Reklama

Wiara, miłość, pokora życia kapłana i zakonnika

2015-05-14 13:58

O. Dominik Siuta OFM
Edycja przemyska 20/2015, str. 4

Zdjęcia ze zbiorów Autora
Ostatnie pożegnanie o. Czesława na cmentarzu klasztornym w Leżajsku

W bazylice Zwiastowania Pańskiego Ojców Bernardynów w Leżajsku 18 kwietnia br. miało miejsce ostatnie pożegnanie śp. o. Czesława Domańskiego, długoletniego kapelana Sióstr Bernardynek klauzurowych w Chęcinach k. Kielc.

O. Czesław Mieczysław Domański urodził się 11 lutego 1922 r. w miejscowości Płonka k. Zamościa z rodziców Jana i Marii z domu Krawczyk. Dzieciństwo i młodość spędził w Kowlu na Wołyniu (Ukraina).

W czasie II wojny światowej w latach 1939-42, był harcerzem w służbie kontrwywiadu na Wołyniu. W 1943 r. jako jeden z pierwszych żołnierzy wstąpił do partyzanckiego oddziału „Jastrzębia”, który wszedł w skład

Reklama

27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej. Przebył ponad 500-kilometrowy szlak bojowy od Wołynia po Lubelszczyznę. Jego oddział 25 maja 1944 r. został zmuszony do złożenia broni przez siły armii sowieckiej i NKWD. O. Czesław ze względu na swoją wojenną historię oraz powojenną sytuację polityczną, do 13 grudnia 1993 r. posługiwał się imieniem i datą urodzenia swojego brata – Stefana, który przez Sąd Rejonowy w Kielcach został z dniem 31 grudnia 1946 r. uznany za zmarłego.

Do nowicjatu Ojców Bernardynów wstąpił 3 października 1945 r. i złożył pierwsze śluby zakonne 4 października 1946 r. Jednak jeszcze przed wojną – jako kilkunastoletni chłopiec – Mieczysław był związany z prowincją Ojców Bernardynów, gdzie przez 2 lata uczęszczał do kolegium serafickiego w Radecznicy prowadzonego przez ten zakon.

Śluby wieczyste złożył 5 marca 1950 r., natomiast święcenia kapłańskie otrzymał w Kalwarii Zebrzydowskiej 20 grudnia 1951 r. Po ukończeniu seminarium i przyjęciu święceń przez 9 lat (1951-60) pełnił posługę kapłańską w Kalwarii Zebrzydowskiej. Następnie został przeznaczony do Leżajska (1960-71), gdzie pełnił funkcję wicemagistra nowicjatu.

W 1971 r. został mianowany kapelanem Sióstr Bernardynek w Chęcinach k. Kielc. Podczas 33 lat swej posługi w tym miejscu prowadził uporczywą walkę o kościół i klasztor Franciszkanów Konwentualnych Prowincji Św. Jakuba Strzemię zajęty przez władze państwowe i przeznaczony na restaurację i hotel. W tym celu – jak zaznaczył w kazaniu pogrzebowym o. Stanisław Komornik śp. o. Czesław, gdy przy ołtarzu w tejże „restauracji” tańczono, leżąc krzyżem na posadzce modlił się o odzyskanie kościoła i klasztoru. Ponadto organizował modlitwy, happeningi i nieskończone protesty u władz aż do 1991 r., gdy Ojcowie Franciszkanie Konwentualni odzyskali ten kościół i klasztor.

O. Czesław był niezwykłym zakonnikiem, ponieważ w sposób radykalny naśladował życie i ideały św. Franciszka z Asyżu. Jako gorliwy kapłan Kościoła był wielkim patriotą, jałmużnikiem ludzi biednych, samotnych, bezdomnych i opuszczonych. Na każdej placówce, gdzie pracował, znajdował czas, środki materialne i siłę, by spieszyć z pomocą potrzebującym, samotnym i chorym. W tym względzie – jak zaznaczył kaznodzieja w czasie pogrzebu – o. Czesław był mistrzem, ponieważ zakładał akcje charytatywne w Kalwarii Zebrzydowskiej i Leżajsku, które po dzień dzisiejszy prowadzą swoją działalność. Był zakonnikiem bardzo ubogim, a zarazem towarzyskim i braterskim. Jako kapłan Kościoła powszechnego był gorliwym i chętnym szafarzem Słowa Bożego oraz charyzmatycznym spowiednikiem (o. Czesław był osobistym spowiednikiem bp. Kazimierza Ryczana – ordynariusza diecezji kieleckiej).

W 2004 r. o. Czesław ze względu na podeszły wiek i zły stan zdrowia został zwolniony z obowiązków kapelana Sióstr Bernardynek w Chęcinach i przeznaczony do klasztoru w Leżajsku w charakterze rezydenta jubilata. Zmarł 16 kwietnia 2015 r. w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym w Leżajsku, gdzie przez ostatnie dwa lata z powodu ciężkiego stanu zdrowia przebywał.

Uroczystościom pogrzebowym śp. o. Czesława przewodniczył bp Damian Muskus z Krakowa w asyście o. prowincjała Jarosława Kani, który prowadził kondukt żałobny na cmentarz klasztorny. Mszę św. pogrzebową koncelebrowało 60 kapłanów. Obecni byli również bracia zakonni, klerycy WSD Ojców Bernardynów z Kalwarii Zebrzydowskiej, bracia nowicjusze z Leżajska. W pogrzebie brały udział także przedstawicielki Sióstr Bernardynek z Chęcin wraz ze swoim kapelanem o. Aleksym Płatkiem, Siostry Kanoniczki Ducha Świętego, Siostry Niepokalanego Serca Maryi, Siostry Służebniczki Starowiejskie oraz przedstawiciel Ojców Franciszkanów Konwentualnych z Chęcin – o. Edward (z kościoła i klasztoru odzyskanego staraniem i modlitwą śp. o. Czesława).

Ufamy mocno i wierzymy, że Chrystus miłosierny przyjmie do swej chwały i królestwa światłości i pokoju, swego wiernego świadka miłosierdzia.

Na podstawie biografii i kazania pogrzebowego

Tagi:
pogrzeb

Odważny głosiciel prawdy

2019-04-16 18:54

Anna Cichobłazińska
Niedziela Ogólnopolska 16/2019, str. 46

Rodzina, przyjaciele i współpracownicy pożegnali na cmentarzu Rakowickim w Krakowie śp. Tadeusza Szymę – znanego dziennikarza, filmowca, krytyka filmowego, wykładowcę akademickiego, naukowca, pisarza i poetę

Zdzisław Sowiński

W jego życiorysie zebrało się to, co najlepsze – głęboka wiara, maryjna duchowość zrodzona w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej w Częstochowie, gdzie posługiwał jako ministrant, miłość do Ojczyzny i oddanie Polsce. Całe życie poświęcił Słowu, temu pisanemu i temu zakorzenionemu w obrazie. Człowiek skromny, wyciszony, a zarazem otwarty. Zyskał uznanie w wielu środowiskach. Nie lękał się stanąć po właściwej stronie. Już w latach 70. ubiegłego wieku zaangażował się w działalność opozycyjną, w stanie wojennym związał się z podziemną Niezależną Telewizją w nowohuckich Mistrzejowicach i publikował na łamach podziemnej prasy, m.in. w krakowskim miesięczniku „13. Grudnia”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Ranjith: zamachowcy celowo wybrali Niedzielę Zmartwychwstania

2019-04-22 15:36

vaticannews / Kolombo (KAI)

Dzień zamachów na Sri Lance został doskonale wybrany. Zamachowcy-samobójcy weszli do kościołów w najważniejszym dla chrześcijan dniu, gdy świątynie były wypełnione po brzegi. Tak niedzielne zamachy, w których zginęło co najmniej 290 osób, a 500 zostało rannych komentuje arcybiskup Kolombo. Kard. Malcom Ranjith podkreśla, że w mieście panuje strach. Ludzie nie czują się bezpieczni.

wikipedia.org

Lankijski hierarcha odwiedził stołeczne kościoły, w których dokonano zamachów. Wyznaje, że jest zszokowany tym, co widział. „Ginęły całe rodziny – rodzice razem z małymi dziećmi. Przyszyli przecież wspólnie do kościoła, by świętować Niedzielę Zmartwychwstania i wspólnie się modlić” – podkreśla kard. Ranjith.

"Jesteśmy zaskoczeni zamachami, ponieważ przez ostatnie 10 lat sytuacja w kraju była w miarę spokojna. Zaczęli wracać turyści, ruszyła gospodarka. Były dobre relacje międzyreligijne – mówi Radiu Watykańskiemu kard. Ranjith. – Wśród ludzi, także wśród katolików panuje duży strach. Mówi się o możliwości kolejnych araków. Jako pierwszy odwiedziłem kościół, w którym zamachowiec-samobójca zabił ponad 50 osób. Ludzie mówili mi o smutku i lęku o przyszłość. W atakach zginęły całe rodziny – rodzice razem z dziećmi. To jest przerażające. Kolejny kościół praktycznie przestał istnieć. Zginęło w nim ponad 120 osób, które przyszły na modlitwę. Policja i służby bezpieczeństwa podjęły zdecydowane działania. Miejmy nadzieję, że prawdziwi sprawcy szybko zostaną zidentyfikowani".

Kard. Ranjith odwiedził również szpitale, w których przebywają ofiary. Ustawiają się przed nimi kolejki ludzi chcących oddać krew. Arcybiskup Kolombo wyznaje, że stan wielu ofiar jest ciężki i ostateczny bilans tragedii może jeszcze ulec zmianie. Hierarcha odwołał wszystkie wielkanocne Msze w dystrykcie Kolombo. Władze poinformowały, że w całym kraju do środy pozostaną zamknięte wszystkie szkoły.

W sumie dokonano ośmiu samobójczych ataków na kościoły i hotele. Do pierwszych sześciu eksplozji doszło w niedzielę rano w przeciągu 30 minut w trzech kościołach w Kolombo i dwóch innych miastach - Negombo i Batticaloa oraz w trzech luksusowych hotelach w Kolombo. Siódmy wybuch miał miejsce w niewielkim pensjonacie na przedmieściach Kolombo, a ósmy nastąpił w dzielnicy mieszkalnej Dematagoda, również na obrzeżach tego miasta.

Dziewiąty miał być przeprowadzony na lotnisku, ale się nie powiódł. Policja poinformowała o zatrzymaniu 24 osób w związku z zamachami. Wiadomo, że stoją za nimi islamiści, jednak jak dotychczas żadna organizacja nie przyznała się do ich przeprowadzenia. Według doniesień medialnych 10 dni wcześniej lankijska policja ostrzegana była o możliwości tego typu ataków na kościoły.

Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie przypomina, że od lat Wielkanoc szczególnie naznaczona jest antychrześcijańską przemocą, która przekracza wszelkie granice. W ubiegłym roku doszło do krwawych zamachów w Egipcie, a rok wcześniej w Pakistanie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. prof. Krzysztof Pawlina: seminaryjna formacja księży nie wystarcza

2019-04-24 12:55

Dawid Gospodarek / Warszawa (KAI)

Życie pokazuje, że seminaryjna formacja księży nie wystarcza; "Dzisiaj mentalność młodzieży zmienia się tak szybko, że młody człowiek, który przyszedł do seminarium, po sześciu latach już młodych ludzi nie rozumie" - mówi w rozmowie z KAI ks. prof. Krzysztof Pawlina, rektor Papieskiego Wydziału Teologii w Warszawie.

Archiwum PWTW
Uczelnie dzisiaj bardzo często przekazują tylko informacje, nie interesują się formacją człowieka – mówi ks. prof. Krzysztof Pawlina

Ks. prof. Krzysztof Pawlina: Badania pokazują, że młodzi ludzie szukają duchowości, że jest w nich dostrzegalna tęsknota za Bogiem, a z drugiej strony jest ich coraz mniej w Kościele, jakby ten Kościół nie był dla nich miejscem spotkania z Bogiem. Dlatego uznałem, że warto przemyśleć, jak przygotować albo „przebudować” część duszpasterzy po to, żeby tę tęsknotę za Bogiem młodzi mogli zrealizować. Bo najwidoczniej coś z nami, duszpasterzami, jest nie tak, skoro nie potrafimy znaleźć wspólnego języka albo nie potrafimy być dobrymi świadkami, a może nie mamy właściwych narzędzi. To pokazuje konieczność dobrego przygotowania duszpasterzy do profesjonalnej pracy z młodzieżą, która stanowi przecież specyficzną, niejednorodną i ciągle zmieniającą się grupę.

KAI: Nieprzypadkowo zbiega się to chyba z niedawnymi Światowymi Dniami Młodzieży, synodem o młodych czy publikacją adhortacji „Christus vivit”…

- Tak, nasza Szkoła Duszpasterzy Młodzieży jest po prostu odpowiedzią Papieskiego Wydziału Teologicznego, a więc uczelni papieskiej, na głos i prośbę samego papieża. Adhortacja sama nie przełoży się na życie. Miałem jeszcze jedną motywację – w ubiegłym roku na rzymskiej Salezjanie [Uniwersytet Salezjański - przyp. KAI] uczestniczyłem w sympozjum na temat młodzieży. Około 600 uczestników, w większości ze szkół salezjańskich. Wygłosiłem tam referat, a podczas tego kilkudniowego pobytu przyszła mi do głowy myśl, że w Polsce nie ma ośrodka akademickiego zajmującego się duszpasterstwem młodzieży. Ta myśl dręczyła mnie, aż uznałem, że nasza uczelnia może to zrobić.

- A formacja seminaryjna nie wystarcza do bycia dobrym duszpasterzem, również młodzieży?

- Życie pokazuje, że nie wystarcza. Dzisiaj mentalność młodzieży zmienia się tak szybko, że młody człowiek, który przyszedł do seminarium, po sześciu latach już młodych ludzi nie rozumie. Nam się tylko wydaje, że ich rozumiemy i mamy jakieś propozycje, które odpowiadają na ich zapotrzebowania. Po drugie, uważam, że ogólne przygotowanie seminaryjne jest dziś niewystarczające do pracy z młodzieżą. Młodym trzeba zaproponować coś więcej niż tylko duszpasterstwo, jakie mamy dzisiaj w parafii. To, co kiedyś może pomagało ludziom zbliżyć się do Pana Boga, dla młodego pokolenia dziś bywa po prostu nudne. Jeśli się dzisiaj do młodego człowieka nie wyjdzie z takim narzędziem, które go dotyka, to Kościół może sobie opowiadać wiele rzeczy, ale to nie będzie dla młodych przystępne.

- Wielu z nas, duszpasterzy, ma takie przekonanie, że mamy Ewangelię, dobrą nowinę, i to jest niezmienny skarb w Kościele, który wystarczy tylko głosić. Jednak młode pokolenie ma inne podejście. Dla dzisiejszej młodzieży prawdziwe jest to, co użyteczne, co działa. Ewangelia w takim bezpośrednim dotknięciu tak szybko nie działa. I tu następuje rozejście się dwóch dróg – księży, którzy mówią: „nie przejmujmy się, róbmy swoje, kiedyś to zadziała” i pokolenia młodych ludzi, którzy mówią: „to nie działa, chyba nie jest prawdziwie, więc zostawmy to”. Nie wystarczy posiąść prawdę, trzeba jeszcze wiedzieć, co z nią zrobić. To jest zadaniem duszpasterzy w pracy z młodzieżą i to jest zadanie naszej Szkoły Duszpasterzy: co zrobić z Ewangelią, żeby to, co jest skarbem, skarbem się ujawniało?

- Myśli Ksiądz, że duszpasterze będą tu chętnie przychodzić? Skoro, jak Ksiądz zauważył, uważają, że dobrze sobie radzą?

- Jest wielu ludzi w Polsce, wielu księży, którym zależy na młodym pokoleniu. Są też ludzie, którzy ciągle się czegoś uczą. Większości chyba rzeczywiście wystarcza to, co wynieśli np. ze studiów. I szkoda. Bo dzisiaj świat tak się zmienia, że w każdej dyscyplinie ktoś, kto przestaje pracować, przestaje w ogóle czuć, co się dzieje w życiu. Dzisiaj, żeby czuć życie, trzeba się ciągle rozwijać, trzeba się uczyć. Nasza szkoła nie jest tylko dla pasjonatów, ale też jest głosem sumienia dla tych, co nic nie robią. Bo dzisiaj powinno nas zaboleć, że młodzi ludzie zostawiają Kościół i nie chcą słuchać duszpasterzy. Pomijam problemy moralne czy skandale, które się pojawiły ostatnio, to nie one decydują o ciekawości i skuteczności Ewangelii. One mówią czasem o naszej biedzie. Uważam natomiast, że jest wielu księży w Polsce, którzy szukają sposobu, jak skutecznie dotrzeć do młodych. Dla nich ta szkoła może być wielką pomocą.

- Co będzie w niej atrakcyjnego? Czego ci duszpasterze nie znajdą w podręcznikach?

- To nie jest szkoła z wykładami, to jest szkoła z warsztatami. Dlatego nie chcę przyjąć wielu ludzi. Zależy mi na dwóch małych grupach warsztatowych, gdzie chętni będą uczyć się relacji z ludźmi, będą mogli przepracować samego siebie, żeby nie być tylko jakimś liderem czy coachem, ale człowiekiem Boga. Dlatego oprócz warsztatów psychologicznych będzie także część modlitewna. Ona z kolei nie będzie polegała na uczeniu się jakichś formuł, a będzie wprowadzeniem w taką modlitwę, którą nasz absolwent może zaproponować młodym ludziom. I trzeci taki filar, na którym opiera się Szkoła Duszpasterzy, to po prostu „oprzyrządowanie” w języku przepowiadania. Język, który młodzież dzisiaj zna, pochodzi często ze świata wirtualnego, z mass mediów. Natomiast kazania, które my głosimy, wydają się im często jakby nie z tego świata. Stąd język i sposób przepowiadania są bardzo ważne. Również w kwestii spowiedzi młodych ludzi dzisiaj. Kolejna rzecz, która dotyczy życia duchowego: jak je w ogóle prowadzić? Jak towarzyszyć w tym młodemu człowiekowi? Duszpasterz w naszej szkole zdobędzie narzędzia do pracy z młodymi ludźmi, żeby móc im efektywnie i rozwojowo służyć.

- Co duszpasterze wyniosą z warsztatów psychologicznych?

- Będzie na nich poruszona kwestia budowania relacji, ale również odkrywania potrzeb młodego człowieka, odkrywania emocji i odpowiadania na nie. Nie zabraknie też problemów trudnych i delikatnych – młode pokolenie dzisiaj gubi sens życia, wielu młodych ludzi jest w depresji, rośnie liczba samobójstw. Dlaczego? Bo świat, w którym żyją, przestał być ciekawy i nie widzą szerszych horyzontów. Jak dostrzec takie niepokojące stany u młodych, jak im pomóc, gdzie skierować?

- Kim są prowadzący?

- Są wśród nich biskupi i księża, którzy już mają doświadczenie, prowadzą dobre duszpasterstwa młodzieży; są psychologowie; są osoby prowadzące np. dominikańską Szkołę Kaznodziejstwa z Łodzi, jest ekipa portalu Stacja7.pl, która również przygotowywać będzie do przepowiadania. Nie zabraknie okazji do wymiany doświadczeń z osobami, które osiągnęły już konkretne sukcesy, są profesjonalistami. Jeszcze raz zaznaczę – to nie będzie teoretyczna, a bardzo praktyczna szkoła.

- A czy w tej szkole też jest jakaś przestrzeń dla świeckich liderów wspólnot?

- Na razie nie. Rozpoczynam od księży, ale nie wykluczam, że na listy rezerwowe zapiszę siostry zakonne albo ludzi świeckich. Księża są priorytetem, bo oni dzisiaj potrzebują pomocy. Księża potrzebują pomocy, żeby młodzieży pomóc.

- Ksiądz od lat naukowo zajmuje się m.in. religijnością młodych.

- Badam kondycję religijną młodego pokolenia, ich cele życiowe. Mam pewne rozeznanie, kim młodzi ludzie są, piszę o młodych ludziach i do młodych ludzi. I pomyślałem, że w końcu warto coś dla nich zrobić w praktyce. Ta szkoła pośrednio jest właśnie dla młodych ludzi, formujemy księży dla nich. Oczywiście łatwiej byłoby mi napisać książkę niż stworzyć szkołę. Jest to produkt autorski zespołu z Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie. Zdobyta teoretyczna wiedza i doświadczenie stanowią pewną bazę dla tej szkoły, ale my tu nie chcemy księżom mówić, kim młodzież jest, tylko jak sprawić, by Jezus był ich przewodnikiem życia, żeby młodzi ludzie załapali sens. To jest o tyle ważne, że środowisko wiary może być takim środowiskiem zastępczym, gdy młodzi ludzie nie mają żadnej bezpiecznej i rozwojowej przestrzeni dla siebie.
Chciałbym, żeby młodzi zobaczyli, że są księża, którzy prowadzą ich nie tylko na poziomie horyzontalnym, ale prowadzą ich głębiej, bo oni tego potrzebują. Młodzi księża też muszą sobie powiedzieć, że jeśli chcą swoje kapłaństwo ofiarować, to trzeba się zdecydować na stracenie swojego czasu. Bo dzisiaj młodych ludzi najbardziej pociąga duszpasterz, który po prostu dla nich jest, towarzyszy im, siedzi i z nimi rozmawia, a oni wiedzą, że mogą do niego przyjść. Tak jak Chrystus w tabernakulum który jest obecny 24 godziny na dobę i każdy, kto chce, może do Niego przyjść. Takiego duszpasterza ja chciałbym mieć jako młody człowiek. Takiego księdza, do którego się idzie ze wszystkim: po radę, po towarzyszenie, żeby się czymś podzielić.
Myślę, że te wszystkie akcje ogólnopolskie, ogólnoparafialne, są ważne wtedy, kiedy istnieje więź osobista z Bogiem. I my się bardzo często nastawiamy na jakieś fajerwerki, gubiąc tę podstawową tkankę - budowanie relacji ludzko-boskich. I tutaj jest bardzo potrzebne inne spojrzenie, że dziś nie potrzeba happeningów - potrzeba człowieka dla człowieka. Księdza, duchownego dla człowieka, który się uczy życia. Dlatego dziś taka potrzeba zrozumienia, że efektywność dla duchowości nie opiera się na czymś zewnętrznym, ale na czymś wewnętrznym. I to wewnętrzne zrozumienie, co się powinno zrobić, jest dla tej szkoły zasadnicze.

- Tymczasem starsi, również księża i duszpasterze, często narzekają na młodych, wskazują jako odnośnik swoje czasy...

- Młodzi ludzie się gubią. Ale to nie znaczy, że oni są źli. Brakuje wskazań, kierunków. I jak teraz prowadzić duszpasterstwo, które nie jest narzucaniem, ale towarzyszeniem? Jak tworzyć spotkania, które są propozycją, a nie naganianiem ludzi do czegoś? Dziś też młodzi ludzie potrzebują wspólnot. I my jako duchowni musimy wiedzieć, że nie chodzi tylko o wspólnotę dla sympatycznego spędzania czasu i zagłuszania samotności, ale wspólnoty kościelnej, eklezjalnej – wspólnoty, która żyje dla Boga i żyje Bogiem. Budowanie wspólnoty na chwałę Boga jest czymś więcej niż zorganizowaniem gry w piłkę albo pogranie na gitarze. Jeśli któremuś z księży chodzi właśnie o takie pełne oddania życie kapłańskie, to ta szkoła jest propozycją, jak rozwinąć takie pragnienie w sobie, utrzymać je i realizować.

- Jest psychologia, jest kwestia języka, kaznodziejstwo. A jak z liturgią?

- Jednym z elementów tej szkoły są pewne formy modlitewne i liturgiczne. Widzimy, że są ośrodki, które są bardzo mocne liturgicznie, gdzie przyciąga ludzi modlitwa kontemplacyjna, modlitwa liturgiczna ze śpiewem, który wprowadza pewien klimat. I taką propozycję pokażemy. Ale jestem na tyle realistą, że nie da się tego w pełni zrobić w każdej parafii. Bo do tego trzeba mieć zaplecze, trzeba mieć ludzi. Chcę pokazać księżom, że taki sposób bycia Kościołem staje się miejscem, do którego ludzie przychodzą. Kościół buduje Kościół. Jest na pewno dziś problem kontemplacji, liturgii, która wprowadza w życie i kazań będących prawdziwym pokarmem dla ducha. Młodzi ludzie chętnie wchodzą w coś, czego świat nie daje, a świat nie daje ciszy, nie daje piękna liturgii i nie daje pięknego słowa. To są elementy, które wprowadzają w inną przestrzeń. I jeśli to się potrafi organizować, to ktoś, kto przychodzi do Kościoła, odnajduje się bliżej Boga, w innym świecie. I tego chcielibyśmy nauczyć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem