Po ostrej wymianie zdań miedzy ambasadorem USA a marszałkiem sejmu i premierem, w mediach tradycyjnych i społecznościowych przybrała fala dyskusji o suwerenności, dumie i honorze. Jednego dnia prawie wszyscy używali narracji konserwatywno-patriotycznej, która wcześniej zarezerwowana była dla prawej strony sceny politycznej. Co najdziwniejsze, bohaterem tego ruchu stał się marszałek Włodzimierz Czarzasty, człowiek który szczyci się tym, że był komunistą i członkiem PZPR. Przypomnę, że komunizm został przywieziony do Polski na taczce z Moskwy tylko po to, by realizować rosyjską politykę kolonialną nad Wisłą. Chichotem historii jest fakt, że ktoś kto był częścią partyjnych struktur imperialnej władzy Moskwy nad Warszawą, dziś jest głównym obrońcą Polski przed „obcymi” wpływami z Waszyngtonu.
Przed 24 lutego 2022 roku na ten spór z Amerykanami można było patrzeć o wiele spokojniej jako na normalny przejaw polskiej kłótni z wykorzystaniem polityki międzynarodowej. Jednak wydawało się, że po pełnoekranowej agresji Rosji na Ukrainę, nikt w Polsce nie będzie szukał konfliktu z Białym Domem. A raczej będziemy zabiegać o większą obecność amerykańskich żołnierzy i ich sprzętu, bo od tego może zależeć przetrwanie Polski.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Marszałek Czarzasty zachowuje się tak, jakby nie wiedział jak bardzo ten konflikt jest szkodliwy dla Polski. Choć prawdą jest, że na tle Europy Polska się zbroi i podejmuje wielki wysiłek, by nasze zdolności obronne, a co za tym idzie możliwość odstraszania Rosji były coraz większe, to droga do samodzielności nadal jest długa i niebezpieczna. Na razie Władimir Putin liczy się tylko z USA, a z Europy się śmieje. Przecież tuż przed agresją na Ukrainę rozmawiał jedynie z Amerykanami, a swoich żądań nie wysłał do żadnej z europejskich stolic tylko do Waszyngtonu. To raczej prezydent Francji i kanclerz Niemiec wydzwaniali do Putina, by zgodził się ich przyjąć przy legendarnie długim stole na rozmowy, z których zupełnie nic nie wynikało.
Putin gardzi Europą, bo rozpoczął neoimperialną grę w której liczy się tylko militarna siła. Wie, że Europa takiej siły nie ma, Dobitnym przykładem mogą być największe w UE Niemcy, które w 2022 roku obiecały wysłać brygadę wojskową na Litwę. Efekt jest taki, że po czterech latach wojny z obiecanych 3 tys. niemieckich żołnierzy na Litwę dotarło jedynie 500 żołnierzy i cywilnych pracowników. Europejskie zdolności gorzko ocenił ostatnio prezydent Ukrainy. W trakcie forum ekonomicznego w Davos mówił, że dzisiejsze bezpieczeństwo w Europie polega tylko na przekonaniu, że NATO będzie działać, a całe NATO istnieje dzięki przekonaniu, że Amerykanie będą działać i chronić Europę. - Jeśli Putin zdecyduje się zaatakować Litwę, albo Polskę, kto na to zareaguje?(…) Jeśli wysyłacie 14. czy 40. żołnierzy na Grenlandię, to po co to robicie? Jakie przesłanie stanowi wysłanie 14. czy 40. żołnierzy dla Putina i Chin? Ryzykujecie, że nikt nie będzie was brał na poważnie – mówił do europejskich przywódców prezydent Wołodymyr Zełenski.
Dyskusja na temat roli polskich komunistów i postkomunistów towarzyszy mi przez całe życie. Do tej pory nie rozumiem dlaczego np. Jerzy Urban, który był zaangażowany w kampanię oszczerstw przeciwko zamordowanemu ks. Popiełuszce, stał się „autorytetem” dla sporej części opinii publicznej w wolnej Polsce. Nie rozumiałem dlaczego główny obrońca rosyjskiej dominacji nad Warszawą gen. Wojciech Jaruzelski został pochowany z honorami wojskowymi. Jednak wydawało się, że ten irracjonalny świat III Rzeczpospolitej ostatecznie runął 24 lutego 2022 roku, gdy Rosja napadła na Ukrainę dokonując zbrodni. Wydawało się, że wybielanie postaw polskich komunistów, którzy przez dekady byli na usługach Moskwy, ostatecznie przejdzie do przeszłości. Niestety znów się pomyliłem, bo przecież dziś druga osoba w państwie marszałek Włodzimierz Czarzasty wybiela komunizm, szczyci się przynależnością do PZPRu, często chwali gen. Jaruzelskiego, jego rodzina robi niejasne interesy z wpływową Rosjanką i jednocześnie atakuje prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Obecnie trwa „koncert mocarstw”, czyli jesteśmy świadkami agresywnej polityki międzynarodowej, w której nie liczy się racja, wartości i prawo międzynarodowe, a jedynie realna siła. Od wyniku tego „koncertu” zależeć będzie przyszły podział świata na strefy wpływu, czyli zdecyduje się również w jakiej strefie znajdzie się Polska. Prezydent Donald Trump nie musi się wszystkim podobać, bo styl uprawiania przez niego władzy– delikatnie mówiąc – nie jest standardowy. Niestandardowa była też reakcja ambasadora Tomasa Rosa, który przecież wykonuje polecenia z Białego Domu. Można się więc unosić honorem i obrażać na Amerykę, ale jak się Ameryka obrazi na nas, to możemy zostać sami z Władimirem Putinem. Czy nam się to podoba, czy nie Polska jest dziś za słaba, by samodzielnie przetrwać konfrontację z Moskwą, a innych niż Amerykanie realnych, czyli silnych sojuszników na razie nie mamy.
