Reklama

Tu naprawdę odpoczywał

2016-02-03 08:47

Małgorzata Cichoń
Niedziela Ogólnopolska 6/2016, str. 24-25

Małgorzata Cichoń

Mały pokój na pierwszym piętrze. Z balkonu widok na łąkę i Nosal – tatrzański szczyt wznoszący się 1206 m n.p.m. W tym pokoiku Karol Wojtyła odpoczywał jako biskup, arcybiskup i kardynał. Przez 16 lat każdego roku (1962-78) spędzał 2 tygodnie u sióstr urszulanek na Jaszczurówce w Zakopanem

Przyjeżdżał głównie na narty. Zdarzyło się raz, że tydzień musiał spędzić w łóżku, by wyjść z ostrego przeziębienia. Przy skromnym biureczku na Jaszczurówce pisał w 1976 r. rozważania rekolekcji wielkopostnych, o które poprosił go papież Paweł VI. W tym samym pokoiku odpoczywał też bł. ks. Jerzy Popiełuszko – tydzień w styczniu i 4 dni w marcu, w roku swej męczeńskiej śmierci. A w tutejszej kaplicy pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy modlili się również: św. Urszula Ledóchowska oraz słudzy Boży kard. Stefan Wyszyński i Jerzy Ciesielski.

Niezwykła zwykłość

S. Teresa Batogowska ze Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego jest świadkiem wizyt Karola Wojtyły na Jaszczurówce. Dziś opowiada o tym turystom i pielgrzymom z całego świata. – Bp Karol Wojtyła po raz pierwszy odwiedził to miejsce i zatrzymał się w tym pokoju na odpoczynek 1 stycznia 1962 r. – mówi s. Teresa. – Gdy tu weszłam z zagranicznymi dziennikarzami, którzy nas oblegli po wyborze Jana Pawła II, nie wierzyli, że w takich warunkach mógł mieszkać „książę Kościoła”. Jeden się upierał: „Czy siostra wie, że dokądkolwiek kardynał jedzie, czeka na niego co najmniej dwupokojowy apartament z łazienką?”. Gdy odsłoniłam parawan, za którym były miednica, wiadro i dwa dzbanki, w których siostry rano przynosiły pod drzwi ciepłą wodę, reporter przeżył szok.

Urszulanka dodaje, że apartamenty czekały – i w Księżówce, i na plebanii kościoła pw. Najświętszej Rodziny przy Krupówkach. Ale to na Jaszczurówce gość z Krakowa znajdował to, co kochał: prostotę i zwykłość. – Był niezwykły w swojej zwykłości!

Reklama

Z obstawą przyjaciół

– Wszystkie posiłki jadał w tym pokoju. Stół się rozkładało, bo śniadania i kolacje spożywał z naszym ówczesnym kapelanem – ks. dr. Stanisławem Wawszczakiem, który przed wojną był ojcem duchownym w seminarium we Lwowie. Jego wychowankiem był m.in. późniejszy metropolita lwowski kard. Marian Jaworski, zaprzyjaźniony z Karolem Wojtyłą. To od niego przyszły Papież dowiedział się o Jaszczurówce. Na początku grudnia 1961 r. wpłynął list od bp. Wojtyły, w którym prosił, czy mógłby spędzać u nas urlopy zimowe. Nie miałyśmy żadnej bazy noclegowej. W małym klasztorze mieszkały 24 siostry, nieraz po 3 w pokojach. Byłyśmy zaangażowane m.in. w prowadzenie Domu Dziecka dla chłopców. Przełożona zapytała nas o zdanie. „Zakrzyczałyśmy” matkę, że tak, niech przyjeżdża, a my pod schody, na strych, żeby tylko przyjechał! – wspomina s. Teresa.

Przy śniadaniu siostry przygotowywały dodatkowe kanapki i termos z kawą. Kierowca, pan Mucha, zawoził bp. Wojtyłę do Doliny Chochołowskiej. Następnie wadowiczanin zdobywał liczący 1653 m szczyt Grześ i zjeżdżał z niego na nartach. Wracał do Jaszczurówki ok. godz. 17 i wtedy jadł obiad. W górach nie przebywał sam. – Nie mieliśmy wtedy telefonów komórkowych, potrzebne więc było towarzystwo do „obstawy” – wyjaśnia moja rozmówczyni. Wylicza, że „pierwszy w obstawie” był sługa Boży Jerzy Ciesielski, który przyjeżdżał do Jaszczurówki z całą rodziną i nocował w sąsiedztwie u górali. Po tragicznej śmierci Jerzego w katastrofie na Nilu przyszłemu Papieżowi towarzyszyli ks. Marian Jaworski, następnie ks. Stanisław Nagy, a potem, już do końca – ks. Tadeusz Styczeń.

W Dolinie Chochołowskiej wciąż pamiętają wizyty szczególnego gościa. Na tamtejszej Polanie spotykam w październikowe popołudnie grzejącego się w pasterskim szałasie 82-letniego dziś bacę – Andrzeja Galę Ziębę. Mówi, że jego ojciec często rozmawiał z narciarzem z Krakowa, który także poświęcił kapliczkę stojącą dziś na Polanie Chochołowskiej.

By dopełnić dniówki

Myli się jednak ten, kto myśli, że krakowski biskup, arcybiskup i kardynał szukał podczas zimowego urlopu atrakcji towarzyskich. Na Jaszczurówce cenił sobie spokój i ciszę. – Prosił o jedno: by uzgadniać z nim każdą wizytę – wyjawia s. Batogowska. Dodaje, że przyjazdu gościa z Krakowa spodziewano się zawsze 1 stycznia: – Około południa zajeżdżała czarna wołga prowadzona przez pana Muchę, a my cieszyłyśmy się, że oczekiwana osoba jest już z nami. Nasz gość odjeżdżał 6 stycznia, prosto na celebrę do katedry na Wawelu, a potem wracał na 1-2 dni, w zależności od tego, jak mu czas pozwalał. Łącznie każdego roku na Jaszczurówce spędzał pełne 2 tygodnie. Bardzo tego pilnował! Gdy ponownie nas odwiedzał, mawiał: „Wróciłem dopełnić moje dniówki!”.

Raz przyjechał o północy. S. Teresa wspomina, że noc była zjawiskowa: pełnia księżyca i świeży śnieg, potęgujący wrażenie jasności. Ksiądz Kardynał wysiadł z auta, rozejrzał się, szybko pobiegł do siebie, przebrał się, a na dole przypiął narty, by pozjeżdżać z Nosala. – Nie omieszkałam się zdziwić. Na co on stwierdził: „Muszę wydychać zły Kraków”. Bo wtedy zakłady w Nowej Hucie truły miasto tak, że nawet mury Wawelu zaczęły się sypać – przypomina urszulanka. Siostra wraca również pamięcią do zabawnego wydarzenia. – Kiedyś minęliśmy się na schodach. Uśmiechnęłam się tylko, bo wcześniej już go widziałam: pomagałam w zakrystii, gdy odprawiał Mszę św. (zawsze celebrował ją o godz. 7.30, przed śniadaniem). Po południu nasz kapelan zapytał, czy słyszałam, co Ksiądz Kardynał mruczał na schodach. Potem zacytował: „Niech żyje siostra Teresa, co załatwia interesa!”.

Po pamiętnym konklawe skończyły się urlopy na Jaszczurówce, ale górale odwiedzali Bacę świata i przywozili mu to, co najlepsze. – W marcu 1984 r. byłam w Rzymie wraz z pielgrzymką góralską – opowiada moja rozmówczyni. – Uczestniczyliśmy we Mszy św. w prywatnej kaplicy Papieża, a potem mieliśmy z nim spotkanie. Gdy powiedziałam, że przywozimy mu w oczach i w sercach całe Tatry i Jaszczurówkę, jakby posmutniał, chwilę nic nie mówił, popatrzył w górę, pokiwał głową, spojrzał na nas i powiedział: „Oj lepiej byście zrobili, jakbyście mnie tam ze sobą zabrali. Oj lepiej, na pewno lepiej. Ale cóż!” i rozłożył ręce. A ja na to: „Ojcze Święty, pokój czeka!”. „No, niech czeka...”.

Otwierać bramy!

– No i się doczekał – kontynuuje urszulanka. – Ojciec Święty odwiedził nas 5 czerwca 1997 r. Tej wizyty nikt nie umówił ani co do dnia, ani co do godziny, choć miałyśmy na nią nadzieję. Ojciec Święty przyleciał helikopterem 4 czerwca, pod wieczór, na zakopiańskie lądowisko pod Krokwią. Następnego dnia miał odpocząć. Siedziałyśmy już przy kolacji, tłum był wielki, bo zjechały się siostry z całej Polski, by brać udział w papieskiej pielgrzymce. Kwadrans przed godz. 20 wpadł człowiek z ochrony papieskiej i zawołał: „Szeroko otwierać bramę!”. Ówczesna przełożona wybiegła na zewnątrz, a pozostałe siostry za nią. Ja zostałam w domu, by pozamykać okna w kaplicy, jak zaleciła ochrona, i wytoczyć klęcznik. Czekałam, co będzie. Dzięki temu mam przed oczyma ten historyczny widok: Ojciec Święty swe pierwsze kroki skierował nie do kaplicy, ale do... swojego pokoju. Spędził w nim 15 minut. Potem przyszedł do kaplicy, gdzie byłyśmy zebrane, i zatopił się w cichej modlitwie. Następnie powiedział: „Dzień się już kończy, a papież nie był na nabożeństwie czerwcowym, a chciałby być, to prosi, żeby zaśpiewać Litanię do Serca Jezusowego”. Gromkim głosem, po raz drugi tego dnia, zaśpiewałyśmy Litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Po modlitwie Papież wstał i powiedział: „Kochane siostry, pamiętajcie, że jesteście urszulankami Serca Jezusa Konającego i dobrze mi się sprawujcie”. Nic dodać, nic ująć, każda doskonale wie, o co chodzi.

Pamiętam, że Ojciec Święty był tak zmęczony, że nie miał siły nawet się uśmiechać. Tego dnia był na Kalatówkach i Kasprowym Wierchu, w Morskim Oku – w drodze powrotnej odwiedził nas. Jak już pożegnałyśmy Ojca Świętego, prawie po północy przyszłam jeszcze do jego pokoju, by nacieszyć się tym, że tu był. Czekało mnie kolejne ogromne wzruszenie! Na narzucie łóżka został dowód tego, co tu się wydarzyło: odcisk ramion i pochylonej głowy, gdy Jan Paweł II klęczał przy swoim łóżku. To dla nas bezcenna relikwia modlitwy dziś już świętego Papieża! Zamknęłam drzwi na klucz, a rano wróciłyśmy tu, żeby zrobić zdjęcie tej relikwii. Fotografię umieściłyśmy nad łóżkiem w pokoju, w którym odpoczywał...

Reklama

Karmelita o symbolice szkaplerznej szaty

2019-07-16 09:38

rk / Wadowice (KAI)

Na to, że szkaplerz przypomina o chrześcijańskiej i maryjnej tożsamości wierzącego oraz pomaga mu wewnętrznie przyoblekać się w Jezusa Chrystusa – zwrócił uwagę o. dr. hab. Szczepan T. Praśkiewicz OCD, karmelita z Wadowic. Konsultor ds. kanonizacyjnych w Kurii Rzymskiej i w kurii metropolitalnej krakowskiej zachęcił, by docenić wartość daru szkaplerza karmelitańskiego i nosić go z należnym szacunkiem. Kościół obchodzi 16 lipca święto Matki Bożej z góry Karmel, znane także jako wspomnienie Matki Bożej Szkaplerznej.

B. Sztajner/Niedziela

Jak zauważył karmelita, wymowa teologiczna i duchowa oraz symbolika szkaplerznej szaty odwołuje się m.in. do Starego Testamentu, w którym ubiór był znakiem opieki Opatrzności oraz mocy udzielonej człowiekowi posłanemu przez Boga. „Specjalna szata Józefa egipskiego była symbolem miłości jego ojca do niego. Płaszcz darowany przez Jonatana Dawidowi był symbolem przyjaźni. Kiedy zaś św. Eliasz został wzięty do nieba, zrzucił swój płaszcz św. Elizeuszowi i w ten sposób duch mistrza przeszedł na ucznia” – wskazał duchowny.

Przypomniał też, że w Nowym Testamencie „nawet frędzle płaszcza Jezusa dotknięte z wiarą przez pobożną kobietę przekazują dobroczynną moc”. - Św. Paweł wielokrotnie przedstawia życie w Chrystusie jako przyoblekanie się w Niego, przyoblekanie się w ucznia Jezusa – zaznaczył zakonnik.

Zdaniem o. Praśkiewicza, habit zakonny, którego szkaplerz jest częścią, w sposób szczególny oznacza naśladowanie Jezusa i jest znakiem konsekracji, na wzór Maryi – „pierwszej i najdoskonalszej uczennicy Jezusa”.

„Jedna część szkaplerza opada na naszą pierś, okrywa nasze serce. Oznacza to, że nasze serca mają bić wespół z sercem Maryi, w rytmie bicia Jej Niepokalanego Serca; że mają one bić dla Chrystusa i dla bliźnich; że te nasze serca mają być otwarte na natchnienia Ducha Świętego, tak, jak było na nie otwartym serce Maryi z Nazaretu” – wyjaśnił karmelita bosy i zauważył, że druga część szkaplerza, opadająca na plecy, oznacza to, że ludzkie „trudy, wysiłki, cierpienia i krzyże musimy łączyć z trudami i cierpieniami Maryi, Tej, która jako Współodkupicielka szła wiernie za Chrystusem od betlejemskiej groty aż po szczyt Golgoty”.

„Tę symbolikę zachowuje także szkaplerz przystosowany do użytku osób świeckich. Są to też dwa kawałki brązowego materiału, takiego samego, z jakiego uszyty jest habit zakonny. Połączone tasiemką opadają one - jak szkaplerz zakonny - na pierś i na plecy” – wytłuamczył.

W opinii karmelity, szkaplerz „przypomina nam o naszej chrześcijańskiej i maryjnej tożsamości, przypomina nam czyimi jesteśmy dziećmi i jaką mamy w Niebie Matkę i Królową”. „Przyoblekając go, przyoblekajmy się w Chrystusa, który – jak głosi psalm – jest Królem chwały i dla którego – dzięki Maryi – otwarły się prastare podwoje, a nadto naśladujmy cnoty Jego Matki, która i dla nas, jako Brama Niebios, pragnie otworzyć niebieskie podwoje” – zachęcił.

W karmelitańskim sanktuarium „na Górce” w Wadowicach, w wielu parafiach pw. Matki Bożej Szkaplerznej i w klasztorach sióstr karmelitanek bosych dobiegły końca nowenny i tridua szkaplerzne.

Wtorkowym uroczystościom odpustowym, z nałożeniem szkaplerza, będzie u wadowickich karmelitów bosych o godz. 18.00 przewodniczył o. Franciszek Czaicki OCD, przeor klasztoru w Munster (USA). W Karmelu w Oświęcimiu, u sióstr karmelitanek bosych, uroczystą Eucharystię ku czci szkaplerznej Madonny odprawi o godz. 17.00 bp Roman Pindel.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czerna: rozpoczęły się uroczystości odpustowe w sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej

2019-07-16 18:00

md / Czerna (KAI)

Mszą św. pod przewodnictwem bp. Damiana Muskusa OFM rozpoczęły się w Czernej ogólnopolskie obchody uroczystości Matki Bożej Szkaplerznej. Na polskiej Górze Karmel potrwają one do niedzieli.

polskieszlaki.pl
Karmelitański klasztor w Czernej k. Krakowa

Święto Matki Bożej z Góry Karmel zgromadziło w klasztorze ojców karmelitów tysiące pielgrzymów. W wygłoszonej do nich homilii bp Muskus wymieniał trzy konsekwencje Jezusowego testamentu z krzyża: dojrzałość chrześcijańską, wspólnotę Kościoła i naśladowanie maryjnego stylu życia.

Zwracał uwagę na to, że w „Bożym akcie adopcji”, który dokonał się na Golgocie, nie zostaliśmy dziećmi Maryi tylko po to, by szukać u Niej ciepła i akceptującej macierzyńskiej miłości. - Radością każdej matki jest dojrzewanie jej dzieci, ich dorastanie i stopniowe podejmowanie kolejnych zadań, aż do osiągnięcia samodzielności i wejścia w dorosłe życie – wyjaśniał hierarcha. Jak podkreślał, aktem dojrzałej, mądrej miłości jest umiejętność ofiarowania wolności dorosłemu dziecku. - Taka jest miłość Maryi. Nie zniewala, nie chowa pod kloszem, ale uczy odpowiedzialnego życia i podejmowania wyborów w duchu miłości – mówił.

- Nasza Matka nie oczekuje od nas, że będziemy uciekać od świata w Jej ramiona. Nie oczekuje też tego, że w Jej obronie będziemy jak chłopcy bawić się w Jej wojowników. Największą radością Matki jest nasza ludzka i chrześcijańska dojrzałość, wyrażająca się w najprostszych rzeczach, w spójności życia i modlitwy, wiary i codzienności, w konsekwentnym i wytrwałym wypełnianiu zadań, do których zostaliśmy powołani – nauczał kaznodzieja. Podkreślał, że wyrazem miłości do Maryi nie jest „toczenie wojen z rzeczywistymi lub wyimaginowanymi wrogami”, ale bycie światłem przed ludźmi.

Drugą konsekwencją testamentu z krzyża jest wspólnota Kościoła, którego Matką jest Maryja. - Nie jesteśmy samotnymi wyspami, ale rodziną, która wciąż uczy się kochać i przyjmować miłość, troszczyć się o siebie wzajemnie, akceptować to, że każdy z nas jest inny i nikogo z tego powodu nie wykluczać – wyjaśniał bp Muskus. - Zbyt często o tym zapominamy, gdy toczymy swoje wojenki, gdy z taką łatwością przychodzi nam oceniać i potępiać zagubione owce i marnotrawnych synów. Zapominamy o tym, gdy angażujemy się w spory wewnątrz wspólnoty, krytykując tych, którzy swoją wiarę wyrażają inaczej niż my, wyrokując, kto jest ważniejszy w oczach Boga, nadając etykietki postępowych bądź konserwatywnych, wiernych bądź liberalnych, i okopując się w nieprzyjaznych obozach lepiej i gorzej wierzących – ubolewał. Apelował, by patrzeć oczami Maryi na inaczej myślących, bo Ona jest Matką wszystkich, również zagubionych czy żyjących na obrzeżach Kościoła.

Trzecią konsekwencją Jezusowego testamentu z krzyża jest zaproszenie do naśladowania Matki Bożej. – Jej droga nie była triumfalnym pochodem przez życie. Maryja nie afiszowała się tym, że została wybrana przez Boga na Matkę Jego Syna. Nie patrzyła z moralną wyższością ani na tłumy, które za Nim chodziły, ani na odrzucające Go elity. Nie wykorzystywała swojej pozycji do uzyskania jakichkolwiek przywilejów – zaznaczył biskup. Zwrócił uwagę na to, że była zwyczajną kobietą, która żyła w ukryciu, w cichym posłuszeństwie Bogu. - Maryjny styl bycia jest zupełnie inny od propozycji świata. Więcej, czasem nasze ludzkie sposoby okazywania Jej miłości i przywiązania stoją w sprzeczności z tym, w jaki sposób żyła i kochała Niewiasta z Nazaretu – zaznaczył hierarcha. Podkreślał, że najdoskonalszym sposobem oddania Jej czci i naśladowania tego maryjnego stylu jest pokora i miłość w codziennych relacjach z Bogiem i drugim człowiekiem.

Biskup mówił ponadto, że szkaplerz jest nie tylko przywilejem, ale i zadaniem. - Jest przyjęciem odpowiedzialności za Kościół, zwłaszcza w czasie kryzysu i zamętu. Jest wreszcie deklaracją wierności i wytrwania przy Matce – podsumował.

Uroczystości w Czernej potrwają do niedzieli, wypełniając sanktuarium pielgrzymami z całej Polski. Pani Ewa przyjechała z Zabrza. Szkaplerz przyjęła jako studentka. – Jestem już matką i babcią, i mogę zaświadczyć, że szata Maryi chroni moją rodzinę. Bez Niej nie przetrwalibyśmy kryzysów i nieszczęść – deklaruje. Pan Zdzisław przywędrował pieszo z Krakowa, jak co roku od dwudziestu lat. – Te dni w Czernej są najważniejsze w całym roku. Tu się duchowo odnawiam – mówi.

Lipcowe obchody święta Patronki Karmelu ściągają do Czernej członków Rodziny Szkaplerznej, która ciągle się powiększa. - Co roku wpisujemy do naszej księgi szkaplerznej ok. 4 tys. osób. Do tego doliczyć należałoby wszystkich przyjętych przy innych klasztorach karmelitańskich, podczas rekolekcji czy w parafiach pw. Matki Bożej Szkaplerznej, których jest w całej Polsce ponad 70 – wylicza moderator Bractw Szkaplerznych, o. Włodzimierz Tochmański OCD. Według jego szacunków, w sumie ponad pół miliona Polaków nosi szkaplerz.

Klasztor karmelitów bosych w Czernej został ufundowany w 1629 r. przez Agnieszkę z Tęczyńskich Firlejową. Klasztorny kościół św. Eliasza konsekrowano w 1644 roku. Aż do 1805 r. klasztor był pustelnią i wierni nie mieli do niego wstępu. Po wyłączeniu kościoła spod klauzury Czerna stała się miejscem kultu Matki Boskiej Szkaplerznej. Rozpoczęły się pielgrzymki do Matki Bożej, zwłaszcza spośród mieszkańców Małopolski i Śląska. Świadectwem licznych łask, jakich doznawali, były wota, z których wykonano ozdobną sukienkę i korony.

Z klasztorem w Czernej związany był św. Rafał Kalinowski, kanonizowany przez Jana Pawła II w 1991 roku. Tutaj również żył i służył wiernym o. Alfons Mazurek. Był przeorem i ekonomem klasztoru. Zginął rozstrzelany przez hitlerowców 28 sierpnia 1944 r. w Nawojowej Górze koło Krzeszowic. Beatyfikował go, w gronie 108 męczenników, papież Jan Paweł II 13 czerwca 1999 roku. W Czernej znajduje się nowicjat zakonny, prężnie działa Dom Pielgrzyma oraz Sekretariat Rodziny Szkaplerznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem