Reklama

Islam: religia wojny czy pokoju?

2015-09-15 13:13

Z o. Samirem Khalilem Samirem SJ, islamistą, rozmawia włodzimierz rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 38/2015, str. 12-13

Archiwum o. Samira Khalila Samira SJ
o. Samir Khalil Samir SJ

Tematem mojej poprzedniej rozmowy ze światowej sławy islamistą o. Samirem Khalilem Samirem SJ („Niedziela”, nr 34/2015) było Państwo Islamskie oraz wypowiedzi jego przywódcy, samozwańczego kalifa Abu Bakra al-Baghdadiego, który twierdzi, że „islam nigdy nie był religią pokoju”. Na zarzuty, że „islam jest religią walki (dżihadu)”, muzułmanie często wytykają chrześcijanom wyprawy krzyżowe, tak jakby „święta wojna” była elementem i naszej religii. Czy chrześcijańskie wyprawy krzyżowe można porównać do islamskiej świętej wojny? Od tego pytania zacząłem naszą kolejną rozmowę

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Co należałoby odpowiedzieć muzułmanom, którzy podkreślają, że również chrześcijanie mają święte wojny, wyprawy krzyżowe?

O. SAMIR KHALIL SAMIR SJ: – Wypraw krzyżowych nie można porównać do wojny islamskiej. Spójrzmy na historię. Kalif z dynastii Fatymidów Hakim bi-Amr Allah, który rządził Egiptem w latach 996 – 1021, dał rozkaz, aby zniszczyć kościoły w Egipcie, Syrii i Palestynie, w szczególności Bazylikę Grobu Świętego. W 1078 r. Turcy seldżuccy wygnali z Jerozolimy Fatymidów i dokonali masakry większości ludności chrześcijańskiej miasta. Kilka lat wcześniej, w 1071 r., Turcy pokonali Bizantyjczyków pod Manzikertem, a w 1078 r. zajęli miasto Niceę. W tej sytuacji cesarz bizantyjski Aleksy I Komnen (1081 – 1118) poprosił o pomoc papieża w walce z Seldżukami. Urban II, dopiero 27 listopada 1095 r., w trakcie synodu w Clermont, wezwał do krucjaty, aby nieść pomoc cesarzowi bizantyjskiemu i chrześcijanom Wschodu, i obiecał odpust tym, którzy wezmą w niej udział.
Tak więc na początku wyprawy krzyżowe miały na celu wyzwolenie Jerozolimy i miejsc świętych, aby umożliwić dostęp do Jerozolimy pielgrzymom chrześcijańskim Wschodu i Zachodu. Później sytuacja pogorszyła się, ale trzeba podkreślić fakt, że inspiracją następnych działań wojennych nie była Ewangelia, ale konkretne sytuacje społeczne i polityczne.
W Ewangelii Chrystus wymaga czegoś wprost przeciwnego – mówi, by nadstawić drugi policzek tym, którzy uderzyli cię w prawy policzek (por. Mt 5, 39), oraz nakazuje Piotrowi, by schował miecz (por. J 18, 11). Krótko mówiąc, Chrystus absolutnie odmawia prawa odwetu „oko za oko, ząb za ząb” (por. Mt 5, 38) i ustanawia nową regułę: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół” oraz „Dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą” (por. Mt 5, 44; Łk 6, 27 itd.).
Reasumując – można powiedzieć, że wojny prowadzone przez chrześcijan (wyprawy krzyżowe lub inne) miały podłoże polityczne, podczas gdy głównym celem wojny islamskiej, dżihadu, jest poszerzanie granic islamu lub ewentualne odzyskiwanie terenów, które kiedyś należały do muzułmanów. Dlatego w islamie mówi się o „wojnie na ścieżce Allaha” (dżihad fi Sabil Allah).

– Ale muzułmanie wytykają nam, że również w Biblii Bóg nawołuje do przemocy...

– W Starym Testamencie mamy fragmenty, w których Bóg przez proroka Mojżesza nawołuje do wojny (por. Pwt 20, 10-14), lub straszny opis podboju Ziemi Świętej w Księdze Jozuego. Ale większość naszych żydowskich braci i sióstr nie bierze tego „ipsis litteris” (dosłownie) i mówi: „To jest fakt historyczny sprzed ponad trzech tysięcy lat”.
Jeżeli chodzi o Chrystusa, nigdy nie podjął tych wojowniczych treści, ale nakazał czynić coś wręcz przeciwnego: „Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mt 5, 43-44). Istnieją dziesiątki innych tekstów, w których Chrystus zaleca niestosowanie przemocy – przemoc pokonuje się, akceptując ją.

– Premier Francji Manuel Valls zajął ostatnio nietypowe stanowisko, określając to wszystko, co dzieje się w świecie, jako „wojnę cywilizacji”, ale wytłumaczył, że „nie jest to tylko wojna między Zachodem i fundamentalizmem islamskim, ale także między islamem, który opiera się na wartościach humanistycznych, a islamem obskuranckim”. Czy podziela Ojciec to zdanie?

– Problem jest w tym, że w świecie islamskim większość ludzi nie jest w stanie interpretować Koranu w kategoriach współczesnych, czyli dokonać hermeneutyki świętego tekstu. W związku z tym istnieją dwie wizje islamu. Pierwsza mówi, że Koran jest tekstem ludzkim, tekstem „stworzonym”, który mogł być zainspirowany przez Boga, ale odpowiada kulturze osoby, która go przekazała, tzn. Mahometa. To byłaby wizja liberalna islamu.
Jednak większość muzułmanów uważa, że tekst jest „niestworzony”, boski, gdyż „zstąpił” na Mahometa, który dosłownie przekazał go wiernym. Dlatego nie można go interpretować ani zmieniać. Trzeba tylko zrozumieć sens słów objawionych przez Boga i strukturę gramatyczną zdania. Z tego powodu prawo islamskie (szariat) jest postrzegane jako prawie boskie, w takim stopniu, w jakim jest zaczerpnięte z Koranu. Można dyskutować tylko na temat tych punktów szariatu, które są zaczerpnięte z wypowiedzi Mahometa (hadisów). Islamski fundamentalizm polega na tym, że tekst Koranu i tradycję islamską odczytuje się dosłownie (sunnę), bez interpretowania i aktualizowania.
Żydzi, chrześcijanie i muzułmanie mają tekst, Księgę, którą uznają za inspirowaną (lub podyktowaną) przez Boga. Dlatego istnieje ryzyko, że każdy może wpaść w pułapkę fundamentalizmu. Są chrześcijanie, którzy np. traktują teksty z pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju jako prawdziwy opis stworzenia świata, tak jakby to był tekst naukowy – to nazywamy fundamentalizmem. Oczywiście, chrześcijański fundamentalizm jest ograniczony do małych grup, głównie protestantów, islamski fundamentalizm natomiast stanowi większość. Druga różnica między fundamentalizmem chrześcijańskim a islamskim polega na tym, że konsekwencją pierwszego nie jest przemoc, drugi natomiast jest wojowniczy, jak to widzimy dzisiaj po trosze wszędzie.

– Dlaczego fundamentaliści islamscy uciekają się do wojny i przemocy?

– Słowo „dżihad”, które etymologicznie oznacza „wysiłek”, w Koranie i powiedzeniach Mahometa zaczęło oznaczać „wysiłek na ścieżce Boga, w prowadzeniu wojny”. Dziś islamscy fundamentaliści biorą dosłownie wszystko, co jest w Koranie, w tym teksty trudne do zaakceptowania, które ukazują wojnę i różne formy przemocy jako obowiązek dobrego muzułmanina.
Model fundamentalistyczny odwołuje się do modelu Mahometa, w którym wszystko połączone jest z religią: polityka, gospodarka, małżeństwo, relacje z innymi itp., a to nie pozwala na jakiekolwiek zmiany. Chociaż większość muzułmanów chce rozróżnienia między religią a innymi sferami życia, ale w żadnym wypadku nie chodzi tu o zachodnią laickość.

– Fundamentalistyczna interpretacja islamu sprawia, że większość muzułmanów jest przeciwna wartościom Zachodu i jego demokracji...

– Konflikt z Zachodem ma różne poziomy. Zachód, który nie jest islamski i ma chrześcijańskie korzenie, nawet jeśli nie chce ich uznać, jest postrzegany jako główny przeciwnik ekspansji islamu w świecie.
Ponadto ewolucja technologiczna rozpoczęła się i rozwija się głównie na Zachodzie. Fundamentaliści islamscy są natomiast przeciwni modernistycznej mentalności i, ogólnie biorąc, współczesnej cywilizacji, dlatego są wrodzy Zachodowi.

– Wiele osób, w tym również politycy, zastanawia się, co robić w sytuacji ekspansji Państwa Islamskiego. Arcybiskup chaldejski Bashar Warda, którego Kościół bezpośrednio odczuwa skutki antychrześcijańskiej furii ISIS, powiedział wprost: „Należy podjąć działania militarne, aby zatrzymać ISIS. Jest to nowotwór i tak jak ta choroba musi być zatrzymany”. Czy demokratyczny świat ma świadomość, że musimy militarnie pokonać fanatyków kalifatu, zanim będzie za późno?

– Po pierwsze – jeśli prawdą jest, że interwencja wojskowa ma swoją cenę, to jest również prawdą, że brak interwencji nie może być już tolerowany. Dlatego interwencja zbrojna byłaby mniejszym złem.
Druga sprawa o kapitalnym znaczeniu to krytyczna lektura Koranu, jego hermeneutyka. W rzeczywistości interwencja wojskowa nie rozwiąże wszystkich problemów, bo za nią kryje się również aspekt ideologiczny, który wymaga działań długoterminowych. Chodzi o wielkie wyzwanie reedukacji muzułmanów – tutaj kluczową rolę mają do odegrania imami, którzy są duchowymi przywódcami społeczności. Teraz nauka głoszona przez większość imamów jest konserwatywna, a ich interpretacja tekstu Koranu – fundamentalistyczna. To należałoby zmienić. To zadanie dla samych muzułmanów, ponieważ tradycja krytycznego czytania świętego tekstu została utracona. Z tego powodu uważam, że my, chrześcijanie, możemy im pomóc naszym doświadczeniem krytycznej lektury Biblii.

– Problem polega na tym, że fanatyczni imamowie są coraz liczniejsi, a dzięki ich „nauczaniu” sympatycy ISIS są również wśród nas, w Europie. Chciałbym znowu zacytować premiera Vallsa, który powiedział: „We Francji żyjemy pod poważnym zagrożeniem terrorystycznym”. W ciągu ostatnich pięciu lat we Francji liczba meczetów kontrolowanych przez ekstremistycznych salafitów wzrosła z 44 do 89, a 41 innych miejsc kultu, tradycyjnie umiarkowanych, może przejść w ręce fundamentalistów. Czy to znaczy, że mamy w Europie islamskiego konia trojańskiego?

– Jest to poważny problem, ale nie tylko we Francji – sytuacja jest podobna w wielu innych krajach europejskich, a nawet w świecie muzułmańskim: Egipcie, Indonezji, Malezji, Pakistanie itd. Nie wspominając o Boko Haram w Nigerii. Ruch fundamentalistyczny zyskuje wszędzie. Musimy więc zapytać: dlaczego?
Pewne zjawiska polityczne i kulturowe ułatwiły ten trend. Wojny organizowane przez Zachód, a zwłaszcza Stany Zjednoczone, przeciwko talibom, ale przede wszystkim całkowicie nieuzasadniona wojna w Iraku były postrzegane jako niedopuszczalna ingerencja Zachodu w świecie muzułmańskim. A co gorsza, zamiast mówić o złej polityce Stanów Zjednoczonych i Francji, zaczęto mówić ogólnie o Zachodzie, tak jakby cały Zachód był przeciwko islamowi. W ten sposób wzmocniło się negatywne postrzeganie Zachodu w świecie muzułmańskim, a zachodnie idee, kulturę, tradycje zaczęto postrzegać jako zło samo w sobie. To wzmacniło pozycję salafitów, którzy odrzucają nowoczesność.

– Ale jeszcze nie tak dawno świat muzułmański był zafascynowany kulturą zachodnią...

– To prawda. Na początku XIX wieku reformy w świecie arabskim zostały wprowadzone na wzór zachodni. Tak było np. w Egipcie, gdzie król w 1826 r. wysłał grupę studentów do Paryża, aby nabyli nowoczesną wiedzę we wszystkich możliwych dziedzinach. Konfrontacja muzułmanów z cywilizacją zachodnią stała się punktem wyjścia do krytycznej refleksji na temat islamu, co dało początek ruchowi reformatorskiemu „nahda” (odrodzenie).
Jednak w ostatnim półwieczu Zachód postrzegany jest w świecie muzułmańskim jako cywilizacja, która utraciła wartości ludzkie, etyczne i moralne oraz sens małżeństwa i rodziny, a także rozwinęła kulturę antyreligijną. Dlatego dziś większość muzułmanów jest przekonana, że cywilizacja Zachodu jest skorumpowana i należy ją odrzucić. Ten osąd jest dość powszechny w świecie islamu, co wzmacnia dzisiaj tendencje salafickie.

– Gdy mówimy o islamie w Europie, musimy wspomnieć o problemie migracji z krajów muzułmańskich. Wiele lat temu powiedział mi Ojciec, że niektórzy przywódcy muzułmańscy zachęcają młodych do emigracji do Europy, aby podbić „demograficznie” Europę dla islamu. Ale większość przywódców europejskich, politycznie poprawnych, udaje, że emigranci z krajów islamskich nie są problemem. Czy możemy przyjmować kolejne fale muzułmanów, którzy przybywają do Europy, aby korzystać z naszej demokracji i dobrobytu, a jednocześnie nie mają zamiaru integrować się, bo gardzą cywilizacją zachodnią i chcą podbić Stary Kontynent dla islamu, „jedynej prawdziwej religii”?

– Istnieją idee, że islam podbije Europę i świat dzięki ekspansji demograficznej, z tego prostego faktu, że w świecie muzułmańskim rodzi się wiele dzieci, a na Zachodzie mamy „zimę demograficzną”.
Wydaje mi się jednak, że zdecydowana większość muzułmanów przybywających do Europy nie ma takiego celu. Przyjeżdzają tu, bo Europa jest bardziej rozwinięta i bogata, podczas gdy w wielu krajach muzułmańskich są problemy ekonomiczne, konflikty, wojny itp.
Uważam, że migracja muzułmanów do Europy może mieć również aspekt pozytywny, pod warunkiem, że pomożemy im się zintegrować. Oczywiście, muzułmanin nie zintegruje się w społeczeństwie bez wartości moralnych i etycznych, ale jest to również problem chrześcijańskich imigrantów. Rolą chrześcijan na Zachodzie byłoby pomóc muzułmanom zaakceptować dobre rzeczy w naszej kulturze i w społeczeństwie, a odrzucić negatywne. W ten sposób zintegrowani muzułmanie mogliby być w przyszłości pośrednikami między Zachodem a krajami ich pochodzenia.

– Problem w tym, że dziś w Europie żyje już drugie i trzecie pokolenie muzułmanów, ale nie mamy wielu przykładów udanej integracji – nie możemy zapominać, że większość zagranicznych bojowników ISIS to młodzi ludzie urodzeni i wychowani w krajach zachodnich...

– We Francji zauważyłem, że muzułmańskie dziewczyny chętniej studiują i są o wiele lepiej zintegrowane niż chłopcy, którzy łatwiej padają ofiarą ruchów radykalnych. Ci, którzy są zintegrowani, powinni pomóc innym znaleźć swoje miejsce w społeczeństwie, które nie jest oparte na religii.
Emigrantom musimy powiedzieć: jeśli chcecie żyć w Europie, musicie stać się trochę Europejczykami. Jeśli nie chcecie zmienić swoich nawyków, swojego sposobu myślenia, nie dziwcie się, że nie jesteście cenieni przez swoich sąsiadów albo że trudno wam znaleźć ciekawą pracę. Jeśli nie chcecie zintegrować się w innej kulturze, co oznacza brak szacunku wobec kraju, który was gości, lepiej wrócić do kraju pochodzenia.

Tagi:
wywiad rozmowa

Reklama

Poprawność polityczna rządzi światem

2019-07-16 11:47

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 29/2019, str. 38-39

magna-carta.it
Eugenio Capozzi

Czym jest poprawność polityczna, dlaczego wyklucza się jej przeciwników i dlaczego nienawidzi ona chrześcijaństwa. Na pytania Włodzimierza Rędziocha odpowiada prof. Eugenio Capozzi

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Jak zdefiniowałby Pan Profesor poprawność polityczną?

PROF. EUGENIO CAPOZZI: – Jako „katechizm cywilny”, sumę nakazów, zakazów, cenzur, które są wyrazem bardzo precyzyjnej ideologii – możemy ją nazwać neoprogresywizmem, ideologią „Innego”, „utopią różnorodności”. Chodzi o ideologię, która w całości potępia kulturę zachodnioeuropejską jako imperialistyczną i dyskryminującą i planuje zmienić mentalność ludzkości – zastąpić ją radykalnym relatywizmem kulturowym i etycznym.

– Neoprogresywizm został narzucony przez rewolucję 1968 r. i inne ruchy młodzieżowe. Do czego dążyli młodzi ludzie?

– Celem buntu młodych „baby boomers” (ludzie z powojennego wyżu demograficznego – przyp. W. R.) na Zachodzie było nie tylko ustanowienie wolności, równości czy sprawiedliwości za pomocą środków ekonomicznych lub politycznych, ale przede wszystkim usunięcie „korzeni” dominacji z historii zachodniej kultury przez radykalną zmianę sposobu myślenia, pojęć i języka. To cel, który w rzeczywistości reprezentował „ojcobójstwo”, prawdziwe zresetowanie zachodnich korzeni kulturowych. Jeśli człowiek zachodni był w historii wcieleniem przemocy, represji, imperializmu – musi zostać ponownie „uformowany”, z zaakceptowaniem wszystkich modeli kulturowych i wszystkich grup mniejszościowych, które podporządkowywał w przeszłości, aby w ten sposób się odnowić i zregenerować. „Inny”, sprowadzony do abstrakcyjnej koncepcji, staje się „odkupicielem” złej historii i fundamentem nowej i tolerancyjnej cywilizacji, w której znikną konflikty, gdy zostanie wyeliminowany „grzech pierworodny” dominacji i hierarchii.

– Jak to się stało, że ideologii poprawności politycznej udało się zastąpić tradycyjne ideologie liberalno-demokratyczne?

– Silna hegemonia „narracji różnorodności” wkradła się w dialektykę społeczeństw liberalno-demokratycznych; zdestabilizowała i zniszczyła jej filozoficzne podstawy – ten „najniższy wspólny mianownik” kulturowy, który przez wieki określał wspólną koncepcję świętości osoby ludzkiej, faktycznie wprowadził prawdziwą dyktaturę relatywizmu. Dyktaturę, przeciwko której prawie niemożliwe jest zbuntowanie się – grozi to ośmieszeniem społecznym i marginalizacją, ponieważ już w końcu XX wieku poprawność polityczna stała się charakterystyczną cechą elit politycznych, intelektualnych, medialnych i przemysłu rozrywkowego, uzyskała monopol na język i etykę publiczną.

– Wspomniał Pan Profesor o postawie „ojcobójstwa”. Papież Benedykt XVI, jeszcze jako kardynał, mówił natomiast o Zachodzie, który nienawidzi siebie...

– To prawda, ponieważ jeśli Zachód jest korzeniem zła, „zbawienie” może przyjść tylko w procesie „odzachodnienia” świata. Jeśli „my” jesteśmy winni zła na świecie, musimy odpokutować za nasze grzechy, wyrzekając się naszej tożsamości, „rozpuścić się” w wielkiej magmie świata o płynnych tożsamościach. Krótko mówiąc, wszystko, co należy do zachodniego kanonu, jest złe. „Inny” jest zawsze na wyższym poziomie i jest lepszy etycznie. A zatem – kultury pozaeuropejskie, religie niechrześcijańskie, islam i środowiska LGBTQ są etycznie lepsze. W tym sensie możemy również mówić o „autofobii” (autofobia to lęk przed samym sobą – przyp. W. R.).

– Jakie są założenia tego, co nazwał Pan Profesor „katechizmem cywilnym”?

– W skrócie można powiedzieć, że zasadza się on na czterech dogmatach. Pierwszym z nich jest relatywizm kulturowy, co oznacza, że wszystkie kultury, tradycje i religie mają jednakową wartość i muszą być traktowane na tym samym poziomie. Drugi dogmat to równoważność pragnień i praw. W tej perspektywie każde pragnienie jest uzasadnione, a nawet święte, a każdy rodzaj represji jest niewłaściwy (zabrania się zabraniać). To hedonistyczna i radykalna interpretacja Freuda, a także Marcusego. Podmiot ludzki jest zredukowany do czystego popędu i pragnień. Tendencje te przekładają się na eksplozję konfliktów, ponieważ nie ma ograniczeń dla pragnień, ich sprzeczności i ciągłej zmienności. Trzecim dogmatem jest przekonanie, że człowiek dla świata nie jest konieczny. Człowiek jest jednym z wielu elementów równowagi w środowisku, ale nie jest głównym celem. Czwarty dogmat to powiązanie tożsamości z samostanowieniem. Prawa są oparte nie na powszechnie podzielanej koncepcji człowieka, ale na przynależności do grup i stylów życia, które jako takie muszą być chronione. Warunki te nie są uważane za naturalne, ale są wynikiem subiektywnego wyboru. Ten ostatni dogmat można podsumować wyrażeniem: „Chcę, więc jestem”.

– Jak to się stało, że ideologia poprawności politycznej odniosła sukces w podboju środowisk politycznych, gospodarczych, kulturowych i dziennikarskich, dzięki czemu ma hegemonię medialną?

– Aby to zrozumieć, należy spojrzeć na jej ekonomiczne korzenie. Poprawność polityczna wyraża interesy klasowe „burżuazji wiedzy”, którą stanowią ludzie z wyżu demograficznego. Nie jest to już burżuazja związana z tradycyjnym przemysłem ani własnością ziemi. Trzeba przywołać na myśl branżę hi-tech i ludzi takich jak Steve Jobs, Bill Gates czy Mark Zuckerberg, którzy mogą być uważani za spadkobierców „baby boomers” i „kontrkultury”. Ta burżuazja odgrywa wiodącą rolę w organizacjach międzynarodowych i w zglobalizowanym systemie mediów, a szczególnie mediów społecznościowych. Stąd wynika ich monopolistyczna rola w świecie kultury, mediów i uniwersytetów. Do tej burżuazji należy, oczywiście, większość przedstawicieli zachodnich elit politycznych, zwłaszcza w ostatnich trzydziestu latach.

– To wyjaśnia ogólnoświatową propagandę i rozpowszechnianie ideologii poprawności politycznej. Zastanawiam się jednak, dlaczego przeciwnicy tej ideologii są tak bezwzględnie i systematycznie zwalczani.

– Musimy wyjść od założenia, że dla zwolenników poprawności politycznej „prawda” tkwiąca w tej doktrynie musi być zaakceptowana przez wszystkich. Z tego powodu tych, którzy jej nie akceptują, trzeba demonizować, zepchnąć do przestrzeni całkowitego wykluczenia bez jakiejkolwiek możliwości poprawnej dyskusji, napiętnować jako szerzycieli nienawiści i dyskryminacji. Dlatego przeciwnik poprawności politycznej musi być ukazywany jako rasistowski, nietolerancyjny, seksistowski, homofobiczny, islamofobiczny itd.

– Dlaczego Kościół katolicki jest postrzegany jako główny wróg ideologii poprawności politycznej?

– Progresywizm „różnorodności” jest ze swej natury radykalnym relatywizmem, który odrzuca etyczno-polityczne podstawy Zachodu. Z tego powodu postrzega chrześcijaństwo jako najgorszego wroga. W szczególności identyfikuje jako wroga Kościół katolicki, który dziś jest praktycznie ostatnią filozoficzną barierą dla relatywizmu. Jednak wszystkie totalitarne ideologie nienawidziły chrześcijaństwa, ponieważ opierają się na gnostyckim twierdzeniu, że budują niebo na ziemi i nowego człowieka.

– Jak możemy przeciwdziałać dyktaturze poprawności politycznej?

– Należy ukazywać to zjawisko w kontekście historycznym – próbowałem to zrobić na swój sposób w mojej książce – aby pokazać, że miało ono konkretne przyczyny, jest związane z ewolucją pewnych uwarunkowań ekonomicznych, społecznych, politycznych i kulturowych – i dlatego nie jest ani wieczne, ani nieuniknione. A z tego wynika, że może ewoluować lub się skończyć – jak każde zjawisko, którego twórcami są ludzie – gdy zmieni się konkretny kontekst historyczny.

– W jaki sposób zatem powinien się zmienić kontekst historyczny, aby skończyła się dyktatura ideologii poprawności politycznej?

– Hiperrelatywistyczna ideologia „Innego” i nakazy poprawności politycznej były wyrazem hegemonii określonej klasy społecznej, zglobalizowanej „burżuazji wiedzy”, zachodniej elity „płynnej nowoczesności”, która przez tę ideologię narzuciła ludziom swoją wizję świata. Ale proces ten przypuszczalnie się skończy, gdy ta klasa zacznie tracić swoją centralną rolę. Nic dziwnego, że narracja poprawności politycznej zaczęła pokazywać pierwsze poważne pęknięcia, kiedy – począwszy od wielkiego kryzysu gospodarczego i finansowego w 2008 r. – ta dominująca klasa zaczęła przeżywać kryzys i była kontestowana przez ludzi, którzy „przegrali” na globalizacji, i kiedy uaktywniły się ruchy domagające się suwerenności i tożsamości lub ruchy neonacjonalistyczne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

PKW podało wyniki wyborów do Sejmu ze 100 proc. komisji

2019-10-14 19:16

wpolityce.pl

W niedzielnych wyborach do Sejmu PiS uzyskał 43,59 proc. głosów, Koalicja Obywatelska - 27,40 proc., SLD - 12,56 proc., PSL - 8,55 proc., a Konfederacja - 6,81 proc – podała Państwowa Komisja Wyborcza.

Screen TVP Info

PKW poinformowała, że komisje okręgowe będą teraz ustalać wyniki wyborów w okręgach. Około godziny 20 ogłoszone zostaną oficjalne wyniki wyborów do Sejmu i Senatu.

Jak mówił przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej Wiesław Kozielewicz, w niedzielnych wyborach do Sejmu na wszystkie listy kandydatów na posłów oddano łącznie 18 470 710 ważnych głosów.

Na PiS zagłosowało 8 051 935 osób, czyli 43,59 proc. Z kolei na Koalicję Obywatelską oddano 5 060 355 głosów, co stanowi 27,40 proc.

Komitet wyborczy SLD skupiający również Wiosnę i Lewicą Razem zdobył 2 319 946 głosów, czyli 12,56 proc. Na komitet wyborczy PSL oddano 1 578 523 głosy, co stanowi 8,55 proc. Piąte miejsce zajęła Konfederacja, na którą oddano 1 256 953 głosy, co daje im wynik 6,81 proc.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek u św. Marty: zamiast obłudy nauczmy się oskarżać samych siebie

2019-10-15 12:07

st (KAI) / Watykan

O potrzebie nauczenia się oskarżania samych siebie, by nie popaść w obłudę mówił dziś Ojciec Święty podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. Papież nawiązał do czytanego w liturgii fragmentu Ewangelii (Łk 11, 37-41), mówiącego o tym, że Pan Jezus zaproszony przez pewnego faryzeusza na posiłek, spotkał się krytyką pana domu, ponieważ przed posiłkiem nie dokonał obmyć rytualnych.

Grzegorz Gałązka

Franciszek zauważył, że w postawie faryzeusza dostrzec można obłudę, ponieważ zaprosił on Pana Jezusa na posiłek, lecz nie po to, by nawiązać z Nim przyjaźń, lecz aby Go osądzić. Papież przypomniał, że obłuda polega na stwarzaniu pozorów: co innego mówimy, a co innego myślimy. Dodał, że Pan Jezus nie znosi hipokryzji, często nazywając faryzeuszów obłudnikami i grobami pobielanymi. „Z zewnątrz jesteś idealny, nawet sztywny, zachowujesz się właściwie i poprawnie, ale wewnątrz jesteś kimś innym” – zauważył Ojciec Święty. Zaznaczył, że „postawa obłudna pochodzi od wielkiego kłamcy, diabła”. On jest „wielkim obłudnikiem”, a hipokryci są jego „dziedzictwem”.

„Obłuda jest językiem diabła, jest językiem zła, który wnika do naszego serca i jest zasiewany przez diabła. Nie można wytrzymać z ludźmi obłudnymi, ale są tacy. Jezus lubi obnażyć hipokryzję. Wie, że to właśnie ta postawa obłudna doprowadzi Go na śmierć, ponieważ obłudnik nie myśli, czy używa środków godziwych czy też nie” - powiedział papież.

Następnie Franciszek podkreślił, że obłuda jest trucizną, która zabija i ludzie posługują się nią często w walce o władzę. Zaznaczył, że lekarstwem na tę pokusę jest stawanie w prawdzie przed Bogiem i oskarżanie samych siebie.

„Jest to ćwiczenie duchowe, które nie jest powszechne, nie jest nawykiem, lecz staramy się je uczynić: oskarżajmy siebie samych, dostrzeżmy nasz grzech, obłudę niegodziwości, która jest w naszym sercu. Bowiem diabeł sieje niegodziwość i trzeba powiedzieć Panu: «Ależ popatrz Panie, jaki jestem»”, i powiedzieć to z pokorą” – wskazał Ojciec Święty.

Na zakończenie papież zauważył, że chrześcijanin, który nie umie oskarżać samego siebie, nie jest dobrym chrześcijaninem i grozi mu popadnięcie w obłudę. Przypomniał też modlitwę św. Piotra, gdy powiedział do Pana Jezusa: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (Łk 5,8). „Obyśmy nauczyli się oskarżać samych siebie” – powiedział Franciszek kończąc dzisiejszą homilię.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem