Reklama

Polityka

Marzenie o niepodległości

O różnicy między niepodległością a wolnością, wzorcach Drugiej Rzeczypospolitej i niedostatkach Trzeciej z prof. Wiesławem J. Wysockim rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 45/2015, str. 22-23

[ TEMATY ]

wywiad

Grzegorz Boguszewski

Prof. dr hab. Wiesław Jan Wysocki

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Przy okazji Narodowego Święta Niepodległości często porównujemy „dwie niepodległości” – tę odzyskaną w 1918 r. i tę ponownie odzyskaną w 1989 r. Zastanawiamy się, kiedy było łatwiej, która była dla Polaków większym zaskoczeniem, która większym wyzwaniem. Różnie też obchodziliśmy i obchodzimy to święto...

PROF. WIESŁAW J. WYSOCKI: – W II RP ze Świętem Niepodległości był tylko jeden problem: dość długo zastanawiano się nad najbardziej odpowiednią datą, ponieważ było wiele symbolicznych wydarzeń zasługujących na tego rodzaju upamiętnienie. Ostatecznie wybrano dzień przejęcia władzy wojskowej przez Józefa Piłsudskiego, co miało swą wymowę w kontekście I wojny światowej, po której na gruzach trzech zaborczych imperiów mogła odrodzić się Rzeczpospolita. Święto to obchodzono zawsze bardzo radośnie, początkowo jak święto wojskowe. W czasie okupacji, a także w PRL pamięć o 11 Listopada nie zaginęła, lecz świętowano w konspiracji, przywołując w ten sposób wspomnienie narodowej suwerenności.

– W III RP Święto Niepodległości przywrócono natychmiast, w 1989 r. Czy jednak nie chowa się dziś ono w cieniu innych dat, innych świąt?

– Można powiedzieć, że w III RP 22 lipca, czyli data narzucenia Polsce niesuwerenności przez Manifest PKWN, została zastąpiona 4 czerwca – datą wyborów koncesjonowanych, także przecież niesuwerennych. Uważam, że datą założycielską III RP powinien być dzień przekazania przez prezydenta II RP insygniów państwowych Rzeczypospolitej prezydentowi wybranemu w prawdziwie już wolnych wyborach w 1990 r.

– Dzień 4 czerwca zestawia się często z dniem 11 listopada jako daty odzyskania niepodległości. Niesłusznie, Panie Profesorze?

– Moim zdaniem, święto 11 Listopada jest rzeczywistym świętem niepodległości, gdyż z żadnymi uświęconymi datami III RP nie wiąże się pojęcie niepodległości. Zresztą, nawet nie mówi się tu o niepodległości, lecz co najwyżej o wolności lub transformacji.

– Trudno więc porównywać te nasze „dwie niepodległości”?

– Tak, ponieważ ogłoszona po 1989 r. wolność jest, moim zdaniem, tylko substytutem takiej niepodległości, jaką mieliśmy po 1918 r. Dzisiaj żyjemy w świecie pewnej mimikry; w sensie instytucjonalnym mamy kontynuację PRL-u. Poza Deklaracją Senatu, mającą charakter jedynie moralny, nie mamy dziś właściwie żadnego nawiązania do istoty niepodległości, do takiej suwerenności, jaką mieliśmy w II Rzeczypospolitej.

– Na czym polegała ta istota niepodległości II RP?

– Nie sposób zaprzeczyć temu, że II Rzeczpospolita miała ośrodek władzy wśród swoich, wybranych przez naród; bez wątpienia było to wolne społeczeństwo.

– Ponoć nigdy nie byliśmy tak wolni, jak w III RP, Panie Profesorze!

– W III RP znaleźliśmy się w dość dziwnej sytuacji, ponieważ nie doszło do oczyszczającego odcięcia się od okresu, który uznawano za byt niesuwerenny. Do tego stopnia, że dziś pojawiają się podejrzenia o zewnętrzne sterowanie np. polskimi wyborami, były już nawet oskarżenia o ich fałszowanie za pośrednictwem moskiewskich serwerów. Obawiam się, że przyszły historyk będzie mógł kiedyś powiedzieć, iż III RP to okres, w którym byliśmy nie wprost uzależnieni od mocarstwa, które wcześniej wprost i bezpośrednio nami zawiadywało. A poza tym, bez wątpienia, na tej naszej „nowej niepodległości” bardzo ciąży postkomunistyczna świadomość i mentalność.

– W latach 90. Sejm w specjalnej uchwale właśnie z okazji 11 Listopada zachęcał do refleksji nad minionym półwieczem, w którym „wolnościowe i demokratyczne aspiracje Polaków były dławione”. Niepodległościowej refleksji chyba nadal brakuje, zadowoliliśmy się tą „wielką wolnością”?

– Niestety, bardzo nam dziś brakuje szerokiej refleksji historycznej. Nawet w czasie okupacji i w PRL-u Polacy potrafili pamiętać o 11 Listopada i na różne sposoby świętować – rozklejano klepsydry, odprawiano Msze św., składano kwiaty itp. – choć to było zakazane. Ten nurt narodowej pamięci nie zaistniał w podobny sposób w III RP.

– Może dlatego, że nie było już takiej potrzeby; Polaków przekonano, że niepodległość została właśnie na nowo i raz na zawsze odzyskana?

– Otóż to! Polakom wmówiono też, że dojście do wolności stało się możliwe dzięki PZPR-owskim liberałom i tzw. opozycji demokratycznej. Nie pozostawiono miejsca dla opozycji niepodległościowej, która przecież nadal powinna odgrywać ważną rolę. Przypomnijmy choćby pierwszy KPN, PPN, środowisko Wojciecha Ziembińskiego, nurty niepodległościowe w ROPCiO, KOR, który wywodzi się z prawicy niepodległościowej... Niestety, to, co powinno wytyczać wzorce przyszłemu społeczeństwu, zostało stłamszone przez dwie strony umawiające się przy Okrągłym Stole. A drogę niepodległościową zaczęto z czasem metodycznie zamazywać.

– A zatem mówienie o nawiązywaniu do tradycji II RP – co często podkreślał poprzedni prezydent – to jedynie mydlenie oczu?

– W III RP, mimo wszystko, zdarzały się epizody władzy doceniającej walory niepodległościowe. Pojawiały się dążenia do tego, aby problem niepodległości należycie wybrzmiał. Jednak częściej był to tylko parawan dla tych, którzy pod pozorami afirmowania ideałów niepodległościowych robili swoje i osiągali swoje bardzo doraźne cele.

– Tym parawanem było zrównywanie obu niepodległości?

– Zapewne, bo przecież różnice są zasadnicze, a tymczasem zestawia się niepodległość z jakąś formą wolności. Jako historyk oczywiście doceniam także okresy rządów niepełnej suwerenności, doceniam np. działalność Rady Regencyjnej w 1918 r., bo ona wyraźnie ewoluowała, a jej działania w sposób zdeterminowany zmierzały do poszerzania niepodległości w formalnie jeszcze okupowanym kraju, i w pewnym momencie ogłosiła Manifest o Niepodległości Państwa. W III RP podobnie klarownej sytuacji nigdy nie mieliśmy; na dobrą sprawę Polacy nie do końca rozumieli i rozumieją to, co się dzieje.

– Inaczej niż po 1918 r.?

– Z całą pewnością! Wtedy pojawiają się już struktury Wojska Polskiego, tworzone przez gen. Tadeusza Rozwadowskiego z Polskiej Siły Zbrojnej. Pojawia się autorytet Józefa Piłsudskiego, od razu formułującego program niepodległościowy, przejmującego pełnię władzy politycznej i nostryfikującego powstanie niepodległej Polski. W III RP nie ma podobnej procedury ani podobnego aktu; nie ma też poczucia, że coś się radykalnie jakościowo – duchowo, a nie materialnie – zmienia.

– Jak możemy porównać stan ducha Polaków „dwu niepodległości”?

– W 1989 r. była, oczywiście, satysfakcja, że komuniści oddali władzę, choć w istocie jej nie oddali... Po 1918 r. mieliśmy dwa opisy stanu ducha narodu. Najbardziej typowy – Marii Dąbrowskiej, że właściwie nic się nie stało, nie było huku, wielkiej euforii, ale stało się coś ważnego: narodziła się Polska! Drugi opis odnosi się do młodych z POW, którzy przejmowali władzę, rozbrajali Niemców, zakładali opaski, uciekali z domów do wojska. Trzeba pamiętać o tym, że społeczeństwo polskie w okresie I wojny światowej przeszło wielką metamorfozę: od wspierania zaborców, do pełnych aspiracji niepodległościowych. Wydaje się, że w III RP przechodziliśmy drogę odwrotną.

– Od euforii do marazmu?

– Tak. Euforia była w sierpniu 1980 r. i trwała, nawet mimo stanu wojennego, przez kilka lat, ale potem także postawy liderów politycznych nie zachęcały do mobilizacji ducha. To było powolne rozbrajanie moralne narodu, chociaż wtedy mieliśmy przecież jeszcze wielkie wsparcie autorytetu papieża Jana Pawła II.

– Na ten autorytet chętnie powoływali się przedstawiciele elit politycznych III RP, jednakowoż bez większych konsekwencji w działaniu. Dziś coraz częściej przyznajemy, że elity polityczne są niesolidne, że z kretesem przegrywają z tymi z II RP. Zgadza się Pan Profesor z taką opinią?

– W II Rzeczypospolitej krąg elit wokół liderów niepodległościowych rozrastał się, tworząc – mimo wielu różnic ideowych i politycznych – spójną tkankę budowanej wspólnie państwowości. Działacze polityczni przekształcali swe dotychczas oportunistyczne programy w radykalnie niepodległościowe. Niezależnie od różnic i możliwych sporów, wszyscy ciągle odwoływali się do pewnego systemu wartości, do poczucia przyzwoitości, do tego, że nie można naśladować stosunku władzy zaborczej do obywateli i do własności. A poza tym – ci ludzie naprawdę mieli honor.

– A dziś po prostu zabrakło w III RP solidnego wzorca, tak charyzmatycznej i niepodległościowo zdeterminowanej osoby, jaką dla II RP był Józef Piłsudski?

– Rzeczywiście, tam Piłsudski wyznaczał drogę, cel i środki. Tutaj nie wiadomo, kto i jaki cel wytyczył, wydaje się, że chodziło tylko o korzystny podział władzy. Wprawdzie niekwestionowanym liderem był Lech Wałęsa, który jednakże został wykorzystany jako narzędzie tzw. intelektualistów do sterowania tłumami. W III RP, odwrotnie niż w II, wszechogarniająca bylejakość zaczęła iść z góry i stawała się wzorcem. Powstała państwowość uciekająca od wszelkiego etosu, od szlachetności, powagi, godności i – jakby to kiedyś powiedziano – stała się dziewką europejską, którą każdy może dowolnie wykorzystać. Słabi politycy doprowadzili do tego, że dyrektywy unijne – choć Unia Europejska jest niewątpliwą wartością – zastępują nam dziś konstytucję...

–...i samodzielne myślenie?

– Otóż to! Piłsudski bardzo często podkreślał, żeby myśleć własnym rozumem. Także polskim rozumem, czyli polską racją stanu. Dzisiaj obowiązuje myślenie narzucone, także politykom, przez media oraz dyspozycyjność wobec zewnętrznych układów. Kiedyś była to agentura...

– Wielu polityków chciałoby dziś naśladować Józefa Piłsudskiego. Czego im brakuje?

– Niemal wszystkiego. Piłsudskiego ukształtowała wizja państwa niepodległego i marzenie o nim; już we wczesnej młodości planował, że jak tylko skończy szkołę i osiągnie pełnoletność, to natychmiast zajmie się wypędzaniem Moskali. Nie dorobił się, chodził w pocerowanych portkach...

– Nie nosił drogich zegarków, nie palił cygar. Dziś byłby to obciach...

– Niewątpliwie, zwłaszcza że herbatki u pani marszałkowej Piłsudskiej były cieniutkie, a herbatniki podawano od wielkiego święta. Swoje pensje Piłsudski przekazywał na uniwersytety, głównie wileński, żył tylko z tego, co napisał, z tantiem. I taki właśnie człowiek stał się idolem. Stanisław Cat-Mackiewicz napisał: „Jednej tylko rzeczy, jednej tajemnicy ani moja, ani żadna inna książka o Piłsudskim nie wyjaśni. Tajemnicy miłości, którą do siebie wzbudzał”. Dość powiedzieć, że gdy zmarł, płakali nawet jego przeciwnicy. Niezależnie od tego, że budził różne odczucia i ostre krytyki, był w swoich czasach niewątpliwie wielkim autorytetem. Tej miary autorytetu politycznego w III RP zabrakło.

– Jednakże wykreowano co najmniej kilka wielkich autorytetów.

– To są raczej jedynie „autoryteciki”... Niekwestionowanych autorytetów niewątpliwie w III RP zabrakło. Co nie znaczy, że nie było w naszej polityce i kulturze ludzi uczciwych, wspomnę tu chociażby śp. Lecha Kaczyńskiego, Zbigniewa Herberta.

– Jednak chyba zaledwie na palcach jednej ręki można policzyć tego rodzaju uczciwe wzorce Polaków...?

– To prawda. Ale możemy, na szczęście, sięgać po wielki wzorzec w nieco innym wymiarze...

– Po św. Jana Pawła II, dla którego niepodległa Polska była wielką wartością?

– Tak. 11 listopada 1978 r. w krypcie wawelskiej przy trumnie Piłsudskiego por. Stanisław Przywara-Leszczyc zameldował: „Panie Komendancie, w 60. rocznicę wywalczenia wolnej i niepodległej Polski stajemy wszyscy przy Tobie. Kard. Karol Wojtyła jest nieobecny, ale on jest już w Rzymie naszym JPII. Ty jesteś naszym JP I. A JP to wiekopomna sława – Jeszcze Polska...”. Mamy więc dziś przynajmniej taką naszą polską mistykę, która dodaje ducha.

* * *

Prof. dr hab. Wiesław Jan Wysocki
historyk, nauczyciel akademicki (UKSW), prezes Instytutu Józefa Piłsudskiego, autor m.in. prac o marsz. Edwardzie Śmigłym-Rydzu, gen. Emilu Fieldorfie, rtm. Witoldzie Pileckim, ks. mjr. Ignacym Skorupce, kard. Stefanie Wyszyńskim i św. Janie Pawle Wielkim oraz o duszpasterstwie wojskowym

* * *

Piłsudski bardzo często
podkreślał, żeby myśleć
własnym rozumem.
Także polskim rozumem,
czyli polską racją stanu

Wiesław J. Wysocki

Reklama

„Jednej tylko rzeczy,
jednej tajemnicy ani moja,
ani żadna inna książka
o Piłsudskim nie wyjaśni.
Tajemnicy miłości,
którą do siebie wzbudzał”

Stanisław Cat-Mackiewicz

2015-11-04 08:49

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kościół… jak malowany

2020-08-05 07:21

Niedziela zielonogórsko-gorzowska 32/2020, str. IV

[ TEMATY ]

wywiad

renowacja

fresk

Jaczów

Ks. Adrian Put

Ks. Piotr Matus na tle XiV-wiecznego malowidła przedstawiającego św. Piotra

To jeden z najcenniejszych zabytków sakralnych diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, a na pewno jeden z najstarszych kościołów na ziemi głogowskiej ocalałych po II wojnie światowej. Zachowały się w nim, prawie w całości, gotyckie polichromie. Takich perełek nie ma zbyt wiele na naszym terenie.

W sprawie kościoła pw. św. Szymona i Judy Tadeusza w Jaczowie rozmawiałem z proboszczem ks. Piotrem Matusem już kilka miesięcy temu. – Przyjedź, a zobaczysz, to bardzo ciekawy obiekt – zapraszał. W końcu udało mi się odpowiedzieć na zaproszenie.

CZYTAJ DALEJ

Wiara na medal

2020-07-21 12:05

Niedziela Ogólnopolska 30/2020, str. 46-47

[ TEMATY ]

sport

świadectwo

świadectwo wiary

www.mt1033.pl

Robert Lewandowski: jestem katolikiem i nie wstydzę się Jezusa

Wielu polskich sportowców publicznie przyznaje się do wiary. W czasach, gdy w przestrzeni publicznej słyszymy najczęściej wyznania osób odrzucających Boga, postawa naszych zawodników jest bardzo budująca.

Pan Jezus jest u mnie na pierwszym miejscu (...). Wiary uczyłem się najpierw w domu – od dziadka i taty. Dzisiaj jest ona czymś zupełnie naturalnym. Pan Bóg był i zawsze będzie dla mnie kimś wyjątkowym – powiedział Bartosz Zmarzlik, mistrz świata na żużlu w sezonie 2019 i polski sportowiec 2019 roku, gdy dołączył do akcji „Nie wstydzę się Jezusa”. Podczas gali, w czasie której odebrał statuetkę dla najlepszego sportowca, ujął wszystkich ogromną skromnością i pokorą. Trener polskiej kadry żartuje, że jest on taki grzeczny, ponieważ codziennie chodzi do kościoła. Żużlowiec doprecyzowuje: – Do kościoła chodzę w każdą niedzielę. To nie jest dla mnie żadna ujma ani utrudnienie. To bardzo mi pomaga. Kiedyś spodobały mi się słowa, które powiedział Kamil Stoch: „Gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu”. Staram się to wdrażać w życie.

Stoch pięknym świadectwem wiary dzieli się już od lat. Wielokrotnie publicznie dziękował Bogu za swoje różne osiągnięcia, np. po zdobyciu złotych medali olimpijskich, medali mistrzostw świata, a także po innych sukcesach. O tym, jak ważną rolę w jego życiu odgrywa Bóg, opowiadał w wielu wywiadach oraz pokazywał, wspierając różne inicjatywy katolickie, m.in. w 2017 r. zachęcał do udziału w „Różańcu do granic”. – Wiara jest dla mnie fundamentem życia, fundamentem bycia. Stale, w każdym momencie, odczuwam obecność Boga i Jego wsparcie. Bez wiary trudno byłoby mi cokolwiek osiągnąć – deklaruje.

Obaj sportowcy każdy swój start powierzają Bogu. Przed każdym wyjazdem na tor lub wejściem na skocznię wykonują znak krzyża. – To mnie uspokaja i dodaje mi siły. Uświadamiam sobie, że nie jestem sam, że Bóg jest przy mnie i na pewno będzie nade mną czuwał – tłumaczy skoczek.

Zmarzlik i Stoch nie są bynajmniej jedynymi sportowcami, którzy mają odwagę przyznawać się do Boga. Tak postępuje prawie cała dziesiątka najlepszych sportowców 2019 r.!

Cotygodniowa ewangelizacja

W minionym sezonie zimowym dość regularnie powtarzał się następujący obraz: Dawid Kubacki żegna się przed skokiem, po czym frunie po kolejne miejsce na podium. To piękne świadectwo dla milionów Polaków, którzy zasiadają przed ekranami telewizorów. Znak krzyża, który zawsze czyni nasz zawodnik, nie wszystkim się jednak podoba. Dwa lata temu Wojciech Kuczok w felietonie dla Gazety Wyborczej stwierdził, że obraża on jego „uczucia ateistyczne”, i kpił, że nie wróży Dawidowi pozytywnych efektów współpracy z psychologiem, „dopóki to nerwowe «Wymię ojca» będzie poprzedzało każdy dojazd do progu”. Skoczek wówczas odpowiedział: „Wiara w moim życiu jest bardzo ważna. Żegnam się przed skokiem, bo to jest symbol wiary, z którym się identyfikuję. Znak krzyża pomaga mi być lepszym zawodnikiem. Dzięki temu czuję, że mam na skoczni dodatkowe wsparcie. Ze spokojem podchodzę do pewnych rzeczy, mając świadomość, że mam wsparcie z góry”. Znaku krzyża przed każdym skokiem robić nie przestał. A od tamtego czasu sięgnął po mistrzostwo świata, wygrał Turniej Czterech Skoczni i zaczął kolekcjonować kolejne miejsca na podium w zawodach Pucharu Świata.

Znak, który nie jest na pokaz

Znak krzyża przed startem czynią też inni nasi sportowcy. Marcin Lewandowski, brązowy medalista mistrzostw świata 2019 r. w biegu na 1500 m, przyznaje: – Gest ten wyniosłem z młodości i gry w piłkę: przed wejściem na boisko dotykałem murawy i się żegnałem. Teraz tak samo jest na tartanie. Nie robię tego na pokaz. Modlę się codziennie. Lewandowski podkreśla, że wiara w Boga jest dla niego bardzo ważna: – Moje całe życie to rodzina. Ona, obok wiary w Pana Boga, daje mi siłę (...). Bóg i rodzina to dla mnie najważniejsze wartości. Za nimi jest bieganie.

Wymodlone dziecko

Wilfredo Leon, jeden z najlepszych siatkarzy świata, który dołączył do naszej reprezentacji w minionym roku, przyznał po udanych kwalifikacjach olimpijskich, że modlił się w ich kluczowym momencie. – Pan Bóg chyba trochę pomógł – stwierdził. To, że wiara dla Leona jest bardzo ważna, na pewno w dużej mierze wynika z jego osobistego doświadczenia – żyje dzięki modlitwie rodziców. – Lekarze bardzo długo mówili mojej mamie, że jest bezpłodna i nie może mieć dzieci. Rodzice bardzo długo starali się o dziecko. Pragnęli potomka, mama zaczęła więcej chodzić do kościoła. Prosiła Boga o dobrą nowinę. I nagle stał się cud – zaszła w ciążę! Można więc powiedzieć, że byłem wymodlonym dzieckiem, darem od Boga dla moich rodziców – wyznał w jednym z wywiadów.

Z Kościołem za pan brat

Nasz znakomity piłkarz Robert Lewandowski do akcji „Nie wstydzę się Jezusa” dołączył już w 2012 r. – Jestem katolikiem i nie wstydzę się Jezusa ani swojej wiary. Wiem, że Pan Bóg na pewno cały czas nade mną czuwa. Wiara pomaga mi na boisku, ale też poza nim, aby być po prostu dobrym człowiekiem i popełniać jak najmniej błędów – powiedział wówczas w nagraniu.

Medalista mistrzostw świata w skoku o tyczce Piotr Lisek przed ostatnimi świętami Bożego Narodzenia przyznał, że święta są dla niego bardzo ważne ze względów religijnych: – Z Kościołem jesteśmy za pan brat. Kolędujemy, idziemy na Pasterkę. Jest chwila wyciszenia, refleksji. Biegaczka Justyna Święty-Ersetic podczas spotkania z kibicami w Raciborzu podzieliła się tym, że w czasie mistrzostw świata w Ad-Dausze w ub.r., zanim zdobyła z koleżankami brązowy medal w sztafecie 4 × 400 m, przechodziła kryzys i wzywała Boga na ratunek. I On pomógł. Z kolei koszykarz Mateusz Ponitka zapewniał jakiś czas temu, że codziennie dziękuje Bogu za to, iż tak potoczyła się jego kariera sportowa.

Najważniejsze wartości

O Bogu i wierze publicznie mówią także inne nasze gwiazdy sportu. – Wierzę w Boga, kocham Go, jestem Mu oddana. Wierzę, że moje istnienie ma sens i nie skończy się śmiercią fizyczną. W moim życiu było wiele sytuacji, w których szczególnie odczuwałam obecność Boga i w wielu przypadkach wiedziałam, że mi pomógł – wyznała kilka lat temu Anita Włodarczyk, nasza najbardziej utytułowana sportsmenka ostatnich lat, która w czołowej dziesiątce sportowców 2019 r. nie znalazła się tylko przez kontuzję.

Pięknym świadectwem niezłomnej wiary, wyrażanej nie tylko przez słowa, lecz także przez konkretną postawę, dzieli się w ostatnich miesiącach medalistka olimpijska i mistrzyni świata w windsurfingu Zofia Klepacka. Gdy w marcu wyraziła swój sprzeciw wobec warszawskiej Karty LGBT+, spotkała ją lawina hejtu. Zawodniczka się tym jednak nie zraziła i jeszcze wyraźniej zaczęła się sprzeciwiać seksualizacji dzieci. Ponadto często zamieszcza ewangelizujące posty w mediach społecznościowych oraz upomina się o prawo do życia dla wszystkich nienarodzonych dzieci. Niemal na każdym kroku podkreśla, że najważniejsze dla niej wartości to Bóg, Honor i Ojczyzna.

CZYTAJ DALEJ

Kraków: #Stop dewiacji - pikieta Fundacji Życie i Rodzina

2020-08-08 20:46

[ TEMATY ]

LGBT

Fundacja Życie i Rodzina

zycierodzina.pl

Pikietę #StopDewiacji zorganizowała dziś Fundacja Życie i Rodzina na Rynku w Krakowie. Była to odpowiedź na piątkowe zamieszki w Warszawie. Pikieta cieszyła się dużym zainteresowaniem obecnych w Krakowie turystów.

Na warszawskich ulicach doszło w piątek do ataków na funkcjonariuszy policji, którzy z nakazu prokuratora mieli doprowadzić do aresztu działacza LGBT (podającego się za kobietę). Mężczyzna brał udział w niedawnym ataku na furgonetkę antyaborcyjną oraz w profanacji figury Chrystusa przed kościołem Świętego Krzyża.

W odpowiedzi na działania homoaktywistów wolontariusze Fundacji Życie i Rodzina na krakowskim Rynku starali się pokazać praktyczne skutki realizacji postulatów LGBT. Informowali o zagrożeniu dla dzieci, młodzieży i całego społeczeństwa, co ich zdaniem potwierdzają badania i wyroki sądowe dotyczące przemocy, molestowania i pedofilii jaka ma mieć miejsce właśnie w środowiskach LGBT.

"Homoideologia to nie zabawa. W państwach, gdzie zgodzono się na realizację postulatów LGBT, zalegalizowano związki partnerskie i pozwolono im adoptować dzieci, wielokrotnie kończyło się to tragedią tych dzieci. Nie ma zgody na to, aby w naszej Ojczyźnie homoaktywiści wymuszali na normalnej większości akceptację ich ekscesów i tolerancję dla swoich żądań” - mówiła Kaja Godek.

Sobotnia akcja Fundacji spotkała się z dużym zainteresowaniem zwiedzających Kraków turystów. Spotkaliśmy się z głosami poparcia, niektórzy unosili w górę kciuki, aby pokazać życzliwość dla pikiety - informują organizatorzy pikiety.

KONTAKT DLA MEDIÓW:

Krzysztof Kasprzak

kontakt@zycierodzina.pl

tel: +48 509 498 597

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję