Reklama

Felietony

Ujawniam najkrótszą i najprostszą "ustawę praworządnościową"

Myślę, że większość z czytających ten felieton zna zasady gry w szachy. Pionki biją w bok, wieża porusza się w linii prostej, gońce przemieszczają się i mogą pokonać przeciwnika po skosie, a koniki skaczą po „eLce”. Dzięki znajomości tych i innych zasad każdy z nas może usiąść do szachownicy i rozegrać partię, którą przy odpowiednich umiejętnościach strategicznych, może wygrać. Każda figura ma swoją wagę punktową i znaczenie, ale liczy się przede wszystkim miejsce i czas, w których wchodzi do gry lub czeka na swój (nieraz kluczowy) ruch. Ale dlaczego ja piszę o szachach?

2026-02-11 07:02

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Bardzo podobnie jest w polityce, z tą istotną różnicą, że przepisy mogą zmieniać odpowiedni ludzie i instytucje, a konkretnie władza ustawodawcza, ale nawet jeśli tak jest, to główne zasady są wciąż niezmienne, a zapisane są w ustawie najważniejszej, „zasadniczej”, czyli Konstytucji RP. Gra w politykę jest o tyle „prosta”, że te zasady od blisko 30 lat nie uległy zmianie. Biorą w niej udział kolejni politycy, na różnych, przypisanych sobie polach politycznej planszy, czyli posłowie, senatorowie, ministrowie, premierzy, prezydenci i przedstawicieli licznych instytucji polskiego państwa.

Nieznośny dla każdej gry jest ten, co znając zasady, zmienia je w trakcie jej trwania (oczywiście z korzyścią dla samego siebie), ignorując tę zasadę podstawową, czyli, że siadając do jakiejś gry, wszyscy jesteśmy wobec jej zasad równi. Nieważne ile słów o swojej wyższości nad innymi, czy moralnej słuszności swoich działań wypowie – faktów nie zmieni, tak jak obowiązujących prawideł. Może łamać zasady, naginać reguły, ale tym samym ich nie anuluje, tylko pokaże swoją słabość, bo siłą nie jest wygrywać, ale zrobić to uczciwie, w końcu fair play, to podstawowa zasada każdej gry.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Opinii jest wiele, każdy ma swoją

Reklama

W demokracji mamy prawo do swoich poglądów. Każdy z nas, niezależnie czy wykorzystuje je do poparcia kogoś, komu są one bliskie, czy samemu realizując je w swoim życiu i pracy. Polski ustrój polega mniej więcej na tym, że możemy w demokracji uczestniczyć czynnie, lub biernie, ale (przynajmniej w teorii) każdy z nas ma wpływ na otaczającą nas rzeczywistość. Największy oczywiście mają politycy – i tu wracam do alegorii szachowej – którzy wiedzą jak i co zrobić, kiedy i w jakim czasie.

W sporze o praworządność wielu z nas jest już szczerze pogubionych w gąszczu przepisów, interpretacji i dyskusji o tym kto zaczął i w imię czego. Jeśli jednak na chwilę odłożymy na bok intencje i przeanalizujemy suche prawo, to poprzednia ekipa w swoich działaniach, nawet jeśli komuś się one nie podobają, opierała się na prawie i prerogatywach konkretnych instytucji, czy jak kto woli – „sprytnym” ich wykorzystaniu. Obecna zaś nie mając niezbędnych narzędzi, zachowuje się jak gracz, który siada do szachów i gdy mu nie idzie, obraża się i zaczyna wmawiać wszystkim naokoło, że skoczek bije w linii prostej, pionki mogą skakać o 3 pola do przodu, a wieża zabija po skosie. Bo on chce dobrze dla wszystkich, a więc tak jak on w danym momencie uważa, tak jest dobrze i już. Zamiast prawa, dyktat i foch. Bo mieliśmy wygrać wybory prezydenckie, mieć większą większość w parlamencie, a jak tego od obywatela nie dostaliśmy, to i tak sobie weźmiemy.

Reklama

Ten sposób uczestniczenia w polityce widać bardzo dobrze na przykładzie kolejnych pomysłów „przywracania praworządności”, a konkretnie dopychania kolanem swoich wizji. Ostatniej z nich towarzyszy wyjątkowy piruet, czyli wykorzystanie „niekonstytucyjnej” ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa (bo „pisowskiej”), by za jej pomocą obsadzić KRS odpowiednimi ludźmi. Przed wyborami 2023 roku ta ustawa była zła i zasługująca na unijne sankcje, a teraz my sami z jej przepisów skorzystamy, ale przecież skoro zrobimy to po swojemu, a nasze intencje są czyste, to jest ok. Hipokryzja? Cynizm? Jedno i drugie.

„Na chłopski rozum”

Gdyby tak na chwilę odłożyć na bok intencje, sympatie i polityczne etykiety, zostaje coś znacznie prostszego: przepisy. A procedura w państwie prawa nie jest ozdobnikiem ani sugestią, tylko obowiązkiem. Jeżeli ustawa mówi, że trzeba zwrócić się do określonych organów o wskazanie kandydatów do KRS, to nie jest to kurtuazja, lecz warunek ważności całego procesu. Pominięcie Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa, nie jest więc sporem o interpretację, ale pytaniem o to, czy gramy według zapisanych reguł.

Może pomysł by sędziów do KRS wybierali sędziowie jest dobry, ja się z tym nie zgadzam, ale chętnie wysłucham argumentów za tym rozwiązaniem, tyle, że do jego wprowadzenia potrzebna jest zmiana prawa, a tego nie robi się na X, czy na konferencjach prasowych, tylko przez Sejm, Senat, a na końcu prezydencki podpis. Próba stworzenia precedensu, by wbrew przepisom wprowadzić „sędziokrację”, która ma zastąpić wolę Narodu wolą części środowiska sędziowskiego, to działanie nie tyle za plecami, co wbrew obywatelom. Pomysł ominięcia wskazanego w przepisach wyboru dokonywanego przez Sejm, quasi plebiscytem, którego wyniki zostaną przedstawione posłom niczym notariuszom do podpisu, to coś tak absurdalnego, że aż nie do uwierzenia.

Reklama

Organizowanie „wyborów” przez prywatne organizacje (Iustitia) nieznanych ustawie i oczekiwanie, że Sejm będzie jedynie „potwierdzał” cudzy werdykt? Tak, „uśmiechnięta władza” naprawdę chce to przeprowadzić i to jest właśnie konkretny przykład przestawiania figur w trakcie partii. Po pierwsze konstytucja nie zna kategorii „potwierdzania” wyboru członków KRS przez Sejm, lecz mówi wprost o ich wyborze, a po drugie organy władzy publicznej, zgodnie z art. 7 Konstytucji, działają na podstawie i w granicach prawa – nie na podstawie uchwał stowarzyszeń, choćby najbardziej wpływowych.

Krótka ustawa

I tu dochodzimy do tej najkrótszej „ustawy praworządnościowej”, która zmieściłaby się w jednym artykule: każdy organ państwa niech działa dokładnie tak, jak przewiduje obowiązująca ustawa, ani kroku dalej i ani kroku obok. Bez skrótów, bez domysłów, bez politycznej selekcji przepisów, które akurat nam pasują. Jeżeli minister ma obowiązek – wykonuje go w całości. Jeżeli Sejm ma kompetencję – wykonuje ją samodzielnie. Jeżeli sędzia orzeka – czyni to w ramach prawa, nie manifestu. Tylko tyle i aż tyle. A każdy sędzia wybrany w legalnej procedurze i bez pominięcia żądnego etapu jest sędzią, niezależnie czy lubimy lub zgadzamy się z nim, lub przepisami, które mu w tym pomogły. Bo praworządność nie zaczyna się od wielkich deklaracji o demokracji ani od oskarżeń o „upolitycznienie”, lecz od elementarnej zgody, że reguły obowiązują wszystkich przy tej samej szachownicy. Nawet jeśli nie zgadzamy się z intencjami tego, który z nich uczciwie korzysta.

Mówiąc wprost: jeśli koalicja rządząca chce zmienić przepisy, niech to robi, ale nie na skróty, a jeśli pragnie większych prerogatyw, niż te, które ma, niech o nie zabiega wśród wyborców. Za ostatnim razem dali oni mandat prezydentowi Karolowi Nawrockiemu, który – zgodnie z ich życzeniem i tym, co sam ludziom obiecywał – jest hamulcem dla brania przez władzę do siebie większej władzy, niż ta, którą w urnach dostała. Proste? Szkoda, że nie dla wszystkich.

Ocena: +3 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Berlin liczy euro, Europa płaci

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Paryski epizod z niedopowiedzianym uściskiem dłoni – ten, w którym Emmanuel Macron ostentacyjnie nie przywitał Donalda Tuska, a rządowa telewizja w likwidacji zrzuciła to na „kilkuminutowe spóźnienie” – był sceną symboliczną.

Nie chodzi o protokół. Chodzi o treść spotkania i komunikat, który z niego popłynął: tzw. „koalicja chętnych” ogłosiła, że „wkład, który mamy dzisiaj, jest wystarczający, aby móc powiedzieć Amerykanom, iż jesteśmy gotowi wziąć na siebie zobowiązania”. Minęły cztery tygodnie i ten sam Donald Tusk, od lat pierwszy w unijnym szeregu do szturchania Stanów Zjednoczonych, zaczął użalać się, że „USA przerzucają odpowiedzialność na Europę”. Gdybym chciał być złośliwy, powiedziałbym, że może przez tamtą „obsuwę” nie usłyszał, co uzgodniono. Nie będę. Przypomnę tylko jego własne deklaracje z początku roku o Europie „stającej na własnych nogach”. W polityce pamięć jest obowiązkiem – zwłaszcza gdy rachunki za wielkie słowa przychodzą szybciej, niż kończy się konferencja prasowa.
CZYTAJ DALEJ

Anton Kappler - nowy kamerdyner papieski

2026-03-06 21:16

[ TEMATY ]

Włodzimierz Rędzioch

kamerdyner papieski

Archiwum Gwardii Szwajcarskiej

Anton Kappler - nowy kamerdyner papieski

Anton Kappler - nowy kamerdyner papieski

Najbliższy współpracownik Leona XIV przyszedł z Gwardii Szwajcarskiej.

Kamerdyner papieski to osoba świecka najbliższa Ojcu Świętemu. Służy jako prywatny asystent Papieża, pomagając mu w codziennych potrzebach osobistych. Wykonując swoje obowiązki asystenta Papieża, korzysta on z pomocy tzw. cubicolari (słudzy papiescy i członkowie Rodziny Papieskiej, którzy pełnią bezpośrednią służbę papieżowi; kiedyś mieli szczególną funkcję dbania o czystość w prywatnych pokojach Papieża), oraz sediari - to starożytne kolegium osób świeckich, których rola jest ściśle związana ze służbą Papieża, ponieważ nadzorują przebieg ceremonii w Apartamentach Papieskich oraz podczas publicznych i prywatnych audiencji; podlegają oni dziekanowi Anticamera Pontificia (Przedpokój Papieski), który odpowiada za Papieskie Apartamenty; do 1978 r. ich głównym zadaniem było noszenie papieża siedzącego na tronie tzw. sedia gestatoria.
CZYTAJ DALEJ

Bp Oder: Transparentność finansowa parafii buduje zaufanie i ułatwia dialog

2026-03-07 06:54

[ TEMATY ]

bp Sławomir Oder

transparentność

finansowa

buduje zauwanie

ułatwia dialog

Karol Porwich/Niedziela

Bp Sławomir Oder

Bp Sławomir Oder

„Cieszę się z budowania relacji z ludźmi: z kapłanami, z wiernymi, z młodzieżą” - powiedział w wywiadzie dla Katolickiej Agencji Informacyjnej biskup gliwicki Sławomir Oder. Trzy lata temu, 11 marca 2023 roku przyjął on sakrę biskupią i jako trzeci biskup-ordynariusz odbył ingres do katedry Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Gliwicach połączony z kanonicznym objęciem diecezji. Spośród 656 tys. jej mieszkańców niemal 90 proc. należy do Kościoła katolickiego. Posługuje im około 350 kapłanów diecezjalnych i 140 zakonnych.

O. Stanisław Tasiemski OP, KAI: Diecezja gliwicka w tym roku obchodzi 34. rocznicę powstania. Czym wyróżnia się ta wspólnota Kościoła?
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję