Reklama

Oto droga, którą winni podążać chrześcijanie Europy

2016-03-16 08:51

Z abp. Stanisławem Gądeckim rozmawiała Lidia Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 12/2016, str. 12-15

Bożena Sztajner/Niedziela
Abp Stanisław Gądecki

W związku z 1050. rocznicą Chrztu Polski – o wyzwalającej mocy chrześcijaństwa, początkach państwa polskiego u źródeł chrzcielnych i obronie korzeni chrześcijańskich w dzisiejszej Europie – z abp. Stanisławem Gądeckim, przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski, rozmawia Lidia Dudkiewicz

LIDIA DUDKIEWICZ: – Rodzice i chrzestni proszący o chrzest dla dziecka przyjmują pewne zobowiązania odnoszące się do zagadnienia wiary. Czy w odniesieniu do chrztu Mieszka I możemy, jako państwo, wyartykułować analogiczne obowiązki?

ABP STANISŁAW GĄDECKI: – Trzeba zacząć od tego, że warunkiem udzielenia chrztu dziecku jest zapewnienie ze strony rodziców i chrzestnych, że pomogą temu dziecku wzrastać w wierze i tę wiarę rozwijać. W czasie liturgii chrzcielnej podejmują oni takie zobowiązanie. Natomiast gdy mamy do czynienia z chrztem człowieka dorosłego, to najpierw on sam musi chcieć przyjąć prawdy wiary, które poznaje w czasie tzw. katechumenatu. Na tej drodze mogą towarzyszyć mu katechiści, czyli głosiciele Ewangelii, ale ich rola i odpowiedzialność za przyjmującego chrzest jest nieco inna.
W przypadku Mieszka – najpierw on sam musiał podjąć decyzję o przyjęciu chrztu i poznać prawdy przyjmowanej wiary. Akt ten miał, oczywiście, znaczenie dla tworzącego się wówczas państwa, był bowiem wyborem wartości, na których Mieszko chciał budować ład na podległych mu ziemiach. Sam jego chrzest był, oczywiście, wskazówką i przykładem dla jego poddanych. Jako chrześcijański władca brał też na siebie odpowiedzialność za organizację i realizację misji Kościoła na swoich ziemiach. Była to zatem rola nieco inna niż rola rodziców i chrzestnych w odniesieniu do chrzczonego dziecka.

– Przyjęcie chrześcijaństwa w każdym przypadku wiązało się z cywilizowaniem lokalnej społeczności. Jak w przypadku Polski wygląda bilans zysków i ewentualnych strat związanych z przejściem naszego kraju do cywilizacji zachodniej?

– Rozumiem, że pyta Pani o ważny aspekt cywilizacyjny związany z przyjęciem chrześcijaństwa przez księcia Mieszka I. Trzeba jednak pamiętać, że przyjęcie chrztu to przede wszystkim włączenie w Mistyczne Ciało Chrystusa, czyli Kościół, i otwarcie na nadzieję życia wiecznego. Największym zyskiem ochrzczonego – korzystając z tej merkantylnej terminologii – jest zbawienie.
To, że przyjęcie prawd wiary chrześcijańskiej niosło ze sobą również pewien potencjał cywilizacyjny, świadczy o tym, że prawdy te odpowiadają prawom otaczającego nas świata i dobrze „działają” w tym świecie. Nie powinno to dziwić, jeśli bowiem świat stworzony wyszedł z ręki Stwórcy, to zasady przez Niego objawione są częścią tego świata. Zatem aspekt cywilizacyjny, o który Pani pyta, jest drugorzędny, ale ważny, bo świadczy o Stwórcy.
Trudno w tym przypadku mówić o „bilansie zysków i strat”, ponieważ nie ma tu koniecznej w takim wypadku symetrii. To trochę tak, jakby zapytać, co stracił analfabeta, gdy posiadł sztukę czytania i pisania. Przed przyjęciem chrztu przez Mieszka po prostu nas nie było. Były pewne plemiona słowiańskie, o których niewiele wiemy, ponieważ nie istniała kultura piśmienna. Ludzie ci mieli swoje wierzenia i zwyczaje, które nie wystarczały do tego, by oprzeć na nich organizację nowoczesnego jak na tamte czasy państwa. Dopiero odniesienie do wartości chrześcijańskich okazało się trwałym fundamentem nowego państwa Mieszka I, określającym jego tożsamość. Bez przyjęcia chrześcijaństwa plemiona zamieszkujące ziemię Polan najprawdopodobniej zostałyby zdominowane, jak to często bywało, przez silniejszych sąsiadów.

– Chrzest Mieszka I oznaczał pojawienie się chrześcijańskich duchownych na ziemiach polskich. Co możemy powiedzieć o wiekach obecności hierarchicznego Kościoła na naszych ziemiach? Jakie korzyści wynikały z tego faktu?

– Obecność chrześcijańskich misjonarzy na ziemiach Polan daleko poprzedza moment chrztu Mieszka. Potwierdzeniem tego jest choćby nadproże drewniane, łączące palatium poznańskie z „kaplicą Dąbrówki”, pochodzące – według badań dendrologicznych – z drewna ściętego ok. 940 r. po Chr. Trzeba też zwrócić uwagę na dwa aspekty zjawiska, o które Pani pyta. Po pierwsze – przybycie chrześcijańskich duchownych oznaczało głoszenie Ewangelii i w konsekwencji udzielanie sakramentów świętych, począwszy, oczywiście, od sakramentu chrztu św. Było więc objawieniem się Bożego Miłosierdzia. Po drugie – jak wspomniałem – chrześcijaństwo odgrywało wówczas wielką rolę kulturotwórczą. Wymagało ono od swoich duchownych umiejętności czytania i pisania. To z kolei pociągało za sobą konieczność zakładania szkół przy klasztorach i siedzibach biskupich. Trzeba pamiętać, że gdy książę Mieszko przyjmował chrzest, Kościół liczył już prawie tysiąc lat, a więc jego dorobek na tym polu (uwzględniając nawet trudny czas wczesnego średniowiecza) był już dosyć spory. A zatem pojawienie się w państwie Mieszka chrześcijańskich duchownych oznaczało znaczący skok cywilizacyjny. Fakt ten był niejako wszczepieniem tworzącego się państwa do europejskiego krwiobiegu, co zapewniło ożywczy dopływ twórczych energii.

– Chrzest Mieszka I oznaczał początki państwa i Kościoła między Odrą i Wisłą. Jak ocenić symbiozę tych dwóch porządków na przestrzeni wieków?

– Najpierw trzeba zaznaczyć, że gdy mówimy o jakiejkolwiek cywilizacji, to zawsze będą tam występowały dwa porządki: jeden dotyczący sfery duchowej – czyli system wierzeń określających pewne aksjomaty, na których opiera się ten drugi porządek, czyli sama organizacja życia społecznego. Nie da się zbudować żadnego organizmu społecznego, a takim jest też państwo, bez przyjęcia jakichś aksjomatów. Takimi aksjomatami często są prawdy wiary religijnej. Gdy dziś słyszymy postulaty budowania społeczeństwa neutralnego światopoglądowo, to warto pamiętać, że takiego czegoś w ogóle nie ma – jest to raczej zakamuflowana forma kwestionowania prawd wiary chrześcijańskiej.
Każdy człowiek ma jakiś pogląd na świat, a na to składa się, obok spraw banalnych, również np. podejście do cierpienia, sensu życia, wartości życia ludzkiego i innych istot żywych czy wreszcie wieczności. Nawet jeśli ktoś uważa, że wraz ze śmiercią biologiczną wszystko się kończy, to jest to jego wiara, bo przecież tego nie wie i w odniesieniu do siebie nie zbada tego w laboratorium. Właśnie te poglądy na świat (światopogląd) opierają się na wierze i w sposób zasadniczy wpływają na organizację życia społecznego ich wyznawców.
Wracając do Pani pytania, można powiedzieć tak: gdy społeczeństwo opiera się na wspólnych zasadach i wartościach, zawsze ma większe możliwości rozwoju i osiągania sukcesów niż w sytuacji, gdy dla różnych grup różne rzeczy są ważne i w ich imię chcą odmówić prawa głosu swoim przeciwnikom.
Pozycja Europy w świecie wyrosła ze średniowiecznej „Christianitas”, która była spójną i jednolitą wizją świata. Te dwa porządki, o których wspomnieliśmy wcześniej, wzajemnie się przenikały i uzupełniały.

– Co w dzisiejszych czasach wynika z faktu, że początki naszej państwowości zbiegają się z początkami Kościoła?

– To znaczy, że wartości ewangeliczne określają naszą tożsamość. Te wartości kształtowały nasze życie osobiste i społeczne, naszą państwowość od samego początku. Innych fundamentów nie mamy, bo wcześniej po prostu nas jako państwa nie było. Jest to więc zupełnie inna sytuacja niż np. w Cesarstwie Rzymskim, które w czasach przedchrześcijańskich zbudowało potężny organizm państwowy i dopiero później powoli asymilowało wartości chrześcijańskie, którymi wcześniej gardzono.

– Jak bronić się przed zarzutem, że akcentowanie związku Kościoła z państwem budzi niepokój o próbę budowania u nas państwa wyznaniowego?

– Państwo zawsze opiera się na jakichś wyznawanych przez jego obywateli wartościach. Każde więc państwo można nazwać wyznaniowym, nawet gdyby wyznawało wyższość anarchii nad ładem społecznym. Rozumiem jednak, że potocznie państwem wyznaniowym nazywa się państwo, które opiera się na wartościach i porządku określonym przez jakąś religię, a instytucjonalni przedstawiciele tej religii stanowią jednocześnie władzę w danym państwie. W odniesieniu do Kościoła katolickiego jest to zarzut chybiony, po wiekach doświadczeń bowiem to Kościół zabrania swoim kapłanom zajmowania stanowisk we władzach państwowych. U nas raczej wykorzystuje się hasło „państwa wyznaniowego” do dyskredytowania samych wartości chrześcijańskich, gdy sprawujący władzę świeccy członkowie Kościoła chcą zgodnie ze swoim sumieniem podejmować decyzje. Warto wówczas postawić pytanie: na jakich zasadach chcemy wobec tego budować ład społeczny? Usłyszymy pewnie odpowiedź, że na zasadach demokratycznych. To z kolei rodzi pytanie, czy zasady demokratyczne zakładają przyjęcie każdego rozwiązania, gdy tylko zostanie przegłosowane, czy też są jakieś granice, których jednak przekraczać nie wolno. Gdy mówimy więc o wpływie Kościoła – jak w przypadku naszej ojczyzny – na życie społeczne, mówimy o wyznaczaniu przez członków tego Kościoła, a jednocześnie pełnoprawnych obywateli państwa, owych granic właściwych cywilizacji chrześcijańskiej.
Alternatywne rozwiązania były już testowane w Europie. Wystarczy wspomnieć krwawe rewolucje we Francji i Rosji oraz zbrodnie nazizmu i komunizmu. Wspólnym mianownikiem tych dramatycznych wydarzeń była programowa walka z chrześcijaństwem w imię wolności i szczęścia. W istocie był to zawsze powrót do wartości pogańskich. Gdy więc mówimy o niepokojach, warto pomyśleć, czego tak naprawdę trzeba się obawiać.

– Po przyjęciu chrztu przez Mieszka I miał miejsce Zjazd Gnieźnieński. Chrześcijaństwo ówczesnej Europy miało więc ogromną moc legitymizowania władzy. Dlaczego dzisiaj w Europie widać tendencję odwrotną?

– Pozycja Kościoła w ówczesnej Europie wynikała z tego, o czym już wspominałem. Europejska „Christianitas” była jednolitą wizją świata, w której porządek doczesny wynikał z odwiecznego porządku ustanowionego przez Boga. Rola władcy wpisywała się w ten porządek. Gdy władca sprzeniewierzył się swoim obowiązkom wobec poddanych lub przekroczył dopuszczalne granice, podlegał – jak byśmy to dziś powiedzieli – arbitrażowi Kościoła jako strażnika Bożego porządku.
Dziś w Europie widać tendencję odwrotną, ponieważ punktem odniesienia nie jest już Boży porządek rzeczy, wyrażany przez wartości chrześcijańskie, lecz wola większości, która jest zmienna. Dlatego jesteśmy świadkami tego, jak szybko zmieniają się wartości bronione przez prawo poszczególnych państw, jak to, co do niedawna uchodziło za niedopuszczalne i wręcz szkodliwe społecznie, nagle zyskuje prawną akceptację na mocy woli większości.
W tym kontekście warto przypomnieć, że niejaki Piłat też ogłosił referendum, w którym Jezus okazał się przegranym, a jednak nie zmieniło to faktu, że jest On Zbawicielem, a Barabasz pozostał zbrodniarzem.

– Islam puka dziś do bram Europy. W jaki sposób skłonić europejskich polityków, by zatroszczyli się o kondycję chrześcijaństwa jako antidotum wobec potomków Mahometa?

– Troska o kondycję chrześcijaństwa nie należy do polityków, lecz do samych chrześcijan. Jeżeli politykami są chrześcijanie, to stoi przed nimi taki sam obowiązek życia wiarą, jak przed każdym innym wierzącym. Różnica polega tylko na stopniu odpowiedzialności. „Komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą”. To chrześcijanie świadectwem swego życia pociągali innych do Chrystusa i w ten sposób Ewangelia docierała do coraz większej rzeszy ludzi oraz kształtowała ich życie. W Cesarstwie Rzymskim chrześcijanie byli pogardzaną i prześladowaną garstką, potrafili jednak autentyzmem ewangelicznego życia zachwycać innych i w ten sposób powoli przemieniali ówczesny świat.
Politycy Europy, jak wszyscy ludzie, mają swoje poglądy i światopoglądy. To one kształtują ich postrzeganie świata i wizję przyszłości. To wpływa na ich decyzje i kształtowanie europejskiego prawa. Od nas jednak zależy najpierw to, jakimi jesteśmy chrześcijanami i jakie świadectwo dajemy innym, a potem – kogo wybieramy jako naszego reprezentanta. Biorąc to pod uwagę, trzeba stwierdzić, że jesteśmy dziś w lepszej sytuacji niż wspólnota pierwszych chrześcijan, ponieważ ona nie miała wpływu na wybór senatu rzymskiego i tego nie oczekiwała. Pierwsi chrześcijanie potrafili jednak swoim życiem przyciągnąć Rzymian do wspólnoty Kościoła. I to jest droga, którą winni podążać chrześcijanie Europy.

Tagi:
wywiad chrzest rozmowa Chrzest Polski

To Duch Święty daje papieża

2019-12-14 08:16

Rozmawiał Paweł Bieliński (KAI) / Warszawa

W tym pontyfikacie chodzi o ewangelizację, o pokazanie wszystkim ludziom, że są kochani i że Chrystus jest przy nich, a nie o rewolucję - ocenia Deborah Castellano Lubov, watykanistka agencji Zenit. Autorka książki „Franciszek nieznany. Papież w oczach bliskich” przyznaje jednocześnie, że Franciszek czasem mógłby mówić jaśniej o wierze i doktrynie katolickiej.

Grzegorz Gałązka

Paweł Bieliński (KAI): Masz możliwość obserwowania Franciszka na co dzień, nie tylko w Watykanie, ale także podczas jego zagranicznych podróży apostolskich. Jaki - z Twojego punktu widzenia - jest obecny papież? Czy go lubisz?

Deborah Castellano Lubov: - Lubię go, bo jest bardzo kapłański. W jego obecności czujesz się jak w swojej parafii. Uważam, że jest świadomy presji, jaką mogą na niego wywierać dziennikarze w niektórych kwestiach. Rozmawiając z nimi w samolocie dzieli się z nimi tym, co leży mu na sercu, co go zajmuje. Jest prawdziwy, pokorny, przyjacielski, przystępny i serdeczny.

- Zdarza się jednak, że niektóre jego słowa czy działania bywają źle rozumiane. Jak myślisz - dlaczego?

- Ponieważ czasem rozmawia z nami otwarcie, jak przyjaciel, z którym siedzimy przy stole. Nie myśli wtedy: jestem papieżem Kościoła powszechnego i to, co powiem może być źle zrozumiane i wywołać problemy błędną interpretacją. Być może byłoby bardziej roztropne, gdyby przemyślał używane sformułowania w niektórych delikatnych kwestiach, zanim je wypowie. Ale właśnie to u niego lubimy, że jest po argentyńsku szczery, spontaniczny, otwarty. I w swej otwartości spontanicznie mówi coś, czego konsekwencji nie rozważył.
Były dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej o. Federico Lombardi powiedział mi, że gdyby odpowiedzi na pytania dziennikarzy w czasie powrotnych lotów do Rzymu były przygotowane wcześniej, straciłyby swą spontaniczność. Rodzi ona jednak ryzyko złego rozumienia jego słów. Dlatego o. Lombardi prosi zarówno dziennikarzy, jak i czytelników, by zawsze starali się wyłuskać istotę wypowiedzi Franciszka.

- Jaki jest, Twoim zdaniem, główny kierunek tego pontyfikatu?

- W tym pontyfikacie chodzi o ewangelizację, o pokazanie wszystkim ludziom, że są kochani i że Chrystus jest przy nich. Nie chodzi natomiast o rewolucję, jak się czasem sądzi. Niektóre media i niektórzy ludzi mieli nadzieję na wielkie zmiany w Kościele, na przykład w kwestii celibatu. Są postępy, gdy chodzi o rolę kobiet, ale nie ma mowy o święceniach kapłańskich dla nich, nic się tu nie zmieniło.
Papież mniej się skupia na doktrynie, niż to robili jego poprzednicy. Bardziej zależy mu na słuchaniu ludzi i byciu blisko nich. Ma inne podejście, ale jego pontyfikat zasadniczo stanowi kontynuację poprzednich, nawet jeśli niektóre jego wypowiedzi i dokonywane zmiany niewątpliwie wywołały obawę w niektórych kręgach.

- Jakiego Kościoła chce papież Franciszek?

- Kościoła miłosiernego, Kościoła bliskiego, Kościoła, w którym ubodzy czują się kochani i wiedzą, że Kościół jest z nimi. Widzimy, że papież podróżuje do krajów, w których katolicy stanowią mniej niż jeden procent mieszkańców, a nie jedzie tam, gdzie jest ich dziewięćdziesiąt procent.
Siedzi w nim jezuita, który każe mu wyjść i podejmować dialog nawet w takich miejscach, jak Zjednoczone Emiraty Arabskie. Jedzie na przykład tam, gdzie prawa człowieka są zagrożone, przekonany, że trzeba się włączyć i wejść w kontakt, otworzyć drzwi i zacząć rozmawiać, aby zapoczątkować zmiany, których na razie, ale może zobaczą je ci, którzy przyjdą po nas. Przykładem takiego działania jest dokument o braterstwie międzyludzkim, podpisany przez papieża i wielkiego imama uniwersytetu Al-Azhar, w którym znajdują się konkretne sugestie w takich kwestiach, jak: praca na rzecz wolności religijnej, obywatelstwa, potępianie radykalizacji religii. Powstał już komitet zajmujący się wcielaniem w życie tego dokumentu, z udziałem Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego.
Podjęto więc konkretne kroki w dialogu, mimo że niełatwo przełożyć ten dokument na czyny, gdyż w przeciwieństwie do katolicyzmu w innych religiach nie ma nadrzędnej władzy. Imam al-Azharu nie reprezentuje wszystkich muzułmanów. Mimo to jest to bardzo dobry krok, tym bardziej że nie ogranicza się już tylko do chrześcijaństwa i islamu, lecz zaczyna obejmować także żydów i wyznawców innych religii...

- KAI:...na przykład buddystów.

- Widzieliśmy to podczas papieskiej wizyty w Tajlandii. Papież mówi: zróbmy ten krok i zobaczymy, co się będzie działo, jak odpowiedzą inni, nie zamykajmy drzwi do dialogu, który pozwala nam pójść naprzód. To inne podejście niż papieża Benedykta XVI, którego też kocham. W swoim wykładzie w Ratyzbonie rzucił on wyzwanie dialogowi z islamem [mówiąc o relacji między islamem i przemocą - KAI]. Nie ma nic złego w tym, co jasno i zgodnie z prawdą powiedział wówczas Benedykt, ale jeśli chce się zrobić postęp w dialogu, trzeba nawiązać relacje na nowo i papież Franciszek właśnie tak postępuje. Ale czasem mógłby mówić jaśniej o wierze i doktrynie katolickiej. Nieraz może się wydawać, że interesują go głównie sprawy migracji i ludzi ubogich.

- Tylko że to zainteresowanie jest zakorzenione w jego głębokiej wierze.

- To prawda. Jest zakorzenione w wierze katolickiej. Ale prawdopodobnie papież byłby lepiej rozumiany, gdyby tyle samo mówił o innych sprawach, np. o obronie życia nienarodzonych. Oczywiście Franciszek wypowiedział bardzo mocne słowa przeciwko aborcji, nazywając ją zabójstwem i mówiąc, że nie można jej niczym usprawiedliwić, nieraz opowiadał się także za tradycyjnym małżeństwem kobiety i mężczyzny. Ale przeważnie nie był wtedy słyszany, mimo że w istocie głosił to samo, co Benedykt XVI i Jan Paweł II - bo o wiele częściej mówi o czymś innym.

- Czy dostrzegasz dużą opozycję w Kurii Rzymskiej wobec pontyfikatu Franciszka, o której tyle piszą media?

- Taka opozycja bez wątpienia istnieje. Do dziennikarzy docierają „zagubione” watykańskie dokumenty, do których nie powinni mieć dostępu. Przekazują je ludzie, którym nie podobają się pewne zmiany czy nominacje. Niektóre nominacje rzeczywiście bywają zagadkowe, ale trudno oczekiwać, by papież był w stanie tak się na tym koncentrować i w tym orientować, mieć tyle czasu i sił, by wszystkie te decyzje podejmować absolutnie samodzielnie. Naturalnie musi zaufać ludziom, którzy mu w tym pomagają. Podobnie dzieje się także w innych instytucjach i zasadniczo nie ma nic złego w tym, że polega się na rekomendacjach innych osób.

- Wśród tych, którzy sprzeciwiają się Franciszkowi są niektórzy amerykańscy intelektualiści, mówiący o „niejasnościach” w papieskim nauczaniu, które wywołują zamieszanie...

- Krytykują oni zwłaszcza rozdział ósmy adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia”. Ale nie biorą pod uwagę kontekstu tego, co zostało tam napisane. Papież wcale nie zezwolił na udzielanie Komunii świętej katolikom, którzy po rozwodzie zawarli nowe cywilne związki małżeńskie! Zaproponował im natomiast pewną drogę do przebycia razem ze swoim biskupem, trwającą w czasie, obwarowaną określonymi kryteriami. Problem polega na tym, że gdy ci intelektualiści proszą o wyjaśnienie w obliczu faktu, że niektórzy biskupi i księża udzielają tym ludziom Komunii, papież milczy. „Niejasność” polega nie na tym, że papież zezwala na udzielanie im Komunii (bo nie zezwala), lecz na tym, że sprawy nie wyjaśnia. A brak tego wyjaśnienia powoduje zamieszanie.

- Kiedy kard. Jorge Mario Bergoglio został papieżem, mówił, że spodziewa się, iż jego pontyfikat będzie krótki, potrwa nie dłużej niż cztery, pięć lat. Tymczasem zbliżamy się do siódmej rocznicy wyboru Franciszka, a ja odnoszę nawet wrażenie, że jesteśmy dopiero na początku tego pontyfikatu i że papież wciąż ma wiele do zrobienia...

- Nie wiemy, jak długo jeszcze potrwa jego pontyfikat. Jestem jednak pewna, że Franciszek jeszcze wiele dokona.

- Nie zakończyła się jeszcze reforma Kurii Rzymskiej. Finanse watykańskie wciąż sprawiają kłopoty...

- Ale miejmy nadzieję, że po niedawnej nominacji prefekta Sekretariatu ds. Gospodarki będzie mniej skandali w watykańskich finansach. Zresztą już podjęto wielki wysiłek dostosowania ich do standardów międzynarodowych.
Natomiast reforma Kurii Rzymskiej powinna się wkrótce zakończyć wraz z publikacją nowej konstytucji apostolskiej. Jej projekt nie wszystkich zadowolił, ale jest obecnie poprawiany.
Można się spodziewać, że papież pojedzie do Iraku, o czym sam mówił. Miało to nastąpić w pierwszej połowie 2020 roku, ale nie wiadomo czy do tej podróży dojdzie w związku z przemocą w tym kraju.

- Franciszek dwukrotnie zapowiadał też swą podróż do Sudanu Południowego.

- Byłby to milowy krok w procesie pokojowym. Papież chciałby tam pojechać z anglikańskim arcybiskupem Canterbury Justinem Welby.

- A czy pojedzie do Chin?

- To bardzo ambitny projekt, którego realizacja stanowi wielkie wyzwanie z powodu samej natury komunizmu. Leciałam z papieżem z Japonii, gdy mówił, że kocha Chiny i chciałby je odwiedzić. Ale pamiętajmy, że gdy prezydent Chin był w Rzymie, nie poprosił o spotkanie z papieżem, choć Watykan zapowiadał, że gdy tylko prezydent się w tej sprawie skontaktuje, drzwi staną przed nim otworem. Jednak on nie był tym zainteresowany, wolał rozmawiać z włoskimi politykami.
Poza tym chińskie władze nie przestrzegają niektórych postanowień tymczasowego porozumienia ze Stolicą Apostolską. Dlatego musiała ona opublikować list do tamtejszych księży wyjaśniający, jak mają reagować, gdy wymaga się od nich składania problematycznych przysiąg, stojących w sprzeczności z posługą księdza Kościoła katolickiego.

- A czy Franciszek zdoła przygotować wybór swego następcy?

- Już teraz z jego nominacji pochodzi połowa kardynałów-elektorów.

- Ale wciąż nie ma ich trzech czwartych, potrzebnych do wyboru papieża!

- Można się jednak spodziewać przynajmniej jeszcze jednego konsystorza. Zresztą to nie papież Franciszek wybierze swego następcę, To Duch Święty kieruje konklawe. To On wiedział, kiedy Kościołowi potrzebny był Benedykt XVI. To On wiedział, kiedy Kościołowi potrzebny był Franciszek. To On wie, kto ma być jego następcą.
Z pewnością kolegium kardynalskie będzie świadome, że potrzebny jest ktoś, kto ma taką miłość do Chrystusa, jaką okazuje Franciszek, sprawiając, że ludzie czują bliskość Boga, Jego miłosierdzie i miłość. A jednocześnie ktoś, kto bardzo jasno, ale i konkretnie mówi o sprawach wiary.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W całej Polsce wigilie dla ubogich, bezdomnych i samotnych

2019-12-15 13:03

ar, msz, eg, dziar, eb, ks.mf, bp, rm / Polska (KAI)

Co roku w całej Polsce diecezjalne oddziały Caritas oraz wspólnoty organizują wieczerze wigilijne dla bezdomnych, ubogich i samotnych. Potrzebujący w tym roku spotkają się przy stole w największych polskich miastach, m.in. Warszawie, Poznaniu, Lublinie Opolu czy Starachowicach.

Margita Kotas

Wspólnoty Sant’Egidio w Polsce rozpoczęły właśnie przygotowania do tegorocznych Świąt z Ubogimi, dzięki którym kilkaset potrzebujących i bezdomnych osób zasiądzie w Boże Narodzenie do świątecznego stołu. Takie spotkania odbędą się w Warszawie Poznaniu, Chojnie i Szczecinie.

Warszawa

Już nie Wigilię, ale Święta z Ubogimi przygotowuje w tym roku warszawska Wspólnota Sant’Egidio w parafii Wniebowstąpienia Pańskiego na Ursynowie. Podczas bożonarodzeniowego obiadu, który odbędzie się 25 grudnia w dolnym kościele o 13:00, spodziewanych jest ponad 500 ubogich i bezdomnych gości. - Biedni, bogaci, młodzi i starzy, wierzący i wątpiący. Zrób coś, by w te Święta ktoś nie był sam. Nic nie będzie za mało, wszystko cenne. To będą Święta naprawdę. Święta niemożliwe, na 500 osób. Święta rodzinne. Nie będziesz pewien kto komu pomaga, bo najważniejsze stanie się objęcie – zachęcają organizatorzy.

Kilka dni przed świętami, 21 grudnia, uroczystą kolację wigilijną przygotowuje również Fundacja Kapucyńska. Organizatorzy podkreślają, że okres świąt to czas szczególnie trudny dla osób bez domu. Podczas wspólnego posiłku, każdemu przybyłemu zostanie wręczona paczka. - Przygotowujemy co roku około 150 paczek, w których znajdują się: bielizna, skarpety, kalesony, rękawice, czapka, szalik, krem, słodycze, kawa, konserwy. Dla nas to rzeczy podstawowe, a dla osób bezdomnych luksusowe i najbardziej potrzebne. Wspólnie łamiemy się opłatkiem, śpiewamy kolędy. Potrzebujemy środki na zakup jedzenia na trzy rekolekcyjne wieczory i na wigilię oraz na rzeczy do paczek – czytamy na stronie internetowej Fundacji. Produkty do paczek można przynieść do Domu bł. Aniceta Jałmużnika Warszawy, ul. Kapucyńskiej 4 każdego dnia (od poniedziałku do niedzieli) od 8.00 do 13.30 lub w środy i czwartki od 8.00 do 20.00. Poznań Trwają już przygotowania do wigilii, którą Caritas Archidiecezji Poznańskiej przygotowuje w tym roku na 1400 osób. W pomoc przy przedsięwzięciu zaangażowanych jest 1000 wolontariuszy z 13 wielkopolskich szkół oraz wolontariusze z Centrum Wolontariatu Caritas. Tradycyjne świąteczne spotkanie, w którym weźmie udział abp Stanisław Gądecki, odbędzie się 24 grudnia w hali nr 2 na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP).

„Zapraszamy wszystkie osoby, które z różnych względów nie mogą spędzić wigilii przy rodzinnym stole. Potrzebujące rodziny, osoby starsze, samotne oraz bezdomnych. Naszym pragnieniem jest stworzenie wspólnoty, w której razem będziemy przeżywać ten szczególny dzień w roku” – mówi KAI ks. Łukasz Łukasik.

Opole

27. Opolska Wigilia Samotnych, Bezdomnych i Potrzebujących odbędzie się w tym roku w niedzielę, 22 grudnia o 16.00. - Zapraszamy wszystkich opolan w potrzebie do Centrum Wystawienniczo-Kongresowego w Opolu, za Centrum Handlowym „Karolinka” - powiedział ks. prałat Zygmunt Lubieniecki, współorganizator Wigilii, proboszcz parafii św. Józefa w Opolu-Szczepanowicach. Wydarzenie swoim patronatem objął biskup opolski Andrzej Czaja.

Uczestnicy Wigilii otrzymają paczki żywnościowe. Na stołach nie zabraknie tradycyjnych potraw wigilijnych. O oprawę muzyczną zadbają orkiestra i chór parafii św. Józefa w Opolu-Szczepanowicach.

Lublin

Członkowie Caritas Archidiecezji Lubelskiej już po raz trzeci zapraszają na „Wigilię Miłosierdzia”, która wg planów zgromadzi ponad 500 potrzebujących osób - bezdomnych, samotnych, starszych, opuszczonych, chorych. Wydarzenie odbędzie się w hali Targów Lubli. 24 grudnia o godz. 10.00.

Wspólna modlitwa, posiłek i kolędowanie, bez poczucia osamotnienia i odrzucenia. Przy jednym stole, jak w rodzinie, spotkają się potrzebujący z terenu Lublina i okolic. W przygotowanie wydarzenia włączyło się wiele organizacji, odpowiedzialnych społecznie firm, wolontariuszy oraz osobistości, między innymi: abp Stanisław Budzik, wojewoda lubelski Przemysław Czarnek, marszałek województwa lubelskiego Jarosław Stawiarski, prezydent Lublina Krzysztof Żuk, Targi Lublin, firma Selgros (główny sponsor) oraz Fundacja Dantis prowadząca Catering Anielskie Smaki (firma zapewniająca catering podczas Wigilii). Zaproszenia dla potrzebujących na Wigilię Miłosierdzia będzie można odebrać w siedzibie Caritas, przy Al. Unii Lubelskiej 15 od 16 grudnia br.

W siedzibie tamtejszej Caritas trawa również zbiórka potrzebnych darów m.in. podstawowe i trwałe produkty spożywcze oraz środki czystości tj. mąka, cukier, makaron, ryż, płatki kukurydziane, olej, konserwy, herbata, słodycze, bakalie oraz artykuły chemiczne.

Płock

W Płocku kolejny raz odbędzie się Wigilia przed Ratuszem dla wszystkich mieszkańców miasta, w tym także tych, którzy borykają się z problemami materialnymi. 15 grudnia o godz. 17.30 na Starym Rynku odbędzie się dzielenie opłatkiem, wspólne kolędowanie i ciepły posiłek dla wszystkich.

Wigilia przed Ratuszem w Płocku rozpocznie się w niedzielę 15 grudnia o godz. 17.30 na Starym Rynku. Najpierw życzenia świąteczne złożą: prezydent Płocka Andrzej Nowakowski, proboszcz parafii katedralnej ks. kan. Stefan Cegłowski (w zastępstwie bp. Piotra Libery, przebywającego do końca roku w eremie kamedulskim w Krakowie), bp Piotr M. Bernard Kubicki, zastępca biskupa naczelnego Kościoła Starokatolickiego Mariawitów w RP.

Płocczanie podzielą się opłatkiem, złożą sobie wzajemnie życzenia, skosztują wigilijnych potraw, a na deser - ciast przygotowanych przez wiernych Kościoła Starokatolickiego Mariawitów.

W programie Wigilii przed Ratuszem znajdzie się też przekazanie Betlejemskiego Światła Pokoju przez harcerzy, koncert kolęd i pastorałek w wykonaniu Chóru Młodzieżowego Kościoła Starokatolickiego Mariawitów, Zespołu Pieśni i Tańca „Wisła” wraz z solistką, konkursy świąteczne z nagrodami, wystawa rękodzieła bożonarodzeniowego na stoisku Koła Gospodyń Wiejskich „Zalesianki” z Bronowa-Zalesie koło Płocka.

Spotkanie wigilijne poprzedzi o godz. 17.00 w Domu Darmstadt otwarcie wystawy malarskiej „Kolorowe Anioły” Towarzystwa Plastyków Polskich przy Związku Polaków na Białorusi. Osoby bezdomne, samotne, żyjące w trudnej sytuacji materialnej mogą wziąć również udział we wspólnej Wigilii, którą tradycyjnie 24 grudnia organizuje Caritas Diecezji Płockiej. Wigilia rozpocznie się w południe, w lokalu Caritas przy ul. Sienkiewicza 54.

Wigilia Caritas rozpocznie się o godz. 12.00 we wtorek 24 grudnia. Będą w niej uczestniczyły osoby, które są podopiecznymi Caritas i Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Płocku: osoby żyjące w biedzie, samotne, bezdomne.

- W Wigilię nikt nie powinien być sam – powiedział ks. Szczepan Bugaj, dyrektor Caritas Diecezji Caritas. - Nasi podopieczni będą mogli podzielić się opłatkiem, złożyć sobie wzajemnie życzenia świąteczne, śpiewać kolędy oraz spożyć tradycyjne potrawy wigilijne, przygotowane przez panie pracujące w stołówce Caritas – wymienił organizator Wigilii.

Jak co roku, do udziału w Wigilii dla bezdomnych zaproszeni zostali także reprezentanci miejskich instytucji i urzędów. Swoją obecność zapowiedzieli przedstawiciele władz miasta oraz osoby, które zawodowo bądź społecznie świadczą pomoc.

Tarnów

W najbliższą niedzielę w parafii Miłosierdzia Bożego w Tarnowie odbędzie się przedświąteczne spotkanie dla samotnych, bezdomnych, potrzebujących oraz chorych. Organizatorzy są przygotowani na każdą liczbę osób. „Chcemy zorganizować wigilię dla ludzi, którzy potrzebują ciepła i miłości. Zapraszamy każdą osobę, która chce być z nami. Wszyscy zostaną serdecznie przyjęci” – mówi proboszcz ks. Czesław Haus.

W niedzielę w Brzesku odbędzie się także spotkanie wigilijne. Mszy św. w południe w parafii św. Jakuba będzie przewodniczyć biskup tarnowski Andrzej Jeż. Eucharystia rozpocznie tradycyjną wieczerzę wigilijną dla samotnych i potrzebujących z Brzeska. Po Mszy św. będzie spotkanie przy stole wigilijnym w auli Chrystusa Króla. Na Mszę św. zostali zaproszeni także ci, którzy pomagają dziełom charytatywnym przez wspieranie Caritas.

Diecezjalna Caritas przed świętami także zorganizuje wieczerze wigilijną w Domu dla Bezdomnych w Tarnowie. Odbędzie się ona 18 grudnia. Będzie Msza św. i wspólny posiłek.

Ponadto Caritas planuje spotkania wigilijne dla ok. stu osób samotnych. „Zorganizowaliśmy już rekolekcje dla seniorów. Także przed świętami spotkamy się ze starszymi i samotnymi w Tarnowie i w Starym Sączu. Zaproszenia trafiają do seniorów za pośrednictwem parafii” - mówi dyrektor ks. Zbigniew Pietruszka.

Częstochowa

Caritas Archidiecezji Częstochowskiej organizuje wigilie dla osób bezdomnych oraz tych w trudnej sytuacji życiowej. Odbędą się one w Domu Miłosierdzia Senior Plus - 20 grudnia i w Domu Samotnej Matki i Dziecka w Częstochowie - 22 grudnia.

Oprócz tych spotkań, pod honorowym patronatem metropolity częstochowskiego abp. Wacława Depo, Caritas Archidiecezji Częstochowskiej organizuje wigilię dla osób bezdomnych oraz tych w trudnej sytuacji życiowej. Odbędzie się ona 23 grudnia w ośrodku „Nazaret” przy archikatedrze pw. Świętej Rodzinie przy ul. Krakowskiej 15/17.

Ponadto wigilie dla osób bezdomnych i ubogich Caritas organizuje również przy współpracy Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy Agape, Towarzystwa Pomocy im. Świętego Brata Alberta Koło Częstochowskie czy Fundacji św. Barnaby.

Starachowice

Caritas Diecezji Radomskiej organizuje 24 grudnia Wigilię w Starachowicach. Spotkanie, które odbędzie się w stołówce Caritas przy parafii Świętej Trójcy jest adresowane dla osób samotnych, bezdomnych i najuboższych.

Ks. Damian Drabikowski, wicedyrektor radomskiej Caritas powiedział, że okres świąteczny jest szczególnie trudny dla osób samotnych. - Święta Bożego Narodzenia to dla większości z nas spotkania z rodziną czy przyjaciółmi. Te najbardziej rodzinne ze wszystkich świąt nie sprzyjają osobom, które z różnych przyczyn nie mogą spędzić tego okresu z najbliższymi. Nikt nie powinien czuć się samotny, stąd nasza inicjatywa - powiedział ks. Drabikowski.

Uczestnikami spotkania będą samotni i bezdomni z terenu Starachowic i okolic. Grupa ta będzie liczyć około 250 osób, które są w trudnej sytuacji życiowej i materialnej.

Wśród świątecznych potraw na stole tradycyjnie znajdą się barszcz z uszkami, ryby, kapusta z grzybami. Każdy z uczestników otrzyma prezent.

Spotkanie odbędzie się pod patronatem bp. Henryka Tomasika i Marka Materka, prezydenta Starachowic. Jego organizatorami są: Caritas Diecezji Radomskiej, miasto Starachowice, parafia Świętej Trójcy w Starachowicach.

Busko-Zdrój

Blisko sto osób ubogich, bezdomnych i samotnych z Buska-Zdroju i okolicy zasiada do wieczerzy wigilijnej w domu parafialnym przy kościele św. Brata Alberta. Inicjatorem spotkania jest proboszcz ks. Marek Podyma, który dzięki wsparciu lokalnych przedsiębiorców, organizuje tę uroczystość od ponad 10 lat. W tym roku odbędzie się ona 23 grudnia po Mszy św. o godz. 17.

- To nasza wieloletnia tradycja - wigilia otwarta, na którą wszyscy mogą czuć się zaproszeni, nasz patron do tego obliguje – podkreślił ks. Podyma.

Chęciny

Wigilię planują również członkowie Franciszkańskiego Centrum Profilaktyki i Leczenia Uzależnień San Damiano w Chęcinach. Jak mówi ojciec Paweł Chmura, dyrektor ośrodka, dla wielu aktualnie odbywających terapię jest to pierwsza od lat wigilia na trzeźwo, bez alkoholu, bez narkotyków. Przygotowują ją podopieczni ośrodka, pod opieką ojców i terapeutów.

Połaniec

Podobna wigilia odbędzie się w Połańcu, gdzie ojcowie franciszkanie prowadzą Hostel dla uzależnionych od alkoholu (oddział San Damiano).

Miechów

W Miechowie w Schronisku dla bezdomnych mężczyzn do stołu siada zwykle 20–40 osób. W tym roku uroczysta kolacja odbędzie się 24 grudnia o godz. 17. Mieszkańcy schroniska angażują się też w inne miejskie i parafialne wigilie, schronisko zaprasza bezdomnych z miasta. – W ostatnich latach przygotowujemy również paczki świąteczne. Ksiądz kapelan w drugi dzień świąt odprawia Mszę św. w kaplicy schroniska (od 2014 r. jest w niej Najświętszy Sakrament), czasami przychodzą dzieci, młodzież – z szopką, z jasełkami – opowiada Tomasz Bujak, kierownik Schroniska.

Gdańsk

Kolejny raz wystartuje również Kuchnia św. Mikołaja, studentów z Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego Górka. Organizatorzy zapraszają najbardziej potrzebujących i bezdomnych do wspólnej wieczerzy wigilijnej. Od ponad 25 lat udaje się ugościć ok. 600 osób, które otrzymują ciepły posiłek, paczki z produktami pierwszej potrzeby i przede wszystkim mnóstwo życzliwości i słów nadziei. Udaje się to dzięki bezinteresownej pomocy wielu darczyńców i wolontariuszy. Tegoroczna uroczystość odbędzie się 21 grudnia o godz. 17:00 w hali Centrum Stocznia Gdańska przy ul. Doki 1.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Adwentowa rozmowa z Maryją

2019-12-15 21:52

Agnieszka Bugała

pixabay

Myjemy okna, układamy rzeczy na półkach. Zamówiłyśmy pranie dywanów, może nowe zasłony? Wydatki zaplanowane, albo też nie, bo pensja jest tak malutka, że z góry wiadomo, iż nie na wszystko, co potrzebne wystarczy. No właśnie, kompleksy pustych portfeli, nie do końca suto zastawionych stołów i nie najdroższych prezentów wpychają się do naszych głów. I zaczynamy szukać rozwiązań: a może kredyt?

Zanim zaczniemy pożyczać, spróbujmy, choć może zabrzmi to bardzo mistycznie i nierealnie, usiąść z kartką papieru przed Maryją. Możemy zapalić świecę i w milczeniu, z sercem ściśniętym od braków, zaryzykować, że Ona zrozumie: dwie kobiety przy stole. Wyjmijmy nasz pusty portfel, długą listę zakupów i spytajmy Ją w zaufaniu, zawierzeniu i bezradności kobiety, co zrobić, skoro z próżnego to i Salomon...

Znam kobietę, która tak właśnie robi. Ona i jej bliscy znają też smak wigilii, gdzie na stole z 12 obowiązkowych dań było tylko jedno – w naszych czasach, nie wojennej zawieruchy. Jednak to jej zawierzenie i siadanie z Maryją do przygotowania świąt sprawia, że bieda nie podzieliła domowników, nie zasiała w sercach poczucia, że są gorsi. Byli razem. Byli blisko przy jednej zupie grzybowej i opłatku. I tak jest do dziś, choć ich materialna sytuacja nieco się poprawiła.

Może się zdarzyć, że zabraknie na wszystko. I usiądziemy skołowane, przerażone, bo jednak święta. Może się zdarzyć, że mąż, który zagląda do kieliszka zabierze i tę małą sumę, która miała wystarczyć. Czy wtedy Pan Jezus też przyjdzie?

Planowanie z Maryją – spróbujmy. Może się wtedy okaże, że nie potrzebujemy aż tak wiele? A jeśli dla nas wystarczy, to innym uda się pomóc? Warto, aby na liście prezentów – świątecznych podarunków, znalazła się blacha ciasta, np. dla ludzi w schronisku dla bezdomnych. Sprawdźmy, jest jeszcze na to czas, może przyda się tam nasza pomoc?

Boże Narodzenie, do którego się przygotowujemy, to chwila w dziejach świata, w którym Miłość zaryzykowała wszystko i oddała się ludziom. Trzeba, aby i nasza mała zdolność kochania ryzykowała wyznanie tej miłości innym ludziom. Zanim postawimy na stole pusty talerz – symbol otwartości na nieznanego wędrowca, poszukajmy potrzebujących. Bo symbol jeszcze nikogo nie nakarmił, nikomu nie pomógł, a do drzwi w wigilijny wieczór chyba nikt już znienacka nie puka, bo strach przed tym, że nikt nie otworzy jest zbyt wielki, aby go unieść tego wieczoru.

Usiądźmy z Maryją, Niepokalanie Poczętą. Ona najlepiej wie, jak czekać na Syna i jak Go powitać.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem