Reklama

Rosja – kraj o nieodgadnionej przeszłości

2015-05-05 14:33

Z Anną Łabuszewską rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 19/2015, str. 38-39

Archiwum prywatne
Anna Łabuszewska

O historii, znaczeniu i sposobach rosyjskiego świętowania Dnia Zwycięstwa z Anną Łabuszewską rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Kolejne rocznice zakończenia II wojny światowej obchodzone były w Związku Radzieckim, a potem w Federacji Rosyjskiej zawsze bardzo wystawnie, z odpowiednim rozgłosem. Jednak już po tegorocznych przygotowaniach można było sądzić, że 70. rocznica przebije wszystkie dotychczasowe obchody...

ANNA ŁABUSZEWSKA: – Rzeczywiście, można odnieść takie wrażenie. Tym bardziej warto dziś przypomnieć, że w Związku Radzieckim przez pierwszych 20 lat po wojnie nie urządzano – zwłaszcza za życia Stalina – hucznych rocznic.

– Dlaczego?

– Historycy twierdzą, że Stalin bał się wzrostu znaczenia bohaterów wojennych – marszałków i generałów – którzy wygrali tę wojnę i którzy mogliby być zagrożeniem dla jego władzy. A poza tym społeczeństwo odczuwało jeszcze bardzo mocno tę żywą wojenną ranę – do tej pory nie wiemy, ile milionów ludzi zginęło. Tak więc przez wiele lat było to święto rodzinne, poświęcone tym, którzy z wojny nie wrócili do domów, i tym, którzy wrócili.

– Nie było radości?

– Była, oczywiście, ale z dużą domieszką stosownej zadumy. Późniejsze huczne obchody całkowicie przesłoniły tamten czas refleksji.

– Święto zostało „upaństwowione”, zinstrumentalizowane?

– Za czasów Leonida Breżniewa podniesiono je do rangi święta państwowego. Od lat 60. zostało niemal całkowicie podporządkowane potrzebom propagandy Związku Radzieckiego i zimnej wojny. Wielkie parady na placu Czerwonym stały się dla kremlowskiego reżimu znakomitą okazją do chwalenia się arsenałem zbrojnym, do pogrożenia Zachodowi.

– Wydaje się, że ten scenariusz, w nieco odmienionej, „unowocześnionej” formie, zaczyna się powtarzać także po rozpadzie Związku Radzieckiego.

– To prawda. W latach 90. było to z pewnością święto pozytywne, autentycznie radosne; było jednym z niewielu wówczas czynników podkreślających jedność w narodzie. Jednakże wtedy Dzień Zwycięstwa był obchodzony – jak tuż po wojnie – „ze łzami w oczach”, stosownie do słów patriotycznej pieśni... To dlatego, że dzięki udostępnieniu historycznych archiwów na fali głasnosti i pierestrojki Rosjanie mogli się wreszcie dowiedzieć, jak faktycznie wyglądała ta wojna: mit niezwyciężonej armii radzieckiej, która sama – zachodni alianci są w tym micie marginalizowani – stłamsiła hydrę hitleryzmu i przyniosła wolność całej Europie, załamał się.

– Jednak nie na zawsze – dziś znów chyba całkiem nieźle odgrywa swą polityczną rolę...

– Od 2005 r. mamy w Rosji do czynienia z powrotem tejże mitologicznej wersji historii II wojny światowej, z propagandowym wykorzystaniem Dnia Zwycięstwa. Przesądziła o tym polityka Władimira Putina, jego widzenie roli historii w kształtowaniu świadomości społecznej i manipulowanie nią. Utworzona za prezydentury Dmitrija Miedwiediewa specjalna komisja, której zadaniem miało być przeciwstawianie się fałszowaniu historii, w istocie zajmowała się utrwalaniem obowiązującej obecnie poprawionej wizji historii oraz przeciwstawianiem się wszelkim alternatywnym ocenom historyków.

– Co zadecydowało o podjęciu tak radykalnego kursu polityki historycznej?

– Wydaje się, że znacząco zaważyła tu pomarańczowa rewolucja na Ukrainie w 2004 r., która dokonała pierwszego przełomu w świadomości społeczeństwa ukraińskiego, co na Kremlu obserwowano z niepokojem, gdyż to wtedy na Ukrainie zaczęła się kształtować już nieco inna wizja historii. Zaniepokojeni tym Rosjanie – pretendujący do roli hegemona na obszarze postradzieckim – przystąpili do lansowania swojej, „jedynie słusznej”, wizji. Zaczęło się więc sugerowanie – wyraźnie widoczne po tzw. drugim kijowskim Majdanie, który jeszcze bardziej rozwinął tożsamościowe aspiracje Ukraińców – że wszyscy Ukraińcy są faszystami. I tylko Rosja przedstawia się znów jako gwarant pokoju w tej części Europy.

– A wyjątkowo huczne świętowanie 70. rocznicy zakończenia II wojny światowej ma służyć demonstracji tego wyjątkowo pokojowego nastawienia?

– Jak kiedyś ma pokazać światu potęgę Rosji, z tym że w obecnej sytuacji to huczne świętowanie jest niewątpliwie wyjątkowo ważnym elementem aktualnej polityki Kremla, zarówno tej zewnętrznej, jak i wewnętrznej. Dlatego prezydent Putin bardzo chciał widzieć na trybunie honorowej na placu Czerwonym wszystkich światowych przywódców. Ci jednak po ubiegłorocznej aneksji Krymu odmówili uczestnictwa. Mało tego, odmówili także koledzy z obszaru postradzieckiego. Putinowi chodziło o zademonstrowanie jedności, tymczasem nawet prezydent Aleksander Łukaszenka powiedział, że nie może być na defiladzie 9 maja w Moskwie, gdyż w tym czasie organizuje własną w Mińsku... Wcześniej nie było tego typu kolizji. Teraz chyba jedynie prezydent odległego Tadżykistanu ogłosił miejscowe uroczystości już na 7 maja, aby móc być w Moskwie 9.

– Można zatem sądzić, że to propagandowa przegrana Putina?

– Z pewnością. Ale jest to również symboliczne rozgraniczenie – także w celu propagandowym – kto z nami, kto przeciwko nam.

– Jak tę znaczącą nieobecność ważnych gości odbierze naród?

– Tak, jak mu się powie.

– A co się powie?

– Machina propagandowa już od dawna jest bardzo silnie nastawiona na przekonywanie Rosjan, że ich wrogiem jest zły, zepsuty Zachód, a przede wszystkim Stany Zjednoczone, które właśnie chcą na swoją stronę przeciągnąć Ukrainę. Nastroje społeczne są przez tę propagandę tak nadmuchane, jakby 9 maja 2015 r. obchodzono zwycięstwo nie nad Rzeszą Niemiecką, ale nad Ameryką. W świadomości Rosjan coraz bardziej zaciera się fakt, że w koalicji antyhitlerowskiej uczestniczyły także Stany Zjednoczone! W dzisiejszej wojennej mitologii nie ma miejsca na pokazywanie czynu zbrojnego aliantów. W rosyjskiej propagandzie na temat zwycięstwa w II wojnie dominuje wyłącznie zaimek „my”.

– Można już mówić o zakłamywaniu historii?

– W warstwie propagandowej – z pewnością tak. Są jednak rosyjscy historycy, którzy prawdziwie ją opisują, ale jest to bardzo wąski krąg specjalistów niebędących ulubieńcami Kremla. Ogólnie biorąc, historia stała się solidnym filarem ideologii. Jeden z rosyjskich satyryków – Michaił Zadornow powiedział kiedyś, że Rosja jest wielkim krajem o nieodgadnionej przeszłości. To bardzo trafny opis dzisiejszej sytuacji, w której polityka historyczna jest ważnym narzędziem prowadzenia realnej polityki.

– Na tyle skutecznym, że zakłamana rosyjska mitologia wojenna jest dziś tak powszechna w rosyjskim społeczeństwie, jak nigdy wcześniej?

– Z pewnością jest bardzo widoczna, zwłaszcza w okresie świętowania Dnia Zwycięstwa. Na ulicach Moskwy pojawiły się np. koszulki z napisem „Pokonaliśmy jednych, pokonamy i drugich” i podobizną hitlerowca oraz Statuą Wolności. Wyjątkowo wiele tego typu wytworów masowej kultury świadczy o tym, że w świadomości społecznej przestaje istnieć rzetelna wiedza historyczna.

– To znaczy, że ogromna większość Rosjan popierających Putina ma po prostu ogromny mętlik w głowie, spowodowany państwową propagandą?

– To chyba dobre określenie stanu rzeczy. Gdy chodzi o samą nieświadomość historyczną, to bierze się ona nie tylko z podatności na propagandę, ale także z tego, że większość Rosjan nie interesuje się już tym, jak było i jak jest naprawdę. Dlatego w manipulowaniu świadomością społeczną bardzo skuteczny jest wyłącznie pozytywny przekaz. W Rosji, jak na razie, działa doskonale odgórne utwierdzanie w przekonaniu, że „jesteśmy najlepsi, niczego nie musimy poprawiać”.

– Wydaje się, że w tym roku obchody Dnia Zwycięstwa w szczególny sposób mają podkreślać wielkość i niezwyciężoność Rosji. Tym razem jednak obok obowiązującego jak zawsze patosu pojawia się mnogość inicjatyw oddolnych z gatunku kultury masowej. Mamy zatem swoisty mariaż popkultury z geopolityką?

– To dobre pytanie o przyszłość, można rozważać, co z tego zestawienia kiedyś wyniknie... Faktem jest, że dziś obok zorganizowanych pod linijkę bombastycznych obchodów państwowych pojawiło się całe mnóstwo wymyślonych przez ludzi michałków, czyli mało poważnych, bardzo rozrywkowych imprez, bynajmniej niedodających powagi wielkiemu świętu.

– W rodzaju np. stawiania wielkich rzeźb z czekolady?

– O takich nie słyszałam, ale bardzo nagłośniono np. konkurs na najlepszy tort w jednym z syberyjskich miast, gdzie konkurowały wypieki, których dekoracje miały nawiązywać do zwycięstwa, do wojny... Dekorowano więc torty miniaturkami pomników, np. mężczyzny niosącego dziecko na rękach z pomnika w białoruskiej wiosce Chatyń, spacyfikowanej przez Niemców. Trzeba przyznać, że bardziej rozrywkowe czczenie Dnia Zwycięstwa czasem wzbudzało oburzenie. Skandalem okazał się występ taneczny, w którym oburzało nie to, że dziewczęta, trzęsąc pośladkami, udawały pszczółki, lecz to, że miały kostiumy w barwach wstęgi Orderu św. Jerzego. Barwy te w ciągu ostatnich lat zostały wylansowane jako znak nowego rosyjskiego patriotyzmu i noszą je dziś wszyscy, którzy identyfikują się z oficjalną wersją niepokalanego zwycięstwa. Jest to także znak poparcia aneksji Krymu, znak zwycięskiego putinizmu. Tak więc kolor żółto-brązowy na pośladkach pszczółek został uznany za obrazę uczuć weteranów.

– Akurat oni powinni się bardziej obrażać za szarganie czerwonego sztandaru, pod którym przecież walczyli...

– Na dobrą sprawę mogliby się obrazić przede wszystkim za to, że czerwony sztandar w dzisiejszym obchodzeniu Dnia Zwycięstwa został przesunięty na dalszy plan i zastąpiony właśnie barwami wstęgi Orderu św. Jerzego. A jeszcze bardziej mogliby się obrazić za to, że nie zostaną wpuszczeni na uroczystości na placu Czerwonym (ma być obecna tylko wyselekcjonowana grupa weteranów) albo za to, że wielokrotnie składane przez władze obietnice poprawy ich bytu pozostają nadal w sferze planów.

– Tymczasem wszyscy są zadowoleni i niezmiernie radośnie obchodzą Dzień Zwycięstwa.

– Z badań poziomu zadowolenia wynika, że Rosjanie są zadowoleni, przede wszystkim z siebie samych. A 9 maja jest dla nich najlepszą okazją, by podkreślać swoją niezwykłą dumę i tę rosyjską duchowość, która w ich mniemaniu daje im ogromną przewagę nad społeczeństwami zachodnimi. Są przekonani, że ich wartości są najczystsze, najszlachetniejsze, że to z ich udziałem zostanie kiedyś pokonana zgnilizna Zachodu. O Europie mówią z pogardą: „Gejropa”. Skoro więc ta Gejropa nie chce do nas przyjechać, nie chce z nami świętować, podważa nasze zwycięstwo, zafałszowuje historię, chce nam odebrać tę naszą świętość, to my jej jeszcze pokażemy!

– Władimir Putin przekonuje, że zachodnie sankcje Rosji nie złamały, że Rosjanom żyje się coraz lepiej.

– To tylko zaklinanie rzeczywistości. Analizy ekonomiczne nie są tak optymistyczne, jak nastawienie prezydenta Putina.

– Ale Rosjanie nadal wierzą mu naprawdę bezkrytycznie?

– Niemała część rosyjskiego społeczeństwa rzeczywiście podchodzi bezkrytycznie do tego, co płynie z telewizora, i przyjmuje to za prawdę objawioną, niepodważalną. Po prostu nie bardzo interesuje się polityką, akceptuje wszystko, nawet tzw. przykręcanie śruby, bo chce mieć święty spokój. Ale jest też całkiem liczna grupa ludzi wątpiących, krytykujących, chcących zmian. Nie wszyscy są jednak herosami, którzy mieliby odwagę z odsłoniętym torsem iść do walki z potężną machiną państwową.

* * *

Anna Łabuszewska
Analityk Ośrodka Studiów Wschodnich, publicystka „Tygodnika Powszechnego”, prowadzi blog „17 mgnień Rosji”

Tagi:
Rosja

Demokracja po moskiewsku

2019-07-31 10:15

Wojciech Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 31/2019, str. 36

Trwające regularnie od połowy lipca w Moskwie demonstracje nie są liczne, ale i tak przyciągają uwagę opinii publicznej w Rosji i poza nią

Twitter/WhiteCounter
W największej z ostatnich demonstracji w Moskwie mogło wziąć udział ok. 20 tys. osób

Każde takie wydarzenie – protest, demonstracja, pikieta – jest obserwowane z uwagą na całym świecie. Tym bardziej gdy liczba uczestników jest większa niż zwykle. A od kilku do kilkunastu tysięcy uczestników protestów w Moskwie to, jak na rosyjskie warunki, sporo – i to jest powód, że demonstracje te trafiają na czołówki gazet.

Dochodzi do nich miesiąc po głośnych protestach przeciw działaniom policji w sprawie dziennikarza śledczego Iwana Gołunowa, którego oskarżono o handel narkotykami. Wtedy nacisk społeczny – w obronie dziennikarza wystąpiły rosyjskie media, czym wykazały bezprecedensową solidarność – przyniósł sukces. Gołunowa zwolniono najpierw z aresztu, potem z aresztu domowego, a sprawę karną wobec niego umorzono. Czy tym razem nacisk słabego rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego przyniesie dobry skutek? Wątpliwe.

Niejedna Rosja

W największej z ostatnich demonstracji w centrum Moskwy mogło wziąć udział nawet 20 tys. osób. Rosjanie protestowali przeciwko uniemożliwieniu kandydatom opozycyjnym startu w wyborach do władz miejskich Moskwy, które odbędą się na początku września.

W wyborach tych środowiska niezależne i opozycyjne mogłyby odnieść sukces. Skąd to wiemy? Tak komentuje się niskie notowania rosyjskiej partii rządzącej – Jednej Rosji i zabiegi, by je poprawić. Poparcie dla tego ugrupowania spadło do poziomu najniższego od kilkunastu lat i nadal spada. Na kandydatów Jednej Rosji chce głosować już tylko co trzeci wyborca, podczas gdy przed rokiem była do tego skłonna połowa z nich.

Te liczby nie wzięły się znikąd. Notowania Putinowskiej partii spadają od czasu, gdy władze ogłosiły podniesienie wieku emerytalnego. Niezależne media ustaliły, że dotychczasowi radni Jednej Rosji będą startować nie pod partyjnym szyldem, lecz jako kandydaci niezależni.

Nasi górą

Demokracja demokracją, ale muszą wygrać nasi. Dlatego władze nie mogły nie pomóc swoim „niezależnym” (liderem Jednej Rosji jest premier Dmitrij Miedwiediew, należą do niej najwyżsi urzędnicy państwowi i regionalni w Rosji). Tym bardziej że w przeszłości antykremlowska opozycja odnotowywała w Moskwie sukcesy: sześć lat temu Aleksiej Nawalny w wyborach na mera był drugi.

Moskiewska komisja wyborcza pomogła swoim, odrzucając prawie sześćdziesięciu kandydatów, wśród których byli czołowi działacze opozycji. Powodem było rzekome fałszowanie list z podpisami – a już zakwestionowanie 10 proc. podpisów uniemożliwia start w wyborach.

Opozycja ma dowody na fałszerstwa, ale ze strony komisji. Nie dopuściła ona do kandydowania do stołecznej rady miejskiej jednego z liderów opozycji w Rosji, Ilji Jaszyna – burmistrza jednej z dzielnic Moskwy. Także w jego wypadku zakwestionowano co dziesiąty podpis.

Czy protesty wobec takiego fałszowania wyborów oznaczają początek zmiany w Rosji? Politolog i publicysta dr Rafał Brzeski bardzo w to wątpi. – Oczekiwanie, że w Rosji coś się zmieni, że zacznie się ona np. demokratyzować, to mrzonka, i to z powodów systemowych – mówi.

Paradoks demokracji

To, że w Rosji ogranicza się demokrację, to paradoks, bo demokracji nigdy tam nie było, poza krótkim okresem po rewolucji lutowej – zwraca uwagę dr Brzeski. Według niego, w Rosji musi rządzić car i musi to robić samowładnie. Taki jest rosyjski model państwa; nie ma w nim miejsca na demokrację. Hasło: „Rosja będzie wolna!”, podnoszone w czasie protestów, to czcze życzenie.

– Z tych demonstracji nic nie wyniknie. Nie zapowiadają przekroczenia masy krytycznej itp. – tłumaczy dr Brzeski. Chyba że bardzo osłabnie car Władimir Putin i jakieś silne stronnictwo należące do elit władzy znajdzie lepszego kandydata na cara, i zechce obecnego podmienić. Wtedy demonstracje, protesty mogą się stać zapalnikiem zmiany.

Car rzeczywiście słabnie. Sondaże z maja pokazują, że prezydentowi ufa nieco ponad 30 proc. Rosjan. Ale ekipa Putina ma sposoby na neutralizację złych nastrojów. Potrafi wykorzystywać kody kulturowe Rosjan, np. poczucie bezsilności wobec państwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja: „Polska Pod Krzyżem”

2019-08-17 09:26

Informacja prasowa

Spotkanie 14.09.2019 na lotnisku Aeroklubu Włocławskiego w Kruszynie pod Włocławkiem

materiały prasowe

Zapraszamy, by 14.09. o 19 wszyscy Polacy, zarówno we Włocławku, jak i w swoich parafiach, miastach, wsiach i domach stanęli pod Krzyżem Zbawiciela i podjęli ważną decyzję w sprawie swojego życia. To będzie dzień, który zapamiętamy do końca życia.

Zobacz

Przekażcie jak najszybciej i jak najszerzej ta akcje «Polska pod krzyżem».

Kontaktujcie wasze rodziny, przyjaciół, parafie, stowarzyszenia, media... Zamawiajcie Msze Święte wspierające ta akcje, proście waszych duchownych o wsparcie modlitewne, proście ich o:

1) zapewnienie możliwości spowiedzi dla uczestników, 

2) o Msze Święta,

3) o adoracje krzyża, najlepiej w miejscach publicznych, takich jak: krzyże na placach w miastach, przy drogach, we wsiach, krzyże misyjne,

4) o odmówienie modlitwy stawiającej krzyż w centrum naszego życia.

* * *

- Zakony kontemplacyjne prosimy o wsparcie modlitewne i łączność duchową pod Krzyżem, szczególnie w czasie nocnego czuwania z 14 na 15 września. 

- Zakony otwarte prosimy o wsparcie modlitewne i łączność duchową oraz apostolstwo na rzecz Polski Pod Krzyżem. 

- Prosimy o zgłaszanie jeśli tego dnia organizowane jest w parafii czuwanie pod Krzyżem. 

- Miejsce modlitwy takie jak: hospicja, zakłady karne, szpitale, przydrożne krzyże, kaplice. Zachęcamy do zgłoszeń osoby pracujące, na służbie, na dyżurze, chorych, osoby znajdujące się daleko od kościoła parafialnego. 

CZYTAJ DALEJ

Reklama

USA: kolejne dwie osoby zabite w strzelaninie

2019-08-17 16:33

vaticannews.va / Waszyngton, Rzym (KAI)

W ubiegły czwartek 15 sierpnia w Montgomery w stanie Alabama w wyniku ran postrzałowych zmarło dwóch studentów, a 3 inne osoby zostały ranne. Z kolei w Filadelfii w dwóch osobnych incydentach rannych zostało 6 policjantów i 5 cywilów.

summerphoto/fotolia.com

Nieznane są motywy strzelaniny w Alabamie. Dwie ranne osoby wciąż znajdują się w szpitalu w stanie krytycznym, życie trzeciej nie jest zagrożone. W Filadelfii ranni zostali funkcjonariusze oddziału prowadzającego operację antynarkotykową, podczas której doszło do wymiany ognia. Kilka ulic dalej nieznany napastnik zranił 5 osób, w tym 16-letniego chłopca.

Temat łatwego dostępu do broni staje się ważnym elementem politycznej kampanii w Stanach Zjednoczonych. Jak wygląda ten problem w praktyce, wyjaśnia w wywiadzie dla Radia Watykańskiego Mattia Diletti, wykładowca nauk politycznych na uniwersytecie Sapienza w Rzymie.

- Temat powrócił w centrum debaty politycznej w ostatnich kilku latach nie tylko dlatego, że masakry zdarzają się cyklicznie, ale także dlatego, że zmieniło się podejście opinii publicznej. Bardziej niż kiedykolwiek istnieje tendencja do żądania reformy przepisów zarówno na szczeblu federalnym, jak i stanowym oraz zapewnienia, że przynajmniej niektóre rodzaje broni nie będą dostępne w publicznej sprzedaży – mówi Mattia Diletti. – Mamy rok wyborów, więc oczywiście dla Donalda Trumpa kwestia ta jest delikatna, ponieważ z jednej strony w swoim obozie ma potężne lobby zajmujące się bronią, które finansuje jego kampanię wyborczą oraz kampanie wielu amerykańskich kongresmenów, a z drugiej strony jest też kwestia związana z kulturą amerykańską. Część elektoratu wierzy w wartość samoobrony, dlatego kupuje broń i jest to niemal kwestia ich tożsamości. Naprzeciw mamy pozbawiony konkretnej formy, ale dość szeroki ruch wzywający do konkretnych reform, który w większości przypadków wspiera kandydatów z Partii Demokratycznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem