Reklama

Kościół nad Odrą i Bałtykiem

Pomorze Zachodnie szkołą duszpasterstwa polonijnego

Posługa kapłanów ze Zgromadzenia Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej trwa na Pomorzu Zachodnim nieprzerwanie od 70 lat. Doskonale pamiętamy, że byli oni protoplastami powrotu Kościoła na nasze ziemie i twórcami odradzającego się duszpasterstwa oraz że przyczynili się do stworzenia zrębów istnienia wielu obecnych parafii. Niedawno zakończyły się obchody jubileuszu obecności Księży Chrystusowców na ziemi szczecińskiej, jak i Roku Najświętszego Serca Pana Jezusa, które czczone jest szczególnie w wymiarze szczecińskiego sanktuarium. Poprosiliśmy wikariusza generalnego Towarzystwa Chrystusowego ks. Bogusława Burgata o przybliżenie nam kilku aspektów pracy Księży Chrystusowców w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej

Niedziela szczecińsko-kamieńska 34/2015, str. 6-7

[ TEMATY ]

Pomorze Zachodnie

Chrystusowcy

Archiwum parafii św. Jana Chrzciciela w Stargardzie Szczecińskim

Ks. Bogusław Burgat TChr – wikariusz generalny Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej

KS. ROBERT GOŁĘBIOWSKI: – Przeżyliśmy Rok Jubileuszowy związany z 250-leciem ustanowienia święta Najświętszego Serca Pana Jezusa. To ważny wyznacznik posługi Księży Chrystusowców. Czy moglibyśmy przybliżyć ten jeden z wielu charyzmatów Zgromadzenia?

KS. BOGUSŁAW BURGAT TCHR: – Kult Serca Jezusowego, który w duchowości Kościoła jest obecny od początku, z upływem czasu ogarnął szerokie rzesze wiernych w całym Kościele. To zasługa skromnej, żyjącej w XVII wieku zakonnicy, św. Małgorzaty Marii Alacoque. Wobec rozwijającego się na ziemiach polskich kultu Serca Jezusowego biskupi w memoriale przedstawili papieżowi Klemensowi XIII pożytki duchowe płynące z tego kultu i prosili o zatwierdzenie nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa jako kultu publicznego. W 1765 r. Ojciec Święty zatwierdził dla diecezji Królestwa Polskiego kult Serca Pana Jezusa według objawień św. Małgorzaty. Jesteśmy wdzięczni abp. Andrzejowi Dziędze za to, że – jak napisał w jubileuszowym dekrecie – „...widząc w tym nabożeństwie znak miłości Boga ku ludziom, aby rozbudzić w sercach ludzkich wzajemną miłość ku Bogu, ustanawiam w Sanktuarium Najświętszego Serca Pana Jezusa w Szczecinie Rok Serca Jezusowego… Niech Jezusowe Serce sprawi, aby z sanktuaryjnej świątyni, w której od II wojny światowej gorliwie posługują księża z Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej oraz gdzie od ponad 50 lat trwa całodzienna adoracja Najświętszego Sakramentu i wieczysty konfesjonał, spłynęły duchowe łaski rozlewające się na całą archidiecezję”. Warto dodać, że w naszej formacji duchowej od samego początku istnienia Zgromadzenia odnosimy się do czci Serca Jezusa. U samego zarania kard. August Hlond oddał pracę wśród Polonii Chrystusowemu Sercu, w naszych parafiach oraz w duchowości kapłanów, co miesiąc ponawiamy Akt Zawierzenia, a jedna z naszych prowincji, dokładnie brytyjska, jest również oddana Najświętszemu Sercu Pana Jezusa.

– Trwa szczególnie w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej wytężona i pokorna modlitwa w intencji beatyfikacji sługi Bożego kard. Augusta Hlonda. Co było wybitnego w osobowości Założyciela Zgromadzenia?

– Sługa Boży kard. August Hlond odznaczał się niezwykłą miłością i szacunkiem dla Ojczyzny. Pochodził ze Śląska, gdzie ścierały się wpływy polskie, niemieckie, śląskie i czeskie i przez tę wielokulturowość tak bliskie mu były sprawy niepodległości i dobrobytu Polski. Najbardziej zależało mu na tym, by Polacy kierowali się we wszystkim Bożymi prawami. Bardzo droga mu była emigracja polska, stąd zrodziła się myśl o założeniu naszego Zgromadzenia. Był też mężem stanu, który potrafił ukazywać pełnię nauki Bożej, nie zważając na reakcje ówczesnych rządzących. Wiele było takich akcentów w jego nauczaniu jak również w kwestiach społecznych jak chociażby wtedy, gdy przed II wojną światową opowiedział się za tym, by bezrolni otrzymali ziemię, za co był szykanowany. Był również kard. Hlond niezłomnym obrońcą moralności i przekazywania młodemu pokoleniu zdrowych wartości. Już wtedy mocno wskazywał na liczne zagrożenia duchowe, jakie stoją na drodze prawidłowego rozwoju młodych ludzi. Wszystkie te cechy Sługi Bożego są aktualne do dzisiaj, a niektóre wręcz na nowo powinny być odczytane zarówno przez wiernych, jak i przez odpowiedzialnych za losy Polski. O beatyfikację sługi Bożego kard. A. Hlonda modlimy się szczególnie każdego 22. dnia miesiąca, wielokrotnie również czyniąc to w Gnieźnie, gdzie znajduje się serce naszego Założyciela.

– Księża Chrystusowcy są obecni od 70 lat na Pomorzu Zachodnim. Ile powołań wyrosło z naszej ziemi i jak wygląda obecny profil duszpasterskiej posługi synów kard. Hlonda i ks. Ignacego Posadzego na naszych ziemiach?

– Nieustannie podtrzymujemy myśl kard. Hlonda, aby prowadzić duszpasterstwo na Pomorzu Zachodnim. Stąd pochodzi ponad 1/3 kapłanów naszego Zgromadzenia. Pewną nowością wymuszoną przez realia życia jest otoczenie modlitwą i opieką rodzin, tych wszystkich, którzy w ostatnich latach udali się na emigrację. W związku z tym w każdą pierwszą środę miesiąca w naszych parafiach odprawiana jest Eucharystia w intencji emigrantów i ich rodzin, które pozostały w kraju. Dokładne dane znajdują się na plakatach, które przekazaliśmy każdej parafii archidiecezji. Inny wymiar naszej posługi w archidiecezji wiąże się z tzw. szkołą duszpasterstwa polskiego. Praca w polskich parafiach nieco różni się od posługiwania w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii czy także w Ameryce. Dlatego młodzi kapłani, przygotowując się do posługi wśród Polonii, poznają w naszych parafiach dość dobrą metodykę pracy duszpasterskiej, która będzie owocować później w czasie obecności wśród Polonii.

– Nieustannie służycie naszej Polonii. Ksiądz Wikariusz wiele lat pracował w Kazachstanie. Jak wygląda obraz Polaków w różnych zakątkach świata? Czy są wspólne cechy ich postawy i zaangażowania w życie tamtejszych społeczeństw, wspólnoty Kościoła i czy można dostrzec również spore dysproporcje w ich życiu na obczyźnie?

– Obraz polskiej emigracji jest bardzo zróżnicowany. Dawniejsza wyjeżdżała z myślą pozostania na zawsze, obecna jest nastawiona na wymiar zarobkowy, ekonomiczny. Nie uważają się też zasadniczo za emigrację, gdyż deklarują powrót i nie chcą zrywać związków ze swoją parafią w Polsce. Patrząc na ich życie religijne, dostrzegamy osoby, które deklarowały w Polsce swoją religijność, a po wyjeździe dostosowując się do nowych środowisk, zatraciły ją, ale z drugiej strony, jest wielu takich, którzy będąc słabymi katolikami w Polsce, na obczyźnie odnaleźli swą drogę do Boga. Budujące są przykłady, kiedy wielu emigrantów pokonuje czasem sporą drogą, aby oprócz niedzielnej Mszy św. przywieźć także dzieci do sobotniej szkoły, by mogły doskonalić język polski, poznawać historię czy brać udział w katechezie. Musimy jednak zdać sobie sprawę z tego, że mimo dość wypełnionych kościołów na Wyspach Brytyjskich, to jednak tylko 5% naszych rodaków w pełni uczestniczy tam w życiu wspólnoty parafialnej. Zdecydowanie inna jest sytuacja w naszych wschodnich prowincjach, ale wszyscy wiemy, jakie były losy tych, którzy zostali zesłani do Kazachstanu i do innych dawnych republik radzieckich i co dla nich znaczy umiłowanie Ojczyzny i więź z krajem. Praca duszpasterska na tych terenach jest niezwykle trudna, ale zarazem wzruszająca. Jednak różnią się oni od Polonii Europy Zachodniej tym, że utracili kontakt z Polską jeszcze przed II wojną światową i inaczej traktują swoją tożsamość, bardziej sentymentalnie. Warto również dodać, że niedawno otrzymaliśmy parafię na Białorusi w Mińsku, dzięki życzliwości abp. Tadeusza Kondrusiewicza, która obejmuje swym zasięgiem 200 tys. ludzi! Mimo więc zmieniających się realiów życia nasza posługa w różnych częściach świata jest ważna i potrzebna dla rozwoju duchowości Polonii i wzrastania jej patriotyzmu.

2015-08-20 09:22

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pomorze Zachodnie jest wielkim społecznym zadaniem

Niedziela szczecińsko-kamieńska 42/2015, str. 6-7

[ TEMATY ]

Pomorze Zachodnie

Archiwum Piotra Słomskiego

Piotr Słomski w trakcie rozmowy z prezesem Jarosławem Kaczyńskim

W ostatnim czasie nasz region odwiedził Jarosław Kaczyński. Specjalnie dla naszej redakcji prezes Prawa i Sprawiedliwości udzielił obszernego wywiadu. Rozmowę, która odbyła się w Stargardzkim Centrum Kultury, przeprowadził Piotr Słomski

PIOTR SŁOMSKI: – W tym roku obchodziliśmy 35-lecie powstania „Solidarności”. Jak Pan ocenia, po tych latach, kondycję naszego narodu, państwa i budowanej w tym czasie demokracji?

JAROSŁAW KACZYŃSKI: – To był ruch wyraźnie inspirowany nauką Kościoła, skonkretyzowaną przez nauczanie Jana Pawła II. Fakt, że został on papieżem, dodało Polakom poczucia siły i pewności siebie. Były też inne elementy, które na to wpływały, dla przykładu prowadzona przez USA walka o prawa człowieka. Stworzyło to nową sytuację, powstał ruch, który zmieniał Polskę. Komunizm mimo wprowadzenia stanu wojennego nigdy już w tej swojej właściwej formie nie powrócił. Państwo stało się co prawda nawet bardziej represyjne niż w czasach Gierka, ale mimo wszystko ta sfera realnej wolności, którą ludzie sobie wywalczali, nawet wbrew prawu i ryzykując, była nieporównanie większa niż przedtem i całe życie społeczne wyglądało inaczej. Komuniści musieli zaniechać różnego rodzaju represji. Przed powstaniem „Solidarności” było niemożliwe, żeby ktoś najpierw poszedł do więzienia, a następnie wracał do pracy na uczelnię. Komuniści próbowali też wtedy przekupić społeczeństwo różnymi ustawami, z których po kilku latach się wycofali. Niemniej te kilka lat zostało wykorzystane, dla przykładu w samorządzie adwokackim, akademickim, a także kilku innych ustawach, które dały sfery pewnych swobód. Gdy doszło do ostatecznego przełomu, stanęło przed nami takie pytanie: „Czy doświadczenie «Solidarności» powinno być jakoś uporządkowane, zmienione w pewną ideologię, doktrynę, system i stać się podstawą naszego życia społecznego?”. Tak się, niestety, nie stało. Była taka wielka próba Jana Pawła II w 1991 r., o której warto ciągle wspominać. Jego słynna wykładnia Dziesięciu Przykazań, w której próbował to doświadczenie Polski uporządkować oraz w jakimś sensie zuniwersalizować, ukazując polskie doświadczenie cywilizacji życia przeciwstawianej cywilizacji śmierci, co zostało jednak w bardzo gwałtowny sposób przez większość mediów i formacji politycznych odrzucone. Porozumienie Centrum, moja ówczesna partia, i ZChN były ugrupowaniami, które stanęły po stronie nauczania Ojca Świętego. Doszło nawet do tego, że Papież miał być w 1991 r. trzy razy w Polsce, ale był tylko dwa, bo z tego ostatniego pobytu zrezygnował. Mało się dzisiaj o tym mówi, ale tak było. Otóż przemiany w Polsce poszły w kierunku takiego bardzo sprymityzowanego liberalizmu. Liberalizm jest ideologią, w której są również bardzo ciekawe wątki prosprawiedliwościowe, szczególnie w liberalizmie począwszy od lat 70., ale to wszystko zostało odrzucone, pozostało coś bardzo prostego, tzn. permisywizm obyczajowy, moralny i darwinizm społeczny.

– Rozmawiamy w trakcie kampanii wyborczej, której PiS jest sondażowym liderem. Jak głębokie zmiany oznacza, wielce prawdopodobne, przejęcie władzy przez Pana ugrupowanie?

– Oznacza odejście od polityki, którą uczenie nazywa się transakcyjną, ku polityce, która będzie realizacją pewnego zadania, celu, jaki sobie stawiamy. A tym celem jest właśnie rekonsolidacja wspólnoty, odnalezienie dla niej pewnej podstawy ideowej, i wreszcie przeprowadzenie wszystkich zabiegów, które służą zarówno temu, jak i szybkiemu rozwojowi. Chcielibyśmy być na równi z tymi, którzy żyją na zachód od nas, to oczywiście nie jest zadanie na 4, 8 czy nawet na 12 lat. Ale jest to zadanie możliwe do wykonania, w takim historycznie możliwym do określenia, w sensie przewidywania wypadków, czasie. Zresztą, jak wiemy, historia jest tak skomplikowana, że na dłuższą metę nic nie da się przewidzieć. I to powinno być nasze zadanie, ale powinno być to także zadanie wspólne, realizowane z zachowaniem tych wymogów, które są właśnie stawiane przez solidarność. Oczywiście, w tym wszystkim musi być również bardzo poważna rola naszej religii, bez której nie byłoby ani polskiej, ani w ogóle współczesnej cywilizacji europejskiej, którą mój brat określił jako najbardziej sprzyjającą człowiekowi.

– Jeśli po wyborach byłaby możliwość przeprowadzania zmian konstytucyjnych, to w jakim kierunku one by poszły?

– Przede wszystkim w kierunku uporządkowania sytuacji władzy wykonawczej. Obecnie mamy do czynienia z dwugłową władzą wykonawczą, co prowadzi właściwie zawsze do konfliktów. Trzeba było braci bliźniaków na tych dwóch najwyższych stanowiskach, żeby konfliktu nie było. Ale już między zapleczami pewne tarcia i tak zaistniały. Musi być jasno powiedziane czy prezydent jest osobą pełniącą funkcje wyłącznie reprezentacyjne, ale wtedy nie ma sensu wybierać go w wyborach powszechnych, czy też jest głównym ośrodkiem władzy wykonawczej przy zachowaniu odpowiedzialności rządu przed parlamentem. Ale w takim wypadku władza musiałaby być bardzo poważna i silna. Są różne projekty zorganizowania w ten sposób władzy, oczywiście, w ramach pewnej demokracji. Albo też, z drugiej strony, powinna być umocniona pozycja premiera. Jest on co prawda mocny, ale różnych uprawnień nie posiada. Kto zdaje sobie sprawę z tego, że premier może wydawać polecenia ministrom tylko na zasadzie politycznej, tzn. gdy jest zwierzchnikiem politycznym ze względu na relacje o charakterze partyjnym, koalicyjnym. Ale nie może on im wydawać poleceń na zasadzie takiej, jak w korporacji szef wydaje swojemu podwładnemu. Takich przepisów w Polsce nie ma. Kanclerz niemiecki na przykład może wydawać takie polecenia. Tak więc uprawnienia premiera trzeba by zwiększyć, żeby było jasne, kto i za co odpowiada, jaka jest sytuacja we władzy wykonawczej – to jest sprawa pierwsza. Sprawa druga to potrzeba uporządkowania procesu legislacyjnego. W ramach dzisiejszego systemu, nikt nie jest w stanie go skontrolować. Nawet jeśli ktoś byłby bardzo pojemny umysłowo, nie mógłby tego dokładnie znać. To prowadzi do gigantycznego zamieszania. Następnie istnieje arcywielka potrzeba zreformowania polskiego sądownictwa, gdyż zostało ono w ogóle wystawione poza państwo. Grupa, uczciwie mówiąc słaba, jaką byli sędziowie, otrzymała bez żadnej weryfikacji na początku lat 90. ogromne uprawnienia i samodzielność. I skończyło się tak, jak się musiało skończyć. Że mamy do czynienia z ogromną sferą patologii. Istnieje także potrzeba reformy, która spowoduje dekorporacjonizację naszego państwa. Bo w Polsce jest bardzo wiele korporacji, które strzegą swoich interesów. Okres późniejszego komunizmu był w jakiejś mierze również korporacyjny i ludzie nauczyli się myśleć w kategoriach interesu korporacji, a nie całości. Trzeba to zmienić. Dzisiaj korporacje, bodajże w art. 17 konstytucji, mają mocne oparcie i Trybunał Konstytucyjny twierdzi, że bez zmiany konstytucji nic nie będzie można w tej kwestii przedsięwziąć. Są też pytania odnośnie funkcjonowania parlamentu, np. wielkości Sejmu czy Senatu. Jestem zdecydowanym zwolennikiem utrzymania Senatu. Choćby ze względu na tradycję, którą uważam za rzecz niesłychanie ważną. Problem stanowi także sposób sformułowania preambuły. Bylibyśmy za tym, żeby to była preambuła tradycyjna, zaczynająca się od słów „W imię Boga Wszechmogącego”. I właśnie nie tylko dlatego, że sami jesteśmy wierzący – choć PiS, oczywiście, nie jest partią konfesyjną, u nas też są ludzie niewierzący – ale tutaj znowu chodzi o tradycję. Polskie konstytucje począwszy od 3 Maja, w ten sposób się zaczynały. W naszym przekonaniu preambuła powinna być bardziej jednoznaczna aksjologicznie, bo ta którą skonstruowano, jest pod tym względem pusta. Trzeba również zastanowić się nad tym, czy różnego rodzaju prawa socjalne powinny być zawarte w konstytucji, bo dzisiaj są; jest nawet sformułowanie – społeczna gospodarka rynkowa, ale to powinny być prawa realne, tzn. nie należy do konstytucji wprowadzać takich przepisów, które na pewno nie będą realizowane, gdyż podważa to znaczenie konstytucji jako całości. Trzeba ponadto zreformować Trybunał Konstytucyjny w ramach części reformy sądownictwa. Należy też wyraźnie określić relacje z UE w naszej konstytucji, ponieważ są one obecnie bardzo niejasno wyartykułowane. Konieczne jest również określenie zasady wyższości konstytucji, co jest dziś w orzecznictwie TK, nad wszystkimi innymi przepisami w Polsce, a także doprecyzowanie różnego rodzaju rozwiązań, choćby tychzwiązanych z prawem własności, tak żeby nie były one wykorzystywane w złych celach, jak np. zasada równości obywateli, gdy swego czasu TK, już dzisiaj tak nie jest, blokował możliwość podwyżek niskich emerytur, uważając, że jeśli niższe mają być podwyższone, to dokładnie w tej samej proporcji trzeba podwyższać wyższe, co było niemożliwe, bo państwo na to nie miało pieniędzy. Obchodziliśmy to za pomocą jednorazowych dodatków, kiedy byliśmy przy władzy, ale nie można było zrobić po prostu w ten sposób, żeby te niższe poszły w górę, a te wyższe albo w ogóle nie wzrosły, albo tylko troszeczkę, tak to interpretował TK. W moim przekonaniu trzeba również zrezygnować z przepisów odnoszących się do bezpieczeństwa ekonomicznego, które występują bodajże jeszcze w jednym kraju poza Polską. W tej chwili nie ma jakichś wielkich zagrożeń związanych z zadłużeniem, chociaż ono jest poważne. A te przepisy pozostają w funkcjonalnej, a nawet konfuzyjnej sprzeczności z deklaracjami o charakterze społecznym, które są zawarte w konstytucji. Trzeba też doprecyzować sprawy związane z demokracją bezpośrednią, referendum itd. Trzeba w gruncie rzeczy napisać nową konstytucję, to nie mogą być jedynie poprawki.

– W mediach nie cichnie dyskusja, jaka będzie Pana rola po wyborach? Jak Pan to skomentuje?

– Mam nadzieję zostać ponownie prezesem partii, i to nie jest mało. Nie rwałem się jakoś specjalnie do stanowisk państwowych. Nie jest mi to potrzebne do szczęścia. Wolę przyglądać się działaniom ludzi, w których wierzę, ale którzy, nie ma co ukrywać, są ode mnie nieporównanie mniej doświadczeni w polityce. A później zobaczymy. Przedwczesne są też wieści o tym, że postanowiłem już przejść na emeryturę. Niemniej zdaję sobie także sprawę, że mam metrykę taką a nie inną. Ale pocieszył mnie ostatnio fakt, że mój rówieśnik został nowym przywódcą Partii Pracy w Anglii, po 40 latach obecności w parlamencie. Więc wszystko w życiu jest możliwe. Niczego nie wykluczam. W tej chwili zdecydowaliśmy się na młodego prezydenta. To był taki pomysł, że on może wygrać, z ogromnym własnym wkładem, żeby było jasne. Gdyby on nie był taki, jaki jest, nie wygrałby wyborów. Zdecydowaliśmy się również na p. Beatę Szydło jako kandydatkę na premiera. Jest ona co prawda wiceprezesem partii, ale nie była politykiem tak bardzo eksponowanym no i jest też ode mnie znacznie młodsza. Mam jednak nadzieję, że ona się w tej funkcji sprawdzi, że będzie działała tak, że wszyscy będą zadowoleni.

– Po otrzymaniu nagrody „Człowiek Roku” w Krynicy powiedział Pan, że ta nagroda jest symptomem pewnej bardzo ważnej zmiany, że „coś niedobrego w naszej historii, w życiu publicznym, coś, co trwało bardzo długo się kończy, że wracamy do normalności”. Co, wypowiadając te słowa, miał Pan na myśli?

– To jest nagroda establishmentu, który do tej pory traktował nas jak zadżumionych. I prędzej mógłbym się spodziewać Nagrody Nobla niż nagrody właśnie stamtąd. A okazało się, że taką nagrodę dostałem. Oczywiście, wybuchł straszny gniew w establishmencie, ale jednak coś się zaczyna zmieniać. Być może moja wypowiedź była zbyt optymistyczna. Chodzi o to, że w normalnym kraju demokratycznym są rząd i opozycja. Raz władzę sprawują jedni, innym razem drudzy. Istnieje przy tym jakiś poziom wzajemnej akceptacji, ale to, co wniosła do życia publicznego PO, przedtem jednak nie występowało. Oni ogłosili, że nas ma po prostu nie być. Że opozycji ma nie być. A opozycja jest konieczna w demokracji, musi być ktoś, kto kontroluje władzę. Ale do władzy doszła grupa, która kulturowo nie jest w stanie zaakceptować demokracji.

– Często przyjeżdża Pan na Pomorze Zachodnie? Co się tutaj Panu podoba?

– Bardzo mi się tutaj podoba np. Szczecin. Gdyby mieć ze dwa, trzy miliardy złotych, żeby m.in. odnowić szczecińską architekturę secesyjną, to byłoby fantastycznie. Zresztą w Stargardzie jest podobnie. W ogóle na Pomorzu podobają mi się tutejsze tereny. Przyjeżdżałem tutaj na wakacje, także w tym roku. To są piękne ziemie, niestety niedocenione. Są takie mało znane miejsca, jak Barwice i okolice, gdzie właśnie bywałem. Są tu jeziora, niewielkie wzgórza, trochę rolnictwa, lasu, czyli to, co bardzo lubię. I jest, oczywiście, morze i szansa na odbudowę gospodarki morskiej. Pomorze Zachodnie jest jakimś wielkim społecznym zadaniem. Żyje tu wciąż nowe społeczeństwo, stworzone stosunkowo niedawno. Komunizm nie był czasem korzystnym po temu, żeby to społeczeństwo się konsolidowało i rozwijało we właściwym kierunku. Jednym z wielkich błędów tego 25-lecia jest to, że tego tematu nie podjęto. To się toczyło na tej zasadzie, że najpierw rozwiązano PGR-y, a dalej zdecydowano, że niech się dzieje, co chce. A często działo się bardzo źle, choć następował też postęp. Dla przykładu, byłem w 1992 r. na samym wschodzie województwa na wakacjach. Dookoła były chaszcze, a pola uprawne na dużą wysokość zarośnięte. Ludzie z PGR-u wszystko rozebrali łącznie z zawiasami w drzwiach. Jedynym momentem ożywienia była dostawa wina Tur. Kiedy przyjechałem w to samo miejsce 7 lat później, dokładnie do tej samej leśniczówki, to widoki były już zupełnie inne. No, ale jest tu mimo wszystko jeszcze bardzo wiele mankamentów. Nie jest ciągle rozwiązany właśnie problem ludzi z PGR-ów. Jest to wielka rana społeczna. Do tej pory właściwie nieleczona.

CZYTAJ DALEJ

Człowiek uzależniony

Uzależnienie to choroba umysłu, ciała i ducha. Największym problemem uzależnionego nie są wódka, hazard czy narkotyki, lecz brak zgody na własne życie.

Mało było w historii naszego kraju okresów tak sprzyjających rozwojowi jak ten, w którym żyjemy. Przyzwyczailiśmy się do niepodległości. Prawo decydowania o sobie na arenie międzynarodowej jawi nam się dziś jako oczywistość. Wraz z odzyskiwaniem podmiotowości przez naszą ojczyznę wdarła się jednak w nasze granice z siłą tsunami antykultura konsumpcji i użycia.

Potwór

Kredyty, zakupomania, seksualizacja wtargnęły na początku lat 90. ubiegłego wieku w nasze tu i teraz i utworzyły krainę „tysiąca jezior”. W każdym z nich czyha na nas nieco inny, ale w swej istocie podobny potwór z Loch Ness. Sam w sobie oryginalny i egzotyczny, w dotyku miły i bardzo dużo obiecujący. Złota rybka przy nim ze swoimi trzema życzeniami to uboga krewna. Potwór, który wkroczył do owych jezior i milionów serc, zamienił nasze życie w użycie, a nasze być w ciągłą potrzebę mieć. Dlaczego mu się to udało?

Niewolnicy

„Wszystko Ci dam, tylko padnij i złóż mi pokłon”. Czym było owo „wszystko” wówczas, na Pustyni Judzkiej? I co mógł zaproponować Szatan samemu Bogu? To jasne, że ta pokusa musiała być odparta. Co innego dziś, gdy gama dóbr i możliwości jest tak szeroka, a ścieżka użycia, proponowana przez ojca kłamstwa, tak obiecująca. Ten, który zna nasze słabości i na nie liczy, umie tak ruszyć strunami naszego ego, byśmy uznali, że nie kiedyś, po śmierci, ale dziś należy nam się spełnienie życzeń „wszystkiego najlepszego”. Mamy mentalność rozpieszczonego dziecka: „Chcę mieć wszystko natychmiast i od razu, dużo i na bogato”. Ta postawa biorcy, konsumenta żyjącego ponad stan, wiecznie nie dość dojrzałego człowieka to bardzo czule i z pietyzmem hodowana roślina, która jak chwast oplata nasze serca.

Świat żeruje dziś na naszych uzależnieniach, i to nie tylko tych starych jak historia Noego, czyli pijaństwa czy cudzołóstwa. To fakt, że seksoholizm jest dziś wielkim problemem, na pewno większym niż kiedykolwiek wcześniej. Statystyki rozwodów, konsumpcja pornografii, przemoc na tle seksualnym wyraźnie tego dowodzą. Pijemy także bardzo dużo. Sprzedaż alkoholu obecnie to blisko dziesięciokrotność tego, co kupowano w Polsce 100 lat temu. Pijemy bez opamiętania. Alkohol stał się towarem traktowanym na równi z innymi produktami spożywczymi. Można go kupić wszędzie, choćby na stacjach benzynowych, o każdej porze dnia i nocy, nawet bladym sierpniowym świtem. Kosztuje niewiele i jest wszędzie. Dla uzależnionych alkohol jest narkotykiem. Mimo to jest w pełni legalny, a nawet oficjalnie reklamowany. Jest zawsze w pierwszej trójce głównych sprawców zgonów. To dlatego podpisuję się pod apelami o abstynencję, i to nie tylko w sierpniu. Abstynencja alkoholowa to doskonały sposób na poprawę zdrowia i szansa na rozwój w wielu dziedzinach życia, zwłaszcza dla najmłodszych abstynentów. Obecnie uzależnienia to jednak nie tylko alkohol.

Kingsajz dla każdego

Jednym z najbardziej powszechnych, toksycznych i darmowych uzależnień jest pornografia. Strzał dopaminy, który towarzyszy oglądaniu pornografii, jest prawie tak duży jak przy spożyciu amfetaminy. O ile spożycie białego proszku daje nam ten zastrzyk na kilka, kilkanaście minut, to tkwienie w pornografii utrzymuje podwyższony stan hormonu przyjemności przez cały czas korzystania z tego bodźca. Powodem jest błędne odczytanie przez mózg stymulacji jako nadziei na prokreację i podtrzymanie gatunku. Ta euforia uzależnia. Masturbacja i pornografia stały się dziś towarem codziennego użytku dla tysięcy młodych ludzi. Łatwość dostępu i darmowość potęgują to uzależnienie, przez co czynią z młodych ludzi niewolników własnych żądz.

Pornografia nie ma nic wspólnego z prawdą o intymnej relacji między dwojgiem kochających się ludzi. Ma za to wiele wspólnego z przemocą, łatwością, gigantomanią, użyciem. Aktorzy i aktorki są jak Ken i Barbie z koszmarnego snu. Wszystko tu jest idealne i wyolbrzymione, i na pstryknięcie palca, czyli kliknięcie. Prasa młodzieżowa, film, przemysł muzyczny wtórują macherom od przemysłu porno w podsycaniu apetytów na użycie, bo to się opłaca. Antykoncepcja i aborcja kosztują, ale dają iluzję bezkarnego posmakowania wszystkiego. Trudno przewidzieć, jak będzie wyglądał świat rządzony przez tych, którzy od 7. roku życia byli narażeni na kontakt z pornografią. Dziś nie trzeba umieć pisać, żeby dostać się w takie zakamarki internetu, gdzie każda perwersja ma swoje katalogi klipów wideo, często za darmo i w full HD.

Mieć, jeść, kupować...

Kolejną plagą dzisiejszej filozofii użycia jest uzależnienie od zakupów, hazardu i kredytów. W Warszawie, w Stowarzyszeniu Integracji Społecznej Klub Poznańska 38, wystartował pierwszy mityng wspólnoty 12-krokowej Anonimowi Zadłużeni (spotkania we wtorki o godz. 18). Niewątpliwie żyjemy ponad stan. Kupujemy setki zbędnych rzeczy, otaczamy się nimi. Popadamy w gadżetomanię i w system wymiany na nowszy model. To moda, która wciąga i uzależnia. Coraz częściej rozmowy między kolegami w szkole, w pracy, na wakacjach przestają dotyczyć tego, kim jesteśmy, co robimy, co czytamy, a zmieniają się w targowisko próżności, w pokaz gadżetowej mody: smartwatche, telefony, airPodsy i co tam jeszcze. Bombardowanie promocjami, zdrapkami, okazjami też robi swoje. Nawet karty z systemem lojalnościowym mogą sprawić, że kupujemy więcej i głupiej, niezgodnie z potrzebami. Wchodzisz po masło i mleko, a wychodzisz z marketu z koszykiem pełnym wszystkiego. Niewątpliwie także hazard z różnymi swymi odmianami, jak zakłady bukmacherskie czy wirtualne kasyna w telefonach, jest coraz większym problemem.

Wszystko może nas uzależnić – nawet tak pozytywna i trwała wartość jak praca. Pracoholizm sprawia, że czując się społecznie użyteczni, tracimy kontakt z rodziną, sobą samym i przestajemy się dziwić 18-godzinnym dniem i 7-dniowym tygodniem pracy. Jedzenie i lęk przed jedzeniem, bulimia, obżarstwo, anoreksja – to kolejne sposoby na nałogowe poprawianie swojego samopoczucia. Nie chcę czuć tego, co czuję. Muszę dostarczyć sobie swojego narkotyku znieczulającego, a czy to będą praca ponad siły, dwadzieścia pączków czy amfetamina, to już mało ważne. Ksiądz Marek Dziewiecki w swojej właśnie wchodzącej na rynek książce Człowiek uzależniony podaje trafną definicję tego zjawiska. Wyjaśnia, że człowiek uzależniony to ktoś ślepo zakochany w swoim śmiertelnym wrogu. Owo zakochanie sprawia, że jesteśmy w stanie poświęcić wszystko i wszystkich, nawet siebie, by móc wpaść w ramiona kochanek. I nie ma znaczenia, że dawno przestały nas one głaskać i tulić, a zaczynają dusić i niszczyć. Zniewolony umysł i zraniony duch tego nie zauważają.

Ból

Czy człowiek uzależniony jest w sytuacji beznadziejnej? Program Ocaleni, który od 2 lat prowadzę w Telewizji Polskiej (wtorek, TVP1, godz. 22.30), pokazuje, że nie ma sytuacji bez wyjścia, że z każdym, nawet najbardziej podstępnym uzależnieniem możemy wygrać. Jaka jest do tego droga? Po pierwsze, muszę sam uznać, że potrzebuję pomocy. Zwykle, by tak się stało, potrzebny jest ból. Czasami ból ponad siły, ale ból własny, odczuwany przez chorego, a nie ból czy błagania jego bliskich. Człowiek ślepo zakochany w śmiertelnym wrogu zmierza ku zatraceniu, nie bacząc na miłość i cierpienia bliskich. Jeśli przestaniemy brać na siebie konsekwencje jego nałogu, prędzej czy później dopadną go one i ciężko mu będzie oszukiwać samego siebie, że „ogarnia” i daje radę. To dlatego pierwszy z dwunastu kroków anonimowych alkoholików i innych wspólnot pracujących na tym programie mówi o bezsilności. Tylko wtedy, gdy ją uznam, w moim życiu możliwy jest szczęśliwy ciąg dalszy. Możliwy, ale niepewny, gdyż wychodzenie z uzależnienia to długotrwały proces naprawiania swojej teraźniejszości i zadośćuczynienia za przeszłość.

Nadzieja

Jest nadzieja dla każdego. Niezmiernie jednak ważne jest uznanie tego, że twoim problemem nie są narkotyk, alkohol, hazard czy seks, lecz jest nim fakt, że nie godzisz się na siebie i swoje życie. Że uciekasz przed życiem w użycie, że wolisz iluzję niż codzienne konfrontowanie się z trudem życia i gamą niechcianych uczuć. Jeśli jednak zgodzisz się na ten oczywisty fakt, że potrzebujesz pomocy, i wskrzesisz w sobie wiarę, choćby tak niewielką jak ziarenko gorczycy, to wtedy Ten, który przyszedł na świat, by nas ocalić, ocali i Ciebie. Nie wyręczy Cię w niczym, co jest w Twojej mocy, ale da Ci wsparcie tam, gdzie nie masz mocy. Gdy będziesz wybierać miejsce, do którego zapukasz po pomoc, oprócz kratek konfesjonału, miej w sobie pewność, że osoba uzależniona choruje równie mocno ciałem, umysłem, jak i duszą. Tak jak z próchnicą górnej szóstki nie idę na Jasną Górę, lecz do dentysty, podobnie w obliczu uzależnienia mam szukać specjalistów, grup wsparcia, klubów abstynenta. Ostatecznie Tym, do kogo odwołują się owi specjaliści, a których skuteczność działań jest weryfikowana tysiącami ocalonych, jest miłujący Bóg. Ten, który wymyślił ciebie z miłości i do miłości, do wolności, a nie do zniewoleń i upokorzeń.

CZYTAJ DALEJ

Müller: Zgromadzenie Narodowe odbędzie się z zachowaniem wszystkich wytycznych

2020-08-04 10:52

[ TEMATY ]

Zgromadzenie Narodowe

Adobe Stock

Zgromadzenie Narodowe będzie się odbywać z zachowaniem wszystkich obowiązujących wytycznych: z maseczkami, rękawiczkami i jeśli to możliwe z odległościami - podkreślił we wtorek rzecznik rządu Piotr Müller. Istnieje ryzyko, że inni parlamentarzyści mogą być chorzy, trzeba się z tym liczyć - dodał.

Zgromadzenie Narodowe zbierze się w Sejmie 6 sierpnia. Przed Zgromadzeniem Andrzej Duda złoży przysięgę, obejmując urząd prezydenta na drugą kadencję.

Müller we wtorek w TVP Info podkreślił, że "zgodnie z decyzją Prezydium Sejmu, Zgromadzenie Narodowe będzie się odbywać w formule z maseczkami, rękawiczkami, przy odpowiednich środkach dezynfekujących". "Tam, gdzie możliwe z odpowiednimi odległościami, czyli wszystkimi wytycznymi obowiązującymi w innych miejscach" - dodał.

Rzecznik rządu powiedział, że informacja o zakażonych koronawirusem senatorach "zaniepokoiła go". "Istnieje ryzyko, że inne osoby (parlamentarzyści) są chore. Trwa teraz dochodzenie epidemiczne, i trzeba się z tym liczyć. Tym bardziej to jest widoczny dowód, że relacje osobiste powinny być tam gdzie możliwe prowadzone w dystansie lub maseczką" - mówił.

Wyraził nadzieję, że chorzy senatorowie wrócą jak najszybciej do zdrowia.

Zaplanowane na 7 sierpnia posiedzenie Sejmu zostało przesunięte na 14 sierpnia. Wcześniej, decyzją marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego, przełożone zostało o tydzień (z 4-7 sierpnia na 11-13 sierpnia) posiedzenie Senatu, który miał zająć się kilkoma ważnymi rządowymi ustawami. Obrady Senatu przesunięto ze względu na chorobę senatora Jana Filipa Libickiego (KP-PSL), który jest zakażony koronawirusem i konieczność przeprowadzenia badań u senatorów i pracowników Kancelarii Senatu, którzy mieli z nim kontakt.(PAP)

ipa/ par/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję