Reklama

O odpowiedzialności i prawdziwych zadaniach naukowców

2014-10-17 07:41

Ks. Mariusz Sztaba

Tomasz Pluta

Przyzwyczailiśmy się do obecności naukowców (uczonych) w polityce i w mediach. Szczególnie te ostatnie „kreują” ich jako ekspertów i autorytety wypowiadające ważne i wiążące twierdzenia, dotyczące różnych dziedzin życia. Zapominamy przy tym o podstawowym fakcie - znanym już starożytnym - że używany w dyskusji argument z autorytetu jest najsłabszym z możliwych. Naukowiec posiada autorytet funkcjonalny (epistemiczny) w zakresie wiedzy, której jest specjalistą. Poza nią takiego autorytetu nie posiada. Gdy zaś wypowiada się na tematy nie związane bezpośrednio z reprezentowaną przez siebie dziedziną nauki, reprezentuje tylko i wyłącznie swoje własne poglądy. Jeżeli zaś mimo tego lansuje się jako „wyrocznia” w każdej sprawie, to ośmiesza siebie i prezentowaną przez siebie dyscyplinę naukową, potwierdzając zarazem, że nie posiada minimum pokory i zdrowego krytycyzmu. A takich naukowców - „dyżurnych autorytetów” - nie brakuje!

Artur Schopenhauer w Erystyce, czyli sztuce prowadzenia sporów już w 1830 r. zaprezentował sofistyczne chwyty, będące wynaturzoną erystyką, służącą do prowadzenia pozornej dyskusji. Jako trzydziesty z kolei „chwyt” podał argumentum ad verecundiam - argument odwołujący się do poważania i autorytetu. Schopenhauer stwierdzając za Seneką, że każdy woli wierzyć, niż wydawać własny sąd, wskazuje na odwoływanie się do argumentu z autorytetu jako na ucieczkę od trudu osobistego myślenia i sądzenia. Im człowiek posiada mniej wiadomości i zdolności, tym więcej potrzebuje rożnego rodzaju autorytetów, w myśl zasady, że „łatwiej jest umrzeć, niż myśleć”.

Argument z autorytetu pozwala stosunkowo łatwo zawładnąć masą. „Doprawdy - napisze wspomniany autor - nie ma tak absurdalnego poglądu, którego by ludzie nie przyjęli jako własny, o ile tylko potrafi im się wmówić, że pogląd ten został przyjęty przez ogół (...). Krótko mówiąc, bardzo mało ludzi umie myśleć, ale jakiś pogląd chce mieć każdy”. Dlatego często w pseudodyskusji zamiast rzeczowych argumentów, używa się argumentu autorytetu. Tragizm tej sytuacji zwielokrotnia fakt, że często naukowcy, tzw. dyżurne autorytety świadomie uczestniczą w tej sofistycznej manipulacji.

A jakie są prawdziwe zadania naukowca względem społeczeństwa? W czym się wyraża jego profesjonalizm i odpowiedzialność? Do czego prowadzi brak odpowiedzialności ludzi nauki? Na te pytania odpowiadam w dalszej części artykułu.

Reklama

1. CZYM JEST ODPOWIEDZIALNOŚĆ?

Pojęcie odpowiedzialności jest wieloaspektowe, przez co K. Wojtyła w „Osobie i czyn” mówi o „strukturze odpowiedzialności” właściwej tylko osobie. Struktura ta jest naprzód właściwa pojedynczej osobie od wewnątrz, będąc „rzeczywistością w osobie, wewnątrz osoby”, później zaś na zasadzie uczestnictwa, nabiera znaczenia społecznego i międzyludzkiego. Strukturę odpowiedzialności można opisać analizując następujące zagadnienia: kto jest podmiotem odpowiedzialności? Za co osoba jest odpowiedzialna? Przed kim osoba jest odpowiedzialna? oraz co to jest współodpowiedzialność?

Zdaniem K. Wojtyły odpowiedzialność jest konsekwencją umysłowej zdolności odpowiadania na wartości. Osoba jest odpowiedzialna za swoje czyny, gdyż ma zdolność poznania prawdy o dobru, a następnie zdolność odpowiadania na dobra oraz wartości, które ją mobilizują do ich spełnienia. Odpowiedzialność zakłada więc odpowiadanie woli na dobro, wartości. Jak zauważa K. Wojtyła „wola to nie tyle zdolność dążenia do przedmiotu ze względu na jakąś jego wartość, ile zdolność samodzielnego odpowiadania na tę wartość (...). W ten sposób rysuje się układ «odpowiadanie - odpowiedzialność»”.

Odpowiedzialność to podstawowe odniesienie człowieka do świata. Martin Buber powie, że „odpowiedzialność jest pępowiną łączącą nas ze światem”, zaś Antoine de Saint-Exupery podkreśli, że „być człowiekiem, to właśnie być odpowiedzialnym”. Według Dietricha von Hildebrand odpowiedzialność jest cechą charakteru, na którą składają się poczucie odpowiedzialności - „czujność moralna” oraz gotowość na dobrowolne podjęcie odpowiedzialności. Postawa odpowiedzialna sprawia, że czyny osoby są przewidywalne, co umożliwia jakąkolwiek współpracę między ludźmi i warunkuje życie społeczne w ogólności. Przeciwieństwem człowieka odpowiedzialnego jest lekkoduch, człowiek niepoważny i lekkomyślny, osoba nieprzewidywalna, niegodna zaufania.

2. ODPOWIEDZIALNOŚĆ PRAWDZIWEGO NAUKOWCA

Uczony/badacz przystępując do badania naukowego, lub promując jego wyniki, w sposób szczególny jest odpowiedzialny za to, co robi i za rezultaty swojej działalności. Mówimy wówczas o tzw. etosie nauki i naukowca, który wyraża się w umiłowaniu prawdy. Pragnienie poznania prawdy i jej urzeczywistnianie, służenie dobru i tworzenia piękna, to główne zadanie uczonych i nauki. Za rozwój kłamstwa w świecie osób i społeczeństw szczególnie odpowiedzialni są uczeni - odkrywcy i obrońcy prawdy. Bowiem jak zauważa Wojciech Chudy w pozycji: Filozofii kłamstwa. Kłamstwo jako fenomen zła w świecie osób i społeczeństw - pomiędzy kłamstwem i prawdą zachodzą pewne zależności. Kłamstwo jest karykaturą prawdy, ale bez prawdy nie ma również kłamstwa. Co więcej, „jeśli w jakimś zestawie poglądów kwestionuje się prawdę (przez jej subiektywizacje lub relatywizacje), wówczas rozmyciu ulega zło kłamstwa; kłamstwo staje się wówczas dowolne i dozwolone, a jego zło - względne (...). Wszędzie zaś, gdzie jest wyraźnie zaznaczona wartość prawdy, kłamstwo wiąże się również z zakazem moralnym”.

3. „INSTYTUCJONALIZACJA” NIEODPOWIEDZIALNOŚCI W NAUCE

Instytucjonalizacja nieodpowiedzialności w nauce dokonuje się pewnymi etapami. Związana jest ona ze zdradą idei nauki, poprzez zgodę na różnego rodzaju kłamstwa. W tym kontekście Wojciech Chudy w publikacji „Społeczeństwo zakłamane” wylicza następujące kłamstwa w nauce: drobne naciąganie tezy do wyników swoich badań; nierzetelność w badaniach; oszustwa grzecznościowe np. pisanie spolegliwej recenzji pracy znajomego (tzw. „kłamstwo bierne” przez przemilczanie wad i braków); podpisywanie się pod pracą zbiorową (np. profesora) bez realnego udziału w tej pracy (przygotowanej przez doktorantów lub doktorów); fałszowanie wyników badań; plagiat (najgorsze kłamstwo w nauce!); hochsztaplerstwo (dokonywanie z premedytacją nadużyć w badaniach, aby tylko zaistnieć wśród elity intelektualnej); kłamstwa ideologiczne, gdy uczeni świadomie popierają zło jakiejś ideologii (w XX wieku wielu naukowców poparło ideologie faszyzmu i komunizmu, wprzęgając naukę w służbę tym totalitaryzmom); rezygnacja z porządku moralnego w uprawianiu nauki na rzecz praxis, użyteczności (prowadzenie klinik, a w nich badań w obozach koncentracyjnych, przy „użyciu” więźniów jako szczurów doświadczalnych; współczesna inżynieria genetyczna, mikrobiologia i biomedycyna). W taki sposób przechodzi się małymi krokami w nauce od oszustwa z „grzeczności” do zbrodni.

W. Chudy w „Społeczeństwie zakłamanym” wskazuje także na dwa podstawowe typy kłamstw w edukacji. Pierwsze, związane jest z ideologizacją prawdy prowadzącą do pozornego sposobu odnoszenia się do świata. Jest to kłamstwo jednostronnej i iluzyjnej prawdy rodzącej człowieka biernego, pozbawionego woli działania. Drugie kłamstwo, przeciwne poprzedniemu, polega na dobrowolności prawdy, czyli relatywizmie aksjologicznym i moralnym. Wszystko jest dozwolone, wszystko ma taką sama wartość, ale najważniejsza jest niczym ograniczona wolność i subiektywizm.

Obecnie edukacja jest pod przemożnym wpływem ideologii neoliberalizmu, która jest ideologią rynku. Tzw. „dyskurs rynkowy” nie jest już źródłem inspiracji dla namysłu pedagogicznego, ale raczej inicjatorem „sekwencji zawłaszczeń i wymuszeń dokonywanych na myśli i praktykach edukacyjnych”. Edukacja (podobnie jak nauka, polityka i kultura) jest podporządkowywana coraz bardziej logice rynkowej, gdyż rynek jawi się jako najważniejsza siła we współczesnym świecie. Ideologia rynkowa kreuje nowe rynkowe modele osobowościowe. Obywatel zostaje zamieniony na producenta i konsumenta, tzn. znika homo liberalis, homo politicus a pojawia się homo consumens. Konsumpcja staje się podstawową zasadą jednostkowej i społecznej egzystencji osoby. Człowiek autodefiniuje się poprzez wolność konsumencką, zaś podstawowym elementem „dyskursu władzy” jest obok konsumowania, ideologia nieustannego wzrostu potrzeb i sposobów ich zaspokajania (gra rynkowa popyt - podaż).

W tę rynkową grę została wciągnięta edukacja przez podatność naukowców, w tym pedagogów) na kłamstwa. Jeśli dziś na każdym szczeblu edukacji doświadczamy jej urynkowienia, to jest to rezultat zgody osób odpowiedzialnych za wychowanie i kształcenie (w pierwszym rzędzie naukowców, a później polityków!) na podporządkowanie edukacji ideologii rynkowej i ekonomizacji mówienia i myślenia o edukacji. Traktowanie edukacji jako towaru lub usługi, kształcenia jako relacji kupno-sprzedaż, w której chodzi o zgranie podaży z popytem jest wynikiem różnorakiej słabości naukowców i ich zgody na zakłamanie prawdy o edukacji/w edukacji, czy szerzej misji nauki. Edukacja w „szponach” neoliberalizmu służy reprodukowaniu, utrwalaniu i konserwacji zarysowanej powyżej sytuacji. Kłamstwo urynkowienia edukacji jest już tak mocne, że przybiera formę „instytucjonalizacji nieodpowiedzialności”, czego dowodem są liczne i nieprzemyślane reformy edukacji w Polsce, ale także propozycje uniformizacji standardów kształcenia w Unii Europejskiej.

Zamiana prawdy na użyteczność sprawia i to, że w programach uniwersyteckich dominuje coraz bardziej relatywizm poznawczy, moralny i kulturowy oraz dogmatyczny sceptycyzm, głoszący względność prawdy. Ważniejsze od prawdy są obowiązujące trendy i oczekiwania wpływowych grup oraz tzw. poprawność polityczna (political correctness). Najważniejszym zadaniem edukacji jest zaopatrzyć studenta (dziś to już klient) w cnotę.

4. DLACZEGO NAUKOWCY KŁAMIĄ PUBLICZNIE?

Jeżeli w przypadku polityków, czy grup decyzyjnych można mówić o jakimś błędzie, niefrasobliwości, słabości, czy ignorancji, to gdy sprawa dotyczy naukowców/badaczy powinno się mówić o kłamstwie i zdradzie nauki oraz etosu uniwersytetu. W. Chudy w „Społeczeństwie zakłamanym” wśród przyczyn podatności naukowców na korupcję prawdy wylicza: miernotę owych uczonych, nadrabianą ideologiczną pasją; „słabość” siły przebicia nauki wobec siły władzy, pieniądza, kary, zakazu; pozorną neutralność etyczną i światopoglądową; zmianę myślenia o nauce jako zawodzie (stąd pęd do kariery), a nie powołaniu i misji; słabość natury ludzkiej - podatność na pochopność, próżność, chciwość, strach, lękliwość; oszustwa grzecznościowe; klikowość środowiska naukowego.

Nauka nie tworzy się sama, tworzą ja ludzie - badacze. Dlatego wydaje się, że u podstaw walki z kłamstwem w nauce i instytucjonalizacją nieodpowiedzialności, które to zjawiska prowadzą do zdrady etosu nauki i uniwersytetu, powinno odkryć się na nowo i promować krytykę naukową pojmowaną jako podstawowa społeczna rola uczonych.

5. KRYTYKA NAUKOWA A SPOŁECZNE ROLE UCZONYCH

W 1937 r. Florian Znaniecki napisał rozprawę pt. Społeczne role uczonych a historyczne cechy wiedzy. Trzy lata później rozwinął i pogłębił to zagadnienie publikując książkę pt.: Społeczna rola uczonego. W przywołanych pozycjach autor wskazywał z wielką erudycją, że uczeni/badacze posiadając szczególny status społeczny, mają także do odegrania specyficzne role społeczne, różniące ich od innych zawodów i spełnianych przez nie ról (np. wojownika, kapłana, rolnika itd.). Ich zadaniem jest „uprawianie wiedzy”, „wytwarzanie wiedzy uczonych”, tzn. krytycznej, metodologicznej, naukowej.

Naukowiec (uczony, badacz) powinien zawodowo uprawiać myślenie, kontemplować otaczający go świat, poddawać go badaniu i komunikować innym rzetelne wyniki swoich badań. Poprzez spełnianie tych różnorakich funkcji powinien przyczyniać się do przemiany otoczenia, autentycznego rozwoju i postępu każdego człowieka i całych społeczeństw, w celu tworzenia lepszego świata społecznego. Aktywność uczonego jest wieloraka, na co wskazują chociażby opisane role społeczne uczonych przez Znanieckiego. Niewątpliwie ważną aktywnością badawczą uczonych jest uprawianie przez nich krytyki i samokrytyki. Aktywność krytyczna uczonych ma znaczenie zarówno dla samej nauki (określa m.in. standardy jej uprawiania), jak również dla życia społecznego w jego rożnych obszarach (polityka, gospodarka, kultura, życie międzynarodowe), gdyż wyniki ich badań wpływają bezpośrednio na wiedzę o nim, a pośrednio na praktykę, zmierzającą do jego kształtowania.

Przedmiotem krytyki uczonego może być rzeczywistość społeczna (chociażby zjawiska instytucjonalizacji nieodpowiedzialności w życiu społecznym poprzez ustanawianie nierozumnych praw w formie ustaw czy rozporządzeń); wytwory innych badaczy (teorie naukowe, dzieła naukowe, modne dziś projekty i granty) oraz własna praca badawcza.

6. SPOSOBY UPRAWIANIA KRYTYKI NAUKOWEJ

W świetle literatury można wskazać na trzy postaci krytyki naukowej: adaptacyjną, emancypacyjną i hermeneutyczną.

UCZONY JAKO KRYTYK ADAPTACYJNY. Badacz analizuje świat według obowiązującej wiedzy naukowej, a w niej aktualnych teorii, wzorców postępowania i modeli. Jest tropicielem błędów, dostrzega dysfunkcjonalność i nieadekwatność badanego systemu, proponując kierunki jego naprawy. Wiedzę traktuje jako narzędzie ulepszania świata w kierunku określonym przez wypracowane standardy i normy oraz tradycję. Jest obrońca obowiązującego kanonu kultury, do którego odnosi swoje poznanie, lokowane w przyjętym systemie wartości. Jego krytyka może dotyczyć wymiaru technicznego (wskazuje na wady i sposoby ich „uleczenia”), moralnego (przeciwstawia istniejącemu stanowi rzeczy wizję tego, jak powinno być) oraz historycznego (domaga się zmiany w społeczeństwie w imię jutra, rysując nowy, lepszy porządek).

Ten rodzaj krytyki jest najpopularniejszy i najczęściej stosowany. Polega on na odsłanianiu słabych stron krytykowanego poglądu, poprzez jego falsyfikację lub weryfikację. J. S. Mill mówił o tzw. negatywnym krytycyzmie, traktując go jako środek prowadzący do wiedzy pozytywnej, czyli takiej, której nie można odrzucić mimo istnienia wielu sposobów jej obalenia.

Uprawianie tej postaci krytyki jest ważne z dwóch powodów. Po pierwsze, zapewnia odpowiedni poziom uprawiania nauki (danej dyscypliny naukowej), eliminując słabe merytorycznie i metodologicznie teorie, koncepcje, prace badawcze, publikacje itp. Po drugie, krytyka adaptacyjna wpływa na odpowiednią jakość życia naukowego, tzn. na stosunki panujące w środowiskach naukowych, w tym w środowisku akademickim. Przeciwdziała owym kłamstwom w świecie nauki, o których była mowa na początku artykułu. Uprawianie krytyki adaptacyjnej może spełniać trzy zasygnalizowane wczesnej funkcje: selekcyjną, doradczą i inspiracyjną. Rezygnacja z krytyki adaptacyjnej sprzyja powstawaniu metodologicznego anarchizmu w nauce, czy nawet powstawaniu i funkcjonowaniu w niej antymetodologicznych koncepcji i teorii (zob. antypedagogika, ideologicznie zaprawione gender studies itd.). Jej brak prowadzi do negatywnej tolerancji w nauce, polegającej na braku interwencji ze strony uczonych pomimo negatywnej oceny danego projektu, teorii itp.

UCZONY JAKO KRYTYK EMANCYPACYJNY. Badacz w tym nurcie naukowej krytyki rozważa świat z perspektywy jego niedoskonałości, tropiąc w nim to, co ukryte. Odkrywa więc mechanizmy zniewalające zarówno jednostkę, jak i społeczeństwo, demaskując „fałszywą świadomość” skrywającą się za ideologiami i utopiami społecznymi. Krytyk emancypacyjny jest obrońcą sprawiedliwości, będąc podejrzliwym wobec wszelkich oczywistości. Uprawia krytykę w przekonaniu, że świat nie jest jeszcze gotowy i dlatego można go ulepszać.

W kontekście krytyki emancypacyjnej, H. Marcus zwracał uwagę na potrzebę przywrócenia pojęciom ich krytycznej treści, zaś H. Aron nawoływał już w latach pięćdziesiątych ‘XX w. do uczenia ludzi rozróżniania ideologii od rzeczywistości. Krytyka emancypacyjna pozwala odkrywać w naukach humanistycznych i społecznych wszelkie ideologie i utopie zniekształcające rzeczywisty obraz świata osób i rzeczy, zawarte w konkretnych tekstach.

Krytyka emancypacyjna oprócz tropienia „fałszywej świadomości” jest szczególnie ważna w nauce ze względu na jej różnorodność i wieloaspektowość. Pozwala ona dostrzec jakiś projekt, koncepcje, pomysł, które nie mieszczą się w ramach istniejącego paradygmatu, bo są czymś nowatorskim. Krytyk emancypacyjny nie „wrzuca” wszystkie badania do jednego worka dokonując łatwej standaryzacji i parametrycznej oceny. Jest świadomy tego, że aktywność krytyczna domaga się mozolnego trudu, aby dostrzec znaczenia skrywające się w badanym i opisywanym zjawisku. Bowiem zjawisko (tekst) poddawane krytyce często ma ukrytą nadwyżkę sensu, przez co jak pisał M. Horkheimer - krytyczne myślenie wypowiada tylko tajemnicę badanej rzeczywistości.

Mała aktywność uczonych w obszarze krytyki emancypacyjnej utrudnia możliwość dostrzeżenia nowych teorii, wartościowych koncepcji i propozycji. Uczeni wtedy nie są zdolni do odczytywania wieloaspektowości rzeczywistości poprzez przyglądanie się jej z rożnych perspektyw. Nie są też gotowi do spotkania się z czymś nowym i nieznanym.

UCZONY JAKO KRYTYK HERMENEUTYCZNY. Badacz uprawiając krytykę hermeneutyczną analizuje świat i zachodzące w nim zjawiska z perspektywy ich ciągłego stawania się na nowo i poddawania się nieustającej interpretacji. Dostrzegając problematyczność zjawisk i artykułując wątpliwości, które nasuwają mu się podczas kolejnych analiz i opisów, badacz inspiruje innych do myślenia. Ta postać krytyki jest poznawczą postawą wobec świata, swoistym dialogiem z tekstem i namysłem nad nimi. Jest ona ciągłym uświadamianiem sobie, że jesteśmy w drodze, że uczeni są „wspólnotą niewiedzących”, którzy potrzebują siebie nawzajem, „aby móc uwidaczniać trudności życia i uświadamiać sobie i innym trudności i luki występujące we wszystkim, co staje się przedmiotem naszego myślenia” (W. Lorenz). Nieuprawianie tej postaci krytyki prowadzi do zaprzestania dialogowania ze światem osób i rzeczy, a przecież tylko dialog i komunikacja sprzyjają budowaniu więzi, które stanowią fundament autentycznej wspólnoty (communio).

7. ODPOWIEDZIALNI NAUKOWCY - SUMIENIEM KRYTYCZNYM WSPÓŁCZESNEGO ŚWIATA

Są różne przyczyny „instytucjonalizacji nieodpowiedzialności” we współczesnym świecie - zarówno osobowe jak i poza osobowe. Są także rożne jej przejawy dostrzegane w konkretnych obszarach życia społecznego: w polityce, w kulturze (rozumianej klasycznie i składającej się ze sztuki, moralności, nauki i religii) oraz w gospodarce. Niewątpliwie główna odpowiedzialność za ten stan rzeczy spoczywa na uczonych (naukowcach, badaczach), którzy z natury rzeczy (misji, powołania) są odpowiedzialni za prawdę, w tym prawdę o dobru w życiu poszczególnego człowieka i całych społeczeństw. Jeżeli nie mają dość siły przebicia, aby przeciwstawiać się tym negatywnym zjawiskom, to między innymi przez to, że sami „służą” kłamstwu w jego różnorakiej postaci (półprawdy, manipulacja itd.).

Jak wybrnąć z tej patologicznej sytuacji?

Św. Jan Paweł II w przemówieniu do świata nauki w Krakowie, dnia 8 czerwca 1997 r. przypominał o szczególnej społecznej roli i odpowiedzialności uczonych, związanej z „posługą myślenia” i bycia „sumieniem krytycznym” we współczesnym świecie. Papież uczył wtedy, że: „niewiele jest rzeczy równie ważnych w życiu człowieka i społeczeństwa, jak posługa myślenia. ««Posługa myślenia», o której mówię, to w swej istocie nic innego jak służba prawdzie w wymiarze społecznym. Każdy intelektualista, bez względu na przekonania jest powołany do tego, by kierując się tym wzniosłym i trudnym ideałem, spełniał funkcję sumienia krytycznego wobec tego wszystkiego, co człowieczeństwu zagraża lub co go pomniejsza. Być pracownikiem nauki, to zobowiązuje! Zobowiązuje przede wszystkim do szczególnej troski o rozwój własnego człowieczeństwa”.

W papieskim przemówieniu obok sformułowań: ludzie nauki i naukowcy, pojawił się także termin „intelektualista”, który ma ciekawą historię i bogate znaczenie. W kontekście prowadzonych tutaj refleksji, wypada podkreślić, że współczesny naukowiec/badacz powinien być także intelektualistą. Bycie nim wiąże się z występowaniem w podwójnej roli społecznej: specjalisty w danej dziedzinie wiedzy, oraz zaangażowanego w sprawy społeczne, a także aktywnie uczestniczącego w kształtowaniu wszystkich obszarów życia społecznego (polityki, kultury, ekonomii i życia międzynarodowego). Wydaje się, że w obecnej dobie społeczeństwa wiedzy i nieustannych zmian, zamknięcie się naukowców/badaczy w „laboratoriach i bibliotekach” jest niewystarczające. Oni powinni być obecni na forum życia społecznego, aby bronić w przestrzeni tego życia prawdy, dobra i piękna. Wydaje się też, że z racji swojej specyficznej roli społecznej mają nie tylko prawo, ale także obowiązek zabierać głos w sprawach publicznych i wygłaszać sądy w imieniu rozumu i absolutnych norm moralnych. Bo jeżeli nie oni, to kto? Cynicy, demagodzy, populiści, hochsztaplerzy, karierowicze, „niewidzialna ręka rynku”?

Oczywiście naukowiec/badacz jako „nowy intelektualista” to nie tylko zwykły „moralista”, czy też „ekspert”, ale osoba, która powinna pokazywać, jak świadomie i odpowiedzialnie kształtować świat dając nadzieję, że zmiany na lepsze są możliwe. Uczeni jako nowi intelektualiści są w stanie przeciwdziałać instytucjonalizacji nieodpowiedzialności, jeśli nie zrezygnują z bezinteresownej służby prawdzie, z etyki w nauce, oraz z realizowania ważnej aktywności badaczy, jaką jest uprawianie naukowej krytyki.

8. ZAKOŃCZENIE

W świetle literatury wskazaliśmy na trzy rodzaje naukowej krytyki: adaptacyjną - nastawioną na strzeżenie poprawności badań i wytwarzania wiedzy naukowej w odniesieniu do przyjętego wzorca; emancypacyjną - polegającą na kontestowaniu zastanego wzorca i przekraczaniu go oraz hermeneutyczną - poddającą w wątpliwość istnienie stałego wzorca. Tym, co utrudnia aktywność krytyczną badacza jest uczestniczenie we władzy i wchodzenie z nią w bliższe relacje. Naukowa krytyka rzeczywistości społecznej i instytucjonalizacji nieodpowiedzialności dokonywanej w sobie właściwy sposób przez rożne organy władzy ustawodawczej, sądowniczej i wykonawczej zostaje przesłonięta koniecznością dbania o interesy władzy i „makiaweliczną ambicję, aby szeptać księciu do ucha” (M. Walzer).

Moralnym obowiązkiem uczonych/badaczy jest konieczność ciągłego wyzwalania umysłu od tego, co nie jest prawdą w myśl zachęty Chrystusa: „dlaczego więc sami z siebie nie rozsądzacie, co jest słuszne?” (Łk 12, 57). Uczony służy prawdzie, a poprzez nią każdemu człowiekowi i wszystkim społecznościom. W związku z tymi stwierdzeniami ważna wydaje się i trafna uwaga S. Weil, która napisała, że „całkowita wolność na tym obszarze jest istotna dla umysłu. Umysł powinien albo dawać o sobie znać z całkowitą wolnością, albo milczeć”.

Tagi:
nauka

Kard. Marx doktorem honoris causa Instytutu Katolickiego w Paryżu

2019-11-19 20:54

pb (KAI/la-croix.com) / Paryż

Obchodzący swe 130-lecie Wydział Teologiczny Instytutu Katolickiego w Paryżu przyznał doktorat honoris causa kard. Reinhardowi Marxowi, przewodniczącemu Niemieckiej Konferencji Biskupiej. Tradycyjnie swe rocznice uczelnia świętuje nagradzając „osobistości kościelne światowej klasy”.

Episkopat

Wśród honorowych doktorów Instytutu są m.in. prawosławny patriarcha Konstantynopola Bartłomiej, anglikański arcybiskup Canterbury abp Justin Welby, kard. Laurent Monsengwo Pasinya z Demokratycznej Republiki Konga, laureat Nagrody Nobla z ekonomii Amartya Sen itd.

Wyjaśniając wybór kard. Marxa, rektor Instytutu prał. Philippe Bordeyne powiedział, że postanowiono znaleźć „teologa zaangażowanego w przekształcanie Kościoła i w życie duszpasterskie”. Metropolita Monachium „zajmuje się prawdziwymi problemami społeczeństwa”. Ma do nich podejście duszpasterskie i, „idąc po linii papieża Franciszka, znalazł oryginalną metodę podejścia do nich bez „zmiękczania” ich meritum, czego wyrazem jest „proces synodalny” rozpoczęty przez niemieckich biskupów.

- Formacja teologiczna powinna być w kontakcie ze współczesnymi realiami życia człowieka - wskazał rektor paryskiej uczelni, dodając, że „właśnie to robi kard. Marx w Niemczech”. Honorując go Instytut chce także nagrodzić „przekonanego Europejczyka, który umiał rozmawiać z politycznymi rozmówcami Kościoła”, gdy był przewodniczącym Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej (COMECE) w latach 2012-2018.

Założony w 1889 r. Wydział Teologiczny Instytutu Katolickiego w Paryżu ma obecnie 1250 studentów z całego świata, w tym 120 doktorantów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niedziela radości

Damian Kwiatkowski

BOŻENA SZTAJNER

Gaudete – to łacińska nazwa trzeciej niedzieli Adwentu, pochodząca od pierwszego słowa antyfony rozpoczynającej tego dnia Liturgię Eucharystyczną. Słowo to pochodzi od łacińskiego czasownika „gaudere” i jest wezwaniem do radości: Radujcie się ! Jej przyczyną ma być odnowienie świadomości, że Bóg jest blisko nas, że jest z nami, że stał się naszym bratem. Tego dnia w liturgii używa się szat koloru różowego (stosuje się je jeszcze tylko w czwartą niedzielę Wielkiego Postu, tzw. niedzielę laetare). Papież Paweł VI w 1975 r. w adhortacji apostolskiej „Gaudete in Domino” (O radości chrześcijańskiej) pisał: „Należy rozwijać w sobie umiejętność radowania, cieszenia się, korzystania z wielorakich radości ludzkich, jakich Bóg Stwórca użycza nam na tę doczesną pielgrzymkę”. Jeszcze bardziej będziemy się radować, gdy odkryjemy prawdę o tym, że Chrystus wciąż do nas przychodzi. Wtedy przepełni nas radość płynąca ze świadomości, że stoi On także u podwoi naszego serca i kołacze. Otwórzmy na oścież drzwi Chrystusowi. Najważniejsze rozgrywa się przecież w głębinach naszego serca. Może ono stać się Betlejem, gdzie zamieszka Emmanuel – Bóg z nami. Znajdźmy w tę niedzielę chwilę czasu, by Go ugościć. Papież Jan XXIII powiedział, że do Nieba nie wpuszczają ponuraków, tylko ludzi, którzy umieją się cieszyć. Oby nie okazało się, że nie nadajemy się do Nieba, ponieważ nie umiemy się cieszyć, bo zapomnieliśmy, jak to się robi. Usłyszmy więc to dzisiejsze wezwanie Kościoła: Bądź radosny! Nie zamykaj się w samotności i smutku. Jezus jest z Tobą!

Adwent przygodnie napotkanemu katolikowi niejednokrotnie kojarzy się tylko i wyłącznie z okresem przed Bożym Narodzeniem, jako czas przygotowania do świąt. Niekiedy też, niestety, bywa on postrzegany jako okres swoistej pokuty i postu, co jest jak najbardziej błędnym przeświadczeniem.
Ogólnie możemy powiedzieć, że Adwent jest czasem pobożnego i radosnego oczekiwania na pojawienie się Jezusa Syna Bożego. Obecnie przeżywamy jego trzecią niedzielę, w której manifestujemy naszą radość z bliskości Pana. Już bowiem w pierwszej antyfonie mszalnej Kościół dziś ogłasza: „Radujcie się zawsze w Panu, raz jeszcze powiadam: radujcie się! Pan jest blisko” (Flp 4, 4n). Po łacinie zawołanie to zaczyna się słowami: „Gaudete in Domino”. Dlatego często obecną niedzielę nazywamy „niedzielą gaudete”, czyli po prostu „niedzielą radości”.
Istnieje jeszcze jedna, dość intrygująca, nazwa tej niedzieli. Bywa ona bowiem nazywana „niedzielą różową”. Określenie to wywodzi się od koloru szat liturgicznych przewidzianych na ten dzień. Otóż, jest to właśnie kolor różowy. W całym roku liturgicznym stosuje się go tylko dwa razy (poza niedzielą gaudete, używa się go w tzw. niedzielę laetare, którą jest czwarta niedziela Wielkiego Postu).
W Adwencie szaty liturgiczne mają zazwyczaj kolor fioletowy, który w jasnym świetle wydaje się przybierać barwę różową. Dobór koloru wynika z jego skojarzenia z widokiem nieba o świcie. Wyobraża on blask przyjścia Jezusa Chrystusa w tajemnicy Bożego Narodzenia. Przychodzący Zbawiciel jest bowiem dla nas Światłością, podobnie jak wschodzące Słońce. Właśnie tego typu porównanie odnajdujemy np. w tzw. Pieśni Zachariasza: „nawiedzi nas Słońce Wschodzące z wysoka, by zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają” (Łk 1, 78n).
Wspólnota kościelna rozumie znaczenie wyjątkowego charakteru Adwentu jako czasu przygotowania do przyjęcia prawdy o Wcieleniu Boga. Dlatego też umieszcza ona adwentowe niedziele wysoko w tabeli pierwszeństwa dni liturgicznych. Oznacza to, że nie wolno nam zrezygnować z celebrowania „niedzieli gaudete” na rzecz np. parafialnych uroczystości odpustowych. Radość płynąca ze zbliżających się świąt nie wynika z emocjonalnych uniesień, lecz bierze się z autentycznych religijnych przeżyć. Sam Adwent zaś ukazuje nam prawdziwą radość bycia chrześcijaninem, który oczekuje pojawienia się swojego jedynego Pana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież: trzeba być wiernym otrzymanej misji

2019-12-14 16:46

Paweł Pasierbek SJ /vaticannews / Watykan (KAI)

Wasz instytut nie narodził się przy zielonym stoliku, ale jest owocem życia, doświadczenia apostolskiego, współpracy z kapłanami w duszpasterstwie. W ten sposób Papież przypomniał historię powstania instytutu Pomocnic Diecezjalnych, który założony został w Mediolanie. Jego członkinie oraz inne kobiety zaangażowane w duszpasterstwo parafialne i diecezjalne przyjął dziś na audiencji. Zwrócił się do nich w improwizowanych słowach.

vaticannews.va

Natomiast w przemówieniu, które zostało wcześniej przygotowane i które zostało im wręczone Franciszek podkreślił, że ich szczególnym charyzmatem jest współpraca z biskupami i kapłanami w ich misji na terenie diecezji. Dodał, że to skoncentrowanie się na działalności na terenie konkretnej diecezji nie ma charakteru ograniczającego, ale oznacza głębokie wrośnięcie w nią oraz wierność i poświęcenie.

„Ten aspekt wierności nie odnosi się do jakiegoś ludu w ogólności, ale do tego konkretnego ludu, z jego historią, bogactwem i biedą, i jest cechą charakterystyczną misji Jezusa, posłanego przez Ojca do «owiec, które poginęły z domu Izraela»” (Mt, 15, 24) – napisał w przemówieniu Ojciec Święty. Zaznaczył, że Jezus oddał życie za wszystkich i to w oczywisty sposób odnosi się do dania go za te konkretne osoby, za wspólnotę, za przyjaciół i nieprzyjaciół. „Taka wierność kosztuje, nosi w sobie ciężar krzyża, ale jest owocna, płodna, według Bożych planów” – dodał Papież.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem