Chwalińska jest pierwszą w historii kwalifikantką, która dotarła do finału w Paryżu. Od 18 maja rozegrała tam 10 spotkań i całkowicie odmieniła swoje tenisowe życie.
Chciałabym podziękować wszystkim, dzięki którym znalazłam się w tym miejscu i którzy wspierali mnie od wielu lat. Dziękuję też za ciepłe przywitanie i ogromne wsparcie, które otrzymałam przez ostatnie trzy tygodnie
- powiedziała.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
W sobotnim finale French Open Chwalińska przegrała z Rosjanką Mirrą Andriejewą 3:6, 2:6. Jednak po tej porażce nie czuła niedosytu. Znalazła się w centrum uwagi i wszyscy gratulują jej życiowego osiągnięcia.
Przez ostatnie dwie noce nie spałam zbyt wiele. Pani makijażystka zrobiła dobrą robotę, żeby zasłonić różne niedoskonałości
- zażartowała na konferencji.
Na polską tenisistkę w poniedziałek na warszawskim lotnisku im. Fryderyka Chopina czekał tłum kibiców i dziennikarzy.
To na pewno szok, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Cieszę się, że mi kibicujecie. Będąc w Paryżu nie czułam skali tego, co dzieje się w Polsce. To dla mnie nowa rzeczywistość, ale chyba się do tego zaadaptuję
- zaznaczyła.
LOTMAJA to oznaczenie samolotu, którym Chwalińska podróżowała z Paryża do Warszawy. W ten sposób linia lotnicza uhonorowała polską tenisistkę.
Nie wiedziałam, że nazwano lot moim imieniem. Dowiedziałam się o tym dopiero, gdy koleżanki wysyłały mi screeny. Obecność tylu kibiców na lotnisku to był dla mnie lekki szok
- przekazała.
Sukces Chwalińskiej w Paryżu był bardzo niespodziewany. Występ w finale oznacza, że w poniedziałkowym notowaniu listy WTA awansowała ze 114. na 21. miejsce. Wcześniej nigdy nie plasowała się w najlepszej setce.
Przez 18 lat gram w tenisa i ciężko pracuję każdego dnia. Tak się złożyło, że akurat w tym momencie to wszystko złożyło się w całość i kliknęło. Ciężka praca i cierpliwość się opłaciły
- podkreśliła.
W stolicy Francji pokonała kilka znacznie bardziej doświadczonych i utytułowanych rywalek.
Do końca turnieju to do mnie nie dochodziło. Skupiałam się na każdym kolejnym meczu. Mierzyłam się z najlepszymi zawodniczkami na świecie i musiałam grać swój najlepszy tenis, żeby z nimi wygrać
- wspomniała.
Emocje jeszcze nie opadły. Potrzebuję trochę czasu, żeby to wszystko przetrawić. Planuję wyjechać na kilka dni, żeby odpocząć i zresetować się, żeby mieć energię na nowe wyzwania
- kontynuowała.
Polska tenisistka nie jest jeszcze pewna gry w głównej drabince wielkoszlemowego Wimbledonu. Obecnie czeka na „dziką kartę”.
To ma duże znaczenie. Brak konieczności gry w kwalifikacjach to spore ułatwienie. Byłoby to coś fajnego, ale nie chcę wybiegać zbytnio w przyszłość. Na ten moment wiem, że mam kilka dni wolnego i na tym się skupiam. Najbardziej chciałabym się teraz dobrze wyspać i dobrze zjeść. Planuję kompletny wypoczynek nad morzem
- zdradziła.
W Dąbrowie Górniczej, gdzie dorastała tenisistka, powstał nawet mural przedstawiający Chwalińską.
To mnie akurat bardzo wzruszyło, bo na tamtejszych kortach spędziłam najwięcej czasu podczas swojej kariery. Dziękuję twórcy tego muralu
- podsumowała finalistka French Open.
