Reklama

Naprawiamy błędy z przeszłości

2016-04-13 08:21

Z dr. Andrzejem Jacyną rozmawia Alicja Dołowska
Niedziela Ogólnopolska 16/2016, str. 36-37

Dariusz Lewandowski / forum
Dr Andrzej Jacyna

Z dr. Andrzejem Jacyną – p.o. prezesem Narodowego Funduszu Zdrowia – rozmawia Alicja Dołowska

ALICJA DOŁOWSKA: – Rząd zapowiada odwrót od ubezpieczeniowego systemu ochrony zdrowia i finansowanie opieki zdrowotnej z budżetu państwa. To powrót do systemu z PRL, czy ma on wyglądać inaczej?

DR ANDRZEJ JACYNA: – Z perspektywy wielu lat widzę, że peerelowską służbę zdrowia trzeba oceniać bardziej łaskawie. Oczywiście, że występowały różne wady, ale niektóre elementy były pozytywne, np. organizacja zakładów opieki zdrowotnej (ZOZ-ów), które stanowiły określone rozwiązania na danym terenie. Teraz nam tego brakuje i wątpliwe, czy uda się powrócić do takiej organizacji. Wielu ekspertów spoza Polski zazdrościło nam tego systemu.A że był dobry, jak to dzisiaj dostrzegamy, widać po tym, że był dostosowany do pewnych pomysłów na finansowanie ochrony zdrowia. Dzisiaj ochrona zdrowia funkcjonuje w systemie płatnika państwowego. Monopolisty, który – tak naprawdę – niewiele się różni od systemu budżetowego. Będziemy likwidowali monopolistę płatnika i zastępowali go systemem budżetowym, o ile taka propozycja uzyska akceptację rządu.

– Mamy jednak system ubezpieczeń zdrowotnych. Wygląda to na pomieszanie z poplątaniem.

– Ubezpieczenia przestały istnieć z chwilą likwidacji kas chorych. Dyrektorzy kas byli niezależni od organów państwa, powoływały ich rady, które reprezentowały ubezpieczonych. Dzisiaj mamy system typowo państwowy, a z ubezpieczeniowego – tylko jego pozostałość w postaci składki ubezpieczeniowej. Sposób zbierania środków finansowych jest zatem nadal typowy dla rozwiązań ubezpieczeniowych, natomiast formy płacenia za świadczenia mają niewiele wspólnego z ubezpieczeniami. Nie mówmy więc, że jest to system ubezpieczeniowy.

– Dopiero teraz okazuje się, że obowiązek potwierdzenia prawa do opieki medycznej odprowadzaniem składek budzi wątpliwości prawników, bo art. 68 konstytucji stanowi, że każdy ma prawo do ochrony zdrowia, a na władzach publicznych spoczywa obowiązek zapewnienia obywatelom równego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej, bez względu na ich sytuację materialną. Brzmienie artykułu znane jest od dawna, ale dopiero teraz powołują się na to władza i konstytucjonaliści!

– Naprawiamy błędy z przeszłości. Ten zapis ma też następny akapit, wskazujący wprost, które grupy mają być szczególnie chronione. Stosowane dzisiaj rozwiązania być może nie do końca spełniają te warunki. Czyli, po pierwsze – powinien to być system publiczny, oparty na sieci zakładów publicznych. Po drugie – system powinien dotyczyć określonej liczby świadczeń, tzw. świadczeń gwarantowanych. Dzisiaj koszyk świadczeń pozostaje praktycznie otwarty, jest tam nieduży koszyk negatywny. Zakres świadczeń gwarantowanych znacząco przewyższa możliwości finansowe systemu, co jest nieuczciwe, ponieważ obiecujemy ludziom to, czego nie możemy tak naprawdę spełnić. Nie stać nas na zapewnienie dostępności do tego, co zostało objęte gwarancją.

– Jak to zmienić?

– Poprzez zwiększenie nakładów finansowych na służbę zdrowia, a także doprowadzenie do tego, by koszyk był pokryty przez dostępne środki. Trzeba ściśle określić, co naprawdę nam się należy jako gwarantowane minimum. W wielu bowiem miejscach mamy do czynienia z korzystaniem ze świadczeń wysokospecjalistycznych, koszyk jest tam otwarty na wszelkie medyczne nowinki. Koszyk pozwala zatem na realizację świadczeń bardzo wysokospecjalistycznych, opartych na nowoczesnych technologiach, na które nas nie stać. Tu, niestety, musimy postawić pewną barierę. Czyli np. gdy operujemy zaćmę, określmy, jakie soczewki są dostępne w systemie publicznym, a do jakich trzeba dopłacić.

– Na razie pacjent nie ma takiej możliwości.

– To temat trudny, ale czas najwyższy, żeby go podjąć. Jeśli bowiem nie uporządkujemy ścieżek prowadzących na obszar, gdzie otwiera się pole do wzrostu kosztów świadczeń gwarantowanych, wysokospecjalistycznych i kosztochłonnych, to nie znajdziemy pieniędzy na zapłatę za świadczenia podstawowe. Przez świadczenia podstawowe rozumiem dostępność do podstawowych specjalistów, takich jak: kardiolog, ortopeda, okulista, psychiatra. Nie jest dopuszczalne, żebyśmy płacili grube tysiące za konkretną procedurę medyczną wysokospecjalistyczną, gdy w ogonku stoi wielka grupa ludzi, którym tę kolejkę można by skrócić o tysiące pacjentów – za tę jedną procedurę. To jest źle ustalone.

– Powstanie konflikt?

– Niestety tak, ale trzeba powiedzieć prawdę. Do tej pory dostępność do świadczeń gwarantowanych była iluzoryczna. Ten koszyk znacząco przerasta środki finansowe, którymi dysponujemy.

– Jakie korzyści uzyska pacjent z przeorientowania systemu na budżetowy?

– Zależy mi na tym, żeby budżet na ochronę zdrowia składał się ze składki ubezpieczeniowej, która jest indywidualnym wkładem obywatela, oraz z wkładu budżetu państwa, z puli ministra zdrowia.

– Przecież tak jest.

– Tak, tylko nakłady ministerstwa powinny rosnąć. Unikałbym wzrostu składki, a być może trzeba by ją zamienić w całości na budżet. Powinniśmy wrócić do praktyki, że to minister zdrowia, a nie NFZ finansuje pewne świadczenia kosztochłonne, wysokospecjalistyczne, np. szczepionki czy transplantologię – opłacane kiedyś z budżetu ministra zdrowia, a później wypchnięte do kas chorych i NFZ bez finansowych środków. To pozwoli NFZ uwolnić środki własne z procedur wysokospecjalistycznych i opłacić świadczenia podstawowe, które Fundusz powinien kupić.

– Przekształcanie szpitali w spółki z o.o. miało być, według PO, panaceum na zapaść systemu opieki zdrowotnej, bo – jak twierdziła Ewa Kopacz – szpital to przedsiębiorstwo.

– Przekształcenie w spółkę w wielu przypadkach niczego nie zmieniło. Szpital nadal generuje długi, które później obciążają samorząd terytorialny. Nie tędy droga. Ona wiedzie przez zmianę filozofii płacenia za świadczenia. Szczególnie w szpitalach, ponieważ w specjalistyce czy w podstawowej opiece zdrowotnej nie ma takich napięć finansowych. To głównie szpitale się zadłużają. Ten dług utrzymuje się cały czas na poziomie 10-11 mld zł, więc przekształcenie kilkuset szpitali w spółki niczego nie zmieniło. W tej chwili zadłużenie jest chyba najwyższe w historii, co świadczy o tym, że manewr pod tytułem przekształcenie szpitali w spółki nie dał rezultatów w postaci ograniczenia długu.

– Zespół ekonomisty Wojciecha Misiąga po analizie funkcjonowania szpitali udowodnił w raporcie wiele lat temu, że szpital spółka z o.o. wcale nie musi działać lepiej niż publiczny ZOZ. Wszystko zależy od środków i sposobu zarządzania, a nie od formy własności. Ale Misiąga nikt nie słuchał.

– Wydawało się, że formuła spółki wymusi dyscyplinę finansową. Oczekiwano też, że wzmocni nadzór organu założycielskiego. Ten kierunek się nie sprawdził. Zabrakło – chyba po obu stronach – konsekwencji. Tymczasem trzeba szukać przyczyn długów. Dochodzimy do wniosku, że główną przyczyną jest sposób finansowania świadczeń. Dzisiaj gros świadczeń jest realizowanych na zasadzie: za sztukę. A to kierunek błędny, który wygenerował nie tylko zadłużanie się, ale również patologiczne zachowania świadczeniodawców, które biją głównie w pacjenta. Typowym przykładem jest rozłożenie hospitalizacji kardiologicznej celem pozbycia się problemu z naczyniami wieńcowymi na kilka procedur rozłożonych w czasie tylko po to, żeby świadczeniodawca miał z tego zysk. Takie zachowania zostały umożliwione przez system. Świadczeniodawcy zachowują się racjonalnie. Dążą do zysku, jak im kazano. Pracujemy nad zmianą wycen kosztów procedur, żeby zmniejszyć możliwość strat.

– Mówi się, że trzeba wrócić do koncepcji prof. Zbigniewa Religi, który jako minister zdrowia zamierzał tworzyć sieć szpitali. Co to jest sieć szpitali?

– To realizacja tego, co nam wyjdzie z map potrzeb zdrowotnych.

– Te potrzeby są chyba w całej Polsce jednakowe. Wynikają z demografii (dane niewiele się różnią w poszczególnych województwach). Wiadomo, że chorujemy na raka, który jest drugą przyczyną zgonów w Polsce, że trzeba tworzyć terenowe centra onkologiczne, bo jest ich za mało.

– Ale jest parę specjalizacji, w których mamy za dużo szpitali czy oddziałów szpitalnych. Reumatologia, dermatologia to przykłady najbardziej oczywiste. W wielu miejscach trzeba ograniczyć liczbę łóżek, przesunąć świadczenia między szpitalami z tej prostej przyczyny, że dzisiaj dany szpital nie gwarantuje bezpieczeństwa, ponieważ nie ma kadry lekarskiej.
Jeżeli nas nie stać, żeby utrzymać dwa oddziały zabiegowe, należy je połączyć i utworzyć taki oddział w jednym miejscu, ponieważ okazuje się, że nie ma chirurgów, którzy by tam pracowali. Ze względu na brak kadry oddział chirurgiczny funkcjonuje jako oddział zachowawczy: połowa pacjentów przebywających na tym oddziale w ogóle nie ma do czynienia z chirurgiem, nie mają żadnej operacji. Jest to głównie hospitalizacja diagnostyczna, a do takich celów oddział chirurgii nie służy. Zapewne trzeba będzie w niektórych szpitalach likwidować takie oddziały. Musimy bardzo dokładnie tę sieć przemyśleć. Pokazać, jakie są aktualne wskaźniki łóżkowe w województwie.

– Chodzi o zachorowalność?

– Ten problem jest dzisiaj absolutnie niezwiązany z zachorowalnością na danym terenie. Liczba szpitalnych łóżek wynika z historycznych uwarunkowań, zasobności i ambicji lokalnych samorządów. Jeden powiat rozwijał szpital, drugi – nie. Jeden szpital ma dwa razy tyle łóżek, co sąsiedni. To nie są zjawiska normalne. Trzeba je uporządkować. Z mapy potrzeb zdrowotnych będą wynikać wskaźniki liczby łóżek niezbędnych do zabezpieczenia opieki pacjentom na danym obszarze. Ministerstwo Zdrowia powinno określić docelowe liczbowe wielkości. Trzeba też nakreślić drogę dojścia do osiągnięcia takich wskaźników. Pokazać, w których województwach, gdzie konkretnie trzeba tworzyć nowe oddziały szpitalne, a gdzie je likwidować.

– Trzeba jednak będzie likwidować?!

– Niestety, tak. Nie tylko dlatego, że w niektórych placówkach jest za dużo łóżek danej specjalności, ale też dlatego, że zmieniły się zasady leczenia. Typowym przykładem jest psychiatria, gdzie dzisiejsza organizacja świadczeń szpitalnych przypomina system XIX-wieczny. Musimy to gruntownie zmienić. Przekształcenie modelu lecznictwa będzie się wiązało z likwidacją wielkich molochów psychiatrycznych o jednym profilu – te powinny być zastępowane przez organizacje ochrony zdrowia, skupiające: oddziały stacjonarne, dzienne, pomoc domową, środowiskową. To musi być kompleksowa opieka nad chorym psychiatrycznym, żeby jak najszybciej wrócił do domu i swojego środowiska. Dzisiaj przebywa w lecznictwie zamkniętym, wyizolowany i praktycznie nie ma postępu w jego leczeniu. To musi być natychmiast zmienione.

– Czeka nas rewolucja?

– Rzeczywiście, jeśli chodzi o psychiatrię – tak. Zaniedbania są wieloletnie. Z tym wiążą się wielkie problemy, bo skoro w małym powiecie mamy szpital psychiatryczny na tysiąc łóżek, to gdy się go zamknie, pojawi się problem bezrobocia. Dlatego zmiany muszą być rozłożone w czasie. Wymagać będą edukacji i włączenia się innych ministerstw, nie tylko Ministerstwa Zdrowia. Jak w wielu innych dziedzinach, gdy na opiekę medyczną nakładają się opieka społeczna i edukacja, wszystkie te obszary muszą się łączyć.

Tagi:
wywiad rozmowa

Reklama

Wspieramy Polską Wieś

2019-10-09 08:38

Rozmawiał Maciej Laszczyk

Artur Stelmasiak/Niedziela
Anna Gembicka: Chcemy rozwijać szczególnie te miejscowości, które straciły lub tracą swoje funkcje społeczne i gospodarcze

Maciej Laszczyk: – Pani Minister, Janusz Wojciechowski został wybrany Komisarzem ds. rolnictwa w UE. Co to oznacza dla Polski?

Anna Gembicka: – To kolejny po zniesieniu wiz do USA sukces naszego kraju na arenie międzynarodowej. To bardzo dobra i ważna wiadomość dla Polski. Stanowisko Komisarza ds. rolnictwa to ogromna odpowiedzialność, ale i ogromne możliwości. W perspektywie lat 2021-2027 na Wspólną Politykę Rolną ma być przeznaczone 365 mld euro. To ogromna kwota. Dla porównania dochody budżetu Polski w 2019 r. mają wynieść 387,7 mld zł. Janusz Wojciechowski ma ogromne doświadczenie - był prezesem Najwyższej Izby Kontroli, wicemarszałkiem sejmu, zasiadał w Europejskim Trybunale Obrachunkowym. Z pewnością jego kandydatura przysłuży się do zrealizowania przez PiS obietnicy zrównania dopłat dla rolników.

– Rząd PiS mocno inwestuje w Polską wieś.

– Tak. Bo Polska wieś jest dla nas bardzo ważna. Bezpieczeństwo żywnościowe to fundament Polski. Każdy korzysta codziennie z owoców pracy rolnika. My robimy wszystko, aby tę ciężką pracę docenić. W końcu wieś to też ostoja tradycyjnych wartości.

– Jaki są to wartości?

– Rodzina, wiara, patriotyzm. To podstawa społeczeństwa, ale też kręgosłup moralny. Dziś te wymienione przeze mnie wartości są atakowane z różnych stron. Polska wieś w nie wierzy i stoi na ich straży.

– Jednym z obszarów wsparcia wsi są Koła Gospodyń Wiejskich. Co się wydarzyło, że stały się one tak popularne?

– W 2018 roku przyjęta została ustawa o Kołach Gospodyń Wiejskich. Nadała ona nowy impuls do rozwoju tym organizacjom. Koła Gospodyń Wiejskich liczą sobie już blisko w Polsce 150 lat, mają długą tradycję. Postanowiliśmy je uhonorować i zaproponować nowe, szyte na miarę XXI wieku, możliwości. 

– Jakie są to możliwości?

– Koła otrzymały osobowość prawną, mogą prowadzić działalność gospodarczą i są zwolnione z podatku dochodowego oraz VAT (do 200 tys. zł). Nie muszą posiadać kasy fiskalnej, a ponadto posługują się uproszczoną ewidencją przychodów i kosztów. To zmiany, które uwolniły drzemiącą w Paniach przedsiębiorczość, dały im nowy impuls do rozwoju.

– Jak pani odnajduje się realizując program wsparcia wsi?

– Sama pochodzę ze wsi, więc bardzo dobrze się odnajduję w tych tematach, są mi bardzo bliskie bo sama miałam okazję ich doświadczyć. Spotykam się z wieloma ludźmi, słucham ich historii i pomagam jak tylko umiem. Przed polską wsią wiele wyzwań, ale jestem przekonana, że teka komisarza ds. rolnictwa na pewno przyczyni się do stworzenia lepszych możliwości rozwoju dla polskich rolników. 

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zmarł o. Łucjan Królikowski OFM Conv, który uratował 150 sierot

2019-10-12 19:32

Dr Małgorzata Brykczyńska

W piątek rano 11 pażdziernika 2019, w Enfield, CT (USA) zmarł o. Łucjan Królikowski OFM Conf, autor książki Skradzione Dziecinstwo i Pamiętnik Sybiraka i Tułacza. Odznaczony najwyższymi orderami Polski, (ostatnio z okazji 100 rocznicy urodzin Prezydent RP przyznał mu order Orła Białego), Harcmistrz, i wielki franciszkanin, który przed miesiącem obchodził 100 urodziny w Chicopee, MA. Na uroczystość zjechali się ludzie z całego świata, włącznie z sierotami z Tengeru których uratował, ich rodzinami i inni “Afrykańczycy”.

Marie Romanagno

Ks Łucjan był seniorem franciszkanów (najstarszy żyjący franciszkanin) i ostatni który jeszcze odbył nowicjat u Św Maksymiliana Kolbe. Ojciec Łucjan zmarł w powszechnej opinii świętości. Wielki człowiek, polak, kapłan.

Łucjan Królikowski urodził się 7 września 1919 r. Do zakonu franciszkanów wstąpił w Niepokalanowie. W 1939 r. udał się na studia do Lwowa, ale już rok później został aresztowany przez NKWD i wywieziony na Syberię. Wolność przyniósł mu układ Sikorski-Majski z 1941 r., który gwarantował „amnestię” dla Polaków. Ojciec Łucjan z trudem przedostał się do Buzułuku, gdzie stacjonował sztab Armii Andersa. Wraz z nią przemierzył Kazachstan, Uzbekistan i Kirgizję. Później ukończył szkołę podchorążych i dotarł do Persji i Iraku.

Nadal jednak chciał być zakonnikiem, nie żołnierzem. Wiosną 1943 r. dotarł do Bejrutu, gdzie rozpoczął studia teologiczne. Ukończył je i otrzymał święcenia kapłańskie. W czerwcu 1947 r. wypłynął do Afryki Równikowej, gdzie podjął pracę wśród polskich dzieci w Tengerze (przebywały tam dzieci z matkami oraz sieroty, które NKWD wywiozło na Sybir – te, które ocalały, zostały uratowane przez Armię Andersa). Po okropieństwach Syberii małym tułaczom osiedle położone niedaleko równika wydawało się rajem.

Szczęście nie trwało jednak długo. Kiedy w 1949 r. Międzynarodowa Organizacja Uchodźców postanowiła zlikwidować polskie obozy w Afryce, a dzieci odesłać do komunistycznej Polski, o. Łucjan zdecydował, by wraz z nimi wyemigrować do Kanady. Na początku czerwca 1949 r. prawie 150 polskich sierot wyruszyło z Afryki.

W Kanadzie o. Łucjan był prawnym opiekunem dzieci, zajmował się także ich edukacją i wychowaniem. Tymczasem w Polsce komuniści wpadli w szał. Do próby odzyskania sierot chciano wykorzystać nawet ONZ. Na próżno – dzieci o. Łucjana były już wolne.

Można zadać sobie pytanie: Skąd ta chęć bezinteresownej pomocy? Sam o. Łucjan udzielał najlepszej odpowiedzi: „Życie człowieka jest grą, sztuką, realizacją Boskiego utworu, który nosi tytuł: miłość. Ona jest tak wpleciona w życie, że stanowi pobudkę ludzkich myśli, słów, czynów i działań. Miłość, która nie skrzywdzi biednego, bezbronnego jak dziecko, nie zerwie kwiatka, by go za chwilę podeptać, ani nie zgładzi psa czy kota”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Dziwisz: Jan Paweł II stawiał młodzieży wysoką poprzeczkę

2019-10-19 17:23

dab / Lublin (KAI)

Jan Paweł II wymagał i stawiał młodzieży wysoką poprzeczkę, tylko dlatego, że sam stawiał ją sobie jeszcze wyżej - powiedział kard. Stanisław Dziwisz. Sekretarz Papieża Polaka przewodniczył Eucharystii z okazji 25 rocznicy ukończenia budowy lubelskiego Domu Fundacji Jana Pawła II. Na co dzień w budynku mieszkają, uczą się i formują studenci oraz doktoranci, głównie z Europy Wschodniej.

Krzysztof Tadej

We wspólnej modlitwie wzięli udział także Prymas Senior i były nuncjusz apostolski w Polsce abp Józef Kowalczyk, metropolita lubelski Stanisław Budzik, sekretarz KEP bp Artur Miziński, lubelski biskup pomocniczy senior bp Ryszard Karpiński, bp Józef Staniewski z Białorusi oraz o. Krzysztof Wieliczko administrator Fundacji Jana Pawła II w Rzymie.

W swoim kazaniu kard. Dziwisz mówił o wpływie pontyfikatu Karola Wojtyły na dzieje świata. – Zostaliśmy uwolnieni od wielu zniewoleń i zagrożeń. Pojawiły się nowe szanse i możliwości. Jesteśmy bogatsi o doświadczenie tych kilkudziesięciu lat, w jakich wielką rolę odgrywał i nadal odgrywa Jan Paweł II – mówił były metropolita krakowski.

Hierarcha zauważył, że wśród wielu form działalności Jana Pawła II, szczególną troską otaczał młodzież. – Już od czasów krakowskich, młodzi zawsze byli w centrum jego uwagi. To doświadczenie potem zostało przeniesione na grunt Kościoła powszechnego. Już w dniu inauguracji nazwał ich swoją nadzieją. To doświadczenie jest kontynuowane przez następców, a owocem tego są Światowe Dni Młodzieży, które odmładzają i dynamizują wszystkich nas – powiedział kardynał.

Papieski sekretarz zauważył, że Święty Jan Paweł II imponował młodzieży autentycznością swojego życia i służby. - Wymagał i stawiał im wysoką poprzeczkę, tylko dlatego, że sam stawiał ją sobie jeszcze wyżej. Wybiegając myślami do przodu powołał fundację swojego imienia, bo widział, że kraje, które odzyskują niepodległość, będą potrzebować zdolnych i kompetentnych młodych chrześcijan – tłumaczył kard. Dziwisz.

Po Eucharystii, na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II odbyła się uroczystość wręczenia medali Jubileuszu 100-lecia KUL p. Ewie Bednarkiewicz, prezes Towarzystwa Przyjaciół Fundacji Jana Pawła II oraz ks. prof. Marianowi Radwanowi, twórcy programu stypendialnego. – Zasiana w naszych sercach przez Pana Boga miłość, została wzbudzona do działania przez Papieża Polaka. Fundamentem działania Fundacji Jana Pawła II jest miłość, którą on w nas zaszczepił – mówiła p. Bednarkiewicz.

Program stypendialny Fundacji Jana Pawła II jest skierowany do studentów i doktorantów z krajów byłego Związku Sowieckiego studiujących na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W obecnym roku akademickim przyznano 145 stypendiów, z czego ponad 100 studentów studiuje dziennie w Lublinie. Pochodzą oni z Ukrainy, Białorusi, Uzbekistanu, Rosji i Łotwy. Celem programu jest stworzenie w tych krajach elity intelektualnej kierującej się nauczaniem Jana Pawła II.

Lubelski Dom Fundacji powstał w latach 1992 – 1994. Aktu poświęcenia budynku dokonał abp Szczepan Wesoły, ówczesny Przewodniczący Rady Administracyjnej Fundacji. W akademiku znajduje się kaplica, biuro dyrektora i sekretariat, aula oraz pokoje, w których mieszkają stypendyści. Od początku istnienia, Domem opiekują się księża sercanie. Obecnym dyrektorem jest ks. Jan Strzałka SCJ.

Wśród byłych stypendystów Fundacji jest 3 profesorów, 83 doktorów, 110 licencjuszy i 565 magistrów. Dwóch wychowanków Fundacji otrzymało godności biskupie i pracują obecnie na Białorusi.

Większość absolwentów KUL korzystających z pomocy Fundacji wraca do swoich krajów rodzinnych i pracuje w różnych instytucjach państwowych i kościelnych. Wykładają na uniwersytetach państwowych i katolickich, w seminariach duchownych, katechizują w szkołach. Uczą języka polskiego, są tłumaczami w różnych firmach. Pracują w ambasadach, konsulatach, poradniach rodzinnych, prowadzą kursy przedmałżeńskie, są dziennikarzami w redakcjach czasopism religijnych i świeckich. Część prowadzi własną działalność gospodarczą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem