Reklama

Wiara

Ukryty zabójca

Przy codziennym rachunku sumienia na szczeblu piątego przykazania Dekalogu statystyczna większość wierzących nie mrugnie nawet powieką

Niedziela Ogólnopolska 17/2016, str. 22-23

[ TEMATY ]

przykazania Boże

bnorbert3/Fotolia.com

Czy to oznacza, że pokuta i wynagrodzenie za grzechy przeciw życiu dotyczą wojennych bądź pospolitych zbrodniarzy lub tych, coraz bardziej nielicznych, którzy wierzą, że zabicie dziecka poczętego to kwestia uprawnionego wyboru? Czy człowiek musi się bawić w Herkulesa Poirota, by wydobyć na powierzchnię sumienia swoje grzechy popełnione przeciw życiu, by mogły być osądzone i zgładzone, w tym przypadku na szafocie przebaczenia w tajemnicy Bożego miłosierdzia?

Słynny detektyw z powieści Agathy Christie, zagłębiając się w duszę człowieka, potrafił odkryć to, co potencjalny przestępca ukrywał. W gąszczu zdarzeń i maskujących zachowań namierzał winę człowieka tam, gdzie nikt jej nie szukał, bo była skrzętnie zakryta.

Istota grzechu

Grzechem jest nie tylko zadanie śmierci sobie lub innym. Umieranie to wymiar dojrzewania, jest wpisane w przebieg życia, a śmierć jest jak most rzeczny zawieszony między dwoma brzegami. Grzechem przeciw życiu jest odarcie istnienia z jego celowości, przeznaczenia, zredukowanie go do przedmiotu na miarę ludzkiego wyboru, którym człowiek dysponuje, jak chce.

Reklama

Jaki jest cel życia? Jest ono odpowiedzią na miłość Boga, która przejawia się w jedności Trójcy. Bóg, który jest wspólnotą Osób, nie zostawia człowieka w samotności. Czyni go mężczyzną i kobietą, którym daje dar płodności, by dali początek rodzinie ludzkiej. Umieszcza ich pośród innych stworzeń, które powierza ich odpowiedzialnej trosce. Celem życia jest więc budowanie jedności w miłości, jaką Bóg ma do swego stworzenia, zwłaszcza tej, która odbija miłość zawartą między ludźmi stworzonymi na obraz i podobieństwo Stwórcy. Kto temu celowi zaprzecza – błądzi.

Bez manipulacji

Potomstwo nie może być produktem zaawansowanej technologii, bo jest dziełem stwórczym, odbiciem miłości. Ma być darem, a nie zachcianką, którą można nabyć albo sobie wyprodukować. Redukowanie aktu poczęcia do techniki bądź zabawy jest grzechem przeciw życiu.

Dzieciom wolno lepić krasnale i ludziki, dorośli powinni wyrosnąć z bawienia się ludzkim ciałem jak plasteliną. Manipulowanie genetyczne jest zabawą w Pana Boga, o tyle niebezpieczną, że nieprzewidywalną w skutkach, których w pełni określić się nie da. Poprawianie urody, wycinanie żeber, hormonalne kuracje, by zachować pozory młodości, ryzykowne stosowanie anabolików na przyrost mięśni lub osiągnięcie nadprzeciętnych wyników w sporcie – to droga, by życie pięknie kwitło i zwiędło przed czasem. Raz przekroczona granica zdrowego rozsądku działa na ludzką pychę i pogłębia zanik ludzkiej wyobraźni. Klonowanie, zapładnianie in vitro są udawaniem Boga albo próbą dostania się drabiną do nieba, w którym ukryte są plany ludzkiego życia, ponad poziomem ludzkiego poznania.

Reklama

Ciężkie grzechy w powszedniości

Są grzechy bardziej pospolite, co do których świadomość wzrasta wprost proporcjonalnie do liczby czarnych punktów lub przydrożnych krzyży upamiętniających śmiertelne ofiary ludzkiej brawury czy przepitej radości. Jazda samochodem w stanie nietrzeźwym, nieprzestrzeganie przepisów drogowych to wierzchołek góry lodowej. Jest także narażanie ludzi przez fałszowanie tachografów, urządzeń pomiarowych stężenia gazów w kopalni, tworzenie prowizorycznych przyłączy gazu czy prądu, oszczędzanie na bezpieczeństwie niezmienionych opon, dodanych przewodów czy innych prowizorek – głupstwa, do jakich bezmyślny bądź zachłanny dusigrosz od zawsze był zdolny.

Mechanik, który w roztargnieniu naraża życie swojego klienta, kierowca, który jedzie aż do ostatniej iskierki świadomości, bo się śpieszy i nie ma czasu na łyk kawy czy chwilę snu, to współpracownicy białej damy z kosą. Ona sama latami przyjaźni się z palaczami papierosów, amatorami trunków czy innych używek, czasem dystrybutorami niektórych odżywek, preparatów i kremów, co miały pomóc, a szkodzą. Zawiązuje samobójczą kokardę nałogu na szyi naiwnych przyjaciół, obdarzywszy ich zimnym pocałunkiem przed czasem.

Ekstremalne rozrywki

Gdy słońce przygrzeje i zaczną się wakacje, na drogach wzrośnie odsetek podrostków lub odwiecznych nastolatków, którym odgrywanie gierojów służy budowaniu osiedlowych legend. Skutkiem tego są historie potłuczonego życia z wyrytą na kamieniu datą zgonu. Warto zastanowić się nad sensem ekstremalnych działań, gdy wzrost adrenaliny skutecznie podniesie poziom zadowolenia, o ile szaleństwo skończy się szczęśliwie. To prowadzenie samochodu bez zapiętych pasów bezpieczeństwa czy oddawanie się ryzykownym rozrywkom, czasem uprawianie niebezpiecznych sportów. To także telefoniczne dyskusje, SMS-y wysyłane podczas jazdy, których treść kończy bieg na przydrożnym słupie.

Na otwartych przestrzeniach nie brak czasem ludzi marzących o tym, by zamienić się w ptaki, co szybują pod niebem, udających anioły, a potem miesiącami zrastają się im kości, które dzięki Bogu ktoś w porę pozbierał. Błędem może być przecenianie sił w kontakcie z naturą, gdy turysta wyrusza na szlak, nie mając o górach bladego pojęcia, bądź pod płaszczem szlachetnej szkoły charakteru na alpejskim szlaku kusi Boga, zachowując się, jakby grawitacja była przywilejem. Słusznie ktoś powiedział, że Pan Bóg przebaczy zawsze, gdy się Go zlekceważy, człowiek – czasami, natura zaś – nigdy.

Gdy człowiek przeszkadza

Jezus mówi, że gdy ktoś się gniewa na brata swego, tym samym godzi w jego istnienie. Gniew jest bowiem zarzewiem konfliktu, który sprawia, że życie brata przestaje być darem, a staje się przeszkodą, utrapieniem, ciężarem. Gniew może stać się żalem istnienia, które przeszkadza, uwiera jak piasek w bucie.

Tak samo życie niechcianego dziecka, któremu mimo wszystko udało się zobaczyć świat, będzie obciążać sumienie matki, ojca bądź dziadków, którzy nie nauczyli się dziękować za dar niebios. Zmęczenie chorym bądź słabym w społeczeństwie, w rodzinie jest obrazą Boga, który kocha człowieka niezależnie od aktualnej fazy życia czy jego fizycznej bądź psychicznej formy. Wreszcie mściwość, owocująca życzeniem komuś śmierci bądź utraty zdrowia. To postawy niegodne człowieka, obciążają jego sumienie.

Złożona struktura

Nie da się grzechu zmierzyć linijką, ekierką, a ocena działania wymaga uważnego osądu. Jest pewne minimum, które świadczy o tym, że coś jest złe samo w sobie, jak pociągnięcie za spust w rewolwerze. Są jednak sytuacje, które w zestawieniu z innymi stają się zabójcze; np. skoki narciarskie są rzeczą moralnie obojętną, ale wykonywanie ich bez odpowiedniego przeszkolenia i zabezpieczenia zabarwia działanie kolorem smutku, krwi i cierpienia. Zabawa w kaskadera na filmowym planie jest pracą, czynienie tego na osiedlowym podwórku natomiast jest niemal terrorystycznym aktem głupoty.

Dziś grzechów przeciw życiu jest sporo. Mogą to być osobiste działania, które owocują utratą zdrowia lub życia pojedynczych osób. Często ludzkie działania bądź zaniechania łączą się w pary i nieraz tworzą grzeszne struktury. Ich celem jest godzenie w ludzkie zdrowie lub życie. „Ulepszanie” produktów spożywczych, stosowanie ryzykownych i zabronionych substancji w konserwacji żywności. Niesprawiedliwość społeczna, której źródłem są nędza, zacofanie, głód. Przejawami negatywnych postaw są handel narkotykami, bronią, terroryzm jako forma walki czy politycznego nacisku. To także niewolnictwo, sprzedaż organów, zabijanie ludzi celem uzyskania „części zamiennych”.

Czymś złym mogą być sankcje wymierzone w uzbrojone po zęby państwo, a godzące w ciemiężony naród. Często będzie to polityka demograficzna, zdrowotna, senioralna, obronna, tym bardziej przebiegła, że praca nad strategią – gdy przedmiotem działań są liczby – ukrywa cierpienie i łzy niewinnych istnień w okrągłych słowach politycznych posunięć, podczas gdy życie niszczone jest przez wadliwe, bezduszne, śmiertelne struktury.

Miłość stworzenia

Dręczenie zwierząt i niszczenie przyrody, zanieczyszczanie powietrza, wody, gleby to też grzechy przeciw życiu, które jest odblaskiem miłości, wielkości i dobroci Stwórcy. Człowiek jednak powinien pamiętać, że nie ma patentu na ból i cierpienie.

Jest sporo grzechów przeciw życiu. Ich powszechność każe pytać o podstawy, granice i kres cywilizacji śmierci. Walka z nimi możliwa jest dzięki prostocie miłości do Boga jako Stwórcy, wrażliwości na każdy przejaw daru życia. Sprzymierzeńcem w tej walce będzie postawa ubóstwa, która pozwala zachwycić się życiem w jego czystej postaci, bez zbędnych roszczeń.

Grzechy przeciw życiu mają być nazwane po imieniu. Są jak kryminalna zagadka w rozdziałach powieści. Jej rozwiązania człowiek może dokonać osobiście. Uczyni to, podejmując się wdzięcznej roli detektywa, by odnaleźć winę we własnym nieuporządkowanym umyśle i sercu. To właśnie tam kryje się zabójca.

2016-04-20 08:33

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Drogowskazy katolika

Przykazania kościelne towarzyszą nam najczęściej od czasu Pierwszej Komunii św., gdy rozpoczynaliśmy świadome życie wiarą. Te pięć krótkich zdań określa minimalne wymagania moralne i liturgiczne chrześcijanina. Ale bywa, że nie zawsze wiemy, w jaki sposób mają nas one prowadzić przez życie.

Teoretycznie nie powinno być trudne przyjęcie ich treści, gdyż zostały jasno sformułowane przez Kościół. Polecenia takie jak: „Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty” lub: „Troszczyć się o potrzeby wspólnoty Kościoła”, nie wymagają przecież głębszego komentarza ani zawiłych interpretacji – doskonale wiemy, o co w nich chodzi.

Małe wątpliwości

Trzeba jednak przyznać, że z przykazaniami kościelnymi i ze zrozumieniem sensu ich zachowywania wielu chrześcijan ma dzisiaj spory problem. Brzmienie poszczególnych przykazań co jakiś czas się zmienia, a przecież najczęściej zapada w serce ta wersja, której nauczyliśmy się w dzieciństwie. Według której z nich zatem mamy żyć? Ponadto przykazania kościelne nie obejmują całości życia chrześcijańskiego – określają jedynie niezbędne minimum wymagań stawianych ochrzczonym przez Kościół. Mamy świadomość, że przyjmowanie Komunii św. tylko raz w roku czy ograniczenie postawy pokuty jedynie do unikania hucznych zabaw w pewnych okresach to trochę za mało, aby móc się nazwać uczniem Chrystusa. Wreszcie – w różnych częściach świata poszczególne przykazania kościelne mogą brzmieć inaczej i dotyczyć różnych praktyk życia chrześcijańskiego. W Polsce IV przykazanie mówi o piątkowej wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych, lecz w innych krajach taka wstrzemięźliwość może być zupełnie inaczej określona. Jej formą bywa np. jałmużna lub obowiązek wspomagania potrzebujących. W jaki więc sposób mamy się zachowywać w piątek, gdy np. jesteśmy za granicą?

Widać zatem wyraźnie, że przykazania kościelne różnią się w zasadniczy sposób od przykazań Bożych. Dekalog dotyczy spraw fundamentalnych, a jako prawo Boże nie może być w żaden sposób zmieniony i obowiązuje w całym świecie bez wyjątków w tym samym brzmieniu. Nawet jeśli ciągle znajdują się osoby, które go odrzucają i uważają za niedzisiejszy, to Dekalog niezmiennie stoi u podstaw prawa i wszelkich relacji międzyludzkich oraz umożliwia funkcjonowanie każdego społeczeństwa. Warto więc postawić pytanie o miejsce przykazań kościelnych w życiu chrześcijanina, o zakres, w jakim obowiązują, oraz o ich relację do Dekalogu.

Minimum na drogę

Przede wszystkim przykazania kościelne, chociaż tak bardzo skondensowane w treści i dotyczące jedynie spraw najbardziej podstawowych, są istotne dla autentycznego życia wiarą każdego ucznia Chrystusa. Przypominają one bowiem, że na ziemi mamy prawdziwy dom, którym jest Kościół, wspólnota ochrzczonych – lud Boży i ciało Chrystusa. Wiemy dobrze, że dom jest miejscem, w którym człowiek żyje, rozwija się i uczy budować więzi z innymi. Dzięki przyjęciu sakramentu chrztu św. staliśmy się częścią Kościoła i rozpoczęliśmy drogę ku prawdziwemu życiu. Przez słowo Boże i sakramenty, przez braci i siostry, którzy z nami dzielą tę samą wiarę, przez miłosierdzie wobec innych, przez ciągłe uczenie się przebaczania i przez żmudne niesienie codziennego krzyża trwamy w Kościele, idąc drogą ku zbawieniu i ku spotkaniu z Chrystusem. Na tej drodze konieczne są znaki, drogowskazy, normy, zasady i prawa, które ją umożliwiają i sprawiają, że jest bezpieczna. Przykazania kościelne wyznaczają takie właśnie absolutne minimum dotyczące życia moralnego i liturgicznego, dzięki któremu możemy świadomie stawiać każdy kolejny krok i widzieć, czy jesteśmy na właściwej drodze, czy może zaczęliśmy się oddalać od domu, którym jest wspólnota Kościoła.

Ewangelia w czynach

Przykazania kościelne w pewien sposób przekładają ogólne i szerokie prawo Dekalogu na konkret chrześcijańskiego życia oraz na postawy i zachowania ochrzczonych w określonych sytuacjach. Dzięki temu Kościół przypomina, że chrześcijaństwo opiera się nie na wielkich słowach ani na błyskotliwych ideach czy koncepcjach filozoficznych i etycznych, ale na codzienności przeżywanej z Chrystusem. Życie chrześcijańskie to jest konkret naszych zwykłych wyborów, w które każdego dnia wkracza Chrystus ze swoją Ewangelią. Celem przykazań kościelnych jest zatem to, byśmy w codziennym zabieganiu potrafili dostrzegać piękno płynące bezpośrednio z Ewangelii. W tym kontekście systematyczne uczestnictwo w Eucharystii, przystępowanie do spowiedzi i przyjmowanie Komunii św., poważne potraktowanie postów i okresowej wstrzemięźliwości, a także dobre przeżycie okresów pokuty oraz troska o materialne potrzeby wspólnoty, w której ważne miejsce zajmują osoby najbardziej potrzebujące i żyjące na peryferiach naszego świata – to konkretne gesty, które jeśli są spełniane z miłością i wypełnione osobistą ofiarą, pokazują wszystkim, że życie chrześcijańskie to świadome, radosne i pełne pokoju przeżywanie każdego dnia oraz dokonywanie wyborów zgodnych z Ewangelią i przykazaniem miłości. Ucznia Chrystusa, świadka zmartwychwstałego Pana, można poznać po czynach i wyborach, których dokonuje w życiu; aby słowa kogokolwiek przekonały, muszą być poparte konkretnymi czynami. Piękno chrześcijaństwa przejawia się w świadectwie i postawach uczniów Chrystusa, którzy wiedzą, że w Eucharystii i spowiedzi jest źródło prawdziwego życia oraz że pokuta, osobista ofiara i troska o innych to jego ważne elementy.

Są potrzebne

Nawet jeśli zachowanie przykazań kościelnych bywa nieraz trudne dla wielu dzisiejszych chrześcijan, to postawy, do których prowadzą i których strzegą, są ważnym elementem chrześcijańskiego świadectwa we współczesnym świecie. Dobrze zatem, że Kościół daje je nam i często o nich przypomina, ponieważ porządkują one naszą codzienność w odniesieniu do wymagań Ewangelii i Dekalogu. Dzięki temu same przykazania przestają być nie do końca zrozumiałymi i akceptowanymi wymogami prawa kościelnego, a stają się ciągle aktualnym zaproszeniem do przeżywania codzienności zgodnie z łaską chrztu, który sprawił, że możemy nazywać się uczniami Chrystusa i być Jego świadkami we współczesnym świecie.

Pięć Przykazań Kościelnych
1. W niedzielę i święta nakazane uczestniczyć we Mszy świętej i powstrzymać się od prac niekoniecznych.
2. Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty.
3. Przynajmniej raz w roku, w okresie wielkanocnym, przyjąć Komunię Świętą.
4. Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach.
5. Troszczyć się o potrzeby wspólnoty Kościoła.

CZYTAJ DALEJ

Oddany Maryi

„Jestem niewolnikiem Maryi nie dla pięknych słów. Na wszystko, czego Bóg ode mnie zażąda, jestem zawsze gotów”.

Matka Boża zawsze była dla niego ważna – najpierw jako idea chrześcijańskiego życia, potem jako żywa osoba. Niebawem uczynił kolejny krok: oddał Jej się bez reszty. Chciał, by Ona sama pisała jego dzieje i losy powierzonych mu ludzi.

Doświadczenie domowe

Wyjściowe jest doświadczenie dziecka. „Mój ojciec z upodobaniem jeździł na Jasną Górę, a moja matka do Ostrej Bramy” – opowiadał. Wieczorami wsłuchiwał się w dyskusje o cudownej roli Matki Najświętszej i w spory, „która Matka Boża jest skuteczniejsza: czy Ta, «co w Ostrej świeci Bramie», czy Ta, «co Jasnej broni Częstochowy»”.

Wspominał: „Te podróże moich rodziców, ich dążenia i rozmowy, wspomnienia łask otrzymanych i uzyskanych pomocy (...) stworzyły fundament dla ufności i nadziei ku Matce Boga, która mnie nigdy nie opuściła”.

W podwójnym nabożeństwie zaczęła niebawem dominować Maryja z Jasnej Góry. Może to konsekwencja śmierci matki, bo z chwilą jej odejścia młody Stefan zaczął się coraz bardziej wiązać z Panią Jasnogórską – dalej gorąco czczoną przez ojca.

Doświadczenie historyczne

Z upływem lat maryjne doświadczenie umacniało się przez wydarzenia historyczne. Najpierw osobiste, którym była przede wszystkim śmierć matki, gdy przyszły prymas miał zaledwie 9 lat. Uczył się, że w skrajnych sytuacjach to Ona jest ostatnią nadzieją i że trzeba Jej wszystko zawierzyć. „W trudnych okresach życia, ale pełnych łaski Bożej – podkreślał – wiedziałem już na pewno, że najlepiej wszystko zostawić Matce Najświętszej i wszystko «postawić na Nią». Niech Ona pomaga i zwycięża”.

Za 10 lat przekonanie o potędze Maryi pogłębiło się w nim jeszcze bardziej. Był świadkiem Cudu nad Wisłą: oddania Polski na Jasnej Górze pod opiekę Maryi, wielkiej modlitwy całego narodu i w konsekwencji interwencji z nieba, która zmieniła dzieje świata. Wtedy poznał „mechanizm” cudu.

Do tego doświadczenia odwołał się dwadzieścia kilka lat później, kiedy szukał drogi ocalenia swego narodu przed prześladowaniem polskości i wiary.

Doświadczenie osobiste

Wstąpił do seminarium – chciał zostać księdzem. Latem 1923 r. ciężkie zapalenie płuc przekreśliło wszystkie jego plany; mimo choroby otrzymał jednak święcenia kapłańskie – „na jedną Mszę”. Miejscem ceremonii była kaplica Matki Bożej w katedrze włocławskiej. To nic, że zakrystian powiedział, iż „z takim zdrowiem to nie do ołtarza, ale na cmentarz”. Pomyślał: „Skoro wyświęcono mnie na oczach Matki, która patrzyła na Mękę swojego Syna na Kalwarii, to już Ona zatroszczy się, aby reszta zgodna była z planem Bożym”. Przez długi czas każdą kolejną Mszę św. uważał za być może ostatnią.

Na miejsce odprawienia pierwszej Mszy św. wybrał Kaplicę Cudownego Obrazu. „Pojechałem na Jasną Górę, aby mieć Matkę, aby stanęła przy każdej mojej Mszy św., jak stanęła przy Chrystusie na Kalwarii” – wyjaśnił.

W niewytłumaczalny sposób szybko wracał do zdrowia. Stało się to w małej, nieznanej wówczas nikomu parafii Matki Bożej Bolesnej w Licheniu, gdzie przez kilka miesięcy przebywał na rekonwalescencji. Wszystko mówiło mu, że uzdrowiła go Matka Najświętsza. Potem powiedział: „Najbardziej bezpośrednią mocą w moim życiu jest Maryja. Przez szczególną tajemnicę, której w pełni nie rozumiem, została Ona postawiona na mojej drodze. Wiem, że z tej drogi zejść nie mogę i nie chcę! ”.

Uzupełnienie intelektem

Biskup skierował go na studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Dało mu to możliwość intelektualnego pogłębienia tego, co stało się już jego udziałem przez doświadczenie. Maryjność nie była dla niego czymś „poza intelektem”, nie stanowiła kolorowej przybudówki do pobożności. Miała się wiązać nie tylko z miłością, ale także z wiedzą.

Chciał zrozumieć, dlaczego Maryja szła przed nim „jako światło, gwiazda, życie, nadzieja i Wspomożycielka w ciężkiej sytuacji”. I stąd ta reguła: „Stawiając wszystko na Bogurodzicę, nie zostałem zawiedziony”.

Odkrywał pisma ks. Charles’a Journeta. Poznał nową wizję Kościoła – świętego i niepokalanego na wzór Maryi. Liczący sto stron rozdział Dziewica sercem Kościoła był lekturą, do której nieustannie powracał. To stąd przyswoił sobie teologiczne podstawy szczególnej misji Maryi – Jej bliskości i Jej pośrednictwa.

Na studiach pogłębiał teologię maryjną. Poznał też myśl personalistyczną, co z kolei pomogło mu widzieć w Matce Najświętszej model dla każdej osoby ludzkiej.

Doświadczenia te zebrał w swojej pracy habilitacyjnej, w której zajął się tematyką społeczną i zupełnie nowym tematem: teologią doczesności. Jego rozprawa zginęła podczas wojny, Wyszyński mógł ją jedynie krótko streścić: „«Doczesnością» jestem ja sam, moja dusza i moje ciało, i ja tę moją duszę i moje ciało muszę poprzez życie doczesne oddać Bogu według myśli Bożej”. To jego ukryte motto: nie wybierać drogi życia, ale odczytać to, co zamierzył Bóg.

Weryfikacja doświadczenia

Gdy wybuchła II wojna światowa, na polecenie biskupa opuścił Włocławek. Ukrywał się, ponieważ był poszukiwany przez gestapo. Ostatecznie trafił do podwarszawskich Lasek. Kiedy zbliżał się front, losy powierzonych mu ludzi złożył w ręce Maryi. „Podtrzymywałem na duchu strwożonych sytuacją przyfrontowego życia głównie modlitwą do Matki Bożej” – wspominał. I dalej: „Nigdy nie byliśmy zmuszeni do odłożenia wieczornego Różańca”.

Już nie musiał polegać na maryjnym doświadczeniu ojca. Zdobywał własne. Sam stał się bowiem świadkiem opieki i cudów Matki Bożej.

Maryjny biskup

Myślał o tym, żeby zająć się pracą naukową i społeczną, gdy nieoczekiwanie otrzymał wiadomość o nominacji na biskupa diecezji lubelskiej. Dotarła do niego w uroczystość Zwiastowania w 1946 r. Początkowo nie chciał przyjąć tej nominacji, ostatecznie jednak uznał datę za znak z nieba – że ma jak Maryja powiedzieć „fiat”.

Na miejsce konsekracji wybrał Jasną Górę, a wizerunek Królowej Polski umieścił w swoim herbie. „Ten herb to nie ozdoba” – wyjaśnił. „To nie tylko znak. To program mego posłannictwa”. Nowy biskup umieścił w nim też maryjne motto, które stało się jego zawołaniem: „Soli Deo” – „ [wszystko] Samemu Bogu”.

Dwa nabożeństwa

Był związany z Matką Jasnogórską, ale w swojej diecezji szerzył kult Niepokalanego Serca. Już wtedy umiał odczytywać znaki czasu i z całych sił popierał maryjny program kard. Augusta Hlonda, który 8 września 1946 r. poświęcił naród polski Niepokalanemu Sercu Maryi. W przygotowania do tego aktu zaangażował się tak mocno, że mimo iż był biskupem zaledwie od 5 miesięcy, to właśnie jemu – najmłodszemu z hierarchów – kard. Hlond zlecił wygłoszenie kazania podczas wrześniowych uroczystości.

Kiedy opuszczał diecezję, powiedział: „Przyszedłem do Was pod znakiem Maryi Jasnogórskiej. Dziś, gdy idę dalej w swej życiowej misji, zostawiam Was na kolanach przed Jej Niepokalanym Sercem”.

Prymas

Kiedy po 2 latach został następcą prymasa Hlonda, powiedział: „Moje nabożeństwo do Matki Najświętszej stało się programem pracy”. Do czasu uwięzienia wygłosił przeszło tysiąc kazań poświęconych Matce Bożej. Dostrzegł, że wszystkie ważniejsze dla niego sprawy dzieją się w dni Jej poświęcone. Sam zaczął podejmować ważne decyzje w dni maryjne.

Był świadomy maryjnej spuścizny poprzednika i nazywał ją pięknie „szczęśliwym atawizmem prymasów Polski”. Wyszyński przyznawał się do dawnej polskiej pobożności i widział w niej receptę na ocalenie narodu.

Pytany o powody uczynienia własną drogi maryjnej kard. Hlonda odpowiedział krótko: „Sam zaufałem Maryi i uczynię wszystko, aby to, czego nie zdążył dokonać prymas Hlond, zostało wykonane”. Czekał na wypełnienie się proroctwa jego poprzednika – na „zwycięstwo przez Maryję”.

Wprowadził jednak pewne novum – podejmował dzieło Augusta Hlonda pod znakiem jasnogórskim.

Droga jasnogórska

Jasnogórską Ikonę uczynił ośrodkiem całego swego programu. O więzi prymasa z tym miejscem najlepiej świadczy wyznanie: „Stoję na progu kaplicy jasnogórskiej i tam zawsze chcę być. Jestem związany z Jasną Górą teraz i na zawsze”.

W 50. rocznicę święceń wyznał: „Wiele rzeczy w moim życiu pragnąłbym uczynić inaczej, lepiej, aby uniknąć niejednego błędu i słabości. Ale (...) na jednym odcinku nie pomyliłem się: na drodze duchowej na Jasną Górę. Drogę tę uważam za najlepszą cząstkę, którą Bóg pozwolił mi obrać”.

Tajemnica życia

Z wolna zaczęła w nim dojrzewać myśl o oddaniu się Maryi w niewolę za wolność Kościoła w Polsce. Uczynił to niedługo po swoim uwięzieniu w 1953 r. To ofiarowanie się do całkowitej dyspozycji Matce Bożej było odtąd „tajemnicą jego życia”.

Ale maryjnego misterium nie uważał za swoje odkrycie ani za swoją własność. Wiedział, że jego udziałem stało się doświadczenie, które jest istotą tożsamości polskiego narodu: „Jestem dzieckiem tego narodu, który uważa, że Matką jego jest Święta Boża Rodzicielka. (...) Doświadczenie mnie pouczyło, że tylko (...) przy pomocy Dziewicy Wspomożycielki i Pani Jasnogórskiej można czegoś dokonać w Polsce. Oczywiście, mocami Bożymi! Taka jest bowiem wola Boga (...): «Maryja dana jest ku obronie narodu polskiego»”. „Mam na to mnóstwo dowodów” – dodał.

Niewola u Maryi

Gdy sytuacja polskiego Kościoła wydawała się przegrana, oddał się Jej jako żertwa ofiarna za wolność Kościoła i za ocalenie polskiego narodu. Uczynił to w Stoczku Warmińskim 8 grudnia 1953 r. – w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

Przysięgał Maryi: „Postanawiam sobie mocno i przyrzekam, że Cię nigdy nie opuszczę, nie powiem i nie uczynię nic przeciwko Tobie. Nie pozwolę nigdy, aby inni cokolwiek czynili, co uwłaczałoby czci Twojej. Oddaję się Tobie, Maryjo, całkowicie w niewolę, a jako Twój niewolnik poświęcam Ci ciało i duszę moją, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych uczynków moich, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku, co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga, w czasie i w wieczności”.

To kulminacyjny moment na maryjnej drodze kard. Wyszyńskiego. Świadczą o tym jego słowa wypowiedziane tuż przed śmiercią: „Jestem ufny wobec Matki Najświętszej, z którą się związałem w więzieniu w Stoczku i wszystko przez Jej dłonie składałem na chwałę Trójcy Świętej”.

Oddany Maryi godził się na wszystko. „Jestem niewolnikiem Maryi nie dla pięknych słów. Na wszystko, czego Bóg ode mnie zażąda, jestem zawsze gotów”.

Nieoczekiwanie, na fali „polskiego października”, jesienią 1956 r. więzień wyszedł na wolność.

Plan

Od tamtej chwili Wyszyński chciał „szczęśliwy atawizm prymasów” obudzić w całym narodzie. Miał długofalowy plan. Wiedział, w jaki sposób Maryja z Jasnej Góry obali struktury zła...

„Wyszyńskiego opanowała jakaś szaleńcza idea, mianowicie, że tutaj, w Polsce (...) rozstrzygną się losy światowego komunizmu”– powiedział w czerwcu 1958 r. Zenon Kliszko, odpowiedzialny w PZPR za politykę wobec Kościoła.

Miał rację. Prymas rzeczywiście był przekonany, że Kościół i Polska wchodzą w decydujący moment historii. „Los komunizmu rozstrzygnie się nie w Rosji, lecz w Polsce” – przepowiedział. Czekał na interwencję jedynego prawdziwego sojusznika – nieba. Ale wiedział, że działanie Maryi jest odpowiedzią na działanie ludzi na ziemi...

Pamiętał o lekcji z 1920 r. Nowy cud nad Wisłą wymagał spełnienia podobnych jak wtedy warunków.

CZYTAJ DALEJ

Zmarł John Hume, laureat pokojowej Nagrody Nobla, jeden z architektów procesu pokojowego w Irlandii Północnej - RTE

2020-08-03 10:39

[ TEMATY ]

śmierć

pl.wikipedia.org

W wieku 83 lat zmarł w poniedziałek John Hume, północnoirlandzki polityk katolicki, który był jednym z architektów procesu pokojowego w Irlandii Północnej, za co w 1998 roku otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla.

Informację o śmierci potwierdziła jego partia SDLP.

Zawarte w 1998 roku porozumienie wielkopiątkowe kończyło ponad 30-letni konflikt polityczno-religijny w Irlandii Północnej i umożliwiło powstanie wspólnego rządu reprezentującego protestantów i katolików.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję