Reklama

Najświętsza Maryja Panna z Wysocic

2015-03-26 11:43

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 13/2015, str. 4-5

WD
Obraz Matki Bożej z Wysocic

Wizyta w kościele pw. św. Mikołaja w Wysocicach, ukrytym pośród pagórków Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej zostaje na zawsze w pamięci. Przekraczając próg świątyni, przenosimy się w tajemniczą przestrzeń sacrum, przesiąkniętą wielowiekową i niezwykłą historią. Mówi nam o tym każdy kamień, niemal każdy dobrze zachowany detal, najbardziej jednak romańskie założenia architektoniczne, będące świadectwem kunsztu średniowiecznych budowniczych. W murach tego kościoła znajduje się słynący łaskami obraz Matki Bożej Wysocickiej z pierwszej połowy XVII wieku.

Z fundacji Iwo Odrowąża

Wieś Wysocice pojawia się w dokumencie Bolesława Wstydliwego z 1252 r. Wysocice należały do rodu Odrowążów już w 1257 r. Fundację obecnego kościoła pw. św. Mikołaja w XIII wieku przypisuje się często Iwo Odrowążowi, późniejszemu biskupowi. Według niektórych historyków był to pierwszy kościół grodowy typu obronnego na ziemiach polskich. Pierwszą informację o kościele spotykamy w źródłach z 1326 r. Od 1335 r. Wysocice były siedzibą dekanatu przeniesionego z Prandocina. Kościół mieli wznosić sprowadzeni przez Iwo Odrowąża spod Wiednia budowniczowie, dobrze znający arkana tej sztuki. Po śmierci fundatora, budowlę dokończył być może Mikołaj Ostojczyk, właściciel sąsiedniej osady. Na ten fakt wskazuje wezwanie świątyni i umieszczony na węgarze portalu znak rodowy Ostoja.

Kościół wzniesiono z wapiennych, kwadratowych ciosów. Świątynia jest jednonawowa z prezbiterium zamkniętym absydą. Od strony zachodniej usytuowano wysoką wieżę z biforiami, zwieńczoną dużo później barokowym hełmem. Kościół od początku miał charakter obronny. Świadczy o tym także kwadratowa wieża z otworami strzelniczymi. W wieży na pierwszym piętrze znajduje się oryginalna i rzadko spotykana sklepiona krzyżowo empora (rodzaj galerii) z absydą otwartą w kierunku wnętrza nawy i ozdobioną potrójnym oknem. Na najwyższej kondygnacji znajdują się cztery bliźniacze okienka podzielone kolumienkami – biforia. Na wieży znajdują się trzy dzwony, najstarszy z 1530 r.

Reklama

Świątyni na szczęście nie zniszczyły wojenne zawieruchy. Dziś należy do najstarszych i najlepiej w Polsce zachowanych wiejskich kościółków romańskich typu obronnego i grupy grodowych kościołów jednonawowych z emporami zachodnimi. W XVIII w. do kościoła dobudowano zakrystię, w 1779 dano nowy strop, w XIX w. – kruchtę. W 1956 r. w absydzie pod wieloma warstwami odkryto m.in. niewyraźną, dawną polichromię.

Perła romanizmu

Kościół może poszczycić się dobrze zachowanym południowym kamiennym portalem. Posiada on trójlistne obramienie. Tympanon zdobiony jest wieloma płaskorzeźbami bogatymi w symbolikę. W centrum tympanonu – Chrystus Zmartwychwstały pokazany bez brody, który depcze potwory o rybich kształtach swoimi stopami, bądź trzyma stopy na dwóch delfinach. Z prawej strony scena narodzenia Jezusa. Przedstawiona jest leżąca Maryja, na drugim planie Jezus oraz wół i osioł. Z lewej strony do Jezusa klęczące postaci – być może św. Norberta i św. Mikołaja trzymającego kielich w ręku. We wnętrzu znajduje się kilka zabytkowych elementów wystroju: m.in. gotycka, pięknie zdobiona ambona z końca XV w., XVII-wieczny chór muzyczny, tablice epitafijne. W bocznym ołtarzu zobaczymy późnorenesansowy tryptyk z obrazem św. Anny Samotrzeć. Artysta reprezentował tzw. szkołę krakowską. Po lewej stronie – ołtarz z obrazem Jezusa Miłosiernego.

W latach 1565-1613, kiedy dziedzicem był Jan Płaza z Mstyczowa, starosta lubaczowski kościół zajęli protestanci i uczynili tutaj zbór. Świątynię pozbawili wszelkich ozdób. Elżbieta Wołłowiczowa, podskarbina litewska – kolejna dziedziczka dóbr w Wysocicach, przywróciła kościół katolikom i odnowiła świątynię. 25 listopada kościół ponownie poświęcił bp Tomasz Oborski, sufragan krakowski.

Kult Matki Bożej Wysocickiej

Cudowny obraz Najświętszej Maryi Panny z I połowy XVII wieku znajduje się w ołtarzu głównym wykonanym ze stiuku bogato zdobionego płaskorzeźbami. Obraz wykonano farbą olejną na płótnie na wzór Jasnogórskiej Ikony. Maryja ma dwa cięcia na twarzy. Obraz oprawiono w złoconą, drewnianą ramę, która jest podtrzymywana przez aniołów naturalnej wielkości. Kilku mniejszych otacza ramę. Górna część wyobraża Boga Ojca otoczonego główkami cherubinów. Po bokach głównego ołtarza ustawione były figury dwóch świętych papieży i dwóch biskupów. Na początku XVIII wieku obraz przeniesiono do specjalnie wybudowanego ołtarza z drewna modrzewiowego. „Nierozważny rządca zakrył całą gipsaturę drewnianym o 2 kolumnach złoconym ołtarzem” – komentował ks. Jan Wiśniewski w swoim opracowaniu. Ołtarz ten ustawiono przed stiukowym, w prezbiterium. Wizerunek Matki Bożej i Dzieciątka przykryto srebrną sukienką, a skronie przyozdobiono koronami. W latach 1956-57 znowu przeniesiono obraz do dawnego stiukowego ołtarza, po jego uprzedniej restauracji. W tym samym okresie usunięto sukienki z obrazu. W 1960 r. przeprowadzono renowację obrazu. Badania historyków sztuki potwierdziły, że obraz został przemalowany wcześniej na sposób późnobarokowy. Oblicze Madonny artysta upodobnił do MB Częstochowskiej. Trudno dziś potwierdzić przypuszczenia o momencie rozpoczęcia kultu. Najczęściej mówi się o XIII wieku. Czy był już wtedy tutaj obraz? Nie wiadomo. Jednak na fakt istnienia kultu maryjnego od XIII wieku wskazuje szczególna i tajemnicza rzeźba Matki Bożej na wzór bizantyjski. Zobaczymy ją nad absydą na zewnętrznej stronie murów. Kamienna, oryginalna rzeźba Matki Bożej tzw. tronującej z Dzieciątkiem umieszczona jest formie romboidalnej. W prawej ręce Madonna trzyma jabłko– symbol władzy królewskiej, na lewej – Dzieciątko.

Ratowała od chorób i nieszczęść

Kult Matki Bożej Wysocickiej rozwijał się najbardziej w I połowie XVIII wieku. Obok obrazu pojawiły się liczne wota, które można zobaczyć również dziś. 28 września 1727 r. przy parafii powstało Arcybractwo Różańca Świętego Najświętszego Imienia Jezus i Najświętszej Maryi Panny. Ustanowiony za zgodą Stolicy Apostolskiej na 1 października, w święto Matki Bożej Różańcowej, odpust był zawsze dniem, kiedy licznie gromadzili się parafianie i mieszkańcy okolicznych miejscowości. Ks. Jan Wiśniewski wspomina, że w „księgach były wzmianki, że wiele osób zostało cudownie uleczonych od śmiertelnych lub ciężkich chorób za przyczyną Najświętszej Maryi Panny w Wysocicach. Między nimi Tomasz Ujejski, biskup kijowski, opat płocki, „został uzdrowiony od gwałtownego bólu zębów i złożył votum z zębem”. Większość jednak wotów nie przetrwała. W 1779 r. za pozwoleniem konsystorza 60 wotów zostało sprzedanych na remont i odbudowę kościoła. „Obecnie jest kilka wotów, między innymi od Zofii Bieżyńskiej, ksieni Imbramowickiej. Jednak kto i kiedy uznał obraz za cudowny – nie wiadomo. Inwentarz mówi, że obraz od kilkuset lat cudami słynie” – napisał. W innym miejscu przywołał świadectwo z miejscowych akt. „Dnia 26 września 1868 r. dziecko Kacpra i Marjanny Zielińskich było prawie konające, w tym dniu odprawiono wotywę przed obrazem NMP i zaraz zostało uzdrowione. W 1865, 1866 dziękuje Maryi z Wysocic Marcin Nitela ze wsi Żarnowicy za uwolnienie od wojska za Jej łaską. To samo Jędrzej Celibau z Żarnowicy i w 1868 r. Magowski z Żarnowicy. Wojciech Wilk z Gołyszyna jako wotum kupił Resurekcję do kościoła”.

Maryja ochroniła również ludność od zarazy. „W 1873 r. w czerwcu w okolicy szerzyła się cholera. Ludność wysocickiej parafii z wiarą błagała Najświętszej Maryi Panny o oddalenie nieszczęścia i w parafii nikt nie umarł” – zapisał autor.

Tagi:
sanktuarium

Reklama

Narodowe sanktuarium w Oziornoje

2019-10-22 13:00

O. Jeanmare Stoop OJSS
Edycja legnicka 43/2019, str. 8

Oziornoje jest wybranym przez Boga miejscem na północy Kazachstanu, aby w sposób wybitny okazać swoje miłosierdzie oraz obecność Matki Jezusa

Monika Łukaszów
Matka Boża z Oziornoje

Łaska tego miejsca nie ogranicza się tylko do Kazachstanu lub centralnej Azji, lecz promieniuje w całym Kościele i świecie. „My znajdujemy się na początku rozeznania, co zamierza Duch Święty sprezentować z tego miejsca tej okolicy i światowemu Kościołowi” – Myśl tę wyraził kard. Józef Glemp podczas swojej wizyty w roku jubileuszowym 2000, wyrażając przekonanie, że Oziornoje zostanie zaliczone do takich samych miejscowości pielgrzymkowych, jak: Fatima, Lourdes, Częstochowa i Guadelupe.

Czym zwraca na siebie uwagę ta miejscowość specjalnie katolikom? Zaczęło się wszystko od tzw. cudu rybnego w roku 1941. Miejscowość ta powstała w roku 1936, tak jak wiele innych w tej okolicy, poprzez przymusowe przesiedlenie ludności pochodzenia polskiego z Ukrainy. Pięć lat później, podczas głodowych lat, z powodu marnych zbiorów, zimy były niezmiernie ciężkie i bardzo śnieżne.

Jako katolicy i czciciele odmawiający modlitwy Różańca świętego, mieszkańcy zaczęli szukać pomocy u Matki Bożej. W dniu 25 marca 1941 roku, w dniu święta Zwiastowania NMP, śnieg zaczął tajać. W ciągu trzech dni z tego topniejącego sniegu powstało jezioro o wymiarach przeszło 5 km długości, które w zdumiewający sposób zapełniło się wielką ilością ryb. Na początku okresu wojennego, w roku 1941, gdy ludziom wszystko było zabierane na potrzeby frontu, to one ratowały przed głodową śmiercią. Do tego zaczęto przewozić odłowione ryby ciężarówkami do okolicznych wiosek oraz małymi samolotami do odległej o 700 km Karagandy. Wierni rozpoznali w tym bogactwie rybnym interwencję Boga jako odpowiedź na ich nieustanną modlitwę.

Rzeczywiście, ten rybny cud powinien być uważany jako odpowiedź na nieustanną modlitwę wiernych, osiedleńców o polskich korzeniach. Zapytywany o tę łaskę, abp Tomasz Peta odpowiadał przeważnie, że to łaska modlitwy.

To obecnie narodowe sanktuarium z Oziornoje w Kazachstanie może być międzynarodową szkołą skuteczności modlitwy. Tę łaskę należy jeszcze uznać w tym, jak zadziałała ona w sercach ludzkich. Począwszy od roku 1999, zaczęły się spotkania młodzieży trwające kilka dni. W pierwszych z nich wzięło udział ok. 400 uczestników. Ponadto wiele powołań wyszło z tej wsi.

Natomiast argumenty niewierzących, w jaki sposób ryby dostały się do jeziora, stwierdzały, że to bogactwo rybne jest nieoczekiwane i pozostaje niewytłumaczalne. Ja sam słyszałem głosy, że było tyle ryb, że w okolicznych wsiach tygodniami żywiono się nimi ponad miarę.

W roku 1997 ówczesny proboszcz ks. Tomasz Peta nakazał sporządzenie statuy Matki Bożej, która została poświęcona przez papieża Jana Pawła II w Poznaniu. Przedstawiona na niej Maryja trzyma w ręce sieć pełną ryb. W pobliżu jeziora w 2011 r. została sporządzona tablica pamiątkowa, która informuje o przymusowych przesiedleniach przed 75. latami.

W czasie gdy do roku 2014 powstawała groźba, że jezioro zacznie wysychać, niespodziewanie zapełniło się ono dużą ilością wody w roku 2015. Natomiast w roku 2017, roku Jubileuszu Fatimskiego, jezioro przybrało dotąd nieznane wymiary, tak że nawet kamienie u stóp posągu zanurzyły się w wodzie. A w dniu 8 grudnia jezioro było tak zamrożone, że niespodziewanie wystąpiła ponownie wielka ilość ryb. Tej zimy wyłapano tak wielką ich ilość, że niektórzy chętnie opowiadają o drugim cudzie rybnym.

Po tym jak Oziornoje znalazło się na liście sanktuariów, wzrosło ogólne nim zainteresowanie. W roku 2016 zaczęto gruntownie odnawiać prowadzącą do niego 30-kilometrową drogę, odchodzącą od głównej autostrady północ-południe.

Tłumaczenie z Betendes Gottes Volk 3/2019, Wiedeń, Barbara Gniotowa

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pierwszy Cud Nad Wisłą

2019-11-05 12:48

Grzegorz Gadacz
Niedziela Ogólnopolska 45/2019, str. 10-13

Rok po odzyskaniu przez Polskę niepodległości nie było zgody nawet co do tego, kiedy się ona dokładnie zaczęła

Library of Congress
Dzieci we wschodniej Polsce, lato 1919 r

Poszczególne stronnictwa polityczne za pierwszy dzień wolności uznawały daty korzystne dla siebie. Narodowa Demokracja za przełom uważała utworzenie przez Radę Regencyjną w październiku 1918 r. rządu Józefa Świeżyńskiego. Środowiska lewicowe wskazywały na 7 listopada – datę powołania w Lublinie Tymczasowego Rządu Ludowego. Zwolennicy Józefa Piłsudskiego stali na stanowisku, że decydującym faktem było jego przybycie do Warszawy 11 listopada, a sam Piłsudski przesuwał ten moment na 22 listopada 1918 r., kiedy to powstały całkowicie niezależne od okupanta polskie władze najwyższe.

Zniszczenia po Wielkiej Wojnie

Większość społeczeństwa nie interesowała się jednak tymi sporami. Po początkowej euforii z racji odzyskania niepodległości trzeba było szybko wrócić do szarej rzeczywistości. Około 450 tys. Polaków straciło życie w walce w obcych mundurach na różnych frontach Wielkiej Wojny. Niemal wszystkie polskie ziemie były teatrem działań wojennych, front przetaczał się przez nie niejeden raz. Kraj był pocięty siatką okopów, zaporami z drutu kolczastego i milionami lejów po bombach. W wielu gminach i powiatach Królestwa Polskiego i Galicji zniszczeniu uległo 70-80 proc. zabudowań. Drewniane w większości miasteczka i wioski paliły się w całości od jednego pocisku. Setki tysięcy osób koczowało w skleconych naprędce ziemiankach i lepiankach. Wojska okupacyjne, zarówno rosyjskie, jak i niemieckie, w ciągu 4 lat wojny ograbiły Polskę niemal doszczętnie. Infrastruktura przemysłowa była w gruzach. Fabryki w większych miastach zostały ogołocone z maszyn, kotłów parowych, silników elektrycznych, narzędzi; wyrywano nawet kable ze ścian i odkręcano klamki. Na wsi, dla potrzeb wojska, rekwirowano konie, krowy, a także ubrania i buty. Żeby zaorać wiosną pole, do pługów czasem zaprzęgały się kobiety.

Zmagania o granice

Niepodległość nie oznaczała jednak dla Polaków końca działań wojennych. Nowe państwo musiało mieć granice, o które trzeba było walczyć z większością sąsiadów. Jeszcze przed końcem I wojny światowej wybuchł zbrojny konflikt z Ukraińcami o Małopolskę Wschodnią i Wołyń, który trwał nieprzerwanie do lipca 1919 r. Ogromnym heroizmem wykazali się obrońcy Lwowa, także cywilni mieszkańcy, studenci i uczniowie, którzy przetrwali wielomiesięczne oblężenie miasta. Od lutego tego samego roku zmagano się z coraz bardziej napierającymi na zachód oddziałami Armii Czerwonej, która niosła Europie leninowskie idee rewolucji proletariackiej. Zwycięstwem militarnym i dyplomatycznym zakończyło się powstanie w Wielkopolsce, a antyniemieckie nastroje przybierały coraz bardziej na sile na Górnym Śląsku, co poskutkowało pierwszym, nieudanym powstaniem w sierpniu. Walka na tylu frontach spowodowała, że brakło już sił i środków, żeby skutecznie się przeciwstawić atakowi Czechów na Śląsku Cieszyńskim, Spiszu i Orawie. A do sporu z Polakami szykowali się także Litwini, marzący o własnym państwie w granicach przedrozbiorowego Wielkiego Księstwa Litewskiego ze stolicą w Wilnie.

Trudna codzienność

Prowadzenie działań zbrojnych wymagało ogromnych środków – na utrzymanie armii z budżetu państwa wydawano 60 proc. dochodów, a wystarczało to i tak na ledwie siódmą część wydatków. Pieniędzy brakowało na wszystko: administrację, wyżywienie obywateli, oświatę, służbę zdrowia. Jedyną alternatywą była pomoc z zagranicy. Osobista znajomość premiera Ignacego Paderewskiego z szefem amerykańskiej agencji Food Administration Herbertem Hooverem zaowocowała przysłaniem do Polski 1 mln ton żywności i 3 mln ton odzieży, głównie dla dzieci. Pomogły one setkom tysięcy ludzi przetrwać zimę. Znaczną pomoc finansową ofiarowała również Francja.

Poza wojną największym wyzwaniem dla młodego państwa było scalenie trzech dzielnic zaborczych. Po 120 latach rozdzielenia różnice dotyczyły dosłownie każdej dziedziny życia, także języka, kultury i mentalności. Wkrótce doprowadziły one do napięć politycznych i społecznych. Wielu Polaków walczyło przeciw sobie na frontach Wielkiej Wojny. Teraz służyli w tych samych jednostkach, pod rozkazami dowódców, którzy czasem wydawali komendy w obcym języku, bo innych nie znali. Nazywano siebie nawzajem: „Moskalami”, „Krzyżakami” bądź „Austryjecami”.

W 1919 r. płacono w Polsce sześcioma rodzajami walut. W każdej z dzielnic były odmienne warunki produkcji, a co za tym idzie – różne ceny. Między dawnym zaborem pruskim a resztą kraju utrzymywano nawet granicę celną. Sieci komunikacyjne w dzielnicach nie były ze sobą połączone, w dodatku panowały osobne systemy na kolei, stosowano inne urządzenia, sposoby sygnalizacji, nawet szerokość torów była inna. Podróż z Krakowa do Warszawy trwała kilkanaście godzin, a podróżni czasem musieli osobiście znosić z lasów drewno, żeby parowóz mógł ruszyć. Kto decydował się na podróż samochodem, musiał się liczyć z tragicznym stanem dróg, w większości gruntowych, a także z koniecznością ruchu lewostronnego obowiązującego w Małopolsce. Na terenie kraju obowiązywało pięć porządków prawnych. Za to samo przestępstwo w każdej dzielnicy inaczej karano. Teoretycznie możliwe były nawet bigamia i legalna pańszczyzna.

A jednak się udało!

Powołanie Naczelnika Państwa i centralnego rządu pozwoliło na rozpoczęcie porządkowania chaosu. Sprawnie i uczciwie zorganizowano wybory do Sejmu Ustawodawczego, a frekwencja wyborcza w wielu okręgach przekraczała 90 proc. Stopniowo reorganizowano administrację państwową i samorządową w terenie, przy czym borykano się z ogromnymi brakami kadrowymi. Tworzono polskie szkolnictwo podstawowe, wyższe, a także setki nowych instytucji, od Polskiego Towarzystwa Matematycznego po Polski Związek Piłki Nożnej. Na arenie międzynarodowej osobowość prawna Polski została uznana przez wszystkie państwa, polska delegacja wzięła udział w kongresie wersalskim, na którym uzyskała m.in. potwierdzenie praw do Wielkopolski i Pomorza.

Pomimo biedy, głodu, chorób i nieustających wojen, a także rozczarowania codziennością, mimo wszelkich przeciwności po roku istnienia odrodzonej Polski można było powiedzieć, że się udało. Udało się zbudować podwaliny państwa, które już w kolejnym roku miało przejść swój najtrudniejszy egzamin. Udało się dzięki porozumieniu mądrych polityków z wrogich sobie obozów, ale przede wszystkim dzięki ogromnemu wysiłkowi mieszkańców miast, miasteczek i wsi, ich uporowi i determinacji. To był prawdziwy pierwszy cud nad Wisłą.

W opracowaniu tekstu korzystałem m.in. z publikacji prof. Andrzeja Chwalby.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Syria: dwóch księży zamordowanych przez bojówki Państwa Islamskiego

2019-11-11 20:31

st (KAI/la Repubblica) / Damaszek

Dwóch księży katolickich obrządku ormiańskiego zostało dziś zabitych przez bojówki Państwa Islamskiego w północno-wschodniej Syrii w wiosce Zar, w dystrykcie Busayra, na wschód od Dar ar-Zor.

Unsplash/pixabay.com

Ofiarami terrorystów padło dwóch księży 43-letni Hovsep Petoyan i jego ojciec, także kapłan 71-letni A. Petoyan (w Kościele obrządku ormiańskiego nie obowiązuje duchownych celibat). Według niektórych źródeł, obydwaj, w towarzystwie diakona, mieli zweryfikować stan prac konserwatorskich ormiańskiego kościoła katolickiego w okolicy, kiedy znaleźli się w zasadzce na drodze łączącej Hasakeh z Dar ar-Zor. Uzbrojeni ludzie otworzyli ogień, zabijając starszego na miejscu, a młodszy z księży zmarł wkrótce na skutek odniesionych obrażeń. Ranny został również diakon.

Według agencji prasowej Sana chodzi o „akt terroryzmu”, który ma miejsce w szczególnie trudnym momencie dla prowincji Hasakah, ponieważ Turcja rozpoczęła szeroko zakrojoną ofensywę w celu wyeliminowania obecności bojowników kurdyjskich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem