To maleńkie państwo wyspiarskie przeżywa ogromny kryzys humanitarny. Brakuje ponad 90 proc. leków i środków medycznych, a chorzy skazani są na zakupy na czarnym rynku. Podobna sytuacji dotyczy żywności i środków higienicznych. W wyniku wstrzymania dostaw ropy naftowej, Kuba przeżywa również poważny kryzys energetyczny, przejawiający się m.in. częstymi i wielogodzinnymi przerwami w dostawach prądu, ceny paliw osiągnęły niespotykany poziom.
Walka o codzienne przetrwanie
Z każdym dniem odczuwamy, że życie staje się coraz trudniejsze, zwłaszcza dla ludzi ubogich, osób starszych, emerytów i samotnych matek
- mówi bp González. Wskazuje, że pracownicy parafii codziennie stykają się z tą rozpaczą. „Są ludzie - dodaje biskup - którzy przychodzą do nas i mówią, że od wielu dni nie jedli i nie wiedzą, do kogo zwrócić się o pomoc. Żywności nie da się przechowywać z powodu braku prądu, a ostatnio widzieliśmy osoby, które mdlały z głodu podczas nabożeństw”. Niepokojąca jest sytuacja zdrowotna. Według kubańskiego hierarchy „niektóre ważne szpitale zaprzestały wykonywania operacji, ponieważ nie mają wody, nie mówiąc już o sprzęcie chirurgicznym”. Wiele rodzin stara się samodzielnie zdobyć podstawowe środki medyczne, choćby od krewnych za granicą, aby móc uzyskać konieczną pomoc.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Niepokój o przyszłość, kto może emigruje
W kraju panuje ogromny niepokój o przyszłość, który odbija się na ludności.
Rozmawiając z ludźmi, odczuwa się smutek, rozpacz i niepewność
Reklama
- podkreśla bp. González, który mówi o „wielkim strachu przed ewentualnym konfliktem zbrojnym ze Stanami Zjednoczonymi”. Przewodniczący kubańskiego episkopatu przypomina, że
we współczesnym świecie istnieje wiele sposobów szerzenia strachu i wojen między narodami.
Ostrzega przed wzrostem depresji, uzależnień oraz skutkami masowej emigracji.
Każdy, kto ma możliwość wyjazdu, robi to. Zostajemy z krajem pełnym osób starszych bez środków do życia i z głodowymi emeryturami.
Bp González wskazuje, że obecny kryzys powoduje wzrost przemocy, a co za tym idzie coraz większy brak bezpieczeństwa: „Wiele domów zostało okradzionych, co przyczynia się do poczucia ogromnej bezsilności”.
Kościół przy boku cierpiących
Brak bezpieczeństwa i kryzys energetyczny, który sprawił, że wiele regionów Kuby ma prąd zaledwie przez trzy godziny dziennie, wpływają również na życie duszpasterskie.
Prawie nie udaje nam się już odprawiać nocnych adoracji
- mówi biskup, wspominając, że w niektórych miejscach Wigilię Paschalną trzeba było odprawić w ciągu dnia, ponieważ przerwy w dostawie prądu, przestępczość i przemoc sprawiają, że wychodzenie po zmroku jest niebezpieczne. Mimo to siostry zakonne, kapłani i świeccy wolontariusze nieustannie pracują, aby pomagać tym, którzy cierpią najbardziej.
Zadaniem Kościoła jest podtrzymywanie ducha i niesienie nadziei tam, gdzie jej brakuje, słuchanie i towarzyszenie
- podkreśla przewodniczący kubańskiego episkopatu.
Samopomoc wśród parafian
Bp González mówi z dumą o oddolnych inicjatywach podejmowanych przez wiernych, którzy starają się pomóc tym, którzy znajdują się w największej potrzebie. Organizują małe stołówki i dostarczają żywność osobom niepełnosprawnym czy przykutym do łóżka.
Udaje im się przygotowywać posiłki dosłownie z niczego i zdobywać potrzebne produkty w nadzwyczajny sposób. Kościół dzieli się tym, co ma. To pokazuje, co może osiągnąć Opatrzność Boża i chrześcijańska miłość
- podkreśla biskup.
Duszpasterskie przetrwanie
Przewodniczący episkopatu Kuby mówi również o „duszpasterskim przetrwaniu”. Wskazuje, że z powodu horrendalnych cen paliwa, księża nie są się w stanie nawet przemieszczać, aby odprawić Mszę św., tak jak to robili wcześniej. Szczególnie trudna sytuacja jest w rejonach wiejskich i wspólnotach leżących z dala od głównej parafii. Stąd apel bp. Gonzáleza, aby „nie zapominać o Kubie”.
Nie możemy rozwiązać wszystkich problemów, ale każda pomoc ma znaczenie
- podkreśla przewodniczący kubańskiego episkopatu. - Lud Kuby cierpi, a Kościół jest częścią tego ludu.
