Reklama

Zabawa w demokrację?

2015-04-28 11:36

Sebastian Musioł
Niedziela Ogólnopolska 18/2015, str. 40-41

Graziako

Wyścig do Pałacu Namiestnikowskiego rozbudza emocje większe niż wybory parlamentarne. Dlaczego? Bo wyborcy wiedzą dokładnie, na kogo głosują. Niestety, zamiast święta demokracji, debaty o przyszłości kraju, mamy przeważnie targowisko próżności i czczych obietnic

Tym razem przebieg kampanii prezydenckiej oraz wynik majowego głosowania wpłynie na wybory jesienne i dalej – na kolejne cztero-, pięciolecie, a być może na znacznie dłużej. Tony mobilizacyjne słychać u większości kandydujących. Szczególnie mocno, nie po raz pierwszy, historyczne znaczenie zbliżającej się elekcji podkreślają środowiska związane z opozycją parlamentarną i pozaparlamentarną. Trudno się temu dziwić, przecież to jedyna szansa na zdobycie korzystnej pozycji na scenie politycznej.

Obiecanki

Prezydent RP ma bardzo ograniczoną władzę. Bywa wręcz nazywany „strażnikiem żyrandola”. Dobrze, jeśli odgrywa rolę bezpiecznika w parlamentarnej biegunce legislacyjnej – kierując wadliwą ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Gorzej, jeśli występuje w roli notariusza rządowego. Według konstytucji, jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych RP i reprezentantem kraju w stosunkach międzynarodowych. Faktycznie jednak bieżącą politykę prowadzi w tych dziedzinach rząd, który też trzyma kasę. Poza tym, że prezydent przyznaje ordery i ma prawo łaski dla skazańców, robi niewiele.

Skąd zatem deklaracje niektórych kandydatów, że uczynią prezydenturę bardziej aktywną? Czy wierzyć w zapowiedzi napisania prawa od nowa, obniżenia wieku emerytalnego, likwidacji ZUS, dodatków na dzieci, zablokowania euro czy wprowadzenia Polski do G20 – gospodarczej elity świata?

Reklama

Przedziwna niekonsekwencja ustrojowa sprawiła, że najważniejszy wybieralny urząd w państwie (i to w wyborach bezpośrednich!) nie daje odpowiedniej władzy. Skupiając w naturalny sposób uwagę świadomych obywateli, prezydent ma przede wszystkim dobrze się prezentować. To zresztą jest zgodne z duchem czasu: żeby wygrać wybory, trzeba zdobyć sympatię elektoratu, dać się lubić, a przede wszystkim – obiecać każdemu, co tylko zechce. Oczywiście, nie najlepiej świadczy to o wyborcach, kiedy popierają wydmuszki polityczne albo marionetki, którymi dyrygują różni prezesi czy grupy wsparcia.

Kulturysta, rockman, brydżysta

Państwowa Komisja Wyborcza zarejestrowała aż jedenaścioro kandydatów. Kolejnych czternaścioro chętnych nie zdołało zebrać podpisów stu tysięcy osób. Ten ogromny urodzaj nie przekłada się, niestety, na jakość. O głosy wyborców walczą: kulturysta, rockman, brydżysta, reżyser dokumentalista, biznesmen gorzelnik, przedsiębiorca komputerowiec, wreszcie historycy i prawnicy.

Kandydat Marian Kowalski chce być polskim Putinem. Janusz Korwin-Mikke deklaruje, że chce być prezydentem wszystkich konsumentów. I to jest wypowiedź stanowczo konkretna. Podobnie jak zapowiedzi strzelania do bandytów, takich jak protestujący na ulicach górnicy.

W gronie kandydatów jest tylko jedna kobieta, z doktoratem nauk humanistycznych. Nawet przez własnego promotora jest traktowana niezbyt serio. Co więcej, kiedy kandydatka Ogórek zaczęła wreszcie samodzielnie odzywać się publicznie, okazało się, że promujące ją SLD nie chce jej ani słuchać, ani finansować.

Zaangażowanie polityczne sięga od Ruchu Narodowego, poprzez konserwatywno-liberalną Nową Prawicę, rozmaicie pojmowaną prawicę, centrum, aż po nurty lewicowe obyczajowo i społecznie. Wyrażane publicznie przez kandydatów poglądy są zaś wewnętrznie sprzeczne, a ich biografie nieraz wprost każą wątpić w to, co mówią... Jeśli pominąć tych, którzy startują, aby wykorzystać czas do reklamowania siebie lub ugrupowania, lista kandydatów z szansą na wejście do drugiej tury znacząco się skraca.

Obwoźny cyrk

Doradcy i sztaby wyborcze organizują kandydatom przejażdżki harleyami (Magdalena Ogórek w Bydgoszczy), songi z gitarą (Adam Jarubas dla kobiet 8 marca), aby pokazać ich otwartość, jak są blisko ludzkich spraw. Marketingowy szum zagłusza ważne problemy. Osią strategii wyborczych jest obwoźny cyrk z kandydatobusami, festynami, wiecami, agitkami po gminnych domach kultury i remizach. Takie wyobrażenie skutecznej kampanii przywieźli do Polski przed laty spece od politycznego marketingu z wizyt studyjnych w USA, Wielkiej Brytanii czy Francji – krajów o długiej tradycji i kulturze demokratycznej. Dlatego polskie kampanie na tle europejskim wypadają bogato pod względem formy, za to wciąż żałośnie pusto, jeśli chodzi o treść.

Wyścig o prezydenturę zamienia się w celebryckie show. Sprzyjają temu żądne sensacji media, które chętniej pokazują żenujący bełkot lub utarczkę słowną niż konstruktywną wymianę argumentów. To fakt, że od zwycięstwa Johna F. Kennedy’ego debaty telewizyjne decydują o wyniku wyborów. I wcale nie dlatego, że doszło do wymiany poglądów o najważniejszych problemach kraju i obywateli. Obecnie wystarczy sprawna kampania wizerunkowa. Tym, którzy szans na wygraną nie mają, wystarczy autoprezentacja w darmowym czasie reklamowym.

Do tego sprowadzić można nawet tak ważne narzędzie weryfikacji kandydatów, jakim jest publiczna debata. Zgromadzenie jedenastu kandydatów w studiu telewizyjnym prędzej zamieni się w teleturniej, a jego jedynym mierzalnym efektem będzie liczba widzów i złośliwych memów po jego zakończeniu.

Kampania wyborcza jest też konkursem obietnic. A kandydaci przerzucają się pomysłami, które nie tyle mają być spełnione, ile mają przyciągnąć uwagę. Bywa, że chodzi o pomysły, które mają po prostu pognębić rywali. Bywa też tak, że obietnice wymyśla sztab wyborczy, a kandydat wprost mówi, że to tylko wyborczy lep...

Magia słupków

Jedni bez wyrazu, inni szokują. Nie przekłada się to jednak na poparcie. Antysystemowy sznyt niesie w rankingach Janusza Korwin-Mikkego, który od lat potępia najmniejsze zaangażowanie państwa w gospodarkę, łącząc to z ekscentrycznymi opiniami obyczajowymi. Z kolei Paweł Kukiz pod sztandarem jednomandatowych okręgów wyborczych przeciwstawia się obecnemu establishmentowi. Obaj notują sondażowe poparcie, dające im w sumie nawet kilkanaście procent. Mimo to trudno spodziewać się, by któryś zdołał przejść do drugiej tury. Jedyna kobieta – nadzieja lewicy – po lekkiej fali zainteresowania dość szybko znudziła widownię, a niebawem zupełnie zostanie wchłonięta przez peleton zero– i jednoprocentowców. Również „samodzielny” kandydat ludowców Adam Jarubas traktowany jest w sondażach niczym sienkiewiczowski grasant, a nie licząca się szabla.

Dwaj główni konkurenci reprezentują zwalczające się od lat obozy. PiS zarzuca przeciwnikom z PO, że są politycznymi, ideowymi czy nawet faktycznymi spadkobiercami peerelowskich niegodziwości. Bronisław Komorowski reprezentuje w tym opisie świata obóz rządowy. Konto obecnego prezydenta obciążają ostatnio spory o konwencję antyprzemocową oraz in vitro. Andrzej Duda to spadkobierca Lecha Kaczyńskiego. Mnóstwo energii poświęca na spotkania z wyborcami w terenie, licząc na to, że przekona do siebie ludzi młodych i dynamicznych.

Partyjny strażnik żyrandola?

Kandydaci rzadko wypowiadają się na tematy, które rzeczywiście leżą w zakresie kompetencji prezydenta. Chętnie za to składają deklaracje w sprawach, o których głowa państwa nie tylko nie decyduje, ale często nawet nie ma na nie wpływu. I nic tu nie dadzą żarliwe zapewnienia o „aktywnym modelu prezydentury”, jaki zamierza ten i ów realizować.

Poszukujący poparcia politycy zwracają się do różnych partii, grup społecznych czy środowisk zawodowych. Przedstawiają się jako ich rzecznicy, zgłaszają postulaty, zdobywają przychylność. I właśnie w tej grze konkretnych interesów, przyziemnej i brutalnej, można odnaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego tak wielką wagę przywiązuje się do prezydentury. Poza oczywistym wymiarem symbolicznym – piastowania najwyższej godności w państwie –prezydent jest nazywany strażnikiem. Nie, nie żyrandola, lecz interesów ugrupowania bądź koalicji rządowej. Jeśli wywodzi się z tego samego pnia politycznego, sprawowanie władzy jest znacznie łatwiejsze i spokojniejsze. Pokojowe współżycie zwalczających się obozów – jak dowiodło minione ćwierćwiecze – jest niemożliwe. Skłóceni premier i prezydent zajmowali się dotąd „wojną na górze”.

Kryzys zaufania

Czyżby nie było się o co spierać? Czy wszystko jest, jak należy, a powtarzany ceremonialnie rytuał przy urnach jest właściwą ceną za spokojne życie w dobrobycie? Czy możliwe jest takie wejście w system, aby wykorzystać jego słabości do rozsadzenia go od środka? Co należy mówić, jak działać, kim być – aby nadać wyborom i pierwszemu urzędowi Rzeczypospolitej należną rangę? Poważna dyskusja o prezydenturze z trudem przebija się przez kampanijny harmider. Wymaga ogromnej wiedzy i kompetencji zarówno od tych, którzy o urząd się ubiegają, jak i od tych, którzy będą głosowali. Nie sprzyja temu kryzys zaufania wobec władzy jako takiej, wobec państwa, jego struktur i administracji, a zwłaszcza demonstracyjne poszukiwanie szczęścia na własną rękę – głównie poprzez masową emigrację. Trudno o bardziej jednoznaczną ocenę perspektyw rozwoju kraju. Z drugiej strony, wielu obywateli heroicznie pokonuje absurdy zbiurokratyzowanej polskiej powszedniości, ale równie ostentacyjnie nie bierze udziału w wyborach.

Kiepska kampania odzwierciedla nastroje społeczne. Trzeba przyznać, że niektórzy kandydaci starają się mówić również do tej ogromnej liczby świadomie bojkotujących wybory, a nawet chcą być ich głosem. Rozmowa o prezydenturze, jaką proponują, wiąże się z rewizją ogólnego pomysłu na państwo. Są to opinie radykalne, z którymi trudno wyjść poza wąski margines politycznej donkiszoterii. Równie często – przez występowanie w roli krytyków status quo – kandydaci są mało wiarygodni. Stosunkowo najłatwiej atakować oponenta na płaszczyźnie obyczajowej, insynuować niecne intencje, kompromitujące znajomości lub pochodzenie. Tu wystarczy poniżyć przeciwnika. Własnych umiejętności i wiedzy dowodzić już nie trzeba.

Tagi:
prezydent wybory

Portugalia: biskupi wzywają do głosowania zgodnie z wartościami chrześcijańskimi

2019-09-13 12:32

mz (KAI/RR/AE) / Lizbona

Biskupi portugalscy wezwali katolików do głosowania w zaplanowanych na 6 października wyborach parlamentarnych na polityków ugrupowań opowiadających się za wartościami chrześcijańskimi. "Wzywamy do aktywnego udziału w głosowaniu, kierując się tym, o co prosimy zawsze, czyli aby pójść na wybory, poznawszy wcześniej dobrze proponowane postulaty kandydatów" – czytamy w ogłoszonym 13 września komunikacie Portugalskiej Konferencji Biskupiej, zachęcającym rodaków do uczestnictwa w tym wydarzeniu.

Sashkin/pl.fotolia.com

Rzecznik prasowy episkopatu ks. Manuel Barbosa przypomniał, że już w kwietniu br. podobny apel hierarchowie wystosowali na kilka tygodni przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Zaznaczył, że biskupi wskazali wówczas, że choć Portugalia w ostatnich latach wyszła z kryzysu, to jednak nadal widoczne jest tu znaczne niedoinwestowanie państwa w służbę zdrowia i w szkolnictwo.

Oddając swój głos w wyborach warto kierować się czterema podstawowymi wartościami nauki społecznej Kościoła: godnością człowieka, dobrem wspólnym, solidarnością i zasadą pomocniczości – zaznaczył ksiądz Barbosa, wskazując, że każdy obywatel „powinien podejmować decyzję wyborczą zgodnie z własnym sumieniem”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zmarł diakon Mateusz Niemiec

2019-09-06 20:25

Ks. Wojciech Kania

Diakon Mateusz Niemiec urodził się 26 kwietnia 1994 r. w Stalowej Woli. Pochodził z parafii św. Jana Chrzciciela w Nisku. Po ukończeniu Szkoły Podstawowej nr 5 w Nisku zaczął uczęszczać do Liceum Ogólnokształcącego im. KEN w Stalowej Woli. W 2013 roku, po zdaniu egzaminu dojrzałości, wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu.

Ks. Wojciech Kania
diakon Mateusz Niemiec z diacezji sandomierskiej

W czerwcu, tuż przed święceniami kapłańskimi, które miał przyjąć tego roku uległ poważnemu wypadkowi. Od tego czasu przebywał w śpiączce w szpitalu. Miał zapewnioną troskliwą opiekę szpitalną oraz otoczony był w całej diecezji modlitwą. Lekarzom mimo ciągłych starań nie udało się uratować jego życia. Zmarł 5 września.

Cechowała go pogoda ducha, życzliwość i chęć niesienia pomocy innym. Był zaangażowany w duszpasterstwo osób niesłyszących. Wśród wychowawców seminarium duchownego oraz kolegów cieszył się bardzo dobrą opinią jako człowiek pracowity i odpowiedzialny.

Msza święta żałobna zostanie odprawiona 8 września 2019 r. (niedziela) w Kościele św. Michała Archanioła w Sandomierzu o godz. 17.00. Po Mszy nastąpi czuwanie do godz. 21.00.

Msza święta pogrzebowa zostanie odprawiona 9 września 2019 r. (poniedziałek) w Kościele św. Jana Chrzciciela w Nisku o godz. 11.00. Poprzedzi ją modlitwa różańcowa o godz. 10.00.

Po Mszy świętej nastąpi złożenie ciała na cmentarzu w Nisku.

Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie…

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Gądecki: małżeństwo powinno dbać o swoją duchowość

2019-09-15 12:41

msz / Poznań (KAI)

„Aby nie tylko przetrwać, ale także pokonać atak zewnętrzny na małżeństwo i rodzinę, a także przezwyciężyć trudności rodzące się wewnątrz samego małżeństwa i rodziny, potrzeba dbałości o jej duchowość” – mówił abp Stanisław Gądecki do uczestników Ogólnopolskiego Zjazdu Animatorów Spotkań Małżeńskich, który w dniach 13-15 września odbywał się w Poznaniu. Duchowny przewodniczył uroczystej Mszy św. w poznańskiej katedrze na zakończenie zjazdu.

©Rock and Wasp – stock.adobe.com

W homilii przewodniczący KEP zwrócił uwagę na wartość duchowości małżeńskiej oraz potrzebę jej pielęgnowania i rozwijania. Przypomniał, że duchowość małżeńska to odkrywanie obecności Chrystusa w łączącej małżonków więzi małżeńskiej. To życie nie tylko łaską chrztu i bierzmowania, ale także łaską małżeństwa.

„Duchowość ta kształtuje się wraz z poznaniem Chrystusa jako Oblubieńca Kościoła. To Chrystus, który kocha i tęskni za miłością człowieka, daje życie, buduje więzi z człowiekiem” – podkreślił metropolita poznański.

Zauważył, że niestety ciągle bardzo mało małżeństw, także małżeństw pobożnych, rozwija tego rodzaju duchowość małżeńską, gdyż w większości przypadków każdy z małżonków szuka swojej indywidualnej drogi do Boga.

„Zdarza się, że sami duszpasterze zapominają o tym, że małżeństwo sakramentalne nie jest jedynie podniosłą ceremonią kościelną, ale jest żywą obecnością Chrystusa działającego w więzi małżeńskiej” – stwierdził abp Gądecki.

Przewodniczący KEP zaznaczył, że rozwijając duchowość małżeńską, mąż i żona muszą się uczyć – także w bliskości cielesnej – rozpoznawania przychodzącego Chrystusa. W swojej ludzkiej miłości mają odkrywać miłość Chrystusa-Oblubieńca.

„Budowaniu i umacnianiu więzi małżeńskiej służy właściwy porządek miłości, w którym więź ze współmałżonkiem ważniejsza jest niż dzieci – prawda dziś powszechnie pomijana, a nawet negowana – a praca zawodowa i zainteresowania nie przysłaniają dobra małżeństwa” – zaznaczył metropolita poznański.

Abp Gądecki przypomniał, że temat duchowości małżeńskiej porusza ostatni rozdział adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia”. Wskazał, że jeśli rodzinę ożywia autentyczna miłość, to wówczas Chrystus panuje w niej ze swoją radością i pokojem.

Przewodniczący KEP zaznaczył, że „dobrze przeżywana komunia rodzinna jest prawdziwą drogą do świętości w życiu codziennym i drogą rozwoju mistycznego; środkiem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem”.

Zwracając się do uczestników ogólnopolskiego spotkania animatorów, abp Gądecki zwrócił uwagę na potrzebę dawania świadectwa o doświadczeniach miłości w rodzinie, które powinni dawać animatorzy Spotkań Małżeńskich.

„Jeśli pary młodych ludzi – osaczone dzisiaj przez wyzwania nieustannie zmieniającego się świata – czują niepewność co do swojej przyszłości, to powinny one usłyszeć świadectwa o waszych własnych, drodzy animatorzy, doświadczeniach miłości w rodzinie” – stwierdził abp Gądecki.

„Jeśli dowiedzą się, że małżeństwo i rodzina – mocą bezinteresownej miłości – mają zdolność do przezwyciężenia wszelkich wyzwań i do wzrostu, wówczas lęki i niepokoje młodych ludzi zmniejszą się, ustępując miejsca nadziei, która sprawi, że odważą się na przygodę potężnej i owocnej miłości” – podkreślił metropolita poznański.

W organizowanym w stolicy Wielkopolski trzydniowym spotkaniu wzięło udział niemal 240 osób z całej Polski i z ośrodków polonijnych, zaangażowanych w pracę na rzecz małżeństwa i rodziny. W spotkaniu wzięli też udział Irena i Jerzy Grzybowscy, pomysłodawcy Spotkań Małżeńskich.

Uczestnicy zjazdu wzięli udział w warsztatach animatorów, które miały im pomóc we właściwy sposób odpowiadać na nowe wyzwania, podyktowane problemami, z którymi borykają się współczesne małżeństwa.

Spotkaniu odbywającemu się w stolicy Wielkopolski towarzyszył hasło: „Nie wyście mnie wybrali, ale Ja was wybrałem, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał” (J 15,16).

Inicjatorem pierwszego weekendu dla małżeństw, który odbył się w 1977 roku w Laskach koło Warszawy, był Stanisław Boguszewski. Wzorował się ona na jednym z programów ruchu Marriage Encounter i pomógł w zorganizowaniu pierwszych eksperymentalnych spotkań.

„Spotkania Małżeńskie” są ruchem założonym w Polsce, mającym na celu promowanie dialogu jako duchowej drogi dla małżeństw i par przygotowujących się do małżeństwa, w rodzinie i między ludźmi w ogóle.

To międzynarodowe prywatne stowarzyszeniem wiernych, uznane Dekretem Papieskiej Rady ds. Świeckich (15 sierpnia 2009 roku). Dekret ten zatwierdził również statut stowarzyszenia.

„Szczególne znaczenie w duchowości tego stowarzyszenia ma stosowanie zasada dialogu, czyli pierwszeństwa słuchania przed mówieniem, dzielenia się przed dyskutowaniem i rozumienia przed ocenianiem, a nade wszystko przebaczanie” – mówi w rozmowie z KAI Viola Barszczewska, lider poznańskiego ośrodka Spotkań Małżeńskich.

Zasady te odnoszą się także do więzi z Bogiem, dotyczą one modlitwy, sposobu czytania Pisma Świętego, prowadzenia rachunku sumienia, rozeznawania sposobu życia przed Bogiem.

Misją „Spotkań Małżeńskich” jest kształtowanie całości życia społecznego, a szczególnie małżeńskiego i rodzinnego, zgodnie zasadami dialogu, ponad podziałami językowymi, narodowościowymi, historycznymi i politycznymi. Duchowość stowarzyszenia otwiera szerokie pole dla współpracy pomiędzy wyznaniami.

W Polsce aktualnie istnieje 28 ośrodków Spotkań Małżeńskich. Pod pojęciem „ośrodka” przyjmuje się istnienie wspólnoty składającej się z co najmniej trzech małżeństw oraz kapłana – Animatorów, a tym samym Członków Stowarzyszenia, którzy prowadzą przynajmniej jedną serię rekolekcji podstawowych dla małżeństw, a także formacyjne spotkania porekolekcyjne.

W Polsce 40 lat temu zawarto 307 tys. małżeństw, 10 lat później 255 tys., a w 2010 – 228 tys. Co 3. małżeństwo w Polsce rozwodzi się.

Dlatego też Spotkania Małżeńskie co roku organizują w Polsce blisko 120 tzw. weekendów dla małżeństw. Do końca 2018 r. odbyło się w Polsce ponad 2300 rekolekcji dla małżeństw, w których uczestniczyło prawie 30 000 par. Na świecie Spotkania Małżeńskie mają swoje ośrodki w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Belgii, Holandii, Niemczech, USA, Białorusi, Litwie, Łotwie, Ukrainie, Rosji, Kazachstanie, Mołdawii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem