ofiar śmiertelnych i innych poszkodowanych po burzy w Tatrach, która miała miejsce w godzinach popołudniowych w czwartek 22 sierpnia w Tatrach.

Eliza Bartkiewicz / BP KEP

- Ratownicy, lekarze robią co mogą, aby pomóc, ale i my możemy wspierać ich duchowo, a także wszystkich poszkodowanych podczas dzisiejszej burzy w Tatrach. Modlimy się także w intencji ofiar śmiertelnych o życie wieczne dla nich - mówi ks. Marian Mucha, kustosz sanktuarium na Krzeptówkach.

W świątyni na Krzeptówkach trwa uroczysta Msza św. z udziałem górali ze Związku Podhalan, obchodzących w tym roku 100-lecie swojej organizacji, a także uczestników Międzynarodowego Festiwali Folkloru Ziem Górskich w Zakopanem. Władze miasta odwołały dzisiejsze koncerty i zaprosiły wszystkich do uczestnictwa w modlitwie na Krzeptówkach.

Zamiast zaplanowanego bicia rekordu w tańcu zbójnickim odbyła się jedynie zbiórka na Hospicjum Jezusa Miłosiernego w Zakopanem. - Jesteśmy teraz całym sercem z rodzinami ofiar i osobami poszkodowanymi podczas dzisiejszej burzy. Taka sytuacja nas wszystkich bardzo zaskoczyła i zasmuciła - mówi Anna Karpiel-Semberecka z Urzędu Miasta Zakopanego. Dodaje, że w ramach festiwalu miała miejsce także Msza św. z udziałem górali z całego świata w intencji pokoju na świecie.

W Zakopanem działa sztab kryzysowy. Jest wojewoda małopolski Piotr Ćwik, a na Podhale zmierza premier Mateusz Morawiecki.

Straż Tatrzańskiego Parku Narodowego zamknęła szlaki wokół Giewontu. W wyniku burzy i piorunów, jakie rozpętały się na tym znanym szlakiem zostało poszkodowanych wiele osób, są nawet ofiary śmiertelne. Akcja sprowadzania turystów cały czas jest prowadzona. W szpitalach w Zakopanem, Nowym Targu, Myślenicach i Krakowie przebywa już kilkadziesiąt osób.

Uruchomiono numer alarmowy-infolinię: 18 20 17 100 oraz 18 20 23 914. Tu dowiedzieć się można o losie najbliższych, a także zgłosić osoby, które nie powróciły z wycieczek górskich i nie ma z nimi kontaktu.

Krzyż na Giewoncie postawili z inicjatywy ks. Kazimierza Kaszelewskiego na przełomie XIX i XX w. mieszkańcy Zakopanego. Dwa razy w roku górale uczestniczą w pielgrzymce z centrum miasta na Giewont. Pielgrzymkę organizuje parafia św. Krzyża w Zakopanem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem