Tłumy Wrocławian, kibice Śląska Wrocław, pasjonaci piłki nożnej, wychowankowie, przyjaciele i rodzina przyszli we wtorek wieczorem do parafii św. Franciszka z Asyżu, aby pożegnać zmarłego trenera Jacka Magierę i podziękować za jego życie. Eucharystię koncelebrowało 10 kapłanów, a przewodniczył jej proboszcz parafii ks. Adam Skalniak. Homilię wygłosił ks. Sylwester Łaska, przyjaciel zmarłego trenera.
– Jacek Magiera był dla piłki nożnej prawdziwym mentorem i mistrzem. Wielu młodych ludzi przychodziło do niego po pomoc i po radę. Nie tylko wtedy, gdy gasły jupitery, ale wtedy, gdy gasła w nich nadzieja. Jacek miał ten bardzo rzadki, niemal biblijny dar: wybitnie potrafił słuchać. Nie oceniał, nie narzucał presji, ale stawał się dla młodych ludzi bezpieczną przystanią, bo sam był człowiekiem o niespotykanym fundamencie – podkreślał w homilii ks. Łaska, dodając, że relacje, które budował, sięgały dużo głębiej niż sport.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Kapłan przypomniał, że Magiera nie był tylko człowiekiem sportu, ale także magistrem historii, człowiekiem, który rozumiał znaczenie korzeni i odpowiedzialności. Kochał Polskie barwy, zarówno te narodowe, jak i klubowe, którym oddał serce. Ostrzegał zawodników, że zabić można na każdym kroku. Można zabić słowem, można zabić decyzją. Zabić można też talent swoim lenistwem i używkami.
Reklama
– On nie trenował tylko nóg. On ratował duszę przed bylejakością. Uczył młodych, że sport to tylko etap, a prawdziwym zadaniem jest życie. Wiedział, że zawodnikiem jest się tylko przez chwilę, parę lat, a człowiekiem i chrześcijaninem przez całe życie – przypominał przesłanie trenera ks. Sylwester.
Ks. Łaska mówił także o rodzinie i wierze zmarłego, która nie była tylko deklaracją, nie była na pokaz, ale była codziennością. Rok temu w Gietrzwałdzie rodzina podjęła zobowiązanie: codzienny rodzinny różaniec. – Ta obietnica stała się ich codziennym chlebem i wielką siłą, którą mają do dzisiaj – podkreślił. Kiedy przyszedł ten tragiczny piątek i niespodziewana śmierć Jacka Magiery, jego żona Madzia i dzieci wyjęli różaniec. Nie było buntu. Było trzymanie się Matki Bożej.
– A w sobotę, gdy ból przygniatał wszystkich siedzących razem przy stole, stało się coś, co jak wierzę Jacek oglądał z wielką dumą. Janek i Małgosia po stracie taty wzięli do ręki różańce, rozdali je każdemu i powiedzieli: Modlimy się dalej. Tata by tego bardzo chciał – mówił ze wzruszeniem ks. Sylwester. I dodawał: – Największym sukcesem Jacka nie były wyniki sportowe. Nie medale, których miał wiele, nie punkty w tabeli, ale dzieci, które w godzinie próby wiedzą, gdzie szukać ratunku. Jacek nauczył swoje dzieci, że różaniec to lina ratunkowa, która łączy nas z Niebem.
Reklama
Kapłan przypomniał słowa Jacka Magiery, że to, co jest najcenniejszego w życiu, to czas który możemy komuś dać. Ten czas to budowanie relacji z Bogiem i najbliższymi. Przywołał także ostatnie zapisane przez Magierę słowa. Notatkę w telefonie zrobioną w dniu śmierci, kilkanaście minut przed odejściem. – Napisał: „To tu toczy się walka codzienna. Robić, nie robić. Chcę, nie chcę”. To był jego ostatni raport taktyczny. Jacek do ostatniej sekundy życia toczył bój o dobro – podkreślał ks. Łaska.
– Jacek nie odszedł. On tylko zmienił sektor na trybunach – mówi wzruszony na zakończenie do rodziny i uczestników pożegnania.
Podczas wyprowadzania trumny z kościoła długo rozlegały się oklaski, a przed świątynią słychać było powtarzane „Dziękujemy!”. Pogrzeb śp. Jacka Magiery odbędzie się w czwartek o godz. 12.00 w Katedrze Polowej w Warszawie, a o 14.30 ceremonia na Wojskowych Powązkach.
