Reklama

Ucieczka na wieś

2015-09-01 14:03

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 36/2015, str. 42-43

Graziako

Polska wieś zmienia się na naszych oczach – zdaniem niektórych, znacznie szybciej niż miasto. Zmiany te dotyczą poziomu życia, ale także mentalności. I zapewne ów postęp cywilizacyjny sprawił, że coraz częściej nie tylko mieszczuchy marzą o ucieczce na wieś

Zrobiliśmy sobie rodzinną podróż sentymentalną w Świętokrzyskie, w moje rodzinne strony – opowiada Andrzej Kalinin. – Pamiętam je z dzieciństwa, a moje dzieci – z lat 70. i 80. XX wieku, gdy zabierałem je na wakacje w okolice Bocheńca, nad Wierną Rzekę. Wałęsaliśmy się wtedy sporo po okolicy. Było dziko, pusto, do obozowiska podchodziły dzikie zwierzęta. Ogólna bieda, władza ludowa straszyła z plakatów, a w sklepach GS-u towar był tylko rano. Po latach wróciliśmy zobaczyć stare kąty i... pełne oniemienie. Naszym zdaniem, jeśli ktoś chce ocenić skalę zmian w Polsce od czasu upadku komuny, niech pojedzie do jakiejś dawnej tzw. zapadłej dziury. Przecieraliśmy oczy ze zdumienia na rynku w Jędrzejowie, przy kamieniczkach w Małogoszczy – to dziś miasteczka cukiereczki. Zaglądaliśmy do wiosek i wioseczek wzdłuż drogi nr 728, które zauroczyły nas ponownie. Tyle że inaczej: po pierwsze – schludnością w obejściach; wszystko wyremontowane, pelargonie w oknach, przystrzyżona trawa. Po drugie – dobrymi drogami, chodnikami, na których nie zwichniesz sobie kostki. To zmiany nie tylko zewnętrzne, ale też sięgające mentalności, pewnych nawyków, stylu życia. W niedzielę z kościoła wysypują się ludzie i każdy zmierza do własnego auta. Każdy ma też na sobie modny strój – wprost Francja elegancja – żadnej różnicy z miastem...

Jak się żyje?

W lutym tego roku CBOS opublikował raport podsumowujący kilkuletnie badania na temat poziomu życia na wsi z punktu widzenia jej mieszkańca. Okazuje się, że gdzieś do połowy lat 90. XX wieku rolnicy twierdzili, iż na wsi żyje się znacznie gorzej niż w mieście. Narzekali na dużo niższy poziom życia, ciężkie warunki pracy – lub wprost jej brak, na małe szanse zdobywania dobrego wykształcenia czy posady, nie mówiąc już o braku możliwości korzystania z dóbr kultury, rozrywek itd. Widoczna zmiana nastąpiła po 2000 r., gdy zauważono, że statystycznie coraz mniej ludzi wsi wybiera życie w mieście. Złośliwi dodawali, że to z powodu zaczynającej się wówczas emigracji zarobkowej. Co więcej, z czasem zaczął pojawiać się trend odwrotny – najpierw mieszczuchy zaczęły doceniać wieś, potem także ci, którzy z niej kiedyś wyjechali, np. po wykształcenie. Jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać na terenach wiejskich wokół wielkich miast osiedla domków jednorodzinnych, szeregowce, a nawet bloki. Miastowi zaczęli zachwycać się życiem na łonie natury. Do tego doszły inne zalety – na wsi jest taniej, bezpieczniej i spokojniej, a i ludzie wydają się bardziej życzliwi. Po 2006 r. upadło też wiele stereotypów dotyczących mieszkańców wsi, a i oni sami zaczęli lepiej o sobie myśleć. W ostatnich latach z badań socjologicznych wynika już jasno, że mieszkający na wsi widzą coraz mniej różnic między poziomem ich życia, a tym w mieście.

To się wyrównuje

Marek Siemaszczyk, który po studiach wrócił na swoją wieś, zwraca uwagę na jeszcze jedno zjawisko. Tereny wiejskie to już niekoniecznie tereny rolnicze. W jego okolicy – czyli 40 km od Poznania – połowa ludzi znalazła pracę w mieście. Na roli pracują hobbystycznie. Hodują kwiaty albo, jak Marek, ekologiczne warzywa na potrzeby rodziny. Człowiek urodzony na wsi nie musi już być rolnikiem. – Praca na roli jest nadal ogromnie ciężka, mimo tej całej mechanizacji. Trzeba to kochać, inaczej jest tylko harówka – dodaje.

Reklama

Kochają wieś, więc mieszkają w niej nawet kosztem męczących dojazdów. Ale życie zawodowe wiążą z miastem. Przynajmniej na razie.

– Mój ojciec codziennie dojeżdżał do pracy w Hucie Katowice. Prawie 70 km w jedną stronę – opowiada Łukasz rodem z podczęstochowskiej wsi. – To dla mnie żadna nowina. Kumpel ze studiów trzy razy w tygodniu jeździ Pendolino do Warszawy. Jedzie i wraca. Ja także nie wyobrażam sobie życia w mieście na stałe. Jak policzę wszystkie koszty, to mi się zeruje, więc wybieram wieś. Moja dziewczyna, rodowita krakowianka, także chce po ślubie mieszkać na wsi. Remontujemy dom dziadka. Z ogrodu mamy widok na piękny stary las...

Artur skończył studia w Krakowie i kilka lat zajęło mu uporządkowanie sobie życia.

– Świat stał się globalną wioską. Jeśli mam ochotę iść do dobrego teatru czy na koncert, to rezerwuję sobie bilet w Internecie. To samo z dużymi zakupami. Dojazd nie stanowi przecież problemu. Wszystko da się zorganizować, a życie na wsi jest w tej chwili naprawdę lepsze niż w mieście. Na studiach, gdy ktoś mnie pytał, skąd pochodzę, mówiłem, że spod Krakowa. Każdy był spod czegoś dużego. Wstydziłem się trochę swojej wsi z kilkoma chałupami i drogą bez asfaltu. Dziś wstyd mi za tamten wstyd, bo teraz młodzi nie mają już takich kompleksów. Mówią wprost i głośno, że są ze wsi, bo to żaden obciach, a raczej powód do dumy, bo ma się konkretne korzenie, ktoś za tobą stoi, jakaś historia – a wtedy czujesz grunt pod nogami. To się w życiu sprawdza. Dlatego wróciłem.

– W mieście czułam się jakaś wyrwana, anonimowa. W czasie nauki bardzo mi się to podobało, ale potem – już nie... Jak myślę o mieszkaniu na blokowisku, to robi mi się niedobrze. Moje miejsce na ziemi to moje miasteczko. Mam tu swój cudowny dom, rodzinę, przyjaciół. Proboszcz zna mnie od dziecka i wie, co u mnie słychać. Znam z imienia panią ze sklepu, listonosza, policjanta. Lubię takie swojskie klimaty. Dojeżdżam do pracy codziennie, ale nie żałuję tej decyzji. Nie mam poczucia, że coś mnie omija w życiu. Wręcz przeciwnie... – mówi Anka Nowacka.

Mieszczuch na wsi

Centra dużych miast powoli pustoszeją. Kamienice zamienia się na biura i kancelarie. Banki wynajmują całe piętra. W większości polskich miast są takie ulice, które po zamknięciu sklepów i urzędów pustoszeją. Z kolei kupienie mieszkania w atrakcyjnej dzielnicy, zwłaszcza nowego, to horrendalny wydatek. Zresztą już chyba tylko młodym ludziom nie przeszkadza życie w miejskim ulu, gdzie nieustannie coś się dzieje, ktoś imprezuje, a sąsiad z 8. piętra od pół roku robi remont. Ruch uliczny dla wielu jest nie do zniesienia. Agent handlu nieruchomościami twierdzi, że często ceny nieruchomości w wioskach lub małych miejscowościach wokół metropolii są mniejsze lub zbliżone do cen mieszkań w centrum. Dla wielu wybór jest oczywisty. Pojawienie się mieszczuchów na wsi zmienia też samą wieś. Takie mieszanie się stylów życia jest korzystne dla wszystkich.

– Nie wrócę już do Warszawy, mimo że kocham to miasto – mówi Barbara Ćwiłowicz, mama dwóch synów. Razem z mężem prowadzi niewielką firmę transportową. Ucieczka na wieś była koniecznością zaleconą przez lekarza. Młodszy syn jest bowiem uczulony... na miasto.

– Najpierw cierpiałam i potrafiłam jechać do centrum, żeby pobyć w tłumie – wspomina Barbara. – Trzeba było mocno przeorganizować całe rodzinne życie, ale w efekcie ta przeprowadzka okazała się strzałem w dziesiątkę. Dzieciaki chodzą do gminnej podstawówki – nie ma fobii szkolnej i nerwów. Inni nauczyciele, inne tempo nauki, zero tzw. spinki. Jest bezpiecznie i spokojnie.

Nie ma lekko

Choć życie na wsi jest postrzegane w coraz jaśniejszych barwach, nie jest to raj na ziemi. Rolnicy w zdecydowanej większości uważają, że państwo traktuje ich po macoszemu, że nie ma pomysłu, jak zrobić z rolnictwa dochodową gałąź gospodarki. Że w sytuacjach kryzysowych – jak np. teraz, gdy Polskę zniszczyła susza – rolnik zostaje sam z problemem. Że pamięta się o nich głównie podczas kampanii wyborczych.

– Ludziom nie opłaca się pracować w małych gospodarstwach. Moi sąsiedzi sprzedają ziemię przy drodze jako działki budowlane, bo lepiej zarobią na tym niż na jej uprawie. Myślę, że gdyby był u nas boom na żywność ekologiczną, a taka najfajniej wychodzi właśnie w małych gospodarstwach, to wielu wróciłoby do pracy na roli. Ale potrzebne jest jakieś wsparcie ze strony państwa. Niektórzy stawiają na agroturystykę i jest to jakiś pomysł na zarobek, ale chyba nikt w mojej okolicy nie traktuje tego jako głównego źródła dochodu. Nie można całej polskiej wsi zamienić w jeden wielki agroturystyczny moloch, bo co będziemy jeść... A co rusz słyszę, że jak komuś gospodarka rolna padła, to mu urzędnik radzi założyć letnisko... – mówi Marek spod Poznania.

Polska wieś zmienia się szybciej niż miasto. Miejmy tylko nadzieję, że zmiany te pójdą w dobrym kierunku.

Tagi:
wieś

Najpiękniejsza polska wieś

2018-09-19 10:25

Jadwiga Kamińska
Niedziela Ogólnopolska 38/2018, str. 26-27

Marek Kamiński
Gościeszowice z pewnością można zaliczyć do najpiękniejszych polskich wsi

Krystyna Stachów – autorka słów tytułowej piosenki, wykonanej przez zespół ludowy na Ogólnopolskich Dożynkach w Spale, miała na myśli Gościeszowice – wieś rolniczą w województwie lubuskim. Jakże prawdziwe jest to stwierdzenie, mogliśmy się przekonać, gdy przebywaliśmy tam z naszym trzyletnim wnuczkiem podczas wakacji.

Historia Gościeszowic sięga XIII wieku. Wieś po raz pierwszy została wymieniona w księdze biskupstwa wrocławskiego spisanej w latach 1295 – 1305. Z tego też okresu zachował się kościół pw. św. Katarzyny, murowany z kamienia polnego, cegły i rudy darniowej, w późniejszych wiekach rozbudowany, usytuowany pośrodku wioski. Perełką świątyni jest gotycki ołtarz w formie pentaptyku z 1505 r. Jak podają źródła, powstał on w warsztacie Mistrza Ołtarza z Gościeszowic, prawdopodobnie ucznia Wita Stwosza. Świątynia jest kościołem filialnym należącym do parafii pw. Matki Bożej Bolesnej w Dzikowicach. Proboszczem jest ks. Przemysław Kaminiarz, kapelan lubuskich strażaków, który odprawia Msze św. w czterech pobliskich miejscowościach.

Najstarszy kościelny dzwon pochodził z 1488 r., natomiast dwa pozostałe – z 1511 r.

Niestety, podczas II wojny światowej Niemcy dzwony przeznaczyli na przetopienie. Zachował się tylko jeden z 1511 r., o wadze 714 kg i średnicy 105 cm. Po wojnie trafił do kościoła katolickiego w mieście Freudenstadt, z którego już do Gościeszowic nie powrócił.

Gdy spaceruje się chodnikiem wzdłuż asfaltowej drogi, można zobaczyć bocianie gniazda na słupach, a także podziwiać przepiękne gospodarstwa i zadbane domy. Wzrok przyciągają również ogrody, a w nich przystrzyżone rośliny, alejki kwiatów, place zabaw dla dzieci.

– Nasza wieś jest duża i bardzo ładna. Na 200 gospodarstw 70 otrzymało certyfikat „Ładne gospodarstwo” – mówi z dumą sołtys Krystyna Stachów. – Wzięliśmy udział w programie „Zmieniamy wieś Gościeszowice i Międzylesie, bo razem łatwiej, weselej, więcej”.

Wszyscy mieszkańcy sprzątali i upiększali swoje zagrody. Teraz możemy podziwiać ich kreatywność i pracę.

Pani sołtys przez kilkadziesiąt lat pełniła funkcję szefowej Gminnego Centrum Kultury; uczestniczyła w konferencjach i szkoleniach, m.in. w Egipcie, Grecji, Estonii, we Francji, na Ukrainie. – Jak wracam z zagranicznych spotkań, to widzę, że moje Gościeszowice są najpiękniejsze. Gdy uczestniczyłam w Kongresie Kultury Polskiej w Częstochowie, na którym prezentowałam strój ludowy zespołu Gościeszanki, spotkałam się z opinią bardzo krytyczną o polskiej wsi. Wówczas postanowiłam zaprotestować i napisałam słowa do piosenki „Najpiękniejsza polska wieś” – opowiada pani Krystyna. Pani sołtys cały czas czuje się potrzebna, dla niej każde pokolenie jest ważne.

W 2015 r. wieś uczestniczyła w projekcie „Działaj lokalnie – Wzgórza Dalkowskie”, w ramach którego wykonała „Ogród wielopokoleniowy – od edukacji do rekreacji”. – Jestem osobą głęboko wierzącą. Trzymam Pana Boga za rękę i mówię: Panie Boże, wierzę, że Ty mi pomożesz – zwierza się pani Krystyna. – Moja współpraca z księdzem proboszczem i radą parafialną układa się dobrze. Razem rozwiązujemy wszystkie problemy, organizujemy pielgrzymki.

W środku wsi niedaleko świątyni widać pięknie odnowiony obiekt, to siedziba dwóch instytucji: Gminnego Centrum Kultury i Biblioteki. – W okresie kryzysu kultury biblioteka jest idealnym łącznikiem. Nasi czytelnicy odwiedzają bibliotekę, kontaktują się sami i pomagają nam tworzyć kapitał ludzki do różnego rodzaju działań. Budynek to nie wszystko, muszą być ludzie, żeby to mogło funkcjonować – mówi Anna Mrowińska, dyrektor GCK. Na miejscu można skorzystać z czytelni multimedialnej. Wychodząc naprzeciw potrzebom mieszkańców gminy, biblioteka promuje nową usługę „Książka na telefon”. Akcja skierowana jest do osób starszych i niepełnosprawnych.

W okresie wakacji pod hasłem „Objazdowa biblioteka” są organizowane pikniki plenerowe dla mieszkańców, połączone z promocją czytelnictwa. Prężnie działa też Klub Seniora. Głównymi założeniami – jak mówi przewodnicząca klubu Halina Kłysz – są aktywizacja i integracja społeczna osób starszych oraz zagospodarowanie ich czasu. W ramach zajęć można uczestniczyć m.in. w kursach komputerowych, w ćwiczeniach ogólnosprawnościowych, rajdach rowerowych, wycieczkach krajoznawczych. Członkowie klubu z dumą prezentują zdjęcia kilkumetrowych palm wielkanocnych i pięknych, misternie wykonanych wieńców dożynkowych. Autorka tekstu uczestniczyła w zajęciach manualno-artystycznych. Prace powstałe pod okiem instruktorki są wspaniałą pamiątką pobytu w Gościeszowicach.

W zajęciach tanecznych, muzycznych, warsztatach artystycznych uczestniczą nie tylko dorośli, ale także dzieci i młodzież.

Chlubą Gościeszowic jest zespół folklorystyczny Gościeszanki, który w tym roku obchodzi jubileusz 50-lecia działalności. Zespół w swoim bogatym repertuarze ma pieśni ludowe, biesiadne, patriotyczne i obrzędowe. Jest laureatem wielu festiwali, przeglądów i konkursów. Jak mówi dyr. Mrowińska, gościnne progi GCK w Gościeszowicach są otwarte dla każdego, dlatego też w ciągu roku w zajęciach uczestniczy ok. 230 osób. Pani dyrektor zaprasza również do kina, które znalazło swoje miejsce w odnowionym obiekcie, na bezpłatne seanse filmowe.

Piękna jest wieś Gościeszowice, położona z dala od miejskiego zgiełku, gdzie słychać klekot bocianów i śpiew ptaków. Tutaj można się realizować i tworzyć piękną przyszłość.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Maria Magdalena doskonałym przewodnikiem w spotkaniu ze Zmartwychwstałym

2019-04-23 17:34

rk / Kęty (KAI)

„Maria Magdalena jest doskonałym przewodnikiem ku spotkaniu ze Zmartwychwstałym” – podkreślił bp Piotr Greger podczas Eucharystii, którą sprawował 23 kwietnia w klasztorze Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstanek w Kętach. W miejscu, gdzie w 1891 r. bł. Celina Borzęcka otworzyła pierwszy na ziemiach polskich dom zakonny zmartwychwstanek, duchowny wskazał, że Maria Magdalena, jako świadek paschalnego zwycięstwa Chrystusa, stała się jedną z ważniejszych postaci w dziejach chrześcijaństwa.

pl.wikipedia.org

Biskup zauważył, że zmartwychwstanie jest wydarzeniem, które wyznacza zasadniczą treść wiary, a także ukazuje właściwy kierunek życia, nadając mu sens. Przestrzegł zarazem, że chrześcijaństwo okrojone ze zmartwychwstania zostaje sprowadzone jedynie do „pewnej filozofii życiowej”.

„Może nawet spójnej i pięknej, ale będącej tylko jednym z wyborów dotyczących różnych propozycji poukładania sobie życia” – dodał. Jego zdaniem, historia Marii Magdaleny dowodzi, że zmartwychwstanie może się stać prawdziwym fundamentem tożsamości człowieka.

Koncentrując się na wydarzeniu opisanym przez Jana Ewangelistę, duchowny podkreślił, że Maria Magdalena pozostawała w tej scenie przed grobem. „Nie wchodziła jednak do środka, ale płakała, pochyliwszy się w jego stronę” – kontynuował hierarcha, cytując wymianę zdań Magdaleny z aniołami, a następnie z „ogrodnikiem”. „Trzy razy okazuje się, że Maria Magdalena nie rozumie, dlaczego grób jest pusty, a może trzykrotnie odczuwa słabość wiary w zderzeniu z tym, czego wcześniej była świadkiem? Jej zachowanie przedziwnie łączy się z Piotrowym doświadczeniem sprzed kilku dni wcześniej, kiedy pierwszy z grona Dwunastu trzy razy publicznie zadeklarował, że nie zna Jezusa” – zaznaczył kaznodzieja.

„Maria Magdalena jest doskonałym przewodnikiem ku spotkaniu ze Zmartwychwstałym. Sprawą absolutnie wyjątkową jest fakt, że przez ponad dwa tysiące lat przetrwało świadectwo niewiasty, które w świetle ówczesnego prawa i zwyczaju nie było wiele warte” – zauważył biskup. Podkreślił, że jej świadectwu są wierni wszyscy ewangeliści, którzy ukazują ją jako pierwszego świadka Zmartwychwstałego.

„To dzięki temu wydarzeniu zapisała się ona w historii zbawienia tak mocno, chociaż fakt zaświadczenia o zmartwychwstaniu Chrystusa nie powoduje rozbudowania żadnego innego opisu z jej udziałem. Nie ma też w Ewangeliach ani jednej próby zastąpienia jej inną kobietą, chociaż takie pomysły się pojawiały. Maria Magdalena jako świadek paschalnego zwycięstwa Chrystusa, staje się jedną z ważniejszych postaci w dziejach chrześcijaństwa. Ona jest klasycznym przykładem tego, za czym czasami tęsknimy – bycia właściwą osobą we właściwym czasie i w odpowiednim miejscu. Oczywiście to nie jej pomysł, efekt działania Bożej Opatrzności” – dodał.

Założycielkami Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstanek są matka i córka – Celina i Jadwiga Borzęckie. W Kętach znajduje się wybudowany przez nie klasztor. Tutaj od początku odbywa się formacja zakonna w nowicjacie oraz istnieje dzieło apostolskie, zwane kiedyś ochronką, a obecnie funkcjonujące jako Przedszkole im. bł. Matki Celiny Borzęckiej. W kościele pw. śś. Małgorzaty i Katarzyny w Kętach, we wspólnym sarkofagu, znajdują się relikwie błogosławionej siostry Celiny oraz doczesne szczątki jej córki – sługi Bożej Matki Jadwigi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sri Lanka: pogrzeby ofiar, prezydent obiecuje odbudowę kościołów

2019-04-24 13:56

vaticannews / Kolombo (KAI)

Na Sri Lance odbywają się pogrzeby kolejnych ofiar krwawych zamachów, do których doszło w Niedzielę Wielkanocną. Tymczasem aż do 359 wzrosła liczba śmiertelnych ofiar serii ataków na kościoły i hotele. 45 z nich to dzieci. Prezydent Maithripala Sirisena odwiedził pogrążone w żałobie rodziny katolików i zapowiedział odbudowę zniszczonych kościołów.

Graziako

„Nasi zamordowani bracia już są męczennikami” – mówił arcybiskup Kolombo w czasie pogrzebu pierwszych ofiar, które zginęły w czasie wielkanocnej Eucharystii w kościele św. Sebastiana. Kard. Malcom Ranjith podkreślił, że nikt nie ma prawa decydować o czyimś życiu. „Nad trumnami tych niewinnych ludzi apeluję o zaprzestanie przelewu krwi i położenie kresu przemocy. Tym, którzy stoją za zamachami chcemy zdecydowanie powiedzieć, że nie godzimy się na nieludzkie akty terroru” - mówił kard. Ranjith podkreślając, że Bóg ukarze sprawców zamachów za ich czyny.

Liturgia pogrzebowa w Negombo odbyła się przy wzmożonych środkach bezpieczeństwa. Z obawy przed kolejnymi zamachami wzięły w niej udział tylko rodziny zamordowanych. Zrujnowany kościół św. Sebastiana odwiedził prezydent Sri Lanki. Zapewnił, że w jego odbudowie pomoże wojsko. Spotkał się także z katolickimi rodzinami, które w zamachu straciły najbliższych. Była wśród nich m.in. Indunil Jayanthi, która przyszła na wielkanocną liturgię w ostatniej chwili i znalazła miejsce już tylko z tyłu kościoła. W centrum siedział jej mąż i pięcioro dzieci. Wszyscy zginęli. W sumie w zamachu na tę świątynię śmierć poniosło 102 katolików, w tym 27 dzieci. 62 wiernych zostało rannych i wciąż przebywa w szpitalach.

W czasie pogrzebu przypomniano, że miasteczko Negombo, w którym znajduje się kościół św. Sebastiana nie było przypadkowym celem zamachowców. Aż 65 proc. jego mieszkańców stanowią katolicy, podczas gdy w całym kraju jest ich ok. 6 proc. Negombo nazywane jest „małym Rzymem” ze względu na dużą, jak na Sri Lankę, liczbę kościołów i kaplic, a także figur świętych stojących wzdłuż ulic.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem