Reklama

Wiadomości

Między suszą a powodzią

O efektach długoletniego niedoceniania gospodarki wodnej z prof. Kazimierzem Banasikiem rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 43/2015, str. 36-37

[ TEMATY ]

polityka

gospodarka

Polska

Grzegorz Boguszewski

Prof. Kazimierz Banasik wykładowca w SGGW w Warszawie, prezes Stowarzyszenia Hydrologów Polskich

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Od kilkudziesięciu lat mówi się w Polsce o ujemnym bilansie wodnym, czyli o niedostatku wody, wręcz o stepowieniu niektórych rejonów kraju, a od pewnego czasu pojawił się problem nadmiaru wody, czyli powodzie. Powinniśmy zatem po prostu przyzwyczaić się do życia między suszą a powodzią?

PROF. KAZIMIERZ BANASIK: – Niestety, tak. To, że mamy mało wody, wynika głównie z warunków klimatycznych i wiedzieliśmy o tym znacznie wcześniej, niż zaczęto mówić o globalnym ociepleniu klimatu. Na terenie Polski mamy opady niewysokie, a więc nasz problem polega na tym, że prawie 90 proc. w bilansie wodnym kraju stanowią właśnie wody z opadów, tylko ok. 13 proc. to wody napływające rzekami, głównie z Czech, Ukrainy i Białorusi.

– Powinniśmy być zatem dobrze przysposobieni do wykorzystywania wody z opadów...

– Powinniśmy. Wydaje się jednak, że w naszym kraju, mimo widocznie narastającego problemu, zbyt mało uwagi poświęca się dbaniu o tzw. zasoby odnawialne, czyli właśnie o tę wodę z opadów odpływającą rzekami. W skali roku opady wynoszą 600-610 mm, z czego aż trzy czwarte paruje. Z międzynarodowych badań wynika, że już w połowie lat 90. ubiegłego wieku roczna średnia europejska zasobów wody przypadająca na jednego mieszkańca była trzy razy większa od polskiej, a średnia światowa 4,5 razy wyższa!

– Skąd się bierze ten nasz niepokojąco niski wynik?

– Z niskich opadów i dużego parowania, co z kolei wynika z tego, że Polska znajduje się na pograniczu klimatów: polarnego, morskiego, śródziemnomorskiego i kontynentalnego. W podobnej, jednak nieco lepszej, sytuacji są Niemcy. Obecnie tylko Malta i Belgia (z uwagi na większą gęstość zaludnienia) mają gorsze wskaźniki niż Polska. Z powodu przyrostu zaludnienia od lat 90. minionego wieku zapewne pogarszają się też ogólnoświatowe wskaźniki, a w związku z wielką migracją ludności do Europy w perspektywie najbliższych dziesięcioleci pogorszą się również europejskie. Już dziś trzeba by temu odpowiednio przeciwdziałać.

– Skoro w Polsce od dawna stwierdzamy kiepski bilans wodny, to znaczy, że niewiele zrobiono, aby go poprawić...

– Rzeczywiście, jedynym wyjściem w naszej sytuacji klimatycznej powinno być magazynowanie wody w okresach, kiedy mamy jej nadmiar, po to, by ją wykorzystać np. w okresie suszy. Magazynowanie wody w zbiornikach może też ograniczać skutki powodzi. Niestety, tego rodzaju zbiorników retencyjnych mamy zbyt mało.

– Nie budowano ich z uwagi na niewielkie do niedawna zagrożenie powodziami?

– Powodzie były zawsze, tyle że z uwagi na małą gęstość zaludnienia na terenach zalewowych nie tak zauważalnie niszczycielskie. Powódź w 1997 r. nie poczyniłaby we Wrocławiu wielkich szkód, gdyby nie to, że po wojnie zbudowano tam wielkie osiedla mieszkaniowe właśnie na terenach nadodrzańskich polderów zalewowych, sądząc, że powodzi tam nie będzie, ponieważ poprzednia była w 1903 r... Wtedy to zbudowano tam system małych zbiorników retencyjnych, a na terenach przylegających do Odry po prostu nie osiedlano się. Później, niestety, coraz bardziej lekceważono możliwość powodzi. Tymczasem stale powinniśmy zakładać, że zawsze może zdarzyć się tzw. powódź stuletnia, a może nawet tysiącletnia. Złudne są przekonania, że obronią nas wyższe, mocniejsze wały przeciwpowodziowe...

– Jak więc ujarzmić ten „chwilowy” nadmiar wody?

– Przede wszystkim trzeba przyjąć, że powodzie, jak zawsze, będą występować. Trzeba nauczyć się żyć z powodzią, czyli roztropnie redukować jej niszczycielskie skutki.

– Gdy pewien znany polityk powiedział, że przede wszystkim trzeba wykupić polisę ubezpieczeniową, to był to koniec jego popularności i kariery...

– Niefortunnie powiedział to akurat w obliczu klęski wielkiej powodzi, dlatego ludzie poczuli się dotknięci. Prawdą jest jednak, że mieszkańcy terenów szczególnie zagrożonych powodzią powinni się ubezpieczać. Niestety, często wychodzą z założenia, że w przypadku wielkiej katastrofy nieubezpieczeni mogą zawsze liczyć na pomoc państwa. Moim zdaniem, tego rodzaju pomoc, w pewnym zakresie, powinna dotyczyć wszystkich, bez względu na to, czy się dobrowolnie ubezpieczyli, czy też nie.

– Wydaje się, że nie musiałoby być wielu tego rodzaju indywidualnych tragedii, gdyby działania państwa uprzednio nie dopuszczały do osiedlania się na terenach zalewowych, gdyby wspierały projekty budowy odpowiednich zbiorników retencyjnych. Czy nie można dziś wreszcie jasno powiedzieć, że doszło do ogromnych zaniechań, bezmyślności, wręcz do działania na szkodę obywateli?

– Jak najbardziej. Przez całe wielolecia gospodarka wodna nie była – i nadal nie jest – postrzegana jako ważna dziedzina życia. Ten bardzo ważny dział gospodarki narodowej od 1970 r. nie ma odpowiedniego centralnego urzędu, jest ulokowany w Ministerstwie Środowiska, w którym dziś rozpatruje się przede wszystkim problemy związane z ekologią środowiska, w tym także ekologią polskich wód, ale kwestie hydrologiczne znajdują się na marginesie urzędowych zainteresowań. Dość powiedzieć, że obecnie w ministerstwie problemami wodnymi zajmuje się weterynarz... Nie da się już ukryć, że sprawy gospodarki wodnej są w Polsce traktowane po macoszemu.

– Dlatego problemy związane z brakiem wody – lub z jej okresowym i nieokiełznanym nadmiarem – będą narastać, nawet mimo spadku liczby ludności?

– Tak, ponieważ z góry zakłada się, że nie ma żadnego problemu ani nawet potrzeby myślenia o nim.

– Dopóty, dopóki jest jeszcze woda w kranie?

– Otóż to! Troszeczkę zaczęliśmy się bać tego lata, ale nie dlatego, że zabraknie wody w kranach wielkich miast. Duże aglomeracje są jak na razie dobrze zabezpieczone, nawet przy niskich przepływach w rzekach. W tym roku okazało się, że problemem może być zwiększony pobór energii elektrycznej w związku ze wzmożoną pracą urządzeń chłodniczych – zaczęło brakować wody do chłodzenia turbin w elektrowniach cieplnych.

– I okazało się, jak bardzo brakuje odpowiednich zbiorników magazynujących wodę?

– Okazało się, jak dalece nie przewidziano tego, co nie jest przecież trudne do przewidzenia. Jesteśmy wciąż skazani na doraźne ratowanie sytuacji, co zawsze niesie straty. Na przykład zrzucanie wielkich ilości podgrzanej wody do rzek – przy niskich poziomach niesie ze sobą groźbę katastrofy ekologicznej. Jeśli te problemy nie zostaną wreszcie kompleksowo rozpatrzone – zarówno przez hydrotechników, jak i ekologów – to wkrótce znajdziemy się naprawdę w ślepym zaułku!

– Właściwie dlaczego do tej pory nie ma tego rodzaju kompleksowego spojrzenia?

– Dlatego, że sprawy najważniejsze, fundamentalne i trudne są głęboko chowane, nikt się nie chce nimi zajmować. Wystarczyło obserwować tegoroczną kampanię wyborczą... A problemów wody nie da się rozwiązać tak, jak się gasi pożar! Wprawdzie np. powódź z 1997 r.uświadomiła wszystkim, że powodzie naprawdę się zdarzają i potem rozwiązano – m.in. dzięki pomocy Banku Światowego – kilka lokalnych kłopotów związanych z przepustowością Odry. Największy problem polega wciąż na tym, że nawet tam, gdzie już podjęto jakieś inwestycje hydrotechniczne, to trwają one niewyobrażalnie długo. Jedna z ważniejszych budów – zbiornik Świnna Poręba na Skawie jest już na ukończeniu, ale budowa trwała 35 lat!

– Z czego wynika ta ślamazarność?

– Studentom mówię, że chcemy trafić do Księgi rekordów Guinnessa. A tak naprawdę to wygląda jak jakiś sabotaż... Podobne inwestycje w innych krajach – miałem sposobność zaobserwować to w Szwajcarii – np. od modelu zapory do finału w naturze, trwają ok. 3 lat.

– A w Polsce w dodatku wciąż jest ich za mało. O ile za mało?

– W Polsce nie ma w tej dziedzinie – podobnie zresztą jak w wielu innych – całościowej wizji. Pojawiają się głosy, że skoro powodzie są nieuniknione, to po co w nie inwestować... Nawet wobec narastającego prawdopodobieństwa suszy trudno przebić się z twierdzeniem, że przez budowę zbiorników stwarza się możliwość przechwytywania wody w czasie wielkich przepływów, co nie tylko redukuje skutki powodzi, ale też może pomóc złagodzić skutki suszy. Pojemność obecnie istniejących w Polsce zbiorników w stosunku do objętości rocznego odpływu stanowi zaledwie 6 proc. W większości krajów europejskich wskaźnik ten wynosi od 10 do 20 proc. Gdybyśmy więc mieli 2 razy więcej zbiorników, moglibyśmy znacząco poprawić naszą sytuację – zredukować zagrożenie w okresach powodzi i suszy.

– A to jest zupełnie nieosiągalne?

– Osiągalne, jeśli w budżecie państwa przeznaczy się więcej pieniędzy na gospodarkę wodną. To prawda, że w kraju ciągle mamy ważniejsze problemy... Gospodarka wodna pilnie potrzebuje przynajmniej bliższego rozpoznania. Problem wody wymaga naprawdę poważnego potraktowania i perspektywicznego ujęcia.

– W historii Polski już próbowano go rozwiązywać. W dekadzie gierkowskiej był „Program Wisła"...

– Z „Programu Wisła” chyba nic nie wyniknęło; projektowano budowę kolejnych zbiorników, zakładano poprawę jakości wody. Tymczasem jakość wody jeszcze do początku lat 90. była w Polsce tragiczna, poprawiła się potem głównie dlatego, że podupadł przemysł, ale także dlatego, że sporo zainwestowano w oczyszczalnie ścieków. A co do inwestycji hydrotechnicznych, to prawdę powiedziawszy, budowę wielu dzisiaj istniejących zbiorników zakończono już w okresie gomułkowskim – w 1968 r. oddano do użytku największy polski zbiornik w Solinie, 2 lata później drugi co do wielkości zbiornik we Włocławku (który produkuje darmową energię elektryczną). W latach 60. powstał też Zalew Zegrzyński i tzw. Jezioro Żywieckie.

– Z biegiem lat narastał opór ekologów przeciwko tego rodzaju ingerencji w naturę. Może dlatego nie podejmowano wielkich projektów hydrologicznych?

– Być może, w każdym razie był to dobry pretekst, by nic nie robić. Tymczasem, gdy w latach 90. minionego wieku, po wcześniejszych wielkich protestach ekologów, w końcu oddano do użytku długo budowaną zaporę czorsztyńską i zaraz potem przyszła wielka powódź, to jej skutki o połowę zredukował właśnie zbiornik w Czorsztynie. Opowiadano mi, że także zbiornik goczałkowicki został oddany do użytku tuż przed powodzią, co sprawiło, że uniknięto strat, dzięki czemu zwróciły się koszty jego budowy.

– Strat, które mogły być, a ich nie było, nikt dziś nie chce liczyć, Panie Profesorze!

– A szkoda! Warto zapytać, co by było poniżej zbiornika w Czorsztynie, gdyby go tam nie było w 1997 r.?!

– Co nam dzisiaj bardziej grozi: brak wody czy jej nadmiar?

– Jedno i drugie jest jednakowo groźne. Powodzie przychodzą nagle i nie jesteśmy w stanie z dużym wyprzedzeniem przewidzieć ich, susze łatwiej przewidzieć – i wiemy, że będą narastać – a zatem możemy i powinniśmy się zawczasu w jakiś sposób zabezpieczać. Susze są mniej dotkliwe w wielkich aglomeracjach niż w małych miejscowościach, gdzie zaopatrzenie w wodę może stwarzać poważne problemy.

– Dlaczego?

– Dlatego, że wodę pobiera się tam z małych ujęć, z malutkich cieków, często do ostatniej kropli, gdyż źle zaprojektowano liczbę odbiorców.

– Jak to możliwe?

– Dokumentacje hydrologiczne powinny wykonywać osoby kompetentne i zatwierdzać je powinny w urzędach również osoby o odpowiednich kwalifikacjach. Tak, niestety, często nie jest. W Prawie wodnym do niedawna istniał przepis wymagający, by dokumentację hydrologiczną, choćby na ujęcie wody, mogły sporządzać wyłącznie osoby mające uprawnienia zatwierdzone przez ministra, po zdaniu egzaminu przed specjalną komisją ministerialną. Tymczasem, prawdopodobnie za sprawą jakiegoś lobby, decyzją Trybunału Konstytucyjnego pewne artykuły Prawa wodnego zostały uchylone i obecnie każdy może sobie niemalże wykonywać dokumentacje hydrologiczne do inwestycji hydrotechnicznych... I dziś mamy już tego efekty: zdarza się, że na małych ciekach poniżej ujęcia wody nie płynie już ani kropla wody, mimo iż inne przepisy mówią nadal, że w cieku zawsze powinien pozostawać tzw. przepływ nienaruszalny, który zabezpiecza życie flory i fauny wodnej na całej jego długości.

– Zamiast płynącej spokojnie wody mamy wodę z mózgu, Panie Profesorze! Co zrobić, aby odwrócić sytuację, aby chociaż trochę poprawić stan hydrologiczny Polski?

– Potrzebna jest wyższa ranga gospodarki wodnej w administracji państwowej, powrót specjalistów oraz szerzenie świadomości o możliwych zagrożeniach, głównie w związku z powodziami. Wiedzieć więcej, robić więcej i lepiej.

* * *

Prof. Kazimierz Banasik
wykładowca w SGGW w Warszawie, prezes Stowarzyszenia Hydrologów Polskich

2015-10-21 08:50

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prezydent w Rybniku: mamy szansę stać się najlepiej funkcjonującym krajem Unii Europejskiej

Mamy szansę stać się najlepiej funkcjonującym krajem Unii Europejskiej, tylko trzeba konsekwentnej prospołecznej i propaństwowej polityki, bez złodziejstwa i bez pozwalania, żeby nas okradali – mówił w piątek w Rybniku (Śląskie) ubiegający się o reelekcję prezydent Andrzej Duda.

Prezydent podczas spotkania z mieszkańcami na rybnickim rynku przekonywał, że ostatni dzień kampanii przed rozpoczynającą się o północy ciszą wyborczą jest dla niego szczególny, gdyż "wygląda tak, jak całe te ostatnie pięć lat”. „Zaczął się bardzo wcześnie rano - przez cały dzień podróżuję, odwiedzam moich rodaków - a zakończy się bardzo późno wieczorem” - mówił.

„Na trasie dzisiaj jest i grad i deszcz, ale są i słoneczne chwile, które rekompensują to wszystko" – ocenił Duda. Jak dodał jedną z nich była ta, gdy osobiście podziękowała mu dziewczynka. "I mówi do mnie, panie prezydencie dziękujemy za 500 plus i za wyprawkę szkolną. To są właśnie te słoneczne chwile, i wtedy wiesz, że było warto" – wskazał prezydent.

Wspomniał też o momencie, w którym "przychodzi rodzina z pięciorgiem, sześciorgiem dzieci i mówi, +panie prezydencie, panie Andrzeju, dziękujemy". "To jest właśnie ten moment kiedy wiesz, że wszystko było warto i że warto dalej, bo te sprawy, które prowadziłeś, to były dobre sprawy, bo to, co się zobowiązałeś – dopełniłeś, bo zrealizowałeś najważniejszą rzecz” – ocenił.

„Ludzie przychodzą, żyje im się lepiej, nie mówią już, że chcą, aby im obniżyć podwyższony nieuczciwie wiek emerytalny i że trzeba wyjeżdżać z Polski, bo nie ma za co żyć – bo nie ma ani pracy ani godnej płacy. Polska się zmieniła; zmieniła się na lepsze” - akcentował Duda, co publiczność przyjęła okrzykami: „dziękujemy, dziękujemy”.

„Za nami co najwyżej połowa planów” - zastrzegł. „Bardzo mocno wzrosły na przestrzeni ostatnich lat wynagrodzenia” – zaznaczył, co jeden z uczestników wiecu skwitował głośnym: „chcemy więcej”. „Oszałamiająco wzrosła płaca minimalna, dzisiaj już jest znacznie lepiej tym, co najmniej zarabiali, ale jest jeszcze bardzo wiele rzeczy do załatwienia" – ciągnął prezydent.

"To nie jest jeszcze poziom życia taki, jak w Europie Zachodniej, a ja to właśnie chcę osiągnąć dla państwa, dla wszystkich moich rodaków, dla każdego pod biało-czerwonym sztandarem, dla każdego w naszym kraju, dla każdego kto śpiewa: +Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy+" - wołał.

„Powiem państwu więcej: ja wierzę w to, że my mamy szansę stać się najlepiej funkcjonującym krajem UE, pod każdym względem, także pod względem gospodarczym. Wierzę w to głęboko, tylko trzeba konsekwentnej prospołecznej i propaństwowej polityki, bez złodziejstwa i bez pozwalania, żeby nas okradali" - podkreślił Andrzej Duda.

„O to właśnie są te wybory; jaka będzie w przyszłości Polska i dla kogo będzie ta Polska. Czy będzie dla szerokiego spektrum naszych obywateli, czy będzie dla jakiejś wąskiej elity, która będzie się pasła kosztem reszty społeczeństwa” – przekonywał prezydent przyjmowany okrzykami „brawo” i „złodzieje”. „Te wybory są o to, czy będziecie państwo w telewizji słyszeli, że opłaca się pracować w Polsce i dla Polski czy że nic się nie opłaca – że nie opłaca się utrzymywać polskich stoczni, polskich linii lotniczych LOT, że nic się nie opłaca i najlepiej sprzedać, a najlepiej to wiecie komu” – mówił Duda.

„A ja mówię: nie, to my będziemy ich kupować, zobaczycie, tylko potrzeba spokojnej i konsekwentnie realizowanej polityki dla dobra naszego społeczeństwa. I wierzę, że nawet ci, którzy dzisiaj protestują z różnych względów po pięciu kolejnych latach przyznają rację. Nie będą mogli zaprzeczyć, że mają lepsze warunki życia, że Polska jest mocniejsza, że państwo funkcjonuje lepiej, że jest bezpieczniej. Już dzisiaj wielu z nich przyznaje, że tak właśnie jest. Słyszeliście to nawet w Sejmie, jak panowie z opozycji przyznawali, że te tarcze antykryzysowe, to dobrze działają, prawda?” – pytał zebranych.

„Proszę was dla Polski, dla tych dzieci i młodzieży, które są przede mną. To dla nich pracujemy, to jest nasze wielkie zobowiązanie wobec nich. Mamy 30 lat wolnej, suwerennej i niepodległej Polski. Polska jest dzisiaj dużo bezpieczniejsza, niż była jeszcze pięć lat temu, kiedy Rosja napadła na Ukrainę. Dziś jesteśmy mocniejsi sojuszem ze Stanami Zjednoczonymi, który jest jak nigdy dotąd" – akcentował Duda.

Przypomniał, że na terenie Polski stacjonują wojska amerykańskie i wojska NATO. "Oni gwarantują nasze bezpieczeństwo, oni gwarantują rozwój" - zapewniał. „To dlatego przychodzą do nas kolejne wielkie inwestycje amerykańskie, jak Microsoft, jak Google, warte miliardy dolarów, bo Polska jest bezpieczna” – przekonywał.

"Trzeba wykorzystać tę szansę, ale to trzeba patrzeć na Polskę, a nie gdzieś tam, nie wiadomo gdzie – na nasze sprawy, na nasze interesy i trzeba je prowadzić. Ja taką prezydenturę dalej wszystkim moim rodakom obiecuję" - podkreślił.

Określił swoją prezydenturę, jako prezydenturę "spokojnego zdążania, ku Polsce uczciwej, sprawiedliwej, która nie musi bać się silnych, a umie obronić słabszych. W której zwycięża uczciwość, a nie cynizm i draństwo". Zapewnił, że te słowa Lecha Kaczyńskiego "brzmią mu w uszach każdego dnia".

"Największym moim marzeniem jest taka właśnie Polska, dla polskiej rodziny" – wołał, na co publiczność odpowiadała: „Andrzej Duda, Andrzej Duda”. Prosił, aby iść na wybory, ale też, aby przekonywać innych do uczestnictwa w wyborach. "To w gruncie rzeczy obywatelski obowiązek każdego, kto czuje się sercem związany z naszą ojczyzną, ze swoją ziemią" - ocenił.

"Powiedzcie im: jak będziesz stał nad urną, zastanów się jak ci się żyło do 2015 roku, przez tamte osiem lat. Czy miałeś pracę? Jak ta praca była płatna? Jak się wtedy czułeś? Czy strzelali do ciebie gumowymi kulami, jeśli byłeś górnikiem i protestowałeś?" – pytał Andrzej Duda, przyjęty m.in. okrzykami: „strzelali, strzelali na Zofiówce”. „Tak, byłem tutaj wtedy z wami, zaraz potem, jak strzelali" - akcentował. "Pamiętamy! Pamiętamy!" - odpowiadali zgromadzeni.

"Pała i kule były odpowiedzią na robotnicze protesty – taka prawda – na protesty górników przeciwko podwyższeniu wieku emerytalnego. Przecież stąd większość wtedy przyjechała, właśnie ze Śląska, to byli górnicy, hutnicy. Pamiętam, spotykałem się z nimi pod Sejmem, byłem wtedy posłem" - mówił.

"Nic nie dały te protesty, nic nie dały miliony zebranych podpisów z wnioskiem o referendum, bo wbrew obywatelom wtedy wszystko się robiło. Potem się zabierało OFE. Można było puste obietnice wyborcze składać, a natychmiast po wyborach je łamać, śmiejąc się w twarz społeczeństwu" - przekonywał. "Nie może to już nigdy wrócić" – podkreślił Andrzej Duda, na co tłum odpowiedział: „złodzieje, złodzieje”.

"Pomóżcie, żeby Polska mogła nadal być na tej dobrej drodze, na drodze rozwoju, który przynosi pożytek nam wszystkim” – mówił Andrzej Duda. „Proszę państwa o wsparcie, pod biało-czerwoną flagą jest miejsce dla każdego” – akcentował, powtarzając następnie trzykrotnie: „dla każdego”. „I gwarantuję, że po tych kolejnych pięciu latach każdemu będzie żyło się lepiej” – dodał. „Każdemu, kto uczciwie żyje i uczciwie pracuje - bo to są prawdziwi, rzetelni obywatele, których państwo musi szacować” – zastrzegł.

„I te czasy nareszcie nadeszły – czasy elementarnego szacunku i elementarnej realizacji praw pod każdym względem – także praw rodziców, także praw rodziny, wreszcie zapisów konstytucyjnych, które przez lata były lekceważone – o tym, że rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo są pod szczególną opieką ze strony państwa” – deklarował.

Jak wyjaśniał, to znaczy, że są takie świadczenia jak 500 plus, jak wyprawka szkolna. "To znaczy, że szanowany jest senior, który całe życie przepracował i dostaje przynajmniej tą 13-stą emeryturę. A ja wam obiecuję, że będzie dostawał i 14-stą" - zapewnił Andrzej Duda, co przyjęto w Rybniku okrzykami: „dziękujemy, dziękujemy”.

Dodał, że jeżeli Polska po koronawirusie wróci na normalną drogę rozwoju i będą na to pieniądze, to zostanie również zrealizowany postulat o zwolnieniu emerytów z podatku. „Też będzie zrealizowany, jak będą na to pieniądze” – zastrzegł prezydent.

„Musimy się uporać z koronawirusem, musimy wyjść z tego kryzysu. Dzisiaj miliard złotych dziennie wypłacamy polskim przedsiębiorcom, by ratować miejsca pracy – to była bardzo poważna decyzja, ale żeby rządzić w państwie, trzeba mieć odwagę. I ja ją mam, mam ją! I determinację – mam ją! I energię – mam ją! Możecie być pewni, że tak, jak dzisiaj od świtu jestem na nogach, tak będzie przez całe następne pięć lat, będę zasuwał tak samo, jak do tej pory” – zadeklarował.

„I zapewniam was, nadal będziecie mogli być dumni z tego, jak Polska jest reprezentowana, że nadal będziecie mogli być dumni, że wreszcie głośno mówi się na świecie o polskich sprawach takimi, jakie one są i jakie one były w polskiej historii, że kto trzeba – jest nazywany zdrajcą, a kto trzeba – jest nazywany bohaterem” – ocenił Andrzej Duda, na co publiczność odpowiedziała: „cześć i chwała bohaterom”.

„Te pięć lat jest do tego niezbędne, żeby taka polityka była realizowana, a Polska była reprezentowana tam, gdzie trzeba: w Białym Domu, a nie na paradzie w Moskwie” – zawołał Duda, co spotkało się z owacją i m.in. okrzykami „precz z komuną”. „I żeby z podniesioną głową umieć wypowiadać się wszędzie: i w Brukseli i w Berlinie i w Waszyngtonie i w każdym innym miejscu” – dodał.

"To jest rola Prezydenta Rzeczypospolitej. Obiecuję państwo, że będę chronił, to, co państwo do tej pory uzyskaliście. Będę chronił ten kształt polskiego państwa, któremu został wreszcie nadany w praktyce, jako państwa społecznej gospodarki rynkowej, a nie tylko w zapisie konstytucyjnym. Bedę go wzmacniał” - zadeklarował.

„Obiecuję państwu, że po tych kolejnych pięciu latach będziecie znacznie zamożniejsi, niż dzisiaj, a wierzę w to głęboko, że będziecie tak zamożni, jak ludzie żyjący w krajach na Zachodzie Europy. Tylko że u nas będą lepsze warunki życia, będzie bezpieczniej, będzie spokojniej. Tak, nie będzie zamachów terrorystycznych, nie będzie tego, czego dzisiaj boi się zachodnia Europa" - przekonywał prezydent.

„U nas tego nie będzie, bo będziemy prowadzili skuteczną politykę. Będziemy się budowali gospodarczo, ale będziemy też pilnowali tego, co dla nas ważne: tradycja, bezpieczeństwo, nasz pień kulturowy. Pod tym względem Śląsk wie, o czym mówię” - ocenił. Duda uznał też, że te wybory przesądzą o następnych pięciu latach, a nawet o kolejnych dziesięcioleciach, jak będzie wyglądała Polska. "Każdy z nas ma jeden głos, także i ja, idźmy na wybory. Niech żyje Polska. Niech żyje polski Śląsk" - dodał.

Na rybnicki rynek przyszli nie tylko zwolennicy prezydenta, którym rozdawano m.in. kartony z napisem „Duda 2020”. Około setki oddzielonych kordonem policji osób krzyczało i gwizdało w czasie wystąpienia Andrzeja Dudy. Mieli ze sobą przedmioty w tęczowych kolorach i transparenty, m.in. „Wstyd, wyPAD”, „Nie jesteśmy ideologią”, „Trzask i po długopisie”. W pewnej chwili kilkunastoosobowa grupa uniosła utworzone z liter wydrukowanych na dużych plakatach nazwisko: Trzaskowski. Kilka osób miało m.in. plakaty wyborcze Szymona Hołowni.(PAP)

autor: Mateusz Babak

mtb/ par/

CZYTAJ DALEJ

Kontakt

Redakcja


Centrala: (34) 369 43 22
Sekretariat: redakcja@niedziela.pl, (34) 369 43 02
Dział ogłoszeń: ogloszenia@niedziela.pl, (34) 369 43 65
Księgarnia: kolportaz@niedziela.pl, (34) 369 43 52
Dział kolportażu: kolportaz.niedziela@niedziela.pl, (34) 369 43 51
Patronaty: patronat@niedziela.pl, (34) 369 43 24
Inspektor Ochrony Danych Osobowych: Monika Książek rodo@niedziela.pl, tel: 506 744 552

Redakcja internetowa

E-mail: internet@niedziela.pl
Dział redakcyjny:
Monika Książek - kierownik (monika@niedziela.pl)
Damian Krawczykowski (damian.krawczykowski@niedziela.pl)
Marcin Mysłek (marcin@niedziela.pl)


Tel.: (34) 369 43 25
Dział techniczny: webmaster@niedziela.pl

 

Edycje diecezjalne

Redakcja zielonogórsko-gorzowska: ks. Adrian Put (redaktor odpowiedzialny), Katarzyna Krawcewicz, Kamil Krasowski
E-mail: aspekty@diecezjazg.pl; zielonagora-gorzow@niedziela.pl
Adres: ul. Obywatelska 1, 65-736 Zielona Góra
Tel.: 666 028 246
Dyżury: pon.-pt. w godz. 10-13
Redakcja częstochowska: Karolina Mysłek, tel. (34) 369 43 70
 
Redakcja toruńska: ks. Paweł Borowski (redaktor odpowiedzialny),
Renata Czerwińska,
Ewa Melerska
E-mail: torun@niedziela.pl
Adres: ul. Łazienna 18, 87-100 Toruń
Tel.: (56) 622 35 30
Redakcja częstochowska: Beata Pieczykura, tel. (34) 369 43 85


Redakcja szczecińsko-kamieńska: ks. Grzegorz Wejman (redaktor odpowiedzialny)
E-mail: szczecin@niedziela.pl
Adres: pl. św. Ottona 1, 71-250 Szczecin
Tel./fax: (91) 454 15 91
Dyżury: pon.- pt. w godz. 9-13
Redakcja częstochowska: Julia A. Lewandowska (edycja.szczecin@niedziela.pl), tel. (34) 369 43 25


Redakcja częstochowska: Ks. Mariusz Frukacz (redaktor odpowiedzialny)
Sławomir Błaut
Maciej Orman
E-mail: czestochowa@niedziela.pl
Adres: ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa
Tel.: (34) 369 43 91, (34) 369 43 85


Redakcja kielecka: ks. Tomasz Siemieniec (redaktor odpowiedzialny), Agnieszka Dziarmaga, Katarzyna Dobrowolska, Władysław Burzawa
E-mail: kielce@niedziela.pl
Adres: ul. Jana Pawła II nr 3, 25-013 Kielce
Tel.: (41) 344 20 77
Redakcja częstochowska: Jolanta Marszałek, tel. (34) 369 43 25
E-mail: edycja.kielce@niedziela.pl


Redakcja legnicka: ks. Piotr Nowosielski (redaktor odpowiedzialny)
E-mail: legnica@niedziela.pl
Adres: ul. Jana Pawła II 1, 59-220 Legnica
Tel.: (76) 724 41 52
Redakcja częstochowska: Marzena Cyfert, tel. (34) 369 43 28
E-mail: edycja.legnica@niedziela.pl


Redakcja lubelska: ks. Mieczysław Puzewicz, Urszula Buglewicz
E-mail: lublin@niedziela.pl
Adres: Kuria Metropolitalna, ul. Prymasa Stefana Wyszyńskiego 2, 20-950 Lublin
Tel. kom.: 607 669 192, tel./fax (81) 743 68 47
Redakcja częstochowska: Maciej Orman, tel. (34) 369 43 85,


Redakcja łódzka:
E-mail: lodz@niedziela.pl
Adres: ul. Ks. I. Skorupki 3, 90-458 Łódź
Tel.: (42) 664 87 52
Dyżury w siedzibie redakcji: pon. i śr. godz. 10-12
Redakcja częstochowska: Ks. Jacek Molka, tel. (34) 369 43 31


Redakcja małopolska: Maria Fortuna-Sudor – redaktor odpowiedzialny,
ks. dr Jan Abrahamowicz – asystent kościelny.
Anna Bandura
E-mail: krakow@niedziela.pl
Adres: ul. Bernardyńska 3, 31-034 Kraków
Tel.: (12) 432 81 57, 605825450
Dyżury: pon. w godz. 13-15, wt. w godz. 10-14 lub po wcześniejszym telefonicznym uzgodnieniu
Redakcja częstochowska: Beata Włoga, tel. (34) 369 43 70


Redakcja bielska: ks. Piotr Bączek (redaktor odpowiedzialny) (baczek@niedziela.pl),
Tel.: 502 271 175
Mariusz Rzymek
Monika Jaworska
E-mail: bielsko-biala@niedziela.pl
Adres: ul. Żeromskiego 5-7, 43-300 Bielsko-Biała
Tel.: (33) 819 06 20
Redakcja częstochowska: Ks. Jacek Molka, tel. (34) 369 43 28


Redakcja podlaska: ks. Marcin Gołębiewski (redaktor odpowiedzialny), Monika Kanabrodzka
E-mail: drohiczyn@niedziela.pl
Adres: ul. Kościelna 10, 17-312 Drohiczyn
Tel./fax: (85) 656 57 54
Dyżury: pon., wt., pt. w godz. 8.30-13.30
Redakcja częstochowska: Beata Włoga, tel. (34) 369 43 70


Redakcja przemyska: ks. Zbigniew Suchy (redaktor odpowiedzialny),
Romana Trojniarz
E-mail: przemysl@niedziela.pl
Adres: pl. Katedralny 4 A, 37-700 Przemyśl
Tel.: (16) 676 06 00, 601 855 100
Dyżury: godz. 9-13
Redakcja częstochowska: Anna Cichobłazińska, tel. (34) 369 43 30
E-mail: edycja.przemysl@niedziela.pl


Redakcja rzeszowska: ks. Józef Kula (redaktor odpowiedzialny),
s. Hieronima Janicka,
Alina Ziętek - Salwik
Adres: ul. Zamkowa 4, 35-032 Rzeszów
Tel./fax: (17) 852 52 74,
E-mail: rzeszow@niedziela.pl
Dyżury: pon.-pt. w godz. 10-12
Redakcja częstochowska: Anna Wyszyńska (edycja.rzeszow@niedziela.pl), tel. (34) 369 43 24


Redakcja sandomierska: ks. dr Wojciech Kania (redaktor odpowiedzialny)
E-mail: ; sandomierz@niedziela.pl
Tel. 601201383
Redakcja częstochowska: Ks. Jacek Molka (biblia@niedziela.pl), tel. (34) 369 43 31


Redakcja sosnowiecka: ks. Tomasz Zmarzły (redaktor odpowiedzialny)
Piotr Lorenc
E-mail: sosnowiec@niedziela.pl
Adres: ul. Wawel 19, 41-200 Sosnowiec
Tel.: (32) 293 51 51 (Kuria),
Redakcja częstochowska: Marzena Cyfert, tel. (34) 369 43 28


Redakcja świdnicka: ks. Mirosław Bendyk (redaktor prowadzący edycję)
E-mail: swidnica@niedziela.pl
Adres: pl. św. Jana Pawła II 2-3, 58-100 Świdnica
Redakcja częstochowska: Julia A. Lewandowska (edycja.swidnica@niedziela.pl), tel. (34) 369 43 25

Dyżur telefoniczny: 602-336-086


Redakcja warszawska: Andrzej Tarwid (redaktor odpowiedzialny),
Asystent kościelny: ks. dr Janusz Bodzon
Wojciech Dudkiewicz, Artur Stelmasiak,
Magdalena Wojtak,
dr Łukasz Krzysztofka
E-mail: warszawa@niedziela.pl
Adres: ul. Długa 29, lok 229, 00-238 Warszawa
Tel.: (22) 635 90 69, 600 340 635
Redakcja częstochowska: Beata Pieczykura, tel. (34) 369 43 85


Redakcja wrocławska: Ks. Łukasz Romańczuk (redaktor odpowiedzialny),
Tel.: 696 719 107,
Marzena Cyfert, Grzegorz Kryszczuk
Wanda Mokrzycka - stała współpraca
E-mail: wroclaw@niedziela.pl
Adres: ul. Katedralna 3 (I piętro), 50-328 Wrocław
Redakcja częstochowska: Sławomir Błaut, tel. (34) 369 43 85


Redakcja zamojsko-lubaczowska:
Ks. Krzysztof Hawro (redaktor odpowiedzialny), Ewa Monastyrska
E-mail: zamosc-lubaczow@niedziela.pl
Adres: ul. Zamoyskiego 1, 22-400 Zamość
Tel.: 783 596 040
Redakcja częstochowska: Marzena Cyfert, tel. (34) 369 43 28


CZYTAJ DALEJ

To Chrystus jest w centrum

2020-07-13 21:16

Fot. Grzegorz Kryszczuk

Wśród zabudowań rynku w Kątach Wrocławskich wznosi się dyskretnie, ale zaznaczając swoją obecność kościół pw. Św. Apostołów Piotra i Pawła. O żywej wspólnocie parafialnej i zaangażowaniu wiernych, z ks. Krzysztofem Tomczakiem rozmawia Grzegorz Kryszczuk.

Dostał ksiądz nominację na proboszcza w Kątach Wrocławskich dwa lata temu. Po przyjściu na parafię okazało się, że nie było wcześniej wielu poprzedników.

Po 2 wojnie światowej jestem dopiero czwartym proboszczem. To jest właśnie ta charakterystyka tej parafii i wspólnoty. Jeżeli był proboszcz to urzędował długie lata. Ks. Piszczor, ks. Zieliński, ks. Reputała i ja. I to, że oni byli tutaj długo z taką wspólnotą, to oznaczało pewne ukształtowanie duchowe parafian. Zawsze ksiądz proboszcz ma swój styl duszpasterski.

Przed 2018 rokiem był ksiądz proboszczem w niewielkiej miejscowości, w zasadzie na granicy archidiecezji wrocławskiej.

Pakosławsko to parafia zdecydowanie mniejsza, która posiada jeszcze jedną kaplicę filialną. Myślałem o tym, że zostanę przeniesiony dlatego uwrażliwiałem parafia, że z księżmi jest tak, że może przyjść moment rozstania. Oni mi nie wierzyli.

Ale jednak przyszła zmiana...

Wiedziałem, gdzie są Kąty Wrocławskie, bo urodziłem się w Świdnicy, więc niedaleko stąd. Zawsze wiedziałem, że Kąty to mój poprzednik ks. Ryszard Reputała. Zresztą wprowadził mnie we wspólnotę bardzo dobrze, za co mu dziękuję. Jestem z moim poprzednikiem w kontakcie, jest zawsze mile widziany. Parafianie widzą, że jesteśmy w dobrych relacjach.

Łatwo było się dopasować?

Myślę, że musieliśmy się wszyscy poznać, choć podkreślam, że ten proces cały czas trwa. 1 lipca minie drugi rok od kiedy jestem tu proboszczem. Ludzie patrzyli co ja zrobię, czy coś zmienię. Ja się najpierw przypatrywałem i nie podejmowałem od razu radykalnych decyzji. Jestem człowiekiem, który musi najpierw przemodlić wszystko i dobrze się zastanowić. Jak jest? Coraz lepiej. To pokazuje, że sprawa naszego poznania jest rozwojowa. Zauważyłem, że to co ja zaproponowałem nowego zostało dobrze odczytane i przyjęte. I widzieli moi parafianie, że to było zrobione dla dobra wspólnoty.

Co w takim razie udało się zmienić?

Zmieniłem dzień, w którym czytaliśmy intencje do Nowenny do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Do tej pory sposób jej odmawiania był wypracowany przez parafian, był taki „kątecki”. Intencje były zawsze czytane w niedzielę podczas ogłoszeń parafialnych. Zapytałem księży współpracowników czy jest szansa, żeby to zmienić. Nie było to dla nich łatwe, a wiem to z głosów, które pojawiły się po „kolędzie”. Szczególnie księża wikarzy o tym mówili, bo proboszczowi powiedzieć w cztery oczy jest zdecydowanie trudniej [śmiech]. Dzisiaj nie ma tego problemu.

Ale jak słyszę księdza opowiadanie, to wychodzi na to, że rewolucji nie było.

Podczas pierwszej Mszy Św. w nowej parafii powiedziałem, że w centrum jest Pan Jezus, my przy Chrystusie i razem z nami Matka Najświętsza. Chociaż to co powiedziałem jest sprawą zupełnie oczywistą, to ta myśl towarzyszy nam codziennie. W centrum nie jest nowy proboszcz, nawet nie moi sympatyczni parafianie, tylko Jezus.

Rozmawiamy cały czas, a ksiądz się uśmiecha, żywo gestykuluje, widać taką radość. Skąd to się bierze?

Nie ma nic piękniejszego dla mnie, jeżeli ktoś z parafian mówi do mnie – dziękujemy księdzu za to, że mówicie o Panu Jezusie. Ludzie się tym cieszą, że to Słowo często pada, że to wszystko jest ukierunkowane na Niego.

Potrafi być też ksiądz surowy?

W sprawach kancelaryjnych muszę być niekiedy radykalny. Czasem głośno powiem, że pewne sytuacje są niedopuszczalne, dla których Kościół mówi stanowcze „nie”. Niektórzy się oburzają, ale skoro mamy się rozwijać i wzrastać duchowo, wszystko musi być oparte na prawdzie, a nie na zasadzie „fajnie jest”.

A jako przełożony i szef?

A tu chciałbym podziękować moim księżom współpracownikom, ponieważ cały czas rozmawiamy i ustalamy pewne kwestie. Trwa dialog. Wiele spraw i poprawek, które się zrodziły i które wprowadziliśmy to owoc naszych rozmów. Oczywiście ostateczna decyzja należy do mnie jako proboszcza, ale ja słucham i wiele rzeczy udało nam się zrobić. Nasi parafianie chwalą wikarych, dlatego to cieszy bardzo moje serce. Nawet nie wpadam w zazdrość [śmiech].

W parafii pojawiły się też nowe formy duszpasterskie. Jakie?

Moim ulubioną formą jest Nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego. Wzięło się to z czasów, kiedy pracowałem w Miliczu. Wtedy św. Jan Paweł II zawierzył świat Miłosierdziu Bożemu. Pamiętam jak dziś ten początek, kiedy zaczęliśmy odmawiać Koronkę wspólnie. Nie ukrywam, że Kult Bożego Miłosierdzia zajmuje w moim sercu wyjątkowe miejsce. Odkrywałem jego piękno w mojej poprzedniej parafii w Pakosławsku i wprowadzam też tutaj w Kątach Wrocławskich. Modlimy się wtedy w każdy ostatni piątek miesiąca, czytają to pięknie parafianie.

Widziałem też przy ołtarzu piękną figurę Maryi.

Dodatkowo wprowadziliśmy nabożeństwo fatimskie. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że tutejsza wspólnota wiernych kocha Matkę Bożą. Oni to potwierdzają i pokazują swoim życiem. Nabożeństwo zaczynamy 13 maja, kończymy w październiku. Figura Maryi przywieziona została z Fatimy, a kiedy wyruszamy z nią w procesji, to przyłączają się do nas także mieszkańcy okolicznych wsi i miejscowości.

Zna ksiądz dobrze swoich parafian?

Najstarsi z nich to repatrianci ze Wschodu, z okolic Lwowa oraz Wołynia. Mam takie wrażenie, że fundamentem tej parafii są ludzie starsi. Oni trzymają ta wspólnotę, są przywiązani do kościoła, do swojej wiary i są bardzo ofiarni. To nie jest zarzut, że parafia się starzeje i nie ma młodych ludzi. Mało jest osób przyjezdnych, większość to urodzeni w Kątach Wrocławskich, ale pracują przeważnie we Wrocławiu. Powstają nowe osiedla, parafia liczy ponad 7400 osób, ale cały czas się powiększa.

Jakieś wnioski duszpasterskie jeszcze krążą w księdza głowie?

Po kilku miesiącach obserwacji, razem z księżmi współpracownikami doszliśmy do wniosku, że nasi wspaniali parafianie kochają adorować Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. To było takie odkrycie, które z pozoru może wydawać się prozaiczne. Skoro chodzisz do kościoła, to chyba naturalne jest, że chcesz adorować Chrystusa. Tutaj było dla nas zaskoczeniem, ale także impulsem do dalszej pracy duszpasterskiej. Ludzie zaczęli mówić – jest więcej adoracji, będą nowe powołania do kapłaństwa i zakonu. Na razie takich nie ma, ale gorliwie się modlimy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję