Reklama

Opowieści mirry i aloesu

Niedziela Ogólnopolska 16/2015, str. 48-49

Rys. Aleksandra Polewska

Czy wiecie, dlaczego uczeni botanicy nie znają języka roślin? Bo gdyby go poznali, nie byliby w stanie pracować. Usłyszeliby bowiem natychmiast nadzwyczajne historie opowiadane przez ukryte w ich zielnikach zasuszone zioła, trawy i polne kwiaty albo i ułożone pod okiem mikroskopu pyłki brzozy, jodły czy sosny. Każdy, kto usłyszałby choćby jedną, nawet najkrótszą z roślinnych opowieści, pragnąłby słuchać kolejnej i kolejnej. I nie robiłby nic innego, tylko słuchał i słuchał. A zwłaszcza uczeni botanicy, którzy tajemnice roślin kochają najbardziej na świecie.

Wiele lat temu, w roku 1978, kiedy wasi rodzice byli jeszcze dziećmi, w pracowni pewnego uczonego botanika, tuż przy jego mikroskopie, oczekiwały na szczegółowe oględziny pyłki aloesu i drobinki mirry, czyli żywicy drzewa balsamowego. Jakiś czas wcześniej zostały one wydobyte z pewnej lnianej tkaniny, która, jak twierdzili niektórzy, mogła liczyć sobie dwa tysiące lat. Prócz tego, że owo lniane płótno było bardzo stare, było też bardzo długie. Nazywano je płótnem pogrzebowym, ponieważ tysiące lat wcześniej na jednym końcu takich właśnie płócien układano ciało zmarłej osoby, a drugim końcem je okrywano. Zmarły był więc nim w pewnym sensie owinięty. Ale nasza tkanina nie była zwykłym płótnem pogrzebowym, które po prostu przetrwało do naszych czasów. Nasza tkanina miała tajemnicę, w dodatku tak wielką, że uczeni zaczęli ją nazywać najbardziej tajemniczą tkaniną na świecie. Co było tą tajemnicą? Sekretny, podwójny portret, który był widoczny na płótnie. A właściwie to coś, co bardziej przypominało szkice do portretów albo negatywy fotografii. Obrazy na tkaninie przedstawiały zarys postaci mężczyzny ukazany z przodu i z tyłu. Mężczyzna miał długie włosy i brodę. Gdy naukowcy przyjrzeli mu się dokładniej przy pomocy nowoczesnych urządzeń, odkryli, że na ciele mężczyzny widoczne są liczne ślady po ranach. Stwierdzili też, że mężczyzna miał dużą ranę w boku, a jego stopy i ręce wyglądały tak, jak gdyby ktoś wcześniej wbił w nie gwoździe. Najbardziej zagadkowe było jednak to, że podwójny portret wcale nie został namalowany. Nie było na nim drobinki farby ani nawet cienia śladu pędzla. Dawne legendy mówiły, że owa tajemnicza tkanina była płótnem, w które owinięto ciało Pana Jezusa po zdjęciu z krzyża i w którym złożono je do grobu. Miliony ludzi na świecie wierzyły w tę historię, naukowcy postanowili jednak zbadać, czy to w ogóle możliwe, a jednym z tych naukowców był nasz uczony botanik. Dostrzegł on między włóknami tkaniny rozmaite pyłki roślinne, wydobył je ostrożnie, zabezpieczył i przetransportował do swego laboratorium, by tam dokładnie obejrzeć je pod mikroskopem, rozpoznać, z jakich pochodzą roślin, a potem sprawdzić w ewangelicznych opisach ukrzyżowania Pana Jezusa, czy któryś z Ewangelistów cokolwiek o nich mówi. Spoczywające obok mikroskopu pyłki mirry i aloesu, słysząc o planach naszego botanika, tylko się roześmiały.

– Gdyby mógł zrozumieć nasz język i usłyszeć, co mamy do powiedzenia, nie musiałby tak ciężko pracować – westchnęła mirra.

Reklama

– Nie wiemy jednak, czy uwierzyłby nam na słowo – zauważył aloes. – Nie wiesz, jak to z ludźmi bywa? Myślą, że są najmądrzejsi na świecie.

– Może jednak spróbujemy podpowiedzieć coś naszemu botanikowi, drogi aloesie? Może coś usłyszy z naszej opowieści i kto wie? Może nawet w nią uwierzy? Co nam szkodzi?

Aloes na chwilę zastygł w zamyśleniu, a następnie nie tylko przystał na propozycję mirry, ale i sam rozpoczął opowieść, kierując swój głos w stronę krzątającego się po pracowni uczonego.

Reklama

– Poznaliśmy się z mirrą wiosną, tuż przed świętem Paschy. Pewien jerozolimski handlarz ziołami i przyprawami wrzucił nas pewnego ranka do tego samego płóciennego worka i dokładnie wymieszał.

– Wymieszał, czyniąc z nas w ten sposób mieszankę, której używano do namaszczania ciał zmarłych osób – wyjaśniła mirra. – W piątek poprzedzający święto Paschy ułożył nas wygodnie na grzbiecie swojego osła i powiózł na targ, gdzie zwykł handlować swoimi ziołami.

– I przyprawami – dodał aloes. – W pewnym momencie przed straganem handlującego nami człowieka stanął szanowany mieszkaniec Jerozolimy. Nosił imię Nikodem. Zakupił 100 funtów zrobionej z nas mieszanki i ruszył za mury miasta, gdzie wznosiła się góra zwana Golgotą.

– Nie zapominaj, mój przyjacielu, że w tym samym czasie inny szacowny mieszkaniec Jerozolimy, znany jako Józef z Arymatei, zakupił lniane płótno pogrzebowe, z którego w ostatnim czasie wydobył nas dla celów badawczych nasz pan botanik. Józef, zakupiwszy płótno, podobnie jak Nikodem, ruszył poza mury miasta – dodała mirra. – Również w kierunku Golgoty.

– Doskonale pamiętam, droga mirro. Pamiętam również, że Nikodem i Józef znali się od pewnego czasu, a poznali się dzięki Jezusowi z Nazaretu, który tamtego piątku został skazany na śmierć przez ukrzyżowanie i złożony w grobie. W grobie, w którym miał spocząć po śmierci Józef z Arymatei. Józef oddał ten grobowiec Jezusowi. Był Jego uczniem, uczniem ukrytym. Był człowiekiem zamożnym i ważnym – snuł opowieść aloes.

– Owszem – wtrąciła się mirra. – Był człowiekiem ważnym, ale nie odważnym, podobnie zresztą jak Nikodem. Obaj kochali Jezusa, byli zafascynowani Jego naukami, uwielbiali przebywać w Jego towarzystwie, ale nie chcieli, by ktokolwiek dowiedział się, że są Jego zwolennikami. W Jerozolimie nie było dobrze widziane, by tak znaczący ludzie, jak Nikodem i Józef, byli uczniami Jezusa, który miał w mieście wielu wrogów.

– Obaj bali się, że gdyby jerozolimscy dostojnicy dowiedzieli się o ich miłości do Chrystusa, przestaliby ich szanować – kontynuował aloes. – A gdyby stracili szacunek dostojników, szybko straciliby również swoje bogactwa i pozycje.

– Jak już mówiłam, Nikodem i Józef z Arymatei byli ważni, ale nie byli odważni – przypomniała mirra. – Wstydzili się tego bardzo, ale jakoś nie byli w stanie tego tchórzostwa w sobie przezwyciężyć. Było silniejsze od nich.

– Ale tylko do tamtego piątku, kiedy handlarz zabrał nas na targ, mirro! – zaznaczył aloes. – Tamtego piątku wszystko się odmieniło.

– Zgadza się, mój drogi – przytaknęła mirra. – Kiedy Jezusa pojmano, a potem skazano na śmierć, stało się coś bardzo dziwnego. Jego uczniowie, którzy wcześniej wydawali się bardzo odważni, nagle stracili odwagę i opuścili swego Mistrza. Obawiali się, że przyznawanie się do Niego może być dla nich niebezpieczne, że mogą zostać wtrąceni do więzienia albo nawet ukrzyżowani jak Jezus...

– To okropne, kiedy w tak strasznej chwili opuszczają cię przyjaciele – westchnął aloes.

– Pewnie, że okropne, ale nie przerywaj mi, aloesie, bo stracę wątek. Więc, jak mówiłam, tamtego piątku ci uczniowie Jezusa, którzy wcześniej byli odważni, stali się nagle bardzo tchórzliwi, natomiast ci, którzy dotąd byli tchórzami, nieoczekiwanie, nawet dla samych siebie, zaczęli wykazywać się nie lada odwagą! I tak właśnie było z Nikodemem i Józefem z Arymatei.

– I to jest dowód na to, że prawdziwa odwaga jest prezentem od Pana Boga! – podkreślił aloes.

– I że może o nią prosić w modlitwie każdy, kto widzi, że mu jej brakuje – dodała mirra. – Chociaż są i tacy, którym Pan Bóg udziela odwagi na takiej samej zasadzie, na jakiej obdarowuje talentami. Ale do rzeczy. Strachliwy dotąd Józef z Arymatei, dowiedziawszy się, że Apostołowie – z wyjątkiem Jana – opuścili Jezusa i że jego Mistrz został skazany na ukrzyżowanie, pobiegł zakupić płótno pogrzebowe dla Niego i postanowił oddać Mu wykuty dla siebie grobowiec. Wiedział, że wieść o oddaniu grobowca skazanemu Jezusowi szybko rozniesie się po domach jerozolimskich dostojników i że sprowadzi to na niego kłopoty, ale nie miało to już dla niego znaczenia. Nikodem zaś, który dotychczas był tak tchórzliwy, że spotkał się z Jezusem pod osłoną nocy, by w ciemności nikt go przypadkiem nie rozpoznał, nie tylko zakupił 100 funtów uczynionej z nas mieszanki, by namaścić ciało swego Mistrza, ale też osobiście poszedł do Piłata, czyli kogoś bardzo, bardzo ważnego w mieście, by ten wydał mu ciało Jezusa. Czyli ogromnie naraził swoje bezpieczeństwo.

– Kiedy ciało Chrystusa było już zdjęte z krzyża i namaszczone mieszanką mirry i aloesu – snuł opowieść aloes – Nikodem i Józef pomogli Maryi, Janowi Apostołowi i Marii Magdalenie owinąć je zakupionym płótnem pogrzebowym i złożyli do wykutego w skale grobowca. Płótno szczelnie przylegało do ciała Jezusa i w ten sposób niektóre nasze drobinki zetknęły się z tkaniną i dostały między jej włókna. I trzeciego dnia po ukrzyżowaniu...

– Właściwie to nie był jeszcze dzień, on dopiero się budził – wtrąciła mirra.

– Dobrze, więc trzeciego dnia o świcie i ja, i ty, i płótno, między którego włókna dostały się nasze cząsteczki, staliśmy się świadkami największego w dziejach świata wydarzenia: zmartwychwstania. Swoją drogą to był najpiękniejszy moment mojego życia! – westchnął aloes.

– Mojego też! – zawołała mirra.

– A ten tzw. tajemniczy portret na płótnie pogrzebowym Jezusa, który dziś ludzie nazywają Całunem Turyńskim, możemy właściwie nazwać fotografią zmartwychwstania, prawda, mirro? – bardziej stwierdził, niż spytał aloes.

– Pozwól, że ja wyjaśnię, jak ten obraz powstał. Jego pojawienie się na płótnie jest wielką tajemnicą dla ludzi... – mirra zaczęła nieoczekiwanie chichotać.

–...którzy myślą, że są najmądrzejsi na świecie! – dokończył rozpoczętą przez przyjaciółkę kwestię równie rozbawiony aloes. – A dla nas, którzy przy tym byliśmy, to przecież żaden sekret! Opowiadaj, mirro! Mów szczegółowo! A nuż nasz uczony cię usłyszy!

Mirra już miała wyjawić tajemnicę najbardziej tajemniczej tkaniny na świecie, gdy botanik stanął przy mikroskopie i wyciągnął po nią dłoń. Ująwszy ją, delikatnie ułożył na maleńkim stoliku pod obiektywem i zbliżywszy oko do okularu narzędzia, rozpoczął obserwację. A mirra w tym samym momencie przestała mówić. Doskonale wiedziała, że mówiąc, będzie się ruszać i że jeśli nie będzie leżeć pod obiektywem nieruchomo, botanik nie zdoła jej się przyjrzeć, jak należy.

Tymczasem uczony, spoglądając na nią przez okular, westchnął tylko:

– Ech, gdybyś potrafiła mówić! Nawet nie wiesz, jak byś mi pomogła w pracy! Musiałaś być przecież świadkiem niesamowitych wydarzeń!

2015-04-14 12:43

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nie żyje ks. prof. Wojciech Życiński SDB

2020-04-07 10:49

pixel2013/pixabay.com

Dziś w nocy zmarł ks. prof. Wojciech Życiński SDB, ceniony mariolog, były dziekan Wydziału Teologicznego Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i prorektor PAT. Był bratem śp. arcybiskupa Józefa Życińskiego. Informację o śmierci ks. prof. Życińskiego potwierdziła rzeczniczka Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

Wojciech Życiński urodził się 22 lutego 1953 r. w Nowej Wsi. W 1973 r. wstąpił do zgromadzenia salezjanów w Kopcu. W latach 1974–1981 odbył studia w Wyższym Seminarium Duchownym Towarzystwa Salezjańskiego w Krakowie. Śluby wieczyste złożył 18 czerwca 1980 r. w Krakowie. Święceń prezbiteratu udzielił mu 19 czerwca 1981 w Krakowie biskup Albin Małysiak.

W latach 1981–1985 studiował na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim uzyskując doktorat. Specjalizację pogłębiał, wyjeżdżając na stypendia naukowe na Katolicki Uniwersytet Ameryki w Waszyngtonie (1986) i do Marianum w Rzymie (1989). Habilitację w zakresie nauk teologicznych uzyskał w 1994 r. na Wydziale Teologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego na podstawie rozprawy „Jedność w wielości. Perspektywy mariologii ekumenicznej”.

Był wykładowcą dogmatyki i ekumenizmu w Wyższym Seminarium Duchownym Towarzystwa Salezjańskiego w Krakowie, a w latach 1990–1994 był tamże prefektem studiów. Od 1995 do 2017 pełnił funkcję kierownika najpierw II Katedry Dogmatyki, później Katedry Mariologii najpierw na Papieskiej Akademii Teologicznej a później na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie, gdzie w roku 2000 objął stanowisko profesora uczelnianego.

W latach 1994–1997 sprawował urząd prodziekana Wydziału Teologicznego Papieskiej Akademii Teologicznej, a w latach 1997–2000 dziekana tego wydziału. Od 2000 do 2006 był prorektorem Papieskiej Akademii Teologicznej ds. Nauki i Współpracy Krajowej i Zagranicznej. Od 2012 roku był zwyczajnym członkiem Pontificia Accademia Mariana Internationalis.

Był cenionym autorem wielu artykułów i monografii, szczególnie z zakresu mariologii. Na uwagę zasługują chociażby: „Johna H. Newmana teoria rozwoju doktryny mariologicznej” (Lublin, Wydawnictwo KUL, 2010) oraz „Matka, która pozostała Dziewicą” (seria Horyzonty dogmatu, Kraków 2017).

W ubiegłym roku akademickim ks. prof. Wojciech Życiński przeszedł na emeryturę. Senat UPJPII przyznał mu złoty medal Bene Merenti za wyjątkowy wkład w rozwój uczelni.

Ks. prof. Wojciech Życiński był bratem arcybiskupa Józefa Życińskiego.

CZYTAJ DALEJ

Abp Ryś w liście do diecezjan: dziękuję: za Waszą dojrzałość, za Waszą ofiarność, i za nasze bycie razem

2020-04-09 16:53

[ TEMATY ]

Łódź

abp Grzegorz Ryś

Wielkanoc

ks. Paweł Kłys

- To w nas dokonuje się Pascha – przejście: z niewoli i śmierci do miłości i życia, ze zła ku dobru. To jest najistotniejszy wymiar świętowania Wielkiejnocy. Możemy go doświadczyć wszędzie, również nie ruszając się fizycznie z domu. Kto wie, może właśnie pozostając u siebie potrafimy się na nim nawet bardziej skupić? – pisze w liście do diecezjan abp Grzegorz Rys, metropolita łódzki.

Dziś w południe abp Grzegorz Ryś skierował do wszystkich mieszkańców archidiecezji łódzkiej list na Triduum Paschalne i Święta Wielkanocne.

Łódzki metropolita zwraca uwagę wiernych na to, że Święta Paschy obchodzone przez Żydów były świętami domowymi, i podobnie jak Izraelici przeżywali Paschę w domu, tak i my przeżyjmy te święta z swoją rodziną w naszych domach. „Miejscem przygotowania, a następnie przeżycia Paschy jest własny DOM; to z domu trzeba usunąć stary kwas; najlepiej uczynić to w gronie domowników - zapraszając do tej czynności dzieci, objaśniając im jej symbolikę. Dom musi zostać przygotowany na główny obchód Paschy. Pascha w pierwszym Przymierzu była liturgią DOMOWĄ. Najważniejsze święto wiary przeżywano przy domowym stole (a nie w świątyni na solennej liturgii); jego objaśnienie dokonywało się w PRZEKAZIE RODZINNYM” – podkreśla abp Ryś.

- Oczywiście, dla nas chrześcijan najważniejszym momentem obchodu Paschy jest Wigilia Paschalna, a później Eucharystia w Niedzielę Wielkanocną. Przeżyjemy je jednak zasadniczo w swoich domach - w gronie rodzinnym. To okazja do rodzinnego przekazu wiary, do rodzinnej modlitwy, świadectwa, katechezy. Podobnie jak śniadanie wielkanocne. Nie zaniesiecie w tym roku składających się na nie pokarmów do kościoła na „poświęcenie”. Ale sami je pobłogosławcie! A potem - koniecznie (!) - objaśnijcie najmłodszym ich znaczenie: objaśnienie mięsa (na pamiątkę baranka) i pieczywa (na pamiątkę macy) zaprezentowałem powyżej; ale są jeszcze jajka - symbol nowego życia, i chrzan - przypomnienie gorzkiego smaku niewoli, jest sól - znak misji zleconej nam przez Zmartwychwstałego. – zaznacza hierarcha.

Na koniec metropolita łódzki przypomina, że ostatni rok IV Synodu Archidiecezji Łódzkiej był poświęcony rodzinie. - Czy nie jest tak, że Pan właśnie nas zaprasza, by to wszystko, o czym mówiliśmy zamienić w czyn. Może Pan chce nas uchronić od pustego i teoretycznego gadulstwa, a chce odnawiać nasz Kościół poprzez ożywienie Go w „Kościołach domowych”. Tak. Wiem. Samo to pojęcie „Kościół domowy” zostało przez nas pozbawione mocy. Wydaje się nam albo pobożną abstrakcją, albo nazwą własną zarezerwowaną dla jednego z kościelnych ruchów. A przecież pierwsi chrześcijanie „łamali Chleb PO DOMACH” (Dz 2, 46), a do początku IV w. nie znali innych Kościołów jak „Kościoły domowe” (Domus Ecclesiae). W waszych domowych Kościołach - jestem o tym przekonany - rozstrzygnie się, i to pozytywnie (!) - przyszłość całego naszego Łódzkiego Kościoła. I stanie się to nie za dziesięć czy dwadzieścia lat. Ale dziś! W te Święta! – dodaje.

x. Paweł Kłys

Poniżej publikujemy całość listu.

Drodzy Siostry i Bracia,

Przed nami największe w roku liturgicznym Święta: Święta Nadziei - Święta Paschalne. Wielu z Was zadaje pytanie: w jaki sposób je przeżyć? W warunkach epidemii; niemal bez szansy uczestnictwa w liturgii; bez zwyczajnego dostępu do sakramentów; i innych wielkanocnych obrzędów (jak poświęcenie pokarmów); bez wielkiej możliwości odwiedzenia najbliższych - ograniczeń jest wiele, i wszyscy dokoła je powtarzają. Ja jednak - pozwólcie - nie będę się teraz do nich odnosił. Chcę raczej odpowiedzieć na Wasze (nasze) pytanie: JAK przeżyć te Święta? Odpowiem krótkim fragmentem „Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian”. Apostoł pisał ten list tuż przed Wielkanocą roku 57. W 5-tym rozdziale ewidentnie podpowiada swoim adresatom, w jaki sposób mają świętować tę nadchodzącą najważniejszą Uroczystość, i zachęca: Czyż nie wiecie, że odrobina kwasu całe ciasto zakwasza? Wyrzućcie więc stary kwas, abyście się stali nowym ciastem, jako że przaśni jesteście. Chrystus bowiem został złożony w ofierze jako nasza Pascha. Tak więc przeto odprawiajmy Święto nasze, nie przy użyciu starego kwasu - kwasu złości i przewrotności, lecz - przaśnego chleba czystości i prawdy(1 Kr 5, 6b - 8). W tych czterech zdaniach Paweł zawarł zarówno całe teologiczne przesłanie Wielkiejnocy, jak i najważniejsze elementy jego przeżywania przez chrześcijan.

Zacznijmy od teologicznego przesłania. Ono wpisane jest najpierw w zdanie: „Jako nasza Pascha został ofiarowany Chrystus”. Słowo „Pascha” ma w języku Pisma Świętego dwa znaczenia. Po pierwsze opisuje ŚWIĘTO upamiętniające Noc Wyjścia/wyzwolenia Izraela z niewoli egipskiej; po drugie zaś oznacza BARANKA, którego tamtej nocy (a potem w każdy jej obchód) zabijano, by go spożyć jako najważniejsze danie świątecznej Uczty, i aby jego krwią pomazać odrzwia swoich domów. To jego krew uratowała Izraela od śmierci, i umożliwiła ucieczkę z Egiptu. Jego krew była więc ceną ich wyzwolenia. Ich Pascha-Święto zrodziła się więc z Jego Paschy-Ofiary. Cieszyli się życiem, za które on (baranek) zapłacił śmiercią.

Św. Paweł wzywa NAS: „Świętujmy!” „Radujmy się!” Oto jest nowy Baranek, Chrystus - Pascha złożona w ofierze za nas. Ucieszmy się WOLNOŚCIĄ (jakież to ważne dla nas słowo!), ofiarowaną nam za cenę krwi/śmierci/ofiary Jezusa Chrystusa. EGIPT (dla każdego z nas znaczy to zapewne coś innego) ZOSTAŁ ZA NAMI. To, co nas niewoliło i uśmiercało, upokarzało, odbierało pokój i przetrącało nadzieję i ochotę do życia - choć wydawało się niepokonalne jak władza faraonów, i niewzruszone jak ich piramidy - okazało się za słabe wobec Miłości i Niewinności pozornie bezsilnego Cieśli z Nazaretu.

Drugim elementem paschalnej katechezy jest „przaśny chleb czystości i prawdy” - obok baranka to właśnie przaśny/niekwaszony chleb (maca) stanowił główne danie paschalnej wieczerzy. Dlaczego przaśny? Dlatego, że wyzwolenie z Egiptu - choć wyczekiwane przez lata i upragnione - przyszło nagle. Zaskoczyło Izraelitów. Kiedy zostali wezwani przez Boga do wyjścia, okazało się, że nie mają gotowego chleba na drogę: mieli tylko jeszcze niezakwaszone ciasto w dieżach (zob. Wj 12, 34). Bóg nie czekał, aż się ono zakwasi, a oni sami będą gotowi do drogi. Wyprowadził ich nie przygotowanych - jakby przez zaskoczenie…

Czy nie taka jest właśnie reguła działania Boga? Oferuje nam wolność, choć widzi, że nie jesteśmy na nią przygotowani - jeszcze nie wszystko przemyśleliśmy; nie wszystko rozumiemy; nie ze wszystkim mieliśmy czas się uporać i rozliczyć. Może chcielibyśmy powiedzieć Bogu jak św. Augustyn: „Jeszcze nie dziś! Jutro. Jutro. Za miesiąc”. Bóg nie czeka aż będziemy perfekcyjnie gotowi. Wie, że by się nie doczekał… Noc paschalna zaskakuje nas darem wolności, na którą nie jesteśmy jeszcze przygotowani. Potrzebujemy do niej szybko dorastać, ale już „po drodze” do Ziemi obiecanej.

Może mogliśmy lepiej przeżyć ten Wielki Post; może mogliśmy lepiej wykorzystać czas; może powinniśmy byli więcej czasu spędzić na modlitwie czy na refleksji; może tak naprawdę nie dokonaliśmy jeszcze poważnego rachunku sumienia; nie tylko nie jesteśmy gotowi wyjść z niewoli - może jeszcze w ogóle nie zdążyliśmy jej sobie uczciwie uświadomić. Panu to nie przeszkadza. Pan na szczęście nie czeka. Chce nas wyzwolić teraz. Odwagi!

I trzeci element Pawłowej katechezy paschalnej: stary kwas. Apostoł nawiązuje tu do żydowskiego zwyczaju przeszukiwania domu przed wieczerzą paschalną w celu znalezienia i usunięcia z domu wszelkiego starego kwasu. Ze świecą w ręku należy przejrzeć wszystkie pomieszczenia, wszelkie szpary i dziury, w których mógłby się znaleźć stary kwas. To czynność głęboko religijna (nie można jej mylić z wiosennymi porządkami…). Towarzyszy jej modlitwa. Na jej zakończenie pobożny Żyd wyrzeka się jeszcze także i tego kwasu, którego nie znalazł czy nie rozpoznał. Odrzucenie „starego kwasu” musi być całkowite.

Obrzęd ten jednak wskazuje na coś jeszcze - co być może w tę, tak inną Wielkanoc - łatwiej do nas przemówi: Otóż, miejscem przygotowania, a następnie przeżycia Paschy jest własny DOM; to z domu trzeba usunąć stary kwas; najlepiej uczynić to w gronie domowników - zapraszając do tej czynności dzieci, objaśniając im jej symbolikę. Dom musi zostać przygotowany na główny obchód Paschy. Pascha w pierwszym Przymierzu była liturgią DOMOWĄ. Najważniejsze święto wiary przeżywano przy domowym stole (a nie w świątyni na solennej liturgii); jego objaśnienie dokonywało się w PRZEKAZIE RODZINNYM.

Oczywiście, dla nas chrześcijan najważniejszym momentem obchodu Paschy jest Wigilia Paschalna, a później Eucharystia w Niedzielę Wielkanocną. Przeżyjemy je jednak zasadniczo w swoich domach - w gronie rodzinnym. To okazja do rodzinnego przekazu wiary, do rodzinnej modlitwy, świadectwa, katechezy. Podobnie jak śniadanie wielkanocne. Nie zaniesiecie w tym roku składających się na nie pokarmów do kościoła na „poświęcenie”. Ale sami je pobłogosławcie! A potem - koniecznie (!) - objaśnijcie najmłodszym ich znaczenie: objaśnienie mięsa (na pamiątkę baranka) i pieczywa (na pamiątkę macy) zaprezentowałem powyżej; ale są jeszcze jajka - symbol nowego życia, i chrzan - przypomnienie gorzkiego smaku niewoli, jest sól - znak misji zleconej nam przez Zmartwychwstałego.

Czy to nie uderzające? Cały poprzedni rok spędziliśmy w naszej diecezji na refleksji nad kondycją rodziny i nad przekazem wiary, jaki się w niej najpierw dokonuje. Czy nie jest tak, że Pan właśnie nas zaprasza, by to wszystko, o czym mówiliśmy zamienić w czyn. Może Pan chce nas uchronić od pustego i teoretycznego gadulstwa, a chce odnawiać nasz Kościół poprzez ożywienie Go w „Kościołach domowych”. Tak. Wiem. Samo to pojęcie „Kościół domowy” zostało przez nas pozbawione mocy. Wydaje się nam albo pobożną abstrakcją, albo nazwą własną zarezerwowaną dla jednego z kościelnych ruchów. A przecież pierwsi chrześcijanie „łamali Chleb PO DOMACH” (Dz 2, 46), a do początku IV w. nie znali innych Kościołów jak „Kościoły domowe” (Domus Ecclesiae). W waszych domowych Kościołach - jestem o tym przekonany - rozstrzygnie się, i to pozytywnie (!) - przyszłość całego naszego Łódzkiego Kościoła. I stanie się to nie za dziesięć czy dwadzieścia lat. Ale dziś! W te Święta!

I ostatnia myśl, z której chcę wyprowadzić swoje życzenia:

Św. Paweł mówi, iż ostatecznie Jezusowa Pascha rozgrywa się w każdym z nas. To my „przaśni jesteśmy”; i to z nas musi zostać usunięty stary kwas złości i przewrotności. W ich miejsce pojawią się w nas, i zapanują, czystość i prawda. To w nas dokonuje się Pascha/przejście: z niewoli i śmierci do miłości i życia. Ze zła ku Dobru! To jest najistotniejszy wymiar świętowania Wielkiejnocy. Możemy go doświadczyć wszędzie - również nie ruszając się fizycznie z domu. Kto wie, może właśnie - pozostając u siebie - potrafimy się na nim nawet bardziej skupić? Na pewno wspomóc nas może w tym najbliższa i najbardziej konkretna wspólnota „Kościoła domowego”. I tego właśnie - ŹRÓDŁOWEGO - doświadczenia życzę. Niech ono przyniesie ze sobą głęboką radość i „pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł”, i który „ustrzeże naszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie” (por. Flp 4, 7). Właśnie tego życzę: pokoju serca i myśli.

I jeszcze bardzo Wam dziękuję: za Waszą dojrzałość, za Waszą ofiarność, i za nasze bycie razem

Wasz

+ Grzegorz

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję