To był pogrzeb kapłana, który odchodził z miejsca, gdzie zaczęła się jego droga wiary. W sobotę 2 maja, w uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski i pierwszą sobotę miesiąca, wałbrzyska kolegiata wypełniła się rodziną, kapłanami, siostrami zakonnymi, parafianami z Wałbrzycha i Świdnicy, przyjaciółmi oraz przedstawicielami środowisk, którym ks. Paweł Traczykowski służył.
Liturgii pogrzebowej przewodniczył bp Adam Bałabuch, a homilię wygłosił bp Marek Mendyk. Już przed Mszą św. wybrzmiały słowa pożegnań. Krystian Kamiński przedstawiciel rady parafialnej, przypomniał, że ks. Paweł był „jednym z nas”, gorliwym ministrantem, lektorem i człowiekiem modlitwy. – Tutaj odprawił swoją pierwszą Mszę św. w 2009 r. Wracał tutaj, bo to miejsce było jego duchowym domem – powiedział.

Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Magdalena Jóźwiak z sekcji patrystycznej przy Komisji ds. Nauki Katolickiej KEP dziękowała mu za współpracę naukową, udział w konferencjach i solidność. Marcin Sikorski, lider Wojowników Maryi rejonu Świdnica-Wałbrzych, nazwał go komandosem ducha i prawdziwym wojownikiem Maryi. – Walczył cicho i skutecznie. Walczył o ludzi i dla ludzi – podkreślił.
Szczególnie osobiste słowa wypowiedział ks. Tomasz Kula, przemawiając w imieniu kapłanów pochodzących z tej parafii. – Widzę cię, Pawle, jak stoisz tutaj przy ołtarzu, lekko pochylony, głowa oparta o złożone ręce, jak gdybyś całym sobą mówił, że to nie o tobie. Przewyższałeś nas mądrością, inteligencją, znajomością języków, ofiarnością, a jednak wciąż byłeś skromny i pokorny. To lekcja dla nas wszystkich – podkreślił.
W homilii bp Marek Mendyk odczytał dzień pogrzebu jako szczególny znak maryjny. – To Matka Boża wyznaczyła ten dzień na jego pożegnanie. A może to także sam ks. Paweł uprosił sobie ten dzień na ziemskie pożegnanie – wyjaśnił. Przypomniał jego głęboką pobożność maryjną, zaangażowanie w Wojowników Maryi, posługę w konfesjonale, szkole, Domu Pomocy Społecznej i Areszcie Śledczym. – Całym sobą był dla wszystkich. O sobie nie myślał w ogóle – zaznaczył.
Biskup świdnicki przypomniał, że ks. Paweł potrafił cierpliwie słuchać młodych ludzi, także tych poranionych i oddalonych od Boga. – Niektórzy przychodzili potem i mówili: „Wracam, bo ksiądz Paweł miał rację”. Dlatego dzisiaj nie pytamy Pana Boga, dlaczego nam go zabrał. My dzisiaj dziękujemy Panu Bogu za to, że nam go dał – powiedział.
Reklama
Najmocniej wybrzmiały słowa nadziei. – Ksiądz Paweł nie umarł, lecz żyje. Po ludzku straciliśmy kogoś naprawdę wyjątkowego, ale w kategoriach wiary i perspektywie życia wiecznego zyskaliśmy orędownika w niebie – przekonywał bp Mendyk, prosząc zmarłego kapłana o modlitwę za nowe powołania.

Po Komunii św. głos zabrał senior rocznika święceń. - Drogi Pawle, żegnamy cię jako koledzy rocznikowi całej metropolii wrocławskiej. Dziękujemy za twoją obecność w naszym życiu. Dziękujemy ci za ten czas w seminarium i 17 lat podążania za Jezusem w kapłaństwie. Pamiętamy twoje zamiłowanie do nauki, którym też chciałeś się podzielić. W seminarium zasiadałeś na katedrze jako rasowy profesor, mimo, że byłeś klerykiem, tłumaczyłeś zrozumiale wykłady teologiczne i myśli, które często były zawiłe – przypominał ks. Wojciech Iwanicki, który odczytał także list od sióstr zmarłego, pełen rodzinnych wspomnień: o wspólnych świętach, rozmowach, książkach, piłce nożnej, trosce o dzieci i osoby starsze.
Reklama
Najmocniejsze słowa padły jednak z ust ks. kan. Marcina Gęsikowskiego, proboszcza świdnickiej katedry, który obok wdzięczności, odważył się wypowiedzieć bolesne „przepraszam”. Mówił wprost o poczuciu winy i spóźnionej trosce. – Nie zdążyliśmy przyjść z pomocą. I za to chciałbym przeprosić, bo te myśli gdzieś nam towarzyszą. Przecież mogliśmy w niedzielę napisać, zapytać jak się czujesz, kiedy prosiłeś nas o zastępstwa. Czy czegoś nie potrzebujesz? Po prostu zapukać. Niestety, jakoś tak nikt z nas tego nie uczynił. A później już było za późno – powiedział. Podkreślił, że ks. Paweł nigdy nie prosił o pomoc, w cichości pracował, w cichości cierpiał, w cichości umarł, nie chcąc nikogo obciążać swoim bólem. – Za to bardzo przepraszam, bo to gdzieś będzie ciążyło na sumieniu – wyznał, nadając swojemu wystąpieniu ton szczerego rachunku sumienia, który dla wielu stał się jednym z najbardziej poruszających momentów tej liturgii.

Na zakończenie ks. kan. Wiesław Rusin, proboszcz kolegiaty, pożegnał ks. Pawła w imieniu rodzinnej parafii. Przypomniał chrzcielnicę, przy której stał się dzieckiem Bożym, sakramenty przyjęte w tej świątyni i prymicję sprawowaną przy tym ołtarzu. – Niech Maryja, którą tak bardzo umiłowałeś, przedstawi cię Chrystusowi jako wiernego sługę – powiedział.
Po Mszy św. kondukt żałobny przeszedł na parafialny cmentarz. Ciało ks. Pawła Traczykowskiego złożono obok grobu ks. prał. Bogusława Wermińskiego, proboszcza, przy którym dojrzewało jego powołanie.
