Reklama

Islam: religia wojny czy pokoju?

2015-09-15 13:13

Z o. Samirem Khalilem Samirem SJ, islamistą, rozmawia włodzimierz rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 38/2015, str. 12-13

Archiwum o. Samira Khalila Samira SJ
o. Samir Khalil Samir SJ

Tematem mojej poprzedniej rozmowy ze światowej sławy islamistą o. Samirem Khalilem Samirem SJ („Niedziela”, nr 34/2015) było Państwo Islamskie oraz wypowiedzi jego przywódcy, samozwańczego kalifa Abu Bakra al-Baghdadiego, który twierdzi, że „islam nigdy nie był religią pokoju”. Na zarzuty, że „islam jest religią walki (dżihadu)”, muzułmanie często wytykają chrześcijanom wyprawy krzyżowe, tak jakby „święta wojna” była elementem i naszej religii. Czy chrześcijańskie wyprawy krzyżowe można porównać do islamskiej świętej wojny? Od tego pytania zacząłem naszą kolejną rozmowę

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Co należałoby odpowiedzieć muzułmanom, którzy podkreślają, że również chrześcijanie mają święte wojny, wyprawy krzyżowe?

O. SAMIR KHALIL SAMIR SJ: – Wypraw krzyżowych nie można porównać do wojny islamskiej. Spójrzmy na historię. Kalif z dynastii Fatymidów Hakim bi-Amr Allah, który rządził Egiptem w latach 996 – 1021, dał rozkaz, aby zniszczyć kościoły w Egipcie, Syrii i Palestynie, w szczególności Bazylikę Grobu Świętego. W 1078 r. Turcy seldżuccy wygnali z Jerozolimy Fatymidów i dokonali masakry większości ludności chrześcijańskiej miasta. Kilka lat wcześniej, w 1071 r., Turcy pokonali Bizantyjczyków pod Manzikertem, a w 1078 r. zajęli miasto Niceę. W tej sytuacji cesarz bizantyjski Aleksy I Komnen (1081 – 1118) poprosił o pomoc papieża w walce z Seldżukami. Urban II, dopiero 27 listopada 1095 r., w trakcie synodu w Clermont, wezwał do krucjaty, aby nieść pomoc cesarzowi bizantyjskiemu i chrześcijanom Wschodu, i obiecał odpust tym, którzy wezmą w niej udział.
Tak więc na początku wyprawy krzyżowe miały na celu wyzwolenie Jerozolimy i miejsc świętych, aby umożliwić dostęp do Jerozolimy pielgrzymom chrześcijańskim Wschodu i Zachodu. Później sytuacja pogorszyła się, ale trzeba podkreślić fakt, że inspiracją następnych działań wojennych nie była Ewangelia, ale konkretne sytuacje społeczne i polityczne.
W Ewangelii Chrystus wymaga czegoś wprost przeciwnego – mówi, by nadstawić drugi policzek tym, którzy uderzyli cię w prawy policzek (por. Mt 5, 39), oraz nakazuje Piotrowi, by schował miecz (por. J 18, 11). Krótko mówiąc, Chrystus absolutnie odmawia prawa odwetu „oko za oko, ząb za ząb” (por. Mt 5, 38) i ustanawia nową regułę: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół” oraz „Dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą” (por. Mt 5, 44; Łk 6, 27 itd.).
Reasumując – można powiedzieć, że wojny prowadzone przez chrześcijan (wyprawy krzyżowe lub inne) miały podłoże polityczne, podczas gdy głównym celem wojny islamskiej, dżihadu, jest poszerzanie granic islamu lub ewentualne odzyskiwanie terenów, które kiedyś należały do muzułmanów. Dlatego w islamie mówi się o „wojnie na ścieżce Allaha” (dżihad fi Sabil Allah).

– Ale muzułmanie wytykają nam, że również w Biblii Bóg nawołuje do przemocy...

– W Starym Testamencie mamy fragmenty, w których Bóg przez proroka Mojżesza nawołuje do wojny (por. Pwt 20, 10-14), lub straszny opis podboju Ziemi Świętej w Księdze Jozuego. Ale większość naszych żydowskich braci i sióstr nie bierze tego „ipsis litteris” (dosłownie) i mówi: „To jest fakt historyczny sprzed ponad trzech tysięcy lat”.
Jeżeli chodzi o Chrystusa, nigdy nie podjął tych wojowniczych treści, ale nakazał czynić coś wręcz przeciwnego: „Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mt 5, 43-44). Istnieją dziesiątki innych tekstów, w których Chrystus zaleca niestosowanie przemocy – przemoc pokonuje się, akceptując ją.

– Premier Francji Manuel Valls zajął ostatnio nietypowe stanowisko, określając to wszystko, co dzieje się w świecie, jako „wojnę cywilizacji”, ale wytłumaczył, że „nie jest to tylko wojna między Zachodem i fundamentalizmem islamskim, ale także między islamem, który opiera się na wartościach humanistycznych, a islamem obskuranckim”. Czy podziela Ojciec to zdanie?

– Problem jest w tym, że w świecie islamskim większość ludzi nie jest w stanie interpretować Koranu w kategoriach współczesnych, czyli dokonać hermeneutyki świętego tekstu. W związku z tym istnieją dwie wizje islamu. Pierwsza mówi, że Koran jest tekstem ludzkim, tekstem „stworzonym”, który mogł być zainspirowany przez Boga, ale odpowiada kulturze osoby, która go przekazała, tzn. Mahometa. To byłaby wizja liberalna islamu.
Jednak większość muzułmanów uważa, że tekst jest „niestworzony”, boski, gdyż „zstąpił” na Mahometa, który dosłownie przekazał go wiernym. Dlatego nie można go interpretować ani zmieniać. Trzeba tylko zrozumieć sens słów objawionych przez Boga i strukturę gramatyczną zdania. Z tego powodu prawo islamskie (szariat) jest postrzegane jako prawie boskie, w takim stopniu, w jakim jest zaczerpnięte z Koranu. Można dyskutować tylko na temat tych punktów szariatu, które są zaczerpnięte z wypowiedzi Mahometa (hadisów). Islamski fundamentalizm polega na tym, że tekst Koranu i tradycję islamską odczytuje się dosłownie (sunnę), bez interpretowania i aktualizowania.
Żydzi, chrześcijanie i muzułmanie mają tekst, Księgę, którą uznają za inspirowaną (lub podyktowaną) przez Boga. Dlatego istnieje ryzyko, że każdy może wpaść w pułapkę fundamentalizmu. Są chrześcijanie, którzy np. traktują teksty z pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju jako prawdziwy opis stworzenia świata, tak jakby to był tekst naukowy – to nazywamy fundamentalizmem. Oczywiście, chrześcijański fundamentalizm jest ograniczony do małych grup, głównie protestantów, islamski fundamentalizm natomiast stanowi większość. Druga różnica między fundamentalizmem chrześcijańskim a islamskim polega na tym, że konsekwencją pierwszego nie jest przemoc, drugi natomiast jest wojowniczy, jak to widzimy dzisiaj po trosze wszędzie.

– Dlaczego fundamentaliści islamscy uciekają się do wojny i przemocy?

– Słowo „dżihad”, które etymologicznie oznacza „wysiłek”, w Koranie i powiedzeniach Mahometa zaczęło oznaczać „wysiłek na ścieżce Boga, w prowadzeniu wojny”. Dziś islamscy fundamentaliści biorą dosłownie wszystko, co jest w Koranie, w tym teksty trudne do zaakceptowania, które ukazują wojnę i różne formy przemocy jako obowiązek dobrego muzułmanina.
Model fundamentalistyczny odwołuje się do modelu Mahometa, w którym wszystko połączone jest z religią: polityka, gospodarka, małżeństwo, relacje z innymi itp., a to nie pozwala na jakiekolwiek zmiany. Chociaż większość muzułmanów chce rozróżnienia między religią a innymi sferami życia, ale w żadnym wypadku nie chodzi tu o zachodnią laickość.

– Fundamentalistyczna interpretacja islamu sprawia, że większość muzułmanów jest przeciwna wartościom Zachodu i jego demokracji...

– Konflikt z Zachodem ma różne poziomy. Zachód, który nie jest islamski i ma chrześcijańskie korzenie, nawet jeśli nie chce ich uznać, jest postrzegany jako główny przeciwnik ekspansji islamu w świecie.
Ponadto ewolucja technologiczna rozpoczęła się i rozwija się głównie na Zachodzie. Fundamentaliści islamscy są natomiast przeciwni modernistycznej mentalności i, ogólnie biorąc, współczesnej cywilizacji, dlatego są wrodzy Zachodowi.

– Wiele osób, w tym również politycy, zastanawia się, co robić w sytuacji ekspansji Państwa Islamskiego. Arcybiskup chaldejski Bashar Warda, którego Kościół bezpośrednio odczuwa skutki antychrześcijańskiej furii ISIS, powiedział wprost: „Należy podjąć działania militarne, aby zatrzymać ISIS. Jest to nowotwór i tak jak ta choroba musi być zatrzymany”. Czy demokratyczny świat ma świadomość, że musimy militarnie pokonać fanatyków kalifatu, zanim będzie za późno?

– Po pierwsze – jeśli prawdą jest, że interwencja wojskowa ma swoją cenę, to jest również prawdą, że brak interwencji nie może być już tolerowany. Dlatego interwencja zbrojna byłaby mniejszym złem.
Druga sprawa o kapitalnym znaczeniu to krytyczna lektura Koranu, jego hermeneutyka. W rzeczywistości interwencja wojskowa nie rozwiąże wszystkich problemów, bo za nią kryje się również aspekt ideologiczny, który wymaga działań długoterminowych. Chodzi o wielkie wyzwanie reedukacji muzułmanów – tutaj kluczową rolę mają do odegrania imami, którzy są duchowymi przywódcami społeczności. Teraz nauka głoszona przez większość imamów jest konserwatywna, a ich interpretacja tekstu Koranu – fundamentalistyczna. To należałoby zmienić. To zadanie dla samych muzułmanów, ponieważ tradycja krytycznego czytania świętego tekstu została utracona. Z tego powodu uważam, że my, chrześcijanie, możemy im pomóc naszym doświadczeniem krytycznej lektury Biblii.

– Problem polega na tym, że fanatyczni imamowie są coraz liczniejsi, a dzięki ich „nauczaniu” sympatycy ISIS są również wśród nas, w Europie. Chciałbym znowu zacytować premiera Vallsa, który powiedział: „We Francji żyjemy pod poważnym zagrożeniem terrorystycznym”. W ciągu ostatnich pięciu lat we Francji liczba meczetów kontrolowanych przez ekstremistycznych salafitów wzrosła z 44 do 89, a 41 innych miejsc kultu, tradycyjnie umiarkowanych, może przejść w ręce fundamentalistów. Czy to znaczy, że mamy w Europie islamskiego konia trojańskiego?

– Jest to poważny problem, ale nie tylko we Francji – sytuacja jest podobna w wielu innych krajach europejskich, a nawet w świecie muzułmańskim: Egipcie, Indonezji, Malezji, Pakistanie itd. Nie wspominając o Boko Haram w Nigerii. Ruch fundamentalistyczny zyskuje wszędzie. Musimy więc zapytać: dlaczego?
Pewne zjawiska polityczne i kulturowe ułatwiły ten trend. Wojny organizowane przez Zachód, a zwłaszcza Stany Zjednoczone, przeciwko talibom, ale przede wszystkim całkowicie nieuzasadniona wojna w Iraku były postrzegane jako niedopuszczalna ingerencja Zachodu w świecie muzułmańskim. A co gorsza, zamiast mówić o złej polityce Stanów Zjednoczonych i Francji, zaczęto mówić ogólnie o Zachodzie, tak jakby cały Zachód był przeciwko islamowi. W ten sposób wzmocniło się negatywne postrzeganie Zachodu w świecie muzułmańskim, a zachodnie idee, kulturę, tradycje zaczęto postrzegać jako zło samo w sobie. To wzmacniło pozycję salafitów, którzy odrzucają nowoczesność.

– Ale jeszcze nie tak dawno świat muzułmański był zafascynowany kulturą zachodnią...

– To prawda. Na początku XIX wieku reformy w świecie arabskim zostały wprowadzone na wzór zachodni. Tak było np. w Egipcie, gdzie król w 1826 r. wysłał grupę studentów do Paryża, aby nabyli nowoczesną wiedzę we wszystkich możliwych dziedzinach. Konfrontacja muzułmanów z cywilizacją zachodnią stała się punktem wyjścia do krytycznej refleksji na temat islamu, co dało początek ruchowi reformatorskiemu „nahda” (odrodzenie).
Jednak w ostatnim półwieczu Zachód postrzegany jest w świecie muzułmańskim jako cywilizacja, która utraciła wartości ludzkie, etyczne i moralne oraz sens małżeństwa i rodziny, a także rozwinęła kulturę antyreligijną. Dlatego dziś większość muzułmanów jest przekonana, że cywilizacja Zachodu jest skorumpowana i należy ją odrzucić. Ten osąd jest dość powszechny w świecie islamu, co wzmacnia dzisiaj tendencje salafickie.

– Gdy mówimy o islamie w Europie, musimy wspomnieć o problemie migracji z krajów muzułmańskich. Wiele lat temu powiedział mi Ojciec, że niektórzy przywódcy muzułmańscy zachęcają młodych do emigracji do Europy, aby podbić „demograficznie” Europę dla islamu. Ale większość przywódców europejskich, politycznie poprawnych, udaje, że emigranci z krajów islamskich nie są problemem. Czy możemy przyjmować kolejne fale muzułmanów, którzy przybywają do Europy, aby korzystać z naszej demokracji i dobrobytu, a jednocześnie nie mają zamiaru integrować się, bo gardzą cywilizacją zachodnią i chcą podbić Stary Kontynent dla islamu, „jedynej prawdziwej religii”?

– Istnieją idee, że islam podbije Europę i świat dzięki ekspansji demograficznej, z tego prostego faktu, że w świecie muzułmańskim rodzi się wiele dzieci, a na Zachodzie mamy „zimę demograficzną”.
Wydaje mi się jednak, że zdecydowana większość muzułmanów przybywających do Europy nie ma takiego celu. Przyjeżdzają tu, bo Europa jest bardziej rozwinięta i bogata, podczas gdy w wielu krajach muzułmańskich są problemy ekonomiczne, konflikty, wojny itp.
Uważam, że migracja muzułmanów do Europy może mieć również aspekt pozytywny, pod warunkiem, że pomożemy im się zintegrować. Oczywiście, muzułmanin nie zintegruje się w społeczeństwie bez wartości moralnych i etycznych, ale jest to również problem chrześcijańskich imigrantów. Rolą chrześcijan na Zachodzie byłoby pomóc muzułmanom zaakceptować dobre rzeczy w naszej kulturze i w społeczeństwie, a odrzucić negatywne. W ten sposób zintegrowani muzułmanie mogliby być w przyszłości pośrednikami między Zachodem a krajami ich pochodzenia.

– Problem w tym, że dziś w Europie żyje już drugie i trzecie pokolenie muzułmanów, ale nie mamy wielu przykładów udanej integracji – nie możemy zapominać, że większość zagranicznych bojowników ISIS to młodzi ludzie urodzeni i wychowani w krajach zachodnich...

– We Francji zauważyłem, że muzułmańskie dziewczyny chętniej studiują i są o wiele lepiej zintegrowane niż chłopcy, którzy łatwiej padają ofiarą ruchów radykalnych. Ci, którzy są zintegrowani, powinni pomóc innym znaleźć swoje miejsce w społeczeństwie, które nie jest oparte na religii.
Emigrantom musimy powiedzieć: jeśli chcecie żyć w Europie, musicie stać się trochę Europejczykami. Jeśli nie chcecie zmienić swoich nawyków, swojego sposobu myślenia, nie dziwcie się, że nie jesteście cenieni przez swoich sąsiadów albo że trudno wam znaleźć ciekawą pracę. Jeśli nie chcecie zintegrować się w innej kulturze, co oznacza brak szacunku wobec kraju, który was gości, lepiej wrócić do kraju pochodzenia.

Tagi:
wywiad rozmowa

Reklama

Poprawność polityczna rządzi światem

2019-07-16 11:47

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 29/2019, str. 38-39

magna-carta.it
Eugenio Capozzi

Czym jest poprawność polityczna, dlaczego wyklucza się jej przeciwników i dlaczego nienawidzi ona chrześcijaństwa. Na pytania Włodzimierza Rędziocha odpowiada prof. Eugenio Capozzi

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Jak zdefiniowałby Pan Profesor poprawność polityczną?

PROF. EUGENIO CAPOZZI: – Jako „katechizm cywilny”, sumę nakazów, zakazów, cenzur, które są wyrazem bardzo precyzyjnej ideologii – możemy ją nazwać neoprogresywizmem, ideologią „Innego”, „utopią różnorodności”. Chodzi o ideologię, która w całości potępia kulturę zachodnioeuropejską jako imperialistyczną i dyskryminującą i planuje zmienić mentalność ludzkości – zastąpić ją radykalnym relatywizmem kulturowym i etycznym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Św. Szymon z Lipnicy

2014-07-17 15:08

O. Czesław Gniecki OFM

www.bernardyni.pl

Młodość i droga do kapłaństwa

Św. Szymon urodził się w miejscowości Lipnica, zwanej dzisiaj Lipnicą Murowaną (koło Bochni). Przyszedł na świat między 1435 a 1440 r. Jego rodzice Anna i Grzegorz byli średnio zamożni, należeli do niższej warstwy mieszczańskiej. Byli ludźmi głębokiej wiary. Szymon już w domu rodzinnym wzrastał w atmosferze życia chrześcijańskiego i otrzymał dobre wychowanie religijne. Źródła pisane podkreślają, że od dzieciństwa wykazywał wyjątkową pobożność.

Od lat młodzieńczych Szymon odznaczał się także umiłowaniem nauki oraz zapałem do jej zdobywania i pogłębiania. W 1454 r. zapisał się na Wydział Artium Akademii Krakowskiej. W 1457 r. ukończył fakultet sztuk wyzwolonych z tytułem bakałarza. Mógł kontynuować studia, ale wybrał życie zakonne, wstępując do Zakonu św. Franciszka z Asyżu, do nowo założonej w 1453 r. przez św. Jana Kapistrana wspólnoty franciszkańskiej, której klasztor znajdował się w Krakowie pod Wawelem. Zakon Braci Mniejszych de Observantia był pod wezwaniem św. Bernardyna ze Sieny, dlatego franciszkanów tej wspólnoty nazywano popularnie bernardynami.
W klasztorze krakowskim Szymon odbył roczny nowicjat, a później studiował teologię w ramach przygotowania się do święceń kapłańskich. Odznaczał się wieloma wrodzonymi zdolnościami, a także pilnością w nauce, co pozwoliło mu na zdobycie szerokiej wiedzy teologicznej.

Życie zakonne i posługa kapłańska

Po przyjęciu święceń w 1465 r. pierwszą placówką posługi kapłańskiej i zakonnej Szymona był klasztor w Tarnowie, gdzie pełnił funkcję gwardiana. Ale już dwa lata później powrócił do Krakowa, gdzie wypełniał obowiązki kaznodziei w kościele św. Bernardyna i kierował skryptorium klasztornym. Sam także własnoręcznie przepisywał dzieła pisarzy swojego zakonu.
W zakonie Szymon szybko dał się poznać jako przykładny brat mniejszy, bardzo gorliwy w codziennym życiu zakonnym i w posługiwaniu innym. Postrzegany był jako człowiek oddany modlitwie, pokorny i prowadzący życie pełne umartwienia. Modlitwa i kontemplacja zajmowały pierwsze miejsce w jego codziennym życiu. Wiele godzin spędzał na rozważaniu Pisma Świętego, a także oddawał się studium pism Ojców Kościoła, dzieł teologicznych i ascetycznych.
Jako kapłan poświęcił się głoszeniu słowa Bożego. Szybko zasłynął jako gorliwy i wybitny kaznodzieja. Do kazań zawsze starannie się przygotowywał. W swoim kaznodziejstwie naśladował mistrzów odnowy życia franciszkańskiego: św. Bernardyna ze Sieny i św. Jan Kapistrana. Idąc ich śladem, był wielkim czcicielem Imienia Jezus; podczas kazań często nabożnie wzywał tego Imienia ze zgromadzonym ludem. W wyjątkowy sposób potrafił przemawiać do serc i umysłów słuchaczy i poruszać ich sumienia. Jednym z dowodów wielkości i popularności Szymona jako kaznodziei był fakt, że powierzono mu zaszczytną funkcję kaznodziei katedralnego na Wawelu. Tradycja przekazuje nam informację, że był również spowiednikiem króla Kazimierza Jagiellończyka.

Szymon jako brat mniejszy umiejętnie i harmonijnie łączył życie kontemplacyjne z działalnością apostolską. Kochał samotność i ciszę, oddawał się modlitwie, praktykował surowe umartwienia. Przez całe życie - bardzo aktywny w posłudze kapłańskiej - był wytrwałym głosicielem Ewangelii. Gorliwie realizował rady ewangeliczne i kochał szczególnie cnoty wypływające z duchowości franciszkańskiej, takie jak: ubóstwo, pokora i prostota, surowość życia. Odznaczał się radością w służbie Bogu i ludziom. Chrystus, którego starał się wiernie naśladować, idąc za wskazaniami św. Franciszka, był w centrum jego życia i działania. Z miłości do Jezusa pragnął ponieść śmierć męczeńską. Przez całe życie odznaczał się także wielkim nabożeństwem do Matki Najświętszej i starał się Ją wiernie naśladować.
We wszystkim, co Szymon czynił, ujawniała się jego wielka pokora i skromność, wypływające z ducha ubóstwa. Było to widoczne w jego sposobie bycia, odnoszenia się do innych, w podejmowaniu najbardziej przyziemnych i pogardzanych prac fizycznych w klasztorze. Unikał wszelkich godności i honorów. Wszelkie dobro, jakie działo się za jego przyczyną, przypisywał Bogu, a wszystko co robił, czynił na chwałę Bożą.

Śmierć i sława świętości

Kiedy w 1482 r. Kraków nawiedziła klęska zarazy - największa i najbardziej bolesna dla Krakowa w XV wieku - Szymon wraz z innymi braćmi pozostał na miejscu i niósł dotkniętym chorobą pociechę religijną, świadczył różnoraką pomoc potrzebującym i opuszczonym. Spieszył z pomocą sakramentalną, zanosił Komunię św., umacniał duchowo i wspomagał materialnie, rozdając żywność. Bardzo szybko jednak Szymon też się zaraził i po kilku dniach podzielił los tych, którym ofiarnie służył. Podczas choroby okazywał wielką moc ducha i cierpliwość w znoszeniu cierpień. Umierał spokojnie, ze wzrokiem utkwionym w krzyżu. Było to 18 lipca 1482 r.

W opinii wiernych i współbraci Szymon już za życia był uważany za świętego, dlatego wkrótce po jego śmierci podjęto - niestety, nieskuteczne - starania o jego beatyfikację. Dopiero 24 lutego 1685 r. Stolica Apostolska ogłosiła dekret beatyfikacyjny. W drugiej połowie XVIII wieku rozpoczęły się starania o kanonizację. Trudności natury politycznej uniemożliwiły przeprowadzenie procesu kanonizacyjnego. Kult jednak przez cały czas był żywy, spisywano cuda, które miały miejsce za jego przyczyną. Proces kanonizacyjny został wznowiony w 1948 r., ale dopiero ostatnie lata stworzyły właściwe warunki do tego, aby mógł być doprowadzony do szczęśliwego zakończenia.
Ojciec Święty Benedykt XVI, 3 czerwca 2007 r. dokonał kanonizacji czworga błogosławionych. Wśród nich był franciszkanin - bł. Szymon z Lipnicy.

Duchowe przesłanie przyszłego Świętego

Szymon z Lipnicy, chociaż żył w XV wieku, pozostaje bliski również dziś przez przykład swojego życia i wstawiennictwo u Boga, żywo doświadczane przez wiernych, także na początku XXI wieku.
Był mocno związany z Krakowem, dlatego stał się patronem miasta Krakowa oraz społeczności akademickiej, zwłaszcza studentów. Uważamy go za szczególnego orędownika matek w stanie błogosławionym. Był i jest czczony również jako ten, który uprasza zdrowie ciężko i nieuleczalnie chorym. O jego skutecznym wstawiennictwie u Boga, także dzisiaj, we wszystkich trudnych sprawach i w różnorakich potrzebach, świadczą prośby i podziękowania wciąż składane pisemnie u jego grobu w Krakowie. Sława świętości gromadzi wiernych także w miejscu jego urodzenia - w Lipnicy Murowanej, zwłaszcza 18 lipca, z okazji dorocznego odpustu.

Szymon wstawia się u Boga, ale także swoim świątobliwym życiem ukazuje drogę realizacji powołania do świętości. Własnym przykładem uczy nas, że świętość życia zdobywa się przez codzienną wierność swojemu powołaniu oraz cierpliwe i wytrwałe wypełnianie obowiązków swego stanu. Tym samym uczy, że nie ma świętości bez współpracy z łaską Bożą, bez trudu i codziennego zmagania się z ludzką słabością.
Pozostaje wzorem pracowitości oraz poważnego i odpowiedzialnego podejścia do obowiązków dnia codziennego, zwłaszcza dla tych, którzy poświęcili się głoszeniu Ewangelii; zachęca, by żyli nią na co dzień, pogłębiali wiedzę teologiczną i przygotowywali się do głoszenia słowa Bożego z całą gorliwością, pokładając jednocześnie nadzieję jedynie w Bogu i Jego mocy.

Uczy, nie tylko osoby zakonne, umiejętnego łączenia kontemplacji z aktywnością życiową. Pokazuje, jak ważne są w życiu człowieka wierzącego cisza i skupienie, by odnaleźć samego siebie, pielęgnować ducha modlitwy, a tym samym umacniać wiarę i żyć w bliskiej zażyłości z Chrystusem i Jego Najświętszą Matką. Szymon swoim przykładem umartwienia i wyrzeczenia uczy także, że w życiu chrześcijańskim obok modlitwy konieczne jest również życie ascetyczne.
Dla braci mniejszych jest ponadto wzorem gorliwego życia ideałami św. Franciszka z Asyżu, które nadal są aktualne i poszukiwane, gdyż dzisiejszy człowiek bardzo potrzebuje przykładów głębokiej wiary, braterstwa między ludźmi i harmonii z otaczającą przyrodą, pokoju, pokornego czynienia dobra i poświęcenia dla innych, zwłaszcza dla chorych i opuszczonych. Bł. Szymon pokazuje nam, że w każdej epoce i w każdej sytuacji można w pełni żyć Chrystusową Ewangelią i być skutecznym świadkiem Zmartwychwstałego Pana oraz świadkiem czynnej miłości i głosicielem Dobrej Nowiny o zbawieniu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Toruń: dziś wieczorem rozpoczyna się Song of Songs Festival

2019-07-19 13:15

tk / Toruń (KAI)

Adam Strug, Natalia Niemen, Gospel Rain, Darek Majelonek Hyperhemon – to niektórzy spośród wykonawców, jacy pojawia się na tegorocznym Song of Songs Festival. Jeden z największych festiwali muzyki chrześcijańskiej w Europie odbędzie się w dniach 19-20 lipca na Scenie Plenerowej Centrum Kulturalno-Kongresowego Jordanki w Toruniu.

informacja prasowa

Idea i cel organizowania tej cyklicznej imprezy wynika z przekonania, że w niespokojnej Europie można i trzeba szukać obszarów, w których młodzi ludzie znajdą wspólną płaszczyznę z innymi, podobnie czującymi i myślącymi – zaznaczają organizatorzy.

Ich zdaniem najlepszą formą takiego kontaktu jest muzyka, w szczególności ta inspirowana chrześcijańską tradycją i prawdą płynącą z Ewangelii. „Jest ona jednocześnie drogą do pokonywania uprzedzeń, wrogości i obojętności wobec innych ludzi, czy innych wyznań religijnych” – czytamy na stronie internetowej Festiwalu. Dlatego, zgodnie z formułą towarzyszącą Festiwalowi od początku, także i tym razem zaprezentują się chrześcijańscy muzycy różnych wyznań.

W programie dwanaście koncertów, które zagrają znakomite gwiazdy Polskiej sceny muzycznej.

W trakcie Festiwalu prowadzona będzie zbiórka pod hasłem: „Budujemy i utrzymujemy Most do Nieba – pierwsze hospicjum dla dzieci na Litwie”. To element ogólnopolskiej akcji fundacji Fundacja Aniołów Miłosierdzia.

Song of Songs Festival to międzynarodowy festiwal muzyki chrześcijańskiej, którego pierwsza edycja odbyła się w 1998 r. (z przerwą w latach 2011-16).

Festiwal jest jedną największych w Europie Środkowo-Wschodniej prezentacją czołówki polskich artystów wykonujących współczesną, profesjonalną muzykę chrześcijańską.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem