Reklama

Chrześcijanie najbardziej prześladowani na świecie

2014-11-08 13:50

Warszawa / Krzysztof Gołębiowski / KAI

Na co najmniej 250 mln ludzi ocenia się dziś liczbę chrześcijan różnych wyznań, prześladowanych za wiarę na całym świecie. W niedzielę, 9 listopada w całym kraju będzie obchodzony VI Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym. Jego hasłem jest: "Ocalmy chrześcijan w Syrii". W ramach modlitwy w intencji syryjskich chrześcijan, zorganizowana zostanie też zbiórka pieniędzy na rzecz Fundacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

Jeśli wyznawców Chrystusa wszystkich nurtów (katolików, prawosławnych, anglikanów, protestantów i innych) żyje obecnie na naszym globie łącznie ok. 2 mld (w tym ponad 1,2 mld katolików), oznacza to, że mniej więcej co ósmy z nich padał w tym czasie ofiarą jakichś większych lub mniejszych ograniczeń, represji czy innych utrudnień w wyznawaniu swej wiary.

Smutne dziedzictwo

Należy od razu zaznaczyć, że nie jest to zjawisko ani nowe, ani typowe jedynie dla naszych czasów. Wiadomo, że prześladowania religijne istniały już w zamierzchłej przeszłości. Ich ofiarami padały np. ludy podbijane przez sąsiadów, którzy zwykle zmuszali pokonanych do przyjmowania wiary w swych bogów. Szybko też prześladowania, i to na wielką skalę, objęły wyznawców Chrystusa w Cesarstwie Rzymskim, skądinąd bardzo tolerancyjnym wobec różnych religii. Chrześcijanie nie chcieli jednak oddawać czci cesarzowi, uważając, że należy się ona wyłącznie Trójjedynemu Bogu, toteż ponad trzy stulecia trwały, z przerwami, krwawe prześladowania, które dały Kościołowi tysiące męczenników. Ale nawet po Edykcie Mediolańskim z 313 r., który zakończył represje w Cesarstwie, dochodziło do nich nadal w innych regionach, dokąd również docierali chrześcijanie, np. w Persji, na terenie dzisiejszej Azji Środkowej, Indii i w wielu innych miejscach.

Reklama

Czasy średniowiecza, odrodzenia, Wielkich Odkryć Geograficznych też wniosły swój „wkład” do tych smutnych statystyk, przede wszystkim tam, gdzie przeważał islam, a także buddyzm i hinduizm, w mniejszym stopniu także inne religie tubylcze. Już na przełomie VII i VIII w. agresywny islam wyparł niemal doszczętnie chrześcijaństwo z Afryki Północnej i z dużej części Bliskiego Wschodu.

Prześladowania w czasach „cywilizowanych”

Największe jednak nasilenie prześladowań przyniosły, paradoksalnie, dwa ostatnie, najbardziej ponoć „cywilizowane” stulecia, a zwłaszcza XX – wiek demokracji i praw człowieka. Nowe fale represji były następstwem z jednej strony rozszerzania się chrześcijaństwa po świecie w okresie wielkich odkryć geograficznych, począwszy od przełomu XV i XVI wieku, z drugiej zaś reformacji, rewolucji i towarzyszących im gwałtownych przemian społeczno-politycznych.

Szczególnie „zasłużyła się” na tym polu rewolucja francuska, rozpoczęta w 1789 r., której główne ostrze wymierzone było w chrześcijaństwo, to znaczy w praktyce w Kościół katolicki. Ocenia się, i to raczej ostrożnie, że w ciągu 10 lat szaleństwa rewolucyjnego (z różnym nasileniem w latach 1789-99) zginęło co najmniej tysiąc duchownych, a ok. 30 tys. opuściło kraj – albo dobrowolnie, w obawie przed prześladowaniami (co zresztą trudno nazwać działaniem dobrowolnym), albo wysłanych pod strażą do posiadłości francuskich, np. na Karaibach. Liczba świeckich ofiar tamtej tyranii była oczywiście znacznie wyższa.

Po rewolucji sytuacja nieco się uspokoiła, przynajmniej w samej Francji, ale z czasem pojawiły się nowe obszary represji wobec Kościoła. Jawnie antykatolicki charakter miała np. rewolucja w Meksyku u schyłku XIX wieku i jej kontynuacja w postaci antykościelnej polityki władz tego kraju na początku XX w. – zginęło wówczas co najmniej kilka (jeśli nie kilkanaście) tysięcy księży, sióstr zakonnych i świeckich, którzy występowali w obronie wiary i swych duszpasterzy.

Można powiedzieć, że od czasów wspomnianej rewolucji francuskiej pod koniec XVIII w. chrześcijaństwo, szczególnie zaś katolicyzm, jest na celowniku kolejnych rewolucji, przewrotów, wojen i ustrojów politycznych, które stawiały i stawiają sobie za cel poważne ograniczenie jego wpływów, a nawet wręcz unicestwienie go.

Komunizm, hitleryzm, anarchizm i wiele innych podobnych totalitarnych doktryn filozoficznych i społecznych – wszystkie one zarówno teoretycznie, jak jeszcze bardziej w praktyce zapisały się w najnowszych dziejach ludzkości jako najkrwawsze i najbardziej zbrodnicze systemy polityczne, a przy tym głęboko antychrześcijańskie. Słusznie napisał św. Jan Paweł II w swym liście apostolskim „Tertio millennio adveniente” (z 10 XI 1994), zapowiadającym obchody Wielkiego Jubileuszu Roku 2000: „W naszym stuleciu [XX – kg] wrócili męczennicy. A są to często męczennicy nieznani, jak gdyby «nieznani żołnierze» wielkiej sprawy Bożej” (n. 37).

Szczególnie krwawe żniwo przyniosły pod tym względem niemiecki narodowy socjalizm i sowiecki komunizm, współodpowiedzialne (w różnym stopniu) za rozpętanie II wojny światowej. Liczba ofiar tego strasznego kataklizmu dziejowego przekracza 50 mln osób, wśród których ludzie wierzący, a zwłaszcza chrześcijanie, stanowili przytłaczającą większość. Prawdopodobnie jeszcze więcej ludzi zginęło w dawnym ZSRR, począwszy od 1918 do mniej więcej połowy lat pięćdziesiątych już choćby dlatego, że i obszar był większy, i czas represji nieporównanie dłuższy. Do danych tych należy dodać ofiary prześladowań we wschodnioeuropejskich krajach satelickich Moskwy, trwających z różnym nasileniem niemal do końca lat osiemdziesiątych.

W skrajnym przypadku – Albanii władze ogłosiły w 1967, że jest ona oficjalnie pierwszym na świecie krajem ateistycznym, w którym jakakolwiek religia jest zakazana, a ludzie pracy (innych oczywiście nie było) sami prosili, żeby ich uwolnić od „dyktatury ciemniactwa i zabobonów”. W ślad za takimi decyzjami Albańskiej Partii Pracy (komunistycznej) poszły konkretne działania: według oficjalnych danych zamknięto, zamieniono na inne obiekty lub zniszczono 2169 budynków sakralnych, w tym ok. 740 meczetów, 508 cerkwi i klasztorów prawosławnych i 157 świątyń katolickich. Ta bezprzykładna w dziejach ludzkości walka z wszelkim przejawami wiary trwała do końca lat osiemdziesiątych XX wieku, a więc w czasie, gdy w wielu krajach dało się zauważyć ożywienie życia religijnego (np. w Polsce, zwłaszcza po wyborze i podróżach Jana Pawła II do naszego kraju, ale także nawet w niektórych ówczesnych krajach komunistycznych, np. w Jugosławii, Rumunii czy pewnych rejonach ówczesnego ZSRR).

Jeśli tamte brutalne i krwawe prześladowania na naszym kontynencie na szczęście już się skończyły, to dziś w wielu krajach Unii Europejskiej chrześcijanie doświadczają innych ograniczeń, przede wszystkim w zewnętrznym okazywaniu swej wiary w imię tzw. poprawności politycznej i opacznie pojmowanej zasady neutralności światopoglądowej państwa. Aby nie urażać ludzi o odmiennych poglądach, przekonaniach czy wierzeniach, władze miejscowe zabraniają oficjalnego obchodzenia świąt religijnych lub jakichkolwiek innych odniesień do religii w przestrzeni publicznej. Rzecz przy tym znamienna, że ograniczenia te dotyczą przede wszystkim chrześcijaństwa i jego symboliki, a więc np. noszenia krzyżyków i medalików na widocznym miejscu czy choćby tylko przeżegnania się w miejscu publicznym. W odniesieniu do muzułmanów przejawia się to niemal wyłącznie w zakazie noszenia chust przez kobiety w miejscu pracy.

Komunizm – tragedia trwa

Po upadku tzw. realnego socjalizmu w Europie i ustaniu towarzyszących im represji przeciw religii prześladowania bynajmniej nie ustały, tyle że zmieniła się nieco ich geografia. Teraz chrześcijaństwo jest na różne sposoby zwalczane przez utrzymujące się jeszcze reżymy komunistyczne lub co najmniej lewicowe – w Korei Północnej, Chinach, Wietnamie i Laosie w Azji oraz na Kubie na drugiej półkuli.

Pierwszy z wymienionych tu krajów jest w praktyce jedynym całkowicie zateizowanym państwem na świecie, choć – w odróżnieniu od wspomnianej Albanii, która formalnie wprowadziła zakaz wyznawania wszelkiej religii – władze w Pjongjangu oficjalnie takiego poglądu nie głoszą. Co więcej, w ostatnich latach wydały nawet zgodę na budowę cerkwi (podlegającej Patriarchatowi Moskiewskiemu) i świątyni protestanckiej. W praktyce jednak życie religijne w tym „skansenie stalinizmu”, jak się nieraz określa reżym północnokoreański, nie istnieje, a z nielicznych danych, jakie docierają z tego odizolowanego państwa, wynika, że jakiekolwiek przejawy takiego życia są tam surowo tępiono, a ci nieliczni ludzie, którzy odważają się choć trochę dać wyraz swej wierze, są bezlitośnie zwalczani, torturowani i mordowani – prawdziwi męczennicy XX i XXI wieku.

Nieco lepsza, choć też daleka od ideału, jest sytuacja chrześcijan i w ogóle ludzi wierzących w pozostałych wymienionych powyżej krajach. Rządzący tam komuniści (lub inna skrajna lewica) dążą do podporządkowania sobie miejscowych wierzących. W Chinach przybrało to najskrajniejsze formy w postaci istnienia tzw. patriotycznych stowarzyszeń katolików (od 1957) i protestantów (a także muzułmanów, buddystów i taoistów). Są one całkowicie kontrolowane przez władze, co w wypadku Kościoła katolickiego oznacza m.in. zerwanie łączności z Rzymem i odrzucenie władzy papieża. Ale część (według niektórych może nawet połowa) tamtejszych wiernych nie poddała się naciskom komunistów i – kosztem ciężkich prześladowań i ofiar – nadal uznaje za swego zwierzchnika Ojca Świętego i stara się zachować więź ze Stolicą Apostolską.

Aż tak daleko nie udało się, na szczęście, podporządkować sobie Kościoła władzom Wietnamu, jest on jednak także bardzo ograniczany w swych działaniach; rząd w Hanoi np. ustala odgórnie limity przyjęć do seminariów duchownych, często nie zgadza się na swobodne mianowanie nowych biskupów przez papieża, odmawia zwrotu majątków kościelnych zagarniętych przed laty przez komunistów itp. Dochodzą do tego drobniejsze, choć nie mniej uciążliwe formy prześladowań, np. przez utrudnianie lub wręcz uniemożliwianie obchodów świąt kościelnych przez niektóre grupy narodowościowe.

Ofiarą ograniczeń wolności religijnej na Kubie jest przede wszystkim Kościół katolicki, choć w ostatnich 2-3 latach daje się tam zauważyć nieznaczną odwilż w stosunkach państwowo-kościelnych. Wymuszone stanem zdrowia ustąpienie Fidela Castro w lutym 2008 ze stanowiska głowy partii komunistycznej i państwa i przejęcie sterów rządu przez jego brata Raula zaczęło owocować bardzo skromnym, jak na razie, poszerzaniem swobód obywatelskich, w tym również wolności wyznania. Nadal jednak Kościół ma bardzo ograniczony dostęp do środków przekazu, nie może prowadzić działalności oświatowej, zwłaszcza wśród młodzieży. W marcu 2012 wyspę odwiedził Benedykt XVI, co również przyniosło drobne posunięcia liberalizacyjne. Na przykład w tym roku, po raz pierwszy od 55 lat, władze wydały zgodę na budowę świątyni katolickiej – w Sandino w prowincji Pinar del Río na zachodzie wyspy. A w sierpniu 2013 Kościół odzyskał jako swoją własność przejętą przez państwo ponad 52 lata wcześniej kaplicę w Tarcisio.

Islam i hinduizm – główni wrogowie wolności religijnej

Nie pomniejszając winy komunizmu w ograniczaniu wolności religijnej i w prześladowaniach za wiarę, trzeba jednak pamiętać, że obecnie najtrudniej żyje się chrześcijanom w krajach rządzonych przez muzułmanów i hinduistów. Szczególnie wojowniczy i nietolerancyjny jest pod tym względem islam, co może się wydawać zaskakujące, jako że jest to religia uwzględniająca w swym nauczaniu pewne elementy chrześcijaństwa i uznająca np. Jezusa (Isa) za jednego z proroków a Maryję (Miriam) za jedną z godnych szacunku kobiet. A jednak to właśnie w krajach islamskich chrześcijanie mają dziś zdecydowanie najgorzej ze wszystkich innych państw.

Choć i między nimi są duże różnice ustrojowe (np. między jawnie teokratycznymi bądź fundamentalistycznymi Arabią Saudyjską, Jemenem i Iranem a formalnie świeckimi Turcją, Tunezją czy Algierią), to jednak we wszystkich ponad 40 krajach rządzonych przez muzułmanów istnieje np. zakaz propagowania przez chrześcijan ich wiary i prowadzenia przez nich działalności misyjnej, noszenia krzyżyków i innych zewnętrznych oznak kultu, a władze robią wielkie trudności w wydawaniu zezwoleń na budowę świątyń i wydawanie literatury chrześcijańskiej itp.

Skrajnym przykładem braku wolności religijnej jest monarchia saudyjska, która – uważając się za strażniczkę świętych miejsc islamu, jako że na jej terenie znajdują się główne sanktuaria tej religii: Mekka i Medyna oraz kamień Kaaba – nie zezwala na istnienie na swym obszarze jakiejkolwiek innej religii, nawet jeśli wyznają ją tylko cudzoziemcy. A za przejście z islamu na inną wiarę, np. chrześcijaństwo, grozi śmierć.

Podobne, choć może nie aż tak surowe przepisy obowiązują w większości innych krajów islamskich, a jeśli nawet któryś z nich zezwoli np. na wybudowanie świątyni katolickiej (np. w marcu 2008 oddano do użytku kościół katolicki i w rok później świątynie syro-malabarską i protestancką w Katarze), to – żeby nie drażnić fundamentalistów islamskich – nie może on mieć na wieży krzyża, czyli symbolu chrześcijaństwa.

A wszystko to dzieje się w sytuacji, gdy muzułmanie w Europie i Ameryce mogą swobodnie wyznawać i propagować swoją wiarę, budować meczety, wydawać literaturę religijną a za przejście z chrześcijaństwa na islam nie grozi żadna kara, co najwyżej w skrajnych przypadkach bojkot rodzinny lub towarzyski. Ta sama Arabia Saudyjska, która nie toleruje innych religii u siebie, hojnie wspiera rozwój islamu za granicą, dając pieniądze na budowę meczetów i ośrodków muzułmańskich, wykorzystując do tego liberalne i demokratyczne ustawodawstwo krajów zachodnich.

Ale nierówne traktowanie wyznawców innych religii u siebie i szerzenie islamu za granicą to tylko jedna, łagodniejsza postać nietolerancji muzułmańskiej wobec chrześcijan. Znacznie gorsze są jawne lub skryte ich prześladowania w różnych państwach. Najnowszym i najjaskrawszym przykładem takich działań jest ludobójstwo chrześcijan na części obszaru Iraku i Syrii – tam, gdzie w lipcu br. powstało tzw. Państwo Islamskie. Jego twórcy, dżihadyści sunniccy rozpoczęli swoje rządy od krwawych represji najpierw wobec swych odwiecznych przeciwników – szyitów, ale wkrótce potem zaatakowali mieszkających tam chrześcijan i znacznie mniej licznych jazydów, a także inne mniejszości religijne i narodowe. Rozmiar okrucieństw, jakich dopuszczali się ekstremiści sunniccy wobec tych, którzy nie podzielali ich szaleńczych wizji, zaskoczył nawet i przeraził wielu muzułmanów w innych krajach i doprowadził do niemal powszechnego potępienia działań dżihadystów. Inna sprawa, że na razie nic z tych potępień nie wynika i ratunku dla prześladowanych kraje ościenne szukają, jak zwykle, w interwencji amerykańskiej i ewentualnie innych państw zakonnych.

Wyznawcy Chrystusa padają ofiarami represji w krajach półksiężyca w postaci np. dyskryminacji w pracy i w dostępie do nauki, zagarniania im ziemi tam, gdzie jest jej mało i gdzie ma w związku z tym wysoką cenę, a wreszcie pogromów, dokonywanych przez muzułmanów. Widownią tych zjawisk są zwłaszcza Egipt, gdzie przemoc dotyka koptów, Afganistan, Pakistan, a od kilku lat także Irak, Turcja i Indonezja. Właściwie należałoby wymienić wszystkie państwa, rządzone przez muzułmanów, bo nawet tam, gdzie nie stanowią oni większości, np. na Filipinach (na południu) czy w Nigerii (na północy kraju) raz po raz dochodzi do walk i starć, wywoływanych właśnie przez wyznawców islamu.

Ale nie tylko ta religia, szczególnie jej fundamentalistyczna odmiana, stanowi zagrożenie dla wolności religii. Od wielu lat bardzo niepokojące wiadomości napływają także z Indii, gdzie większość mieszkańców wyznaje hinduizm. Religia ta, która przez całe dziesięciolecia kojarzyła się ludziom Zachodu raczej z tolerancją, spokojem i niestosowaniem przemocy, jest dziś coraz częściej łączona z krwawymi pogromami chrześcijan, którym ekstremiści hinduistyczni zarzucają próby nawracania Hindusów. O wrogości niektórych fundamentalistów do chrześcijaństwa wiadomo było co najmniej od początku lat dziewięćdziesiątych, ale szczególnie ostre, wręcz krwawe rozmiary przybrała ona w ostatnich 6 latach, czyli po masowym ataku na chrześcijan w sierpniu 2008 w stanie Orisa. Ten stan oraz Karnataka czy Asam kojarzą się obecnie europejskim obrońcom praw człowieka przede wszystkim z ciężkimi prześladowaniami chrześcijan, którzy wierność Chrystusowi przypłacają wielkimi cierpieniami, a nierzadko nawet życiem. Liczba śmiertelnych ofiar tych pogromów idzie obecnie w tysiące, a trzeba do tego dodać ok. 100 tys. rannych, wypędzonych i uciekinierów, którzy w obawie przed przemocą porzucili swe domostwa i mienie, chroniąc się w lasach czy w niedostępnych miejscach.

W styczniu 1999 głośna była sprawa australijskiego misjonarza-baptysty Grahama Stewarta Stainesa, który pracował wiele lat w Indiach (w stanie Orisa), służąc zwłaszcza trędowatym. Rozzuchwaleni zbrodniarze – ekstremiści hinduscy spalili go żywcem wraz z dwoma jego małymi synami w samochodzie. Jego żona Gladys przebaczyła mordercom, wyrażając jednak pragnienie i nadzieję, aby żałowali za swój czyn i zmienili się.

Lista krajów, w których wolność religijna pozostawia wiele do życzenia, jest bardzo długa – ostatnio doszła do nich buddyjska w większości Sri Lanka, której parlament podjął próbę wprowadzenia tzw. prawa przeciw nawróceniom. Formalnie chodzi o zakaz nakłaniania obywateli do zmiany religii za pomocą różnych niegodnych środków, np. pieniędzy czy przemocą. Chociaż projekt ustawy w tej sprawie jeszcze nie przeszedł, istnieje duże prawdopodobieństwo, że zostanie przyjęty, a wówczas może się on okazać narzędziem w rękach fundamentalistów buddyjskich w walce z wpływami chrześcijaństwa, gdyż to przeciw niemu w istocie jest zwrócony projekt przepisów.

Ustawy przeciw nawróceniom („antykonwersyjne”) uchwalono już w 7 stanach Indii (m.in. Orisa, Gudżarat i Radżastan), co w praktyce oznacza, że przejście z hinduizmu na chrześcijaństwo jest tam formalnie niemożliwe lub co najmniej bardzo poważnie utrudnione.

Prześladowania wewnątrzchrześcijańskie

Na koniec warto zwrócić uwagę na zjawisko rzadko poruszane i – na szczęście – znacznie mniej rozpowszechnione, jakim są różne ograniczenia wolności działania wyznań mniejszościowych w krajach chrześcijańskich. Dotyczy to przede wszystkim państw, w których przeważa prawosławie, które – jeśli nawet miejscowe konstytucje zapewniają świeckość państwa – wyraźnie faworyzują to wyznanie kosztem innych Kościołów. Katolicy, a może jeszcze bardziej protestanci różnych nurtów, w dzisiejszej Rosji, Bułgarii, Grecji, Gruzji, Armenii i kilku krajach są nierzadko traktowani jako obywatele drugiej kategorii; w byłych demoludach mają duże trudności z odzyskiwaniem swej własności, zagarniętej niegdyś przez komunistów lub z uzyskiwaniem zezwoleń na budowę nowych świątyń. W skrajnych przypadkach dochodziło nawet do stosowania siły wobec nieprawosławnych mieszkańców tych krajów, np. w Gruzji znany ze swej „antysekciarskiej” postawy ks. Wasile Mkalawiszwili wielokrotnie dopuszczał się przemocy fizycznej wobec miejscowych świadków Jehowy.

W czerwcu 2008 młodzi katolicy gruzińscy w liście do Benedykta XVI z okazji wizyty ad limina biskupa Giuseppe Pasotto przedstawili trudną sytuację swego Kościoła w tym kaukaskim kraju. Napisali tam o przymusowych nawróceniach na prawosławie w razie ślubów mieszanych, braku uznania przez tamtejszy Kościół prawosławny chrztu i innych sakramentów udzielanych w Kościele katolickim, o przejawach prozelityzmu prawosławnego itp.

Poza odosobnionymi przypadkami, prawosławni w krajach o większości katolickiej czy protestanckiej nie napotykają większych trudności w wyznawaniu swej wiary. Pośrednio potwierdza to nawet Patriarchat Moskiewski, który przy różnych okazjach z nieukrywaną dumą podaje liczbę swoich zagranicznych placówek duszpasterskich w różnych krajach na wszystkich kontynentach. Działają one w ponad 50 krajach, np. w Hiszpanii, w Niemczech, w Holandii, we Włoszech, ale również w Skandynawii (np. na Islandii) i w Ameryce Łacińskiej, gdzie kilka tygodni temu Patriarchat otrzymał (bezpłatnie) były kościół katolicki w stolicy Meksyku.

Tagi:
prześladowania chrześcijanin

Reklama

Emiraty: nagroda dla chrześcijanina, który zbudował meczet poświęcony Maryi

2019-11-29 20:00

pb (KAI/AsiaNews) / Dubaj

Władze Zjednoczonych Emiratów Arabskich przyznały Nagrodę Pionierów Emiratów za rok 2019 indyjskiemu przedsiębiorcy. Choć jest prawosławnym chrześcijaninem, Saji Cheriyan zbudował meczet dla ubogich pracowników - wyznawców islamu na przedmieściach Fudżajry.

Wikipedia / FritzDaCat
Biały meczet Abu Zabi

Wręczając 26 listopada nagrodę, szejk Muhammad ibn Raszid Al Maktum, emir Dubaju i premier ZEA podkreślił, że nagrodę przyznano za „wpieranie wartości tolerancyjnego społeczeństwa i społecznej spójności ZEA”. Ze swej strony Cheriyan stwierdził, że cieszy się, iż mógł zrobić coś w zamian za to, co otrzymał od tego kraju, w którym od 16 lat mieszka i prowadzi interesy.

Pytany przez szejka o powód budowy meczetu, biznesmen odpowiedział, że widział wielu ubogich pracowników, którzy byli zmuszeni jechać taksówkami, by dotrzeć do najbliższego muzułmańskiego miejsca modlitwy. - Zbudowałem go, by im pomóc - wyznał Saji Cheriyan.

Budowę meczetu rozpoczął w 2017 r. na osiedlu mieszkaniowym East Ville, w strefie przemysłowej Al Hayl, na peryferiach Fudżajry, stolicy jednego z siedmiu emiratów tworzących ZEA. Prace zakończono na ramadan 2018 r. Koszt wyniósł 1,3 mln dirhamów (1,4 mln zł). Miejsce modlitwy może pomieścić 250 w środku i 700 na dziedzińcu. Nazwano go meczetem Mariam, Umm Eisa (Maryi, Matki Jezusa), gdyż od 2017 r. już inny meczet nosi imię Maryi.

Maryja jest jedyną kobietą wymienioną w Koranie z imienia. Czczona jest jako matka Jezusa, uważanego przez muzułmanów za jednego z proroków, którzy przygotowali przyjście Mahometa. Poświęcona jest jej cała sura 19. Z kolei w trzeciej surze opisane jest zwiastowanie. Islam nazywa też Maryję Dziewicą, potwierdzając dziewicze poczęcie Jezusa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

50. rocznica święceń kapłańskich papieża Franciszka

2019-12-13 08:23

KAI

13 grudnia papież Franciszek będzie świętował 50. rocznicę przyjęcia święceń kapłańskich w stopniu prezbiteratu. Z tej okazji mieszkańcy diecezji Rzymu będą modlić się specjalną modlitwą.

Grzegorz Gałązka

“Módlmy się za papieża Franciszka, który 13 grudnia będzie obchodził 50. rocznicę święceń kapłańskich. Niech Pan, który powołał go do bycia szafarzem Świętych Misteriów i biskupem Rzymu, prowadzi go i wspiera łaską Swego Ducha oraz obdarza pociechą, pochodzącą z modlitwy całego Kościoła” – tak brzmi specjalna intencja modlitwy wiernych, którą w najbliższą niedzielę 8 grudnia będą modlić się wierni we wszystkich kościołach rzymskiej diecezji.

Vatican.news

Poczta Watykańska uczciła dwoma znaczkami przypadającą 13 grudnia 50. rocznicę święceń kapłańskich Jorge Mario Bergoglio – papieża Franciszka.

Pierwszy znaczek, o wartości 1,10 euro, przedstawia młodego Bergoglio w czarnej sutannie na tle jego parafialnego kościoła św. Józefa w Buenos Aires i wizerunku Matki Bożej Rozwiązującej Węzły, który odkrył w Niemczech i upowszechnił w stolicy Argentyny. Drugi znaczek, o wartości 1,15 euro, przedstawia Franciszka w białej sutannie na tle bazyliki św. Piotra w Watykanie i wizerunku Jezusa Miłosiernego (z wizji św. Faustyny Kowalskiej), przypominającego słowa papieża, że „kapłan, na wzór Dobrego Pasterza, jest człowiekiem miłosierdzia i współczucia, bliski swojemu ludowi i sługą wszystkich. Kapłan jest tym, kto leczy rany”.

Autorem wykorzystanych na znaczkach obrazów jest malarz Raúl Berzosa z Malagi w Hiszpanii. Jest on autorem m.in. portretu Benedykta XVI.

Z okazji jubileuszu 50-lecia święceń kapłańskich papieża Franciszka, wikariusz generalny Rzymu kard. Angelo de Donatis, napisał do wiernych list, w którym zachęca do wspólnego dziękczynienia za posługę kapłańską obecnego papieża. Wspomina też dzień wyboru kard. Bergoglio na Stolicę Piotrową i przypomina o nieustającej prośbie papieża Franciszka o modlitwę w jego intencji.

Papież Bergoglio przyjął święcenia kapłańskie w stopniu prezbiteratu 13 grudnia 1969 r. z rąk abp. Ramón José Castellano. Z okazji jubileuszu Poczta Watykańska wprowadziła do obiegu pamiątkowe znaczki pocztowe o nominale 1,10 oraz 1,15 euro.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rada UE - Polityka klimatyczna

2019-12-13 19:00

Jadwiga Wiśniewska, Poseł do Parlamentu Europejskiego

Szczyt klimatyczny COP25 w Madrycie miał dokończyć wysiłki COP24 w Katowicach, podczas którego wypracowano zasady wdrażania Porozumienia Paryskiego, tzw. Katowicką Księgę Zasad. Pozostał do uzgodnienia mechanizm rozliczania uprawnień do emisji wynikających z projektów robionych wspólnie przez różne państwa tak, aby zgodnie z Art. 6 Porozumienia Paryskiego nie powodowało to podwójnego rozliczenia tego samego projektu.


Jadwiga Wiśniewska

W Katowicach okazało się to niemożliwe głównie ze względu na opór Brazylii, która ma najwięcej takich uprawnień. Brazylia miała zorganizować COP25, a po jej wycofaniu organizację przejęło Chile. Po wybuchu zamieszek w Santiago organizację szczytu przejęła Hiszpania, ale Chile utrzymało prezydencję. Niestety to zamieszanie odbiło się nie tylko na organizacji, ale również znacząco spowolniło tempo prac. Prawdopodobnie nie uda się uzgodnić zasad działania Art. 6. Delegaci na COP25 zwracają uwagę na zachowanie właściwych proporcji w działaniach w skali globalnej, tak by strony Konwencji Klimatycznej podejmowały działania zgodnie ze swoimi możliwościami.

Drugim głównym zagadnieniem na COP25 jest transfer pieniędzy między państwami rozwiniętymi, a państwami rozwijającymi się. Te ostatnie domagają się więcej pieniędzy od państw rozwiniętych, choć niektóre z nich (jak Arabia Saudyjska) są bogate. A poza tym polityka ta opiera się na założeniu, że państwa rozwinięte emitują więcej, niż rozwijające się. A prawda jest taka, że od kilku lat role odwróciły się.

Prawdziwym problemem okazały się jednak Chiny, które nagle zerwały negocjacje nad poprawą przejrzystości sprawozdawczości. To kluczowa sprawa by ocenić, czy strony faktycznie wywiązują się ze swoich zobowiązań. Gdy wydawało się, że do uzgodnienia pozostają już tylko bardzo techniczne szczegóły, takie jak format składania sprawozdań, delegacja chińska nagle zerwała rozmowy wprowadzając powszechną konsternację. Widać jak na dłoni, że jest problem z wdrożeniem Porozumienia Paryskiego.

Tymczasem Unia Europejska na COP25 tradycyjnie gra rolę prymusa. Frans Timmermans, który oficjalnie reprezentuje UE wraz z prezydencją fińską, chwali się Zielonym Ładem (Green Deal), którego głównym założeniem jest osiągniecie neutralności klimatycznej do 2050 r. , a także zwiększenie celu redukcji emisji na 2030 r. Obawiam się, że Green Deal jest nie tylko sposobem na ratowanie klimatu, ale także na stworzenie rynków dla nowych technologii, których promotorami są głównie państwa zachodnie.

Podczas spotkania z delegacją Parlamentu Europejskiego Fatih Birol, szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej, powiedział że bardzo podoba mu się Green Deal, ale globalnie niczego on nie zmieni. Na innym spotkaniu dowiedzieliśmy się, że Japonia buduje 22 elektrownie węglowe.

W międzyczasie dobiegł końca Szczyt Rady Europejskiej poświęcony neutralności klimatycznej. Przed Szczytem Premier Mateusz Morawiecki podkreślał: „Nie możemy zgodzić się na taki model transformacji gospodarczej, aby polskie społeczeństwo na tym ucierpiało”.

Twarda postawa Premiera przyniosła efekty. Brukselski szczyt to ogromny sukces Polski. Polska uzyskała zwolnienie z zasady zastosowania polityki neutralności klimatycznej już w 2050 r. Będziemy dochodzić do niej w swoim tempie. Ten wyjątek został wpisany do konkluzji szczytu.

We wnioskach ze szczytu znalazł się również zapis o utworzeniu Funduszu Sprawiedliwej Transformacji z budżetem 100 mld euro, który ma wspomagać proces dochodzenia do neutralności klimatycznej. Znaczna część tego funduszu przypadnie Polsce na sprawiedliwą transformację. Podczas szczytu podjęto również decyzję o przeznaczeniu przez Europejski Bank Inwestycyjny dużych środków na transformację energetyczną, a we wnioskach pojawiło się także bezpośrednie odniesienie do energetyki jądrowej, co wsparła Polska. Dzięki skutecznym zabiegom Premiera Morawieckiego będziemy dochodzić do neutralności klimatycznej w sposób bezpieczny i korzystny gospodarczo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem