Reklama

Książki

Saro, moja Saro!

– Do dziś nie pojmuję, dlaczego Astrid Lindgren postanowiła wymieniać listy właśnie ze mną. Pisały do niej przecież tysiące dzieci! Nie mam jednak wątpliwości, że nasza korespondencyjna przyjaźń to prawdziwy dar Boga dla mnie – mówi Sara Schwardt. Jej korespondencję z najsłynniejszą szwedzką pisarką opublikowano właśnie w Polsce

Niedziela Ogólnopolska 22/2015, str. 24-25

[ TEMATY ]

książka

Archiwum

Sara Schwardt z portretem Astrid Lindgren

ALEKSANDRA POLEWSKA: – „Saro, moja Saro!” – bo tak lubiła zwracać się do Ciebie w listach Astrid Lindgren – dlaczego postanowiłaś do niej napisać?

SARA SCHWARDT: – Byłam trzynastolatką, kochałam jej książki, marzyłam o tym, by zostać aktorką (np. taką jak Ingrid Bergman albo Liv Ullmann), i miałam nadzieję, że uda mi się dostać tytułową rolę w ekranizacji „Pippi Langstrumpf”. Niestety, nie zaproszono mnie nawet na zdjęcia próbne. W 1971 r. dowiedziałam się, że ma zostać zekranizowana inna moja ukochana książka. Był to „Biały kamień” Gunnel Linde. Jej główna bohaterka, Fideli, wydawała mi się szalenie do mnie podobna i znów zaczęłam marzyć o tytułowej roli. Znalazłam w gazecie adres Astrid Lindgren i pomyślałam, że być może ona, która jest sławna i zna wszystkich ważnych ludzi w Szwecji, zechciałaby mi pomóc dostać rolę Fideli. I napisałam. Pisałam o tym, że książki Astrid są świetne i że uważam ją za wspaniałą pisarkę, ale zaznaczyłam też, że ekranizacje tych książek uważam za kiepskie, podobnie jak i odtwórców głównych ról (śmiech). Nie omieszkałam dorzucić, że starałam się bezskutecznie o rolę Pippi, bo zamierzam w przyszłości zostać aktorką, i zasugerowałam, że gdybym to ja grała Pippi, film byłby dużo lepszy. Ależ się tam wymądrzałam! I, oczywiście, poprosiłam Astrid, by pomogła mi otrzymać rolę Fideli, o którą również się starałam. Roli Fideli nie dostałam, ale dostałam odpowiedź na list.

– Ale ta odpowiedź nie trafiła do książki z Waszą korespondencją. Dlaczego?

– Astrid przywołała mnie w tym liście w delikatny sposób do porządku (śmiech). Pytała np., czy ekranizacja jej książek byłaby dobra tylko wtedy, gdyby grała w niej Sara Ljungcranz? Kiedy go czytałam, poczułam się nie tylko zawstydzona. Czułam też ogromny ból. Zrozumiałam, ile niemądrych rzeczy napisałam. Było mi strasznie głupio, że tak cudowna pisarka była przeze mnie w gruncie rzeczy zmuszona do napisania tych wszystkich niezbyt miłych rzeczy. Podarłam list i wyrzuciłam do toalety. Postanowiłam jednak napisać jeszcze raz i przeprosić ją za moje gafy.

– I Astrid znów Ci odpisała.

– Tak. I to było niezwykłe. Astrid odpisywała na każdy list, ale tylko jeden raz. Kiedy jednak liczba listów przybrała niekontrolowane rozmiary, zamówiła specjalne pocztówki, które były wysyłane w odpowiedzi do piszących do niej czytelników, głównie dzieci i nastolatków. A do mnie napisała drugi raz! A potem kolejne razy! Czułam się niesamowicie wyróżniona. Byłam bardzo zbuntowaną nastolatką, niedojrzałą, miałam problemy w szkole, w domu, czułam się bardzo samotna i nierozumiana. O tym wszystkim można przeczytać w książce, bo moje nastoletnie listy pełne były emocjonalnych opisów moich rozmaitych trosk. Astrid odnosiła się do nich z wielką dobrocią, ciepłem i uwagą. Czasami udzielała mi też subtelnych reprymend, np. kiedy wspomniałam, że popalam papierosy.

– Doradzała Ci, jak rozwiązywać problemy? Pocieszała?

– Tak, ale dla mnie wsparciem było przede wszystkim to, że wiedziałam, iż ona jest kimś, kto mnie wysłuchuje z uwagą. Samo to dawało mi bardzo wiele. Z czasem również ona zaczęła mi pisać o tym, co ją gnębi. O chorobie brata, później o jego śmierci, o śmierci gosposi. Pisała mi o swoich wnukach, o tym, jak bywa zmęczona. Czułam się wyróżniona nie tylko faktem, że cudowna pisarka, jaką jest Lindgren, odpisuje na moje listy, ale także tym, że ona też mi się zwierza.

– Nigdy się nie spotkałyście.

– Umówiłyśmy się, że będziemy do siebie pisać tylko wtedy, kiedy będziemy czuły potrzebę tego. Astrid nigdy nie proponowała mi spotkania, a ja się go nie domagałam. Myślę, że gdybyśmy się spotkały i rozmawiały ze sobą, zamiast pisać, nasza relacja miałaby zupełnie inny – sądzę, że uboższy – charakter. Komunikacja poprzez listy dawała nam wielką intymność. Myślę, że Astrid najlepiej wyrażała samą siebie przez pisanie, podobnie jak i ja. Kiedy pisałyśmy, otwierałyśmy przed sobą nasze dusze. Bratanica Astrid powiedziała mi, że kiedy przeczytała książkę z naszymi listami, była bardzo zaskoczona. Mówiła, że zawsze miała bardzo dobrą relację z ciocią Lindgren, ale nigdy nie poznała jej od takiej strony, od jakiej ja ją poznałam, że choć były krewnymi, nigdy nie połączyła ich taka zażyłość. Swoją drogą, różnica wieku między nami wynosiła ponad 50 lat.

– Lata mijały. Pewnego dnia pisałaś do Astrid, że Twoje małe córeczki przeszkadzają Ci dokończyć list. Dodałaś, że nie możesz się doczekać, kiedy podrosną na tyle, byś mogła im czytać „Pippi”. Kiedy spełniło się to pragnienie?

– Jak zapewne wiesz z listów, kiedy miałam 20 lat, stałam się chrześcijanką, poznałam Jezusa i choć moja wiara przechodziła różne koleje, do dziś mam świetny kontakt z Bogiem. Czytałam moim dziewczynkom książki Astrid, gdy podrosły, ale przede wszystkim czytałam im Biblię dla dzieci, bo to ją uwielbiały najbardziej. Czytałam od deski do deski. I kiedy kończyłam ostatnią stronę, mówiły: Mamo, czytamy od początku!

– Byłam bardzo poruszona tym, jak pisałaś do Astrid o spotkaniu z Jezusem, i tym, że choć byłaś tak młodą osobą, świetnie znałaś Biblię. Wzruszające były również odpowiedzi Astrid na Twoje listy o wierze. Choć sama była niewierząca, wielu mogłoby się od niej uczyć szacunku do wiary innych.

– Dziś trochę się wstydzę sposobu, w jaki pisałam w tych listach o moim nawróceniu, myślę, że mogłam to zrobić inaczej, ale dziś już tego nie zmienię. W Szwecji trudno jest rozmawiać o Bogu otwarcie, Szwedzi boją się tego, nie chcą. Uważają, że wiara to niezwykle osobista sprawa, wręcz intymna. Ale jakiś czas temu powiedziałam do Boga: „Tak bardzo chciałabym o Tobie opowiedzieć ludziom! Powiedz mi, jak to zrobić”. I wiesz, co się wtedy stało? Bóg odpowiedział w zaskakujący sposób! Zaproponowano mi wydanie mojej korespondencji z Astrid Lindgren, korespondencji, w której mówię dużo o moim spotkaniu z Bogiem.

– A mnie się podobało, jak wyjaśniałaś Astrid miłość Boga do człowieka, używając do tego fragmentu jej książki „Mio, mój Mio”. Pozwól, że zacytuję: „Wtedy zrozumiałem, że mój ojciec, król, zawsze będzie spoglądał na mnie takimi życzliwymi oczami, i że zawsze będzie mnie kochał, cokolwiek zrobię”...
Wspomniałaś, że byłaś kiedyś w Polsce.

– To było w 1983 r., przyjechałam do Polski z moją grupą biblijną. Odwiedziliśmy kilka miast, ale w tej chwili pamiętam tylko Poznań. Byliśmy w jednym z tamtejszych klasztorów, niestety, nie potrafię dziś powiedzieć, w którym. Pamiętam, że mieszkańcy miasta nosili zapalone świece, układali kwiaty na ulicy, pamiętam, że było sporo... jak to się nazywało – milis...? To jak policja, tylko miało trochę inną nazwę.

– Milicja.

– Tak, możliwe, więc milicja próbowała rozgonić tych ludzi, a oni się nie bali, nie pozwalali się rozpędzić.

– „Twoje listy chowam pod materacem” – tak brzmi tytuł książki, w której zebrano listy Twoje i Astrid. Czy ta książka zmieniła Twoje życie?

– Tak. Lubię mówić, że Astrid dała mi drugą szansę. Jako młoda kobieta wyszłam za mąż, urodziłam trójkę dzieci, ale moje życie zawodowe dalekie było od moich nastoletnich marzeń o nim. Nie zostałam ani aktorką, ani dziennikarką, którą później pragnęłam zostać. Pracowałam w szpitalu jako salowa. Sprzątałam toalety szpitalne, słuchając nieustannie audiobooków przez malutkie słuchawki. I kiedy opublikowano naszą korespondencję, nagle moje nazwisko pojawiło się obok nazwiska Astrid Lindgren nad tytułem książki. Swoiste, ale jednak współautorstwo z nią. W Szwecji książka ukazała się w 2012 r., wtedy też zaproponowano mi pracę w Mariannelund, gdzie powstaje drugie największe na świecie muzeum filmów dla dzieci. Pracuję tam jako przewodnik, opowiadam o Astrid, o jej książkach i o mojej przyjaźni z nią. Pisuję też regularnie artykuły do „Kommunalarbetaren”. Jednak zostałam dziennikarką.

2015-05-26 13:34

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prezentacja książki KSM-owskie DNA

2020-02-21 18:02

[ TEMATY ]

książka

młodzi

KSM

KSM

Książka „KSM-owskie DNA"

Asystent Generalny KSM: Książka „KSM-owskie DNA" to nasz program.

„KSM-owskie DNA" jest książką, która przypomina czym jest Stowarzyszenie, jaki jest cel naszego działania i dokąd zmierzamy. To nasz program. Z okazji 30. rocznicy reaktywacji KSM chcę przypomnieć młodzieży i księżom asystentom o naszej tożsamości, zainspirować ich do działania i dalszej pracy nad rozwojem Stowarzyszenia – podkreślił ks. dr Andrzej Lubowicki, Asystent Generalny KSM.

W czasie Ogólnopolskiej Sesji Zarządów i Krajowej Rady Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, które odbywa się w dniach 21-23 lutego w Porszewicach koło Łodzi zaprezentowana została książka Asystenta Generalnego ks. dr. Andrzeja Lubowickiego „KSM-owskie DNA". Jak we wstępie do książki zaznaczył bp Marek Solarczyk, Delegat Episkopatu Polski ds. KSM jest ona: „zaproszeniem do jeszcze bardziej oddanej troski o dojrzałe życie, odpowiedzialną wiarę oraz ofiarną posługę dla dobra Kościoła i Ojczyzny".

Ks. Lubowicki podkreśla, że

KSM jest narzędziem danym młodym ludziom, które służy w rozwoju wiary, ale też osobowości.
Stowarzyszenie pomaga także w rozeznawaniu życiowego powołania. „KSM-owicz ma swoim życiem świadczyć o miłości Boga, bliźniego i ojczyzny. To wielkie słowa, ale dobrze wiemy, że idee i przykłady pociągają. KSM-owicz ma być świadkiem, że Ewangelia jest żywa, aktualna i przynosi niesamowite owoce w naszym życiu" – powiedział Asystent Generalny KSM.

Dodał, że młodzi potrzebują wyzwań, zaangażowania i bliskich oraz wartościowych relacji. Chcą też sprawdzać się w konkretnym działaniu.

„To wszystko daje im KSM. Dbamy o duchowość i pogłębianie wiary, ale też pracujemy dla wspólnot lokalnych i kraju. To chociażby akcja „Polak z sercem", czy akcje KSM dla rzecz środowiska naturalnego". Podkreślił też, że zawołanie KSM „Gotów" to program Stowarzyszenia w +pigułce+.

„Bóg przez swego Syna Jezusa Chrystusa powiedział „Gotów" i cały czas czaka na nasze „Gotów". Pomocą dla młodzieży w powiedzeniu „Gotów" Bogu ma być książką „KSM-owskie DNA" – podkreślił ks. Andrzej Lubowicki.

Książka „KSM-owskie DNA" została wydana nakładem Wydawnictwa GOTÓW Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży.

CZYTAJ DALEJ

O. Adam Szustak podbił Brzeg

2020-02-24 14:42

[ TEMATY ]

o. Adam Szustak

Agnieszka Bugała

- Na modlitwie zajmuj się tylko Bogiem, tak jak Eliasz, Mojżesz i przede wszystkim Jezus, wtedy będziesz płonąć, świecić, nieustannie przemieniać się, a twoje życie będzie pełne szczęścia – mówił o. Adam Szustak OP.

Trzy lata temu ks. Marcin Czerepak, proboszcz parafii p.w. Miłosierdzia Bożego w Brzegu zaprosił sławnego dominikanina do wygłoszenia rekolekcji. Przez trzy dni o. Adam przyciągnął tłumy i podbił Brzeg. Od 21 do 23 lutego odprawił dziewięć Mszy św. i na każdej wygłosił homilię, każdego wieczoru stawał też na schodach prezbiterium z konferencją. Kościół przeżywał oblężenie, również na parkingach w całej okolicy. – Jeśli Bóg znajdzie serce, które chce wsłuchać się w Jego Serce, to w życiu takiego człowieka dzieją się cuda – mówił o. Szustak. - Wspaniałe rekolekcje, warto było te trzy lata poczekać – mówili wychodzący z kościoła.

Zobacz zdjęcia: O. Adam Szustak OP w Brzegu

Tematy rekolekcyjnych rozważań przenikały się, ale ich wspólnym mianownikiem była historia proroka Eliasza i konieczność budowania osobistej relacji z Bogiem. Ojciec dużo miejsca poświęcił kondycji naszej relacji z Bogiem, traktowaniu Go jak maszynki do spełniania naszych życzeń i zachęcał do trwania przy Bogu sercem przy sercu. W ostatniej konferencji skupił się na obecności proroka Eliasza w czasie Przemienienia Pana Jezusa na Górze Tabor i postawił ważne pytanie: Dlaczego Jezus potrzebował wtedy Eliasza i Mojżesza? Co wspólnego mieli ci dwaj, że akurat ich towarzystwo było ważne?

Rozpoczął od fragmentu z Ewangelii Łukasza (Łk, 9, 28-36), gdy Pan Jezus zabrał trzech uczniów na górę Tabor i w ich obecności przemienił się.

– Piotr się przestraszył, zaczął jakieś bzdury gadać o tym, że będzie stawiał namioty dla gości, którzy nie żyją już parę tysięcy lat, jakby to było to, czego aktualnie potrzebują. Byli przerażeni, nie rozumieli co się dzieje – mówił o. Szustak. Ale może tak się działo wcześniej? Może za każdym razem, gdy Jezus szedł się modlić, przemieniał się w jasność, tylko że uczniowie, jak zwykle, spali i nie widzieli?

W tej scenie ważna jest obecność Eliasza i Mojżesza. Dlaczego akurat tych dwóch z Nim rozmawiało? Bo ci goście – mówił dominikanin – doskonale znają ten sposób bycia z Bogiem. - Im też się wszystko przemieniało, łącznie z twarzą, gdy z Nim przebywali. Jest taka scena, gdy Żydzi idą z Egiptu do Ziemi Obiecanej przez pustynię, 40 lat. Pamiętacie, że mieli namiot, a w tym namiocie trzymali Arkę Przymierza? I jak szli przez pustynię, to Mojżesz codziennie wchodził do tego namiotu. Codziennie tam się modlił, rozmawiał z Bogiem twarzą w twarz. Tak, jak się mówi z przyjacielem. A pamiętacie co się wydarzyło, gdy wychodził z tego namiotu? – pytał.

- Księga Wyjścia mówi, że gdy Mojżesz wychodził z namiotu, to mu tak jaśniała twarz, że musiał chustkę na głowę zakładać, bo Żydzi nie mogli znieść blasku jego twarzy. Tak mu świeciła przez cały dzień, a wieczorem bladła. Zasypiał, budził się rano, już wtedy było wszystko w porządku. Mógł wtedy normalnie chodzić z odsłoniętą twarzą. Szedł do tego namiotu, tam się „naładował” przez kilka godzin i znowu jak wychodził – lampa strasznie świeciła i musiał chustkę zakładać. Zobaczcie, Mojżesz zna takie samo doświadczenie, jakie Pan Jezus! Pan Jezus, kiedy się modlił, to cały jaśniał. Mojżesz, kiedy chodził się modlić, to mu twarz jaśniała. A Eliasz? Żeby zobaczyć Eliasza jaśniejącego, musimy trochę zawrócić w czasie i przejść z nim kawałek jego drogi życia, wtedy wszystko się wyjaśni – mówił o. Szustak.

Przypomniał zwycięstwo Eliasza nad prorokami Baala, list wysłany przez Izebel, w którym ta, w ramach zemsty, obiecuje mu śmierć.

- Znacie dobrze życiorys Eliasza, czy nie? Ktoś dobrze czyta Pismo Święte? Kojarzy o co tam chodzi, czy nie za bardzo? Dobra, widzę wasze oczy – mów człowieku o co chodzi! – zagadywał słuchaczy.

- Kochani, jedna z najważniejszych scen w życiu Eliasza, to jest taki moment, kiedy Eliasz dokonuje największego swojego zwycięstwa na Górze Karmel. Nie wiem czy to pamiętacie? Eliasz żyje w tzw. Królestwie Północnym. Izrael był podzielony na dwa królestwa. W Królestwie Północnym wszyscy odeszli od wiary w Boga Jahwe. Jest tam królowa Izabel, która rządzi w tym kraju, nie wierzy w ogóle w Boga i wszyscy ludzie idą za nią w tą niewiarę. I Eliasz robi „zawody”, jest jednym z nielicznych, którzy jeszcze wierzą w Boga i mówi tak: „Zróbmy zawody!”. Mówi tak: spotkajmy się na górze – ja i prorocy tego waszego boga, w którego sobie wierzycie i zrobimy zawody. Postawimy dwa ołtarze, położymy na nim ofiary i będziemy się modlić. Będziemy się modlić, żeby ogień spadł z nieba i żeby pochłoną ofiary. Kogo Bóg wysłucha, to ten Bóg prawdziwy. Jeżeli wasz bóg was wysłucha, to ja przejmuję waszą wiarę. Całkiem uczciwy zakład, prawda? Sprawdźmy – mówi Eliasz. Genialna scena! Spotykają się na górze Karmel, postawili dwa ołtarze. Był Eliasz, było 400 proroków.

Prorocy zaczęli się modlić, modlili się trzy czwarte dnia – od rana do popołudnia. Krzyczeli, modlili się, wołali o boga. I, oczywiście, nic się nie stało! Piękna scena – Eliasz na nich patrzy i mówi: „Może śpi? Albo gdzieś poszedł? Głośniej wołajcie!”. W końcu Eliasz, znudzony, mówi: To teraz popatrzcie. Podszedł do swojego ołtarza, kazał wykopać fosę dookoła i wszystko zalać wodą. A potem stanął, podniósł rękę, zdążył powiedzieć „Bądź błogosławiony Boże Abrahama, Izraela i Jakuba”… i jak nie uderzy z nieba!!!

Napisane jest, że spadł taki ogień z nieba, że pochłonął ofiarę, ołtarz i skałę! Znaczy skała się roztopiła od tego ognia, tak mówi Księga Królewska. Widzieliście taki ogień, który kamienie pali? Eliasz sam się trochę wystraszył, że ma taką moc. Księga Królewska mówi, że wpadł w taki szał, co jest trochę niezrozumiałe, że wymordował tych 400 proroków Baala.

- Eliasz schodzi z góry Karmel, jako największy prorok w historii Izraela, na którego jedno słowo ogień spada z nieba. Wtedy dostaje liścik od królowej Izebel. W tym liściku jest napisane bardzo prosto – tylko kobiety potrafią takie listy pisać. Jest napisane – „Chociaż Ty jesteś Eliasz, to ja jestem Izebel”. Zwięźle – „poczekaj, poczekaj!” Napisane jest, że tak się tego wystraszył Eliasz, że tego samego dnia poszedł na pustynię Beer- Szeby, położył się na tej pustyni z poprosił Boga, żeby go zabił – mówił o. Szustak.

Dominikanin wskazał, że biografia Eliasza jest pierwszą, udokumentowaną w historii osobowością depresyjną. Prorok leży w depresji pod krzewem janowca i mówi: „Ja tu Boże będę leżał, aż po prostu umrę tutaj i już nie wstanę”. Wtedy Bóg posyła anioła, który najpierw go kopie, a potem stawia przed nim dzban wody i chleb. Każe mu wypić i ruszać.

- Co robi Eliasz? Mówi księga prorocka – wypił tę wodę, zjadł bochen chleba i zrobił to, co zrobiłby każdy z nas – położył się z powrotem. Jest to genialna scena. Co mówi Biblia? Anioł trącił go po raz drugi, czyli kopnął go jeszcze raz, postawił mu drugi dzban, dał drugi bochen chleba i mówi – „Wypij to, zjedz to, wstawaj i idziemy”. Eliasz zjadł to, wypił, zorientował się, że z tym aniołem nie wygra i wyruszyli. Jest napisane, że szedł mocą tego pokarmu czterdzieści dni i czterdzieści nocy, aż doszedł do bożej góry Horeb. Znalazł tam, w Bożej górze Horeb, jaskinię. I co zrobił? I się położył! Kochani. To jest jeden z najpiękniejszych obrazów zmagania człowieka, każdy z nas to zna - mówił kaznodzieja.

Opowiedział też o Bogu, który przychodzi do jaskini, wysłuchuje Eliasza i proponuje mu…spotkanie, twarzą w twarz, ale poza jaskinią. - Bóg był sprytny i genialny, chciał przede wszystkim wyciągnąć Eliasza z jaskini, ciemności, w której się znalazł – mówił o. Szustak. Eliasz nasłuchuje przechodzącego Boga, ale Ten nie idzie ani przez wichury, ani przez ogień, ani przez trzęsienie ziemi. – Rozległ się głos ciszy niedotykalnej i to w nim przyszedł Bóg, a Eliasz go rozpoznał. I wtedy urodził się prorok jak ogień, ze słowem płonącym jak pochodnia. Cały się zapalił. Tak płonął do końca życia, a przekazy mówią, że nie umarł, ale ognisty rydwan porwał go do nieba – mówił o. Adam i wyjaśnił dlaczego na Górze Tabor z Jezusem spotkali się właśnie Eliasz i Mojżesz (o którym tez Żydzi mówią, że nie umarł).

- Św. Grzegorz z Nyssy, Ojciec Kościoła, napisał bardzo odważny komentarz, w którym wyjaśnia obecność Mojżesza i Eliasza na Taborze. On pisze, że Bóg Ojciec posyła proroków, którzy przeszli przez śmierć, ale nie umarli, na spotkanie z Jezusem, aby opowiedzieli Mu o tym, jak to zrobić, bo przecież Bóg jedyne na czym się nie zna, to umieranie…On jest samym Życiem – cytował o. Adam. I zachęcał, aby podjąć trud stawania przed Bogiem dla Niego samego, wtedy będziemy jaśnieć i przemieniać swoje oblicz i wnętrze Jego światłem.

Wskazał, że historia Eliasza i Mojżesza, a przede wszystkim Jezusa, pokazuje, że najważniejsza w życiu człowieka jest relacja z Bogiem. Przebywanie z Nim dla Niego samego, stawanie z Nim twarzą w twarz.

- Kiedy przychodzisz do kościoła, albo idziesz na adorację, albo klękasz rano do pacierza, najczęściej zasypujesz Boga długą listą twoich spraw. Powinien ci załatwić to, albo to, no i jeszcze tamto, a jak Mu już wszystko zgłosisz, to…wychodzisz i uważasz, że się pomodliłeś. To jest bardzo złe! To jak małżeństwo, w którym mąż kazałby zajmować się tylko sobą…To jakbyś mówił Bogu: Boże, oto jestem, zajmijmy się mną – bo mnie boli, nie wychodzi, brakuje, itd. To nie jest modlitwa, to jest urząd. W modlitwie chodzi o relację przyjaźni, o przebywanie, o słuchanie Boga – mówił o. Adam i radził, by zaczynać modlitwę od słów: dzień dobry, Panie Jezu, co dziś u Ciebie? Mógłbym coś dla Ciebie zrobić dzisiaj?

- Na modlitwie zajmuj się tylko Bogiem, tak jak Eliasz, Mojżesz i przede wszystkim Jezus, wtedy będziesz płonąć, świecić, nieustannie przemieniać się, a twoje życie będzie pełne szczęścia. Chciałbym, aby to właśnie był owoc naszych rekolekcji – życzył uczestnikom o. Adam Szustak na zakończenie ostatniej konferencji rekolekcyjnej w Brzegu.

CZYTAJ DALEJ

Ekologia po katolicku

2020-02-25 16:46

[ TEMATY ]

Caritas

ekologia

Laudato si'

Michał Janik/Niedziela TV

Przybliżenie młodzieży idei encykliki papieża Franciszka „Laudato si’”– to główny cel ekowarsztatów, w których w dniach 24-25 lutego w Archidiecezjalnym Centrum Duchowości Święta Puszcza w Olsztynie k. Częstochowy uczestniczyło 220 uczniów ze Szkolnych Kół Caritas z archidiecezji częstochowskiej.

Częstochowska Caritas zaprosiła do współpracy dyrektora regionalnego Lasów Państwowych w Katowicach Arkadiusza Wojciechowskiego, zastępcę prezesa zarządu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej Artura Michalskiego oraz leśników z nadleśnictw: Herby, Koszęcin, Złoty Potok i Gidle. Goście prowadzili dla dzieci i młodzieży prelekcje oraz zajęcia praktyczne.

Zobacz zdjęcia: Ekologia po katolicku

– Pokazujemy młodym ludziom, na czym polega nawrócenie ekologiczne. Chcemy, by specjaliści przekazali im wiedzę nie tylko o lesie, ale również o Ziemi i przyrodzie. W naszej akcyjności nie chcemy oczywiście zagubić najważniejszego, Jezusa Chrystusa, który przyszedł, aby służyć, dlatego pamiętamy oczywiście o wspólnej modlitwie. Chcemy uczyć naszych wolontariuszy bezinteresownej służby i uwrażliwić na dobro naszej matki, którą jest ziemia, aby kolejne pokolenia mogły żyć w czystym świecie – powiedział „Niedzieli” ks. Paweł Dzierzkowski, zastępca dyrektora Caritas Archidiecezji Częstochowskiej.

– Najważniejsze, że te dzieciaki chcą słuchać i uczyć się. Mam nadzieję, że w przyszłości będą respektować piękno przyrody – przyznał Adam Chudzik, nadleśniczy Nadleśnictwa Koszęcin. – Dzisiaj kładziemy nacisk na integrację i wspólną zabawę przy malowaniu roślin i zwierząt. Takie grupowe zajęcia prowadzi się również na studiach ekonomicznych i na początku studiów menedżerskich, żeby nauczyć pracy w zespole, komunikowania się i współpracy – opisywał zajęcia nadleśniczy.

Jarosław Mielczarek z Nadleśnictwa Koszęcin dodał, że takie zajęcia to bardzo dobre źródło inspiracji dla młodzieży. – Młodzi mają świetne pomysły. Liczymy na ich inwencję. Mam nadzieję, że za kilka lat będziemy zbierać jej dobre owoce. Zapytany o ogólny stan polskich lasów, Jarosław Mielczarek odpowiedział: – Sytuacja jest bardzo dobra. My nie wymyślamy przyrody, ale się od niej uczymy. Jesteśmy zawsze krok za nią. Przypatrujemy się jej – podkreślił.

Animatorem krajowym wspólnoty Laudato si’ Caritas Polska jest franciszkanin br. Kordian Szwarc. – Encyklika „Laudato si’” rozpoczyna się słowami św. Franciszka: „Pochwalony bądź, mój Panie, przez siostrę naszą, matkę ziemię”. To ten święty w XIII wieku mówi o siostrze Księżycu, bracie Słońcu, bracie kamieniu czy bracie ogniu. Tak nazywa wszystkie rzeczy stworzone, ponieważ uważa, że spełniają cel wyznaczony im przez Boga, Stworzyciela Ziemi. Święty Franciszek uważa, że te rzeczy samym faktem istnienia wychwalają wielkość i piękno Stwórcy – powiedział podczas prelekcji.

We współpracy z br. Szwarcem warsztaty dla młodzieży ze Szkolnych Kół Caritas prowadzi również Emilia Ślimko, odpowiedzialna za merytoryczną część projektu poświęconą problematyce wyzwań ekologicznych. Przygotowuje też projekty lokalne, które umożliwiają realizowanie różnych działań proekologicznych. – Przesłanie projektu jest proste: każdy z nas jest wezwany do działania, do troski o stworzenie. Skupiamy się szczególnie na nauczaniu ostatnich papieży dotyczącym ekologii, w tym na encyklice „Laudato si’”, która przedstawia, czym ekologia integralna może być w praktyce. Pokazujemy młodzieży, że zaangażowanie w działanie ekologiczne w najbliższym otoczeniu jest niezbędne. To część naszego chrześcijańskiego bycia w świecie – wyjaśniła Emilia Ślimko.

Marta Cierpiał z Caritas Archidiecezji Częstochowskiej zaznaczyła, że celem warsztatów jest nauka mądrego wprowadzania ekologii w życie. – Mądra ekologia polega na tym, abyśmy nie kupowali tak wiele i szanowali to, co mamy. Zakup produktów z etykietką „eko”, ale w tak dużej ilości jak dotychczas, nie jest odpowiednim postępowaniem. Przekonujemy, że warto się dzielić i angażować w pomoc innym, bo to jest również działanie ekologiczne – podsumowała.

Zapraszamy do obejrzenia materiału filmowego z warsztatów na tv.niedziela.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję