Wchodząc do kalwaryjskiej bazyliki, nasze kroki kierujemy ku bocznej kaplicy, gdzie w złocistym ołtarzu cześć odbiera cudowny obraz Matki Bożej Kalwaryjskiej. Ten wizerunek typu Eleusa – Matki Bożej Czułej – ukazuje Maryję, która z nieskończoną delikatnością przytula do policzka małego Jezusa. Historia tego obrazu jest historią cudów a wszystko zaczęło się w 1641 roku, kiedy to w domu pobożnego szlachcica Maryja zapłakała krwawymi łzami. Od tego czasu Pani Kalwaryjska nie przestaje ocierać łez swoich dzieci, stając się powierniczką najtrudniejszych spraw narodu i każdego człowieka z osobna.
Kalwaria to jednak nie tylko bazylika. To przede wszystkim słynne „Dróżki” – kilometry ścieżek łączących kilkadziesiąt kaplic. Wędrując nimi, rozważamy Dróżki Pana Jezusa i Dróżki Matki Bożej. To szkoła życia, w której Maryja uczy nas, jak towarzyszyć Jezusowi w Jego cierpieniu, aż po grób i radosny poranek zmartwychwstania. Dla każdego syna św. Franciszka te dróżki są żywą Ewangelią, zapisaną w kamieniu i naturze.
Przeżywając rok 800-lecia śmierci św. Franciszka, Kalwaria Zebrzydowska staje się dla nas czytelnym znakiem. Biedaczyna z Asyżu tak bardzo kochał Chrystusa, że zapragnął nosić na swoim ciele Jego rany. Tutaj, pośród bernardyńskich habitów i śpiewu pielgrzymów, uświadamiamy sobie, że stygmaty św. Franciszka to nic innego jak owoc miłości, której uczy nas Maryja. Prosimy Ją dzisiaj, by ten czas spędzony w Jej sanktuarium pomógł nam, wzorem św. Franciszka, odnaleźć pokój w cierpieniu i nadzieję tam, gdzie po ludzku jej brakuje.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
