Reklama

Nadzieja, która zawieść nie może

2016-04-27 08:50

Odpowiada ks. Zdzisław Wójcik
Niedziela Ogólnopolska 18/2016, str. 34

Margita Kotas

Gdy tak patrzę na ten świat pełen zła, fałszu i cierpienia, to zaczynam tracić nadzieję i myślę, że może nie ma sensu miłość i wierność ideałom...
Może nie ma sensu to, że usiłujemy być uczciwi? Może wszystko jedno, czy człowiek staje po stronie diabła, czy po stronie Boga? Może dobro i zło to tylko fantazja, miraż, ułuda?
Nieraz myślę, że nawet w Kościele nie mam oparcia, a nadzieja chrześcijańska to tylko ładne słowa

Na co dzień i od święta

Wśród dowodów przemawiających za tym, jak ważna jest nadzieja w naszym życiu, przemawia codzienny język. Ale trzeba podkreślić, że ludzie nie tylko posługują się słowem „nadzieja” dla określenia swoich stanów, dążeń i motywów, ale również – jak to wynika z różnych badań (psychologicznych, pedagogicznych, socjologicznych) – przywiązują wielką wagę nie tyle do samej nazwy tego fenomenu, ile do niego samego i jego istoty. A zatem nadzieja to nie tylko słowa. Powszechnie uważa się, że nadzieja jest niezbędna człowiekowi w stanach zarówno kryzysu, jak i powodzenia, niejako „na co dzień i od święta”. Oznacza to, że dzięki niej można mieć poczucie sensu i celu, czuć się w życiu bezpiecznie i rozumnie funkcjonować. Nadzieja w opinii wielu mężczyzn i kobiet wspiera sprawne i skuteczne działanie, pomaga osiągać sukcesy i dobrze radzić sobie z niepowodzeniami czy utratą wartości celu.

Nadzieja religijna

Wszelka nadzieja, nawet ta drobna, wyrasta z jakiejś życiowej próby i jest odpowiedzią na tę próbę. Dopóki człowiek jest przekonany, że nie przegrał, dopóty żywi w sobie nadzieję jako zadatek przyszłego ostatecznego zwycięstwa w różnych życiowych próbach. W ten sposób jedna nadzieja zapuszcza korzenie w drugiej. Oprócz próby cierpliwości i próby miłości istnieje próba życiowego sensu. To znaczy, że u korzeni małych prób leży wielka próba życia jako takiego. Jest to próba istnienia, sensu, pewności, wiary. To już nie jest ta zwykła nadzieja, ale nadzieja religijna. I to ona właśnie jest ostateczną odpowiedzią na próbę ludzi jako ludzi, człowieka jako człowieka. Dobrze oddaje to sens zdania z Pisma świętego: „W Tobie pokładam nadzieję” (Ps 56, 4). Brzmi ono z jednej strony w pewien sposób tragicznie i jakby bezradnie, ale równocześnie jest pełne ufności i nieśmiałej, delikatnej – jak wszystko, co ludzkie – miłości. Bo nadzieja zawsze zmierza ku drugiej osobie. Student pokłada nadzieję w uczciwości egzaminatora; zakochany – w wierności drugiej strony. Gdy zrodzi się w człowieku świadomość, że jest w sytuacji próby i że w tym położeniu jest w końcu bezradny, bo nie wszystko od niego zależy, wtedy też rodzi się w nim nadzieja religijna: „W Tobie, Boże, pokładam nadzieję... W ręce Twoje oddaję...”.

Reklama

Obrona przed rozpaczą

Kto straci nadzieję religijną, tę najbardziej zasadniczą i podstawową, ten straci wszelkie cząstkowe nadzieje. Jak łuska po łusce odpadnie ostatnia nadzieja, a człowiek popadnie w rozpacz. W samym rdzeniu zostanie dotknięty przez śmierć. Gdybyśmy więc ostatecznie stracili wszelką nadzieję, wtedy sugerowalibyśmy Bogu, że skłamał, że wszystko jest absurdem. Sugerowalibyśmy Bogu, że nie jest Bogiem, lecz szatanem. Wtedy mielibyśmy grzech. Dlatego jedyną obroną przed rozpaczą jest wiara – wiara religijna. Może się okazać, że wiara niczego w życiu nie ułatwia, nie przybliża do rozumienia dramatycznych sytuacji. Z całą jednak pewnością wiara naznacza życie wierzącego tęsknotą, a z niego samego czyni pielgrzyma, który z bojaźnią i drżeniem oczekuje końca drogi i Wielkiego Spotkania. Wiara, angażując człowieka w Prawdę, która go przekracza, nie zwalnia go bynajmniej od doświadczeń wątpliwości i cierpienia. św. Augustyn pisał: „niespokojne jest moje serce, dopóki nie spocznie w Panu”.

Jako chrześcijanie szukamy nadziei w Bogu i Jego Matce Maryi. Szukamy jej w Kościele, który jest święty, ale równocześnie naznaczony przez nasze grzechy. Z tego powodu lud Boży, pielgrzymujący w czasie, zwraca się do swej Matki niebieskiej i prosi Ją o pomoc. Prosi, aby towarzyszyła na drodze wiary, aby zachęcała do zaangażowania w życie chrześcijańskie i aby wspierała naszą nadzieję. Potrzebujemy Jej pomocy zwłaszcza w tym momencie, tak trudnym dla Polski, dla Europy, dla różnych części świata.

Tagi:
duszpasterstwo poradnia

Wasze imiona zapisane są w niebie

2019-10-05 17:47

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

Poradnictwo Rodzinne w archidiecezji wrocławskiej świętowało dziś (5 października) jubileusz 60-lecia istnienia. Obchody rozpoczęła Eucharystia sprawowana w katedrze wrocławskiej pod przewodnictwem metropolity wrocławskiego abp. Józefa Kupnego. W koncelebrze wzięli udział ks. Przemysław Drąg, dyrektor Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin KEP, ks. Tadeusz Guz z KUL, kapłani - pracownicy naukowi PWT na czele z rektorem ks. Włodzimierzem Wołyńcem, rektor MWSD ks. Kacper Radzki, ks. Jacek Froniewski, kanclerz wrocławskiej kurii, ks. Franciszek Głód, diecezjalni i dekanalni duszpasterze rodzin a także duszpasterze z diecezji świdnickiej, kaliskiej i włocławskiej.


Wspólnie dziękowali za dar sześciu dekad posługi: Krajowa Doradczyni Życia Rodzinnego Beata Choroszewska, Diecezjalna Doradczyni Życia Rodzinnego Maria Jolanta Szostkowska, przedstawiciele instytucji samorządowych i pozarządowych z zastępcą dyrektora Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych Departamentu Spraw Społecznych Miasta Wrocławia Jadwigą Ardelli-Książek, doradcy życia rodzinnego archidiecezji wrocławskiej, dyrektorzy specjalistycznych poradni rodzinnych, doradcy – seniorzy, którzy przed laty podjęli służbę na rzecz rodzin.

- Chcemy podziękować Bogu Najwyższemu za dany nam czas i ludzi, dzięki którym służba małżeństwom i rodzinom mogła być realizowana w Kościele wrocławskim. Serdecznie witam uczestników naszego spotkania – mówił dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Rodzin i Diecezjalny Duszpasterz Rodzin ks. Stanisław Paszkowski.

Abp Józef Kupny przypomniał w homilii rys historyczny Poradnictwa Rodzinnego w archidiecezji sięgając aż do jego początków w latach 50. Podkreślił trudności, w jakich wtedy podejmowali posługę specjaliści różnych dziedzin. Wspominał, ale też dziękował za dzieło służby małżeństwu i rodzinie tym, którzy przez wiele lat poświęcili dziełu swój czas i siły.

- Jubileusz jest nie tylko po to, by spojrzeć wstecz, ale też po to, by nabrać nowych i sił i entuzjazmu do dalszych działań, do kontynuacji służby – mówił.

Nawiązał też do współczesnych problemów, które stoją przed każdą katolicką rodziną i podkreślił zadania i rolę poradni rodzinnych. - Poradnictwo rodzinne i służba małżeństwu i rodzinie są dziś potrzebne, by chronić je i bronić ich praw przed atakami błędnych ideologii, które kwestionują chrześcijański model małżeństwa i rodziny i podważają sam fundament instytucji rodziny – mówił abp.

Doceniając heroiczny czasem trud specjalistów poradni rodzinnych porównał ich posługę ze zmaganiami Apostołów.

- Dziś, w dniu uroczystego jubileuszu cieszymy się tak, jak cieszyli się uczniowie Jezusa, kiedy wrócili z misji apostolskiej i opowiadali o powodzeniu tej misji. Ich powrót był powrotem z radością. Jezus, odkrywając przed nimi znaczenie ich dokonań, nazywa ich ludźmi szczęśliwymi, których imiona zapisane są w niebie – mówił abp Kupny i dodał, że zaraz potem Jezus wysławia Ojca za dar, którym obdarzył prostaczków, tzn. tych, którzy nie tyle ufali sobie, swoim zdolnościom, rozumowi, ale otworzyli się na działanie Boga.

- Okazali posłuszeństwo wierze. W czasach współczesnych człowiek liczy na siebie. Z tego powodu zrywa wieź z Bogiem, bo Pan Bóg nie jest mu już potrzebny. Także w Kościele i w dobrej wierze wielu ludzi chce dość często dokonywać wielkich i szlachetnych dzieł własną mocą. Dlatego zastanawiają się czy mają dość sił, środków, zasobów, by głosić Jezusa. Kalkulują, czy są w stanie stawić czoła przeciwnościom. Tymczasem sukces ewangelizacyjny apostołów nie wynikał z tego, że mieli środki finansowe, odpowiednie wykształcenie teologiczne, jak np. faryzeusze, ze byli zdolni, sprytni, dobrze zorganizowani, dobrze przygotowani do misji. Ewangelia rozprzestrzeniała się, bo byli słabi, ubodzy i wiedzieli doskonale, że w konfrontacji ze światem ich siły są niewystarczające. Dlatego wierzyli w moc, która nie pochodziła od nich samych – podkreślał.

Zapewnił, że służąc przez tyle lat małżeństwu i rodzinie pracownicy poradni rodzinnych są orędownikami treści objawienia Bożego o rodzinie ludzkiej.

- Patrząc na waszą służbę w świetle Ewangelii, chcę wam powiedzieć, że należycie do ludzi szczęśliwych, bo wasze imiona zapisane są w niebie. Należycie do ludzi szczęśliwych, bo należycie do wiernych uczniów Jezusa. Życzę wam, by moc Najwyższego was osłoniła, żebyście poznali jej siłę i by ta moc uczyniła z was ludzi porywających swoją wiarą i radością życia. Niech to, co wydaje się po ludzku niemożliwe, przez waszą posługę stanie się możliwe – zakończył kaznodzieja.

W dowód uznania za wieloletnią posługę i świadectwo życia wrocławski metropolita nagrodził 15 pań pracujących w Poradnictwie rodzinnym Medalami Św. Jadwigi.

O nagrodzonych pisaliśmy tutaj:

https://wroclaw.niedziela.pl/artykul/45823/Medal-za-sluzbe-rodzinom


Na zakończenie nie zabrakło słów podziękowań – dla abp Józefa Kupnego i ks. Stanisława Paszkowskiego. Diecezjalna Doradczyni Życia Rodzinnego Maria Jolanta Szostkowska zapewniła metropolitę, że rzeczywiście, nie pomylił się, bo pracownicy poradni są szczęśliwi.

Zobacz zdjęcia: 60 lat Poradnictwa Rodzinnego


Drugą część jubileuszu było sympozjum w Auli PWT. Z wykładami wystąpili: Maria Jolanta Szostkowska, która przypomniała historię Poradnictwa Rodzinnego w archidiecezji w latach 1958-2018, ks. prof. Tadeusz Guz – opowiadał o świętości nauki o małżeństwie i rodzinie w kontekście prób jej relatywizacji i ks. dr Przemysław Drąg – pochylił się nad tekstem adhortacji Amoris laetitia wskazując na zawarte w niej kierunki rozwoju służby małżeństwu i rodzinie.

Wykładom towarzyszyła okolicznościowa publikacja pt. „Kościół wrocławski w służbie małżeństwu i rodzinie. Poradnictwo rodzinne w latach 1958-2018”.

Poradnictwo Rodzinne w Archidiecezji Wrocławskiej - rys historyczny (inf. Wydziału Duszpasterstwa Rodzin)

Poradnictwo rodzinne powstało jako forma apostolstwa świeckich, by pomagać rodzinom w rozwiązywaniu najtrudniejszych problemów. Rozpoczęło swoją działalność po ogłoszeniu w kwietniu 1956r. ustawy o dopuszczalności przerywania ciąży. Realizacja odpowiedzialnego rodzicielstwa, a więc kierowanie się prawym sumieniem w życiu małżeńskim i rodzinnym musi opierać się na znajomości i umiejętności naturalnej regulacji poczęć, a tej ani małżeństwa, ani narzeczeni nie mieli się gdzie nauczyć. Zadaniem pracowników była od początku pomoc w rozwiązywaniu problemów odpowiedzialnego rodzicielstwa w oparciu o najnowsze osiągnięcia wiedzy medycznej w dziedzinie ludzkiej płodności i o naukę Kościoła w dziedzinie etyki małżeńskiej, o system wartości mający odniesienie do Boga.

W Archidiecezji Wrocławskiej w 1956 r. po pierwszej pielgrzymce lekarzy na Jasną Górę powstał zespół: Panie Stanisława Matuszewska, dr ginekolog - położnik Teresa Kramarek, Zofia Maciejewska, Janina Garlińska. Pani Stanisława Matuszewska zorganizowała kurs naturalnego planowania rodziny. Pani dr Teresa Kramarek podjęła się wykształcenia zespołu do prowadzenia punktu poradnictwa rodzinnego. Pierwsza poradnia rodzinna ucząca naturalnych metod regulacji poczęć rozpoczęła pracę przy ul. Katedralnej 4. Przygotowane na trzymiesięcznym kursie instruktorki uczyły termicznej metody regulacji poczęć, udawały się także do parafii wrocławskich i większych parafii na terenie diecezji (Wołów, Środa Śląska, Syców, Strzegom)

W roku 1959 w Kurii Wrocławskiej zostaje powołany Referat Apostolstwa Chorych i Służby Zdrowia. Referentem zostaje ks. mgr Józef Wesoły, a opiekę nad poradnictwem rodzinnym obejmuje ks. Aleksander Oberc. Zaledwie pięć instruktorek narażając się na represje ze strony władz, w dużej konspiracji jeździ po diecezji i uczy metod naturalnej regulacji poczęć.

W roku 1967 umiera P. Stanisława Matuszewska, a jej miejsce zajmuje Pani Zofia Maciejewska. Niezapomniana „Krysia” przez wiele lat kierowała pracami ośrodka i pozostała w pamięci wszystkich jako osoba wielkiej wiary, otwartości na potrzeby bliźnich i stałej gotowości pomocy. Potrafiła stworzyć wspaniałą rodzinną atmosferę, dbała o rozwój duchowy pracowników oraz o podnoszenie ich kwalifikacji. Dla wszystkich miała zawsze ciepłe i życzliwe słowo.

Pani Jadwiga Grocholska - młody geolog - rezygnuje z pracy i kariery zawodowej oddając się całkowicie apostolstwu na rzecz rodziny. We Wrocławiu organizuje kolejne kursy dla instruktorek poradnictwa. I tak w 1967 r. do pracy dołącza kolejne 10 instruktorek. Organizowane są też kursy dekanalne. W latach 1960 -1967 posługiwać się trzeba było metodami konspiracyjnymi, nie było również żadnego dostępu do przekazu słowa drukowanego. Brak było pomocy dydaktycznych, niezbędnych w pracy poradnictwa (konferencje ogólne, spotkania indywidualne). Nie było możliwości druku, więc podstawowa praca dr Teresy Kramarek „Metoda termiczna” przepisywana była na maszynie do pisania i zszywana ręcznie w setkach egzemplarzy. Plansze z anatomii i fizjologii wykonywane były samodzielnie przez samych pracowników. Najstarszą kadrę pracowników Poradnictwa Rodzinnego Archidiecezji Wrocławskiej stanowiły następujące osoby:

* Zofia Maciejewska - instruktorka diecezjalna

* dr Teresa Kramarek - specjalista ginekolog

* lek. med. Ewa Ostrowska

* lek. med. Elżbieta Winkler

* lek. med. Wanda Czaplińska

* Jadwiga Dymara - specjalista psycholog dziecięcy

* Janina Dąbrowska

* Janina Garlińska

* Jadwiga Grocholska

* Jadwiga Lange

* Maria Moras

* Halina Piaskowska

* Marta Potrykus

* Janina Sobas

* Zofia Trojanowska

* Anna Wróbel

* Hanna Zipser.

W 1966 r. utworzona zostaje Komisja Episkopatu d/s Duszpasterstwa Rodzin, której pierwszym przewodniczącym został ks. Bp Wilhelm Pluta, a wiceprzewodniczącym Ks. Bp K. Majdański. Ks. J. Buxakowski pełnił funkcje Krajowego Duszpasterza Rodzin. Pierwszym oficjalnie pełniącym funkcję Krajowego Duszpasterza Rodzin był O. L. Mońko, a krajową instruktorką Poradnictwa Rodzinnego Teresa Strzembosz.

W 1971 r. w Kurii Wrocławskiej zostaje powołany Referat Duszpasterstwa Rodzin. Referentem zostaje ks. mgr Marian Staneta, a instruktorką diecezjalną mgr Zofia Maciejewska. W Kościele wrocławskim rozpoczęło działalność specjalistyczne duszpasterstwo rodzin. Wprowadza się systematyczne przygotowanie narzeczonych do małżeństwa - katechezy przedślubne. Zajęcia te prowadzone są zarówno przez duchownych jak i świeckich - instruktorów poradnictwa rodzinnego.

W 1972 r. ks. dr Franciszek Głód tworzy Specjalistyczną Poradnie Rodzinną przy ul. Katedralnej 4 .

Dnia 10.03.1974 r. umiera Ksiądz Kardynał Bolesław Kominek - nowy Ordynariusz ks. Arcybiskup Henryk Gulbinowicz obejmuje rządy w diecezji 15.12.1975r. Ks. Kardynał widząc potrzeby duszpasterstwa rodzin wysyła kilku księży na specjalistyczne studia rodzinne na KUL i ATK w Warszawie. W diecezji powołuje dwuletnie Studium Rodzinne, którego dyrektorem zostaje ks. dr Franciszek Głód. Studium przygotowuje instruktorów poradnictwa rodzinnego, przy parafiach powstają katolickie poradnie rodzinne.

W 1979 roku po ukończeniu studiów specjalistycznych na ATK w Warszawie wraca do Wrocławia ks. mgr Stanisław Paszkowski, który zostaje mianowany referentem Duszpasterstwa Rodzin. Powołany zostaje Diecezjalny Ośrodek Duszpasterstwa Rodzin, w ramach którego powstają: Specjalistyczna Poradnia Rodzinna, Duszpasterski Telefon Zaufania, Wrocławskie Porozumienie na rzecz Obrony Dziecka i Rodziny, a w 1993 r. także Archidiecezjalna Poradnia Adopcyjna - Ośrodek Adopcyjno-Opiekuńczy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rada UE - Polityka klimatyczna

2019-12-13 19:00

Jadwiga Wiśniewska, Poseł do Parlamentu Europejskiego

Szczyt klimatyczny COP25 w Madrycie miał dokończyć wysiłki COP24 w Katowicach, podczas którego wypracowano zasady wdrażania Porozumienia Paryskiego, tzw. Katowicką Księgę Zasad. Pozostał do uzgodnienia mechanizm rozliczania uprawnień do emisji wynikających z projektów robionych wspólnie przez różne państwa tak, aby zgodnie z Art. 6 Porozumienia Paryskiego nie powodowało to podwójnego rozliczenia tego samego projektu.


Jadwiga Wiśniewska

W Katowicach okazało się to niemożliwe głównie ze względu na opór Brazylii, która ma najwięcej takich uprawnień. Brazylia miała zorganizować COP25, a po jej wycofaniu organizację przejęło Chile. Po wybuchu zamieszek w Santiago organizację szczytu przejęła Hiszpania, ale Chile utrzymało prezydencję. Niestety to zamieszanie odbiło się nie tylko na organizacji, ale również znacząco spowolniło tempo prac. Prawdopodobnie nie uda się uzgodnić zasad działania Art. 6. Delegaci na COP25 zwracają uwagę na zachowanie właściwych proporcji w działaniach w skali globalnej, tak by strony Konwencji Klimatycznej podejmowały działania zgodnie ze swoimi możliwościami.

Drugim głównym zagadnieniem na COP25 jest transfer pieniędzy między państwami rozwiniętymi, a państwami rozwijającymi się. Te ostatnie domagają się więcej pieniędzy od państw rozwiniętych, choć niektóre z nich (jak Arabia Saudyjska) są bogate. A poza tym polityka ta opiera się na założeniu, że państwa rozwinięte emitują więcej, niż rozwijające się. A prawda jest taka, że od kilku lat role odwróciły się.

Prawdziwym problemem okazały się jednak Chiny, które nagle zerwały negocjacje nad poprawą przejrzystości sprawozdawczości. To kluczowa sprawa by ocenić, czy strony faktycznie wywiązują się ze swoich zobowiązań. Gdy wydawało się, że do uzgodnienia pozostają już tylko bardzo techniczne szczegóły, takie jak format składania sprawozdań, delegacja chińska nagle zerwała rozmowy wprowadzając powszechną konsternację. Widać jak na dłoni, że jest problem z wdrożeniem Porozumienia Paryskiego.

Tymczasem Unia Europejska na COP25 tradycyjnie gra rolę prymusa. Frans Timmermans, który oficjalnie reprezentuje UE wraz z prezydencją fińską, chwali się Zielonym Ładem (Green Deal), którego głównym założeniem jest osiągniecie neutralności klimatycznej do 2050 r. , a także zwiększenie celu redukcji emisji na 2030 r. Obawiam się, że Green Deal jest nie tylko sposobem na ratowanie klimatu, ale także na stworzenie rynków dla nowych technologii, których promotorami są głównie państwa zachodnie.

Podczas spotkania z delegacją Parlamentu Europejskiego Fatih Birol, szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej, powiedział że bardzo podoba mu się Green Deal, ale globalnie niczego on nie zmieni. Na innym spotkaniu dowiedzieliśmy się, że Japonia buduje 22 elektrownie węglowe.

W międzyczasie dobiegł końca Szczyt Rady Europejskiej poświęcony neutralności klimatycznej. Przed Szczytem Premier Mateusz Morawiecki podkreślał: „Nie możemy zgodzić się na taki model transformacji gospodarczej, aby polskie społeczeństwo na tym ucierpiało”.

Twarda postawa Premiera przyniosła efekty. Brukselski szczyt to ogromny sukces Polski. Polska uzyskała zwolnienie z zasady zastosowania polityki neutralności klimatycznej już w 2050 r. Będziemy dochodzić do niej w swoim tempie. Ten wyjątek został wpisany do konkluzji szczytu.

We wnioskach ze szczytu znalazł się również zapis o utworzeniu Funduszu Sprawiedliwej Transformacji z budżetem 100 mld euro, który ma wspomagać proces dochodzenia do neutralności klimatycznej. Znaczna część tego funduszu przypadnie Polsce na sprawiedliwą transformację. Podczas szczytu podjęto również decyzję o przeznaczeniu przez Europejski Bank Inwestycyjny dużych środków na transformację energetyczną, a we wnioskach pojawiło się także bezpośrednie odniesienie do energetyki jądrowej, co wsparła Polska. Dzięki skutecznym zabiegom Premiera Morawieckiego będziemy dochodzić do neutralności klimatycznej w sposób bezpieczny i korzystny gospodarczo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem