Wszystkie placówki stowarzyszenia powstawały z realnych potrzeb konkretnych osób i z czasem stworzyły system kompleksowego wsparcia. – Nazywamy się Milickie Stowarzyszenie Przyjaciół Dzieci i Osób z Niepełnosprawnościami. To długa nazwa, może nie do końca „marketingowa”, ale każde słowo ma w niej znaczenie – mówi Przemysław Walniczek i tłumaczy: – „Milickie” – bo stąd jesteśmy, tu są nasze korzenie i ludzie, dla których działamy. „Stowarzyszenie” – bo jesteśmy wspólnotą, organizacją tworzoną przez rodziców i osoby, które na co dzień rozumieją, czym jest niepełnosprawność. „Przyjaciół” – bo relacje, bliskość i wzajemne wsparcie są dla nas najważniejsze. „Dzieci i Osób z Niepełnosprawnościami” – bo to właśnie dla nich prowadzimy naszą misję i budujemy całe to dzieło.
Obecnie stowarzyszenie obejmuje pomocą ok. 1600 osób z niepełnosprawnościami, w którą zaangażowani są: lekarze, terapeuci, opiekunowie, specjaliści i wolontariusze. Co warte podkreślenia, stowarzyszenie to jedna wielka rodzina – gdy ktoś wejdzie w jego struktury, czuje się zaopiekowany, potrzebny i szczęśliwy.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
– Właśnie tu, w niewielkim Miliczu, liczącym ok. 10 tys. mieszkańców, udało się stworzyć wielkie dzieło wsparcia. Od ponad 30 lat towarzyszymy osobom z niepełnosprawnościami na każdym etapie życia – od wczesnej interwencji najmniejszych dzieci, przez przedszkole i cały proces edukacyjny, aż po usamodzielnianie i godne życie w dorosłości. Dzisiaj możemy powiedzieć, że niepełnosprawność nie jest już tematem tabu. To efekt wieloletniej pracy, rozmów i przełamywania barier. Nadal jednak naszym zadaniem jest budowanie świadomości i pokazywanie, że każda osoba, niezależnie od swoich ograniczeń, ma swoje miejsce w społeczeństwie – mówi Przemysław Walniczek.
O krok dalej
Oprócz wsparcia rehabilitacyjnego, wychowawczego i edukacyjnego uczestnicy stowarzyszenia korzystają z bogatej oferty rozmaitych aktywności. Zajmują się m.in. sportem, muzyką, uczestniczą w edukacyjnych i rekreacyjnych wyjazdach. Niedawno pojawił się pomysł pielgrzymki do Rzymu.
– Kiedy w ubiegłym roku byłam z rodziną na Placu św. Piotra, pomyślałam, że warto stworzyć taką możliwość również dla naszych uczestników ze stowarzyszenia. A w rozmowie z rodzicami często powracało marzenie, by pojechać do papieża, więc obiecałam, że spróbuję to zorganizować. I trafiłam na księży, którzy w tym pomogli. Część osób ze względu na stan zdrowia nie mogła lecieć samolotem, polecieliśmy mniejszą grupą i modliliśmy się również w intencjach tych, którzy zostali w domu, jak i całego stowarzyszenia – opowiada Anna Tarczyńska.
Do Rzymu pojechało 10 osób niepełnosprawnych wraz z opiekunami, lekarzami, pielęgniarkami. Punktem kulminacyjnym pielgrzymki było spotkanie z papieżem Leonem.
Reklama
– Byłam blisko tych osób z niepełnosprawnościami na Placu św. Piotra i widziałam, jak nie mogą się doczekać na uścisk dłoni papieża, na jego błogosławieństwo. I nie wiem, czy wynika to z protokołu organizacyjnego, czy z inicjatywy papieża, ale podszedł najpierw właśnie do osób z niepełnosprawnościami. Nie do dygnitarzy, osób specjalnie zaproszonych, tylko do nas, do tych najmniejszych – dzieli się pani Anna a pan Przemysław dodaje: – To wskazuje, że jest to człowiek misji, osoba, która będzie w tym pontyfikacie szła z najsłabszymi i będzie dla nich kimś bardzo ważnym.
Tam wszystko się zaczęło
Do papieża pojechali z prezentem – namalowanym przez siebie obrazem kościoła pw. św. Andrzeja Boboli w Miliczu. Jak bowiem podkreślają, są z Bogiem i Jego Kościołem od samego początku. W kościele w Miliczu w latach 90. zbierali pierwsze datki na funkcjonowanie, tam się nadal spotykają przy okazji organizowania dzieł charytatywnych, uczestniczą we Mszach św. – Gdy papież zobaczył obraz, zapytał, co przedstawia. Wytłumaczyłam, że to właśnie wizerunek naszego kościoła, od którego wszystko się zaczęło. Pytał, kto to namalował, był bardzo zadowolony. Każdy z nas dostał od niego różaniec w prezencie – opowiada pani Anna.
Reklama
Obraz namalowany przez osoby z niepełnosprawnościami powstał w pracowni artystycznej, przy wsparciu terapeutów. – Warsztat Terapii Zajęciowej to miejsce, w którym dzieją się rzeczy niezwykłe. Uczestnicy zyskują tam samodzielność, co pozwala im wyjść na otwarty rynek pracy. Jest tam sekcja artystyczna, stolarska, ogrodnicza itp. W sekcji artystycznej mamy wspaniałych terapeutów, którzy razem z niepełnosprawnymi namalowali właśnie ten obraz – mówi pan Przemysław i opowiada o idei jego powstania: – Gdy zadawaliśmy sobie pytania o pomysł na prezent dla papieża, to zarówno w kręgach pracowników czy wolontariuszy, jak i osób niepełnosprawnych zawsze padało stwierdzenie: kościół. Nikt nie chciał malować np. logo naszego stowarzyszenia; nikt nie wpadł na pomysł, by namalować dolinę Baryczy – przepiękne miejsce, w którym mieszkamy. Wszyscy wpadli na jeden pomysł: kościół, bo tam wszystko się zaczęło. Tam zapadło pierwsze wsparcie finansowe; pierwsze tysiąc złotych, które zebraliśmy. Ten Kościół był nam bardzo przychylny i taki jest do tej pory.
Przy grobie Jana Pawła II
Pierwsze słowa niepełnosprawnych skierowane do papieża to prośba o błogosławieństwo. – To były słowa, które wydobywały się z ich serc. Dariusz powiedział, że to było spełnienie marzeń, a bez stowarzyszenia nie mógłby tutaj przyjechać. Wszyscy rzucili mi się na szyję, zaczęli płakać i dziękowali bardzo mocno za to, że mogli przez chwilę być razem z papieżem. Dla niektórych było to pierwsze i pewnie ostatnie takie przeżycie – opowiada pani Anna. Podkreśla, że było również wiele innych miejsc, w których towarzyszyły im niezapomniane emocje i gdzie doświadczali, czym jest miłosierdzie.
– Były to Msze św. w poszczególnych bazylikach, gdzie nie byłoby nam dane trafić ze zwykłą pielgrzymką, a gdzie nasi niepełnosprawni uczestniczyli w obsadzie liturgicznej. Byliśmy na Lateranie, w katakumbach, Koloseum, Bazylice św. Pawła za Murami – opowiada pan Przemysław, a pani Anna dodaje: – Jestem matką dziecka z niepełnosprawnością i wiem, ile to znaczyło dla mnie i dla pozostałych rodziców. Mój syn Kacper , który ma zespół Downa, służył do Mszy św. Od 9. roku życia jest ministrantem.
Reklama
Dla uczestników pielgrzymki bardzo ważna była modlitwa przy grobie Jana Pawła II. – Gdy jednak zobaczyliśmy kolejkę, w której musielibyśmy stać prawie 3 godziny, trochę zwątpiliśmy w powodzenie tego punktu pielgrzymki. Dla nas byłoby to trudne, wręcz niemożliwe. Ale zobaczyli nas panowie z ochrony i od razu zabrali na kontrolę osobistą. Podeszliśmy do grobu papieża od razu, bez czekania, co było czymś niesamowitym – opowiada pan Przemysław.
Jest za co dziękować!
– Byliśmy też na Schodach Świętych, to była dla nas taka Droga Krzyżowa. Ci, którzy mogli iść na kolanach, tak ją przeszli. Był jednak z nami Dariusz na wózku inwalidzkim, któremu musieliśmy pomóc. Byliśmy skłonni wnieść go po schodach bocznych, okazało się jednak, że jest specjalna platforma przystosowana dla ON, którą bardzo powoli mógł tam wjechać. Dzięki temu nie czuł się wyalienowany – opowiada pan Przemysław i dodaje: – To było duże przeżycie. Dla każdego było ono inne. Każde miejsce, czy spotkanie niosły dla każdego inny odbiór.
Pielgrzymom towarzyszył ks. Tomasz Bejm, salezjanin, który przyczynił się do zorganizowania pielgrzymki a na miejscu w Rzymie sprawował Msze św. i głosił katechezy. – Ks. Bejm był naszym opiekunem duchowym, ale też spowiednikiem oraz ogromnym wsparciem organizacyjnym. Co ciekawe, sam nie podszedł do papieża, dał natomiast miejsce czterem osobom, które były opiekunami. Pewnie też chciałby być blisko Ojca Świętego, ale zostawił to miejsce dla innych – opowiada pani Anna i dodaje: – Mamy nadzieję, że z pomocą Bożą i siłami takimi, jakie mamy w stowarzyszeniu, uda nam się zorganizować kolejny wyjazd. Gdy będziemy mieć tak wspaniałych ludzi obok siebie, jak to było przy tym przedsięwzięciu, to będą kolejne. No i jestem bardzo szczęśliwa, że mogliśmy uczestniczyć we Mszach św. w takich miejscach, w których pewnie nigdy nie udałoby nam się znaleźć, gdyby nie stowarzyszenie. Jest za co dziękować!
Wielu uczestników stowarzyszenia jest głęboko wierzących, jednak ten pierwszy wyjazd ich wykluczył z powodów zdrowotnych. – Ale planujemy, by kolejna grupa wyjechała i liczymy, że to będzie grupa, w której znajdą się również osoby z głęboką niepełnosprawnością. Nawet jeśli trzeba będzie zabrać ludzi jeden do jednego, opiekunów i pielęgniarki, zrobimy wszystko, by oni też mogli tam dotrzeć. Mamy samochody dostosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. I nawet gdyby ta podróż do Watykanu miała trwać kilka dni, wierzymy, że się uda – zapowiada Przemysław Walniczek.
