Reklama

Silne małżeństwo to szczęśliwa rodzina

2015-05-28 10:38

Dagmara Zalewska
Edycja łódzka 22/2015, str. 1

Dagmara Zalewska

Tłumy rodziców z dziećmi, wspólna zabawa podczas konkursów, koncert Małego Chóru Wielkich Serc, konkursy z nagrodami, malowanie twarzy i harcerska grochówka – tak wyglądał festyn „Rodzina się bawi”, który odbył się w ramach Łódzkich Dni Rodziny.

Festyn zorganizowano po to, by dać szansę rodzinom po prostu pobyć razem i aktywnie spędzić czas. Zamiast siedzieć przed telewizorem lub odwiedzać kolejny wybudowany market, rodziny miały okazję spróbować swoich sił w przeciąganiu liny, chodzeniu na szczudłach, w bitwie na poduszki czy choćby w skakaniu na skakance. Konkurencji było mnóstwo, więc każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

Wspólna zabawa przyniosła radość wszystkim, dzieci miały frajdę nie tylko z wykonywania zadań, ale również ze zmagań rodziców, którzy chętnie brali udział w zorganizowanych konkurencjach. Zadania przygotowali harcerze z ZHR i wolontariusze z salezjańskiego oratorium. Zadbali oni o niezwykle ciepłą i miłą atmosferę, a swoją charyzmą zachęcali wszystkich do zabawy. – Chcemy po prostu integrować rodziny, chcemy podkreślić, jak ona jest ważna i jak cenne jest wspólne spędzanie wolnego czasu – mówi Żaneta Pawłowska z Fundacji Służby Rodzinie „Nadzieja”.

Reklama

Niezwykłą oprawę muzyczną festynu zapewnił Mały Chór Wielkich Serc, który zagościł na scenie amfiteatru w Parku na Zdrowiu. Mali muzycy wykonali swoje największe przeboje, nie zabrakło również utworów z najnowszej płyty „Światło”. W tradycję rodzinnego festynu wpisała się już loteria z nagrodami, z której dochód przeznaczony jest na Dom Samotnej Matki im. Stanisławy Leszczyńskiej. Jak zwykle zainteresowanie losami było ogromne. A było o co walczyć, bo do wygrania były rowery, książki, płyty i zabawki.

„Małżeństwo zaproszeniem do szczęścia” – pod takich hasłem odbywają się tegoroczne XXII Łódzkie Dni Rodziny. W programie obchodów były spotkania, sympozja, konferencje oraz wyjazdy i imprezy plenerowe dla całych rodzin. Łódzkie Dni Rodziny potrwają do 31 maja. Zakończy je pielgrzymka rodzin do sanktuarium św. Maksymiliana w Pabianicach.

Tagi:
festyn

Reklama

To już tradycja

2019-06-12 09:02

Krystyna Smerd
Edycja świdnicka 24/2019, str. 6

Rodzina wolna od uzależnień to tytuł „XXII Festynu Dziecięcego” zorganizowanego w Strzegomiu 2 czerwca z okazji Dnia Dziecka przez Publiczną Szkołę Podstawową nr 2 im. Mikołaja Kopernika, parafię pw. Najświętszego Zbawiciela Świata i Matki Bożej Szkaplerznej oraz Siostry Elżbietanki

Krystyna Smerd
Na zakończenie muzycy i wokaliści zespołu „The Cuban latin Jazz” stanęli do zdjęcia ze wszystkimi młodymi wykonawcami koncertu

Festyn, co już należy do tradycji, odbył się na placu parkingowym przy hali sportowej Ośrodka Sportu i Rekreacji, przy którym stanęła wielka estrada, pełna kolorowych i migoczących świateł. To na niej od wczesnego popołudnia do późnych godzin wieczornych można było oglądać artystyczne występy miejscowych zespołów dziecięcych ze szkół i przedszkoli, a w finale bawić się na koncercie tegorocznej gwiazdy – zespołu kubańskiego „The Cuban latin jazz”. Jak przystało na festyn, nie zabrakło też różnorodnych stoisk handlowych z zabawkami, pamiątkami oraz ciastem i jadłem. Ostatnim i oczekiwanym z ogromną niecierpliwością punktem programu było publiczne losowanie nagród w tradycyjnej już festynowej loterii, która od lat cieszy się wielką popularnością, bez której nie sposób już wyobrazić sobie tego strzegomskiego spotkania z rodzinami. W tym roku przygotowano blisko trzy 3200 losów i wszystkie zostały do końca imprezy rozsprzedane.

Uroczystego otwarcia festynu dokonał burmistrz Strzegomia Zbigniew Suchyta.

– W imieniu organizatorów dziękuję za przybycie i życzę wszystkim dzieciom i dorosłym wspaniałej zabawy – mówił. – Bardzo też gorąco dziękuję PSP nr 2, parafii Zbawiciela Świata i Siostrom Elżbietankom oraz rodzicom uczniów za ogromne zaangażowanie, z jakim wszyscy podchodzili do organizacji tego przedsięwzięcia, które tak mocno cieszy dzieci, a fundatorom nagród w loterii gratuluję wielkiego serca otwartego na potrzeby dzieci.

Na festynowej estradzie przez wiele godzin, przy ogromnym aplauzie rodziców, prezentowały się w pięknych programach zespoły dziecięce z Przedszkola nr 2, nr 3 i nr 4, grupa taneczna z MDK w Świdnicy, zespoły z ŚOK – zespół „Czas”, „Mały Jubilat”, „Second Hand” – pod kierunkiem Lubomira Schmidta i Anny Trzeciak, zespół „Fart” z Jaworzyny Śląskiej, połączone zespoły taneczne z PSP nr 2 i LO, Chór „Fermata” z PSP nr 2, Bianka Świderska – laureatka konkursu poezji śpiewanej, Emilia Pasternak – laureatka konkursu piosenki obcojęzycznej, Dominika i Bartek Bajerscy, Aleksandra Rut – laureatka konkursu piosenki obcojęzycznej, Zespół PSP nr 2 „Quator” pod kierunkiem Kuby Skolaka, Patryk Sieniuć, Akademia Ruchu i Tańca Bans ze Strzegomia pod kierunkiem Magdy Janiak, Zespół Folklorystyczny „Kostrzanie”. Po wspaniałym koncercie festynowej gwiazdy Zespołu „The Cuban Latin Jazz” uwaga publiczności skupiła się na losowaniu nagród w loterii fantowej. Na posiadaczy szczęśliwych losów czekało przeszło 50 atrakcyjnych nagród, a wśród nich tablety, sprzęt gospodarstwa domowego i sprzęt sportowy – rowery, rolki, hulajnogi, plecaki , talony na usługi w salonach piękności, talony do restauracji a nawet blok granitowy czy obraz z panoramą Strzegomia wygrawerowaną w kamiennej płycie. Losowanie wspólnie przeprowadzali ks. proboszcz Marek Żmuda i dyrektor Szkoły Podstawowej nr 2 Elżbieta Smyk. – Jestem bardzo wdzięczny za pomoc w organizacji festynu naszym parafianom z Rady Parafialnej i nie tylko, bo też wszystkim, którzy wsparli pracą i pieniędzmi nasz wspólny festyn – mówił w podsumowaniu ks. Marek Żmuda. Podkreślił, że cały dochód ze sprzedaży losów z przeprowadzonej loterii fantowej zostanie przeznaczony na cel charytatywny, który wybiorą: szkoła, parafia i siostry zakonne.

Atrakcjami festynu, które wzbudzały przez cały czas jego trwania bardzo duże zainteresowanie wśród dzieci, były ekspozycje historycznego sprzętu wojskowego, wozów strażackich, do których można było zaglądać do woli i poznać wszystko z bliska, a także pokazy sprawnościowe młodych sportowców trenujących w strzegomskich sekcjach OSiR.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Lech Dokowicz podczas spotkania „Polska pod Krzyżem”: Polacy, nawróćcie się, póki jest czas!

2019-09-14 14:43

ks. an / Włocławek (KAI)

"Polacy, nawróćcie się, póki jest czas!” – zaapelował dziś Lech Dokowicz, jeden z organizatorów odbywającego się we Włocławku spotkania ewangelizacyjnego „Polska pod Krzyżem”. Wygłosił on konferencję pt. „Odrzucenie Krzyża i walka duchowa w współczesnym świecie”.

Archiwum Lecha Dokowicza
Żyjemy w czasach, w których większość ludzi rodzi się dla piekła, a nie dla nieba – mówi Lech Dokowicz

Dokowicz przytoczył świadectwo swojego życia wspominając, że przez 20 lat pędził los emigranta. „Przebywałem w Stanach Zjednoczonych w środowisku filmowców. Poddany byłem inicjacji satanistycznej, zły duch dawał mi obietnice, co mogę zyskać, jeśli opowiem się za nim. Ale moja matka modliła się 17 lat o moje nawrócenie i w jeden dzień przeżyłem nawrócenie, przyjęła mnie wspólnota Kościoła katolickiego, poczułem moc modlitwy, bo modlili się za mnie nieznani ludzie” – rozpoczął swoją konferencję Dokowicz.

Wskazywał, że nie ma ważniejszego pytania niż to, gdzie trafimy po śmierci: do życia wiecznego czy do wiecznego potępienia. Opowiadając o pracy nad poszczególnymi filmami, mówił o wezwaniu, jakie Bóg stawia wobec człowieka. „Nakręciłem pierwszy film o prześladowaniu chrześcijan w krajach muzułmańskich. Jaką łaską jest, że każdego dnia możemy pójść do kościoła, każdego dnia możemy poprosić kapłana o spowiedź, każdego dnia karmić się Ciałem Pańskim. Wielu z nas tego nie docenia, bo ta ziemia utkana jest krzyżami, kapliczkami, świątyniami” – mówił współorganizator wydarzenia.

Lech Dokowicz nawiązał też do kryzysu, jaki przeżywa Kościół w związku z czynami pedofilskimi, jakich dopuścili się niektórzy duchowni. „Trzeba to wypalić, ale trzeba też zrozumieć, ze zły duch chce oddzielić ludzi od kapłanów, to jest wojna przeciw kapłanom, bo jak ludzie odwrócą się od kapłanów, to nie ma sakramentów. Dlatego musimy otoczyć modlitwą kapłanów, stanąć przy nich. To jest zadanie dla nas świeckich” – apelował Dokowicz.

Organizator "Polski pod Krzyżem" mówił też o ochronie życia. „Pojechaliśmy do Holandii i chcieliśmy rozmawiać z lekarzami, którzy zabijają ludzi starszych. Naszym celem był tzw. ojciec chrzestny eutanazji. Pracował na oddziale noworodków, jak rodziło się chore dziecko, sam podejmował decyzję o jego życiu lub śmierci. Okazało się, że w domu tego człowieka odbywały się satanistyczne rytuały, cały dom pełen był satanistycznych obrazów. On do końca nie zrozumiał, kim jesteśmy, wypowiedział zdania, dzięki którym wielu zrozumiało czym jest eutanazja. To jest ciemność, to jest coś, co sprawia, że w momencie odchodzenia ze świata, gdy człowiek mógłby odjąć decyzję o powrocie do Boga, nie daje się na to szansy” – wyjaśniał prelegent.

Jako receptę na walkę ze złem Dokowicz podał modlitwę. „Dlaczego się nie modlisz, dlaczego modlitwa nie jest na pierwszym miejscu?” - pytał prelegent wskazując, że obrońcy życia w Ameryce całą dobę modlą się. "Po 10 latach pracy przed klinikami w USA, w stanie Nowy Jork zamknięto połowę klinik aborcyjnych i uratowano życie wieczne wielu osób - wskazywał.

„Co mówi nam Pan Bóg? Nasze działania muszą wypływać z doświadczenia modlitwy, z kolan, musimy pełnić Jego wolę, a nie realizować swoją” – mówił Dokowicz. „Wielu myśli o grzechach przeciwko życiu. Zabijanie nienarodzonych jest w oczach Boga tak potworne, że woła o pomstę do nieba, a to znaczy, że nie będzie pokoju w żadnym narodzie, dopóki będą trwały takie czyny. Jeśli znajdą się ludzie, którzy zniosą te przepisy o aborcji, Bóg pobłogosławi tak, że będziemy płakać ze szczęścia. Ustanawiający prawa aborcyjne mają krew na rękach i stoją nad przepaścią piekła” – podkreślił prelegent.

„Po 1989 r. wielu Polaków porzuciło życie duchowe, przestali modlić się z dziećmi przy ich łóżeczkach, wybrali materializm. Jeżeli dzieci nie są tak wychowywane, nie ma przekazu wiary w domach, żeby ochronić ich przed pokusami, to dzieje się to, co widzimy. Ludzie zaczęli traktować grzech jako zabawę, przyjemność, nic groźnego. Potrzeba więc nawrócenia. Polacy, nawróćcie się, póki jest czas!” – apelował Dokowicz. Zachęcał do zawierzenia się Maryi i stanięcia pod krzyżem. „Będziemy patrzeć w stronę krzyża Pana przez pryzmat życia, by zanieść to, co trudne, ale też i prosić, żeby móc zmartwychwstać”.

Organizator spotkania podziękował Panu Bogu za to, że po „wielkiej pokucie” i „różańcu do granic”, pomimo trudności doszło do spotkania we Włocławku. Za decyzję wsparcia i organizacji wydarzenia podziękował też biskupowi włocławskiemu Wiesławowi Meringowi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Świadectwo wiary na ulicy

2019-09-22 21:21

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

- Przeszliśmy przez Rynek naszego miasta, który symbolizuje współczesny świat – mówił w homilii bp Kiciński. - Niech ta procesja, świadectwo naszej wiary, będzie przypomnieniem, że nie samym chlebem żyje człowiek. Niech ta procesja – nie tak liczna, jak te pierwsze, sprzed 20 lat – pokazuje nam i przypomina jak łatwo jest roztrwonić to wszystko, co naprawdę ważne – nauczał.

Zobacz zdjęcia: Procesja z relikwiami św. Doroty i św. Stanisława

Procesja rozpoczęła się o godz. 16.00 w bazylice św. Elżbiety, przeszła przez Rynek, pl. Solny, ul. Gepperta, Kazimierza Wielkiego, pl. Wolności i od pl. Franciszkańskiego dotarła do kościoła p.w. Świętych Stanisława, Doroty i Wacława. Relikwie świętych niesiono na specjalnych platformach, w procesji szli kapłani, klerycy, siostry zakonne i wierni z różnych wrocławskich parafii.

Organizowana od 22 lat procesja jest tradycją, którą zapoczątkował kard. Henryk Gulbinowicz.

- Kiedy w 1997 r. powódź zaczęła zagrażać Ostrowowi Tumskiemu, s. Sylwina – ówczesna zakrystianka, zakonnica ze zgromadzenia sióstr Notre Dame, nawiązując do średniowiecznych tradycji, wydobyła ze skarbca katedralnego relikwiarz z palcem św. Stanisława Biskupa i umieściła go w jednym z okien zakrystii. Powódź nas ominęła - przypomina historię ks. Paweł Cembrowicz, proboszcz katedralnej parafii tłumacząc początki wrocławskiej procesji świętych. Od powodzi minęły lata, ale tradycja dziękczynienia za ocalenie miasta od całkowitego zalania w 1997 r. i przebłaganie za grzechy, które wciąż popełniamy, jest podtrzymywana.

Do wydarzenia sprzed 22 lat nawiązał też w homilii wygłoszonej w czasie Mszy św. sprawowanej w kościele p.w. Świętych Stanisława, Doroty i Wacława o. bp Jacek Kiciński.

- W 1997 r. życie toczyło się spokojnie i nagle przyszła powódź. Wielu straciło wszystko, cały dobytek. Wielu straciło najwięcej, bo własne życie, ale w tamtych dramatycznych dniach wydarzyło się też coś dobrego – odezwała się ludzka solidarność, w wielu ludziach obudziło się człowieczeństwo. Sąsiad pomagał sąsiadowi, wielu nawróciło się do Boga. Mimo zagrożenia i niebezpieczeństwa, które niósł żywioł, ludzie sobie pomagali. Gdy minął czas od tego tragicznego wydarzenia niektóre ze starych, często złych przyzwyczajeń, wróciły – mówił kaznodzieja nawiązując do fragmentu Ewangelii, w której rządca w obliczu pozbawienia go pełnionej funkcji potrafił wykrzesać z siebie miłosierdzie i litość darując część długów wierzycielom. Bp Kiciński porównał jego sytuację z naszą, gay stajemy w obliczu nagłej straty. – Wtedy, gdy wszystko nam się wymyka potrafimy nagle być dobrymi ludźmi – mówił. Przypomniał też, że wielu z tych, którym powierzono urzędy zapomina, że są tylko zarządcami a nie właścicielami. – W życiu człowieka może pojawić się grzech, który nazywa się zapomnieniem Boga. Człowiek staje się nieczuły dla Boga i wtedy jego życiem zaczynają kierować pożądliwości, które powoli go niszczą. Gdy człowiek staje się nieczuły na Boga stawia siebie na pierwszym miejscu – tak było w czasach Noego – przypominał bp Jacek – i za czasów Sodomy i Gomory, kiedy uratował się jedynie Lot z najbliższymi i tak było w czasach Jezusa. Ciągnęły za Nim tłumy, ale na Golgocie pod krzyżem stała jedynie Maryja, Jan i najbliżsi – mówił. Ze smutkiem konkludował, że szliśmy z relikwiami przez miasto, gdzie dla wielu Bóg stał się kimś niepotrzebnym, kimś zbędnym. – Nasza dzisiejsza procesja miała i ma niezwykłą wymowę, zwłaszcza w dzisiejszym świecie, gdy wydaje się, że człowiek zapomniał o Bogu – mówił bp Kiciński. – Ale niech ta procesja, świadectwo naszej wiary, będzie przypomnieniem, że nie samym chlebem żyje człowiek. Niech ta procesja – nie tak liczna, jak te pierwsze, sprzed 20 lat – pokazuje nam i przypomina jak łatwo jest roztrwonić to wszystko, co naprawdę ważne – nauczał.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem