Reklama

Przezwyciężanie polskiej choroby

2015-06-02 12:39


Niedziela Ogólnopolska 23/2015, str. 36-37

Dominik Różański
Prof. Zdzisław Krasnodębski

O przyczynach zmiany nastawienia opinii społecznej i szoku po wygranej kandydata PiS w wyborach prezydenckich z prof. Zdzisławem Krasnodębskim rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Wybory prezydenckie to wielka przygrywka do jesiennych wyborów parlamentarnych. Wygrana Andrzeja Dudy jako reprezentanta tak bardzo zwalczanej opozycji to duży przełom w historii III RP. Czy można się spodziewać, że Polacy po 25 latach pójdą na całość i już za kilka miesięcy zdecydują się na radykalną zmianę stanu rzeczy?

PROF. ZDZISŁAW KRASNODĘBSKI: – Oczekiwanie tego przełomu narastało już od dawna, a obecne wybory tylko potwierdziły tendencję uwidocznioną już w wyborach do Parlamentu Europejskiego, gdy mieliśmy remis między PO i PiS, a potem w wyborach samorządowych, gdy nieznacznie – jeśli wierzyć oficjalnym wynikom – wygrało PiS. Ale dopiero od wyborów prezydenckich, już od nieoczekiwanej wygranej Andrzeja Dudy w I turze – zważywszy na początkową medialną popularność urzędującego prezydenta i małą rozpoznawalność kandydata PiS – możemy mówić o prawdziwym przełomie, o generalnej zmianie nastawienia opinii społecznej. Miejmy nadzieję, że w jesiennych wyborach parlamentarnych będzie to jeszcze bardziej widoczne.

– Jednak walka o głosy w wyborach prezydenckich do końca była bardzo wyrównana. Co przechyliło szalę?

– Moim zdaniem, znacząca zmiana nastawienia w obrębie tzw. środka elektoratu, przede wszystkim w grupie ludzi młodych, wykształconych, dla których Andrzej Duda okazał się być kimś akceptowalnym – mimo że reprezentuje wyszydzony, „niebezpieczny” PiS, zaś kandydat Bronisław Komorowski ujawnił cechy uznawane w tych środowiskach za „obciachowe”.

– W trakcie kampanii bardzo mocno straszono powrotem IV RP, straszono Jarosławem Kaczyńskim. Nie pomogło. Polacy już się nie boją takich „demonów”?

– Polacy znacznie bardziej boją się dalszych rządów Platformy Obywatelskiej. Andrzej Duda jest dla nich znakiem nadziei i dobrej zmiany. I przecież nikt logicznie myślący nie zamierza zaprzeczać, że jego obecny i przyszły sukces będzie również sukcesem Jarosława Kaczyńskiego, który był inicjatorem tej kandydatury. Nie ma niczego złego w tym, że PiS jest ideowo zwartą partią, która podąża ku jasnym, spójnym celom. I tę spójność między Jarosławem Kaczyńskim i Andrzejem Dudą należy doceniać. Większość Polaków to rozumie i docenia.

– Przegrany prezydent Komorowski w swym powyborczym przemówieniu sugerował, że to ci, którzy na niego głosowali, byli „pospolitym ruszeniem wolności i demokracji, które może zatrzymać falę nienawiści”. Jak to rozumieć?

– Zupełnie na odwrót! Felerem polskiej demokracji była wielka koncentracja władzy w rękach jednej opcji politycznej; obóz władzy przejął nie tylko samorządy, ale także całkowicie zawłaszczył większość ważnych instytucji państwa. Pierwszym objawem choroby polskiej demokracji jest rozpowszechnianie przez obóz władzy – przez media, elity kulturalne – przekonania, że partia opozycyjna w żadnym razie nie może przejąć władzy, że „dla dobra Polski” nie można do tego dopuścić. To by oznaczało de facto zawieszenie demokracji!

– Polacy byli intensywnie straszeni, że to jednak partia opozycyjna jest zagrożeniem dla demokracji, że z nią nadciągnie do Polski, a nawet do Europy, „średniowiecze”...

– Polacy na szczęście mają swój rozum i pogrozili zbyt pewnemu siebie, aroganckiemu, skorumpowanemu obozowi władzy już w I turze wyborów prezydenckich, co wywołało w nim wielką panikę. Wszystkie tzw. autorytety pospieszyły na pomoc kandydatowi PO, zaczęło się znów to żałosne straszenie Kaczyńskim i Macierewiczem jako podpalaczami Polski. Straszono PiS-owskim reżimem... I to jest właśnie ta największa polska choroba, od kilku lat obwieszczana przez PO całemu światu, niczym wołanie o pomoc dla zagrożonej władzy.

– A świat się boi tego „polskiego średniowiecza”?

– Boi się tylko o tyle, o ile są zagrożone jego interesy w Polsce.

– I wciąż wierzy, że jedynie PO jest gwarantem tych interesów, dlatego ta partia może zawsze liczyć na wsparcie z zewnątrz?

– Polska jest dziś krajem głęboko uzależnionym. Jeżeli więc siły zewnętrzne uznają, że PiS jest dla nich zagrożeniem, to nie omieszkają działać. Już niejedna z niemieckich gazet liberalnych pisała, że Andrzej Duda jest nie tylko narodowym konserwatystą, ale też niebezpiecznym narodowym populistą, inna – że jest katolickm fundamentalistą... Mimo że elementów populizmu w jego programie naprawdę trudno było się dopatrzyć, chyba że za populizm uznamy w ogóle politykę społeczną. Faktem niestety jest, że siły zewnętrzne zawsze były zainteresowane podtrzymywaniem monowładzy konformistycznej do bólu Platformy Obywatelskiej.

– Jak Pan sądzi, Panie Profesorze, czy przegrana „dobrego przyjaciela Europy” bardzo zmartwi zachodnich polityków i zachodnią opinię publiczną?

– Dla tych w Europie, którzy mają tylko powierzchowne rozeznanie w polskich sprawach, może to być jakiś rodzaj szoku, przynajmniej dopóty, dopóki nie stanie się jasne, że Andrzej Duda wcale nie jest populistą i nacjonalistą. A poza tym wydaje się, że kręgi lepiej poinformowane już od jakiegoś czasu zdają sobie sprawę z wyczerpania potencjału partii rządzącej. Zauważam, że ataki zachodnich mediów na PiS od mniej więcej pół roku wyraźnie osłabły.

– I teraz może skończą się te „strachy na Lachy”, że PiS może podpalić Europę, wywołać wojnę z Rosją...

– To są bzdury w panice kolportowane przez polityków PO. Na Zachodzie mogą się co najwyżej pojawiać obawy, że PiS może być trudnym partnerem. Mogą oczywiście być jeszcze jakieś próby podgrzewania zachodniej opinii publicznej w interesie „polskich przyjaciół”… Ludzie na Zachodzie jednak nie są naiwni, a tym bardziej zachodni politycy, którzy dostrzegają coraz wyraźniej prawdziwy obraz PiS. Zapewne ta zamiana, zwłaszcza przewartościowanie stosunku do prezydentury Lecha Kaczyńskiego, następuje pod wpływem obecnych procesów geopolitycznych. Na kongresie „Polska Wielki Projekt” były prezydent Rumunii przypominał, że gdy kiedyś razem z prezydentem Kaczyńskim na posiedzeniach Rady Europejskiej ostrzegali przed neoimperializmem Rosji, byli wprost wyśmiewani. Teraz to już stało się niemożliwe. Myślę, że podobnie jest także w polityce gospodarczej, gdzie wpływ traci paradygmat neoliberalny, a politycy nawołujący do rozwijania gospodarki narodowej przestali być krytykowani. Dziś nikt już nie krzyczy, że to nacjonalizm.

– Mamy więc wreszcie szansę na realną zmianę jakościową polskiej polityki, na naprawę państwa?

– Musimy wyrwać się ze stagnacji, z sytuacji, w której mimo monopolu władzy kraj nie jest rządzony i w żadnej dziedzinie nie ma skutecznej polityki; od spraw zagranicznych po politykę społeczną, kulturalną, edukacyjną itd. Niedawno w naszym opozycyjnym środowisku odbył się kolejny już kongres „Polska Wielki Projekt”, który pokazywał bardzo konkretne problemy związane z „nierządnością” Polski, choćby panujący w naszym kraju nieład przestrzenny opisywany przez uczestniczących w kongresie architektów. Ten „architektoniczny nieład” doskonale dziś opisuje także każdą inną dziedzinę polskiego życia. Z tego opisu wynika, że kraj nie miał gospodarza.

– W jaki sposób prezydent Andrzej Duda mógłby to naprawiać?

– Andrzej Duda chce być aktywnym prezydentem, a przede wszystkim – otwartym na społeczne inicjatywy. Najwyższy czas, by z Polaków uczynić obywateli, współgospodarzy, bo jak już się przekonaliśmy, w żadnym razie nie zrobią tego elity polityczne Platformy Obywatelskiej.

– Właściwie chyba dopiero w ostatnich wyborach tak wyraźnie pojawił się wątek braku w III RP podmiotowego społeczeństwa obywatelskiego...

– A to dlatego, że mamy do czynienia z niezwykłym paradoksem: Polską od długich ośmiu lat rządzi partia „obywatelska”, która wbrew swej nazwie niszczyła wszelkie inicjatywy społeczne – po prostu z góry je kasowała. W istocie powinna się nazywać „Platformą Układu” albo „Platformą Establishmentu”. Rządy PO przyniosły marginalizację znacznej części polskiego społeczeństwa jako całości, ale także w poszczególnych środowiskach. W ramach kongresu „Polska Wielki Projekt” Nagrodę im. Lecha Kaczyńskiego w tym roku przyznaliśmy kompozytorowi Michałowi Lorencowi. To typowy przykład wybitnego twórcy, który nie poszedł z mainstreamem i był – zwłaszcza po katastrofie smoleńskiej – marginalizowany, nie otrzymywał zleceń... Ten mechanizm marginalizacji dotyczy dziś dosłownie każdej dziedziny, każdego środowiska.

– A co najgorsze, także mediów, które mają w Polsce niezwykle duży wpływ na obywateli...

– Na własnej skórze odczułem tę postępującą, zwłaszcza w ostatnich latach, ewolucję polskich mediów, które uznały, że wcale już nie muszą dbać o różnorodność przedstawianych opinii... Dziennikarze pozrzucali maski bezstronnych pośredników między władzą a opinią publiczną. I chętnie zaczęli rozpowszechniać i wyolbrzymiać mit o groźnych podpalaczach Polski, o powrocie IV RP.

– Czy można powiedzieć, że tego rodzaju zajadła propaganda właśnie wraca niczym bumerang?

– Mieliśmy już pierwsze uderzenie ostrzegawcze, ale przecież przed nami wkrótce kolejne wybory.

– Walka będzie jeszcze ostrzejsza.

– Zapewne, ale wydaje się, że przemysł pogardy wobec środowisk opozycyjnych doszedł już do kresu swych możliwości. Dobrze pamiętamy wielkie szyderstwo z prezydenta Lecha Kaczyńskiego inspirowane przez najważniejszych polityków PO. Dzisiaj jego dorobek świat widzi już w innym świetle. Obecni na naszym kongresie wybitni politycy – były prezydent Rumunii, były premier Łotwy, były przewodniczący gruzińskiego parlamentu – odwoływali się do dorobku Lecha Kaczyńskiego, podkreślali, że był on niekwestionowanym przywódcą regionu. Wydaje się, że także coraz większa liczba Polaków wreszcie zaczyna dostrzegać istotną różnicę między prezydentem Kaczyńskim a jego następcą.

– W trakcie kampanii wyborczej to Bronisław Komorowski, w przeciwieństwie do Andrzeja Dudy, skupił na sobie sporo agresji tłumu. Dlaczego?

– Może dlatego, że przez pięć lat swojej biernej i miernej prezydentury nie spacerował po Warszawie... Że zamykał się we własnych kręgach adoracji zapewniających dobre samopoczucie i zadowolenie. Od dawna już przedstawiciele tej władzy w bezpośrednich spotkaniach z obywatelami doświadczali niechęci, którą jednak bagatelizowali lub przypisywali jakiejś opozycyjnej manipulacji. Tymczasem ta niechęć społeczna narastała, o czym Bronisław Komorowski przekonał się dopiero wtedy, gdy musiał wyjść spod żyrandola.

– Mimo zmiany na stanowisku głowy państwa zapowiadana dobra zmiana z pewnością nie będzie łatwa do przeprowadzenia. Czy nowy prezydent sobie poradzi?

– Przede wszystkim musi – jak to obiecał – słuchać obywateli i podjąć dialog. W tym celu powinien szybko zainicjować zmianę konstytucji w sprawie referendum. Musi zbudować sobie bardzo dobrą kancelarię. A sam Andrzej Duda ma solidne doświadczenie administracyjne, nie jest wyłącznie politykiem. I ma do dyspozycji zaplecze znakomitych ekspertów. Dla środowiska PiS długie lata w opozycji były rodzajem czyśćca, w którym dość skutecznie wykruszyli się ludzie o karierowiczowskiej mentalności. Oczywiście, nie jest tak, jak w dojrzałych demokracjach, gdzie opozycja ma swoje ugruntowane, mocne instytucje, ale z pewnością jest pod tym względem znacznie lepiej, niż było jeszcze kilka lat temu. Myślę, że prezydent Duda będzie miał do czego sięgnąć, skąd czerpać.

– Przed nami wybory do parlamentu. A gdyby w ogóle nie doszło do zmiany władzy w tym roku…?

– W takim razie stracimy następne lata, a wszystkie negatywne procesy, bardzo wyraźnie narastające od 2011 r., będą się szybko pogłębiać. Korupcja chroniona zasiedziałością elit politycznych PO, kolonizacja Polski, wyjazdy młodych ludzi, kryzys demograficzny i deindustrializacja staną się po prostu już nieodwracalne.

* * *

Prof. Zdzisław Krasnodębski
Socjolog, filozof społeczny, wykładowca Uniwersytetu Bremeńskiego w Bremie i Akademii Ignatianum w Krakowie, deputowany do Parlamentu Europejskiego

Tagi:
polityka

Wg sondażu PiS wygrywa wybory – może rządzić samodzielnie

2019-10-13 21:02

niedziela.pl / tvp

Wg sondażu PiS wygrywa wybory – może rządzić samodzielnie

Telewizja wPolsce.pl

Aktualizacja
Dane PKW z 99,49 proc. komisji wyborczych
PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ
43,76%
KOALICJA OBYWATELSKA PO .N IPL ZIELONI
27,24%
LEWICA - SLD, WIOSNA, RAZEM
12,52%
POLSKIE STRONNICTWO LUDOWE
8,58%
KONFEDERACJA WOLNOŚĆ I NIEPODLEGŁOŚĆ
6,79%


06:42
PKW publikuje również częściowe wyniki z wyborów do Senatu z 42,26 proc. komisji wyborczych. Według nich PiS zdobyło 49,41 proc. głosów, KO - 29,81 proc., PSL - 5,49 proc.

Według sondażu PiS wygrało wybory parlamentarne zdobywając 43,6% głosów. Może rządzić samodzielnie

Wstępne wyniki wyborów parlamentarnych 2019 do Sejmu i Senatu Rzeczypospolitej Polskiej zostały zebrane na podstawie badania exit polls firmy Ipsos.

Podane przed chwilą sondażowe wyniki wyborów parlamentarnych dają zwycięstwo Prawu i Sprawiedliwości. Według pierwszych wyników exit poll, partia uzyskała wynik, który umożliwia samodzielne rządy

Sondażowa frekwencja wyborów wyniosła: 61,1%

Procentowy rozkład głosów

• Prawo i Sprawiedliwość - 43,6%

• Koalicja Obywatelska - 27,4%

• Lewica - 11,9%

• PSL - 9,6%

• Konfederacja - 6,4%

inni - 1,1%

Wg sondażu rozkład mandatów w Sejmie będzie następujący:

• Prawo i Sprawiedliwość - 239 mandatów

• Koalicja Obywatelska - 130 mandatów

• Lewica - 43 mandaty

• PSL - 34 mandaty

• Konfederacja - 13 mandatów

inni - 1 mandat
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mocne słowa abp. Jędraszewskiego o LGBT

2019-10-12 11:23

wpolityce.pl

LGBT to prawdziwie pogańska ideologia, która odrywa nas od prawdy o człowieku - mówi w wywiadzie dla sobotniego „Naszego Dziennika” ks. abp Marek Jędraszewski.

LGBT to prawdziwie pogańska ideologia, która odrywa nas od prawdy o człowieku i wprowadza na tory, w których jako ludzie tracimy swoją tożsa-mość wyrastającą z samej naszej struktury biologicznej, określającej nas czy to jako kobiety, czy jako mężczyzn —mówi gazecie hierarcha.

Jego zdaniem, LGBT „podważa wszystko, co na temat człowieka głosi chrześci-jańska wiara”. Na sugestię, że LGBT „ukrywa się pod takimi hasłami jak „toleran-cja”, „mowa nienawiści”, „równość”, „takie same prawa dla wszystkich”, „stop przemocy”, uznając za swego największego wroga moralne nauczanie kościoła”, odpowiedział: „jak się patrzy na ideologię nazistowską i bolszewicką, to można zrozumieć, dlaczego dla nich pierwszym przeciwnikiem był zawsze Kościół i głoszona przez niego Ewangelia i moralność”.

Ich walka z chrześcijaństwem zawsze odbywała się w połączeniu z określonym językiem. Używanym pojęciom nadawano zupełnie nową treść, wprowadzając zamęt i poprzez kłamliwe słowa zabijając w ludziach ducha prawdy —wskazał arcybiskup.

Według niego, również dzisiaj robi się to, „manipulując słowami i hasłami”.

Różnica jest taka, że obecnie ideolodzy mają do dyspozycji bardziej perfidne środki, dzięki którym mogą mieć ogromny wpływ na ludzi. (…) Niestety, jeste-śmy dziś zdominowani przez media, które próbują nam wtłoczyć pewne sche-maty myślenia. Na skutek tego nie pozwalają nam nie tylko samodzielnie my-śleć, ale w swoim kłamliwym przekazie bardzo często odciągają nad od prawdy. Dlatego tak skutecznie pod różnymi hasłami ukrywana jest ideologia LGBT

Jak dodał, taki środkiem jest internet, w którym obok „dobrych treści” jest rów-nież „dużo nienawiści”. Trzeba pewne zagrożenia i działania, które niszczą nasz Naród i odrywają go od chrześcijańskich korzeni poprzez odrywanie go od jego historii i jego tradycji nazwać wprost i bardzo radykalnie po imieniu - to są ideologie zła —podkreślił.

Duchowny zwrócił uwagę, że w Polsce robi się wiele, aby „człowiek ukrywał przed innymi to, że wierzy w Boga”. Zresztą pracowano nad tym w Polsce przez wiele lat w czasie komuny, a także w następnych latach w lewicowych i liberalnych mediach: masz się wstydzić tego, że wierzysz, bo to jest wsteczne, niepostępo-we, nieracjonalne. A jeżeli już chcesz i musisz wierzyć, to rób to prywatnie i się tym nie chwal, nie demonstruj tego, a przede wszystkim nie naruszaj dobrego samopoczucia ludzi, którzy są obok i mają inne niż ty poglądy. Tak wyglądają założenia tego typu polityki —tłumaczył abp Jędraszewski.

Metropolita krakowski zwrócił również uwagę na zgubne skutki ideologii LGBT, która „zniszczyła tradycyjną obyczajowość obywateli” Europy Zachodniej. Pytany czy organizowane coraz częściej w polskich miastach Marsze Równości są elementem pewnej socjotechniki, odpowiedział:

Chodzi o uzyskanie wrażenia, że on są wszędzie i że jest ich bardzo wielu. Marsze zwolenników ideologii LGBT mają antychrześcijań-ski charakter. Zresztą sam rodowód tej ideologii jest pogański.

Przez tzw. marsze równości urządzane w coraz to innym miejscu chce się prze-konać Polaków, że jest to czymś normalnym. A przy tym nie ma dla nich żad-nych świętości. Depczą najbardziej święte wartości, kpią sobie i szydzą z Eucharystii, profanują wizerunek Matki Bożej Królowej Polski. Mówią: pa-trzcie, robimy, co chcemy, i żyjemy dalej, grom z nieba nie spadł na nas, nic nam się nie stało, a zatem Boga nie ma. Analogicznie myśleli i sowieccy bolszewicy i niemieccy naziści, którzy mordowa-li ludzi Kościoła lub wysłali ich do obozów koncentracyj-nych i do łagrów —mówił.

Nasze dzisiejsze „non possumus” polega na tym, że musimy powiedzieć zdecy-dowane i jednoznaczne „nie” ideologiom niszczącym człowieka i Naród, takim jak gender czy LGBT —zakończył abp Jędraszewski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kraków: kard. Zenon Grocholewski doktorem honoris causa UPJPII

2019-10-14 17:28

md / Kraków (KAI)

Kard. Zenon Grocholewski odbierze w środę tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. Uroczystość odbędzie się w ramach obchodów 10. rocznicy nadania Papieskiej Akademii Teologicznej rangi uniwersytetu.

Katarzyna Katarzyńska | Archidiecezja Krakowska

Tegoroczna, jubileuszowa inauguracja roku akademickiego 2019/2020 rozpocznie się w środę 16 października o godz. 10.00 Eucharystią w Sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie. Będzie jej przewodniczył oraz homilię wygłosi kard. Zenon Grocholewski.

Po Mszy św. w sali konferencyjnej Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się” nastąpi uroczyste wręczenie dyplomu doktora honoris causa kard. Zenonowi Grocholewskiemu, emerytowanemu prefektowi Kongregacji Edukacji Katolickiej. Odbędzie się także immatrykulacja studentów I roku, a pracownicy UPJPII zostaną uhonorowani odznaczeniami i medalami.

Wieczorem tego samego dnia, o godz. 18.30 w katedrze wawelskiej odbędzie się Koncert Jubileuszowy „Nadzieja zawieść nie może”. W programie prapremiera utworów napisanych specjalnie na tę okazję – Missa Spei Sebastiana Szymańskiego oraz Ecce Sacerdos Magnus Dawida Kusza OP w wykonaniu Chóru Psalmodia i Orkiestry Passionart.

Korzenie UPJPII sięgają utworzonego w 1397 roku przez papieża Bonifacego IX, dzięki staraniom św. Królowej Jadwigi, Wydziału Teologicznego w Akademii Krakowskiej. Wydział ten był przedmiotem szczególnej troski arcybiskupa Karola Wojtyły, a od 16 października 1978 roku papieża Jana Pawła II. W motu proprio „Beata Hedvigis” z 8 grudnia 1981 roku polski papież ustanowił Papieską Akademię Teologiczną w Krakowie.

- Święty papież czuwał nad dalszym rozwojem uczelni z Watykanu, a od 2 kwietnia 2005 roku z Domu Ojca – podkreśla rektor uczelni ks. prof. Wojciech Zyzak, przypominając, że na pierwszym posiedzeniu po pogrzebie Jana Pawła II Senat PAT podjął uchwałę o rozpoczęciu starań o przekształcenie Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie w Uniwersytet Papieski Jana Pawła II.

Starania te popierali wielcy kanclerze PAT: kard. Franciszek Macharski i kard. Stanisław Dziwisz, który zwrócił się do Kongregacji Edukacji Katolickiej 15 października 2005 roku z prośbą o utworzenie Uniwersytetu Papieskiego w Krakowie. Wydarzenie to poprzedziło wydanie 11 stycznia 2009 roku dekretu erygującego Wydział Nauk Społecznych.

Wcześniej sprawę przekształcenia akademii w uniwersytet poparła Konferencja Episkopatu Polski na 345 Zebraniu Plenarnym w Białymstoku w dniach 26–28 września 2008 roku. Doprowadziło to do ostatecznej decyzji Kongregacji Edukacji Katolickiej, kierowanej przez kard. Zenona Grocholewskiego, która 19 czerwca 2009 roku wydała dekret erygujący Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie. Stwierdza on, że papież Benedykt XVI „dla uczczenia pamięci swojego znakomitego Poprzednika Sługi Bożego Jana Pawła II postanowił Papieską Akademię Teologiczną w Krakowie podnieść do godności Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II”.

Z okazji rozpoczęcia pierwszego roku działania Uniwersytetu Ojciec Święty Benedykt XVI napisał list: „Wyrażam radość, że właśnie dzisiaj, 16 października, wypełnia się pragnienie moje i mojego poprzednika Sługi Bożego Jana Pawła II: ma miejsce pierwsza, uroczysta inauguracja roku akademickiego na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II”.

W tym samym dniu, w przemówieniu inauguracyjnym pierwszy rektor UPJPII, nieżyjący już ks. prof. Jan Maciej Dyduch stwierdził: „Nasz Uniwersytet Papieski można porównać do płynącej łodzi. Łódź płynie wówczas bezpiecznie, jeśli wszyscy na niej obecni współdziałają we wspólnym rejsie. Jeśli darzą się życzliwością, wzajemnie sobie pomagają i są solidarni. Na łodzi, której na imię Uniwersytet Papieski, płynie cała wspólnota akademicka, pracownicy i studenci, a poniekąd także absolwenci i emeryci. Wszyscy jesteśmy za tę naszą łódź odpowiedzialni”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem