Reklama

Częstochowa – problem bezdomności

Badania liczby osób bezdomnych

2016-02-25 09:59

Oprac. Margita Kotas
Edycja częstochowska 9/2016, str. 6

Margita Kotas

W nocy z 27 na 28 stycznia br., w godz. 19-6 rano, w Częstochowie odbyło się badanie liczby osób bezdomnych, które było realizowane w ramach badania w województwie śląskim. W naszym mieście przeprowadzał je Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej, który koordynuje badania, przy współdziałaniu wszystkich członków Partnerstwa Lokalnego na rzecz przeciwdziałania bezdomności w mieście Częstochowa, w skład którego wchodzą m.in.: Straż Miejska, Policja, organizacje pozarządowe, streetworkerzy, służby PKP, centra integracji społecznej, spółdzielnie mieszkaniowe, placówki służby zdrowia w tym oddziały SOR i ZOL-e, Areszt Śledczy, placówki lecznictwa odwykowego oraz Izba Wytrzeźwień.

Celem badania jest potwierdzenie w danych liczbowych, ile osób bezdomnych przebywa we wszystkich placówkach noclegowych na terenie gminy, finansowanych przez gminę, powiat, a także prowadzonych na terenie jednostki samorządu terytorialnego przez inne podmioty, miejscach niemieszkalnych oraz placówkach służby zdrowia. Bezpośredni kontakt z bezdomnymi pozwala na ocenę zakresu koniecznej pomocy, która może zostać udzielona także po zakończeniu liczenia w formie: schronienia, posiłków, środków czystości, odzieży i obuwia, zakupu leków.

Zgodnie z założeniami badania, odbyło się ono w placówkach dla osób bezdomnych prowadzonych przez organizacje pozarządowe (Caritas Archidiecezji Częstochowskiej, Adullam, Agape, Fundacja św. Barnaby), szpitalach (w tym ZOL-e i SOR-y), hospicjum, Areszcie Śledczym, Ośrodku Pomocy Osobom z Problemami Alkoholowymi (Izba Wytrzeźwień), placówkach leczenia odwykowego, na dworcach – głównym PKP, Stradom PKP, dworcu PKS, w miejscach niemieszkalnych, ujętych na mapie takich miejsc w mieście Częstochowa.

Reklama

Podczas liczenia osób bezdomnych w miejscach niemieszkalnych udzielano także pomocy doraźnej w postaci gorącej zupy, herbaty i pieczywa, do rozdysponowania były również kołdry, koce, poduszki i jednorazowe ogrzewacze. Podjęto także próby skierowania tych osób do ogrzewalni lub innej placówki dla osób bezdomnych.

Z przeprowadzonego badania wynika, iż ogólna liczba bezdomnych w Częstochowie wynosi 382 osoby – o 14 osób więcej niż w roku ubiegłym, w tym: w ogrzewalniach, noclegowniach i punktach noclegowych przebywały 102 osoby, w schroniskach, domach dla osób bezdomnych i hostelach – 212 osób, w mieszkaniach wspieranych, chronionych, treningowych, wynajmowanych – 3 osoby, w szpitalach, hospicjach, ZOL-ach, innych placówkach zdrowia – 17 osób, w zakładach karnych, aresztach śledczych – 8 osób, w izbach wytrzeźwień, pogotowiach socjalnych – 2 osoby, w pustostanach, domkach, altanach działkowych – 28 osób, w miejscach niemieszkalnych – 0 osób, w innych – 10 osób.

Liczenie osób bezdomnych odbywa się od kilku lat, najpierw co 2 lata, a począwszy od 2012 r. corocznie. Poprzednie badanie miało charakter ogólnopolski i odbyło się w nocy z 21 na 22 stycznia 2015 r. Ogólna liczba osób bezdomnych w Częstochowie zgodnie z tym badaniem wyniosła 368 osób.

Tagi:
bezdomni

Z miłości do człowieka

2019-07-24 11:33

Ks. Wojciech Kania
Edycja sandomierska 30/2019, str. 2, 4

Nowy dom dla osób bezdomnych w Jankowicach, prowadzony przez Wspólnotę „Chleb Życia”, powstał dzięki wielu ludziom dobrej woli. Głównymi fundatorami wyposażenia tego miejsca są Anna i Maciej Formanowiczowie, właściciele Fabryki Mebli Forte. Palcówka pomieści 35 pensjonariuszy. Pierwsi bezdomni będą mogli zamieszkać w nowym budynku pod koniec lipca

Archiwum
Otwarcie nowego domu

Biskup Krzysztof Nitkiewicz poświęcił kaplicę w placówce ośrodka dla osób bezdomnych oraz sprawował Mszę św.

Fundacja „Chleb Życia” siostry Małgorzaty Chmielewskiej, chcąc zapewnić swoim podopiecznym miejsce do życia, zaadoptowała na początku budynek szkoły w Jankowicach. W celu stworzenia odpowiednich warunków zwiększającej się liczbie osób starszych i chorych, zdecydowano o budowie nowego schroniska. Jak mówi siostra Chmielewska, do tej budowy namówił ją pewien „człowiek o dobrym sercu”. „Siostro – powiedział – ja mam środki, a Wy znacie potrzeby. Zróbmy więc wspólnie coś dobrego” – relacjonuje spotkanie siostra Małgorzata. I tak zaczęła się budowa nowoczesnego schroniska dla ludzi bezdomnych. Chcę dodać, że naszym zamiarem od początku nie było stworzenie „przytułku”, ale pięknego domu dla ludzi bezdomnych, w którym czuli by się jak u siebie oraz aby mieli w nim zapewnione miejsce do godnego życia – mówi siostra Chmielewska.

Otwarcie nowego domu odbyło się 14 lipca. Wziął w nim udział bp. Krzysztof Nitkiewicz, dotychczasowi mieszkańcy schroniska oraz sponsorzy i ofiarodawcy przedsięwzięcia.

Bp Nitkiewicz podkreślał w homilii konieczność realizacji w życiu przykazania miłości Boga i bliźniego. W miłości do Boga zawiera się miłość do tego, który jest moim bliźnim. Jeśli chcę, żeby miał on przynajmniej tyle, co sam posiadam, to już jestem na dobrej drodze. „Kochać Chrystusa, to natychmiast otrzymać od Niego mniejszą lub większą cząstkę daru pasterskiego. Bóg powierza każdemu jedną lub kilka osób (...) Każdy ma w sobie odrobinę pasterskiego serca, w każdym są niepowtarzalne dary” – mówi Brat Roger z Taize. Kiedy oddałeś całe Twoje serce Bogu, On ci powierza wszystkich i wszystko, co stworzył, przede wszystkim człowieka, ale także zwierzęta, rośliny, morza, rzeki, wszystko – mówił kaznodzieja. Nawiązując do Ewangelii o miłosiernym Samarytaninie bp Nitkiewicz powiedział: Jezus Chrystus odrzucony przez współczesne sobie elity jako społecznie niebezpieczny, uważany przez ówczesnych ekspertów od Pana Boga za heretyka, nie bał się zabrudzić sobie rąk, żeby opatrywać rany i nieść wyzwolenie oraz ulgę każdemu. Chrystus bez wahania daje całego siebie, daje swoje życie apostołom, słuchaczom, osobom spotkanym po drodze i wrogom (nazywa ich przyjaciółmi, zaczynając od Judasza). Tym, co kwalifikuje kogoś do udzielenia mu pomocy są jego potrzeby, sytuacja w jakiej się znajduje. W gruncie rzeczy każdy człowiek jest takim potrzebującym. My biedni grzesznicy, poobijani, słabi i uginający się pod ciężarem różnych problemów, doświadczamy tego nieustannie. (...) Ta nowa placówka, podobnie jak inne domy prowadzone przez Wspólnotę „Chleb Życia” przy wsparciu dobrych ludzi (chwała im za to), świadczy o tym, że kochanie Boga całym swoim sercem, a bliźniego jak siebie samego, jest możliwe. Powiedziałbym nawet, że jest bezwarunkowo konieczne jeśli przyznajemy się do Chrystusa. Bo przecież, „miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy, niż wszystkie całopalenia i ofiary” (Mk 12,33). Nie oznacza to, że mamy traktować drugoplanowo praktyki religijne albo rozmywać naszą chrześcijańską tożsamość, czy dla świętego spokoju unikać trudnych tematów. Potrzeba jednego i drugiego. Jesteśmy darem dla innych jako uczniowie Chrystusa. Powinniśmy dawać świadectwo naszego credo w codziennej postawie: modlitwą, słowem i czynem. Nie można oddzielić miłości Boga od miłości bliźniego. Niech dom dla ludzi bezdomnych w Jankowicach o tym przypomina – podkreślał bp K. Nitkiewicz.

W trakcie Mszy św. Biskup Ordynariusz poświęcił ołtarz, ściany kaplicy, ambonkę Słowa Bożego oraz tabernakulum.

W nowym domu w Jankowicach miejsce znajdzie 35 podopiecznych, których stan zdrowia nie pozwala na samodzielne poruszanie się. Dotychczasowy budynek pozostanie w dalszym ciągu miejscem dla osób bezdomnych, którzy nie potrzebują aż tak dużej opieki. Łącznie w obu domach może przebywać 70 osób. Osoby ze Wspólnoty „Chleb Życia” będą sprawować opiekę nad bezdomnymi oraz domem. Będzie to małżeństwo, które zamieszka wraz z nimi w schronisku, bo takie są zasady w naszej Wspólnocie. Mieszkańcy będą pod opieką, medyczną i psychologa. W wielu pracach będą pomagać sami, o ile będzie im na to pozwalał stan zdrowia – dodaje siostra Małgorzata Chmielewska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dk. Sadowski: diakonat stały to moje powołanie

2019-08-16 13:38

Maria Czerska / Warszawa (KAI)

„Jestem diakonem i jestem szczęśliwy” – deklaruje niezmiennie dk. Bogdan Sadowski, pierwszy diakon stały w archidiecezji warszawskiej i trzeci w Polsce. Wyświęcony został dziesięć lat temu, 9 sierpnia 2009 r. W rozmowie z KAI dk. Sadowski opowiada o tym, czym jest diakonat stały i o swoim doświadczeniu na tej drodze.

Al. Daniel Rynkiewicz

Maria Czerska (KAI): Księże diakonie? Panie diakonie?

Dk. Bogdan Sadowski: Najlepiej po prostu „diakonie”. Tak jest najbezpieczniej. Zadawać pytania można w formie: „Czy diakon uważa, że…?”.

- A zatem - napisał diakon pięć lat temu, po pięciu latach od święceń „Jestem diakonem i jestem z tego powodu szczęśliwy”. Czy nadal?

- Tak! To jest moja droga – marzenie życia. Zawsze byłem blisko ołtarza i w zasadzie zawsze myślałem o tym, by być duchownym. Poważnie rozważałem pójście do seminarium. Zawarłem nawet prywatną „umowę” z Panem Bogiem, że o ile nikogo nie poznam do zakończenia studiów, to wstępuję. Sprawa wydawała się oczywista, bo nie miałem zamiaru nikogo szukać. A jednak poznałem moją żonę i to w okolicznościach, które nie mogły być przypadkowe… Jesteśmy razem już czterdzieści lat. Jeszcze w czasie studiów dowiedziałem się, że Sobór Watykański II przywrócił diakonat stały i że pod koniec lat 70. pierwsi diakoni wyświęceni zostali w Niemczech. Zaraz napisałem list do nowo mianowanego arcybiskupa warszawskiego, Józefa Glempa – mam na to świadków! – że gdyby taka możliwość pojawiła się również w Polsce, proszę, by wzięto pod uwagę moją kandydaturę. Czekałem ok. trzydziestu lat, ale się doczekałem! Wyświęcony zostałem 9 sierpnia w Magdalence przez abp. Kazimierza Nycza na pierwszego diakona stałego archidiecezji i metropolii warszawskiej. Byłem trzeci w Polsce.

- Kto to jest diakon stały?

- Przede wszystkim poprzez święcenia staje się osobą duchowną. Diakonat to pierwszy stopień sakramentu święceń. Warto podkreślić, że w Kościele katolickim, mówiąc poprawnie, jest sakrament święceń, który obejmuje 3 stopnie: diakonat, prezbiterat i episkopat (biskupstwo). Diakonów można podzielić na żonatych i celibatariuszy. Nieżonaci kandydaci na diakonów w momencie święceń zobowiązują się do życia w celibacie. Mogą oczywiście być diakonami stałymi, ale w Polsce najczęściej jest to diakonat przejściowy, po którym następują święcenia kapłańskie.
Diakon stały musi mieć wykształcenie teologiczne i odpowiednie przygotowanie duchowe. W przypadku żonatych mężczyzn wymagany jest wiek minimum trzydzieści pięć lat, pięć lat stażu małżeńskiego i pisemna zgoda małżonki. Jesteśmy trochę na granicy „świata duchownych” i „świata świeckich”. Prowadzimy normalne życie, mamy dzieci, chodzimy do pracy i jednocześnie pełnimy posługę przy ołtarzu.

- Co tak naprawdę robi diakon stały?

- Najważniejsze jest asystowanie prezbiterowi (szczególnie biskupowi) w celebracjach Eucharystii. Diakon nie może oczywiście odprawiać Mszy św., to zarezerwowane jest dla kapłanów. Nie może też słuchać spowiedzi i udzielać sakramentu namaszczenia chorych. Może natomiast odprawiać nabożeństwa, błogosławić małżeństwa, głosić kazania, udzielać Komunii świętej i chrztów oraz prowadzić pogrzeby – tym się właśnie zajmuję.
Rozpocząłem swoją posługę w parafii w Magdalence. Tam byłem zaangażowany m.in. w prowadzenie grup, rekolekcji, głoszenie konferencji przed ślubem, czy przed chrztem, itp. Następnie przeniosłem się do parafii Matki Bożej Różańcowej w Piasecznie (uzyskując nota bene pierwszy w historii Kościoła w Polsce dekret biskupi przenoszący diakona stałego z parafii do parafii). Tam oprócz szeregu innych zaangażowań bardzo często pomagałem przy celebracji chrztu św. Tych chrztów było w Piasecznie bardzo dużo – bywało i kilkanaście na jednej Mszy św. Teraz posługuję w parafii Opatrzności Bożej w warszawskim Wilanowie. Z uwagi na specyfikę tego miejsca wizyty duszpasterskie trwają tam cały rok i wraz z kapłanami z tej parafii chodzę po domach. Zapukałem już do ok. 6 tys. mieszkań. Przyjęto mnie mniej więcej w 1/3, odbyłem więc ok. 2 tys. rozmów.

- Jakie znaczenie ma to, że „po kolędzie” chodzi diakon, a nie kapłan?

- Chodzę w stroju duchownym, w sutannie i z koloratką, więc ludzie widzą księdza. Nie muszę się tłumaczyć. Nikt nie myśli, że jestem świadkiem Jehowy. Wizyty są zresztą ogłaszane i zapowiadane w parafii. W większości przypadków spotykam się z ogromną życzliwością i te rozmowy są dla mnie bardzo miłe.
Przeważają ludzie młodzi, często przyjezdni. Zachowują pewną obrzędowość katolicką, mają w domu święte obrazy, ale żyją bardzo często bez sakramentów, bez ślubu i to im w większym stopniu nie przeszkadza. Ta wiara nie bardzo przekłada się na relację osobową z Bogiem, na życiowe wybory.
Wizyta jest okazją do rozpoczęcia głębszej rozmowy i o dziwo – taka rozmowa jest chętnie podejmowana. Ma to ogromny sens, bo w bardzo wielu przypadkach ludzie zupełnie nie wiedza, że mogą dążyć do uregulowania swojej sytuacji, np. stwierdzenia nieważności poprzedniego, zawartego w Kościele małżeństwa, nawet w okolicznościach, gdy małżeństwo to wydaje się ewidentnie nieważnie zawarte.
Czasem potrzebna jest też pewna zachęta, gdy ludzie żyją bez ślubu, nie mając żadnych przeszkód do przyjęcia sakramentu. Wielką radością są dla mnie sytuacje – wiem o dwóch takich przypadkach – gdy rozmowa ze mną stała się taką pozytywną inspiracją. Byłem na jednym z tych ślubów.

- Parafianie nie dowiadują się, że odwiedził ich diakon stały?

- Ależ tak, często mówię o tym! Zwykle zaczyna się od zagadkowych spojrzeń na moją obrączkę. Wyjaśniam wtedy, że mam żonę i święcenia diakonatu i że jest taka możliwość w Kościele katolickim. To zwykle spotyka się z bardzo pozytywnym przyjęciem, czasem wręcz z entuzjazmem. No i zaczynają się narzekania na celibat. A ja – to nawet trochę zabawne – występuję jako obrońca celibatu. Mówię, że to jest wybór. Nikt nikogo do tego nie zmusza. Ale taka droga ma ogromną wartość, ogromny sens. Natomiast mój przykład pokazuje, że Kościół stwarza przestrzeń dla duchowego zaangażowania żonatych mężczyzn.

- Co na to wszystko żona?

- Kiedy zdarza jej się narzekać na jakieś kolejne moje zadania związane z diakonatem, mówię: „Kochanie, sama na to wyraziłaś zgodę, mam to na piśmie”. A poważnie – to nigdy nie był między nami problem. Ja „zawsze” byłem ministrantem, lektorem. Od czasów narzeczeńskich rzadko kiedy na Mszy św. siedzieliśmy razem w ławce. Nie zostałbym zresztą dopuszczony do święceń, gdyby żona nie wyraziła na nie pisemnej zgody, ze świadomością wszystkich tego konsekwencji.
Diakonat to radość nie tylko dla mnie, ale i dla całej rodziny. Przewodniczę wielu uroczystościom religijnym w rodzinie. Sam ochrzciłem wszystkich pięciu moich wnuczków.

- Jak świętował diakon swoją rocznicę?

- Byłem na Mszy św. odprawianej w mojej intencji w Świątyni Opatrzności Bożej.
rozmawiała Maria Czerska
Bogdan Sadowski – ur. 1956 r., absolwent historii sztuki kościelnej na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, dziennikarz i publicysta, wieloletni pracownik TVP i TV Puls, redaktor naczelny polskiej edycji MAGNIFICAT; od 2004 członek Zespołu KEP ds. Transmisji Mszy św. w Telewizji; pierwszy diakon stały w archidiecezji warszawskiej.
***
Historia diakonatu stałego, jako posługi o charakterze sakramentalnym mężczyzn żonatych lub zobowiązujących się do życia w celibacie sięga czasów apostolskich. Do V w. w Kościele zachodnim diakonat był instytucją kwitnącą, a jego rolę i pozycję potwierdzały liczne sobory oraz praktyka kościelna. W następnych wiekach, z różnych powodów, diakonat zanikł, stając się jedynie stopniem przejściowym do kapłaństwa. W XVI w. Sobór Trydencki dążył do wskrzeszenia tego urzędu, lecz nie powziął żadnych konkretnych uchwał w tej sprawie.
Ostatecznie posługa ta przywrócona została przez Sobór Watykański II w Konstytucji dogmatycznej o Kościele „Lumen Gentium”. Wskazania Soboru wypełnił Paweł VI ogłaszając 18 kwietnia 1967 r. motu proprio "Sacrum diaconatus ordinem" z ogólnymi normami przywrócenia diakonatu stałego.
Pierwszych pięciu żonatych mężczyzn wyświęcono na diakonów w 1968 r. w katedrze w Kolonii. Diakonat stały jest dziś integralną częścią Kościołów katolickich wszystkich kontynentów i odgrywa w nich znaczącą rolę, szczególnie w Ameryce Północnej i Europie Zachodniej. Obecnie na świecie posługuje ponad 45 tys. stałych diakonów w 129 krajach. W Europie Środkowo-Wschodniej, w tym także w Polsce, posługa diakona stałego była jednak do niedawna prawie nieznana. Pierwszy diakon stały, Andrzej Chita, wyświęcony został w 1993 r. w diecezji przemyskiej (obecnie archidiecezji przemysko – warszawskiej) obrządku bizantyjsko – ukraińskiego. Polscy biskupi wprowadzili diakonat stały w Kościele rzymskokatolickim w 2001 r. Pierwsze święcenia odbyły się w 2008 r.
Do dziś w Polsce wyświęcono w Polsce 33 stałych diakonów rzymskokatolickich, 29 żonatych i 4 celibatariuszy, w tym 2 zakonników, którzy podjęli posługę poza granicami Polski. Pozostali wyświęceni zostali w diecezjach: opolskiej, ełckiej, katowickiej, szczecińsko – kamieńskiej, warszawskiej, gliwickiej, toruńskiej i pelplińskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Proponowane w Polsce standardy edukacji seksualnej WHO

2019-08-19 17:36

Marcin Przeciszewski / Warszawa (KAI)

- Dziecko nie może uczestniczyć w żadnych tego typu zajęciach bez wyraźnej zgody rodziców lub prawnych opiekunów – napisał dziś bp Marek Mendyk, przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego KEP, w apelu skierowanym do rodziców w związku z planowanym wprowadzeniem ich przez niektóre samorządy. Postulowane przez niektóre samorządy programy edukacji seksualnej w szkołach mają opierać się na standardach i wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). W poniższej analizie prezentujemy ich główne założenia.

Bożena Sztajner/Niedziela
Dary dla dzieci z Białorusi

Wytyczne te zostały przedstawione w dokumencie „Standardy edukacji seksualnej w Europie”, będącym wspólną publikacją Biura Regionalnego Światowej Organizacji Zdrowia dla Europy i niemieckiego Federalnego Biura ds. Edukacji Zdrowotnej. Publikacja ta, wydana w 2010 r., zawiera zalecenia dla osób i instytucji odpowiedzialnych za zdrowie i edukację seksualną. Jej polskie tłumaczenie zostało wydane w dwa lata później.

Dokument ten - jak czytamy we wstępie - opiera się na tzw. podejściu holistycznym do seksualności człowieka i ma za cel „pomóc dzieciom i młodym osobom w rozwinięciu podstawowych umiejętności umożliwiających im samookreślenie ich seksualności i związków na różnych etapach rozwoju, (...) w przeżywaniu swojej seksualności oraz partnerstwa w sposób satysfakcjonujący i odpowiedzialny”.

Autorzy dokumentu zaznaczają, że podejście „holistyczne” ma zastąpić modele edukacji seksualnej obowiązujące w wielu krajach. Informują, że pierwsza ich grupa – promowana szczególnie silnie przez Republikanów w USA – bazowała na zapoznaniu dzieci i młodzieży z biologicznymi kwestiami dotyczącymi płci i życia seksualnego, co jednak było połączone z promocją wstrzemięźliwości seksualnej do momentu zawarcia związku małżeńskiego. Druga grupa programów, realizowanych dotąd w większości krajów europejskich, abstynencję seksualną traktuje jako zachowanie opcjonalne, a obok niej przedstawiane są zasady antykoncepcji i tzw. bezpiecznego seksu.

Natomiast program WHO ma charakter znacznie bardziej liberalny, uwzględnia również orientację homoseksualną, a płeć – zgodnie z teoriami gender - traktuje jako zjawisko bardziej społeczne niż biologiczne. Na równi z małżeństwem definiowanym jako związek mężczyzny i kobiety, stawia na równym poziomie inne rodzaje związków.

Konkretne propozycje w zakresie edukacji

Dokument „Standardy edukacji seksualnej w Europie WHO” prezentuje „Matrycę” która stanowi przegląd tematów, które powinny zostać omówione w poszczególnych grupach wiekowych: 0–4 lata, 4–6 lat, 6–9 lat, 9–12 lat i 12-15 lat. Zakłada się, że zajęcia te powinny być obowiązkowe (niezależnie od woli rodziców) już od wieku przedszkolnego, a powinni je prowadzić różni specjaliści, niekoniecznie wychowawcy czy nauczyciele. Przewiduje się zatem możliwość prowadzenia edukacji seksualnej przez organizacje pozarządowe mające taki zapis w statutach, a szkoła pełniłaby rolę koordynacyjną.

0–4 lata

Program przewiduje, że szkolni seksedukatorzy powinni przekazywać dzieciom w wieku poniżej 4 lat podstawową wiedzę o ludzkim ciele i narządach płciowych, o różnicach płciowych oraz pochodzeniu dzieci, czyli ciąży i porodzie.

Ma być również kształtowane „pozytywne nastawienie do własnej płci biologicznej, jak i społeczno-kulturowej” oraz wiedza, że związki natury seksualnej mogą być różnorodne, a tej różnorodności powinna towarzyszyć akceptacja.

Niezależnie od tego mają być przekazywane takie treści jak „radość i przyjemność z dotykania własnego ciała” czy wiedza o „masturbacji w okresie wczesnego dzieciństwa”.

4–6 lat

Dzieci w wieku od 4 do 6 lat mają dalej zgłębiać tę tematykę, włącznie z pozytywnym podejściem do masturbacji pojmowanej jako „radość i przyjemność”.

Zarazem mają być omawiane różnorodne emocje, w tym „pierwsza miłość” jako rodzaj zauroczenia, a także przygotowywanie do radzenia sobie w sytuacji, w której uczucie nie zostaje odwzajemnione.

Dziecko w tym okresie ma być również zapoznawane ze „związkami do osób tej samej płci” oraz kształtowane w pozytywnym podejściu do własnej tożsamości płciowej. Kształtowana być winna postawa, że „moje ciało należy do mnie”, więc mam określone prawa z tym związane. Towarzyszyć temu ma świadomość, że są osoby, które „mogą posunąć się do przemocy oraz, że muszę nauczyć się jak należy się przed nimi chronić”.

6–9 lat

U dzieci w wieku od 6 do 9 lat ma być pogłębiana wiedza o rozwoju fizjologicznym, z uwzględnieniem miesiączkowania, ejakulacji itp. Duży nacisk ma być położony na antykoncepcję. Jest ona proponowana jako jedyna możliwość planowania rodziny. Prezentowane mają być także różnorodne techniki współżycia płciowego. Zaznacza się tylko, że „akceptowalne współżycie/seks, winien być odbywany za zgodą obu osób, ma być on dobrowolny, równy i stosowny do wieku i kontekstu, zapewniający szacunek do samego siebie”. Żadne inne etyczne normy i zasady dotyczące podejmowania współżycia seksualnego nie są proponowane. Za to ma być uświadamiany „pozytywny wpływ seksualności na zdrowie i dobre samopoczucie”.

Prezentowane mają być również „prawa seksualne”, rozumiane jako prawo do informacji i edukacji seksualnej, jak i cielesnej integralności.

Podobnie jak na poprzednich etapach – wobec dzieci w wieku 6–9 lat - proponowana jest masturbacja i autostymulacja seksualna. Mowa ma być również o „seksie w mediach” (włącznie z internetem), oraz o „radzeniu sobie z obrazem seksu w mediach”. Nie pojawia się w tym kontekście pojęcie pornografii jako zjawiska mającego negatywny wpływ na rozwój człowieka.

Jest też mowa o małżeństwie, ale pojęcie to pojawia się wyłącznie w kontekście możliwości rozwodu. Prezentowane mają być także „różne związki rodzinne” w kontekście umiejętności „negocjowania kompromisów, wykazywania tolerancji i empatii”.

9–12 lat

Na etapie od 9 do 12 lat przedmiotem nauczania ma być szczegółowe poznanie różnych (skutecznych i nieskutecznych) metod antykoncepcji oraz „zrozumienie, że antykoncepcja to odpowiedzialność obu płci”. Wiele ma być mowy o przeżywaniu ciąży i poszczególnych jej etapów, włącznie z ciążą „w związkach między osobami tej samej płci”.

Uczniowie mają być również uświadamiani z zakresie niebezpieczeństwa przemocy seksualnej i konieczności obrony przed nią.

Prezentowane mają być różne orientacje seksualne oraz „miłość wobec osób tej samej płci”. Tym dzieciom, które odkryły swą odmienność seksualną - proponowany ma być «coming out», czyli publiczne ogłoszenie tego faktu jeszcze przed ukończeniem 12. roku życia. Zgodnie z teorią gender ma być przekazywane także przekonanie o „różnicach między tożsamością płciową i płcią biologiczną”.

Cel edukacji ma być osiągnięty wraz z ukończeniem 15. roku życia, kiedy młody człowiek powinien już osiągnąć pełną „akceptację, szacunek i rozumienie różnorodności dotyczącej seksualności i orientacji seksualnych”. Nigdzie natomiast nie ma mowy o potrzebie opanowywania popędu seksualnego, nie pojawia się więc pojęcie wstrzemięźliwości. Nie istnieje pojęcie „uczyć wyższych” rozumianych jako rozwój miłości, którym powinny być podporządkowane „uczucia niższe”, w postaci pożycia seksualnego.

Zaznaczyć należy, że tak zarysowany program edukacji seksualnej pozostaje w diametralnej sprzeczności nie tylko z chrześcijańską koncepcją rozwoju osoby ludzkiej, ale także z „integralną wizją ludzkiej seksualności” zawartą w obowiązującej w Polsce podstawie programowej, wprowadzonej rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z 14 lutego 2017.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem