Reklama

Watykan

Reduta polskiego kościoła nad Tybrem

Polski Papieski Instytut Kościelny w Rzymie to jedna z najważniejszych instytucji polskiego Kościoła poza granicami Rzeczypospolitej

Niedziela Ogólnopolska 23/2016, str. 8-11

[ TEMATY ]

ksiądz

kapłan

kapłan

Ks. Wojciech Ryczkowski

Wspólnota Instytutu i goście w kaplicy z mozaikami o. Marko Rupnika SJ

W październiku 1978 r. kard. Stefan Wyszyński przyjechał do Rzymu podobnie jak inni purpuraci z całego świata. Prymas Polski jak zwykle zatrzymał się w Polskim Papieskim Instytucie Kościelnym w Rzymie przy via Pietro Cavallini 38. To tu 13 października odbyła się uroczysta kolacja, na którą przyszedł także kard. Karol Wojtyła. Choć Prymas przy stole wygłaszał zwykle krótkie przemowy, tym razem mówił bardzo długo. Kard. Wojtyła natomiast zdawał się być gdzieś daleko myślami, jakby zupełnie nieobecny.

Księża, którzy byli wówczas na kolacji, pytali obydwu polskich purpuratów o to, jaki będzie kolejny papież. Prymas Wyszyński mówił, że nowy papież musi być Janem Pawłem II, bo pontyfikat Jana Pawła I nie został dokończony. Z kolei kard. Wojtyła odpowiedział tylko: Kiedy zostanie wybrany Jan Paweł II, to się módlcie. Dwa dni później autor tych słów został wybrany na głowę Kościoła powszechnego.

– Tak wspominał pamiętną kolację w Instytucie ks. prof. Waldemar Chrostowski, uczestnik tamtego spotkania w przeddzień rozpoczynającego się konklawe – wyjaśnia „Niedzieli” ks. prał. Albert Warso, mieszkaniec Instytutu oraz pracownik Kongregacji Nauki Wiary.

Reklama

Jan Paweł II powrócił do Instytutu 2 lata później, 5 listopada 1980 r. – Cieszę się, że wracam do tego, co jest częścią mojego życia i co jest także częścią dziejów pracy Kościoła oraz Narodu mojego. I za te wszystkie dziejowe zasługi Instytutu Polskiego w Rzymie pragnę przy dzisiejszym spotkaniu podziękować – powiedział wówczas Papież.

Rezydencja Prymasa Tysiąclecia

Bywali tu przywódcy, politycy, generałowie i kardynałowie. W tym gmachu odbywały się narady biskupów z przedstawicielami emigracji. Bywali tu gen. Władysław Anders oraz gen. Stanisław Maczek. A w okresie wojny i tuż po jej zakończeniu widok żołnierzy w tym miejscu był czymś naturalnym, bo Instytut dawał schronienie tym, którzy mieli trudności z powrotem do Ojczyzny. Co ciekawe, zaraz po II wojnie światowej, do 1947 r., w Instytucie mieściło się seminarium duchowne dla byłych żołnierzy Wojska Polskiego na Zachodzie, którym wojna przerwała formację kapłańską albo którzy poczuli powołanie już w czasach pokoju. Pierwsi studenci z Polski przybyli do Instytutu dopiero po śmierci Bieruta i po odwilży politycznej.

Ks. Krzysztof Seroka

tym gmachu mieści się Polski Papieski Instytut Kościelny im. św. Józefa Sebastiana Pelczara

Po uwolnieniu z internowania Prymasa Tysiąclecia dom przy via Pietro Cavallini 38 stał się jego rzymską rezydencją. Kardynałowi urządzono tam mieszkanie, a w salonie przyjmował gości. Tu spotykał się z kapłanami, politykami i działaczami społecznymi, którzy mieli zakaz przyjazdu do okupowanej przez komunistów ojczyzny. Instytut stał się miejscem spotkań Prymasa z wolnym światem oraz działaczami polonijnymi. Nic więc dziwnego, że Jan Nowak-Jeziorański – dyrektor sekcji polskiej Radia Wolna Europa – określił instytut jako „Redutę Polskiego Kościoła nad Tybrem”.

Reklama

Podstawowym zadaniem instytutu jest jednak służenie Kościołowi w Polsce. Podczas Soboru Watykańskiego II wszyscy biskupi z naszego kraju, obecni na kolejnych sesjach soboru, spotykali się regularnie w tym miejscu, aby wypracować wspólne stanowiska w różnych kwestiach, dzielić się kompetencjami, wyznaczyć reprezentacje na poszczególne posiedzenia. – Hierarchowie innych narodowości patrzyli z uznaniem na jedność naszego Episkopatu. Narady polskich biskupów odbywały się regularnie – podkreśla ks. Warso. – W tych murach podpisano w 1965 r. słynny historyczny list biskupów polskich do biskupów niemieckich z prośbą o wzajemne przebaczenie.

Również teraz biskupi mieszkają i spotykają się w Instytucie, np. podczas wizyt „ad limina Apostolorum” oraz przy okazji innych pobytów w Rzymie. W Instytucie mieszka również kilku księży – pracowników dykasterii Stolicy Apostolskiej. Codziennym zadaniem placówki jest jednak opieka nad polskimi kadrami duchowieństwa i kształcenie księży. Do tej pory przez mury instytutu przeszło prawie 800 kapłanów studentów, z których blisko 500 uzyskało stopnie naukowe na papieskich uczelniach, a prawie 50 zostało później biskupami. Wśród nich są m.in. prymas Polski kard. Józef Glemp, przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki czy prymas senior abp Józef Kowalczyk.

– Instytut organizował także bardzo ważne sympozja naukowe, których zwieńczeniem były cenne publikacje – mówi ks. prał. Ryszard Selejdak, mieszkaniec Instytutu pracujący w Kongregacji ds. Duchowieństwa.

Polska racja stanu

Historia Instytutu sięga początków XX, a nawet XIX wieku, kiedy to w Rzymie studiował ks. Józef Sebastian Pelczar, późniejszy biskup przemyski i święty Kościoła katolickiego. Idea założenia domu dla polskich księży – studentów i pracowników Stolicy Apostolskiej – zrodziła się w drugiej połowie XIX wieku, kiedy Polski nie było na politycznej mapie świata. Władze zaborczych państw w obawie przed utratą kontroli nad kształceniem duchowieństwa zakazywały wysyłania kleryków czy księży na studia poza granice zaborów. Instytut miał więc być domem dla kapłanów szukających w Rzymie pogłębienia naukowego. Kapłani przebywający w tym miejscu mieli uczyć się Kościoła powszechnego, ale także dbać o polską rację stanu.

Druga połowa XIX i początek XX wieku to czas, kiedy polscy duchowni angażowali się w sprawę niepodległości swojej ojczyzny również w Watykanie. Najwięcej możliwości mieli wówczas hierarchowie z zaboru austriackiego. Obok św. bp. Pelczara aktywni byli św. abp Józef Bilczewski, kard. Jan Puzyna, a także ks. prał. Adam Sapieha.

Pomysłodawcy i fundatorzy instytutu postawili przed placówką jeszcze inne ważne cele. Miało to być miejsce, gdzie Polska jest jedna, a jego zadaniem było integrowanie elit kościelnych ze wszystkich trzech zaborów. To również przedstawicielstwo i swoista „placówka dyplomatyczna” Kościoła, który reprezentował naród. Cel ten został zapisany w „Poufnym memoriale”, w którym wskazano, że Instytut ma pomagać w kontaktach polskiej hierarchii kościelnej ze Stolicą Świętą. Bardzo ważnym motywem działania założycieli był ich głęboki patriotyzm oraz umiłowanie Ojczyzny.

Cztery lata po otwarciu Instytutu, w 1910 r. (ówczesna nazwa to Hospicjum Polskie), wybuchła I wojna światowa i księża studenci, jako obywatele wrogich państw, musieli opuścić Rzym. Instytut opustoszał na 9 lat, aby wznowić swoją działalność dopiero w 1923 r., kiedy to do Wiecznego Miasta przyjechali pierwsi kapłani z wolnej Polski.

Mniej studentów

Polscy biskupi na czele ze św. Józefem Sebastianem Pelczarem kupili budynek od Zgromadzenia Sióstr Ubogich św. Józefa Kalasantego. I choć był on wielokrotnie remontowany i rozbudowywany, to nadal można na jego elewacji odnaleźć zabytkowe elementy sakralne. Widać je też we wnętrzu reprezentacyjnej sali z biblioteką. Na suficie jest oryginalne drewniane sklepienie z kościoła oraz sztukaterie, a światło wpada do wnętrza przez witrażowe rozety.

Oprócz sakralnych elementów w wystroju nie brakuje symboli narodowych. Gdy wchodzimy do reprezentacyjnej sali, widzimy płaskorzeźbę przedstawiającą Dobrawę i Mieszka I. W salonie można zobaczyć Białego Orła w Koronie, popiersia Jana III Sobieskiego, gen. Władysława Andersa i oczywiście św. Jana Pawła II.

Instytut był wielokrotnie remontowany przez kolejnych księży rektorów. – Gdy przyjechałem tu w latach 80. ubiegłego wieku, mieliśmy problem nawet z prądem. Aby zagotować wodę na herbatę, każdy student musiał być wyposażony w przedłużacz, by dociągnąć prąd z korytarza – wspomina ks. Selejdak, który do Instytutu przyjechał w 1985 r.

Bardzo dużych zmian dokonał tu wieloletni rektor – ks. Zbigniew Kiernikowski (obecnie biskup legnicki). Dobudował dwa piętra i przeprowadził gruntowny remont. – Proszę spojrzeć na tę piękną mozaikę w kaplicy, autorstwa słynnego słoweńskiego artysty o. Marko Rupnika SJ, twórcy m.in. kaplicy Redemptoris Mater w Watykanie. To także inicjatywa i pomysł bp. Kiernikowskiego – wskazuje ks. Selejdak.

– Nasz dom przetrwał i nadal może działać także dzięki ofiarności wielu osób i instytucji z kraju i z zagranicy – podkreśla ks. dr Adam Sycz – obecny rektor Instytutu. – Nie można nie wspomnieć Ligi Katolickiej ze Stanów Zjednoczonych, która z wielkim zaangażowaniem przez wiele lat wspierała kształcenie polskiego duchowieństwa w Rzymie – dodaje. Obecnie w Instytucie mieszka i kształci się 29 księży studentów z polskich diecezji, których biskupi posyłają na specjalizację z różnych dziedzin kościelnych. Ksiądz Rektor wymienia przeważające kierunki studiów – są to: Pismo Święte, prawo kanoniczne, teologia dogmatyczna i moralna, patrologia czy komunikacja społeczna.

Cała historia Polskiego Papieskiego Instytutu Kościelnego w Rzymie pokazuje, że w czasach pokoju jest on kolejnym domem dla kapłanów, a gdy nad Polską pojawiały się ciemne chmury, zamieniał się w swoistą placówkę dyplomatyczną polskiego Kościoła. Instytut dla naszego Kościoła poza granicami Polski nadal odgrywa wyjątkową rolę jako „Reduta Polskiego Kościoła nad Tybrem”. Ks. Selejdak jest przekonany, że nie są to słowa mówione na wyrost.

Więcej na: www.pontipol.opoka.org

* * *

W Polskim Papieskim Instytucie Kościelnym w Rzymie przy via Pietro Cavallini 38 mieszkają księża skierowani przez biskupów na studia kościelne do Rzymu.

Dom ten powstał z inicjatywy św. bp. Józefa Sebastiana Pelczara. Biskup przemyski poświęcił go osobiście 13 listopada 1910 r.

Pierwszych 7 księży studentów zamieszkało tu w styczniu 1911 r. Od tego czasu podczas studiów w Rzymie w Instytucie przebywało prawie 800 księży z Polski, spośród nich 46 zostało mianowanych biskupami. Zostali nimi także ostatni rektorzy: ks. dr hab. Zbigniew Kiernikowski (pełniący rolę rektora w latach 1987 – 2002)i ks. dr Grzegorz Kaszak (2002-08). Drugą polską instytucją kościelną w Rzymie o podobnym charakterze jest Papieskie Kolegium Polskie przy piazza Remuria.

* * *

Rektorzy Polskiego Papieskiego Instytutu Kościelnego w Rzymie

1. Ks. Adam Potulicki (1910-12)
2. Ks. Władysław Kochowski (1912-14)
3. Ks. Adolf Świerczyński (1917-19)
4. Ks. Jerzy Gautier (1920-22)
5. Ks. Bogdan Niemczewski (1922-26)
6. Ks. Franciszek Barda (1928)
7. Ks. Tadeusz Zakrzewski (1928-38)
8. Ks. Józef Młodochowski (1938-43)
9. O. Kajetan Raczyński OSPPE (1943)
10. Ks. Marian Strojny (1946-58)
11. Ks. Franciszek Mączyński (1958-87)
12. Ks. Zbigniew Kiernikowski (1987 – 2002)
13. Ks. Grzegorz Kaszak (2002-08)
14. Ks. Bogusław Kośmider (2008-14)
15. Ks. Adam Sycz (od lipca 2014 )

2016-06-01 08:10

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Święcenia kapłańskie w Kłodzku

2020-07-08 08:41

Niedziela świdnicka 28/2020, str. VI

[ TEMATY ]

kapłan

kapłan

święcenia

Stanisław Bałabuch

Bp Bałabuch namaszcza dłonie kapłana olejem krzyżma

W kłodzkiej kolegiacie Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny bp Adam Bałabuch udzielił święceń kapłańskich jezuicie Dominikowi Sroce.

Dominik Sroka z Kłodzkiem związany jest od urodzenia. Tam się wychował i chodził do szkoły, odkrywał powołanie i słuchał głosu Pana. I choć po maturze podjął studia politechniczne, po 2 latach poszedł za głosem serca i podjął decyzję o wstąpieniu do Towarzystwa Jezusowego.

CZYTAJ DALEJ

5 pytań do… Pana Łukasza Szumowskiego, Ministra Zdrowia

2020-07-10 10:23

[ TEMATY ]

Szumowski

5 pytań do...

Ministerstwo Zdrowia

Piotr Grzybowski w kolejnym wywiadzie z cyklu "5 pytań do..." rozmawia z Ministrem Zdrowia, Łukaszem Szumowskim.

Piotr Grzybowski: Panie Ministrze, stał się Pan symbolem walki z pandemią, chciałbym jednak powrócić do początków Pana fascynacji medycyną. Co stało za decyzją, aby zostać lekarzem?

Łukasz Szumowski: Jeszcze w szkole podstawowej nie myślałem o zawodzie lekarza. U nas w domu nie było tradycji medycznych – mama jest polonistą, tata inżynierem. Ale już wtedy miałem takie przeświadczenie, że będę lekarzem, pomimo, że to fizyka była moją miłością i była na pierwszym miejscu. Dlatego też poszedłem do „Reytana” do klasy mat-fiz. Ale fizyka w mat-fizie to nie wszystko. Trudno było myśleć o studiach z fizyki, gdy okazało się, że nie jestem wybitny z matematyki. W liceum już wiedziałem, że medycyna łączy w sobie niezwykły świat – mama dała mi wtedy książki Prof. Hellera czy Prof. Sedlaka. Ale ta świadomość, że mam być lekarzem, że mam leczyć ludzi była ze mną od podstawówki, chociaż opierałem się jak mogłem.

Mój późniejszy mentor, prof. Franciszek Walczak, uświadomił mi, że fizyka to także prądy w sercu, a jeszcze mówił o nich w tak ciekawy sposób... To on dał mi asumpt do tego by wybrać kardiologię, choć poważnie zastanawiałem się także nad anestezjologią. Dzięki pasji prof. Walczaka i mnie wciągnęło w świat prądów w sercu. Na tę nową pasję poświęcałem każdą wolną chwilę. Gdy uświadomiłem sobie ilu poważnie chorym ludziom można pomóc i zobaczyłem na przykładzie profesora Walczaka ile to daje satysfakcji, nie było już odwrotu. Ablacje, czyli zabiegi regulujące zaburzenia rytmu serca, to była logiczna konsekwencja mojego wyboru.

PG: Co jest w tym zawodzie najtrudniejsze, a co najpiękniejsze?

ŁSz: Piękne w tym zawodzie w zasadzie jest wszystko. Co może dać więcej satysfakcji, niż widok człowieka, który jeszcze niedawno był umierający, pod tlenem, a żyje i czuje się dobrze? Kiedy widzi się dzieci i staruszków, którzy mogą cieszyć się z życia, z kontaktów z bliskimi i rodziną, a jeszcze niedawno ta rodzina drżała o to życie? Ja momentami, przy stole operacyjnym spędzałem po 12-14 godzin na dobę. Poza tym na stole operacyjnym człowiek zostaje odarty z tytułów i masek. I święty, i przestępca jest po prostu człowiekiem.

A trudna zawsze jest śmierć. Z nią nigdy człowiek się nie pogodzi, nawet gdy się z nią mierzy codziennie. Gdy, mimo olbrzymiego wysiłku całego zespołu, nie daje się pomóc, to jest to dramatyczny moment. Trudna jest akceptacja tego, że się czegoś nie wie, nie rozumie co dolega pacjentowi, kiedy robimy zabieg zgodnie z naszą wiedzą i …. nie działa …

PG: Nie uciekniemy od tematu pandemii. Chciałem zapytać o ten pierwszy moment, kiedy uświadomił sobie Pan spodziewaną jej skalę, zagrożenia?

ŁSz: Skala dramatów ludzkich, która miała miejsce we Włoszech, w Lombardii, te ciała wiezione na ciężarówkach, dramatyczne decyzje o tym, kogo podłączyć do respiratora, a komu tej pomocy odmówić… Tak, to myślę był ten moment, kiedy wszyscy zobaczyliśmy, co może wydarzyć się w czarnym scenariuszu. Później mieliśmy jeszcze lotnisko w Anglii przekształcane w kostnicę i Hiszpanię, w której nie nadążano spalać zwłok ludzkich. Nie ma chyba osoby, na której nie robiłoby to wrażenia. Dziś jednak nikt z nas już o tym zdaje się nie pamiętać. Dziś jest lato, wakacje, spotkania z bliskimi. W marcu był powszechny strach, by w Polsce nie doszło do powtórzenia sytuacji z Włoch. Na dziś my tę walkę z wirusem wygrywamy. Okupiliśmy to dużym wysiłkiem, ale było warto. Nie doszło w Polsce do sytuacji, w której musielibyśmy komuś odmówić pomocy, a to był nasz priorytet.

PG: Co było, może dalej jest, największym wyzwaniem w walce z Covid-19?

ŁSz: W czasie epidemii wszystko staje się wyzwaniem. Największym jest presja czasu przy olbrzymiej skali decyzji, które trzeba podjąć. Priorytetem było maksymalne ograniczenie ekspansji wirusa, przy jednoczesnym zapewnieniu pełnej wydolności szpitali, tak by mogły przyjąć każdego wymagającego pomocy. Szybki lockdown, czyli tak naprawdę powszechne ograniczenie aktywności społecznej, przy jednoczesnym powołaniu do życia szpitali jednoimiennych, izolatoriów dla chorych nie wymagających hospitalizacji, to były decyzje, które dawały nam przewagę nad wirusem – jeżeli tak obrazowo mogę powiedzieć. Poza tym zakupy… W marcu i kwietniu na rynku brakowało wszystkiego. Państwa prześcigały się w kupowaniu każdej dostępnej rzeczy: maseczek, kombinezonów, respiratorów – dosłownie wszystkiego. My też o każdy zakup musieliśmy walczyć. Dziś posłowie Koalicji Obywatelskiej zarzucają nam, że za maski przepłaciliśmy, że respiratory były za drogie. A ja odpowiadam: nikt w Polsce nie umarł z powodu braku sprzętu, a w innych państwach takie rzeczy były codziennością. My ratowaliśmy ludzkie życie. Pamiętam poczucie bezsilności i goryczy kiedy maseczki, które miały przylecieć do Polski zostały podkupione przez inne państwa…

PG: Jak by Pan zachęcił dzisiejszych maturzystów do wyboru studiów medycznych?

ŁSz: Zawód lekarza to jeden z najpiękniejszych zawodów. Można by powiedzieć cynicznie – wykonujesz swoją prace, a niejako przy okazji – jako bonus - pomagasz ludziom. Choć oczywiście pomoc drugiemu człowiekowi jest sednem tej pracy. To zawód, którego nie można go wykonywać mechanicznie. Tu nie ma miejsca na rutynę. Zawód lekarza to zawód, któremu trzeba się w pełni poświęcić, ale on dużo daje w zamian. Satysfakcję, codzienną przygodę poznawania nieodkrytych obszarów ludzkiego organizmu. Jesteśmy w stanie polecieć na księżyc, a nie wiemy jak wyleczyć raka…

Medycyna to naprawdę odkrywanie nowych lądów i wielka przygoda.

Poza tym, ja na studiach medycznych zyskałem coś najcenniejszego – moją żonę.

CZYTAJ DALEJ

COMECE: budujmy bardziej sprawiedliwą i przyjazną Europę

2020-07-10 20:53

[ TEMATY ]

Unia Europejska

Europa

kryzys

COMECE

Vatican News

Wobec kryzysu i trudności, które przeżywa, Europa potrzebuje wspólnego działania, aby była bardziej sprawiedliwa, gdzie wszyscy będą mieli jednakowe szanse i będą jednakowo traktowani, gdzie poszanowany będzie zrównoważony rozwój. Opinię tę wyraził sekretarz generalny Komisji Episkopatów Unii Europejskiej (COMECE) po spotkaniu ze stałym obserwatorem Niemiec przy Unii Europejskiej Michaelem Claussem. Kraj ten od 1 lipca br. sprawuje prezydencję w UE.

Ks. Manuel Barrios Prieto podkreślił, że u początków powstania Unii leżała świadomość, iż tylko wspólnie można przezwyciężyć trudności i budować pokój i dobro wspólne. Wskazał także na główne tematy ważne z punktu widzenia Kościoła. Mówi sekretarz generalny COMECE

Głos Kościoła głosem biednych, obrony życia, najsłabszych

„Uważam, że głos Papieża jest dziś jednym z najbardziej autorytatywnych na poziomie światowym wśród różnych spraw, o których mówi. Są tematy, na poziomie europejskim, które są bardzo istotne, jak ochrona stworzenia, czyli temat troski o nasz wspólny dom. To jest bardzo ważne i naprawdę razem musimy się o niego troszczyć, nie tylko ludzie wierzący, ale także i wszyscy ludzie dobrej woli, gdyż rozwój Unii Europejskiej niesie ze sobą zrównoważony rozwój, dbałość o przyszłe pokolenia ze wszystkimi trudnościami, które może on ze sobą przynieść – powiedział w wywiadzie dla Radia Watykańskiego ks. Manuel Barrios Prieto. - Naszym zdaniem najważniejsze są następujące tematy: troska o najsłabszych w naszych społeczeństwach, o tych, którzy tracą pracę, o osoby, które naprawdę zostaną dotknięte kryzysem gospodarczym. Trzeba myśleć o młodych, którzy poniosą koszty tego kryzysu, a którzy będą wchodzić w świat pracy. Nie można zapominać także o temacie migracji, który dla Kościoła jest tak ważny. To czas, kiedy jako Kościół musimy zabrać głos, który jest także głosem biednych, rodzin, głosem obrony życia, obrony najsłabszych, sprawiedliwości. Obronimy się razem, tylko w ten sposób możemy przezwyciężyć kryzys. Albo wszyscy zwyciężymy, albo wszyscy poniesiemy porażkę. Istnieje bowiem ryzyko, że projekt europejski, który narodził się po II wojnie światowej, rozmyje się i to dla ludzkości byłoby wielką stratą.“

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję