– Po raz pierwszy usłyszałam o tym wiele lat temu od lekarki ks. Jerzego, dr Jarmużyńskiej-Janiszewskiej. Opowiadała mi, że 26 października otrzymała telefon od pielęgniarki ze szpitala we Włocławku, która widziała w prosektorium ciało księdza, przywiezione tam właśnie tego dnia.
W toku lubelskiego śledztwa IPN w 2004 roku, zdążyłem przesłuchać w charakterze świadka – wszystko na to wskazuje - tę właśnie pielęgniarkę. Zaznaczam – wypowiadam się z pamięci, bez wglądu w akta. Potwierdzam prawdziwość przytoczonej informacji, jaką pani uzyskała od doktor Barbary Jarmużyńskiej – Janiszewskiej. Mogę jednak obecnie ujawnić tylko tyle, nic więcej. Tajemnica otwartego wciąż śledztwa uniemożliwia mi kontynuowanie tej wypowiedzi.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Czy zatem można uznać za pewne, że ciało ks. Popiełuszki wyławiano z Zalewu we Włocławku dwa razy: potajemnie 26 października i oficjalne 30 października, czy tak?
- Tak, takie są fakty. Po pierwszym wyłowieniu 26 października zwłoki przewieziono do prosektorium szpitala wojewódzkiego we Włocławku. Tam poddane zostały tak zwanej „pierwszej sekcji”. Na to pierwsze wyłowienie księdza wskazują także zeznania Mariana Jęczmyka, ówczesnego prokuratora wojewódzkiego w Toruniu, jakie złożył przede mną jako świadek w śledztwie.
- Co zeznał prokurator Jęczmyk?
Reklama
- Że 26 października 1984 r. otrzymał oficjalną wiadomość o wyłowieniu zwłok mężczyzny na tamie. Zgodnie z procedurą, na miejsce zdarzenia natychmiast skierował do przeprowadzenia oględzin toruńskiego prokuratora Wiesława Merkela. Ten jednak po przybyciu na tamę stwierdził, że zwłok mężczyzny już tam nie ma...
- Co się faktycznie stało?
- Funkcjonariusze SB nie dopuścili do zwłok prokuratora Prokuratury Wojewódzkiej w Toruniu, Wiesława Merkela przybyłego na miejsce ich wyłowienia w celu dokonania oględzin. Zwłoki przed nim ukryto. Zatajono też miejsce ich umieszczenia, czyli szpital we Włocławku.
- Na You Tube pojawiło się niedawno nagranie byłego płetwonurka MSW, który podaje, że to on wyłowił ciało ks. Jerzego. Tu chodzi o datę 26 października, prawda?
- Tak. Też oglądałem wywiad, którego na You Tube udzielił płetwonurek MSW, posługujący się pseudonimem „Baleron”. Faktycznie wypowiadał się na temat wyłowienia z Wisły zwłok księdza Popiełuszki. Jednocześnie zarzeka się, że dokonał tego osobiście. Nie ujawnia swych danych personalnych, niemniej z treści jego wypowiedzi wynika, że ma na nazwisko Laudański. Nie mam, będąc w stanie spoczynku, możliwości zweryfikowania jego tożsamości i przeszłości zawodowej. Cóż, pozostaje mi podjąć ryzyko przyjęcia „na słowo” jego autoprezentacji. Z zastrzeżeniem tych paru słów wstępu i po wysłuchaniu wywiadu, którego udzielił, stwierdzam, że – jeśli mówi prawdę – mógł wyłowić księdza tylko 26 października.
-Z jakiego więc powodu „Baleron” pominął datę wyłowienia przez siebie ciała księdza, dlaczego nie mówi otwarcie, że było to 26 października?
Reklama
Nie mówi teraz - to wcale nie oznacza, że kiedyś nie powie. Zwłaszcza, że twierdzi, iż sprawa ta mocno siedzi mu w głowie. I to do dzisiaj, jak sam stwierdził: „Ja go trzymałem za sutannę, on był w wodzie cały czas (…). Ten obraz będę miał chyba do końca życia (…), jak wyłowiliśmy go z wody, jeden koleżka był na pontonie, ja go trzymałem za sutannę (…) wyrzuciliśmy go na brzeg i tam już sobie operacyjni działali”.
Dodał istotne spostrzeżenie: „Widziałem, że dostał w tył głowy mocno, bo jeszcze sączyła mu się z ucha krew z wodą, także musiał dostać gdzieś w głowę, potężnie musiał dostać (…) na pewno pamiętam, że sączyła mu się krew z wodą z ucha”.
Krew z wodą z ucha księdza – o tym chyba nie było do tej pory mowy, prawda?
Tak, to byłaby nowość. Ale krew z wodą z ucha zwłok, z zastrzeżeniem, że jest to niezweryfikowana relacja Balerona – to już zagadnienie dla medyka sądowego. Niemniej, ten obraz zwłok świadczyłby o tym, że był niedługi przedział czasowy od powstania urazu do chwili poczynienia tego spostrzeżenia przez płetwonurka „Balerona”, o którym przekonywał on opinię publiczną w swym wywiadzie.
Płetwonurek ten mówił jeszcze o innych ciekawych sprawach. Na przykład: „Powiem wam z punktu zawodowego, gdyby go wrzucili przed tamą, to by go nikt nie znalazł. Tam jest głęboko, turbiny, więc tam nie wrzucili go, zjadła ich panika, mieli go pobić, przedobrzyli. (…). Powiem wam szczerze, to byli zwykli funkcjonariusze, to nie byli zawodowcy. Zawodowcy by go tak schowali, żeby go nikt nie znalazł”. To jest to, o czym rozmawialiśmy w pierwszej części wywiadu: gdyby ks. Popiełuszkę zamierzano od razu zabić, tak by się stało, i nikt nie odnalazłby nigdy jego ciała.
Reklama
Jak wynika z dalszej wypowiedzi „Balerona”, wyłowił on zwłoki księdza z Wisły na tamie we Włocławku w dniu, w którym była tam prowadzona wizja lokalna z udziałem Waldemara Chmielewskiego. Było to dokładnie 26 października 1984 r.
Czy płetwonurek „Baleron” został przesłuchany w charakterze świadka na okoliczności, które podał, w toczącym się śledztwie IPN?
Nie wiem.
A powinien zostać przesłuchany?
Tak, i to - w mojej ocenie - bezzwłocznie. Być może Baleron ma już za sobą tę obywatelską powinność. Oby! Jednak ja nie mam wiedzy na ten temat.
Mogę natomiast stwierdzić, że wypowiedzi płetwonurka korelują z zeznaniami Jęczmyka i Merkela i – co więcej - stanowią ich potwierdzenie.
Czyli zeznania prokuratorów Merkela i Jęczmyka uważa Pan za wiarygodne? Może jednak nie chodziło wcale o ks. Popiełuszkę tylko innego mężczyznę wyłowionego tego dnia, czyli 26 października, z Zalewu we Włocławku?
Reklama
Mężczyzną, którego zwłoki wyłowiono na tamie 26 października 1984 r. był z całą pewnością ksiądz Jerzy Popiełuszko. Proszę zauważyć, nastąpiło to w bezpośrednim ciągu zdarzeń po wypadkach z dnia poprzedzającego, kiedy rybacy widzieli wrzucenie zwłok księdza do Wisły. Nie zgłoszono zresztą wtedy innego zaginięcia. Do wyłowienia „przypadkowych” zwłok jakiegoś Iksińskiego nie sprowadzano by wyspecjalizowanych ekip płetwonurków z terenu kraju, a takie właśnie działania podjęto 26 października na tamie. Potwierdzają to zeznania płetwonurków dotyczące zwłok księdza Popiełuszki. Dalej - w tym dniu, 26 października na tamie prowadzono wizję lokalną z udziałem jednego z porywaczy – Waldemara Chmielewskiego. Wskazał on miejsce przy balustradzie, z wysokości którego porywacze mieli wrzucić zwłoki księdza do wody.
Jest zeznanie pielęgniarki ze szpitala we Włocławku, która widziała jak 26 października księdza Popiełuszkę wwożono do tamtejszego prosektorium, o czym już mówiliśmy.
Ponadto, są też zeznania innych świadków, np. aktorki Marii Homerskiej, która pracowała w tym czasie we włocławskim seminarium , ucząc alumnów dykcji, i która miała wtedy wiedzę na ten temat. Zeznawała później jako świadek w śledztwie, co działo się tam 26 października: „w czasie, kiedy jadłam śniadanie w towarzystwie księży profesorów, do jadalni profesorskiej wszedł ksiądz rektor Seminarium – Marian Gołębiewski, który był bardzo wzburzony. Powiedział on, że przyszła do niego kobieta, żona milicjanta z Włocławka i poinformowała go, że w rzece przy tamie we Włocławku znaleziono zwłoki księdza Jerzego Popiełuszki”.
Pozwoli Pani, że na tej egzemplifikacji poprzestanę. Sprawa jest oczywista.
Rektora seminarium, czyli późniejszego biskupa Mariana Gołębiewskiego też Pan przesłuchał?
-Tak.
Włodzimierz Rędzioch
Relikwie bł. ks. Jerzego Popiełuszki
PŁETWONURKOWIE PRZYZNALI SIĘ, ŻE ZŁOŻYLI FAŁSZYWE ZEZNANIA
- Wróćmy do prokuratora Jęczmyka – jak to się stało, że błyskawicznie odsunięto go od prowadzenia śledztwa? - mimo że był przecież prokuratorem wojewódzkim w Toruniu, a zatem jemu ta sprawa podlegała.
Reklama
- Prokurator Jęczmyk zgłaszał zastrzeżenia dotyczące prawidłowości procedowania sprawy przez odpowiednie służby MSW. Sformułował je w treści wytycznych wydanych podległym mu toruńskim prokuratorom i funkcjonariuszom. Ukierunkował w nich dalszy bieg czynności procesowych. Jego pismo miało znamienny tytuł: „Co należy zrobić i to niezwłocznie w sprawie dot. śledztwa w sprawie uprowadzenia księdza Jerzego Popiełuszki?”.
Prokurator Jęczmyk chciał pilnie gromadzić wszelkie możliwe dowody osobowe i rzeczowe związane z wynikami czynności podjętych na miejscu zdarzeń związanych z uprowadzeniem księdza. Dostrzegł pierwsze znaczące zaniechania, pasywność i chaos organizacyjny po stronie służb MSW. Jako szef Prokuratury Wojewódzkiej w Toruniu miał dobre intencje, by sprawę tę wyjaśnić. W gronie prokuratorów wojewódzkich znalazł się w sytuacji wyjątkowej. Był de iure odpowiedzialny za bieg śledztwa najwyższej rangi spośród wszystkich prowadzonych wówczas w skali kraju postępowań. Tymczasem przestrzeganie kodeksowych norm proceduralnych nie było mile widziane – to powiedzieć mało - przez wszechwładnego ministra spraw wewnętrznych gen. Kiszczaka. Śledztwo zgodne z podstawową zasadą prawdy obiektywnej zagrażało trwałości linii politycznej lansowanej przez najwyższe kierownictwo partii i państwa. Jęczmyk mieszał im szyki. Został więc z dnia na dzień utrącony. Utracił prowadzenie postępowania po trzech dniach od jego wszczęcia.
- Nie wypowiadał się na ten temat publicznie?
Reklama
- Zamilkł dla własnego dobra indywidualnego i rodzinnego na dalsze lata. Mając ogromny zasób wiedzy procesowej i operacyjnej, jaką posiadł w pierwszych dniach po uprowadzeniu księdza, nie zrobił z niej praktycznego użytku. Pozwolono mu żyć za cenę milczenia i wycofania. Rąbka tajemnicy uchylił dopiero w 2004 roku, przesłuchiwany przeze mnie w charakterze świadka.
Panie Prokuratorze, na czym właściwie polegała „pierwsza sekcja” ks. Popiełuszki we Włocławku?
W prosektorium włocławskiego szpitala wyspecjalizowani funkcjonariusze komunistycznych służb specjalnych poddali zwłoki księdza manipulacjom, które w założeniu miały tak ukształtować ich wygląd, by nie odbiegał on od wersji zdarzenia, którą w śledztwie i w trakcie procesu toruńskiego mieli podać sprawcy uprowadzenia księdza. A więc, że zwłoki miałyby zalegać w środowisku wodnym już od 19.10.1984 r., a nie od północy z 25/26.10. 1984 r.
Po tych zabiegach ponownie wrzucono zwłoki do Wisły na wysokości czwartego filaru tamy (nie wiemy dokładnie, kiedy i w jaki sposób), a więc precyzyjnie tam, gdzie miały się znaleźć, i faktycznie „znalazły się” na rozkaz gen. Kiszczaka przy oficjalnym wyłowieniu 30 października 1984 r.
- Wtedy zatem wyłowiono zwłoki ks. Jerzego po raz drugi, już oficjalnie, tak?
- Tak, płetwonurkowie B. i Ś. bardzo szybko zlokalizowali wtedy zwłoki księdza pod wodą (zgodnie z zapowiedzią Kiszczaka, że „dzisiaj musi się znaleźć”). Tyle, że od zwłok odstawała jedna ręka. Najwyraźniej wysunęła się ze zbyt słabo założonych więzów. Oni wypłynęli i zameldowali o tym dowódcy. Ten nakazał im zostawić zwłoki w wodzie i pojechać na obiad do Włocławka, co też uczynili.
Reklama
Po powrocie płetwonurkowie B. i Ś. stwierdzili, że zwłoki księdza zostały już wyłowione podczas ich nieobecności. Ręce ks. Jerzego były „planowo” skrępowane. Ktoś zatem musiał na nowo związać dłonie obu rąk pod wodą i w takim ich ułożeniu wyłowić zwłoki na brzeg.
Płetwonurkowie B. i Ś. zostali w trakcie śledztwa w 1984 roku nakłonieni do złożenia fałszywych zeznań - jakoby to oni wyłowili zwłoki, prawda?
- Tak, według "ustaleń" wersji toruńskiej, 30 października 1984 r. zwłoki księdza „wyłowili” z Wisły ci właśnie płetwonurkowie ze Szczecina, Ś. i B. Tak oni sami zeznali w śledztwie z 1984 roku. W ramach "rekompensaty" za zeznanie nieprawdy otrzymali liczące się na owe czasy granty i zapewnienie bezkarności. Jak najbardziej, wówczas dotrzymane. Natomiast w śledztwie IPN w 2004 roku Ś. i B. przyznali się do złożenia fałszywych zeznań w postępowaniu karnym przed 20. laty. Potwierdzili do protokołu przesłuchania świadka, że w 1984 roku, ich ówcześni służbowi przełożeni kazali im fałszywie zeznać, jakoby to oni rzekomo wyłowili zwłoki księdza Popiełuszki w drugiej, oficjalnej już, odsłonie.
- Kto więc faktycznie wyłowił ks. Popiełuszkę 30 października 1984 roku?
Reklama
- Inny, w „najwyższym stopniu zaufania” płetwonurek przysłany przez gen. Kiszczaka. Przez długie lata jego tożsamość i przynależność służbowa pozostawały w tajemnicy. Być może jej rąbka uchyla publikacja red. Piotra Litki z 19 października ub. roku, zamieszczona na portalu Polskiego Radia. Wszystko to nadaje się do skrupulatnej, procesowej weryfikacji. Otóż Litka dotarł do wspomnień Henryka Laskowskiego, w 1984 roku płetwonurka z oddziału antyterrorystycznego MSW, który, jak pisze, faktycznie wyłowił zwłoki księdza 30 października 1984 roku. Choć Laskowski o tym nie wspomina, to on najprawdopodobniej ponownie skrępował pod wodą dłonie rąk księdza, tak, by jedna przylegała do drugiej. Bo gdyby jedna ręka - po wyłowieniu - odstawała od skrępowanych zwłok, to nie pasowałoby do treści wyjaśnień Piotrowskiego, Pękali i Chmielewskiego, które miały być przyjęte w procesie toruńskim jako zafałszowana wersja oficjalna. Na tym miałaby polegać specjalna misja Laskowskiego w tej sprawie. „Misja” o tak dużej wadze, że dla zapewnienia jej dyskrecjonalnego charakteru, aż trzeba było posłużyć się fałszywymi zeznaniami płetwonurków B. i Ś.
Ów nowo ujawniony płetwonurek, Laskowski, po dokonaniu tego „kosmetycznego” dzieła pod wodą, sam wyłowił zwłoki księdza na brzeg. Obie ręce były skrępowane w taki sposób, że żadna nie odstawała od zwłok. Dokładnie tak, jak wyjaśniali potem oskarżeni, że w takim stanie mieli wrzucić zwłoki księdza do wody.
Płetwonurek Laskowski zmarł w 2010 roku, w dniu beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki.
- Czy po wyłowieniu zwłok księdza Jerzego 30 października, zgodnie z procedurami odbyły się ich oględziny?
- Tak, wiadomo, że czyniono to o zmroku, przy oświetleniu sztucznym, przy użyciu latarek elektrycznych i świateł. Spisany protokół stwierdzał, w jaki sposób było związane ciało księdza: „wokół nadgarstka dziesięciokrotnie owinięto biały sznurek podwójnie skręcony, pleciony z siedmiu żyłek, wykonany z tworzywa sztucznego. Fragment takiego samego sznurka widoczny jest w przedniej części szyi, w którą jest werżnięty”, itd.
Reklama
W protokole wspominano także o worku jutowym przywiązanym do nogi. Ponadto odnotowano – co znaczące, że w kieszeni sutanny księdza odnaleziono m.in. banknoty, prawo jazdy, zdjęcie księdza Jerzego w stroju liturgicznym, wezwanie do prokuratury. Z nakręconego wtedy filmu wynika, że dokumenty te, o dziwo, były czytelne! Gdyby zalegały one w wodzie nie pięć dni (od 25 października) lecz jedenaście dni (od 19 października), stopień oddziaływania na nie środowiska rzecznego doprowadziłby do dużo większej skali ich zniszczenia, niż to faktycznie nastąpiło. Nawet dla laika powinno to być bardziej niż oczywiste.
Po „oficjalnym” wyłowieniu zwłoki ks. Jerzego Popiełuszki zostały przewiezione do Zakładu Medycyny Sądowej w Białymstoku, gdzie już 31 października rozpoczęła się sekcja tych zwłok. Trwała ona 18 godzin, zakończyła się 1 listopada o godz. 10.00. O wynikach sekcji w interpretacji trzech biegłych profesorów medycyny sądowej - w IV części rozmowy z Panem Prokuratorem.
Z prokuratorem Andrzejem Witkowskim rozmawiała Milena Kindziuk
