Cytowany przez EWTN News, ks. Piotr Wiśniowski, kapelan EWTN Polska, tłumaczy: „Dobry Maharadża, Jam Sahib Digvijaysinhji, zapisał się w historii dzięki niezwykłemu humanitaryzmowi. Gdy przyjął polskie sieroty w Balachadi, powiedział: ‘Nie jesteście już uchodźcami. Od dziś jesteście dziećmi Nawanagaru, a ja jestem waszym Bapu, waszym ojcem’. Te słowa nie były gestem PR-owym, lecz zobowiązaniem do wzięcia odpowiedzialności za najsłabszych”.
Polacy objęci amnestią Stalina po układzie Sikorski-Majski utworzyli 40-tysięczną Armię Andersa, która odegrała ważną rolę w działaniach aliantów. Jednak polskie dzieci, katolickie i żydowskie, z których wiele było sierotami lub straciło jednego z rodziców, stały się niechcianymi „odpadami wojny”. Były przetrzymywane w obozach i prowizorycznych sierocińcach, często pozostawiane na śmierć z powodu chorób lub głodu. Wiele z nich było synami i córkami około 22 tysięcy polskich żołnierzy i cywilów zamordowanych przez Sowietów w zbrodni katyńskiej. Odpowiedzialność za tę katastrofę humanitarną spadła na polski rząd na uchodźstwie oraz brytyjskich urzędników. Uzgodnionym rozwiązaniem było przesiedlenie uchodźców do Indii.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Digvijaysinhji szybko przystąpił do zażegnania kryzysu humanitarnego. Jego państwo jako pierwsze przyjęło 500 polskich dzieci. Inne indyjskie księstwa poszły w ślad za jego przykładem. „Po 1941 roku, gdy polscy uchodźcy zostali uwolnieni z sowieckiej niewoli, Polska była krajem zrujnowanym wojną, niezdolnym do opieki nawet nad własnymi dziećmi” - powiedział ks. Wiśniowski. „Maharadża zrozumiał tę tragedię i powiedział: ‘Jeśli Bóg zesłał mi te dzieci, moim obowiązkiem jest się nimi zająć’. Dlatego Polska pozostaje mu wdzięczna za ocalone życie, przywróconą godność i świadectwo, że miłosierdzie nie zna granic narodów ani kultur”.
Początkowo proponowano rodziny zastępcze, lecz polski rząd sprzeciwił się rozdzielaniu już straumatyzowanych dzieci. Inne rozwiązania, takie jak szkoły i klasztory, okazały się niewykonalne. Wicekról Indii powołał Fundusz Dzieci Polskich, wspierany przez arcybiskupa Delhi oraz przełożoną generalną Zgromadzenia Sióstr Jezusa i Maryi. Organizacja ta zbierała fundusze od prywatnych darczyńców, w tym od rodziny Tata.
Anuradha Bhattacharjee w książce pt. „The Second Homeland: Polish Refugees in India” (Druga Ojczyzna: polscy uchodźcy w Indiach) wyjaśnia, że Indie, choć wówczas nie były jeszcze państwem suwerennym i nie należały do krajów zamożnych, stały się pierwszym krajem na świecie, który przyjął bezdomnych i bezpaństwowych Polaków, oferując im schronienie na własny koszt. „Pierwsze polskie dzieci zostały przyjęte w Balachadi w księstwie Nawanagar i utrzymywane z funduszy charytatywnych zebranych w Indiach. Osiedlono je w obozie w pobliżu Balachadi.” Do grudnia 1942 roku około 640 dzieci odbyło wyczerpującą, liczącą 1500 kilometrów podróż ciężarówkami z Aszchabadu w Turkmenistanie do Balachadi. Według relacji były skrajnie wychudzone a ich ubrania wisiały na nich jak na wieszakach, i to mimo tego, że przez kilka miesięcy były już dokarmiane.
Digvijaysinhji przekształcił dom gościnny w swoim pałacu w Balachadi w szkołę ze specjalną biblioteką zaopatrzoną w polskie książki. Dzieci często wystawiały przedstawienia teatralne, na których obecny był sam maharadża. Korzystały one z życia na świeżym powietrzu, plaży i łagodnego klimatu. Biwakowały oraz grały w piłkę nożną, hokeja i siatkówkę.
Wśród polskich opiekunów był ks. Franciszek Pluta, (ur. 1905, zm. w Kanadzie w 1990) którego później komuniści oskarżyli o „międzynarodowe porywanie dzieci” po przeniesieniu części wychowanków do Stanów Zjednoczonych, a także harcmistrz ks. Zdzisław Peszkowski (1918-2007), ocalały z Katynia, który po wojnie został księdzem. Ks. Peszkowski przez resztę życia zabiegał o ujawnienie prawdy o Katyniu i był rówieśnikiem oraz bliskim współpracownikiem św. Jana Pawła II.
