Reklama

1. rocznica kanonizacji

Czy św. Jan Paweł II zostanie Doktorem Kościoła?

2015-04-21 14:39

Paweł Zuchniewicz
Niedziela Ogólnopolska 17/2015, str. 12-15

Grzegorz Gałązka

Czujesz się mniejszy, kiedy twój ojciec umiera, ponieważ on był silny i brał cię na ręce, nosił cię i uczył – kiedy odszedł, pokój wydawał się bez niego za wielki. Tak samo było na Placu św. Piotra, gdzie czuwali pielgrzymi. Ich twarze oświetlały świece, a oni szeptali: „Nie zostawiaj nas...”

Dziesięć lat temu od tych słów rozpoczęła swój artykuł w tygodniku „Time” dziennikarka Nancy Gibbs, która w 2005 r. relacjonowała to, co działo się owej pamiętnej soboty 2 kwietnia, gdy Jan Paweł II kończył swoją ziemską wędrówkę. Odchodził ojciec, a dzieci czuły się osierocone i opuszczone, choć przecież tak długo był z nimi. Emocje otwierały ludzkie serca i w ten sposób spełniało się jego marzenie, które wyraził w swoim duchowym testamencie:

„Przyjmując już teraz tę śmierć, ufam, że Chrystus da mi łaskę owego ostatniego Przejścia, czyli Paschy – pisał u progu pontyfikatu, w 1980 r. – Ufam też, że uczyni ją pożyteczną dla tej największej sprawy, której staram się służyć: dla zbawienia ludzi, dla ocalenia rodziny ludzkiej, a w niej wszystkich narodów i ludów (wśród nich serce w szczególny sposób zwraca się do mojej ziemskiej Ojczyzny), dla osób, które szczególnie mi powierzył – dla sprawy Kościoła, dla chwały Boga samego”.

Ufność Papieża nie okazała się daremna. Po jego śmierci przeszło przez naszą planetę duchowe tsunami. Świat jakby zatrzymał się w pędzie, posypały się doniesienia o cudach i nawróceniach, a pogrzeb Jana Pawła II stał się niezwykłą manifestacją wiary setek tysięcy osób z całego świata.

Reklama

Z czasem fala emocji opadła i pojawiły się pytania: czy było to tylko niezwykle intensywne, lecz krótkotrwałe uniesienie?, czy pokolenie JP2 rzeczywiście istnieje, czy jest to raczej wyraz tzw. myślenia życzeniowego? Emocje są trudno mierzalne, ale, na szczęście, w ciągu ostatnich dziesięciu lat pojawiło się również kilka istotnych faktów. Nie ulega wątpliwości, że kult Papieża z Polski ma charakter powszechny – ludzie wciąż proszą o łaski za jego wstawiennictwem, pielgrzymki wciąż zmierzają do jego grobu, coraz więcej parafii przyjmuje go za swego patrona – nie tylko w Polsce, ale też w Europie, Stanach Zjednoczonych, krajach Ameryki Łacińskiej, w Azji.

Jednak najważniejsze dwa fakty to beatyfikacja i kanonizacja Jana Pawła II. W ostatnich wiekach historii Kościoła nieznany jest przypadek, aby w ciągu tak krótkiego czasu ktoś został ogłoszony najpierw (po 6 latach od śmierci) błogosławionym, a później, za kolejne 3 lata – świętym. Akt, którego dokonał papież Franciszek 27 kwietnia 2014 r., rozciągnął kult św. Jana Pawła II na cały świat, choć już wcześniej wiele diecezji prosiło o pozwolenie na obchodzenie liturgicznego wspomnienia Papieża z Polski.

Czy to wszystko, co Kościół ma do powiedzenia na temat pasterza, którego pontyfikat odmienił oblicze nie tylko ziemi nad Wisłą, ale całego globu w ogóle? A może – jak chcą niektórzy – praca, którą on wykonał, była pożyteczna w „tamtych” czasach, dziś natomiast chrześcijanie stają przed nowymi wyzwaniami, wymagającymi nowych odpowiedzi, a może nawet zapomnienia starych... Takie głosy pojawiły się w czasie ostatniego synodu biskupów o rodzinie, kiedy tu i ówdzie napomykano o „nieaktualnej” już adhortacji św. Jana Pawła II „Familiaris consortio”, w której Ojciec Święty podsumował zwołany przez siebie synod o podobnej tematyce.

Im więcej jednak dzieje się wokół nas, tym wyraźniej widzimy, że ten święty Papież był nie tylko ojcem, z którym nie chcieliśmy się rozstać, ale też prorokiem przygotowującym Kościół i świat na czasy, które właśnie nadeszły.

Mai più la guerra

„Chcę obecnie ponownie wyrazić moje zdecydowane przekonanie, że wojna nie przyniesie dobrych rozwiązań problemów międzynarodowych i że nawet jeśli chwilowo zostanie usunięta niesprawiedliwa sytuacja, to konsekwencje, które prawdopodobnie wynikną z wojny, będą niszczycielskie i tragiczne” – słowa te Jan Paweł II skierował do prezydenta Stanów Zjednoczonych George’a Busha seniora niemal ćwierć wieku temu, w przededniu ataku sił sprzymierzonych na Irak. Była to tzw. pierwsza wojna w Zatoce Perskiej, która miała doprowadzić do wycofania się Saddama Husajna z Kuwejtu i zniszczenia potencjału militarnego Iraku. Ani zabiegi dyplomatyczne, ani mediacje, ani list Ojca Świętego do prezydenta, ani też rozmowa telefoniczna, która odbyła się między nimi z inicjatywy Papieża, nie zapobiegły jednak działaniom wojennym, za to Jan Paweł II został uznany za człowieka co najmniej dziwnego, ewentualnie źle poinformowanego przez swoich doradców. Zgodnie z przewidywaniami, wojskom sprzymierzonym udało się przywrócić status quo sprzed irackiej agresji, ale, niestety, również zgodnie z przewidywaniami Papieża, konsekwencje tych działań były niszczycielskie i tragiczne. Nikt wtedy jeszcze nie myślał, że nadciąga zderzenie cywilizacji, a na światowej scenie pojawi się nowy aktor – radykalni islamiści.

W 1993 r. w podziemiach nowojorskich wieżowców World Trade Center wybuchła bomba, która zabiła 6 osób i raniła setki innych. W 1995 r. jeden z odpowiedzialnych za zamach w Nowym Jorku planował pozbawienie życia papieża Jana Pawła II w stolicy Filipin – Manili oraz wysadzenie w powietrze amerykańskich samolotów transatlantyckich. 11 września 2001 r. terroryści z Al-Kaidy porwali samoloty pasażerskie i w samobójczych zamachach uderzyli w wieże World Trade Center oraz w Pentagon. Miał to być pierwszy krok do muzułmańskiego podboju świata, a jego celem było sprowokowanie USA do wypowiedzenia wojny islamowi. Cel ten powiódł się znakomicie. To, co Amerykanie ogłosili jako wojnę z terrorem, liczni muzułmanie uznali za wojnę z ich religią.

Prezydentem Stanów Zjednoczonych był wówczas George Bush junior i jego również – jak dziesięć lat wcześniej ojca – Jan Paweł II prosił o powstrzymanie się od działań zbrojnych. Oto słowa Ojca Świętego z dramatycznego apelu, wygłoszonego 16 marca 2003 r. w czasie modlitwy „Anioł Pański”: „Muszę powiedzieć, że należę do tego pokolenia, które pamięta dobrze i, dzięki Bogu, przeżyło II wojnę światową, i dlatego właśnie mam obowiązek przypomnieć wszystkim młodym, którzy tego nie doświadczyli, by pamiętali i mówili: Nigdy więcej wojny!”.

Słowa te brzmiały niezwykle dramatycznie. „Mai più la guerra” – mówił wtedy chory już i słaby Ojciec Święty i zwracał uwagę, że „bez nawrócenia serca nie ma pokoju”. Prosił też o wzmożoną modlitwę i pokutę, aby ten pokój ocalić.

„To dlatego, wobec straszliwych konsekwencji, jakie przyniosłaby międzynarodowa operacja wojskowa dla ludności Iraku, dla równowagi w całym regionie Bliskiego Wschodu, tak już bardzo doświadczanego, choćby przez ruchy ekstremistyczne, które mogłyby być nią wywołane, mówię wszystkim: jest jeszcze czas na negocjacje, jest jeszcze miejsce na pokój! – wołał Papież. – Nigdy nie jest za późno, by się zrozumieć i rozmawiać. Refleksja nad swoimi powinnościami, zaangażowanie w skuteczne negocjacje nie oznaczają poniżenia, ale odpowiedzialną pracę na rzecz pokoju”.

Oczywiście, Jan Paweł II nie wzywał do pokoju, aby bronić reżimu Husajna. Podkreślał odpowiedzialność irackich władz i zwracając się zarazem do wspólnoty międzynarodowej, zaznaczał, że „użycie siły jest zawsze środkiem ostatecznym”.

I wówczas głos proroka okazał się głosem wołającego na pustyni. Atak na Irak zakończył się upadkiem Husajna, ale nie rozwiązał problemów, mało tego – obecnie to właśnie Irak jest miejscem, w którym radykalni muzułmańscy ekstremiści spod znaku Państwa Islamskiego prześladują chrześcijan i planują podbój świata zachodniego.

Dziś ostrzeżenia Jana Pawła II sprzed kilkunastu lat wyglądają zupełnie inaczej i o wiele bardziej realistycznie, niż wtedy uważano. Być może ekstremiści, którzy pogardzają cywilizacją zachodnią, w świecie islamu są wciąż mniejszością, ale znana zasada mówi, że historii nie zmienia większość, lecz dobrze zorganizowana mniejszość.

Zima nasza, wiosna...

U progu nowego tysiąclecia Jan Paweł II opublikował list apostolski „Rosarium Virginis Mariae”, w którym ogłosił Rok Różańca oraz dodał do tej tradycyjnej modlitwy Kościoła nową część, nazwaną tajemnicami światła. W tym samym liście wskazał na dwie szczególne intencje, w których powinniśmy modlić się na różańcu.

„Pewne okoliczności historyczne sprawiają, że to przypomnienie o modlitwie różańcowej nabiera szczególnej aktualności – pisał Papież. – Pierwszą z nich jest pilna potrzeba wołania do Boga o dar pokoju. Różaniec nieraz wskazywali moi Poprzednicy, i ja sam, jako modlitwę o pokój. Na początku tysiąclecia, które rozpoczęło się przejmującymi grozą scenami zamachu z 11 września i w którym pojawiają się codziennie w tylu częściach świata nowe obrazy krwi i przemocy, ponowne odkrycie Różańca oznacza zagłębienie się w kontemplowanie tajemnicy Tego, który «jest naszym pokojem», gdyż «obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość» (Ef 2, 14)” (nr 6).

Jako drugą intencję Ojciec Święty wymienił rodzinę. Co łączy te – pozornie odległe od siebie – sprawy? Wszak sprawa pokoju kojarzy nam się raczej z działaniami wielkich tego świata – z konferencjami, porozumieniami, paktami o nieagresji i rozejmami, a rodzina to coś małego, intymnego, pozostającego na uboczu codziennego zainteresowania mediów i polityków. Jeśli jednak spojrzymy na obie sprawy (intencje) oczami św. Jana Pawła II, to okazują się one bardzo bliskie sobie.

„Tu, w Kaliszu – mówił Papież podczas Mszy św. dla rodzin w 1997 r. – gdzie św. Józef, wielki obrońca i troskliwy opiekun życia Jezusa, jest czczony w szczególny sposób, pragnę przypomnieć wam słowa Matki Teresy z Kalkuty (...): «Mówię dziś do was z głębi serca – do każdego człowieka we wszystkich krajach świata (...) do matek, ojców i dzieci w miastach, miasteczkach i wsiach. Każdy z nas jest (...) tutaj dzięki miłości Boga, który nas stworzył, i naszych rodziców, którzy nas przyjęli i zechcieli obdarzyć nas życiem. Życie jest najpiękniejszym darem Boga. Dlatego z tak wielkim bólem patrzymy na to, co się dzieje (...) w wielu miejscach świata: życie jest umyślnie niszczone przez wojnę, przemoc, aborcję. A przecież zostaliśmy stworzeni przez Boga do wyższych rzeczy – by kochać i być kochanymi. Wiele razy powtarzam – i jestem tego pewna – że największym niebezpieczeństwem zagrażającym pokojowi jest dzisiaj aborcja. Jeżeli matce wolno zabić własne dziecko, cóż może powstrzymać ciebie i mnie, byśmy się wzajemnie nie pozabijali?»”.

Zmarłą kilka miesięcy po tym przemówieniu Matkę Teresę Jan Paweł II beatyfikował na koniec Roku Różańca Świętego. Jej słowa wyjaśniają precyzyjnie łączność między sprawą pokoju a sprawą rodziny, którą Papież nazywa w „Rosarium Virginis Mariae” „punktem krytycznym naszych czasów”. Ojciec Święty stwierdził w tym dokumencie jednoznacznie, że rodzina jest „coraz bardziej zagrożona na płaszczyźnie ideologicznej i praktycznej siłami godzącymi w jej jedność, które budzą obawy o przyszłość tej podstawowej i niezbywalnej instytucji, a wraz z nią o losy całego społeczeństwa” (nr 6).

Prorocza wymowa tych słów widoczna jest dziś jak na dłoni, gdy spojrzymy na Europę, którą papież Franciszek porównał do babci, „już bezpłodnej i nietętniącej życiem”. Ta Europa, która idzie ulicami Paryża w geście solidarności z ofiarami zamachu na redakcję „Charlie Hebdo”, wydaje się pogrążona w pustce i nihilizmie, na własne życzenie odarta z tożsamości, zatopiona w wygodzie i skoncentrowana na sobie. Czyż nie przypomina ona starożytnego Rzymu w schyłkowej fazie? Czyż i tam rozkład nie nastąpił od wewnątrz, poprzez demoralizację społeczeństwa, a barbarzyńscy najeźdźcy dopełnili tylko zniszczenia, które zaczęło się od środka?

Papież widział ten nadciągający kryzys i przestrzegał przed nim, ponieważ dobrze życzył cywilizacji zachodniej. Ale są też i tacy, którzy widzą słabość Zachodu i wcale mu dobrze nie życzą. Zdaniem coraz silniejszych, prężnych i jasno określających swoją tożsamość grup islamskich ekstremistów, cywilizację tę należy zniszczyć, a nie będzie to trudne, ponieważ przegniła ona aż do korzeni. Znaków tego jest aż nadto, a najpoważniejsze to szyderstwo z Boga i rozkład rodziny. Kościół katolicki nazywa te zjawiska grzesznymi i wzywa do nawrócenia, czyli zmiany postawy. Radykalny islam ma na to inne lekarstwo – wytępić. I – być może – wcale nie trzeba będzie do tego używać zbyt wiele przemocy, bo minie jeszcze kilkadziesiąt lat, a Europejczycy będą w mniejszości, ponieważ bronią się przed życiem, a to grozi demograficzną zimą.

Inna bomba

Rosa Pich i José María Postigo to hiszpańskie małżeństwo, które szczyci się wspaniałym dorobkiem – mają osiemnaścioro dzieci (z których troje – jak mówią – jest już w niebie). Pod tym względem (i nie tylko) należą do mniejszości rodzin rodowitych Hiszpanów i rodowitych Europejczyków, co budzi zresztą duże zainteresowanie w ich kraju, a nawet poza jego granicami. Przed dwoma laty Rosa napisała książkę o swojej rodzinie. Mąż doradził jej, że jeden rozdział powinien być poświęcony intymności między mężem i żoną.

– Jeśli jest tyle dzieci, to ludzie będą chcieli wiedzieć o tym coś więcej – tłumaczył mi José María w ubiegłym roku. – Ten rozdział jest bardzo piękny, ponieważ wyjaśnia, na czym polega głęboka jedność między mężem i żoną. To jest specjalny czas. Nie chodzi tu tylko o zjednoczenie ciał – to jest zjednoczenie dusz. Potrzebne są takie chwile, kiedy ciała i dusze są razem. Kiedy są otwarte na nowe życie. Tylko od nas zależy, czy powołamy nowe życie. Czy ty to rozumiesz? – upewniał się mój rozmówca. – Możemy powiedzieć Panu Bogu: poczekaj. Bóg czeka, daje nam wolność. I chodzi o to, aby twoja wolność była otwarta na życie. Powołujesz nowe ciało. Bóg czeka, aby stworzyć duszę dla tego ciała, które pochodzi z naszej miłości. To jest tak niezwykły moment. Gdyby ludzie to zrozumieli! Przecież w tej chwili oni mają bezpośrednią łączność ze Stworzycielem. Zobaczyliby, że działanie ich ciał jest tylko częścią cudu. To jest wielka tajemnica. W tej chwili działa Trójca Święta, ponieważ Bóg Ojciec czeka, aby stworzyć duszę, Jezus Chrystus – Syn czeka na nowe dziecko, a Duch Święty jest miłością, która prowadzi nas do stworzenia chłopca czy dziewczynki.

Słuchałem tego wywodu zdumiony, bo oto ojciec wielodzietnej rodziny opowiadał o tym, co jest istotą słynnej teologii ciała św. Jana Pawła II. Miałem przed sobą człowieka zakochanego w swojej żonie i zarazem w Bogu – nie tylko zakochanego, ale żyjącego doświadczeniem płodnej miłości, która ogarniała całe ich życie rodzinne. Telewizja BBC nazywała sypialnię José Maríi i Rosy „fabryką dzieci”, dla nich to było sanktuarium – miejsce spotkania Boga-Miłości z ludzką miłością. Ich osobiste doświadczenie było konkretyzacją tego, co George Weigel nazwał – określając w ten sposób papieskie nauczanie o małżeństwie i rodzinie – teologiczną bombą atomową.

To nauczanie – z wolna odkrywane – jest bez wątpienia profetyczną drogą odrodzenia człowieka w czasach pełnych zamętu, niepewności i strachu.

Jak wiadomo, tytuł doktora Kościoła przyznawany jest świętym, którzy wnieśli znaczący wkład w pogłębienie zrozumienia misterium Boga i wydatnie powiększyli bogactwo doświadczenia chrześcijańskiego. Wydaje się, że kryteria te spełnia teologia ciała św. Jana Pawła II.

W czasach zmagań cywilizacji życia z cywilizacją śmierci papieska nauka domaga się odkrycia, uroczystego potwierdzenia i rozpowszechnienia, ponieważ w niej zawiera się odpowiedź na wyzwania, przed którymi stoi chrześcijaństwo. Z jednej strony pozwala ona bowiem głęboko wejść w misterium Boga, który jest Miłością, z drugiej – odkryć to misterium w codzienności człowieka. Można palić chrześcijańskie kościoły i niszczyć ołtarze, jednak tak długo, jak na ołtarzu małżeńskiego łoża będzie dokonywał się cud stwarzania nowego człowieka, a rodziny będą wprowadzały nowych członków do Kościoła, chrześcijaństwo będzie trwało, rozwijało się i kwitło. To również szansa dla cywilizacji zachodniej, która ginie, ponieważ w myśli i praktyce odwraca się od swoich korzeni.

Tagi:
Jan Paweł II rocznica kanonizacja doktor Kościoła

Reklama

Watykan: papież zatwierdził dekrety Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych

2019-11-29 11:24

st (KAI) / Watykan

Ojciec Święty przyjął 28 listopada prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, kard. Angelo Becciu i polecił tej dykasterii wydanie 11 dekretów. Jeden dotyczy uznania autentyczności cudu za sprawą błogosławionego bł. Alojzego Marii Palazzolo (do kanonizacji), dwóch cudów za wstawiennictwem Sług Bożych (do beatyfikacji), dwa o męczeństwie (do beatyfikacji) oraz 6 o heroiczności cnót. Jeden z dekretów o męczeństwie dotyczy ks. Jana Machy (1914-1942), kapłana diecezji katowickiej, ściętego przez Niemców na gilotynie piętnaście minut po północy, 3 grudnia 1942 r., w katowickim więzieniu przy ul. Mikołowskiej za działalność patriotyczno-religijną.

Archiwum

Dekret o cudzie (do kanonizacji) dotyczy Włocha, bł. Alojzego Marii Palazzolo (1827-1886)., założyciela Instytutu Sióstr Ubogich.

Dwa dekrety o cudach, przypisanych wstawiennictwu sług Bożych (do beatyfikacji), dotyczą również dwóch Włochów, ks. Olinta Marelli, kapłana diecezjalnego; urodzonego 14 czerwca 1882 r. w Pellestrina (Włochy) i zmarłego 6 września 1969 r. w San Lazzaro di Savena (Włochy); a także ks. Józefa Ambrosoli, ze zgromadzenia Kombonistów; urodzonego w Ronago (Włochy) 25 lipca 1923 r. i zmarłego 27 marca 1987 r. w Lira (Uganda).

Dekrety o męczeństwie dotyczą sług Bożych Kajetana Giméneza Martína i 15 towarzyszy, kapłanów i świeckich, zabitych z nienawiści do wiary podczas wojny domowej w Hiszpanii w 1936 r . oraz ks. Jana Franciszka Machy (18 stycznia 1914 r. w Chorzowie i zabitego z nienawiści do wiary w Katowicach 3 grudnia 1942 r.

Sześć dekretów o heroiczności cnót dotyczy:

- sługi Bożego Owidiusza Charleboisa, ze Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, biskupa tytularnego Berenice, wikariusza apostolskiego w Keewatin; urodzonego 17 lutego 1862 r. w Oka (Kanada) i zmarłego 20 listopada 1933 r. w Le Pas (Kanada),

- Niemca, sługi Bożego Michaela Wittmanna, biskupa tytularnego Miletopoli i biskupa pomocniczego Ratyzbony; urodzonego 22 stycznia 1760 r. w Finkenhammer (Niemcy) i zmarłego 8 marca 1833 r. w Ratyzbonie (Niemcy),

- Włocha, sługi Bożego Olinta Fediego, kapłana diecezjalnego, założyciela Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Niepokalanej; urodzonego 3 października 1841 r. w Signa (Włochy) i zmarłego tamże 23 stycznia 1923 r .,

- Włocha Jakuba Bulgaro, z Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych; urodzonego 29 stycznia 1879 r. w Corticelle di Pieve (Włochy) i zmarłego 27 stycznia 1967 r. w Brescii (Włochy),

- Włoszki służebnicy Bożej Joanny Marii Battisty Solimani (Maria Antonia), mniszki, założycielki zgromadzeń żeńskiego i męskiego św. Jana Chrzciciela; urodzonej 12 maja 1688 r. w Genui (Włochy) i zmarłej tamże 8 kwietnia 1758 r .,

-Hiszpanki służebnicy Bożej Anny od Jezusa De Lobery, karmelitanki, urodzonej 25 listopada 1545 r. w Medina del Campo (Hiszpania) i zmarłej 4 marca 1621 r. w Brukseli (Belgia).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Stella: Papież potrzebuje modlitwy, potraktujmy to poważnie

2019-12-14 15:13

Krzysztof Bronk/vaticannews / Watykan (KAI)

Modlitwa za Papieża jest obowiązkiem każdego katolika. Powinniśmy to potraktować bardzo poważnie, zwłaszcza kapłani, którzy imiennie wspominają Ojca Świętego podczas każdej Mszy św. – apeluje kard. Beniamino Stella, prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa.

wikipedia.org

Przypomina on, że Franciszek nieustannie prosi o modlitwę w swojej intencji, od samego początku pontyfikatu. Odniósł się również do słów, które Ojciec Święty wypowiedział podczas spotkania z jezuitami na Madagaskarze. Mówiąc o znaczeniu modlitwy za Papieża, przyznał, że jest kuszony, wręcz osaczony i że tylko modlitwa ludu Bożego może go wyzwolić. Kard. Stella przyznał, że są to słowa tajemnicze. Pokazują jednak, jak bardzo Franciszek musi się zmagać z siłami zła.

"Myślę, że Papież często czuje ciężar tego krzyża, bo sprawowanie posługi Piotrowej jest krzyżem. Ponadto niekiedy odnosi się wrażenie, że nie chodzi tu tylko o krzyż, ale że są za tym, w ukryciu, siły zła, które mogą również kusić Papieża, osaczać go, wprowadzać go w ciemność, sprawiać, że odczuwa samotność i zmęczenie - powiedział Radiu Watykańskiemu kard. Stella. - Papież to też osoba z całym swoim człowieczeństwem, z ciałem i umysłem oraz uczuciami. To człowieczeństwo może być niekiedy wystawione na działanie sił zła. Myślę, że Papież tego doświadcza i odczuwa również ludzką słabość w obliczu tego wielkiego ciężaru i ekstremalnej presji mocy zła przede wszystkim względem jego osoby“.

Zapytany, o co powinniśmy się modlić dla Papieża, kard. Stella przyznał, że on sam modli się dla niego o spokojną noc, o dobry wypoczynek i pogodę ducha.

„Jeśli Papież odpocznie dobrze w nocy, to w ciągu dnia jest bardziej pogodny, odprężony i radosny. A my potrzebujemy żywego spojrzenia Papieża, uśmiechu na twarzy, jasnego umysłu. Chcemy, aby patrzył nam prosto w oczy, był otwarty i uśmiechnięty. Zawsze znaliśmy go właśnie takim. Proszę Boga, aby Papież zawsze miał uśmiechnięte oblicze, pomimo ciężarów i zmęczenia - mówi Radiu Watykańskiemu prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa. - Widzę, że niekiedy jest to uśmiech wymuszony, że to pogodne oblicze nie zawsze jest naturalne. Doceniam ten jego wysiłek, bo ważne jest, aby lud Boży wiedział, że Papież czuje się dobrze, potrafi powiedzieć słowa, które trafiają do serca, aby był zawsze taki, jakiego go znaliśmy przez wszystkie te lata. Papież gościnny, uśmiechnięty, biorący w objęcia".

Nawiązując do przypadającej wczoraj 50. rocznicy święceń kapłańskich Papieża, prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa zauważył, że wszyscy kapłani powinni się uczyć od niego duchowej dyscypliny. Pomimo licznych obowiązków, zachowuje on stały program dnia. Zawsze, od samego rana, jest w nim miejsce na modlitwę i rozeznawanie, ze Słowem Bożym w ręku – dodał kard. Stella.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Milewski: językiem Boga jest cisza

2019-12-15 21:31

eg / Przasnysz (KAI)

Trzeba docenić ciszę, która jest językiem Boga. Narodziny Syna Bożego wydarzyły się w ciszy - zaznaczył bp Mirosław Milewski 15 grudnia wieczorem w Sanktuarium Matki Bożej Niepokalanej Przewodniczki w Przasnyszu, na zakończenie oktawy ku czci Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Gospodarzami sanktuarium i parafii pw. św. Stanisława Kostki są ojcowie pasjoniści.

Bożena Sztajner

Bp Mirosław Milewski na zakończenie oktawy ku czci Maryi Niepokalanej przypomniał, że wierni miasta Przasnysza przez osiem dni, dzień po dniu, spotykali się przed obrazem Maryi – Ocaleniem Ludu Bożego. W tym roku dzień ósmy przypadł w Niedzielę Gaudete, zwaną Niedzielą Radości. Radość wynika z faktu, że „jutrzenka Bożego Narodzenia jest już coraz bliżej”.

Zwrócił uwagę, że Maryja jest „kobietą ciszy”. Najważniejsze decyzje w swoim życiu podejmowała w milczeniu, w zadumie, w ciszy. Gdy przyszedł do niej Archanioł Gabriel, gdy musiała zadeklarować, czy będzie Matką Boga, nie ogłaszała tego po rynkach, nie pytała psychologów czy terapeutów, nie szła do astronoma, lecz „rozważała te sprawy w swoim sercu” (por. Łk 2,19). Maryja potrzebowała ciszy, aby odpowiedzieć Bogu.

Dodał też, że dziś, jak chyba nigdy wcześniej w historii świata, tak wielu ludzi ma tak wiele do powiedzenia na tak różne tematy: w radiu, w telewizji, na forach internetowych. W tym wszystkim gdzieś próbuje się przebić jeszcze jedno Słowo - Słowo w Chrystusie, które stało się Ciałem, przynosząc Słowo Boga o Jego miłości do człowieka.

- Maryja Niepokalana to nie tylko kobieta ciszy – to także kobieta czynu. To kobieta niezwykle odważna, silna siłą, której źródłem jest pokora i zaufanie Bogu. Ona podejmowała odważne decyzje, które w czasach, gdy żyła, wydawały się kulturowo niepojęte. Pozostaje dla nas „wojowniczką Boga”. Stojąc pod Krzyżem Swego Syna dała wzór czynu heroicznego, którego skali nie sposób określić – zaakcentował kaznodzieja.

Zaznaczył też, że Maryja na zakończenie oktawy wzywa do religijnej mobilizacji, duchowych czynów, godnego przeżycia ostatnich dni Adwentu i zbliżających się świąt Bożego Narodzenia. Obecnie bardzo potrzeba „chrześcijan czystego serca, pięknych duchowo, szukających świata ewangelicznych wartości”.

W uroczystości ku czci Matki Bożej Niepokalanie Poczętej w Przasnyszu licznie uczestniczyli parafianie i mieszkańcy Przasnysza, ojcowie pasjoniści i siostry zakonne. Gospodarzem spotkania był. o. Wiesław Wiśniewski CP, przeor klasztoru i proboszcz parafii św. Stanisława Kostki w Przasnyszu.

W Sanktuarium Matki Bożej Niepokalanej Przewodniczki w Przasnyszu, którym opiekują się ojcowie pasjoniści, od około 400 lat czci się Matkę Bożą, są tam też uroczyście odprawiane nieszpory w oktawie uroczystości Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Słynący łaskami obraz Matki Bożej Niepokalanej Przewodniczki w 1605 r. ufundował Paweł Kostka, rodzony brat św. Stanisława Kostki. Jest on kopią obrazu Salus Populi Romani (Ocalenie Ludu Rzymskiego) - obrazu z rzymskiej bazyliki Matki Bożej Większej. W 1977 r. przasnyski obraz koronował ówczesny biskup płocki Bogdan Sikorski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem