Reklama

Wspomożycielka Wiernych i trzy bordowe róże

2015-04-15 21:48

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 16/2015, str. 4-5

WD
Matka Boża Pełczyńska

Miejscowość Pełczyska w gminie Złota Pińczowska położona jest malowniczo na terenie Kozubowskiego Parku Krajobrazowego. W czasach starożytnych osadę zasiedlało wiele plemion, również Celtowie. Odkryte tutaj cmentarzyska, bogate kolekcje przedmiotów codziennego użytku i broni, sporo mówią o przodkach tej okolicy. Pełczyska prawdziwie jednak słyną z wizerunku Matki Bożej z Dzieciątkiem z ok. XVII wieku, otaczanego kultem przez mieszkańców.

Łokietkowe ślady

Na miejscu obozu wojsk królewskich nazywanym Pełk został założony gród z zamczyskiem na pobliskiej górze Zawinicy. Jego fundatorem miał być bp Pełko (Fulko) herbu Lin. Od początku istniała tutaj parafia związana z grodem. W źródłach zapisano, że erygowanie parafii w Pełczyskach przypada na lata 1194-1195, a pierwsza wzmianka historyczna o kościele pojawia się w 1224 r. Parafię wymieniono w wykazach świętopietrza w 1336 r. Zamek należał do księcia Władysława Łokietka. Stąd kierował wyprawami podczas walk o tron krakowski z Wacławem Czeskim. Ks. Jan Wiśniewski pisał w opracowaniu „Po kilkunastoletnim tułactwie, Władysław Łokietek w 1304 r. opanował Pełczyska i czynił stąd wycieczki na Wiślicę i inne grody zajęte przez Czechów. Na wyniosłym szczycie Zawinicy zwanym też Olbrycht wznosił się ongi zamek, w którym przebywał król tułacz. Zamek zburzyli Szwedzi w XVII stuleciu. Dziś pozostały tu wały i wejście do lochów. Wśród okolicznej ludności miały wciąż żyć opowieści o skarbach ukrytych w murach zamku”. Na przełomie XIII i XIV wieku gród z zamczyskiem oddzielono od części zamieszkałej przez ludność cywilną. Zamek niestety zniszczyły tatarskie i szwedzkie najazdy. Dziś stoją jedynie na wzgórzu dwa drewniane krzyże.

Tajemniczy wizerunek

O pierwszym kościele związanym z zamkiem wspominają również źródła z 1325 r. Plebanem był tutaj Mikołaj de Petlicz, kanonik skalbmierski. Parafia należała do dekanatu czarnocińskiego. Parafię wymienia w Liber beneficiorum Jan Długosz, podając wsie należące do niej. Były to Stawiszyce – własność Jana i Piotra Jastrzębców i Niegosławice – będące w posiadaniu Sędziwoja Tenczyńskiego. Dziesięciny oddawały do parafii również wsie Dembiany i Mstyczów. Na podstawie akt wizytacyjnych w 1598 r. można stwierdzić, że na wzgórzu, gdzie stoi obecnie świątynia, był kościół z kamienia. Miał być usytuowany w tym miejscu, w którym widzimy dziś figurę Chrystusa Frasobliwego. W czasie reformacji kościół przejęli różnowiercy, większość wyposażenia uległa zniszczeniu. Świątynia musiała być w złym stanie, skoro w 1731 r. przystąpiono do budowy nowej. Powstała z fundacji kasztelana wołyńskiego Jana Pawła Pepłowskiego i Zofii z Rejów. Budowę ukończono w 1770 r. Kościół konsekrował 12 września 1888 r. bp Tomasz Kuliński. Budulec pochodził ze starego kościoła i z zamczyska. Kościół wyposażył kanonik lwowski ks. Mikołaj Bratkowski. Sprowadził on snycerzy, którym powierzył wykonanie ołtarzy. Główny ołtarz i ambona to dzieło Jana Soszyckiego z Sancygniowa. Główny ołtarz ozdobiony czterema kolumnami wykonano w stylu rokokowym.

Reklama

W świątyni największą wartość ma umieszczony w ołtarzu głównym, łaskami słynący obraz Matki Bożej Pełczyńskiej z ok. 1700 r. Madonna ma kołpak wielkoksiążęcy na głowie, a w ręku trzyma trzy bordowe róże. – To symbole odwołujące się do wiary, nadziei i miłości – opowiada ks. proboszcz Jan Bil, pracujący w parafii od wielu lat. Obraz przykrywa srebrna pozłacana suknia z XVIII wieku. Nie znamy pochodzenia tego wizerunku ani nazwiska autora. Niektóre cechy obrazu, jak choćby oryginalna suknia w różnobarwne prostokąciki wskazują, że może to być obraz pochodzenia ruskiego. Wiadomo, że Pani Pełczyńska otaczana jest wielką czcią od wieków, o czym świadczą też liczne wota wokół obrazu. Twarz Maryi i Jej oczy zwrócone są na widza. Obraz ma zasuwę ze sceną Ukrzyżowania. Po obu stronach ustawiono rzeźby rokokowe Świętych Apostołów Piotra i Pawła – prawdopodobnie pochodzące ze starego kościoła. Z dawnej świątyni pochodzi również sześć ławek (poddanych ostatnio renowacji) i prospekt organowy. – Być może sam obraz Matki Bożej również był w dawnym kościele. Nie ma na to jednak żadnego potwierdzenia – podkreśla ks. Bil. Proboszcz zaznacza, że wizerunek nie był nigdy poddawany konserwacji, a na pewno przeprowadzone wówczas badania odsłoniłyby nieco tajemnicy związanej z obrazem. Ma nadzieję, że jego następca na pewno podejmie się tego zadania.

Świątynia ma kwadratową nawę trójprzęsłową zakończoną węższym prezbiterium dwuprzęsłowym, zwieńczonym absydą i dobudowaną kruchtę. Do prezbiterium przylegają zakrystia po jednej stronie, a po drugiej skarbczyk. Kościół ma sklepienie beczkowe, ściany zdobią u szczytu pilastry i gzymsy. Po boku nawy stoją dwa ołtarze. W jednym był obraz św. Aleksego, obecnie możemy podziwiać na zasuwie obraz św. Katarzyny Sieneńskiej, u góry – obraz św. Piotra. Po drugiej stronie w ołtarzu dawniej znajdował się obraz Najświętszej Maryi Panny Różańcowej, rozdającej różańce św. Dominikowi, św. Katarzynie i św. Aleksemu. Dziś możemy oglądać w tym ołtarzu wizerunek Patrona – zabytkowy obraz „Męczeństwo św. Wojciecha”. Jak odnotował to ks. Jan Wiśniewski – „pędzla Eljasza, sprawiony za ks. Cieszyńskiego”. W górze ukazana jest scena Zmartwychwstania. Prezbiterium spina z nawą barokowa tęcza. Pośrodku niej umieszczono krucyfiks, a u dołu anioła trzymającego kielich z krwią Zbawiciela, z drugiej strony artysta umieścił narzędzia Męki Pańskiej: słup i drabinę. W kościele znajduje się kilka tablic epitafijnych z XIX wieku.

Obok kościoła stoi piętrowa wieża murowana, wyżej nadbudowana w ośmiokąt, zakończona dachem pokrytym dachówką. Na większym dzwonie z 1900 r. znajduje się wizerunek św. Wojciecha, mniejszy dzwon pochodzi z 1741 r.

Miejscowość znajduje się na trasie odnowionej Małopolskiej Drogi Świętego Jakuba, dlatego wielu pątników latem kieruje swoje kroki do świątyni. Będąc w okolicach Pełczysk, warto nawiedzić to zapomniane sanktuarium i spojrzeć w tajemnicze oblicze Pani Pełczyńskiej, która z tego miejsca od wieków roztacza opiekę nad całą okolicą.

Czy wiesz, że...

Na Zawinicy i w okolicach Pełczysk archeolodzy odnaleźli unikatowe pozostałości stanowisk kultury ceramiki wstęgowej sprzed 7500 lat, a także ślady osadnictwa z kultury pucharów lejkowatych i późniejszych kultur związanych z osadnictwem w tych rejonach.

Na cmentarzu w pobliżu kościoła znajduje się kaplica grobowa rodu Olszowskich.

Tagi:
sanktuarium

Reklama

Portugalia: prezydent zainaugurował w Rzymie wystawę o papieskich wizytach w Fatimie

2019-11-14 17:59

mz (KAI/CM/TVI) / Rzym

Prezydent Portugalii Marcelo Rebelo de Sousa zainaugurował w Rzymie wystawę fotograficzną dotyczącą papieskich wizyt do sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Fatimie. Ekspozycja, zaprezentowana w rzymskim kościele pod wezwaniem św. Antoniego Portugalczyków, powstała z inicjatywy mieszkającej we Włoszech wspólnoty obywateli Portugalii. Podczas wydarzenia Rebelo de Sousa przypomniał, że podczas wszystkich sześciu dotychczasowych wizyt papieskich Fatima za każdym razem była głównym punktem podróży głowy Kościoła.

Beto Barata / Wikipedia
Prezycent Portugali Marcelo Rebelo de Sousa

Zawierająca kilkaset fotografii wystawa zawiera wiele zdjęć z trzech podróży Jana Pawła II do Portugalii. Papież Polak po raz pierwszy przybył do tego kraju w 1982 r. Kolejne podróże odbyły się w 1991 r. oraz 2000 r. Podczas swojej ostatniej wizyty w Portugalii św. Jan Paweł II beatyfikował dwójkę małych uczestników objawień maryjnych z 1917 r.: Hiacyntę i Franciszka Marto. Ich kanonizacja odbyła się 13 maja 2017 r. również w Fatimie, a uroczystościom liturgicznym przewodził papież Franciszek.

Dwoma innymi papieżami, którzy odwiedzili Fatimę byli Paweł VI, który dotarł tam w 1967 r., na uroczystości związane z 50-leciem objawień, a także Benedykt XVI. Ten ostatni odwiedził portugalskie sanktuarium w 2010 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Cierpienie błogosławieństwem?

2019-11-22 09:53

ks. Jarosław Grabowski

Cierpienie budzi w nas lęk, strach, boimy się cierpienia. Zbyt często o nim słyszymy. Widzimy cierpienie innych i sami go doświadczamy. Ono jest wciąż obecne, jest tak blisko. Robimy wszystko, by uniknąć cierpienia, zarówno tego fizycznego jak i duchowego. Czy to dobra metoda? W jaki sposób uczynić z cierpienia błogosławieństwo? Czy da się?

freelyphotos.com

Można próbować uciec przed cierpieniem, ale nie uda się to nawet za cenę naszej wytrwałości i zaradności. Jeżeli uda się zrzucić krzyż z jednego ramienia, pojawi się on na drugim. Jeżeli unikniemy go dzisiaj, już drugi jest przygotowany na jutro. Czy warto się temu opierać? Czy warto to przeklinać? Czy to pomoże?

Przecież nie zrzucimy z siebie krzyża, a nasze opieranie się czyni go jeszcze bardziej uciążliwym i cięższym. W ten sposób zło nie tylko pozostaje, ale staje się dwukrotnie większe. Jeżeli natomiast przyjmiemy krzyż, ten staje się lżejszy. Przekonamy się nawet w pewnej chwili, że to nie my niesiemy krzyż, ale że krzyż niesie nas.

Przyjęte cierpienie odwraca do góry nogami całe nasze życie, prowadzi do lepszego zrozumienia siebie i innych. Tylko przez łzy można dostrzec prawdziwą wartość życia. Wydaje się, że ten kto nie cierpiał, zna życie tylko powierzchownie. „Cierpienie wyostrza wzrok - mówił schorowany ks. Józef Tischner – pomaga dostrzec wartość ludzkiego życia.

Być może na zewnątrz widzimy gorzej, ale kiedy zaglądamy do wewnątrz, w zakamarki naszego serca, widzimy lepiej. Być może dopiero w cierpieniu naprawdę spotykamy się sami ze sobą.

Każde cierpienie jest wielką tajemnicą i dlatego tak do końca nie jesteśmy w stanie pojąć jego sensu. Odpowiedzi na ten problem powinniśmy szukać nie gdzie indziej tylko w męce Jezusa Chrystusa.

Jezus wiedział, że cierpi dla zbawienia wszystkich ludzi. Przez cierpienie miał zbliżać ludzi do Boga – swego Ojca. Czy to się udało? Zdecydowanie tak. Wisząc na krzyżu, mógł zobaczyć owoc swego cierpienia. Jeden z łotrów – ten dobry, powiedział do Niego: „Jezu, wspomnij o mnie, gdy wejdziesz do swego królestwa” (Łk 23, 42). Łotr nawrócił się, powrócił do Boga. I to jest właśnie jeden z owoców cierpienia – nawrócenie człowieka. To, czego nie uczyniły żadne słowa, uczyniło cierpienie, a właśnie postawa cierpiącego Jezusa.

I tak czasami bywa, że choćby człowiek usłyszał tysiące pięknych słów i pouczeń, nie nawróci się. Dopiero patrząc na mężne znoszenie cierpienia drugiego człowieka, jego serce kruszy się i zwraca do Boga.

Człowiek nie może zamknąć się we własnym cierpieniu, bo wtedy szybko się załamie. Gdy pojawi się cierpienie, zamiast pytać Boga: Dlaczego? Za jakie grzechy? Zadajmy pytanie: Dla kogo to cierpienie? Tylko Bóg wie, co jest dla nas naprawdę dobre, bo On patrzy szerzej i głębiej na nasze życie. Bóg widzi je w całości, dlatego trzeba Mu zaufać. „Cierpienie jest drogą przemiany i bez cierpienia niczego nie można zmienić” (Benedykt XVI).

__________________________

Fragmenty tekstu pochodzą z książki ks. Jarosława Grabowskiego - "O Bogu po ludzku", wyd. Edycja św. Pawła

Więcej o książce: ksiegarnia.niedziela.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wolontariusze SKC z wizytą u „duchaków”

2019-11-22 16:23

ks. Wojciech Kania

Z racji na obchodzony III Światowy Dzień Ubogich wolontariusze Caritas wraz ze swoimi opiekunami odbyli wizytę studyjną w Towarzystwie Ducha Świętego pod wezwaniem Świętego Krzyża w Dąbrowie koło Krakowa. Uczestniczyli tam w spotkaniu i rozmowach z „duchakami” pod hasłem: „Posługa ubogim w duchu bł. Gwidona z Montepellier”.

Caritas DS

Spotkanie rozpoczęła wspólna modlitwa. Uczestnicy mieli możliwość usłyszenia o życiu i działalności bł. Gwidona oraz wysłuchać opowieści ks. Łukasza o losach zakonu „duchaków” kiedyś oraz współcześnie. Po spotkaniu w kaplicy i wspólnej modlitwie wolontariusze oraz ich opiekunowie zostali zaproszeni na poczęstunek. Z wielkim zainteresowaniem słuchali o codziennym życiu ojców, natomiast ojcowie z zainteresowaniem wysłuchali o przedsięwzięciach Szkolnych Kół Caritas oraz dzieł prowadzonych przez Caritas Diecezji Sandomierskiej.

Błogosławiony Gwidon odznaczał się wielką pobożnością oraz wrażliwością na cierpienia bliźnich. Gdy otrzymał od rodziców majątek, na przedmieściu rodzinnego miasta Montpellier wybudował szpital. Gromadził w nim porzucone dzieci, ubogich, chorych, którym osobiście posługiwał. Przykład Gwidona, przenikniętego duchem ewangelicznej miłości, pociągnął innych. Tak powstał szpitalniczy Zakon Ducha Świętego, jego gałąź męska i żeńska, oddany służbie chorym, ubogim i dzieciom. Założyciel oddał swe dzieło pod szczególny patronat Ducha Świętego. Polska prowincja braci istniała do 1783 roku, kiedy uległa kasacie. Ostatni polski duchak zmarł w 1820 roku w Krakowie. Towarzystwo Ducha Świętego zostało ponownie powołane w 2003 r. na podstawie dekretu metropolity gdańskiego. W 2010 roku do postulatu wstąpiło 7 braci. Obecnie wraz z neoprezbiterami w TDŚ jest kilku kapłanów. Oprócz nich wspólnotę tworzą klerycy i nowicjusze. Razem 13 członków. Ich charyzmat to niesienie pomocy najbardziej potrzebującym.

Zobacz zdjęcia: Wizyta studyjna u duchaczy
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem