Powołując się na deklarację rzecznika rządu, Adama Szłapki, Monika Rutke z telewizji Republika pytała premiera o „kilkadziesiąt spotkań”, jakie miał odbyć Tusk w celu budowania mniejszości blokującej. – Co poszło nie tak? Dlaczego nie udało się zbudować tej mniejszości blokującej? – mówiła kobieta, pytając o planowany kalendarz spotkań z premier Meloni. – Jakich zamierza pan użyć argumentów politycznych i gospodarczych, żeby przekonać wszystkich premierów tych krajów, którym zależy na podpisaniu umowy z Mercosurem [by tego nie robić]? – doprecyzowała Rutke.
Wydawać by się mogło, że pytania konkretne, a więc i taka powinna być odpowiedź premiera. Nic bardziej mylnego. Ten sam polityk, który wcześniej informował, że podczas spotkania z prezydentem Karolem Nawrockim temat umowy handlowej z państwami Mercosur oraz protest rolników nie były poruszane – ostatecznie zaczął opowiadać o rzekomej deklaracji głowy państwa w tej sprawie. - Uwierzyłem prezydentowi Nawrockiemu, że on załatwił tę sprawę z panią premier Meloni. No nie doczekaliśmy się, więc gdzie ja tam, jak prezydent Nawrocki nie dał rady, to co ja tam będę próbował – stwierdził Donald Tusk, informując, że nie planuje żadnych spotkań z szefową włoskiego rządu.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
„Co ja tam będę próbował”
Reklama
To są słowa szefa rządu w kluczowej dla wszystkich Polaków (bo nie tylko rolników, tylko każdego konsumenta) sprawie. Niesamowite. To już nie buta, a jawna dezercja z reprezentowania polskiej racji stanu. I to słowa wypowiedziane z uśmiechem, z samozadowoleniem. Skąd taki dobry humor? Może dlatego, że rolników na protest przyszło mniej, niż się spodziewał? Premier pytany o protestujących rolników, stwierdził, że „szczerze mówiąc spodziewał się znacznie większej manifestacji”. Piąteczek, można lecieć do Sopotu.
A kto w swoim expose dwa lata temu wygrażał się, że „nikt go nie ogra w Unii Europejskiej”? Tak, ten sam premier, który dziś rozkłada ręce i mówi, że o Mercosur nie ma co gadać, bo każdy kraj dba o swoje interesy, więc on spotkań nie planuje. Można powiedzieć, że Tuska nawet nikt nie zdąży ograć, bo on w tej sprawie nigdy nie zamierzał nawet zacząć gry o polskie interesy. A czy przypadkiem nie za to, jako obywatele mu płacimy?
Rachunek za zaniechanie
Brak mniejszości blokującej nie jest „wypadkiem przy pracy”, tylko – mówiąc bardzo delikatnie - skutkiem politycznej rezygnacji. W sprawach takich jak Mercosur nie wygrywa się filmikami w mediach społecznościowych, ani ironicznymi bon motami na konferencjach prasowych, lecz determinacją, presją i konsekwencją w rozmowach do ostatniej minuty. Jeśli premier z góry ogłasza, że „nie ma co próbować”, to wysyła też partnerom na przyszłość bardzo jasny i szkodliwy dla polskich obywateli sygnał: Polska nie będzie walczyć o swoje. A rachunek za to zaniechanie zapłacą rolnicy, konsumenci i całe sektory gospodarki — nie dziś, lecz systematycznie, przy każdym kolejnym unijnym głosowaniu.
