Reklama

Bądźmy apostołami Bożego Miłosierdzia

2015-05-07 14:11

Halina Bartosiak
Edycja lubelska 19/2015, str. 4

Halina Bartosiak

W pięknej scenerii Góry św. Anny odbyły się rekolekcje o Miłosierdziu Bożym, zorganizowane z inicjatywy o. Józefa Koszarnego z Lubartowa. Słowo Boże głosił ks. Mariusz Bernyś z Warszawy

Rekolekcje to niezwykły czas modlitwy, wyciszenia, otwarcia na działanie Ducha Świętego, uwielbienia Boga. Wszystkie te aspekty można przypisać rekolekcjom zorganizowanym z okazji święta Miłosierdzia Bożego. – Tu nikt nie znalazł się przypadkowo, wszyscy jesteście zaproszeni przez samego Jezusa – mówił rekolekcjonista do uczestników. Kilkaset osób odpowiedziało na zaproszenie o. Józefa, który wysyłając SMS-y do Rodziny Dobrego Słowa poinformował o planowanym wydarzeniu. Spośród ponad 20 tys. osób z całej Polski, do których codziennie docierają informacje z Dobrą Nowiną, aż 450 osób zadeklarowało udział w rekolekcjach. Z Lublina na Górę św. Anny wyruszyły 3 autokary.

Orędzie Bożego Miłosierdzia

Czas rekolekcji był wypełniony modlitwą, adoracją i konferencjami. Aż 10 z nich dotyczyło wprost Miłosierdzia Bożego. Ks. Mariusz Bernyś, cytując i omawiając fragmenty z „Dzienniczka” św. Faustyny, zwrócił uwagę na morze łask, jakie spływają na tych, którzy wypełniają orędzie Miłosierdzia Bożego. – Ważne jest, by odpowiadając na wołanie Pana Jezusa obchodzić święto Bożego Miłosierdzia, czcić obraz Jezusa, codziennie modlić się w Godzinie Miłosierdzia, odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego oraz czynić dobro bliźniemu. To przesłanie jest skierowane do ludzkości na całym świecie – podkreślał. Rekolekcjonista, pracując jako kapelan w szpitalu na Banacha, na co dzień spotyka się z ludźmi, którzy dzięki łasce Bożej w ostatnich chwilach życia nawracają się, jednają z rodziną, przyjmują sakramenty. Często po 40 czy 50 latach przystępują do spowiedzi oraz Komunii św. i mimo choroby i cierpienia są szczęśliwi. Odchodzą z tego świata pojednani z Bogiem.

Domowe Ogniska Miłosierdzia

W związku z ogłoszonym Rokiem Miłosierdzia, ks. Bernyś zachęcał do podjęcia modlitwy w parafiach i domach, do tworzenia Domowych Ognisk Miłosierdzia. – Ważny jest również apostolat, czyli czyny miłosierdzia. Papież Franciszek napisał w bulli: „Misericordiae vultus” (Oblicze Miłosierdzia), że miłosierdzie jest najważniejszym kryterium życia chrześcijanina – przypominał. Rekolekcjonista zwrócił też uwagę na lekturę „Dzienniczka” s. Faustyny. – Jest to dzieło mistyczne wielkiego formatu. Zdumiewający jest fakt, że jego autorką jest prosta zakonnica, która ukończyła zaledwie trzy klasy szkoły podstawowej. To, co ona przekazuje, jest na miarę wielkich doktorów Kościoła. Język, jakim się posługuje, ma wielką moc i zaprasza nas w największą intymność z Bogiem – mówił.

Reklama

Wielbić Boga śpiewem i modlitwą

Podczas Mszy św., Drogi Krzyżowej oraz nauk rekolekcyjnych grał i śpiewał zespół muzyczny pod kierunkiem Zbigniewa Skrzypka, działający charytatywnie przy parafii pw. św. Anny w Lubartowie. Kierownik zespołu, pasjonat gitary, kompozytor i autor tekstów z wielkim zaangażowaniem dobierał pieśni do poszczególnych etapów Liturgii. Program, złożony ze znanych i mniej znanych utworów, ubogacił duchowo uczestników.

Na zakończenie rekolekcji każdy otrzymał indywidualne błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem. Następnie wszyscy pojechali do sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach, by tam powierzyć się Bożemu Miłosierdziu. Radośni powrócili do swoich domów, by opowiadać o tym, co przeżyli i głosić orędzie Bożego Miłosierdzia. O. Józef, podsumowując rekolekcje, powiedział: – Narodziłem się powtórnie. Myślę, że to dotyczy również innych uczestników. Pan Jezus dotknął każdego z nas.

Tagi:
rekolekcje

Rekolekcje w Niższym Seminarium Duchownym

2019-04-15 08:41

Al. Dawid Borciuch

Ks. Adrian Fertacz

Od 12 do 14 kwietnia br. w naszej wspólnocie miały miejsce rekolekcje wielkopostne, których hasłem były słowa: „Nie bój się Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga” (Łk 1, 30). Poprowadził je absolwent NSD z roku 2004, ks. dr Kamil Zadrożny – prefekt Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Częstochowskiej. Przez trzy dni alumni mieli możliwość wysłuchania konferencji, poświęconych odkrywaniu swojego powołania wzorem Najświętszej Maryi Panny.

Pierwszy dzień nauk rekolekcyjnych skupił się na kwestii, jak odkryć łaskę powołania w młodzieńczym wieku. Ojciec podkreślał, że Pan Bóg każdego dnia daje łaskę, by człowiek jak najlepiej spełniał swoje powołanie. Zaznaczył: „Bóg chce, byśmy przyjęli i odpowiedzieli na jego zaproszenie do świętości”. Czas konferencji zwieńczyła Droga Krzyżowa. Ksiądz rekolekcjonista zachęcał, by w poszczególnych stacjach odkrywać Bożą łaskę i miłość wobec bliźnich.

W sobotę przyszedł czas na sakrament spowiedzi. Alumni w Godzinę Miłosierdzia, wzięli udział w nabożeństwie pokutnym wraz koronką do Bożego Miłosierdzia i wspólnym rachunkiem sumienia. Nauczania księdza rekolekcjonisty w dalszym ciągu skupiały się na postaci Maryi i jej drogi powołania. „Maryja cały czas szła w pielgrzymce wiary. Jest dla nas wzorem słuchania Boga, dostrzegania Jego obecności oraz potęgi miłości. Ta młoda Niewiasta z Nazaretu jest przykładem wielkodusznego pójścia za Jezusem” – mówił ks. Kamil Zadrożny.

Ostatni dzień nauk był okazją do zrozumienia tego, jak powinno odpowiedzieć się na swoje powołanie. Ksiądz rekolekcjonista podkreślał: „Każdy powinien mówić Bogu jak Maryja: Oto ja – stoję przed tobą ze wszystkim co posiadam – niech mi się stanie według słowa Twego”. Odbył się także finał seminaryjnego konkursu wiedzy na podstawie Katechizmu Kościoła Katolickiego, którego głównym tematem była moralność chrześcijańska.

Czas tych świętych rekolekcji był dla alumnów niezwykłą okazją do refleksji nad istotą powołania. Poszczególne konferencje ukazały Najświętszą Maryję Pannę jako najlepszy wzór odkrycia i odpowiedzenia na swoje powołanie. Nie bała się Ona bowiem trwać przy Chrystusie do końca jako matka, ale i najwierniejsza uczennica. To w Matce Bożej należy szukać odpowiedzi na to, czym powinno cechować się nasze powołanie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bł. ks. Michał Sopoćko
Wierzę, że on do mnie mówi

2019-04-10 10:24

Z aktorem Maciejem Małysą rozmawia Maria Fortuna-Sudor
Niedziela Ogólnopolska 15/2019, str. 20-21

Mogę powiedzieć, że błogosławiony, którego zagrałem, w pewnym sensie stanął na mojej drodze życia i od tego czasu go poznaję – mówi „Niedzieli” Maciej Małysa aktor filmowy i teatralny – odtwórca roli bł. ks. Michała Sopoćki w filmie „Miłość i Miłosierdzie”

Kadr z filmu „Miłość i Miłosierdzie”
Maciej Małys, Janusz Chabior i Kamila Kamińska – odtwórcy postaci ks. Michała Sopoćki, malarza Eugeniusza Kazimirowskiego i s. Faustyny Kowalskiej

MARIA FORTUNA-SUDOR: – Proszę powiedzieć, w jaki sposób został Pan zaangażowany do roli ks. Sopoćki w filmie „Miłość i Miłosierdzie”?

MACIEJ MAŁYSA: – Mojego bohatera miał zagrać inny aktor, ale z jakiegoś powodu zrezygnował. Okazało się, że trzeba dosyć szybko znaleźć odtwórcę ks. Sopoćki. To zadanie otrzymała moja koleżanka, która zastanawiała się, kogo do tej roli polecić. Przyznała, że szukała aktora, jak to nazwała, z wnętrzem. I jakoś tak się stało, że pomyślała o mnie. Późnym wieczorem napisała na messengerze, że ma dla mnie propozycję. Oddzwoniłem. Gdy przeczytałem scenariusz, stwierdziłem, że jestem zainteresowany rolą. Pojechałem na spotkanie z reżyserem. To był dzień imienin Michała – a więc i ks. Sopoćki, i reżysera Michała Kondrata. A na dodatek w tym dniu mijała 10. rocznica ogłoszenia spowiednika s. Faustyny błogosławionym...

– Znał Pan wcześniej historię jego życia?

– Na początku wiedziałem, że był spowiednikiem s. Faustyny. Zresztą odnoszę wrażenie, że większość osób wie na temat ks. Sopoćki niewiele. Znają św. Faustynę, św. Jana Pawła II, ale o bł. ks. Michale Sopoćce wiedzą mniej. Tymczasem to postać niesamowita. Dużo tracimy, nie znając jego życia, w które zostało wpisanych wiele niezwykłych, wręcz cudownych wydarzeń...

– Z Pana słów i gestów łatwo odczytać, że teraz może Pan długo i barwnie mówić o swym bohaterze. Jak się Pan przygotowywał do zagrania tej roli?

– Gdy już wiedziałem, że zagram spowiednika s. Faustyny, to kupiłem „Dziennik” ks. Michała Sopoćki. Zresztą nadal do niego wracam. Tam są takie myśli, których nie sposób przeczytać na raz. Sięgnąłem także po „Dzienniczek” św. Faustyny. Oczywiście, wcześniej o nim wiedziałem, ale znałem tylko fragmenty, zwłaszcza te zasłyszane przy różnych okazjach. W „Dzienniczku” odszukałem wszystkie zapiski odnoszące się do ks. Sopoćki. Poznałem, co pisała o nim św. Faustyna i co mówił jej na temat spowiednika Pan Jezus. Czytałem to wszystko z wypiekami na twarzy. Myślałem: – To o mnie! (śmiech). Wracałem do tych fragmentów i krok po kroku poznawałem niezwykłego człowieka. I powoli budowałem rolę. Pomogły także rozmowy z reżyserem, ale też z moim bratem, dla którego bł. ks. Sopoćko jest osobą bliską. Dziś mogę powiedzieć, że błogosławiony, którego zagrałem, w pewnym sensie stanął na mojej drodze życia i od tego czasu go poznaję.

– Jaki obraz człowieka, kapłana wyłania się z „Dziennika” ks. Sopoćki?

– To poważny kapłan – chociaż osoba pracująca przy filmie przekonywała mnie, że był człowiekiem pogodnym, radosnym. Z moich spostrzeżeń wynika, że miał dystans do siebie, że dużo od siebie wymagał. Przykładem mogą być uwagi zapisane, gdy skończył 79 lat i stwierdził: „...drżę na myśl, że mogę stanąć przed sądem Bożym z pustymi rękami...”. A przecież tyle zrobił! Proszę zobaczyć, jaka pokora. My z reguły jesteśmy surowi, ale dla innych, a sobie raczej pobłażamy. U niego było na odwrót – siebie widział w bardzo krytycznym świetle. Poza tym, aby zrealizować zamierzenie, nie ustawał w działaniu. Był niezwykle pracowity. Z notatek wynika, że bardzo mu zależało na ludziach. W tym, co robił, był bardzo uczciwy. Nigdy nie stwarzał wokół siebie jakiejś otoczki niezwykłości, jakiegoś szczególnego powołania. Wiemy np., że s. Faustyna pisała „Dzienniczek” na polecenie ks. Sopoćki. Już po jej śmierci ks. Michał przyznał, że polecił jej robić notatki, ponieważ był bardzo zajęty i nie zawsze miał czas, aby jej słuchać. Łatwiej mu było w wolnej chwili czytać to, co napisała. Ale ks. Sopoćko nigdy nie przypisał sobie szczególnej roli w powstaniu „Dzienniczka”. Warto przypomnieć, że wiedział, iż kult nie od razu zostanie wprowadzony, ale konsekwentnie realizował powierzone mu dzieło. Nie zrażał się przeciwnościami. Miał świadomość, że im jest trudniej, tym bardziej jego misja ma sens. Myślę, że mieć zaprzyjaźnionego takiego świętego – to supersprawa. Zresztą Jan Paweł II mówił, że warto się przyjaźnić ze świętymi, bo to jest przyjaźń na zawsze. Dlatego cieszę się, że się zaprzyjaźniłem z bł. Michałem Sopoćką. Wierzę, że on do mnie mówi.

– Jak?

– Dam przykład. Ks. Sopoćko pyta Faustynę o pewną sprawę i ona zapewnia go, że zapyta o to Pana Jezusa. Ale podczas Eucharystii, którą ks. Sopoćko odprawia, przychodzi odpowiedź. Jednak ks. Michał nie odbiera tego jako słów Jezusa, wraca do tematu w rozmowie z Faustyną, która stwierdza, że przecież Pan Jezus już mu na to pytanie odpowiedział... I stąd refleksja, że my jesteśmy tak blisko Pana Jezusa, przyjmujemy Go w czasie Eucharystii, a wciąż o Nim zapominamy. On jest, a my Go nie widzimy, nie uświadamiamy sobie Jego obecności.

– Uczestniczył Pan w watykańskiej premierze filmu. Jakie wrażenia?

– Była ekscytacja. W Watykanie widziałem film po raz pierwszy. To była wersja angielska z włoskimi napisami. Pokaz zorganizowano w sali kinowej Filmoteki Watykańskiej w Palazzo San Carlo za Spiżową Bramą. Myślałem, że to będzie większa sala, ale siedzący obok mnie dziennikarz wyjaśnił, iż od pewnego czasu premiery odbywają się właśnie w tym miejscu, które jest bardziej kameralne. Zauważyłem tam wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej i od razu pomyślałem, że to zapewne ślad po Janie Pawle II. A w premierze uczestniczyli m.in. dostojnicy Kurii Rzymskiej, a także wikariusz generalny Zgromadzenia Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny Joseph G. Roesch i były arcybiskup Palermo kard. Salvatore De Giorgi, który bardzo starannie przygotował wprowadzenie do filmu – widać było, że włożył w to wystąpienie wiele energii. Niesamowite było to, że watykańska premiera filmu odbyła się w przeddzień 60. rocznicy wprowadzenia przez Stolicę Apostolską zakazu szerzenia kultu Bożego Miłosierdzia według wizji s. Faustyny. Był to więc symboliczny moment, takie domknięcie tematu. W każdym razie dla nas, twórców filmu, ta premiera to wielkie szczęście i radość, że odbyła się właśnie w Watykanie. Bardzo chciałem tam być.

– A reakcje?

– Było dużo emocji. Zapamiętałem m.in. reakcję siedzącego obok mnie dziennikarza, który zaśmiał się głośno, gdy zobaczył, jak malarz reaguje na ciągłe uwagi Faustyny na temat powstającego obrazu. Dla mnie to było potwierdzenie, że film pokazuje w sposób naturalny to, co się wydarzyło, że nie ma w nim patosu, że wyeksponowano w nim ludzką naturę.

– Komu poleciłby Pan prawdziwą historię Miłości i Miłosierdzia?

– Jako pierwsze przychodzą mi do głowy osoby, które tej historii nie znają. Marzeniem by było, żeby ten film stał się przyczynkiem do nawrócenia. By Miłosierdzie „zadziałało” w taki sposób, że po obejrzeniu filmu jego poruszony odbiorca zaczyna na własną rękę szukać kolejnych informacji o Miłosierdziu i jego apostołach. Kolejną grupę mogą stanowić osoby, o których wspominaliśmy na początku rozmowy. To ludzie, którzy wiedzą, że ks. Sopoćko był spowiednikiem Faustyny. Być może po obejrzeniu filmu tacy widzowie zechcą bliżej poznać ks. Michała. Myślę, że na pewno ich ubogaci, jeśli wejdą w duchowość błogosławionego kapłana. Film ukazuje wiele wątków, wydarzeń, faktów, które warto poznać. Przykładem może być historia powstania pierwszego obrazu, jego niezwykłe losy. Ale warto pamiętać, co Pan Jezus powiedział na ten temat Faustynie: „Nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce mojej” (Dz. 313). Myślę, że o tym trzeba pamiętać, kiedy modlimy się przed obrazem Jezusa Miłosiernego czy to w Wilnie, czy w Łagiewnikach, czy w wielu innych zakątkach świata. Upowszechnieniu tej prawdy o Bożej łasce służy ten film.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sejm przyjął ustawę maturalną!

2019-04-25 18:34

wpolityce.pl

Sejm przyjął rządowy projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty i ustawy Prawo oświatowe. Projekt poparło 235 posłów, przeciw było 168. Zmiany mają pozwolić na spokojne przeprowadzenie matur.

Kancelaria Sejmu/Rafał Zambrzycki
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem