Reklama

Nie wyobrażam sobie życia bez Boga i skrzypiec

2015-04-15 21:48

Cezary Taracha
Edycja lubelska 16/2015, str. 6-7

Cezary Taracha
Karolina Błędowska

Z Karoliną Błędowską, z parafii pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Dąbrowicy, rozmawia Cezary Taracha

CEZARY TARACHA: – Wielu parafian kojarzy Cię z piękną grą na skrzypcach. Opowiedz nam więc o swojej współpracy z zespołem „Lumina”.

KAROLINA BŁĘDOWSKA: – Miło to słyszeć! Do zespołu trafiłam przed kilku laty dzięki ówczesnemu proboszczowi ks. Andrzejowi Sternikowi, który dosyć długo zapraszał mnie na próby. W końcu przyszłam i już zostałam. Bardzo lubię ten sposób wielbienia Boga, a śpiew i gra w tak zgranym towarzystwie to sama przyjemność. Najlepiej wspominam wyjazd do Częstochowy, ale każde nasze spotkanie niedzielne sprawia radość. Dlatego nawet teraz, kiedy nieczęsto jestem w domu, chętnie przychodzę na próby.

– Kiedy narodziła się Twoja muzyczna pasja i jak wyglądała droga muzycznej edukacji?

– Do szkoły muzycznej zapisali mnie rodzice. Wybrali skrzypce, chociaż wcześniej grałam troszkę na pianinie. Oczywiście, pytali mnie o zdanie, ale trudno, żeby siedmioletnie dziecko podejmowało takie decyzje. Przy kolejnych wyborach wiedziałam, że chcę grać tylko na skrzypcach. Wiązało się to z dwunastoma latami spędzonymi w jednej szkole przy ul. Muzycznej w Lublinie. Dzięki temu wszystkich przedmiotów, takich jak język polski czy matematyka, oraz muzycznych (skrzypce, teoria, orkiestra) można uczyć się w jednym budynku przez cały czas edukacji. Obecnie studiuję na Akademii Muzycznej. Oprócz tego uczestniczę w wielu kursach mistrzowskich i orkiestrowych. To szkolenia z wybitnymi profesorami. Dzięki nim mogę nie tylko uczyć się, ale też poznawać nowych ludzi i podróżować. Nie potrafię wskazać momentu, kiedy narodziła się pasja. Jednocześnie nie pamiętam czasów, kiedy nie grałam i nie wyobrażam sobie, że mogłabym przestać. Chociaż nie zawsze ćwiczę sumiennie... Czasem zastanawiam się, co mogłabym robić, gdybym nie grała. Jak w każdym zawodzie, również w muzyce nie tak łatwo znaleźć pracę. A jednak w sztuce nie chodzi tylko o wykonywanie zawodu. Muzyka to przede wszystkim rozmowa z innymi ludźmi za pomocą dźwięków. Nie zawsze łatwo to osiągnąć na scenie, ale doświadczenie kontaktu z publicznością poprzez muzykę jest zawsze niepowtarzalne.

– Zdecydowałaś się na studia poza Lublinem, najpierw w Krakowie, a obecnie w Bydgoszczy. Dlaczego właśnie tam?

– W Lublinie nie ma Akademii Muzycznej, więc wybór studiów wiązał się nieuchronnie z wyjazdem. Po maturze zdawałam egzaminy do kilku miast. Chciałam uczyć się u konkretnego profesora w Bydgoszczy, ale gdy okazało się, że zwolniło się miejsce w Krakowie, zaryzykowałam. Na początku nie byłam przekonana do tego miasta, ale wkrótce Kraków mnie wciągnął. To miasto wydarzeń kulturalnych. Są tam także świetne warunki do studiowania; trafiłam na dobrych ludzi. Skończyłam licencjat i trzeba było jeszcze raz zdawać na studia magisterskie. Tym razem trafiłam do Bydgoszczy, ale dalej studiuję również w Krakowie. Z tego powodu od października ub.r. bardzo dużo czasu spędzam w pociągach. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie wsparcie moich rodziców, na których mogę liczyć w każdej sytuacji. Czy warto? Myślę, że tak – wierzę, że tam, na górze, wiedzą, co robią.

– Skrzypce to bardzo trudny i wymagający instrument. Co Twoim zdaniem wyróżnia go spośród innych?

– Ogromne możliwości wyrazowe i ekspresyjne, które można osiągnąć odpowiednim doborem artykulacji, barwy i natężenia dźwięku. Czyli to, że można zagrać dźwięki: krótsze, dłuższe, ostre, łagodne, głośne, ciche, piskliwe, głębokie, jasne, ciemne, zlepione, odseparowane, narastające, słabnące, zawibrowane, płaskie, agresywne, szarpnięte, ciepłe... Wszystko zależy od potrzeb. Można na nich grać każdy rodzaj muzyki i zawsze wziąć je ze sobą. Pewnie każdy muzyk powie tak o swoim instrumencie i chyba właśnie to jest wyjątkowe.

– Miałaś okazję grać pod kierunkiem Neville’a Marrinera, jednego z najwybitniejszych współczesnych dyrygentów. Jakie to doświadczenie?

– Sir Neville Marriner to bardzo zasłużony dyrygent. Przede wszystkim założył orkiestrę Academy of St. Martin in the Fields w Londynie, której wykonania muzyki klasycznej są uważane za wzorcowe. W orkiestrach miałam możliwość współpracować z różnymi muzykami. Między innymi z Ingolfem Wunderem, finalistą Konkursu Szopenowskiego w Warszawie, który bronił dyplom dyrygencki w Krakowie; ze zdobywcą Oscara Janem Andrzejem Pawłem Kaczmarkiem czy z Filharmonikami Wiedeńskimi. Jednak sir Marriner potrafi nawiązać niemal osobisty kontakt z każdym muzykiem z orkiestry, mimo że przyjechał do Krakowa zaledwie na dwa dni, na próbę i koncert! To ogromny zaszczyt grać pod jego batutą.

– Udzielasz się również w pracach społecznych, m.in. prowadzisz wakacyjne zajęcia z dziećmi ze szkół muzycznych…

– Robię to, co lubię. Jeżeli chodzi o wakacje, to najpierw sama uczestniczyłam w tych zajęciach, a od paru lat przejęłam część organizacji i opieki na międzynarodowych kursach/koloniach muzycznych „International Musical Friendship”. Jak sama nazwa wskazuje, chodzi nie tylko o muzykę, ale o przyjaźń. Spotykamy się cyklicznie w Polsce, Niemczech i Włoszech, żeby przez 10 dni przygotować trzy koncerty, ale przede wszystkim porozmawiać, wspólnie pozwiedzać, wyszaleć się w rywalizacji sportowej i poznawać kulturę naszych krajów. W tym roku kolonie odbędą się w Świdnicy, ale wcześniej były organizowane też w Lublinie i liczymy, że w przyszłości jeszcze tu powrócimy.

– Jesteś zaangażowana również w przygotowania do Światowych Dni Młodzieży w Krakowie.

– Za dużo powiedziane, ale gorąco zachęcam do włączenia się w to dzieło. Światowe Dni Młodzieży będą już w 2016 r.! To do nas przyjadą młodzi z całego świata. W Krakowie trwają spotkania przygotowujące do ŚDM w ramach projektu #B>M (BYĆ to więcej niż MIEĆ). Dzięki zamieszczanym w Internecie materiałom, każdy może w pewnym stopniu w nich uczestniczyć. Są wywiady, homilie i niespodzianki. Odbywają się czuwania modlitewne, ale też integracja i katolicka zabawa. Rozwija się wolontariat, do którego każdy z nas jest zaproszony. Nie trzeba mieszkać w Krakowie, żeby włączyć się w pomoc przy ŚDM. Działa także oddział lubelski, który również czeka na wolontariuszy. Wszystko dlatego, że ŚDM dotyczy nas wszystkich i tak naprawdę będzie organizowany w całym kraju. Stąd „Dni w diecezji”, organizowane tuż przed ŚDM, by pielgrzymi mogli poznać naszą Polskę i przygotować się do krakowskich wydarzeń centralnych. Jesienią do Lublina przybędą Krzyż Światowych Dni Młodzieży oraz ikona Matki Bożej „Salus Populi Romani”. Wszystkie potrzebne informacje są uaktualniane na stronach: sdm.lublin.pl oraz www.krakow2016.com.

– Tego rodzaju aktywność, dzielenie się z innymi swoim czasem i zdolnościami jest formą miłości bliźniego. Pozwól, że na koniec zapytam Cię o miejsce, jakie w Twoim życiu zajmuje wiara.

– To trudne pytanie. Staram się, żeby była na pierwszym miejscu, choć nie zawsze to się udaje. Ale tak, jak nie wyobrażam sobie siebie bez skrzypiec, tym bardziej nie wyobrażam sobie życia bez Boga. W przeciwnym razie wszystko byłoby tylko pustym zbiegiem okoliczności.

Tagi:
muzyka rozmowa

Reklama

Poprawność polityczna rządzi światem

2019-07-16 11:47

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 29/2019, str. 38-39

magna-carta.it
Eugenio Capozzi

Czym jest poprawność polityczna, dlaczego wyklucza się jej przeciwników i dlaczego nienawidzi ona chrześcijaństwa. Na pytania Włodzimierza Rędziocha odpowiada prof. Eugenio Capozzi

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Jak zdefiniowałby Pan Profesor poprawność polityczną?

PROF. EUGENIO CAPOZZI: – Jako „katechizm cywilny”, sumę nakazów, zakazów, cenzur, które są wyrazem bardzo precyzyjnej ideologii – możemy ją nazwać neoprogresywizmem, ideologią „Innego”, „utopią różnorodności”. Chodzi o ideologię, która w całości potępia kulturę zachodnioeuropejską jako imperialistyczną i dyskryminującą i planuje zmienić mentalność ludzkości – zastąpić ją radykalnym relatywizmem kulturowym i etycznym.

– Neoprogresywizm został narzucony przez rewolucję 1968 r. i inne ruchy młodzieżowe. Do czego dążyli młodzi ludzie?

– Celem buntu młodych „baby boomers” (ludzie z powojennego wyżu demograficznego – przyp. W. R.) na Zachodzie było nie tylko ustanowienie wolności, równości czy sprawiedliwości za pomocą środków ekonomicznych lub politycznych, ale przede wszystkim usunięcie „korzeni” dominacji z historii zachodniej kultury przez radykalną zmianę sposobu myślenia, pojęć i języka. To cel, który w rzeczywistości reprezentował „ojcobójstwo”, prawdziwe zresetowanie zachodnich korzeni kulturowych. Jeśli człowiek zachodni był w historii wcieleniem przemocy, represji, imperializmu – musi zostać ponownie „uformowany”, z zaakceptowaniem wszystkich modeli kulturowych i wszystkich grup mniejszościowych, które podporządkowywał w przeszłości, aby w ten sposób się odnowić i zregenerować. „Inny”, sprowadzony do abstrakcyjnej koncepcji, staje się „odkupicielem” złej historii i fundamentem nowej i tolerancyjnej cywilizacji, w której znikną konflikty, gdy zostanie wyeliminowany „grzech pierworodny” dominacji i hierarchii.

– Jak to się stało, że ideologii poprawności politycznej udało się zastąpić tradycyjne ideologie liberalno-demokratyczne?

– Silna hegemonia „narracji różnorodności” wkradła się w dialektykę społeczeństw liberalno-demokratycznych; zdestabilizowała i zniszczyła jej filozoficzne podstawy – ten „najniższy wspólny mianownik” kulturowy, który przez wieki określał wspólną koncepcję świętości osoby ludzkiej, faktycznie wprowadził prawdziwą dyktaturę relatywizmu. Dyktaturę, przeciwko której prawie niemożliwe jest zbuntowanie się – grozi to ośmieszeniem społecznym i marginalizacją, ponieważ już w końcu XX wieku poprawność polityczna stała się charakterystyczną cechą elit politycznych, intelektualnych, medialnych i przemysłu rozrywkowego, uzyskała monopol na język i etykę publiczną.

– Wspomniał Pan Profesor o postawie „ojcobójstwa”. Papież Benedykt XVI, jeszcze jako kardynał, mówił natomiast o Zachodzie, który nienawidzi siebie...

– To prawda, ponieważ jeśli Zachód jest korzeniem zła, „zbawienie” może przyjść tylko w procesie „odzachodnienia” świata. Jeśli „my” jesteśmy winni zła na świecie, musimy odpokutować za nasze grzechy, wyrzekając się naszej tożsamości, „rozpuścić się” w wielkiej magmie świata o płynnych tożsamościach. Krótko mówiąc, wszystko, co należy do zachodniego kanonu, jest złe. „Inny” jest zawsze na wyższym poziomie i jest lepszy etycznie. A zatem – kultury pozaeuropejskie, religie niechrześcijańskie, islam i środowiska LGBTQ są etycznie lepsze. W tym sensie możemy również mówić o „autofobii” (autofobia to lęk przed samym sobą – przyp. W. R.).

– Jakie są założenia tego, co nazwał Pan Profesor „katechizmem cywilnym”?

– W skrócie można powiedzieć, że zasadza się on na czterech dogmatach. Pierwszym z nich jest relatywizm kulturowy, co oznacza, że wszystkie kultury, tradycje i religie mają jednakową wartość i muszą być traktowane na tym samym poziomie. Drugi dogmat to równoważność pragnień i praw. W tej perspektywie każde pragnienie jest uzasadnione, a nawet święte, a każdy rodzaj represji jest niewłaściwy (zabrania się zabraniać). To hedonistyczna i radykalna interpretacja Freuda, a także Marcusego. Podmiot ludzki jest zredukowany do czystego popędu i pragnień. Tendencje te przekładają się na eksplozję konfliktów, ponieważ nie ma ograniczeń dla pragnień, ich sprzeczności i ciągłej zmienności. Trzecim dogmatem jest przekonanie, że człowiek dla świata nie jest konieczny. Człowiek jest jednym z wielu elementów równowagi w środowisku, ale nie jest głównym celem. Czwarty dogmat to powiązanie tożsamości z samostanowieniem. Prawa są oparte nie na powszechnie podzielanej koncepcji człowieka, ale na przynależności do grup i stylów życia, które jako takie muszą być chronione. Warunki te nie są uważane za naturalne, ale są wynikiem subiektywnego wyboru. Ten ostatni dogmat można podsumować wyrażeniem: „Chcę, więc jestem”.

– Jak to się stało, że ideologia poprawności politycznej odniosła sukces w podboju środowisk politycznych, gospodarczych, kulturowych i dziennikarskich, dzięki czemu ma hegemonię medialną?

– Aby to zrozumieć, należy spojrzeć na jej ekonomiczne korzenie. Poprawność polityczna wyraża interesy klasowe „burżuazji wiedzy”, którą stanowią ludzie z wyżu demograficznego. Nie jest to już burżuazja związana z tradycyjnym przemysłem ani własnością ziemi. Trzeba przywołać na myśl branżę hi-tech i ludzi takich jak Steve Jobs, Bill Gates czy Mark Zuckerberg, którzy mogą być uważani za spadkobierców „baby boomers” i „kontrkultury”. Ta burżuazja odgrywa wiodącą rolę w organizacjach międzynarodowych i w zglobalizowanym systemie mediów, a szczególnie mediów społecznościowych. Stąd wynika ich monopolistyczna rola w świecie kultury, mediów i uniwersytetów. Do tej burżuazji należy, oczywiście, większość przedstawicieli zachodnich elit politycznych, zwłaszcza w ostatnich trzydziestu latach.

– To wyjaśnia ogólnoświatową propagandę i rozpowszechnianie ideologii poprawności politycznej. Zastanawiam się jednak, dlaczego przeciwnicy tej ideologii są tak bezwzględnie i systematycznie zwalczani.

– Musimy wyjść od założenia, że dla zwolenników poprawności politycznej „prawda” tkwiąca w tej doktrynie musi być zaakceptowana przez wszystkich. Z tego powodu tych, którzy jej nie akceptują, trzeba demonizować, zepchnąć do przestrzeni całkowitego wykluczenia bez jakiejkolwiek możliwości poprawnej dyskusji, napiętnować jako szerzycieli nienawiści i dyskryminacji. Dlatego przeciwnik poprawności politycznej musi być ukazywany jako rasistowski, nietolerancyjny, seksistowski, homofobiczny, islamofobiczny itd.

– Dlaczego Kościół katolicki jest postrzegany jako główny wróg ideologii poprawności politycznej?

– Progresywizm „różnorodności” jest ze swej natury radykalnym relatywizmem, który odrzuca etyczno-polityczne podstawy Zachodu. Z tego powodu postrzega chrześcijaństwo jako najgorszego wroga. W szczególności identyfikuje jako wroga Kościół katolicki, który dziś jest praktycznie ostatnią filozoficzną barierą dla relatywizmu. Jednak wszystkie totalitarne ideologie nienawidziły chrześcijaństwa, ponieważ opierają się na gnostyckim twierdzeniu, że budują niebo na ziemi i nowego człowieka.

– Jak możemy przeciwdziałać dyktaturze poprawności politycznej?

– Należy ukazywać to zjawisko w kontekście historycznym – próbowałem to zrobić na swój sposób w mojej książce – aby pokazać, że miało ono konkretne przyczyny, jest związane z ewolucją pewnych uwarunkowań ekonomicznych, społecznych, politycznych i kulturowych – i dlatego nie jest ani wieczne, ani nieuniknione. A z tego wynika, że może ewoluować lub się skończyć – jak każde zjawisko, którego twórcami są ludzie – gdy zmieni się konkretny kontekst historyczny.

– W jaki sposób zatem powinien się zmienić kontekst historyczny, aby skończyła się dyktatura ideologii poprawności politycznej?

– Hiperrelatywistyczna ideologia „Innego” i nakazy poprawności politycznej były wyrazem hegemonii określonej klasy społecznej, zglobalizowanej „burżuazji wiedzy”, zachodniej elity „płynnej nowoczesności”, która przez tę ideologię narzuciła ludziom swoją wizję świata. Ale proces ten przypuszczalnie się skończy, gdy ta klasa zacznie tracić swoją centralną rolę. Nic dziwnego, że narracja poprawności politycznej zaczęła pokazywać pierwsze poważne pęknięcia, kiedy – począwszy od wielkiego kryzysu gospodarczego i finansowego w 2008 r. – ta dominująca klasa zaczęła przeżywać kryzys i była kontestowana przez ludzi, którzy „przegrali” na globalizacji, i kiedy uaktywniły się ruchy domagające się suwerenności i tożsamości lub ruchy neonacjonalistyczne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Komisja Episkopatu przypomina: Szkoła nie jest miejscem na propagowanie środowisk LGBT

2019-10-22 13:27

BP KEP / Warszawa (KAI)

„Po raz kolejny przypominamy, że sprawy kształcenia i wychowania powinny być jak najbardziej odległe od koniunktur politycznych i ideologicznych. Szkoła nie jest i nie może być miejscem na jakiekolwiek propagowanie środowisk LGBTQ - informowała Komisja Wychowania Katolickiego w 2018 r. odnosząc się do zapowiedzi „tęczowego piątku”. „Komunikat ten pozostaje stale aktualny” - przypomniała 22 października Komisja Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski.

CarlosAlberto/fotolia.com

Na 25 października 2019 r. zaplanowano w szkołach tzw. „tęczowy piątek”, w związku z tym przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego Episkopatu bp Marek Mendyk informuje: „+tęczowe piątki+ w żaden sposób nie pokrywają się z zatwierdzonym przez MEN programem nauczania ogólnego. Rodzice i szkoła nie mogą pozostać bierni wobec tego problemu”.

Bp Marek Mendyk podkreśla też, że komunikat Komisji Wychowania Katolickiego KEP jest stale aktualny. Czytamy w nim: „Rodzice mają prawo do decydowania o tym, jakie treści wychowawcze są przekazywane ich dzieciom w szkole”. Przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego Episkopatu dodał też: „Po raz kolejny przypominamy, że sprawy kształcenia i wychowania powinny być jak najbardziej odległe od koniunktur politycznych i ideologicznych. Szkoła nie jest i nie może być miejscem na jakiekolwiek propagowanie środowisk LGBTQ”.

Bp Mendyk w oświadczeniu z 2018 r. podkreślił także, że "wszelkiego typu programy odnoszące się do wychowania bezwzględnie muszą być ustalane wspólnie z rodzicami i nauczycielami". Zaznaczył: "Rodzice mają prawo decydować, kto wchodzi na teren szkoły, z jakim programem wychowawczym. Należy dodać, że tzw. edukatorzy (w przeważającej części) nie posiadają wykształcenia pedagogicznego. Szkoła musi przestrzegać prawa!".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Poznań: zmarł prof. Jacek Łuczak, twórca polskiej opieki paliatywnej

2019-10-22 21:41

ms / Poznań (KAI)

W Poznaniu 22 października zmarł prof. Jacek Łuczak, profesor nauk medycznych, założyciel i długoletni prezes Polskiego Towarzystwa Opieki Paliatywnej. Miał 84 lata.

poznan.pl

Prof. Łuczak był twórcą hospicjum Palium w Poznaniu i pierwszej poradni walki z bólem w Polsce.

„Był człowiekiem niezwykłej ofiarności, zawsze blisko chorego. Prawdziwy lekarz, dla którego hospicjum było domem, a człowiek chory, cierpiący miał uprzywilejowane miejsce w jego sercu” – mówi o zmarłym abp Stanisław Gądecki. Metropolita poznański wielokrotnie odwiedzał prowadzone przez prof. Łuczaka hospicjum.

„Profesor zawsze zwracał uwagę na relacje, które powinny nawiązać się pomiędzy chorym a lekarzami i pielęgniarkami oraz kapelanami hospicjum. Podkreślał nieustannie konieczność szacunku wobec człowieka, zwłaszcza umierającego” – zauważa przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Profesor Jacek Łuczak urodził się w 1934 r. w Poznaniu, ukończył studia na Wydziale Lekarskim poznańskiej Akademii Medycznej. Jest autorem ponad 400 prac naukowych, był specjalistą i konsultantem krajowym w dziedzinie medycyny paliatywnej.

W 2019 r. prof. Jacek Łuczak został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem