Oto dwa kolejne świadectwa osób odgrywających ostatnie sceny z życia Pana Jezusa.
Marcin: Wcielenie się w rolę żydowskiego żołdaka, który z brutalnością prowadzi Jezusa na śmierć, było dla mnie trudnym doświadczeniem duchowo. Wymagało wejścia w mrok po to, by inni mogli dostrzec światło. Wykrzykiwanie obelg i poniżanie kogoś, kto reprezentuje Najwyższe Dobro, zmusza do zadania sobie pytania o własną kondycję moralną. Z wielu refleksji, jakie zrodziły się we mnie po Misterium, chciałbym zwrócić uwagę na dwie. Po pierwsze, uderzyła mnie siła wspólnoty. Połączeni wspólnym celem staliśmy się sobie bliżsi. To owoce, które w dzisiejszym, podzielonym świecie mają szczególną wartość. Po drugie, ta rola pozwoliła mi zrozumieć, że Miłość Boga nie jest słabością. Patrząc z perspektywy mojego bohatera, Jezus wydawał się bezsilną ofiarą. Jednak jako człowiek i aktor poczułem, że to właśnie Jego milczenie i gotowość do ofiary są przejawem największej siły, której my jako oprawcy nie byliśmy w stanie złamać. To lekcja, która zostanie we mnie na długo.
Hania: Rozpoczynając przygotowania do Misterium, zupełnie nie wiedziałam jak ma wyglądać efekt końcowy, ponieważ nigdy wcześniej nie brałam udziału w tym wydarzeniu. Dzisiaj zdecydowanie mogę powiedzieć, że były to dla mnie pewnego rodzaju rekolekcje. Z każdą kolejną próbą coraz bardziej docierało do mnie, jak Pan Jezus cierpiał. My zrobiliśmy tylko inscenizację tych wydarzeń, a w rzeczywistości tak wielkie męki mógł znieść tylko kochający Bóg Człowiek. Misterium było także okazją do zawiązania niezwykłej wspólnoty osób, które przez kilka tygodni z wielkim zaangażowaniem dzieliły się swoimi talentami.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
