Reklama

Arcybractwo Męki Pańskiej

Człowiek potrzebuje braterstwa

2015-03-26 11:43

Maria Fortuna-Sudor
Edycja małopolska 13/2015, str. 7

Adam Bujak
Memento homo mori - śpiewają bracia

W kolejne piątki Wielkiego Postu bazylikę św. Franciszka z Asyżu wypełniają wierni uczestniczący w nabożeństwie Piętnastu Stopni Męki Pańskiej. Ta forma wspólnej modlitwy ma swe korzenie w średniowieczu. W Krakowie jest znana od co najmniej 420 lat. A wszystko za sprawą Arcybractwa Męki Pańskiej, które przy klasztorze franciszkańskim trwa nieprzerwanie od 1595 r.!

Osoby zainteresowane historią Arcybractwa, do którego należeli m.in. polscy królowie i biskupi, magnaci, kupcy, ale i mieszczanie, odsyłam do wydanego przez „Biały Kruk” albumu „Arcybractwo Męki Pańskiej” Adama Bujaka oraz na stronę internetową www.franciszkanie.pl, gdzie można przeczytać, kim przez wieki byli członkowie Arcybractwa, czym się zajmowali, komu i w jaki sposób przychodzili z pomocą.

Ludzie w kapturach

Co warto podkreślić, kolejne przeszkody, które Arcybractwo napotykało przez wieki na swej drodze, w tym wrogość zaborcy czy też władz PRL-u, nie tylko nie zniechęciły braci do kontynuowania tej formy aktywności w Kościele, ale wręcz umacniały ich w przekonaniu, że warto dbać o ciągłość tego religijnego stowarzyszenia świeckich.

Reklama

Kim są dzisiaj? Odpowiedź próbuję uzyskać od ich przełożonego – Adama Bujaka, który od razu zaznacza, że po wejściu do bazyliki członkowie są braćmi. – Wszystkie dyplomy, tytuły, zasługi zostawiamy na zewnątrz kościoła – wyjaśnia znany i uznany Fotograf. Zwraca uwagę na obowiązujący ich strój – kapy brackie i czarne kaptury, które zapewniają członkom anonimowość.

Promotor Arcybractwa Męki Pańskiej, franciszkanin o. Jacek Wójtowicz również przekonuje, że ów tradycyjny strój braci spełnia ważną rolę. Podkreśla, że w czasie nabożeństwa nie jest istotne, kim ów ukryty pod kapturem człowiek jest, bo liczy się przede wszystkim bycie człowiekiem dla drugiego człowieka. – Często patrzymy na otoczkę zewnętrzną, a nie patrzymy na serce – zauważa o. Jacek i wyjaśnia: – Tymczasem chodzi o to, że gromadząc się wokół Chrystusa, Jego mocą stajemy się dla drugich braćmi. I to jest właśnie sens – człowiek potrzebuje braterstwa wokół siebie, pokoju i jedności.

Brat Adam

Aktualnie Arcybractwo skupia ok. 20 braci, z których najmłodszy ma niewiele ponad 20 lat. – W naszym gronie jest i naukowiec z UJ, i mecenas – prawnik, i konserwator zabytków – wylicza Adam Bujak. Mówi, że bracia wykonują różne zawody, a ogólnie można by powiedzieć, iż reprezentują środowisko inteligenckie.

W tej wspólnocie Adam Bujak jest bratem z najdłuższym „stażem”. W tym roku obchodzi jubileusz 50-lecia swej przynależności do stowarzyszenia. – Jako młody człowiek poznałem w Muzeum Etnograficznym wybitnego naukowca, który opowiedział mi o Arcybractwie Dobrej Śmierci (druga nazwa stowarzyszenia wynikająca z faktu, że w przeszłości bracia organizowali pogrzeby) – wspomina Fotograf. Dodaje, że zaintrygowany wybrał się na nabożeństwo: – Tak spotkałem brata starszego, czyli brata Stanisława Kabaję, który był zwozicielem trupów do prosektorium. Niesamowita postać! To on, gdy już mnie lepiej poznał, zaproponował, abym przystąpił do bractwa. Przez te wszystkie lata poznawałem niezwykłą historię, rozmawiając z wieloma ludźmi, którzy pamiętali jeszcze czasy sprzed wojny...

Nabożeństwo

Braci można spotkać w czasie nabożeństwa Piętnastu Stopni Męki Pańskiej, które od lat gromadzi w bazylice św. Franciszka wielu wiernych. Niektórzy trwają na modlitwie już od 9 rano, kiedy zaczyna się adoracja Najświętszego Sakramentu, po czym jest odprawiana (o 16.30) Msza św. Następnie o 17. rozpoczyna się Procesja Jerozolimska, w której bracia przybywają do Kaplicy Męki Pańskiej (obecnie, ze względu na trwający remont, ta część nabożeństwa jest odprawiana w kaplicy Matki Bożej Bolesnej).

Procesja ubranych w charakterystyczne, czarne stroje braci oraz ich atrybuty i powtarzana modlitwa przyciągają uwagę zebranych. Już w drodze przed ołtarz bracia śpiewają łacińsko-polski refren: „Memento homo Mori. Pamiętaj, człowiecze, na śmierć, a za grzechy pokutuj”. – Brat będący najdłużej we wspólnocie niesie krzyż – mówi Adam Bujak. – Z kolei dwaj najstarsi wiekiem bracia niosą umieszczone na wysokich laskach czaszki – kobiecą i męską, a pozostali – laski, na których znajdują się znaki męki Jezusa. Wyjaśnia, że nabożeństwo polega na rozważaniu scen związanych z męką Chrystusa.

W czasie nabożeństwa, gdy śpiewane są psalmy pokutne, bracia leżą krzyżem. Następnie w procesji kierują się do głównego ołtarza bazyliki, gdzie są odprawiane „Gorzkie żale”. Po nich i po kazaniu pasyjnym wierni otrzymują do ucałowania relikwie Krzyża Świętego. Procesja Jerozolimska, w której z reguły uczestniczy bardzo dużo osób, kończy nabożeństwo.

Idea bractw

Adam Bujak mówi, że w ciągu roku bracia spotykają się w każdy pierwszy piątek miesiąca. Wówczas wspólnie się modlą, ale też dyskutują i wzajemnie się umacniają. Odnosząc się do idei Arcybractwa, wyjaśnia: – Dla nas w centralnym miejscu jest Chrystus, Jego cierpienie. Poprzez to cierpienie widzimy otaczający nas świat, który zwłaszcza teraz wymaga troski. Bo ten świat jest pełen nienawiści, pogardy, wojen… Te tragedie, które się dzieją na Ukrainie i w innych częściach świata, te mordy dokonywane na wyznawcach Chrystusa. Albo upowszechniane dziś ideologie, jak na przykład gender, która niszczy człowieka. Dewastacja kultury, historii... Uświadamiamy sobie, do czego może doprowadzić nienawiść i pogarda. Mając to na uwadze, skupiamy się na męce Chrystusa.

O. Jacek Wójtowicz wyjaśnia: – Istniejące w Kościele bractwa miały za zadanie przede wszystkim jednoczyć ludzi. Przypomina, że Chrystus przyszedł do ludzi, aby ukazać siebie jako Syna Bożego i Zbawiciela, który staje się Drogą, Prawdą i Życiem. – My, żyjąc na wzór Jezusa i patrząc na Jezusa i przez Jezusa, i razem z Chrystusem, i gromadząc się wokół Niego, stajemy się braćmi, na Jego wzór. I to jest wciąż aktualna w Kościele idea bractw – podkreśla Franciszkanin.

Mój rozmówca przypomina, że człowiek nie żyje tylko dla siebie. – Jeżeli trwamy we wspólnocie, to ona uczy nas gromadzenia się wokół Jezusa i czynienia wobec siebie darów braterskich i siostrzanych – tłumaczy o. Jacek Wójtowicz i przekonuje: – Trzeba spojrzeć na krzyż. On jest znakiem łączącym nas z Bogiem i z innymi ludźmi.

Tagi:
Wielki Post

Reklama

Miłość bez miary

2019-04-10 10:28

Ks. Tomasz Zmarzły
Edycja sosnowiecka 15/2019, str. I

TZ
Ilustracja z Mszału Rzymskiego

Wielki Post dobiega końca. To był szczególny czas podążania za Chrystusem dźwigającym krzyż i prowadzącym nas do Zmartwychwstania. Jezus mówi: „Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem” (Łk 14, 27). Św. Jan Paweł II mówił, że miłości bez krzyża się nie znajdzie, krzyża bez miłości nie uniesie. Każdy inaczej przeżywał tę wyjątkową czterdziestodniową wędrówkę.

– Każdego roku wyczekuję czasu Wielkiego Postu. Podobnie jak wiosna jest czasem porządków, Wielki Post jest dla mnie czasem porządkowania życiowej codzienności. Ustawiania na właściwych miejscach moich ambicji, talentów, słabości, wartości. Szczególnie nabożeństwo Drogi Krzyżowej pomaga mi na nowo oddać miejsce najważniejsze Jezusowi Chrystusowi. Gdy w sercu oddam Jemu to najważniejsze miejsce, wszystko inne zaczyna się układać i przychodzi radość Wielkiej Nocy! – opowiada Agnieszka Dubiel.

Ks. Jan Twardowski pisał: „Wiara jest dla mnie ufnością, zawierzeniem Panu Bogu bez stawiania pytań. Człowiek wierzący nie ma takich pytań. Człowiek niewierzący nie ma odpowiedzi”. – Każdy Wielki Post jest wyjątkową okazją do kontemplacji Bożej miłości. To droga budowania zaufania do Tego, który do końca nas umiłował. Co roku taka sama, ale jakże bogatsza w doświadczenie miłości większej niż śmierć – stwierdza Alicja Demczyńska.

– Okres Wielkiego Postu to dla mnie czas refleksji i wyciszenia, czas pracy nad sobą i rozmyślania nad tym, jakim jestem człowiekiem. Czy potrafiłabym oddać swoje życie za innych ludzi i kochać kogoś, kto źle mi życzy? Udział w nabożeństwie „Gorzkich żali”, Drogi Krzyżowej czy wielkopostnych rekolekcjach uświadamiają mi co dla mnie zrobił Jezus i mobilizują, by swoim życiem choć trochę Mu podziękować – mówi Patrycja Cieślik.

Nie trzeba czekać rok, by iść za Jezusem. On zawsze nas zaprasza, by pójść za Nim. Uczy nas każdego dnia, że „miarą miłości jest miłość bez miary” (św. Bernard z Clairvaux).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dziś największy lipcowy odpust maryjny na Jasnej Górze

2019-07-16 17:49

mir / Jasna Góra (KAI)

Podprzeor Jasnej Góry o. Mieczysław Polak podziękował pieszym pątnikom zgromadzonym na odpustowej sumie w dzisiejsze wspomnienie Matki Bożej z Góry Karmel, zwanej Szkaplerzną, że „stają w obronie wartości chrześcijańskich, będąc świadkami tego, co dobre i prawdziwe”. Ponad 4 tys. osób dotarło w pieszych pielgrzymkach na największy lipcowy odpust maryjny na Jasnej Górze.

Bożena Sztajner/Niedziela

Suma odpustowa odprawiona została na jasnogórskim szczycie o godz. 11.00. Na uroczystości przybyli pielgrzymi piesi z Poznania, Przemyśla, Piotrkowa Trybunalskiego w archidiecezji łódzkiej i z parafii arch. częstochowskiej; m.in. Gorzkowic, Rozprzy, Kamieńska oraz z Trzemeśni w arch. krakowskiej. Dotarła także licząca 75 osób Franciszkańska Pielgrzymka Rowerowa ze Wschowy w diec. zielonogórsko-gorzowskiej.

- Chodziliśmy od małego – przyznaje wielu jasnogórskich pielgrzymów. Od pokoleń pielgrzymują pieszo, przekazując wiarę, miłość do Boga i umiłowanie pielgrzymowania swoim dzieciom. Od 150 lat wędrują wierni z Piotrkowa Trybunalskiego.

- Można powiedzieć, że podróżujemy 'od Matki do Matki', ponieważ Piotrków Trybunalski również ma swoją Maryję, którą oczywiście czcimy - wyjaśniał kierownik grupy ks. Jacek Tyluś. Najstarszym pielgrzymem była w tej grupie 82-letnia Janina, najmłodszymi 13-miesięczy Jaś i 16-miesięczna Marcelina. Wierni z Piotrkowa Trybunalskiego także pieszo wracają do domów. Tradycyjnie w dzień poświęcony Najświętszej Maryi Pannie z Góry Karmel na Jasną Górę przybyła też grupa z Rozprzy z sanktuarium, w którym Maryję czci się jako Matkę Życia. Także ci pielgrzymi wracają pieszo.

Odprawiający rekolekcje w drodze modlili się o wstawiennictwo Maryi w wiernym naśladowaniu Jej Syna. O. Mieczysław Polak, podprzeor Jasnej Góry podziękował pielgrzymom, że „stają w obronie wartości chrześcijańskich, będąc świadkami tego, co dobre i prawdziwe”.

Mszy św. przewodniczył ks. Jan Markowski, kierownik 85. Poznańskiej Pieszej Pielgrzymki, a koncelebrowali m.in.: ks. Łukasz Łukasik, ojciec duchowy 85. Poznańskiej Pieszej Pielgrzymki i ks. Jacek Tyluś, kierownik 150. Jubileuszowej Pielgrzymki Piotrkowskiej.

O tym, by wiara nie była tylko przyzwyczajeniem i tradycją, lecz żywą relacją z Jezusem i Jego Matką mówił w kazaniu ks. Łukasz Łukasik. - Przychodzimy do Maryi na Jasną Górę, aby zawierzyć Jej sprawę naszej wiary i tego, jak ta wiara w naszym życiu jest postrzegana, a przede wszystkim, jak jest wyznawana – mówił kaznodzieja – To właśnie w naszym sercu rodzi się ta walka związana z wiarą, to właśnie w naszym sercu, w dzisiejszych czasach, rodzi się największa walka o chrześcijaństwo i o Jezusa Chrystusa”.

Z racji odpustu Matki Bożej Szkaplerznej, w Kaplicy Cudownego Obrazu odprawione zostały Nieszpory połączone z nabożeństwem tzw. klęczek. Podczas nabożeństwa ojcowie i bracia paulini modlili się wezwaniami Litanii Loretańskiej i ze wzniesionymi ku górze rękami śpiewali łacińską antyfonę „Monstra Te esse Matrem” („Okaż nam się Matką”).

Święto Matki Bożej Szkaplerznej jest dla niektórych pielgrzymów okazją do uroczystego założenia tego szczególnego znaku zawierzenia Maryi.

Historia szkaplerza sięga połowy XIII w., kiedy to ówczesny generał karmelitów o. Szymon Stock prosił Matkę Bożą o pomoc w uratowaniu zakonu przed kasatą. Jak podaje tradycja, w odpowiedzi Maryja ofiarowała karmelicie płócienną szatę jako znak schronienia pod Jej macierzyńską opiekę. Z noszeniem szkaplerza związane są tzw. przywileje szkaplerzne, czyli łaski obiecane przez Matkę Bożą. Po pierwsze, gwarantuje on szczególną opiekę Najświętszej Maryi Panny w trudnych sytuacjach i niebezpieczeństwach doczesnego życia, a po drugie - w znaku szkaplerza Maryja obiecała szczęśliwą śmierć i zachowanie od wiecznego potępienia.

- Dzisiejsze święto to także ważny dzień w duchowości paulinów - wyjaśnia o. Piotr Łoza. Życie patriarchy Zakonu Paulinów św. Pawła Pierwszego Pustelnika było naśladowaniem życia proroka Eliasza. - Karmel to Góra proroków i pustelników - zauważa o. Łoza – I w tej tajemnicy można odkrywać i dziś co to znaczy życie pustelnicze. Życie pustelnicze to życie prorockie. Pustelnik ma być prorokiem dla tego świata, czyli żyć tym, co jest nadprzyrodzone. Życie według Boga jest proroctwem, czasami nic nie trzeba mówić, tylko żyć według Boga, żeby być prorokiem – wyjaśniał zakonnik.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Francja: od 25 lat wspólnotę braci z Taizé wspierają urszulanki z Polski

2019-07-17 19:36

(KAI/VaticanNews) / Taizé

Od ćwierć wieku pracują na wzgórzu w Taizé urszulanki Serca Jezusa Konającego z Polski. Za ich posługę podziękował im przeor wspólnoty, brat Alois. Swoją wdzięczność każdego tygodnia wyraża też młodzież, z którą pracują siostry.

Łukasz Krzysztofka

Pracujący w Taizé od wielu lat polski kapłan brat Marek przypomniał, że przybycie sióstr urszulanek było związane z potrzebą wspierania jego jako jedynego wówczas brata z Polski, by można było przyjąć liczne grupy młodych. Zaprosił je założyciel wspólnoty brat Roger, który bardzo liczył na to, że uda się znaleźć odważne zakonnice, które zechciałyby przyjechać do Taizé. Bardzo je polubił i wspierał, nalegając jednocześnie, by nosiły strój zakonny, żeby było wiadomo, że są to siostry z Polski.

W rozmowie z Radiem Watykańskim siostra Grażyna zaznaczyła, że chociaż początkowo urszulanki służyły głównie Polakom i osobom z Europy Środkowo-Wschodniej, to z czasem objęły swoimi działaniami także mieszkańców innych krajów. "Stopniowo nasza misja się zmieniała, ale cały czas jesteśmy nastawione na służenie młodym i słuchanie ich. Towarzyszymy dziewczętom z różnych krajów, w zależności od tego, jakimi językami mówimy. Zdarza się niekiedy, że dziewczęta, które w Taizé poznały urszulanki, wstępują do tego zgromadzenia" – powiedziała siostra Ania. Dodała, że ona sama właśnie w Taizé poznała urszulanki "i tu rozeznawałam moją drogę i, jak widać, jestem w zgromadzeniu".

W ciągu dwudziestu pięciu lat na wzgórzu w Taizé pracowało kilkanaście urszulanek. Dla życia każdej z nich doświadczenie to było bardzo istotne. Także braciom ze wspólnoty i wielu ludziom młodym nie sposób sobie wyobrazić życia w tym miejscu bez ich obecności.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem