Reklama

Pomorze Zachodnie szkołą duszpasterstwa polonijnego

2015-08-20 09:22

Ks. Robert Gołębiowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 34/2015, str. 6-7

Archiwum parafii św. Jana Chrzciciela w Stargardzie Szczecińskim
Ks. Bogusław Burgat TChr – wikariusz generalny Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej

Posługa kapłanów ze Zgromadzenia Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej trwa na Pomorzu Zachodnim nieprzerwanie od 70 lat. Doskonale pamiętamy, że byli oni protoplastami powrotu Kościoła na nasze ziemie i twórcami odradzającego się duszpasterstwa oraz że przyczynili się do stworzenia zrębów istnienia wielu obecnych parafii. Niedawno zakończyły się obchody jubileuszu obecności Księży Chrystusowców na ziemi szczecińskiej, jak i Roku Najświętszego Serca Pana Jezusa, które czczone jest szczególnie w wymiarze szczecińskiego sanktuarium. Poprosiliśmy wikariusza generalnego Towarzystwa Chrystusowego ks. Bogusława Burgata o przybliżenie nam kilku aspektów pracy Księży Chrystusowców w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej

KS. ROBERT GOŁĘBIOWSKI: – Przeżyliśmy Rok Jubileuszowy związany z 250-leciem ustanowienia święta Najświętszego Serca Pana Jezusa. To ważny wyznacznik posługi Księży Chrystusowców. Czy moglibyśmy przybliżyć ten jeden z wielu charyzmatów Zgromadzenia?

KS. BOGUSŁAW BURGAT TCHR: – Kult Serca Jezusowego, który w duchowości Kościoła jest obecny od początku, z upływem czasu ogarnął szerokie rzesze wiernych w całym Kościele. To zasługa skromnej, żyjącej w XVII wieku zakonnicy, św. Małgorzaty Marii Alacoque. Wobec rozwijającego się na ziemiach polskich kultu Serca Jezusowego biskupi w memoriale przedstawili papieżowi Klemensowi XIII pożytki duchowe płynące z tego kultu i prosili o zatwierdzenie nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa jako kultu publicznego. W 1765 r. Ojciec Święty zatwierdził dla diecezji Królestwa Polskiego kult Serca Pana Jezusa według objawień św. Małgorzaty. Jesteśmy wdzięczni abp. Andrzejowi Dziędze za to, że – jak napisał w jubileuszowym dekrecie – „...widząc w tym nabożeństwie znak miłości Boga ku ludziom, aby rozbudzić w sercach ludzkich wzajemną miłość ku Bogu, ustanawiam w Sanktuarium Najświętszego Serca Pana Jezusa w Szczecinie Rok Serca Jezusowego… Niech Jezusowe Serce sprawi, aby z sanktuaryjnej świątyni, w której od II wojny światowej gorliwie posługują księża z Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej oraz gdzie od ponad 50 lat trwa całodzienna adoracja Najświętszego Sakramentu i wieczysty konfesjonał, spłynęły duchowe łaski rozlewające się na całą archidiecezję”. Warto dodać, że w naszej formacji duchowej od samego początku istnienia Zgromadzenia odnosimy się do czci Serca Jezusa. U samego zarania kard. August Hlond oddał pracę wśród Polonii Chrystusowemu Sercu, w naszych parafiach oraz w duchowości kapłanów, co miesiąc ponawiamy Akt Zawierzenia, a jedna z naszych prowincji, dokładnie brytyjska, jest również oddana Najświętszemu Sercu Pana Jezusa.

– Trwa szczególnie w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej wytężona i pokorna modlitwa w intencji beatyfikacji sługi Bożego kard. Augusta Hlonda. Co było wybitnego w osobowości Założyciela Zgromadzenia?

– Sługa Boży kard. August Hlond odznaczał się niezwykłą miłością i szacunkiem dla Ojczyzny. Pochodził ze Śląska, gdzie ścierały się wpływy polskie, niemieckie, śląskie i czeskie i przez tę wielokulturowość tak bliskie mu były sprawy niepodległości i dobrobytu Polski. Najbardziej zależało mu na tym, by Polacy kierowali się we wszystkim Bożymi prawami. Bardzo droga mu była emigracja polska, stąd zrodziła się myśl o założeniu naszego Zgromadzenia. Był też mężem stanu, który potrafił ukazywać pełnię nauki Bożej, nie zważając na reakcje ówczesnych rządzących. Wiele było takich akcentów w jego nauczaniu jak również w kwestiach społecznych jak chociażby wtedy, gdy przed II wojną światową opowiedział się za tym, by bezrolni otrzymali ziemię, za co był szykanowany. Był również kard. Hlond niezłomnym obrońcą moralności i przekazywania młodemu pokoleniu zdrowych wartości. Już wtedy mocno wskazywał na liczne zagrożenia duchowe, jakie stoją na drodze prawidłowego rozwoju młodych ludzi. Wszystkie te cechy Sługi Bożego są aktualne do dzisiaj, a niektóre wręcz na nowo powinny być odczytane zarówno przez wiernych, jak i przez odpowiedzialnych za losy Polski. O beatyfikację sługi Bożego kard. A. Hlonda modlimy się szczególnie każdego 22. dnia miesiąca, wielokrotnie również czyniąc to w Gnieźnie, gdzie znajduje się serce naszego Założyciela.

– Księża Chrystusowcy są obecni od 70 lat na Pomorzu Zachodnim. Ile powołań wyrosło z naszej ziemi i jak wygląda obecny profil duszpasterskiej posługi synów kard. Hlonda i ks. Ignacego Posadzego na naszych ziemiach?

– Nieustannie podtrzymujemy myśl kard. Hlonda, aby prowadzić duszpasterstwo na Pomorzu Zachodnim. Stąd pochodzi ponad 1/3 kapłanów naszego Zgromadzenia. Pewną nowością wymuszoną przez realia życia jest otoczenie modlitwą i opieką rodzin, tych wszystkich, którzy w ostatnich latach udali się na emigrację. W związku z tym w każdą pierwszą środę miesiąca w naszych parafiach odprawiana jest Eucharystia w intencji emigrantów i ich rodzin, które pozostały w kraju. Dokładne dane znajdują się na plakatach, które przekazaliśmy każdej parafii archidiecezji. Inny wymiar naszej posługi w archidiecezji wiąże się z tzw. szkołą duszpasterstwa polskiego. Praca w polskich parafiach nieco różni się od posługiwania w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii czy także w Ameryce. Dlatego młodzi kapłani, przygotowując się do posługi wśród Polonii, poznają w naszych parafiach dość dobrą metodykę pracy duszpasterskiej, która będzie owocować później w czasie obecności wśród Polonii.

– Nieustannie służycie naszej Polonii. Ksiądz Wikariusz wiele lat pracował w Kazachstanie. Jak wygląda obraz Polaków w różnych zakątkach świata? Czy są wspólne cechy ich postawy i zaangażowania w życie tamtejszych społeczeństw, wspólnoty Kościoła i czy można dostrzec również spore dysproporcje w ich życiu na obczyźnie?

– Obraz polskiej emigracji jest bardzo zróżnicowany. Dawniejsza wyjeżdżała z myślą pozostania na zawsze, obecna jest nastawiona na wymiar zarobkowy, ekonomiczny. Nie uważają się też zasadniczo za emigrację, gdyż deklarują powrót i nie chcą zrywać związków ze swoją parafią w Polsce. Patrząc na ich życie religijne, dostrzegamy osoby, które deklarowały w Polsce swoją religijność, a po wyjeździe dostosowując się do nowych środowisk, zatraciły ją, ale z drugiej strony, jest wielu takich, którzy będąc słabymi katolikami w Polsce, na obczyźnie odnaleźli swą drogę do Boga. Budujące są przykłady, kiedy wielu emigrantów pokonuje czasem sporą drogą, aby oprócz niedzielnej Mszy św. przywieźć także dzieci do sobotniej szkoły, by mogły doskonalić język polski, poznawać historię czy brać udział w katechezie. Musimy jednak zdać sobie sprawę z tego, że mimo dość wypełnionych kościołów na Wyspach Brytyjskich, to jednak tylko 5% naszych rodaków w pełni uczestniczy tam w życiu wspólnoty parafialnej. Zdecydowanie inna jest sytuacja w naszych wschodnich prowincjach, ale wszyscy wiemy, jakie były losy tych, którzy zostali zesłani do Kazachstanu i do innych dawnych republik radzieckich i co dla nich znaczy umiłowanie Ojczyzny i więź z krajem. Praca duszpasterska na tych terenach jest niezwykle trudna, ale zarazem wzruszająca. Jednak różnią się oni od Polonii Europy Zachodniej tym, że utracili kontakt z Polską jeszcze przed II wojną światową i inaczej traktują swoją tożsamość, bardziej sentymentalnie. Warto również dodać, że niedawno otrzymaliśmy parafię na Białorusi w Mińsku, dzięki życzliwości abp. Tadeusza Kondrusiewicza, która obejmuje swym zasięgiem 200 tys. ludzi! Mimo więc zmieniających się realiów życia nasza posługa w różnych częściach świata jest ważna i potrzebna dla rozwoju duchowości Polonii i wzrastania jej patriotyzmu.

Tagi:
Pomorze Zachodnie Chrystusowcy

Pomorze Zachodnie jest wielkim społecznym zadaniem

2015-10-15 12:03

Piotr Słomski
Edycja szczecińsko-kamieńska 42/2015, str. 6-7

W ostatnim czasie nasz region odwiedził Jarosław Kaczyński. Specjalnie dla naszej redakcji prezes Prawa i Sprawiedliwości udzielił obszernego wywiadu. Rozmowę, która odbyła się w Stargardzkim Centrum Kultury, przeprowadził Piotr Słomski

Archiwum Piotra Słomskiego
Piotr Słomski w trakcie rozmowy z prezesem Jarosławem Kaczyńskim

PIOTR SŁOMSKI: – W tym roku obchodziliśmy 35-lecie powstania „Solidarności”. Jak Pan ocenia, po tych latach, kondycję naszego narodu, państwa i budowanej w tym czasie demokracji?

JAROSŁAW KACZYŃSKI: – To był ruch wyraźnie inspirowany nauką Kościoła, skonkretyzowaną przez nauczanie Jana Pawła II. Fakt, że został on papieżem, dodało Polakom poczucia siły i pewności siebie. Były też inne elementy, które na to wpływały, dla przykładu prowadzona przez USA walka o prawa człowieka. Stworzyło to nową sytuację, powstał ruch, który zmieniał Polskę. Komunizm mimo wprowadzenia stanu wojennego nigdy już w tej swojej właściwej formie nie powrócił. Państwo stało się co prawda nawet bardziej represyjne niż w czasach Gierka, ale mimo wszystko ta sfera realnej wolności, którą ludzie sobie wywalczali, nawet wbrew prawu i ryzykując, była nieporównanie większa niż przedtem i całe życie społeczne wyglądało inaczej. Komuniści musieli zaniechać różnego rodzaju represji. Przed powstaniem „Solidarności” było niemożliwe, żeby ktoś najpierw poszedł do więzienia, a następnie wracał do pracy na uczelnię. Komuniści próbowali też wtedy przekupić społeczeństwo różnymi ustawami, z których po kilku latach się wycofali. Niemniej te kilka lat zostało wykorzystane, dla przykładu w samorządzie adwokackim, akademickim, a także kilku innych ustawach, które dały sfery pewnych swobód. Gdy doszło do ostatecznego przełomu, stanęło przed nami takie pytanie: „Czy doświadczenie «Solidarności» powinno być jakoś uporządkowane, zmienione w pewną ideologię, doktrynę, system i stać się podstawą naszego życia społecznego?”. Tak się, niestety, nie stało. Była taka wielka próba Jana Pawła II w 1991 r., o której warto ciągle wspominać. Jego słynna wykładnia Dziesięciu Przykazań, w której próbował to doświadczenie Polski uporządkować oraz w jakimś sensie zuniwersalizować, ukazując polskie doświadczenie cywilizacji życia przeciwstawianej cywilizacji śmierci, co zostało jednak w bardzo gwałtowny sposób przez większość mediów i formacji politycznych odrzucone. Porozumienie Centrum, moja ówczesna partia, i ZChN były ugrupowaniami, które stanęły po stronie nauczania Ojca Świętego. Doszło nawet do tego, że Papież miał być w 1991 r. trzy razy w Polsce, ale był tylko dwa, bo z tego ostatniego pobytu zrezygnował. Mało się dzisiaj o tym mówi, ale tak było. Otóż przemiany w Polsce poszły w kierunku takiego bardzo sprymityzowanego liberalizmu. Liberalizm jest ideologią, w której są również bardzo ciekawe wątki prosprawiedliwościowe, szczególnie w liberalizmie począwszy od lat 70., ale to wszystko zostało odrzucone, pozostało coś bardzo prostego, tzn. permisywizm obyczajowy, moralny i darwinizm społeczny.

– Rozmawiamy w trakcie kampanii wyborczej, której PiS jest sondażowym liderem. Jak głębokie zmiany oznacza, wielce prawdopodobne, przejęcie władzy przez Pana ugrupowanie?

– Oznacza odejście od polityki, którą uczenie nazywa się transakcyjną, ku polityce, która będzie realizacją pewnego zadania, celu, jaki sobie stawiamy. A tym celem jest właśnie rekonsolidacja wspólnoty, odnalezienie dla niej pewnej podstawy ideowej, i wreszcie przeprowadzenie wszystkich zabiegów, które służą zarówno temu, jak i szybkiemu rozwojowi. Chcielibyśmy być na równi z tymi, którzy żyją na zachód od nas, to oczywiście nie jest zadanie na 4, 8 czy nawet na 12 lat. Ale jest to zadanie możliwe do wykonania, w takim historycznie możliwym do określenia, w sensie przewidywania wypadków, czasie. Zresztą, jak wiemy, historia jest tak skomplikowana, że na dłuższą metę nic nie da się przewidzieć. I to powinno być nasze zadanie, ale powinno być to także zadanie wspólne, realizowane z zachowaniem tych wymogów, które są właśnie stawiane przez solidarność. Oczywiście, w tym wszystkim musi być również bardzo poważna rola naszej religii, bez której nie byłoby ani polskiej, ani w ogóle współczesnej cywilizacji europejskiej, którą mój brat określił jako najbardziej sprzyjającą człowiekowi.

– Jeśli po wyborach byłaby możliwość przeprowadzania zmian konstytucyjnych, to w jakim kierunku one by poszły?

– Przede wszystkim w kierunku uporządkowania sytuacji władzy wykonawczej. Obecnie mamy do czynienia z dwugłową władzą wykonawczą, co prowadzi właściwie zawsze do konfliktów. Trzeba było braci bliźniaków na tych dwóch najwyższych stanowiskach, żeby konfliktu nie było. Ale już między zapleczami pewne tarcia i tak zaistniały. Musi być jasno powiedziane czy prezydent jest osobą pełniącą funkcje wyłącznie reprezentacyjne, ale wtedy nie ma sensu wybierać go w wyborach powszechnych, czy też jest głównym ośrodkiem władzy wykonawczej przy zachowaniu odpowiedzialności rządu przed parlamentem. Ale w takim wypadku władza musiałaby być bardzo poważna i silna. Są różne projekty zorganizowania w ten sposób władzy, oczywiście, w ramach pewnej demokracji. Albo też, z drugiej strony, powinna być umocniona pozycja premiera. Jest on co prawda mocny, ale różnych uprawnień nie posiada. Kto zdaje sobie sprawę z tego, że premier może wydawać polecenia ministrom tylko na zasadzie politycznej, tzn. gdy jest zwierzchnikiem politycznym ze względu na relacje o charakterze partyjnym, koalicyjnym. Ale nie może on im wydawać poleceń na zasadzie takiej, jak w korporacji szef wydaje swojemu podwładnemu. Takich przepisów w Polsce nie ma. Kanclerz niemiecki na przykład może wydawać takie polecenia. Tak więc uprawnienia premiera trzeba by zwiększyć, żeby było jasne, kto i za co odpowiada, jaka jest sytuacja we władzy wykonawczej – to jest sprawa pierwsza. Sprawa druga to potrzeba uporządkowania procesu legislacyjnego. W ramach dzisiejszego systemu, nikt nie jest w stanie go skontrolować. Nawet jeśli ktoś byłby bardzo pojemny umysłowo, nie mógłby tego dokładnie znać. To prowadzi do gigantycznego zamieszania. Następnie istnieje arcywielka potrzeba zreformowania polskiego sądownictwa, gdyż zostało ono w ogóle wystawione poza państwo. Grupa, uczciwie mówiąc słaba, jaką byli sędziowie, otrzymała bez żadnej weryfikacji na początku lat 90. ogromne uprawnienia i samodzielność. I skończyło się tak, jak się musiało skończyć. Że mamy do czynienia z ogromną sferą patologii. Istnieje także potrzeba reformy, która spowoduje dekorporacjonizację naszego państwa. Bo w Polsce jest bardzo wiele korporacji, które strzegą swoich interesów. Okres późniejszego komunizmu był w jakiejś mierze również korporacyjny i ludzie nauczyli się myśleć w kategoriach interesu korporacji, a nie całości. Trzeba to zmienić. Dzisiaj korporacje, bodajże w art. 17 konstytucji, mają mocne oparcie i Trybunał Konstytucyjny twierdzi, że bez zmiany konstytucji nic nie będzie można w tej kwestii przedsięwziąć. Są też pytania odnośnie funkcjonowania parlamentu, np. wielkości Sejmu czy Senatu. Jestem zdecydowanym zwolennikiem utrzymania Senatu. Choćby ze względu na tradycję, którą uważam za rzecz niesłychanie ważną. Problem stanowi także sposób sformułowania preambuły. Bylibyśmy za tym, żeby to była preambuła tradycyjna, zaczynająca się od słów „W imię Boga Wszechmogącego”. I właśnie nie tylko dlatego, że sami jesteśmy wierzący – choć PiS, oczywiście, nie jest partią konfesyjną, u nas też są ludzie niewierzący – ale tutaj znowu chodzi o tradycję. Polskie konstytucje począwszy od 3 Maja, w ten sposób się zaczynały. W naszym przekonaniu preambuła powinna być bardziej jednoznaczna aksjologicznie, bo ta którą skonstruowano, jest pod tym względem pusta. Trzeba również zastanowić się nad tym, czy różnego rodzaju prawa socjalne powinny być zawarte w konstytucji, bo dzisiaj są; jest nawet sformułowanie – społeczna gospodarka rynkowa, ale to powinny być prawa realne, tzn. nie należy do konstytucji wprowadzać takich przepisów, które na pewno nie będą realizowane, gdyż podważa to znaczenie konstytucji jako całości. Trzeba ponadto zreformować Trybunał Konstytucyjny w ramach części reformy sądownictwa. Należy też wyraźnie określić relacje z UE w naszej konstytucji, ponieważ są one obecnie bardzo niejasno wyartykułowane. Konieczne jest również określenie zasady wyższości konstytucji, co jest dziś w orzecznictwie TK, nad wszystkimi innymi przepisami w Polsce, a także doprecyzowanie różnego rodzaju rozwiązań, choćby tychzwiązanych z prawem własności, tak żeby nie były one wykorzystywane w złych celach, jak np. zasada równości obywateli, gdy swego czasu TK, już dzisiaj tak nie jest, blokował możliwość podwyżek niskich emerytur, uważając, że jeśli niższe mają być podwyższone, to dokładnie w tej samej proporcji trzeba podwyższać wyższe, co było niemożliwe, bo państwo na to nie miało pieniędzy. Obchodziliśmy to za pomocą jednorazowych dodatków, kiedy byliśmy przy władzy, ale nie można było zrobić po prostu w ten sposób, żeby te niższe poszły w górę, a te wyższe albo w ogóle nie wzrosły, albo tylko troszeczkę, tak to interpretował TK. W moim przekonaniu trzeba również zrezygnować z przepisów odnoszących się do bezpieczeństwa ekonomicznego, które występują bodajże jeszcze w jednym kraju poza Polską. W tej chwili nie ma jakichś wielkich zagrożeń związanych z zadłużeniem, chociaż ono jest poważne. A te przepisy pozostają w funkcjonalnej, a nawet konfuzyjnej sprzeczności z deklaracjami o charakterze społecznym, które są zawarte w konstytucji. Trzeba też doprecyzować sprawy związane z demokracją bezpośrednią, referendum itd. Trzeba w gruncie rzeczy napisać nową konstytucję, to nie mogą być jedynie poprawki.

– W mediach nie cichnie dyskusja, jaka będzie Pana rola po wyborach? Jak Pan to skomentuje?

– Mam nadzieję zostać ponownie prezesem partii, i to nie jest mało. Nie rwałem się jakoś specjalnie do stanowisk państwowych. Nie jest mi to potrzebne do szczęścia. Wolę przyglądać się działaniom ludzi, w których wierzę, ale którzy, nie ma co ukrywać, są ode mnie nieporównanie mniej doświadczeni w polityce. A później zobaczymy. Przedwczesne są też wieści o tym, że postanowiłem już przejść na emeryturę. Niemniej zdaję sobie także sprawę, że mam metrykę taką a nie inną. Ale pocieszył mnie ostatnio fakt, że mój rówieśnik został nowym przywódcą Partii Pracy w Anglii, po 40 latach obecności w parlamencie. Więc wszystko w życiu jest możliwe. Niczego nie wykluczam. W tej chwili zdecydowaliśmy się na młodego prezydenta. To był taki pomysł, że on może wygrać, z ogromnym własnym wkładem, żeby było jasne. Gdyby on nie był taki, jaki jest, nie wygrałby wyborów. Zdecydowaliśmy się również na p. Beatę Szydło jako kandydatkę na premiera. Jest ona co prawda wiceprezesem partii, ale nie była politykiem tak bardzo eksponowanym no i jest też ode mnie znacznie młodsza. Mam jednak nadzieję, że ona się w tej funkcji sprawdzi, że będzie działała tak, że wszyscy będą zadowoleni.

– Po otrzymaniu nagrody „Człowiek Roku” w Krynicy powiedział Pan, że ta nagroda jest symptomem pewnej bardzo ważnej zmiany, że „coś niedobrego w naszej historii, w życiu publicznym, coś, co trwało bardzo długo się kończy, że wracamy do normalności”. Co, wypowiadając te słowa, miał Pan na myśli?

– To jest nagroda establishmentu, który do tej pory traktował nas jak zadżumionych. I prędzej mógłbym się spodziewać Nagrody Nobla niż nagrody właśnie stamtąd. A okazało się, że taką nagrodę dostałem. Oczywiście, wybuchł straszny gniew w establishmencie, ale jednak coś się zaczyna zmieniać. Być może moja wypowiedź była zbyt optymistyczna. Chodzi o to, że w normalnym kraju demokratycznym są rząd i opozycja. Raz władzę sprawują jedni, innym razem drudzy. Istnieje przy tym jakiś poziom wzajemnej akceptacji, ale to, co wniosła do życia publicznego PO, przedtem jednak nie występowało. Oni ogłosili, że nas ma po prostu nie być. Że opozycji ma nie być. A opozycja jest konieczna w demokracji, musi być ktoś, kto kontroluje władzę. Ale do władzy doszła grupa, która kulturowo nie jest w stanie zaakceptować demokracji.

– Często przyjeżdża Pan na Pomorze Zachodnie? Co się tutaj Panu podoba?

– Bardzo mi się tutaj podoba np. Szczecin. Gdyby mieć ze dwa, trzy miliardy złotych, żeby m.in. odnowić szczecińską architekturę secesyjną, to byłoby fantastycznie. Zresztą w Stargardzie jest podobnie. W ogóle na Pomorzu podobają mi się tutejsze tereny. Przyjeżdżałem tutaj na wakacje, także w tym roku. To są piękne ziemie, niestety niedocenione. Są takie mało znane miejsca, jak Barwice i okolice, gdzie właśnie bywałem. Są tu jeziora, niewielkie wzgórza, trochę rolnictwa, lasu, czyli to, co bardzo lubię. I jest, oczywiście, morze i szansa na odbudowę gospodarki morskiej. Pomorze Zachodnie jest jakimś wielkim społecznym zadaniem. Żyje tu wciąż nowe społeczeństwo, stworzone stosunkowo niedawno. Komunizm nie był czasem korzystnym po temu, żeby to społeczeństwo się konsolidowało i rozwijało we właściwym kierunku. Jednym z wielkich błędów tego 25-lecia jest to, że tego tematu nie podjęto. To się toczyło na tej zasadzie, że najpierw rozwiązano PGR-y, a dalej zdecydowano, że niech się dzieje, co chce. A często działo się bardzo źle, choć następował też postęp. Dla przykładu, byłem w 1992 r. na samym wschodzie województwa na wakacjach. Dookoła były chaszcze, a pola uprawne na dużą wysokość zarośnięte. Ludzie z PGR-u wszystko rozebrali łącznie z zawiasami w drzwiach. Jedynym momentem ożywienia była dostawa wina Tur. Kiedy przyjechałem w to samo miejsce 7 lat później, dokładnie do tej samej leśniczówki, to widoki były już zupełnie inne. No, ale jest tu mimo wszystko jeszcze bardzo wiele mankamentów. Nie jest ciągle rozwiązany właśnie problem ludzi z PGR-ów. Jest to wielka rana społeczna. Do tej pory właściwie nieleczona.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Inwigilowała ks. Blachnickiego dziś walczy z dyskryminacją

2019-08-22 09:01

Artur Stelmasiak

Internauci rozpoznali niebezpieczną współpracowniczkę komunistycznej służby, która stoi na czele stowarzyszenia współpracującego z warszawskim ratuszem.

Archiwum Główne Ruchu Światło-Życie

Chodzi o TW ps. "Panna", czyli Jolantę Gontarczyk, która na poczatku lat 80. rozpracowywała Solidarność, a później środowisko Polonii w RFN. Wraz z mężem inwigilowała Sługę Bożego ks. Franciszka Blachnickiego, który po wprowadzeniu stanu wojennego osiadł w Carlsbergu w Niemczech Zachodnich. - Wtedy Gontarczyk grała najbardziej katolicką i najbardziej patriotyczną kobietę w tym polonijnym środowisku - mówi "Niedzieli" Agnieszka Wolska z Kolonii, która od lat przypatruje się działalności TW "Panny".  

W latach 90. Jolanta Gontarczyk stała sie aktywistką feministyczną i ważnym członkiem warszawskiego SLD, gdzie pełniła wiele funkcji rządowych i samorządowych. Została odsunięta, gdy w 2005 roku ujawniono jej mroczną przeszłość, a IPN wszczął śledztwo ws. tajemniczej śmierci ks. Blachnickiego.

Internauci rozpoznali Jolantę Gontarczyk pod zmienionym nazwiskiem, jako Jolantę Lange. Przez kilka lat była ona w prezydium Komisji Dialogu Społecznego ds. Równego Traktowania, gdzie lobbowane są m. in. postulaty aktywistów LGBT. Obecnie jest także prezesem stowarzyszenia zajmującego się programami antydyskryminacyjnymi m. in. na zlecenie warszawskiego ratusza. Zmianę nazwiska z Gontarczyk na Lange potwierdza odpis z Krajowego Rejestru Sądowego. W zarządzie stowarzyszenia w 2008 r. zmieniło się nazwisko Jolanty, ale numer PESEL kobiety pozostał ten sam.

Jolantę Lange, jako Jolantę Gontarczyk rozpoznaje wiele osób z niemieckiej Polonii. - Mój mąż, jako członek Solidarności wyemigrował do RFN jeszcze przed stanem wojennym. W Carlsbergu poznał ks. Franciszka Blachnickiego i małżeństwo Gontarczyków. Wiele osób doskonale pamięta i rozpoznaje panią Gontarczyk, która znalazła sobie nową niszę dla swojej działalności - mówi Agnieszka Wolska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Kaszak: Cóż złego zrobiła Wam Maryja? Za co Ją tak straszliwie obrażacie? To nas bardzo boli

2019-08-25 22:24

jc / Częstochowa (KAI)

"Niestety, z bólem i trwogą musimy stwierdzić, że Maryja, Matka Boga Najwyższego i nasza ukochana Matka, na naszej polskiej ziemi jest obrażana, i to poprzez profanację cudownego, od wieków świętego dla wielu Polaków Jej wizerunku ‒ obrazu Matki Bożej Częstochowskiej" – mówił biskup sosnowiecki Grzegorz Kaszak w homilii wygłoszonej na Jasnej Górze w przeddzień uroczystości NMP Częstochowskiej.

M. Sztajner/Niedziela

Odnosząc się do niedawnych wydarzeń biskup podkreślał, że "jesteśmy świadkami podejmowania dalszych akcji przeciwko najukochańszej osobie, jaką Jezus miał na ziemi. Są to działania wyjątkowo haniebne i groźne, niosące ze sobą bardzo konkretne konsekwencje ‒ karę Bożą".

Zobacz zdjęcia: Procesja z Obrazem Matki Bożej z Archikatedry Częstochowskiej na Jasną Górę

- W trosce o szacunek dla naszej Królowej i o dobrobyt naszej ukochanej Ojczyzny nie możemy milczeć, tylko na rożne sposoby musimy wyrażać swój sprzeciw przeciwko tym skandalicznym zachowaniom oraz podejmować czyny pokutne, by zadośćuczynić Panu Bogu za bluźnierstwa wobec Maryi i Jego osoby - podkreślał.

"Pytamy autorów i uczestników ataków na Przenajświętszą Panią: Cóż złego zrobiła Wam Maryja? Za co Ją tak straszliwie obrażacie? To nas bardzo boli. Maryja jest Matką Boga i naszą ukochaną Matką, którą bardzo szanujemy. Tymi haniebnymi czynami obrażacie także nasze uczucia religijne. Dlatego nie ma i nigdy nie będzie naszego przyzwolenia na takie niedopuszczalne zachowanie" - pytał bp Kaszak.

Nawiązując do orędzia Matki Bożej z Fatimy, wzywał do praktykowania wynagradzającego nabożeństwa pierwszych sobót miesiąca. Podkreślał, że w zaistniałej sytuacji katolikom nie wolno milczeć – muszą stanowczo przeciwstawiać się moralnie złym działaniom oraz brać w obronę tych, którzy w trosce o dobro Polski głoszą prawdę o zagrożeniach ideologii LGBT.

W tym kontekście przypomniał osobę abp. Marka Jędraszewskiego. Zachęcał też rodziców do podpisywania deklaracji sprzeciwiającej się wychowywaniu dzieci zgodnie z ideologią LGBT.

"Jasnogórska Pani, wspieraj nas, abyśmy byli w stanie naszymi modlitwami i ofiarami wynagrodzić Bogu bluźnierstwa, jakich doznaje On od ludzi. Pomóż nam uśmierzyć sprawiedliwy gniew Boży, do którego sami zmuszamy Stwórcę grzechem i nieposłuszeństwem, bo kiedy zapłonie jego ogień, nikt i nic się nie ostoi" – zakończył homilię bp Kaszak.

25 sierpnia w południe na Jasną Górę przybyło ponad tysiąc pielgrzymów z Zagłębia Dąbrowskiego. To druga część diecezjalnej pielgrzymki – 13 sierpnia do Częstochowy weszło prawie 1500 osób z regionu olkuskiego. Obu pielgrzymkom towarzyszył na trasie biskup Grzegorz Kaszak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem