To było spotkanie, na które czekała przez całe życie. Ewa Machaj-Antosiewicz, jedna z tzw. dzieci oświęcimskich, po raz pierwszy odwiedziła grób Sługi Bożej Stanisławy Leszczyńskiej w Łodzi — położnej, która przyjęła jej poród w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz.
Pani Ewa przyjechała do Polski ze Stanów Zjednoczonych. Wzięła udział we Mszy św. sprawowanej w krypcie kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Łodzi, gdzie spoczywa Stanisława Leszczyńska. Dla wielu uczestników była to wyjątkowa uroczystość, jednak dla Ewy Machaj-Antosiewicz miała ona wymiar głęboko osobisty. Przyjechała bowiem pomodlić się przy grobie kobiety, której zawdzięcza życie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Ewa Machaj-Antosiewicz jest jednym z około trzech tysięcy dzieci, których porody przyjęła Stanisława Leszczyńska podczas swojego pobytu w obozie Auschwitz-Birkenau. Położna z Łodzi, mimo nieludzkich warunków, pomagała rodzącym więźniarkom różnych narodowości, nie odmawiając pomocy żadnej matce ani dziecku.
Mszy świętej przewodniczył ks. Krzysztof Helik, proboszcz parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. W homilii przypomniał, że życie Stanisławy Leszczyńskiej było świadectwem Ewangelii przeżywanej nie w nadzwyczajnych okolicznościach, ale w codziennej wierności Bogu.
— Stanisława nie miała w obozie ambony ani mikrofonów. Miała serce wierzące, ręce gotowe do służby, sumienie, którego nie sprzedała, modlitwę, której nikt nie mógł jej odebrać, i miłość silniejszą niż lęk – mówił kapłan.
Nawiązując do obecności Ewy Machaj-Antosiewicz, podkreślił, że jest ona żywym świadectwem owoców tej heroicznej postawy. — Dziś przy grobie Stanisławy stoi jedno z dzieci, które przeżyło. Pani obecność mówi nam, że warto ocalać życie, warto być wiernym Bogu i warto czynić dobro nawet wtedy, gdy świat wydaje się pogrążony w ciemności — zaznaczył.
Najbardziej poruszającym momentem uroczystości było świadectwo samej Ewy Machaj-Antosiewicz. Wspominała swoje spotkanie ze Stanisławą Leszczyńską sprzed wielu lat.
— Miałam dwadzieścia kilka lat, kiedy spotkałam ją po raz pierwszy po spektaklu poświęconym dzieciom oświęcimskim. Ktoś powiedział do niej: „To jest twoja Ewa”. Wtedy wzniosła ręce ku górze i zaczęła wołać: „Panie Boże ukochany, jakże mam Ci dziękować, że ona przeżyła!” – opowiadała ze wzruszeniem.
Wspominała także moment, gdy wręczyła położnej kwiaty. — Wzięłam jej rękę i zaczęłam całować każdy palec. Powiedziałam: „Pozwól mi. Przecież to Ty pierwsza dotykałaś mnie na tym świecie”. A wtedy przytuliła mnie bardzo mocno — mówiła. Przypomniała również, że Stanisława Leszczyńska chrzciła nowo narodzone dzieci i nadawała im imiona, wierząc, że każde życie ma nieskończoną wartość i godność.
Po zakończeniu Eucharystii uczestnicy modlili się przy grobie Sługi Bożej S. Leszczyńskiej o jej rychłą beatyfikację. Dla Ewy Machaj-Antosiewicz była to wyjątkowa chwila wdzięczności i pamięci. Po raz pierwszy mogła stanąć przy grobie kobiety, która pomogła jej przyjść na świat w jednym z najciemniejszych miejsc XX wieku. Spotkanie z „położną z Auschwitz” pozostaje dla niej świadectwem, że nawet pośród zła można ocalić człowieczeństwo, nadzieję i życie.
