Reklama

II wojna światowa: jaka pamięć?

2015-04-28 11:36

Andrzej Nowak
Niedziela Ogólnopolska 18/2015, str. 22-23

Wojciech Strożyk /East News

Obchodzimy w tym roku 70. rocznicę zakończenia II wojny światowej. Jakże inaczej niż 70. rocznicę jej rozpoczęcia!

Przypomnijmy, 1 września 2009 r. na Westerplatte podczas obchodów 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej najbardziej eksponowanym przez rząd Donalda Tuska gościem był Władimir Putin. Rocznicową wizytę poprzedził hołdowniczy wobec rosyjskiego gościa artykuł, jaki minister Sikorski opublikował w „Gazecie Wyborczej”. To tekst po prostu nikczemny w swej pogardzie dla polskiej historii (dla II Rzeczypospolitej w szczególności) i w zakłamaniu rzeczywistej natury putinowskiego reżimu. Wszystko po to, by przypodobać się przywódcy mocarstwa pozostającego prawnomiędzynarodowym spadkobiercą kraju, który napadł na Polskę we wrześniu 1939 r. i współodpowiadał za wywołanie II wojny poprzez zawarcie paktu Ribbentrop-Mołotow.

Zgoda za wszelką cenę?

Zgoda byłaby na pewno pożądana przy takiej jubileuszowej okazji, ale tylko poprzez uznanie winy, współodpowiedzialności. Od tej winy nie uchylała się na Westerplatte kanclerz Niemiec Angela Merkel. Premier Putin wykorzystał natomiast rocznicę wybuchu wojny do wygłoszenia mowy, która była otwartym usprawiedliwieniem paktu Stalina z Hitlerem: przecież Niemcy były skrzywdzone przez traktat wersalski, mocarstwa zachodnie izolowały także wtedy Związek Sowiecki, a zatem „naturalne” jest, że Berlin i Moskwa musiały zbliżyć się do siebie, żeby „naprawić niesprawiedliwości” systemu wersalskiego... Tak ze zgrozą odczytała przemówienie Putina na Westerplatte cała niemal światowa prasa. A „nasze” media? Pisały, oczywiście, o wielkim triumfie polityki Donalda Tuska i pozytywnym przełomie w stosunkach rosyjsko-polskich, bo przecież postawieniem stopy na sopockim molo zaszczycił nas sam Władimir Putin...

Inaczej widział to prezydent Lech Kaczyński, który próbował w tym samym miejscu w swoim przemówieniu przedstawić inny punkt widzenia: ofiar napaści dwóch totalitarnych imperiów, a nie usprawiedliwienie racji napastników. Wspierające rząd premiera Tuska media zakrzyczały polskiego prezydenta Kaczyńskiego, zarzucając, że przeszkadza polskiej zgodzie z Moskwą. Cóż, od 10 kwietnia 2010 r. już nie przeszkadza...

Reklama

Prawdę o reżimie Putina próbowano zakłamywać jeszcze przez cztery lata. Cierpiała na tym także publiczna pamięć o historii polsko-rosyjskich i polsko-sowieckich stosunków w XX wieku. Prezydent Bronisław Komorowski patronował przecież budowie pomnika ku czci żołnierzy Armii Czerwonej idących na Warszawę w sierpniu 1920 r. Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz jak niepodległości broniła przez te cztery lata osławionego pomnika tzw. Czterech Śpiących, czyli pomnika Polsko-Radzieckiego Braterstwa Broni, a w istocie symbolu sowieckiej dominacji nad Polską, który „zdobił” warszawską Pragę. Ustąpiła dopiero jesienią 2014 r. Rządzący obóz bronił także w wielu innych miejscach podobnych symboli, jak choćby „pomnika Wdzięczności” Armii Czerwonej w Nowym Sączu czy usytuowanego w Pieniężnie pomnika marszałka tejże armii – Iwana Czerniachowskiego, odpowiedzialnego za śmierć setek i zesłanie do łagrów tysięcy młodych żołnierzy AK.

Teraz nagle ci sami ludzie, którzy starali się uprzedzać najbardziej hańbiące Polskę życzenia kremlowskiej propagandy (przypomnę choćby artykuł w „Gazecie Wyborczej” z 27 sierpnia 2009 r. pióra jej dziennikarza Rafała Zasunia, wybielający całkowicie pakt Ribbentrop-Mołotow), występują w roli rzeczników odmiennych niż w Moskwie obchodów zakończenia II wojny, drapują się w szaty obrońców historycznej pamięci. Inne wieją polityczne wiatry...

Polityka historyczna

Jaka jest, jaka powinna być, niezależnie od politycznych wiatrów, owa pamięć związana z zakończeniem największej z wojen w historii ludzkości – tej wojny, w której w samym centrum znalazła się od początku Polska?

Każdy ma prawo do swojej indywidualnej pamięci. To pierwsza prawda, najbardziej warta przypomnienia w dobie wszędobylskiej politycznej poprawności, wciskającej się także do sfery pamięci. W rodzinach, w których żywa jest wspólnota pamięci ofiar ludobójstwa popełnionego w czasie tamtej wojny przez ukraińskich nacjonalistów, na pewno ta zbrodnia jest i musi pozostać wciąż niezabliźnioną raną do czasu uznania jej i symbolicznego zadośćuczynienia za nią przez spadkobierców państwowych UPA. W rodzinach – a tych jest najwięcej – które doświadczyły zbrodni popełnianych od 1 września 1939 r. na Polakach przez niemieckich najeźdźców, ta pamięć pozostaje najważniejsza. Tu najbardziej bolesnym elementem okazują się wciąż powtarzające się oskarżenia pod adresem całej zbiorowości Polaków o to, że nie należą do grupy ofiar II wojny, ale stanowią wspólnotę współsprawców Holocaustu, uznanego za jedyną niemal wartą globalnego zapamiętania zbrodnię owej wojny. Potwornym przypomnieniem tej niesprawiedliwości, tej obrazy dla przeszło dwóch milionów etnicznych Polaków zamordowanych w czasie tej wojny przez Niemców, w tym dla tysięcy zamordowanych za to, że ukrywali Żydów, stała się niedawna haniebna wypowiedź szefa FBI – Jamesa Comeya. Przypomnijmy, że stwierdził on, iż za Holocaust odpowiadają „naziści” i ich wspólnicy z Niemiec, Polski i Węgier (tylko te trzy kraje wymienił z nazwy). A więc Polacy, tuż obok Niemców, są sprawcami tej największej w historii ludzkości zbrodni, którą zorganizowali jacyś pozbawieni narodowości i państwowego obywatelstwa „naziści”?

To straszne, tak skutecznie i tak nikczemnie upowszechniane, kłamliwe powielenie tez niemieckiej, bardzo subtelnej, polityki historycznej jest faktem. I ono powinno spotykać się z reakcją ze strony państwa, które ma obowiązek dbać o dobre imię swoich obywateli, kiedy tylko narusza się je w sprzeczności z prawdą historyczną. Niestety, w ostatnich 25 latach polskie państwo bardzo niewiele zrobiło, by z tego zadania się wywiązać. Przeciwnie, wspierało często te działania kulturalne czy symboliczne, które tę antypolską propagandę związaną z okresem II wojny światowej wspierały. Oczywiście, byli także Żydzi wydawani niemieckim oprawcom przez łajdacki element, jaki znajduje się i w polskim (jak w każdym) społeczeństwie. I potomkowie tych Żydów mają przecież prawo do swojej, indywidualnej pamięci.

Zaniedbania ze strony polskiego państwa

To, z czym polskie państwo powinno walczyć, to fałszywe uogólnienie: Polacy = antysemici, Polacy w II wojnie światowej = współsprawcy Holocaustu. Bardzo smutny jest bilans zaniedbań polskiego państwa pod tym względem. Próbują wyręczać polskie państwo inicjatywy społeczne, jak choćby Reduta Dobrego Imienia czy działania kancelarii Lecha Obary przeciwko podmiotom (także zagranicznym) używającym określenia „polskie obozy zagłady”. To jednak nie wystarczy: bez powrotu prawdy historycznej do polskiej szkoły, bez wsparcia mecenatem publicznym filmów, ale nie takich jak „Płonąca stodoła” czy „Pokłosie” (jakoś tak brzmią tytuły kolejnych antypolskich paszkwilów), lecz takich, jakie nie powstały dotąd: o tysiącach polskich Sprawiedliwych, o rotmistrzu Pileckim, o Monte Cassino, o polskich lotnikach broniących angielskiego nieba w 1940 r., o polskich marynarzach tropiących „Bismarcka” itp., itd...

„Wyzwolenie”

Jaką jednak powinniśmy przywołać pamięć II wojny w kontekście naszych relacji z Rosją? Na pewno wiele rodzin w naszym kraju przechowuje wspomnienie żołnierzy Armii Czerwonej (pamiętajmy, w dobrym i złym, to nie byli tylko Rosjanie, ale także Ukraińcy, Azerowie, Kazachowie, Żydzi i przedstawiciele innych narodowości poddanych władzy Stalina). Jedni pamiętają ich ofiarę poniesioną w walce z niemieckim, bezwzględnym okupantem. I mają rację. 600 tys. żołnierzy sowieckich poległo w tej walce na ziemi dziś stanowiącej państwo polskie. Im należy się, jak wszystkim poległym, godny, niezakłócony politycznymi emocjami pochówek. Czy należą im się pomniki? A – to coś zupełnie innego. Są przecież rodziny, także tysiące rodzin, które przechowują pamięć gwałtów i rabunków, jakich dopuścili się „wyzwoliciele”. Nie możemy też zapomnieć, że to Armii Czerwonej, jej agresji we wrześniu 1939 r. i decyzjom jej politycznego zwierzchnictwa „zawdzięczamy” utratę ponad połowy terytorium II Rzeczypospolitej i tragedię wygnania z ojczyzny milionów Polaków. Jeśli ktoś broni pomników Armii Czerwonej, niech zbuduje naprzeciw nich inne pomniki: wielkiej zbrodni dokonanej przez Związek Sowiecki na Polsce w czasie II wojny.

Gdybyśmy mieli szukać symbolicznego skrótu dla sensu tego „wyzwolenia”, które przyniosła w maju 1945 r. Armia Czerwona, to może warto sięgnąć nie tylko do skojarzenia z politycznym handlem Europą Wschodnią w Jałcie (czy wcześniej w Teheranie). Warto zastanowić się nad jednostkowym losem, łatwiejszym do ogarnięcia żywymi emocjami. Przypomnijmy więc jeden taki przykład: 1 maja 1945 r. została rozstrzelana Stanisława Marinczenko, mieszkanka dopiero co „wyzwolonego” Poznania. Aresztowano ją w kwietniu za nielegalne posiadanie radia. Tak jest – to była cała jej zbrodnia w świetle prawa wprowadzonego przez PKWN: „bez prawnego zezwolenia władzy ludowej ukrywała u siebie w piwnicy radioodbiornik marki Philips”. Za to, i tylko za to, została skazana przez sąd wojskowy na karę śmierci. Wyrok wykonano. To był symboliczny początek „wyzwolonej” Polski. I nad tym losem – a przez jego smutną lekcję nad losem tysięcy podobnych ofiar „wyzwolenia” – zastanówmy się także. Zatrzymajmy się przy tym wspomnieniu w dniu 70. rocznicy zakończenia II wojny światowej.

* * *

Prof. Andrzej Nowak
Historyk (UJ, PAN), publicysta, w latach 1994 – 2012 redaktor naczelny dwumiesięcznika „Arcana”

Tagi:
wojna światowa wojna

Abp J.-C. Hollerich: Europa nie wyciągnęła wniosków z obu wojen

2018-11-11 19:34

(AI/vaticannews) / Watykan (KAI)

Nasz kontynent nie wyciągnął wniosków ze światowych wojen. Świadczy o tym obecny kryzys Unii Europejskiej – uważa abp Jean-Claude Hollerich, przewodniczący Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej (COMECE). W rozmowie z Radiem Watykańskim nawiązał do przypadającej dzisiaj 100. rocznicy zakończenia I wojny światowej. Podkreślił, że rozpad Unii stanowiłby poważne zagrożenie dla pokoju. Nasze kraje stałyby się areną sporów wielkich mocarstw, takich jak USA, Chiny i Rosja.

wikipedia.org
Abp Jean-Claude Hollerich

Zdaniem arcybiskupa Luksemburga trzeba być świadomym zarówno wartości Unii Europejskiej, jak i jej słabości, a także dobrze zrozumieć przyczyny istniejących na naszym kontynencie populizmów.

"Mają one bardzo różne przyczyny" - zaznaczył rozmówca rozgłośni papieskiej. Zauważył, że "pewien rodzaj populizmu jest nawet dość brutalny, opiera się bowiem na zasadzie: dla mnie najlepsza część tortu". I to budzi obawy - dodał hierarcha.

Zwrócił uwagę, że dotychczas w polityce europejskiej zawsze próbowano dojść do kompromisu, aby każdy coś z tego miał. "Nie tak, że ten, który jest największy, będzie miał najlepszy kawałek tortu. To jest infantylne, ale i niebezpieczne" – powiedział arcybiskup.

Jednocześnie przyznał, że problemy wynikają także stąd, że nasze społeczeństwa przeżywają głębokie i szybkie przemiany. "W tej sytuacji ludzie mają poczucie, że tracą swoją tożsamość. Czują się w tym zagrożeni. A my za mało mówiliśmy o tożsamości. Myślę, że problem tożsamości trzeba włączyć do debaty politycznej. Trzeba mówić o tożsamościach, ale otwartych, pozostających w dialogu" - jest przekonany przewodniczący COMECE.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Z potrzeby serca – kult ks. Jerzego Popiełuszki w liczbach

2019-10-18 11:50

ar, aw / Warszawa (KAI)

Od 1984 roku grób księdza Jerzego Popiełuszki odwiedziło blisko 23 mln. osób, natomiast muzeum Męczennika, znajdujące się przy parafii św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu zwiedziło ok. 65 tysięcy osób. Relikwie w ponad tysiącu miejsc na świecie, dziesiątki ulic i pomników... W sobotę 19 października przypada 35. rocznica męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki, duchownego, który przyciąga ludzi z całego świata – wierzących i niewierzących

Rycerze Kolumba

Ośrodek Dokumentacji Życia i Kultu bł. ks. Jerzego Popiełuszki, powołany przez kard. Kazimierza Nycza na wiosnę 2011 r., rok po beatyfikacji, pieczołowicie odnotowuje wszelkie przejawy czci skromnego duszpasterza ludzi pracy, zamordowanego przez funkcjonariuszy SB 19 października 1984 r. Na pytanie, dlaczego ludzie tu wciąż przychodzą, odpowiadają: Z potrzeby serca.

Wystarczy choć krótko być przy grobie ks. Jerzego w parafii św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu żeby zauważyć nieustający potok wiernych, którzy tu przychodzą. W grupach, całymi rodzinami lub indywidualnie, nieraz na kilka minut, żeby pomodlić się w godzinach porannych, by pobiec później do swych codziennych zajęć. Jak podaje Paweł Kęska, specjalista ds. projektów rozwoju Muzeum, Ośrodka Dokumentacji Życia i Kultu oraz Sanktuarium, Błogosławionego Ks. Jerzego Popiełuszki, od 1984 roku grób księdza Jerzego Popiełuszki odwiedziło blisko 23 mln. osób. Nie sposób policzyć nawiedzeń indywidualnych, więc z pewnością liczba ta jest znacznie wyższa.

Łatwiej natomiast ustalić liczbę osób, które w tym roku obejrzały ekspozycję w muzeum, poświęconą ks. Popiełuszce – jest ich ok. 65 tysięcy. Zwiedzający wpisują się do Księgi Pamiątkowej, w której dzielą się wrażeniami i prośbami. Jest wśród nich wiele wpisów, dotyczących spraw społecznych i narodowych. To naturalne – kapłan, który nawoływał do stosowania zasad sprawiedliwości społecznej, upominał się o pokrzywdzonych przez władze komunistycznego reżimu, zwłaszcza robotników z Huty Warszawa, ale przestrzegał też przed pokusą nienawiści i apelował, by zło zwyciężać dobrem, w naturalny sposób stał się orędownikiem trudnych spraw narodu i ojczyzny. Wielu zwiedzających nie kryje wzruszenia i emocji, związanych z obejrzeniem ekspozycji.

Prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych abp Angelo Amato, który był legatem papieskim na uroczystości beatyfikacyjne, wyznał w homilii 6 czerwca 2010 r.: “Kilkakrotnie miałem okazję odwiedzić w Warszawie muzeum poświęcone naszemu Błogosławionemu męczennikowi księdzu Jerzemu Popiełuszce. Za każdym razem wzruszenie było tak wielkie, że prowadziło do łez. Potwornie zeszpecona twarz tego łagodnego kapłana była podobna do ubiczowanego i upokorzonego oblicza ukrzyżowanego Chrystusa, które utraciło piękność i godność”.

Wiadomo też, że relikwie błogosławionego trafiły do około 1050 miejsc na całej kuli ziemskiej. Stało się to możliwe po ekshumacji ciała ks. Jerzego, która została przeprowadzona w ramach procesu beatyfikacyjnego. Ponad 700 relikwii trafiło wówczas do kościołów w Polsce, około 300 nie tylko do Europy, Ukrainy, Austrii, Włoch, ale w najbardziej oddalone od Polski zakątki świata – na Filipiny, do Australii, Beninu. Ksiądz Jerzy przemawia więc językiem uniwersalnym.

Każdego 19. dnia miesiąca przy relikwiach błogosławionego w kościele św. Stanisława Kostki odprawiana jest Msza św. z prośbami za wstawiennictwem ks. Jerzego i podziękowaniami za otrzymane łaski. Księga wpisów odnotowuje część podziękowań za otrzymane łaski za wstawiennictwem ks. Jerzego. Większość podziękowań dotyczy zwyczajnych spraw, np. otrzymania pracy, wiele jest świadectw o wyjściu z uzależnień czy porzuceniu planów o rozwodzie. Jednak są tu opisane wydarzenia nadzwyczajne, na przykład niewyjaśnione z punktu widzenia medycyny uzdrowienia. Nie zostały one szczegółowo zbadane, jednak osoby dające świadectwo nie mają wątpliwości, że zawdzięczają uzdrowienie swoje lub bliskich ks. Popiełuszce.

Do kościoła św. Stanisława Kostki i grobu ks. Jerzego nieprzerwanie przychodzą także jego przyjaciele i współpracownicy – gromadził ich za życia, gromadzi i po śmierci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Uroczystości 35. rocznicy śmierci ks. Popiełuszki

2019-10-19 21:35

Łukasz Krzysztofka/KAI

Rodzina i przyjaciele bł. ks. Popiełuszki, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz, parlamentarzyści, kilkadziesiąt pocztów sztandarowych NSZZ „Solidarność” z całego kraju i tłumy wiernych uczestniczyły we Mszy św. w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu w 35. rocznicę męczeńskiej śmierci kapelana „Solidarności”.

Łukasz Krzysztofka/Niedziela

Uroczystej, koncelebrowanej Eucharystii przewodniczył kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski, który przed Mszą św. poświęcił kaplicę z wystawionymi relikwiami sutanny, którą miał na sobie w momencie śmierci męczennik.

Kard. Nycz zaznaczył, że wierni upamiętniają dziś dzień narodzin ks. Popiełuszki dla nieba - To jednoczenie dzień jego męczeńskiej śmierci w obronie godności człowieka, obronie naszej Ojczyzny i ewangelicznej zasady “zło dobrem zwyciężaj” - powiedział.

Zobacz zdjęcia: 35. rocznica śmierci ks. Popiełuszki

Metropolita warszawski przypomniał, że kapelan Solidarności wielokrotnie wskazywał, że jego mistrzami, od których uczył się głoszenia Ewangelii, są Jan Paweł II i kard. Wyszyński. Kard. Nycz zauważył, że ks. Popiełuszko wyprzedził swoich mistrzów w drodze na ołtarze. – Wiemy jednak, że dziesięć lat po beatyfikacji ks. Jerzego będziemy mieć beatyfikację kard. Wyszyńskiego. Przez wstawiennictwo tych trzech wielkich postaci módlmy się za Kościół polski, za naszą Ojczyznę, z prośbą o siłę dla tych, którzy nią kierują – zaapelował.

Kazanie wygłosił bp Józef Guzdek, Biskup Polowy Wojska Polskiego. Zwrócił uwagę, że w momencie kiedy większość narodów po zakończeniu drugiej wojny światowej doświadczało pokoju, w Polsce nadal “panoszyło się zło”, a “brat wydawał brata na śmierć”. - W takich czasach zajaśniał blask ks. Jerzego Popiełuszki, który jako kapłan był gorliwym obrońcą wiary i godności człowieka. Zawsze stosował się do słów Jezusa “zło dobrem zwyciężaj” - podkreślił i dodał, że kapelan Solidarności był uosobieniem dobroci oraz cierpliwości i zawsze powtarzał, że przemoc jest oznaką słabości, a nie siły.

Ordynariusz wojskowy podkreślił, że wciąż trzeba walczyć w obronie najsłabszych np. o prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Zdaniem bp. Guzdka żyjemy w świecie, w którym polityczna poprawność nie pozwala nazywać zła po imieniu, z obawy, że ktoś poczuje się dotknięty. Nie można czegoś nazwać grzechem, mimo, że katolicy niejednokrotnie spotykają się z pogardą i profanacją tego, co dla nich święte.

- Niezwykle potrzebne jest dziś spotkanie z ks. Jerzym, który uczy nas, że złu nie można ulegać i wyrażać na nie zgody. Mamy wypowiadać słowa prawdy, gdy inni milczą – podkreślił duchowny.

Bp Guzdek wspomniał również, że ks. Popiełuszko przestrzegał przed niechrześcijańskim radykalizmem i wykluczeniem kogokolwiek - Nie dążył do budowania ekskluzywnej wspólnoty. Podkreślał, że jego kazania nie są przeciw komuś, że walczy z systemem zła, a nie z człowiekiem. Mówił: “To co robię to nie polityka, moja bronią jest prawda. Prawda i miłość” - zaznaczył.

- Świadkowie jego życia mówili, że potrafił wyjść z kawą do śledzących go funkcjonariuszy SB, mówiąc, że to nie ich wina, że tu stoją. Niektórzy chcieli żeby piętnował po nazwisku swoich prześladowców, ale ks. Popiełuszko podkreślał, że walczył ze złem, nie z ofiarami zła. W jego życiu nie było nienawiści - wspominał biskup Guzdek.

Zdaniem duchownego dzisiejsza uroczystość stwarza okazję do “zawstydzenia” niektórych wiernych i przemyślenia, czy Kościół stara się dotrzeć do wszystkich ludzi nikogo nie wykluczając.

- W pluralistycznym społeczeństwie zawsze znajdą się nurty przeciwne Kościołowi i trzeba reagować, ale nie każda reakcja jest zgodna z duchem Ewangelii – zauważył duchowny. Dodał, że jeśli “oburzenie stanie się sposobem duszpasterstwa” to wierni i księża przestaną być apostołami, a staną się inkwizytorami.

- Ks. Popiełuszko nigdy nie zdradził prawdy, nawet za cenę męczeńskiej śmierci. Był orędownikiem przebaczenia i pogodzenia zwaśnionych stron – zaznaczył biskup, pytając wiernych czy przed przystąpieniem do Komunii będą mogli z czystym sercem wypowiedzieć słowa: “I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. - Te słowa są dziś weryfikacją prawdy o naszym chrześcijaństwie – stwierdził.

Po Mszy św. odmówiono litanię do bł. ks. Jerzego, a następnie złożono wieńce na grobie męczennika.

19 października obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Kapłanów Niezłomnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem