Reklama

Uczelnia z korzeniami

2015-03-31 12:51

Z prof. Alojzym Szymańskim rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 14/2015, str. 40-41

Dominik Różański
Prof. Alojzy Szymański

O pielęgnowaniu ducha tradycji i wdrażaniu dobrze rozumianej nowoczesności z prof. Alojzym Szymańskim rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – W uzasadnieniu przyznanej Panu Profesorowi Nagrody im. bp. Romana Andrzejewskiego czytamy m.in.: „Za konsekwentne kierowanie wspólnotą uczelnianą w duchu poszanowania tradycji nakazującej troskę o rozwój wsi, poprzez wspieranie gospodarstw rodzinnych i budzenie miłości do polskiej ziemi”. Jak się robi w obecnych czasach to, co jest tak bardzo nie na czasie, Panie Profesorze?

PROF. ALOJZY SZYMAŃSKI: – Przede wszystkim wystarczy nie niszczyć tego, co dobre. SGGW różni się od innych uczelni tym, że aż 55 proc. naszych studentów pochodzi ze wsi i z małych miasteczek. Przychodzą tu z dorobkiem tradycji wyniesionych ze swoich rodzin, z tego wiejskiego i małomiasteczkowego ducha, w którym wciąż dominuje silne poczucie więzi sąsiedzkich oraz przywiązanie do lokalnych społeczności. Naszą troską jest, by ucząc się żyć w dużym mieście, nie tracili tych cennych wartości.

– Jak to wygląda w praktyce wielkiej uczelni?

– Staramy się, aby nawet nasz nowoczesny kampus był dla studentów „małą ojczyzną”. Mamy tu różne zespoły taneczne, dwa chóry, ale także orkiestrę reprezentacyjną. Tu tradycja styka się z nowoczesnością, nie wykluczają się nawzajem.

– Chyba jednak dużo trudniej jest tę troskę o ducha tradycji i przywiązania do ojczystej ziemi realizować w codziennym procesie dydaktycznym?

– Rzeczywiście, łatwo tego rodzaju misję realizować w sferze kultury – jeśli tylko oczywiście chce się to robić – jednak za istotne uznajemy także to, by naszej młodzieży dawać poczucie bezpieczeństwa w kształceniu zawodowym, co oznacza także umacnianie jej w postawie wewnętrznej uczciwości.

– Pan Profesor hołduje starej dobrej zasadzie – docenionej przez kapitułę Nagrody im. bp. Romana Andrzejewskiego – że nie tylko wiedza i intelekt, ale także postawa moralna winny być – również w SGGW – najwyższymi wartościami. Dziś nie jest łatwo wdrażać ją w życie...

– Przeciwnie – trzeba przede wszystkim dawać dobry przykład. I nieustannie przypominać: bądźcie tacy jak wasi rodzice, dziadkowie, dla których „tak” oznaczało „tak”, a „nie” – „nie”; że w prostocie jest wielkość. Młodzi ludzie szybko chwytają te zasady, bo przecież z nimi tu przyszli. I dzięki tej proponowanej przez nas ciągłości zasad czują się dobrze na naszej uczelni.

– Przede wszystkim dzięki takiej, a nie innej kadrze profesorskiej...

–...która także wywodzi się głównie ze wsi, z małych miasteczek. Wszyscy pochodzimy albo z Mazowsza, albo z Podlasia! Dobrze pamiętamy, jak kilkadziesiąt lat temu to nam powtarzano: bądźcie tu, w Warszawie, tacy, jacy byliście tam, u siebie – tak samo uczciwi, bez kompleksów. Trzeba zawsze cenić sobie wielkość tego, z czym się przychodzi do tego innego świata.

– SGGW zawsze była postrzegana jako uczelnia dość wąsko specjalistyczna. Dziś już taka nie jest?

– Zawsze zajmowaliśmy się i nadal zajmujemy się jasno określonym obszarem – gospodarką żywnościową i środowiskiem. 200 lat temu, gdy Stanisław Staszic tworzył Instytut Agronomiczny, przestrzegał, że trzeba kształcić młodzież w taki sposób, aby umiała roztropnie gospodarować, to znaczy zostawić po sobie niezdewastowane gospodarką środowisko. Aby w dzisiejszych czasach sprostać temu zadaniu, trzeba zdobywać jeszcze szerszą wiedzę, nowe umiejętności. Dlatego też nasza uczelnia musi wciąż poszerzać obszary zainteresowań naukowych.

– I czyni to do tego stopnia skutecznie, że od kilku już lat ma tytuł „Najbardziej innowacyjnej i kreatywnej uczelni w Polsce”!

– To dlatego, że jesteśmy tu wyjątkowo otwarci na wszelkie nowinki technologiczne, które przyjmujemy z pokorą, bez zbędnego mędrkowania, bez próżnych dyskusji.

– Przyglądając się obecnemu programowi kształcenia, można odnieść wrażenie, że uczelnia „przeżyła” wielką wewnętrzną rewolucję. Z jednej strony przybyło wydziałów technicznych, a z drugiej pojawił się też Wydział Nauk Społecznych. Jaką więc uczelnią jest dzisiejsza SGGW?

– Jest taka sama jak dawniej, jak zawsze! Tyle że jako uniwersytet przyrodniczy – którego główną misją jest gospodarka żywnościowa i środowisko – stara się jak najlepiej sprostać dzisiejszym wyzwaniom i potrzebom ludzi mieszkających na terenach niezurbanizowanych. Chodzi więc nie tylko o hodowlę zwierząt i uprawę roślin, ale też o kulturę, relacje międzyludzkie, o szeroko rozumianą obsługę ludzi mieszkających na wsi. Dlatego nasza uczelnia kształci dziś socjologów, pedagogów...

– Nie wystarczą odpowiedni specjaliści z uniwersytetów?

– Kłopot z nimi polega na tym, że niechętnie przyjmują pracę na wsi. A poza tym ważny jest ten specyficznie wiejski rys i to „nasączenie” naszych absolwentów poszanowaniem dla tradycji, wartości, historii. Musi być w kraju taka uczelnia, która na bazie starych fundamentów będzie budować nowoczesność! Dzisiejsza SGGW to właśnie szczególny związek tradycji z nowoczesnością.

– Kogo dziś kształci tak niespecyficzny dla rolniczej uczelni Wydział Zastosowań Informatyki i Matematyki? Czy naprawdę jest niezbędny w SGGW?

– To jeden z naszych młodych wydziałów. Mamy obecnie 37 kierunków studiów, z czego tylko 10 jest ściśle związanych z rolnictwem. Pozostałe w jakiś sposób, mniej lub bardziej bezpośredni, służą rolnictwu, wsi, środowisku przyrodniczemu. Zapotrzebowanie na informatyków jest dziś ogromne, także w rolnictwie i na wsi, gdzie zazwyczaj o nich trudniej. Kształcimy więc swoich.

– SGGW jest tradycyjnie zapobiegliwa i samowystarczalna!

– Tak! My wszystko mamy własne – jajka, mięso, mleko, owoce z naszych wzorcowych gospodarstw. Dlaczego by nie mieć własnych informatyków?

– A dlaczego do nazwy Wydziału Rolnictwa dodano biologię?

– Rozwój i postęp w rolnictwie domaga się coraz głębszego wchodzenia w strukturę materii, a zatem sięgnięcie do fundamentu nauk podstawowych staje się dziś koniecznością. Dzisiejszy rolnik na początku studiów dostaje dużą dawkę wiedzy z dziedziny biologii – także biochemii – żeby dobrze rozumiał tę wymagającą materię, z którą będzie miał do czynienia. W dzisiejszych czasach jest to po prostu niezbędne.

– Dlaczego SGGW ma dziś aż dwa wydziały traktujące o żywności?

– Żartobliwie mówiąc, jeden z nich zastanawia się, jak poprawić smak sera, a drugi – jak ten ser zjeść, żeby człowiekowi nie zaszkodził. A poważnie – są to naprawdę dwie ogromnie rozbudowane dziedziny badawcze. Postęp, jak wszędzie, także u nas wymusza specjalizację.

– Ale też w przypadku tej akurat uczelni postęp dość bezpośrednio zmusza do wdrażania osiągnięć nauki w życie...

– To oczywiste. Dzięki nieprzerwanej współpracy uczelni z rolnikami i dzięki naszym absolwentom polska wieś się zmienia. Gdy jeżdżę dziś na swoje rodzinne Podlasie, z podziwem patrzę na zachodzące tam zmiany. Wieś podlaska zmienia się bardzo dynamicznie, o wiele bardziej niż np. wieś mazowiecka. Przede wszystkim dzięki funduszom unijnym, także tym dodatkowym, kierowanym specjalnie do Polski Wschodniej na rozwój infrastruktury technicznej. Ale może także dlatego, że tam ludzie są bardziej przyzwyczajeni do ciężkiej pracy i „niezdeformowani” bliskością wielkiego miasta...

– A ponadto wykazują niezwykłą inwencję twórczą, np. w przywracaniu dawnych tradycji kulinarnych. Taki „brak postępu” bardzo się dziś Polakom podoba.

– I to jest właśnie ten prawdziwy postęp! Trzeba go tylko umieć dostrzec, docenić oraz stworzyć odpowiednie warunki, w czym nasza uczelnia ma wielki udział.

– Okazuje się, że SGGW ma swój udział nie tylko w postępie na polskiej wsi, a Pan Profesor osobiście przyczynił się do powstania warszawskiego metra!

– Jestem absolwentem Wydziału Melioracji Wodnych, pracowałem w ukształtowanej przez prof. Wojciecha Wolskiego Katedrze Geotechniki SGGW, która zawsze miała znaczącą pozycję w polskiej geotechnice. Gdy przyszedł czas budowania pierwszej linii metra, trzeba było pomóc Warszawie... Powstały u nas specjalne programy badawcze, przez wiele lat współpracowaliśmy z Generalną Dyrekcją Budowy Metra, także przy budowie drugiej linii. Na podstawie naszych badań projektowano konstrukcje żelbetowe.

– SGGW nie jest zatem wyłącznie „wiejską” uczelnią?

– Jest przede wszystkim uczelnią służącą obszarom pozamiejskim, ale też nigdy nie odmawia użyczenia swego doświadczenia i dorobku badawczego nikomu, kto zgłosi takie zapotrzebowanie. Nasza Katedra Geotechniki zajmuje się np. projektowaniem posadowienia fundamentów pod wielkie warszawskie wieżowce. Przez wiele lat specjalizowaliśmy się w budownictwie hydrotechnicznym. Nadzór nad budową zapory w Czorsztynie oraz nad innymi tego typu budowami był prowadzony właśnie przez nas. SGGW nie jest więc uczelnią typowo rolniczą. Nie tracimy jednak poczucia naszej misji poprawiania jakości życia ludzi na obszarach wiejskich, dlatego staramy się dostarczyć wszystkich potrzebnych tam fachowców. A te potrzeby są coraz bardziej zróżnicowane i coraz większe.

– A czy to prawda, że dostarczacie specjalistów także do banków?

– Tak. Bardzo wielu absolwentów naszego Wydziału Nauk Ekonomicznych pracuje w bankach. To jest taka uczelnia, której absolwentów można spotkać wszędzie.

– Z wielką tendencją do rozszerzania zakresu swojej działalności?

– Jak najbardziej! Mamy ogromny potencjał. Po stworzeniu naszego centrum na Ursynowie wkraczamy teraz w etap budowania i rozwijania laboratoriów. Już nie za pieniądze ze sprzedaży ziemi, lecz ze środków strukturalnych Unii Europejskiej. Obecnie powstają nowe centra badawcze na wysokim poziomie naukowym, np. bardzo nowoczesne Weterynaryjne Centrum Badawcze, które prowadzi już w kooperacji z Uniwersytetem Medycznym badania dotyczące walki z nowotworami i innymi chorobami cywilizacyjnymi.

– Pan Profesor podkreśla, że SGGW, jak przystało na uczelnię typu uniwersyteckiego, rozwija szerokie badania podstawowe. W jakich dziedzinach przede wszystkim?

– Kładziemy szczególny nacisk na rozwój genetyki roślin i zwierząt. Nie tylko na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej, ale także na Wydziale Nauk o Zwierzętach prowadzone są prace w zakresie wykorzystania grafenu do walki z nowotworami. Na Wydziale Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji postawiono sobie szczytny cel, aby uczynić polską wołowinę smaczniejszą od argentyńskiej...

– To się może udać?

– To już się udało, badania są już w fazie końcowej. A o tym, że polska wołowina może być naprawdę smaczna, sam się przekonałem, próbując jej w Londynie! Z pewnością nasza wołowina już dziś dorównuje argentyńskiej i nowozelandzkiej.

– Ma Pan Profesor jeszcze jakieś niespełnione marzenia?

– Do końca mojej kadencji zostało mi niespełna półtora roku. 20 maja 2016 r. odbędzie się najważniejsza z uroczystości mego życia zawodowego i życia wszystkich moich kolegów – 200-lecie kształcenia rolniczego w naszym kraju, czyli powołania Instytutu Agronomicznego w Marymoncie, którego SGGW jest spadkobierczynią. Chciałbym to świętowanie przeprowadzić w sposób godny i podziękować wszystkim tym, którzy swoje życie oddali tej Szkole. Bo w tej Szkole pracuje się przez całe życie.

– Także z tego powodu jest to najbardziej nietypowa uczelnia w Polsce!

– No właśnie! I jak tu nie szanować tradycji? W przeciwnym razie należałoby wziąć walizkę i odjechać...

– Absolwenci SGGW, rzadziej niż inni emigrują za chlebem?

– Nasze Biuro Karier i Monitorowania Losów Absolwentów wykazuje, że 80 proc. absolwentów SGGW otrzymuje pracę bezpośrednio po uzyskaniu dyplomu, a mamy i takie kierunki (np. weterynaria), po których dosłownie wszyscy absolwenci mają zapewnioną pracę.

– I nie jadą do Londynu, Irlandii, lecz na polską wieś?

– Z naszych obliczeń wynika, że połowa – a to naprawdę niemało – z tych, którzy pochodzą ze wsi i z małych miasteczek, wraca do siebie, gdzie poprawia rodzinne gospodarstwo, zakłada masarnię, piekarnię, prowadzi agroturystykę itp. To oni są dziś ostoją zarówno tradycji, jak i nowoczesności na polskiej wsi. W końcu wyszli z SGGW!

* * *

Prof. Alojzy Szymański
Rektor Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie (od 2008 r.), laureat Nagrody im. bp. Romana Andrzejewskiego

Tagi:
szkoła uczelnia

Reklama

Każdy tegoroczny maturzysta będzie mógł przystąpić do matury w terminie

2019-04-25 10:19

red/wpolityce.pl

Gdy nauczyciel, wychowawca lub rada pedagogiczna nie wystawią ocen albo nie przeprowadzą klasyfikacji i promocji, zrobi to dyrektor lub nauczyciel wyznaczony przez organ prowadzący – stanowi rządowy projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty i ustawy Prawo oświatowe. Projekt trafił w środę do Sejmu.

Ks. Jerzy Babiak

Przed posiedzeniem Rady Ministrów premier Mateusz Morawiecki zapowiedział nowelizację ustawy Prawo oświatowe.

„Państwo polskie musi zagwarantować to, że w każdej, bez wyjątku, polskiej średniej szkole, każdy tegoroczny maturzysta będzie mógł przystąpić do matury w terminie” - podkreślił szef rządu.

Informacje o przyjęciu przez Radę Ministrów projektu nowelizacji ustawy o systemie oświaty i ustawy Prawo oświatowe przekazał na konferencji prasowej po posiedzeniu rządu szef KPRM Michał Dworczyk. Jak poinformowała rzecznik rządu Joanna Kopcińska, będzie on prezentował projekt podczas prac w Sejmie.

Gdy nauczyciel, wychowawca lub rada pedagogiczna nie wystawią ocen albo nie przeprowadzą klasyfikacji i promocji, zrobi to dyrektor lub nauczyciel wyznaczony przez organ prowadzący.

Projekt przewiduje również, że jeżeli dyrektor lub nauczyciel nie zdąży przeprowadzić klasyfikacji, to w tym roku szkolnym uczniowie ostatnich klas techników i liceów ogólnokształcących dostaną świadectwa po zakończeniu zajęć dydaktyczno-wychowawczych, czyli po 26 kwietnia 2019 r.

W ocenie autorów rządu nowelizacja zagwarantuje „uczniom ukończenie szkoły i wydanie im świadectw ukończenia szkoły na wypadek, gdyby zakłócona została realizacja zadań i kompetencji ustawowych organów szkoły”.

W uzasadnieniu projektu czytamy, że nowelizacja o systemie oświaty na stanowić „uzupełnienie dotychczasowych regulacji przez wskazanie, że w przypadku, gdy nauczyciel, wychowawca oddziału, osoba prowadząca praktyczną naukę zawodu lub rada pedagogiczna nie wykonują zadań i kompetencji w zakresie oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów lub przeprowadzania egzaminów (…) zadania te będzie obowiązany zastępczo wykonać dyrektor szkoły”.

W nowelizacji proponuje się, aby dyrektor mógł również „upoważnić do realizowania tych zadań nauczyciela. Gdyby dyrektor szkoły lub upoważniony przez niego nauczyciel nie wykonał tych zadań i kompetencji, wykona je nauczyciel wyznaczony przez organ prowadzący szkołę”.

Zmiana w ustawie Prawo oświatowe polega na tym, że „dyrektor szkoły będzie organem odpowiedzialnym za dokonanie klasyfikacji i promocji uczniów w sytuacji, gdy rada pedagogiczna nie podjęła uchwały w tej sprawie (…). Natomiast w przypadku gdyby również dyrektor szkoły nie dokonał klasyfikacji i promocji uczniów, rozstrzygnięcie w tej sprawie podejmie nauczyciel wyznaczony przez organ prowadzący szkołę”.

„Jeżeli dyrektor szkoły lub nauczyciel – czytamy w uzasadnieniu do projektu rządowego – wyznaczony przez organ prowadzący szkołę, zgodnie z powyższą zasadą, będzie dokonywał klasyfikacji i promocji uczniów, dokumentację dotyczącą klasyfikacji i promocji uczniów oraz ukończenia przez nich szkoły będzie podpisywał odpowiednio dyrektor szkoły lub nauczyciel wyznaczony przez organ prowadzący szkołę.”

Zgodnie z projektem nowelizacji rozwiązania te będą miały również zastosowanie w okresie przejściowym do: dotychczasowego egzaminu gimnazjalnego, który po raz ostatni zostanie przeprowadzony w styczniu 2020 r. dla słuchaczy gimnazjów dla dorosłych, w których nauka kończy się w semestrze jesiennym; dotychczasowego egzaminu maturalnego przeprowadzanego na podstawie wymagań określonych w podstawie programowej kształcenia ogólnego, o której mowa w przepisach o systemie oświaty (egzamin ten po raz ostatni zostanie przeprowadzony w roku szkolnym 2028/2029); dotychczasowego egzaminu potwierdzającego kwalifikacje w zawodzie, który po raz ostatni zostanie przeprowadzony w roku szkolnym 2027/2028.

W uzasadnieniu wyjaśnia się, że w sytuacji, „gdy zaistnieje konieczność rozstrzygania o wynikach klasyfikacji i promocji uczniów przez dyrektora szkoły lub nauczyciela wyznaczonego przez organ prowadzący szkołę, zgodnie z projektowanymi rozwiązaniami, w obecnie trwającym roku szkolnym 2018/2019 jako datę wydania świadectw szkolnych promocyjnych i świadectw ukończenia szkoły przyjmuje się datę rozstrzygnięcia przez dyrektora szkoły lub nauczyciela wyznaczonego przez organ prowadzący szkołę o wynikach klasyfikacji i promocji uczniów”.

W odniesieniu do uczniów klas „najwyższych liceów ogólnokształcących i techników przewiduje się (w noweli – PAP) również, że ww. rozstrzygnięcie może nastąpić po zakończeniu zajęć dydaktyczno-wychowawczych, które (…) kończą się w dniu 26 kwietnia 2019 r.”

Przygotowaliśmy prawo, które zagwarantuje ok. 300 tysiącom uczniów możliwość przystąpienia do matur. W razie konieczności klasyfikację przeprowadzi dyrektor szkoły lub samorząd terytorialny, zaś czas na zdanie egzaminu ustnego będzie wydłużony. To rola odpowiedzialnego państwa — napisał na Twitterze premier Mateusz Morawiecki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Francja: prawie 200 tysięcy pszczół z dachu katdery Notre-Dame przeżyło pożar

2019-04-23 09:35

kg (KAI/B-I) / Paryż

Około 180 tys. pszczół z uli umieszczonych na dachu katedry Notre-Dame przeżyło niedawny wielki pożar tej świątyni. Oznajmił o tym 19 kwietnia pszczelarz świątyni Nicolas Géant w rozmowie z amerykańską agencją Associated Press. Wyznał, że doświadczył "wielkiej ulgi", gdy zobaczył zdjęcia satelitarne, na których widać, że żaden z trzech znajdujących się na szczycie katedry uli nie ucierpiał.

marina_foteeva – stock.adobe.com

Według niego we wszystkich tych ulach żyje łącznie prawie 180 tys. pszczół. Jednocześnie Géant przypomniał, że owady te nie mają płuc a wydzielający się w czasie pożaru dwutlenek węgla wywołuje tzw. efekt sedatywny, czyli obniżenia aktywności w połączeniu z sennością. Zaznaczył, że gdy pszczoły poczują ogień, wówczas trutnie zaczynają jeść miód i chronić główną postać w ulu - matkę (królową).

Pszczelarz podkreślił, że występujące w Europie pszczoły w żadnych okolicznościach nie porzucają swych uli.

Wielki pożar, który ogarnął paryską katedrę, wybuchł 15 kwietnia wieczorem i został ugaszony nazajutrz nad ranem. Rozpoczął się na rusztowaniach, wznoszących się nad dachem świątyni, po czym przeniósł się do jej środka, powodując m.in. zawalenie się iglicy i dachu oraz inne ogromne straty we wnętrzu. Prezydent Francji Emmanuel Macron oświadczył już, że wciągu najbliższych 5 lat katedra powinna zostać odbudowana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prymas Polski: w świecie naznaczonym lękiem i śmiercią mamy nieść pokój i radość

2019-04-25 18:29

bgk / Gniezno (KAI)

„Jesteśmy wezwani, aby w tym świecie, takim, jakim on jest, naznaczonym lękiem i śmiercią, pozbawionym nadziei, sparaliżowanym tak wieloma dramatami, nieśli pokój i radość Chrystusa” – mówił dziś w Mielżynie abp Wojciech Polak, odnosząc się do niedzielnych tragicznych wydarzeń na Sri Lance.

Piotr Drzewiecki

Prymas Polski wziął udział w obchodach 100-lecia obecności i posługi w Mielżynie sióstr dominikanek. Zgromadzenie od początku prowadzi tam działalność dobroczynną, opiekując się w sposób szczególny młodzieżą niepełnosprawną intelektualnie i ruchowo.

W homilii Mszy św. stanowiącej centralny punkt jubileuszowych obchodów abp Wojciech Polak postawił pytanie o nasze świadectwo wiary, a konkretnie o radość wiary, której brak papież Franciszek nazwał cechą, a nawet wręcz chorobą wielu chrześcijan.

- Dlaczego boimy się radości? Co nie pozwala nam prawdziwie ucieszyć się bliskością Zmartwychwstałego Pana? – pytał Prymas. – Wolimy się smucić, niż cieszyć może dlatego, że łatwiej jest poruszać się w ciemnościach niż w blasku. Łatwiej jest żyć w lęku, niż otworzyć się na nowość życia. Często brakuje nam radości, bo się po prostu boimy. Czujemy się wciąż przytłoczeni tragedią krzyża, naszymi trudnymi doświadczeniami, naszą przeszłością. Jesteśmy więc, jak mówił swoim uczniom Jezus, zmieszani i różne wątpliwości budzą się w naszych sercach – mówił abp Polak, przypominając, że przecież nie do tego jesteśmy powołani.

„Zmartwychwstały wzywa nas, abyśmy w tym świecie, takim, jakim on jest, tak często naznaczonym lękiem i smutkiem, tak mocno doświadczonym ludzkim cierpieniem i śmiercią, w świecie owładniętym niepewnością i jakże często wręcz sparaliżowanym tak wieloma tragicznymi wydarzeniami, jak choćby w tych ostatnich dniach męczeńską śmiercią tylu chrześcijan na Sri Lance, w świecie przenikniętym samotnością i ostatecznie pozbawionym nadziei, nieśli Jego pokój i radość” – podkreślił Prymas.

Metropolita gnieźnieński nawiązał też do świętowanego jubileuszu zaznaczając, że wezwanie to od stulecia wiernie wypełniają w Mielżynie siostry dominikanki, dla których radość i nadzieja zmartwychwstania jest motywem miłości i służby drugiemu.

„Poczynając od klasztoru i domu dla sierot, poprzez prowadzoną do wybuchu II wojny światowej Szkołę Gospodarstwa Domowego, aż po prowadzony nieprzerwanie od 1956 roku zakład dla dzieci i młodzieży z niepełnosprawnością ruchową i intelektualną, były i są dla tej witkowskiej ziemi zwiastunami nadziei i radości w Panu” – mówił abp Polak.

Na koniec przypomniał słowa pierwszego Prymasa odrodzonej Polski kard. Edmunda Dalbora, który nawołując do troski i miłości o drugich, zwłaszcza o potrzebujących pomocy, zwykł mówić, że „zadaniem naszym jest rany zabliźniać, kolce goryczy bliźnim ostrożnie i miłościwie wyciągać, by im ułatwić przyjście do równowagi i do powrotu do lepszego sposobu życia i do zajęć odważniejszych (…) Dlatego też jako chrześcijanie – dodawał – powinniśmy mieć zawsze współczucie dla naszych bliźnich”.

Mielżyn jest jedną z większych placówek zgromadzenia sióstr dominikanek w Polsce. W klasztorze znajdującym się przy Domu Pomocy Społecznej mieszka i pracuje 18 sióstr. W chwili obecnej 13 sióstr bezpośrednio służy osobom niepełnosprawnym, pozostałe zaś z klasztoru wspierają ich posługę swoimi modlitwami i cierpieniami. Jako wolontariusze w Domu Pomocy Społecznej służą także klerycy Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem