Prawie dwa tysiące szkół zagrożonych
W debacie o przyszłości polskiej szkoły coraz częściej słyszymy język kalkulatora, a coraz rzadziej – język odpowiedzialności za wspólnotę, kulturę i przyszłość młodego pokolenia. Według danych przedstawionych przez wiceministra edukacji Henryka Kiepurę, w Polsce funkcjonuje dziś 1977 publicznych szkół podstawowych, w których uczy się 100 lub mniej uczniów. To oznacza, że potencjalnie niemal dwa tysiące placówek może znaleźć się na liście do likwidacji lub reorganizacji. W 2025 roku zlikwidowano 112, ale liczba ta mogła być niemal dwukrotnie większa. Wniosków wpłynęło bowiem blisko 200. Rząd zapewnia, że chce przeciwdziałać zamykaniu szkół, wzmacniając rolę kuratora oświaty oraz wprowadzając obowiązkowe konsultacje społeczne z rodzicami. To jednak działania kosmetyczne wobec znacznie głębszych zmian legislacyjnych, które realnie otwierają drogę do demontażu lokalnej sieci szkolnej.
Niepokojące intencje ustawodawcy
Reklama
Warto przypomnieć, że pierwotna wersja rządowego projektu ustawy dopuszczała możliwość likwidacji przez samorządy wszystkich szkół podstawowych, co w praktyce oznaczałoby rezygnację gmin z jednego z ich podstawowych konstytucyjnych zadań – prowadzenia edukacji publicznej. Przeciwko temu zapisowi zaprotestował Rzecznik Praw Dziecka, a przepis został ostatecznie wykreślony przed pracami Stałego Komitetu Rady Ministrów. Sam fakt pojawienia się takiego pomysłu w projekcie rządowym pokazuje jednak kierunek myślenia decydentów: szkoła przestaje być dobrem publicznym, a zaczyna być elementem kosztowej optymalizacji. Zbyt często rząd patrzy na szkołę wyłącznie przez pryzmat kosztów utrzymania i statystyk. Tymczasem szkoła to przestrzeń formowania człowieka – jego tożsamości, odpowiedzialności, zakorzenienia w kulturze i historii. To miejsce, gdzie kształtuje się relacja z językiem ojczystym, tradycją i wspólnotą narodową. W małych szkołach relacje są bardziej osobowe, wychowanie bardziej spójne, a nauczyciel pozostaje autorytetem nie tylko dydaktycznym, ale i moralnym. Paradoksalnie to właśnie te placówki często lepiej realizują klasyczny model edukacji: wymagania, bliskość wychowawcza, stabilność wartości.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Powrót do klas łączonych – kosztem dziecka
Szczególnie groźne są zmiany dotyczące organizacji nauczania w klasach I–III szkoły podstawowej. Dotychczas przepisy dopuszczały łączenie zajęć tylko w wyjątkowych sytuacjach i pod ścisłymi warunkami. W klasie I większość zajęć musiała być prowadzona oddzielnie, podobnie w klasach II i III – co najmniej połowa godzin odbywała się bez łączenia roczników.
Nowe propozycje umożliwiają łączenie wszystkich zajęć w klasach I–III, jeśli łączna liczba uczniów nie przekracza 12. Oznacza to realny powrót do sytuacji, w której dzieci z trzech roczników uczą się jednocześnie wszystkiego – od matematyki po język polski.
Każdy nauczyciel wie, jak kluczowy dla rozwoju dziecka jest pierwszy etap edukacyjny. Takie rozwiązanie automatycznie pogłębia nierówności między dziećmi z małych miejscowości a uczniami z dużych miast.
Szkoła jako przestrzeń dla „różnych podmiotów”
Kolejnym niepokojącym elementem reformy jest otwarcie szkół na funkcjonowanie w ich budynkach różnych instytucji i organizacji. O ile opieka nad dziećmi do lat trzech jest zrozumiała, o tyle niejasne zapisy o „programach pobudzania aktywności obywatelskiej” budzą poważne pytania:
Kto będzie odpowiadał za bezpieczeństwo uczniów?
Kto będzie koordynował obecność zewnętrznych podmiotów?
Jaką realną kontrolę zachowa dyrektor szkoły?
Reklama
Szkoła nie może stać się domem kultury, biurem organizacji pozarządowych i salą konferencyjną jednocześnie – kosztem stabilności procesu wychowawczego. Te role pełni już od dawna, bez uszczerbku procesu edukacyjnego.
Wieś zapłaci najwyższą cenę
Choć reformy są przedstawiane jako neutralna odpowiedź na demografię, w praktyce najbardziej dotkną szkoły wiejskie i małomiasteczkowe. To tam klasy są mniej liczne, to tam transport do odległych placówek bywa problemem, to tam szkoła często stanowi centrum życia społecznego. Rząd zamiast realnie wzmocnić finansowanie małych szkół – co było zapowiadane – wybiera drogę administracyjnej reorganizacji, likwidacji placówek i rozmywania ich funkcji.
Edukacja to nie koszt – to inwestycja w naród
Szkoła nie jest tylko miejscem przekazywania wiedzy. To przestrzeń formowania tożsamości, odpowiedzialności, kultury i więzi społecznych. Osłabienie lokalnej szkoły oznacza osłabienie lokalnej wspólnoty, a w dłuższej perspektywie – państwa.
Deklaracje polityczne nie wystarczą. Potrzebna jest realna decyzja: czy Polska chce bronić swojej sieci szkół jako fundamentu rozwoju narodowego, czy traktować edukację jako kolejną pozycję w budżetowej tabeli do cięcia. Dyskusja o likwidacji szkół nie jest tylko sporem administracyjnym. To pytanie o to, jaką Polskę chcemy budować: Polskę silnych wspólnot lokalnych czy kraj zcentralizowany, anonimowy i pozbawiony zakorzenienia.
Jeśli pozwolimy, by z mapy Polski znikały kolejne szkoły wiejskie, stracimy coś znacznie cenniejszego niż budynki – stracimy ciągłość kultury, wychowania i odpowiedzialności za młode pokolenie.
Szkoła nie jest problemem do rozwiązania. Szkoła jest fundamentem, którego trzeba bronić. Bo jeśli dziś pozwolimy na degradację szkół wiejskich, jutro zapłacimy za to wszyscy.
