Reklama

Oto droga, którą winni podążać chrześcijanie Europy

2016-03-16 08:51

Z abp. Stanisławem Gądeckim rozmawiała Lidia Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 12/2016, str. 12-15

Bożena Sztajner/Niedziela
Abp Stanisław Gądecki

W związku z 1050. rocznicą Chrztu Polski – o wyzwalającej mocy chrześcijaństwa, początkach państwa polskiego u źródeł chrzcielnych i obronie korzeni chrześcijańskich w dzisiejszej Europie – z abp. Stanisławem Gądeckim, przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski, rozmawia Lidia Dudkiewicz

LIDIA DUDKIEWICZ: – Rodzice i chrzestni proszący o chrzest dla dziecka przyjmują pewne zobowiązania odnoszące się do zagadnienia wiary. Czy w odniesieniu do chrztu Mieszka I możemy, jako państwo, wyartykułować analogiczne obowiązki?

ABP STANISŁAW GĄDECKI: – Trzeba zacząć od tego, że warunkiem udzielenia chrztu dziecku jest zapewnienie ze strony rodziców i chrzestnych, że pomogą temu dziecku wzrastać w wierze i tę wiarę rozwijać. W czasie liturgii chrzcielnej podejmują oni takie zobowiązanie. Natomiast gdy mamy do czynienia z chrztem człowieka dorosłego, to najpierw on sam musi chcieć przyjąć prawdy wiary, które poznaje w czasie tzw. katechumenatu. Na tej drodze mogą towarzyszyć mu katechiści, czyli głosiciele Ewangelii, ale ich rola i odpowiedzialność za przyjmującego chrzest jest nieco inna.
W przypadku Mieszka – najpierw on sam musiał podjąć decyzję o przyjęciu chrztu i poznać prawdy przyjmowanej wiary. Akt ten miał, oczywiście, znaczenie dla tworzącego się wówczas państwa, był bowiem wyborem wartości, na których Mieszko chciał budować ład na podległych mu ziemiach. Sam jego chrzest był, oczywiście, wskazówką i przykładem dla jego poddanych. Jako chrześcijański władca brał też na siebie odpowiedzialność za organizację i realizację misji Kościoła na swoich ziemiach. Była to zatem rola nieco inna niż rola rodziców i chrzestnych w odniesieniu do chrzczonego dziecka.

– Przyjęcie chrześcijaństwa w każdym przypadku wiązało się z cywilizowaniem lokalnej społeczności. Jak w przypadku Polski wygląda bilans zysków i ewentualnych strat związanych z przejściem naszego kraju do cywilizacji zachodniej?

– Rozumiem, że pyta Pani o ważny aspekt cywilizacyjny związany z przyjęciem chrześcijaństwa przez księcia Mieszka I. Trzeba jednak pamiętać, że przyjęcie chrztu to przede wszystkim włączenie w Mistyczne Ciało Chrystusa, czyli Kościół, i otwarcie na nadzieję życia wiecznego. Największym zyskiem ochrzczonego – korzystając z tej merkantylnej terminologii – jest zbawienie.
To, że przyjęcie prawd wiary chrześcijańskiej niosło ze sobą również pewien potencjał cywilizacyjny, świadczy o tym, że prawdy te odpowiadają prawom otaczającego nas świata i dobrze „działają” w tym świecie. Nie powinno to dziwić, jeśli bowiem świat stworzony wyszedł z ręki Stwórcy, to zasady przez Niego objawione są częścią tego świata. Zatem aspekt cywilizacyjny, o który Pani pyta, jest drugorzędny, ale ważny, bo świadczy o Stwórcy.
Trudno w tym przypadku mówić o „bilansie zysków i strat”, ponieważ nie ma tu koniecznej w takim wypadku symetrii. To trochę tak, jakby zapytać, co stracił analfabeta, gdy posiadł sztukę czytania i pisania. Przed przyjęciem chrztu przez Mieszka po prostu nas nie było. Były pewne plemiona słowiańskie, o których niewiele wiemy, ponieważ nie istniała kultura piśmienna. Ludzie ci mieli swoje wierzenia i zwyczaje, które nie wystarczały do tego, by oprzeć na nich organizację nowoczesnego jak na tamte czasy państwa. Dopiero odniesienie do wartości chrześcijańskich okazało się trwałym fundamentem nowego państwa Mieszka I, określającym jego tożsamość. Bez przyjęcia chrześcijaństwa plemiona zamieszkujące ziemię Polan najprawdopodobniej zostałyby zdominowane, jak to często bywało, przez silniejszych sąsiadów.

– Chrzest Mieszka I oznaczał pojawienie się chrześcijańskich duchownych na ziemiach polskich. Co możemy powiedzieć o wiekach obecności hierarchicznego Kościoła na naszych ziemiach? Jakie korzyści wynikały z tego faktu?

– Obecność chrześcijańskich misjonarzy na ziemiach Polan daleko poprzedza moment chrztu Mieszka. Potwierdzeniem tego jest choćby nadproże drewniane, łączące palatium poznańskie z „kaplicą Dąbrówki”, pochodzące – według badań dendrologicznych – z drewna ściętego ok. 940 r. po Chr. Trzeba też zwrócić uwagę na dwa aspekty zjawiska, o które Pani pyta. Po pierwsze – przybycie chrześcijańskich duchownych oznaczało głoszenie Ewangelii i w konsekwencji udzielanie sakramentów świętych, począwszy, oczywiście, od sakramentu chrztu św. Było więc objawieniem się Bożego Miłosierdzia. Po drugie – jak wspomniałem – chrześcijaństwo odgrywało wówczas wielką rolę kulturotwórczą. Wymagało ono od swoich duchownych umiejętności czytania i pisania. To z kolei pociągało za sobą konieczność zakładania szkół przy klasztorach i siedzibach biskupich. Trzeba pamiętać, że gdy książę Mieszko przyjmował chrzest, Kościół liczył już prawie tysiąc lat, a więc jego dorobek na tym polu (uwzględniając nawet trudny czas wczesnego średniowiecza) był już dosyć spory. A zatem pojawienie się w państwie Mieszka chrześcijańskich duchownych oznaczało znaczący skok cywilizacyjny. Fakt ten był niejako wszczepieniem tworzącego się państwa do europejskiego krwiobiegu, co zapewniło ożywczy dopływ twórczych energii.

– Chrzest Mieszka I oznaczał początki państwa i Kościoła między Odrą i Wisłą. Jak ocenić symbiozę tych dwóch porządków na przestrzeni wieków?

– Najpierw trzeba zaznaczyć, że gdy mówimy o jakiejkolwiek cywilizacji, to zawsze będą tam występowały dwa porządki: jeden dotyczący sfery duchowej – czyli system wierzeń określających pewne aksjomaty, na których opiera się ten drugi porządek, czyli sama organizacja życia społecznego. Nie da się zbudować żadnego organizmu społecznego, a takim jest też państwo, bez przyjęcia jakichś aksjomatów. Takimi aksjomatami często są prawdy wiary religijnej. Gdy dziś słyszymy postulaty budowania społeczeństwa neutralnego światopoglądowo, to warto pamiętać, że takiego czegoś w ogóle nie ma – jest to raczej zakamuflowana forma kwestionowania prawd wiary chrześcijańskiej.
Każdy człowiek ma jakiś pogląd na świat, a na to składa się, obok spraw banalnych, również np. podejście do cierpienia, sensu życia, wartości życia ludzkiego i innych istot żywych czy wreszcie wieczności. Nawet jeśli ktoś uważa, że wraz ze śmiercią biologiczną wszystko się kończy, to jest to jego wiara, bo przecież tego nie wie i w odniesieniu do siebie nie zbada tego w laboratorium. Właśnie te poglądy na świat (światopogląd) opierają się na wierze i w sposób zasadniczy wpływają na organizację życia społecznego ich wyznawców.
Wracając do Pani pytania, można powiedzieć tak: gdy społeczeństwo opiera się na wspólnych zasadach i wartościach, zawsze ma większe możliwości rozwoju i osiągania sukcesów niż w sytuacji, gdy dla różnych grup różne rzeczy są ważne i w ich imię chcą odmówić prawa głosu swoim przeciwnikom.
Pozycja Europy w świecie wyrosła ze średniowiecznej „Christianitas”, która była spójną i jednolitą wizją świata. Te dwa porządki, o których wspomnieliśmy wcześniej, wzajemnie się przenikały i uzupełniały.

– Co w dzisiejszych czasach wynika z faktu, że początki naszej państwowości zbiegają się z początkami Kościoła?

– To znaczy, że wartości ewangeliczne określają naszą tożsamość. Te wartości kształtowały nasze życie osobiste i społeczne, naszą państwowość od samego początku. Innych fundamentów nie mamy, bo wcześniej po prostu nas jako państwa nie było. Jest to więc zupełnie inna sytuacja niż np. w Cesarstwie Rzymskim, które w czasach przedchrześcijańskich zbudowało potężny organizm państwowy i dopiero później powoli asymilowało wartości chrześcijańskie, którymi wcześniej gardzono.

– Jak bronić się przed zarzutem, że akcentowanie związku Kościoła z państwem budzi niepokój o próbę budowania u nas państwa wyznaniowego?

– Państwo zawsze opiera się na jakichś wyznawanych przez jego obywateli wartościach. Każde więc państwo można nazwać wyznaniowym, nawet gdyby wyznawało wyższość anarchii nad ładem społecznym. Rozumiem jednak, że potocznie państwem wyznaniowym nazywa się państwo, które opiera się na wartościach i porządku określonym przez jakąś religię, a instytucjonalni przedstawiciele tej religii stanowią jednocześnie władzę w danym państwie. W odniesieniu do Kościoła katolickiego jest to zarzut chybiony, po wiekach doświadczeń bowiem to Kościół zabrania swoim kapłanom zajmowania stanowisk we władzach państwowych. U nas raczej wykorzystuje się hasło „państwa wyznaniowego” do dyskredytowania samych wartości chrześcijańskich, gdy sprawujący władzę świeccy członkowie Kościoła chcą zgodnie ze swoim sumieniem podejmować decyzje. Warto wówczas postawić pytanie: na jakich zasadach chcemy wobec tego budować ład społeczny? Usłyszymy pewnie odpowiedź, że na zasadach demokratycznych. To z kolei rodzi pytanie, czy zasady demokratyczne zakładają przyjęcie każdego rozwiązania, gdy tylko zostanie przegłosowane, czy też są jakieś granice, których jednak przekraczać nie wolno. Gdy mówimy więc o wpływie Kościoła – jak w przypadku naszej ojczyzny – na życie społeczne, mówimy o wyznaczaniu przez członków tego Kościoła, a jednocześnie pełnoprawnych obywateli państwa, owych granic właściwych cywilizacji chrześcijańskiej.
Alternatywne rozwiązania były już testowane w Europie. Wystarczy wspomnieć krwawe rewolucje we Francji i Rosji oraz zbrodnie nazizmu i komunizmu. Wspólnym mianownikiem tych dramatycznych wydarzeń była programowa walka z chrześcijaństwem w imię wolności i szczęścia. W istocie był to zawsze powrót do wartości pogańskich. Gdy więc mówimy o niepokojach, warto pomyśleć, czego tak naprawdę trzeba się obawiać.

– Po przyjęciu chrztu przez Mieszka I miał miejsce Zjazd Gnieźnieński. Chrześcijaństwo ówczesnej Europy miało więc ogromną moc legitymizowania władzy. Dlaczego dzisiaj w Europie widać tendencję odwrotną?

– Pozycja Kościoła w ówczesnej Europie wynikała z tego, o czym już wspominałem. Europejska „Christianitas” była jednolitą wizją świata, w której porządek doczesny wynikał z odwiecznego porządku ustanowionego przez Boga. Rola władcy wpisywała się w ten porządek. Gdy władca sprzeniewierzył się swoim obowiązkom wobec poddanych lub przekroczył dopuszczalne granice, podlegał – jak byśmy to dziś powiedzieli – arbitrażowi Kościoła jako strażnika Bożego porządku.
Dziś w Europie widać tendencję odwrotną, ponieważ punktem odniesienia nie jest już Boży porządek rzeczy, wyrażany przez wartości chrześcijańskie, lecz wola większości, która jest zmienna. Dlatego jesteśmy świadkami tego, jak szybko zmieniają się wartości bronione przez prawo poszczególnych państw, jak to, co do niedawna uchodziło za niedopuszczalne i wręcz szkodliwe społecznie, nagle zyskuje prawną akceptację na mocy woli większości.
W tym kontekście warto przypomnieć, że niejaki Piłat też ogłosił referendum, w którym Jezus okazał się przegranym, a jednak nie zmieniło to faktu, że jest On Zbawicielem, a Barabasz pozostał zbrodniarzem.

– Islam puka dziś do bram Europy. W jaki sposób skłonić europejskich polityków, by zatroszczyli się o kondycję chrześcijaństwa jako antidotum wobec potomków Mahometa?

– Troska o kondycję chrześcijaństwa nie należy do polityków, lecz do samych chrześcijan. Jeżeli politykami są chrześcijanie, to stoi przed nimi taki sam obowiązek życia wiarą, jak przed każdym innym wierzącym. Różnica polega tylko na stopniu odpowiedzialności. „Komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą”. To chrześcijanie świadectwem swego życia pociągali innych do Chrystusa i w ten sposób Ewangelia docierała do coraz większej rzeszy ludzi oraz kształtowała ich życie. W Cesarstwie Rzymskim chrześcijanie byli pogardzaną i prześladowaną garstką, potrafili jednak autentyzmem ewangelicznego życia zachwycać innych i w ten sposób powoli przemieniali ówczesny świat.
Politycy Europy, jak wszyscy ludzie, mają swoje poglądy i światopoglądy. To one kształtują ich postrzeganie świata i wizję przyszłości. To wpływa na ich decyzje i kształtowanie europejskiego prawa. Od nas jednak zależy najpierw to, jakimi jesteśmy chrześcijanami i jakie świadectwo dajemy innym, a potem – kogo wybieramy jako naszego reprezentanta. Biorąc to pod uwagę, trzeba stwierdzić, że jesteśmy dziś w lepszej sytuacji niż wspólnota pierwszych chrześcijan, ponieważ ona nie miała wpływu na wybór senatu rzymskiego i tego nie oczekiwała. Pierwsi chrześcijanie potrafili jednak swoim życiem przyciągnąć Rzymian do wspólnoty Kościoła. I to jest droga, którą winni podążać chrześcijanie Europy.

Tagi:
wywiad chrzest rozmowa Chrzest Polski

Reklama

Abby Johnson odpowiada lewicowym mediom: to Planned Parenthood wypowiedziało mi wojnę!

2019-11-05 12:13

Redakcja

Bohaterka filmu „Nieplanowane” stała się obiektem ataków lewicowych mediów w Polsce. Stawiają jej one zarzut o karierowiczostwo i chęć zyskania popularności. – To Planned Parenthood zaczęło tę wojnę, nie ja – odpowiada Abby.

Archiwum prywatne Abby Johnson
Abby Johnson

W ostatnich dniach lewicowe media w Polsce ostro zaatakowały Abby Johnson, byłą menedżer kliniki aborcyjnej Planned Parenthood, która przeszła głęboką przemianę i teraz staje w obronie nienarodzonego życia. To na podstawie jej poruszającej historii, opisanej w książce „Nieplanowane” powstał film, który kilka dni temu wszedł do polskich kin.

Takie portale jak wyborcza.pl czy tokfm.pl stawiają Abby zarzut karierowiczostwa. Powołują się przy tym na oskarżenia amerykańskich mediów lewicowych, które od lat atakuję Johnson. Abby wypowiedziała bowiem wojnę najpotężniejszej organizacji aborcyjnej na świecie.

Według lewicowych mediów w Polsce, Abby odeszła z Planned Parenthood ponieważ miała problemy finansowe a zaatakowanie tej organizacji miało jej przysporzyć popularności i pieniędzy. Innym zarzutem, stawianym Johnson, jest to, że jej rezygnacja nie była efektem przemiany, lecz wiązała się z zarzutami, jakie stawiali jej przełożeni. Dotyczyły one podobno niewłaściwego wypełniania obowiązków. Zgodnie z tą narracją, Abby odeszła z pracy, by uprzedzić zwolnienie.

Tylko u nas Abby zdecydowanie odnosi do tych zarzutów. – Czy chciałam pieniędzy i popularności? To nie są argumenty merytoryczne. Ale odpowiem na nie: każdy, kto zobaczy film i sięgnie po moją książkę dowie się, że to nie ja zaatakowałam Planned Parenthood. Nie byłoby ani książki, ani filmu gdyby nie pozew i ataki ze strony tej organizacji. To ich komunikaty i groźba zamknięcia mi ust sądowym zakazem, skłoniły mnie do tego, by głośno powiedzieć, co dzieje się za drzwiami klinik aborcyjnych. To Planned Parethood wypowiedziało tę wojnę, nie ja – wyjaśnia Abby.

Zarzuty o złe wypełnianie obowiązków zawodowych? – To jest po prostu nieprawda. Dzisiaj myślę o tym z żalem, ale byłam skutecznym i dobrym pracownikiem. To cechy pożądane w normalnej pracy, niestety ja byłam kimś takim jako dyrektor kliniki aborcyjnej. Awansowałam tam, na kilka miesięcy przed rezygnacją otrzymałam nawet tytuł pracownika roku. Żałuję tego, co robiłam, ale musicie wiedzieć, że decyzja o odejściu z kliniki aborcyjnej była moją świadomą decyzją. To ja zakwestionowałam politykę organizacji polegającą na realizacji celu zwiększania ilości aborcji. Dla nich zaczęło się liczyć tylko to, bo z tego były największe zyski – mówi Johnson.

Film „Nieplanowane” wszedł na ekrany kin 1 listopada. Niemal równocześnie z filmem ukazała się książka pod tym samym tytułem, w której Abby opowiada swoją historie. Johnson jako menedżer kliniki aborcyjnej podpisała 22 tys. zgód na aborcję, dokonała też aborcji na dwójce własnych dzieci. Po kilku latach pracy w klinice zobaczyła sam zabieg aborcyjny na własne oczy. Wtedy zdecydowała się porzucić świetnie płatną pracę i związała się z obrońcami życia.

Od wielu lat Abby odsłania kulisy i mechanizmy działania przemysłu aborcyjnego. Niedawno nawróciła się także na katolicyzm, dostrzegając w Kościele konsekwentnego obrońcę życia i godności człowieka.


Przeczytaj także: Szatan posługuje się kłamstwem

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Warszawa jednak realizuje postulaty Deklaracji LGBT

2019-11-15 14:37

ordoiuris.pl

Władze Warszawy deklarowały, że wycofują się z wprowadzenia w szkołach wulgarnej edukacji seksualnej, a w budżecie miasta nie ma środków na wdrażanie Deklaracji LGBT. Okazuje się jednak, że już w czerwcu zaplanowano wprowadzenie projektu „Szkoła Przyjazna Prawom Człowieka”, który zakłada przekazywanie uczniom treści odpowiadających założeniom Deklaracji.

candy1812/fotolia.com

Program sprzyja politycznym postulatom ruchu LGBT i przejawia otwartą wrogość wobec religii. W materiałach wzywa się m.in. do kwestionowania podziału na kobiety i mężczyzn, tworzenia łączonych damsko-męskich toalet, kontaktowania się uczniów z organizacjami LGBT oraz ustanowienia w szkołach instytucji „Oficera Równości”. Instytut Ordo Iuris przygotował analizę programu.

Materiały rekomendowane przez Warszawskie Centrum Innowacji Edukacyjno-Społecznych i Szkoleń (WCIES) zawierają m.in. postulat, aby każdy uczeń odrzucił założenie, że „ludzie dzielą się wyłącznie na kobiety i mężczyzn” (ma się to odbyć również w drodze wprowadzenia łączonych toalet). Krytykowany jest „przekaz o instytucji małżeństwa jako podstawie życia rodzinnego”, a nawet wpływ rodziców na skłonności seksualne ich własnych dzieci. Uczniowie mają być zachęcani do świętowania „Międzynarodowego Dnia Edukacji i Praw Osób Transgender/Transpłciowych", do „odpowiadania na pytania z perspektywy gender” oraz do „nawiązania kontaktu z organizacją gejowską lub lesbijską i zaproszenia jednego z przedstawicieli tej organizacji na spotkanie”.

W materiałach pojawia się teza, że lekcje wychowania do życia w rodzinie i lekcje religii katolickiej są często „obszarem, w którym pojawiają się homofobiczne, obraźliwe teksty”, w związku z czym pada postulat „wyprowadzenia edukacji religijnej ze szkół” (także mszy, rekolekcji, a nawet jasełek). Sugeruje się też, że sama obecność osób duchownych wśród uczestników dyskusji jest szkodliwa dla realizacji celów organizowanych warsztatów. Zdaniem autorów projektu, nawet prośba ośmioletniego syna skierowana do ojca o pójście z nim niedzielę do kościoła, jest według autorów „niekomfortowym zachowaniem”. W materiałach wzywa się także do zastąpienia obecnego programu wychowania do życia w rodzinie odejściem od „wzmacniania identyfikacji z własną płcią”. W zamian za to rekomendowane jest wprowadzenie w polskich szkołach instytucji „Oficera Równości”, który organizowałby spotkania, m.in. poświęcone tematyce orientacji seksualnych, podczas których byłaby konieczna obecność wszystkich osób z kadry pedagogicznej, nawet wbrew nieprzychylnej reakcji rodziców i opiekunów.

Jednym z nieujawnionych przez WCIES fragmentów rekomendowanych publikacji jest ćwiczenie „Porozmawiajmy o seksie! Czy słyszałeś, że Piotr jest gejem?”, w ramach którego ma zostać udzielona odpowiedź na pytanie „na czym polega miłość osób homoseksualnych?”. Celem ćwiczenia jest eliminacja wstydliwości ucznia: „zachęcenie uczestników do tego, aby byli bardziej otwarci w czasie dyskusji na temat ludzkiej seksualności”. Krytykowane jest „moralne wartościowanie”. Według autorów materiałów określanie praktyk homoseksualnych jako grzech, a także „stosowanie norm heteroseksualnych do środowisk homoseksualnych” jest dyskryminacją.

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski już w czerwcu zapowiedział, że do 2024 r. projekt obejmie szkoły podstawowe we wszystkich dzielnicach Warszawy: docelowo ma trafić do 211 szkół podstawowych, 118 tysięcy uczniów, 40 tysięcy rodziców, 17 tysięcy nauczycieli i 800 pracowników obsługi. Łączny koszt wdrażania programu ma wynieść około 5 milionów złotych. Mimo to, dopiero po 4 miesiącach od tej zapowiedzi, 1 października, odpowiedzialne za realizację projektu Warszawskie Centrum Innowacji Edukacyjno-Społecznych i Szkoleń (WCIES) udostępniło na swojej stronie internetowej „pomoce metodyczne”, na których miałaby się opierać jego realizacja.

Jednocześnie, Instytut na początku października skierował do WCIES wniosek o udostępnienie informacji publicznej, domagając się ujawnienia zaniepokojonym rodzicom szczegółów dotyczących realizacji projektu, jak również listy organizacji, których przedstawiciele mają realizować go w szkołach. Centrum przedłużyło jednak termin odpowiedzi aż do grudnia. Na początku listopada, już po złożeniu wniosku Ordo Iuris i po przygotowaniu analizy, do działań na rzecz ujawnienia szczegółów kontrowersyjnego projektu przyłączył się Mazowiecki Kurator Oświaty, wzywając dyrektora WCIES do udzielenia szczegółowych wyjaśnień jeszcze w listopadzie. W związku z tym analiza została przekazana z dniem publikacji również Kuratorowi.

Z dotychczasowych informacji wynika, że już w sierpniu i wrześniu szkolenia w ramach projektu prowadzili działacze podmiotów wchodzących w skład ruchu LGBT – Stowarzyszenia Lambda Warszawa (jednej z „organizacji powierniczych” warszawskiej Deklaracji LGBT), lubelskiego Stowarzyszenia Homo Faber (organizatora jednego z „Marszów Równości”), gdańskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób LGBT Tolerado i Fundacji Diversity Polska. Według Aldony Machnowskiej-Góry, dyrektorki koordynatorki ds. kultury i komunikacji społecznej w Urzędzie m. st. Warszawy, realizacja tego projektu jest „tym wszystkim, czego oczekują społeczności LGBT i co zostało zapisane w Deklaracji”. W podobnym tonie wypowiedziała się pełnomocniczka prezydenta Rafała Trzaskowskiego ds. kobiet Katarzyna Wilkołaska-Żuromska.

„Program «Szkoła Przyjazna Prawom Człowieka» wśród licznych materiałów rekomendowanych przez przedstawicieli ratusza zawiera również treści zbieżne z oczekiwaniami podmiotów, które stoją za ogłoszeniem przez Rafała Trzaskowskiego Deklaracji LGBT. Nie wiadomo, które z tych treści zostaną ostatecznie wykorzystane przez nauczycieli, jednak sam fakt rekomendowania ich nauczycielom przez władze Warszawy budzi głęboki niepokój jako próba wprowadzenia do szkół propagandy ideologicznej wbrew woli rodziców uczniów” – podkreśla Nikodem Bernaciak, analityk Instytutu Ordo Iuris.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polacy pokonują Słowenię i już oficjalnie jadą na Mistrzostwa Europy

2019-11-19 22:43

wpolityce.pl

Meczem ze Słowenią Polacy kończą udane kwalifikacje do mistrzostw Europy. Polacy pokonali reprezentację Słowenii 3-2. Ostatnie spotkanie eliminacji było też pożegnaniem z kadrą Łukasza Piszczka.

TVP Sport

Polacy już przed meczem w Warszawie ze Słowenią mieli zagwarantowane pierwsze miejsce w grupie, jednak do spotkania podeszli w pełni profesjonalnie z motywacją i wielkim zaangażowaniem.

Trener Jerzy Brzęczek już przed meczem mówił: Gramy na swoim stadionie, chcemy walczyć o zwycięstwo, o trzy punkty i to jest nasz główny cel.

Polacy zwyciężyli 3-2 po golach: Góralskiego, Lewandowskiego i Szymańskiego i już oficjalnie mogą rozpocząć przygotowania do przyszłorocznych Mistrzostw Europy, które tym razem odbędą się nie w jednym kraju, ale w miastach wielu państw europejskich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem