Rozmówcy opowiedzieli m.in. o tym, jak to się stało, że znaleźli się we Francji, jak to jest być chrześcijanami na emigracji, a przede wszystkim podzielili się swoimi spostrzeżeniami na temat Pierwszej Komunii św. dziecka.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Polskifr.fr: Prosimy o przedstawienie rodziny. Kiedy i w jakich okolicznościach zdecydowaliście się na wspólną rodzinną drogę życia?
Początkiem naszej wspólnej drogi życiowej było spontaniczne i nieoczekiwane spotkanie w Poznaniu, w czasach akademickich, kiedy to mąż był świeżo upieczonym studentem Politechniki Poznańskiej, a ja Uniwersytetu im. A. Mickiewicza oraz Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Żadne z nas nie przypuszczało wówczas, że kiedyś będziemy rodziną ani tym bardziej, że Francja, w której mieszkamy już 15 lat, stanie się naszym drugim domem.
Byliśmy dość zabawną parą: dwie bardzo różne osoby, gdzie jedna zajmowała się na co dzień projektowaniem i liczeniem, a druga lekturą i analizą pism wielkich filozofów. Po ukończeniu nauki, a także zdobyciu pierwszych doświadczeń zawodowych małżeństwo wydało nam się naturalnym wyborem zwłaszcza wobec faktu, iż nasza relacja rozwijała się i pogłębiała. To ważne dla nas wydarzenie zbiegło się w czasie z poważnymi turbulencjami na polskim rynku pracy, zmuszającymi nas na otwarcie się na oferty zatrudnienia za granicą.
Reklama
Co skłoniło Was do przyjazdu do Francji i czy taka sytuacja pozwoliła Wam bez przeszkód na budowanie i rozwój życia rodzinnego oraz duchowego?
Bardzo szybko pojawiła się interesująca propozycja pracy, dla męża, w Paryżu, dająca mu szansę na rozwój w ramach wyuczonego zawodu jak również nadzieję na powrót do Polski do jednej z europejskich filii firmy, która go zatrudniła. Po czasie okazało się, że ta ostatnia możliwość była złudna, niemniej cała reszta się zgadzała.
Przeprowadzka do Francji niosła dla nas obojga trudne następstwa: mąż musiał odnaleźć się w nowej pracy, mimo iż chodził w liceum do klasy francuskiej, a z Francją łączyły go więzy rodzinne, w kontakcie z „żywym” francuskim musiał niejako uczyć się go od nowa. Dla mnie sytuacja była jeszcze bardziej skomplikowana: miałam rozpoczęte pewne sprawy wymagające mojej bardzo częstej obecności w Polsce, których definitywne zamknięcie zabrało mi trzy lata. Dopiero po tym okresie mogłam na poważnie zająć się nauką francuskiego i pomyśleć nad rozwojem naszej małej rodziny.
Reklama
W początkach życia we Francji naszym udziałem stały się nie tylko typowe trudności emigranta, ale także dobre doświadczenia: bardzo ciepłe przyjęcie przez ówczesnych sąsiadów, do męża, w jego miejscu pracy ciągnęły osoby mające jakieś związki z Polską, z którymi przyjaźnimy się do dziś. Kiedy rozpoczęłam naukę francuskiego, stałam się częścią małej wspólnoty obcokrajowców, w gronie której mogliśmy razem ponarzekać na trudy życia zagranicą, a także nawiązać nowe przyjaźnie. Z drugiej strony w Paryżu jest spora grupa Polaków, których można spotkać na każdym kroku, i wymienić się z nimi doświadczeniami, nie wspominając o prężnie działających wspólnotach przy parafiach polskich dających przyjezdnym rodakom namiastkę swojskości.
Kim dla mamy i taty jest ich dziecko - jakie dostrzegacie wyzwania i trudności w wychowaniu młodego pokolenia oraz jakie winny być podejmowane decyzje, które umożliwiają rodzinom unikanie jakichkolwiek błędów, np. w przekazywaniu wiary?
Po kilku latach od wyjazdu z Polski, z ogromną radością powitaliśmy na świecie naszą córkę, Delfinę. Szybko jednak zdaliśmy sobie sprawę, że dar jakim jest dziecko w rodzinie, to także ogromna odpowiedzialność za wychowanie i ukształtowanie drugiego człowieka.
Tak się „przypadkiem” złożyło, że w okresie bardzo wczesnego dzieciństwa córki zapoznaliśmy się z pewnego rodzaju wiedzą, tudzież świadectwem, które nas definitywnie przekonały, że nie możemy zaniedbać wychowania dziecka w duchu wiary w Jezusa i wartości jakie ta wiara za sobą niesie. Mowa tu o przypadkowym zetknięciu się z koncepcją psychologiczną Wiktora Frankla, w kontekście potrzeb dziecka, o które to winien zadbać rodzic. Poza tymi oczywistymi, badacz ów mówi o potrzebie duchowości, a także umiejętności empatii i znoszenia cierpienia, które w ogólnym rozrachunku decydują o człowieczeństwie danej jednostki.
Reklama
Zetknęłam się również z pewnym tekstem w prasie, w którym autor za punkt rozważań wybrał pytanie czy można być człowiekiem moralnym nie wierząc w Boga. Konkluzja tekstu, będąca prywatną opinią jego twórcy była twierdząca, z zastrzeżeniem, że wiarę w Boga rozumiemy jako „uznanie i doświadczenie absolutnego horyzontu dobra-piękna jako tła naszego istnienia i działania”. Innymi słowy nie może być moralnym ten, kto nie widzi żadnego horyzontu dobra, który przekraczałby jego indywidualną perspektywę i kto dostrzega jedynie instrumentalną naturę wszelkich zasad postępowania jako narzędzie zaspokajania własnych, pojawiających się w danym momencie, egocentrycznych potrzeb.
Niedługo potem mieliśmy okazję obejrzeć francuski film „Adieu à la nuit”, który poruszał kwestię zjawiska radykalizowania się na tle religijnym młodych ludzi we Francji, których ów proces popychał do aktów terroryzmu. Szczególnie podatnymi na ten proces okazywali się młodzi ludzie w obliczu pustki duchowej.
Wszystkie te informacje sprawiły, iż zrozumieliśmy, że chcemy, aby nasze dziecko przyjęło nasz system wartości mający zakotwiczenie w czymś trwalszym niż świeckie państwo, w którym w zależności od „dziejowego wiatru” pewnego dnia może przestać się opłacać przestrzeganie ogólnie przyjętych i akceptowanych dzisiaj zasad.
Zrozumieliśmy również, że skoro duchowe potrzeby są na tyle istotne, że wymieniają je poważni badacze, obowiązkiem rodzica jest zatroszczenie się także o tę sferę w życiu dziecka. Inaczej zrobią to za nas jego koledzy i koleżanki lub media społecznościowe, z dodatkowym ryzykiem zaimpregnowania mu źle pojętych zasad innego światopoglądu, mogących prowadzić do usprawiedliwienia czy uzasadniania np. przemocy. Uświadomiliśmy sobie, że nauczanie Chrystusa najbardziej koreluje z tym, co chcemy przekazać córce, dlatego gdy osiągnęła wiek szkolny zapisaliśmy ją na katechezę przy parafii polskiej w Paryżu, a później w polskiej szkole.
Reklama
Jednocześnie staraliśmy się własnym przykładem wskazać jej drogę wiary, szukać odpowiedzi na zadawane przez nią pytania o Boga w poważnych źródłach, w świadectwach innych ludzi, co zaowocowało pogłębieniem osobistej relacji z Bogiem każdego z nas i proces ten cały czas trwa.
Uroczystość Pierwszej Komunii św. - czym jest dla rodzica przyjęcie po raz pierwszy Chrystusa do serca przez Wasze dziecko?
Przystąpienie do sakramentu Komunii Św. naszej córki przeżywamy z ogromną radością i wdzięcznością w sercu. Radością tym większą, że jest to święto tak licznej grupy dzieci i ich rodzin, którym z tego miejsca przesyłamy nasze szczere wyrazy sympatii. Zwracamy się również do polskich rodzin, które zdecydowały się wychować dzieci w duchu bardziej laickim. Być może nasze świadectwo zachęci Państwa do rozważenia chrześcijańskiej ścieżki duchowej dla siebie i Waszych latorośli. Z doświadczenia wiemy, że aby w ogóle podjąć świadomą decyzję o przyjęciu bądź odrzuceniu Jezusa, trzeba najpierw Go poznać.
Życie rodzinne na emigracji, macie jakąś receptę, pozwalającą na przezwyciężanie pojawiających się kryzysów czy rodzących się problemów?
Reklama
Naszą wspólną najbliższą przyszłość planujemy spędzić we Francji, gdzie według statystyk instytucja rodziny przeżywa poważny kryzys. Przeciętny rodzic spędza więcej czasu z osobami, z którymi pracuje niż z własną żoną/mężem czy dzieckiem. Trzeba mieć na uwadze, że w tych okolicznościach należy dbać o więzi rodzinne, podtrzymywać je i wzmacniać ich jakość. Warto również w tym kontekście dodać, iż według badań korzystanie z elektroniki w nieumiejętny sposób prowadzi do oduczenia budowania relacji społecznych. Jest to ogromne niebezpieczeństwo nie tylko dla przyszłości naszych dzieci, ale również całych społeczeństw. Bardzo ciekawie na ten temat wypowiada się prof. Mariusz Jędrzejko, gorąco zachęcamy do odsłuchania jednego z jego wywiadów.
Życie wiarą dla człowieka XXI wieku jest w dzisiejszych czasach jeszcze dość atrakcyjne i potrzebne w rodzinie?
Rodzinne życie podszyte wiarą przeżywane na emigracji w laickim kraju spowodowało pewien paradoks. Nigdy wobec nikogo nie ukrywaliśmy, że jesteśmy chrześcijanami, a to wzbudzało zainteresowanie i szacunek u ludzi z naszego otoczenia (przeważnie o odmiennym światopoglądzie niż nasz), nawet takich, których znamy bardzo pobieżnie. Trudno nam sobie wyobrazić, by w czasach ponowoczesnych zwanych również czasami post-prawdy możliwe było zachowanie tego, co w człowieku i w ludzkości najlepsze bez wsparcia jakim jest Chrystus. Dotyczy to każdej płaszczyzny życia, nie tylko rodzinnej. On wszystkich do siebie zaprasza i otwiera nam szeroko drzwi, ale to my sami musimy zdecydować czy chcemy przez nie przejść.
