Nieprawilna nagroda
Przez lata wydawało się oczywiste, że człowiek, który podejmuje trud, może otrzymać nagrodę. Sportowiec medal, artysta owacje, naukowiec wyróżnienie, a uczeń – choćby symbolicznego „loda” za czerwony pasek. Prosta zasada, którą rozumiały pokolenia.
Aż przyszła epoka "uśmiechniętej Polski", w której zaczęto podejrzliwie patrzeć nawet na pochwałę. Bo przecież w idealnej krainie powszechnej szczęśliwości nikt nie powinien poczuć, że ktoś zrobił coś lepiej. Najlepiej byłoby zorganizować świat bez podium, bez dyplomów, bez konkursów i bez zwycięzców. Same pierwsze miejsca. Same złote medale. Wszyscy mistrzowie świata już na starcie. Oczywiście, z wyjątkiem wyborów. Tu musi być zwycięzca. Tylko czy naprawdę tak wygląda wychowanie?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
O co chodzi?
Rzecznik praw dziecka Monika Horna-Cieślak domaga się od właścicielki pszczyńskiej lodziarni Pod Dębem, żeby skończyła z 25-letnią tradycją. Lokal od wielu lat rozdawał darmowe lody dzieciom, które na koniec roku szkolnego otrzymały świadectwo z czerwonym paskiem. Jak wskazano, inicjatywy tego typu mogą wywoływać nadmierną presję psychiczną, promować niezdrową rywalizację oraz prowadzić do wykluczenia dzieci, które z różnych powodów nie osiągają najwyższych wyników w nauce. Dlatego RPD "poprosiła" właścicielkę lodziarni o zaprzestanie rozdawania darmowych lodów dzieciom z dobrymi ocenami.
Ten lód nie jest za świadectwo. Jest za wszystkie wieczory, kiedy ktoś wybrał książkę
Reklama
W całej dyskusji umyka najważniejsze. Nagroda dla ucznia nie jest za kawałek papieru z ocenami. Jest symbolem czegoś większego. Jest za te wszystkie popołudnia, gdy ktoś powtarzał materiał zamiast godzinami przewijać TikToka. Za wieczory z książką. Za odmówienie sobie kolejnego bezcelowego spaceru po galerii handlowej. Za piątek, kiedy rówieśnicy szli na dyskotekę albo do klubu, a ktoś przygotowywał się do konkursu, olimpiady czy sprawdzianu.
To nie znaczy, że dziecko ma nie odpoczywać. Oczywiście, że ma. Ale trudno udawać, że systematyczna praca, samodyscyplina i rezygnacja z części przyjemności nie wymagają charakteru. Dlaczego więc dziecko zdolne i pracowite ma być kulturowo dyskryminowane? Dlaczego jego wysiłek mamy przemilczeć, żeby przypadkiem ktoś inny nie poczuł dyskomfortu? Czy naprawdę doszliśmy do momentu, w którym większym problemem jest nagrodzenie pracy niż promowanie lenistwa?
Co powiedzieliby Andrzej Radek i Ania Shirley z Zielonego Wzgórza?
Wyobraźmy sobie przez chwilę Andrzeja Radka z „Syzyfowych prac” Stefana Żeromskiego. Chłopca, który nie urodził się w świecie wygody. Nie miał wszystkiego podanego na tacy. Drogę do edukacji wykuwał własnym wysiłkiem, determinacją i uporem. Czy ktoś powiedziałby mu: „Andrzeju, nie możemy cię wyróżnić, bo inni poczują się gorzej”?
A może Ania Shirley z Zielonego Wzgórza? Dziewczynka, która dzięki ambicji, talentowi i pracy zdobyła Stypendium Avery’ego – prestiżową nagrodę, o której marzył każdy ambitny uczeń Akademii w Avonle'a. Nie było ono wyłącznie nagrodą za oceny. Było uznaniem dla miłości do języka, literatury, kreatywności i piękna słowa. To stypendium otwierało drogę do dalszej edukacji. Było znakiem: twoja praca ma znaczenie. Jak poczułaby się Ania, gdyby usłyszała: „Niestety, nie możemy dać ci nagrody, bo ktoś mógłby uznać, że to wykluczające”? Zapewne pierwszy raz w życiu zabrakłoby jej słów.
„Nauka jest jak niezmierne morze…”
Reklama
Stefan Zeromski w "Syzyfowych pracach" pisał: „Nauka jest jak niezmierne morze. Im więcej jej pijesz, tym bardziej jesteś spragniony”. Wielkie postacie historii nie traktowały wiedzy jako opresji. Widziały w niej drogę do wolności. Polska literatura pełna jest bohaterów, którzy uczą się, bo wiedzą, że edukacja może zmienić ich los. Wokulski z „Laki” B. Prusa zdobywa wiedzę, bo chce przekraczać granice swojego pochodzenia. Marcin Borowicz ze wspomnianych „Syzyfowych prac” dojrzewa dzięki spotkaniu z literaturą. Bohaterowie pozytywistyczni wierzą, że praca i nauka budują człowieka. A dzisiaj? Dzisiaj czasem sprawiamy wrażenie, jakbyśmy chcieli powiedzieć: „Nie wychylaj się. Nie staraj za bardzo. Nie pokazuj, że można”.
Kremówki też były nagrodą
Jest jeszcze jedna piękna historia. Jan Paweł II wspominał, że po maturze razem z kolegami poszli na kremówki. Zwykłe ciastko stało się symbolem młodości, radości i świętowania zakończenia pewnego etapu. Nikt wtedy nie analizował, czy kremówka tworzy nierówności społeczne. Nikt nie pytał, czy ci, którzy matury nie zdali, poczują się urażeni. Był wysiłek. Był egzamin. Była radość. Czasami naprawdę lód jest tylko lodem, a kremówka tylko kremówką. Nie zabierajmy dzieciom radości ze zwycięstwa Dobre wychowanie nie polega na tym, że likwidujemy wszystkie różnice. Polega na tym, że uczymy szacunku – zarówno do sukcesu innych, jak i do własnej drogi. Jedno dziecko pięknie śpiewa. Drugie świetnie gra w piłkę. Trzecie ma talent matematyczny. Czwarte kocha książki. Nie każde otrzyma tę samą nagrodę tego samego dnia. I... całe szczęście. Bo życie nie jest światem, w którym wszyscy dostają czerwony pasek za samo pojawienie się rano. Życie jest miejscem, gdzie pasja, talent i ciężka praca powinny mieć znaczenie.
A jeśli największym zagrożeniem dla współczesnego dziecka stała się darmowa gałka lodów za świadectwo, to może problemem nie jest lód. Może problemem jest to, że zapomnieliśmy, jak smakuje zasłużony sukces.
