Reklama

Bóg stawia nam konkretnych ludzi na drodze

2016-07-27 14:51

Katarzyna Jaskólska
Edycja zielonogórsko-gorzowska 31/2016, str. 4-5

Piotr Jaskólski
Iwona Nowak pracuje w Wydziale Duszpasterstwa Rodzin

Z Iwoną Nowak rozmawia Katarzyna Jaskólska

KATARZYNA JASKÓLSKA: – Wciąż słyszymy, że teren naszej diecezji opanowała wręcz plaga rozwodów. Nie mówiąc już o ludziach, którzy się co prawda nie rozwiedli, ale i tak żyją, jakby ich małżeństwo przestało istnieć.

IWONA NOWAK: – Na pewno mają bardzo pod górkę.

– Przyszedł kryzys, jeden, drugi, ludzie się poddali. Ale czy kryzys zawsze musi się pojawić? Nie da się tego jakoś uniknąć?

– To jest wpisane w życie, że ludzie popełniają błędy. Nawet jeśli podejmują decyzję o małżeństwie, czyli o stworzeniu wspólnoty, to i tak długo jeszcze myślą „ja”. Ja potrzebuję, ja wymagam. Kiedy takie dwa „ja” się spotkają, zgrzyt po prostu musi nastąpić. Trzeba się tego uczyć, że jedno dla drugiego może z czegoś zrezygnować w imię miłości.

– Skoro więc kryzys jest czymś normalnym w małżeństwie, to w takim razie normalne powinno być, że ludzie sobie z tym jakoś poradzą?

– Wielu ludziom niestety się wydaje, że kryzys jest przekreśleniem wszystkiego. Żyjemy w czasach, kiedy duża liczba osób najpierw ze sobą mieszka, a dopiero później – czasem nawet po latach, kiedy są już dzieci – pojawia się myśl o małżeństwie. Ludzie nie rozumieją, że małżeństwo niczego nie finalizuje, że to dalsza droga. I kiedy po ślubie pojawią się zgrzyty czy większe kryzysy, wydaje im się, że to koniec. Tak się dzieje w wielu przypadkach.

– W takim razie gdzie szukać pomocy – ale takiej pomocy, która nauczy samodzielnie pokonywać przynajmniej część zgrzytów?

– Niektórzy mówią, że mają taką siłę, taką mądrość w sobie i że sami potrafili sobie poradzić. Ja osobiście nie mogę tak powiedzieć, bo moje doświadczenie jest takie, że gdyby nie Pan Bóg i ludzie, którzy stanęli na mojej drodze, to nie wiem, co byłoby z moim małżeństwem i z moją rodziną.

– Pan Bóg i ludzie...

– Bóg stawia nam konkretnych ludzi na drodze. Bardzo Mu za nich dziękuję. A szczególnie mam na myśli Siostry Uczennice Krzyża. To zgromadzenie, które nie ma swojego domu na naszym terenie, ale są w naszej diecezji ludzie, którzy z ich pomocy korzystają od lat.

– Jak się Pani z nim zetknęła?

– Stanęły na mojej drodze dokładnie w dziesiątą rocznicę ślubu. To był zupełny przypadek. Po pierwszym roku mojej pracy w szkole zbliżały się wakacje i ktoś mi powiedział, że można pojechać do tych sióstr na wakacyjne rekolekcje. Byliśmy wtedy z mężem jeszcze na dorobku, więc propozycja takich tanich wakacji była bardzo atrakcyjna, szczególnie dla ludzi bez samochodu i z małymi dziećmi. Do tego jeszcze namawiali nas znajomi. Pamiętam, że Krzysiu przyszedł do nas na herbatkę i przekonał mojego męża, bo mnie nie trzeba było namawiać, zachwyciłam się tym pomysłem od początku. Ale mężczyzna z mężczyzną sobie pogadali i pojechaliśmy do Pobierowa na pierwsze z wielu rekolekcji do Uczennic Krzyża. Siostry mieszkały tam wtedy jeszcze w takim zabytkowym domostwie, ale ze względu na decyzję konserwatora zabytków później musiały się stamtąd przenieść.

– Co jest takiego ujmującego w tych siostrach?

– Byliśmy nimi zauroczeni, zwłaszcza ich duchowością. Zaczęliśmy szaleć z Panem Bogiem. Charyzmat Uczennic Krzyża opiera się przede wszystkim na tym, że mają służyć małżeństwom i rodzinom. W tej chwili mają już bardzo mocno rozbudowane kierunki działania. Ich praca apostolska skierowana jest do dzieci, młodzieży, studentów, całych rodzin i osób samotnych. Po jakimś czasie powstała też wspólnota Uczniów Krzyża, czyli ludzi świeckich, którzy po odpowiednim czasie formacji przyrzekają publicznie, że będą tę duchowość również w swoim życiu małżeńskim pielęgnować.

– Jak wyglądają rekolekcje z siostrami?

– To czas „do tańca i do różańca”. Siostry bawią się z nami, tańczą, śpiewają, opowiadają żarty, przebierają się, uczą choreografii… Robią to przepięknie, każda z nich ma jakieś talenty. Nawet słyszałam o siostrze, która nie umiała śpiewać ani grać na gitarze, a gdy wstąpiła do wspólnoty, to ułożyła tekst, nauczyła się grać i napisała znaną do dziś pieśń „Już teraz we mnie kwitną Twe ogrody”.
Dzień rekolekcyjny zaczyna się o godz. 8 modlitwami porannymi. Mogą to być zwykłe modlitwy, może być Liturgia Godzin. Po śniadaniu jest czas na konferencję, a po niej wyciszenie. Około południa mamy Mszę św. Po obiedzie jest czas dla rodziny – można wtedy we własnym zakresie zwiedzać okolicę. A jest gdzie jeździć, bo rekolekcje są organizowane w górach, nad morzem i w takich miejscach, gdzie znajdują się jakieś atrakcje.
Po godz. 16 jest kolejna konferencja i chwila wyciszenia lub adoracji. Po kolacji może być kolejna konferencja albo jakieś spotkanie integracyjne.

– A co z dziećmi?

– Ponieważ są to rekolekcje nastawione na rodziny, opieka nad dziećmi jest zorganizowana. I to zorganizowana na bardzo wysokim poziomie. Siostry mają świadomość, że jeśli rodzic musi się na jakiś czas odseparować od małego dziecka, to jeśli opieka nie będzie solidna, rodzic będzie cały czas się zamartwiał i nie skupi się na programie rekolekcji. Siostry robią zajęcia dla dzieci w różnych grupach wiekowych, tak żeby nikt się nie nudził. Przy okazji siostry też ewangelizują dzieci. A przy zupełnych maluchach gwarantowana jest indywidualna opieka. Jedna siostra jest opiekunką takiego dziecka do końca rekolekcji, rodzice mówią, jakie są potrzeby, i spokojnie mogą uczestniczyć w swoich zajęciach.
Kiedy przyjechaliśmy pierwszy raz, nasz najmłodszy synek miał 8 miesięcy. Siostra postulantka wzięła go i zajęła się nim. A ja z mężem mogłam spokojnie posiedzieć, posłuchać.

– To duże udogodnienie.

– Te rekolekcje są podobne do Dialogów Małżeńskich albo do zasiadania w Domowym Kościele. Chodzi po prostu o to, żeby małżonkowie mieli w ciągu dnia czas wyłącznie dla siebie, w odosobnieniu. Żeby mogli się pomodlić albo po prostu pójść gdzieś na łąkę, na spacer i porozmawiać. Zwłaszcza ci, którzy mają gromadkę małych dzieci, potrzebują takiego wytchnienia.
Trzeba sobie jasno powiedzieć, że wyjazd z małymi dziećmi jest kłopotliwy. Ale Uczennice Krzyża tak to mają przemyślane, że ludzi chętnie do nich jeżdżą. Przyjeżdżają przecież nawet matki z dzieckiem przy piersi, więc zupełnie malutkim.

– Wielu ludzi nie chce wchodzić do wspólnoty, zwłaszcza kiedy już mają dzieci, bo boją się, że będą musieli się angażować i nie zostanie im czasu na nic.

– A rozwój duchowy w rodzinie jest bardzo ważny. Niekoniecznie wszystko musimy robić perfekcyjnie. Dobrze jest trochę odpuścić w jednej sferze, a w zamian postawić trochę więcej na duchowość. Trzeba zaufać Panu Bogu. Choćby takie rekolekcje – to naprawdę ważny czas dla całej rodziny, dla integracji, dla wzrostu duchowego. Wzrost duchowy jest w małżeństwie naprawdę ważny.
W ogóle ważne jest pielęgnowanie relacji małżeńskiej. Nie można skupiać się wyłącznie na dzieciach. One nie mogą stać się najważniejsze. I dzieci muszą o tym wiedzieć. Bo nie może być tak, że dzieci są na pierwszym planie, a mąż czuje się odsunięty albo żona czuje się niedowartościowana. Jeśli rodzice są nieszczęśliwi, to dzieci to widzą, wyczuwają i same też nie są szczęśliwe. Kiedy rodzice się przytulają, mówią do siebie czułymi słowami, szanują się, to dzieci uczą się tego od nich.
Bardzo trudno jest dbać o duchowość bez wspólnoty. Jeśli się jakąś znajdzie, to warto przy niej trwać. A wspólnoty są przecież różne, więc niekoniecznie trzeba się zatrzymać na tej pierwszej, jeśli nie do końca nam pasuje. Ja polecam Uczennice Krzyża, bo je dobrze znam i odnajduję się w tej duchowości. Oczywiście pamiętajmy, że samo wejście do wspólnoty nie rozwiąże naszych problemów. Po latach to odkryłam. Chodzi o ciągłe nawracanie się. Ciągłe pytanie Pana Boga, gdzie jest moje miejsce. A wspólnota bardzo w tym pomaga. Bo w codzienności bardzo często o tym zapominamy i drugi człowiek, stojący trochę z boku, może nas naprostować. Poza tym również w samym małżeństwie się zmieniamy, dzieci dorastają, odchodzą z domu – codziennie na nowo stajemy wobec różnych sytuacji i nie będzie jednego gotowego rozwiązania. We wspólnotach małżeńskich mamy możliwość skorzystania z doświadczeń innych par, uczyć się od siebie nawzajem.

– Przeciętnemu człowiekowi wydaje się, że wejście do wspólnoty kościelnej oznacza tylko długie modlitwy. A przecież wspólnota pomaga nam się rozwijać na różnych poziomach.

– To wielki błąd. Każdy członek wspólnoty daje innym świadectwo swego życia. Teraz jest tendencja do takiego izolowania się od innych, bo tyle jest zagrożeń. Ale w konsekwencji zostaje się samemu. I to jest bardzo niebezpieczne, bo łatwo zbłądzić. Człowiek jest jednak istotą społeczną i potrzebuje innych. Dlatego warto szukać wspólnoty.
Uczennice Krzyża szukają wciąż nowych pomysłów, również na formację w ciągu roku. Ciekawą propozycją są np. rekolekcje dla ojców i córek albo matek i synów, albo dla ojców i synów oraz matek i córek.
Szczerze powiem, że byłoby wspaniale, gdyby w którymś momencie siostry zamieszkały również w naszej diecezji, bo owoce ich posługi są naprawdę piękne. Aktualnie z Uczennicami Krzyża mają kontakt głównie rodziny z Zielonej Góry. Spotykamy się dwa razy w miesiącu, żeby rozważać Pismo Święte. Raz na dwa miesiące przyjeżdża siostra i wtedy mamy dzień skupienia, najczęściej w Ochli albo w Drzonkowie. Samych małżonków jest około 20 osób, a jak doliczyć do tego dzieci, to nasza wspólnota jest całkiem spora. Jesteśmy otwarci na nowe małżeństwa.
Dodam jeszcze, jeśli ktoś zainteresował się Uczennicami Krzyża i chciałby jakoś wspomóc ich pracę, że jest Fundacja Dom na Skale z siedzibą w Czmońcu, na którą można na przykład przekazać 1% swojego podatku. O samych siostrach można poczytać na stronie www.uczennicekrzyza.pl.

Tagi:
wywiad

Bp Jarecki: poszukajmy w nauczaniu kard. Wyszyńskiego wskazówek na dzisiejsze czasy

2019-11-20 22:00

Maria Czerska / Warszawa (KAI)

- Chcemy podjąć namysł nad nauczaniem kard. Wyszyńskiego, by spróbować światło tego nauczania rzucić na współczesne otaczające nas problemy – podkreśla bp Piotr Jarecki, odpowiedzialny za cykl debat „Myśląc z Wyszyńskim”, które odbywać się będą co miesiąc w Domu Arcybiskupów Warszawskich. Pierwsze spotkanie zatytułowane „Dlaczego Prymas Tysiąclecia? Co zawdzięczamy kard. Stefanowi Wyszyńskiemu?” zaplanowane jest już na 21 listopada.

ARTUR STELMASIAK

KAI: „Myśląc z Wyszyńskim” – ten zorganizowany z inicjatywy archidiecezji warszawskiej cykl spotkań to jedna z form przygotowania wiernych do beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego. Dlaczego to przygotowanie jest takie ważne?

Bp Piotr Jarecki: Bardzo ważne jest, by tematu świętości nie ograniczać do jakiś jednorazowych wydarzeń, ceremonii. Przygotowanie powinno nam pomóc w głębszym przeżyciu tej rzeczywistości w Kościele. Z inicjatywy archidiecezji organizowane są zasadniczo dwa, komplementarne wobec siebie cykle spotkań. Każdego 28 dnia miesiąca w katedrze, tam gdzie spoczywa kard. Wyszyński , będzie celebrowana Msza św. ze stosowną homilią. Zresztą te celebry odbywają się już od dłuższego czasu. Po Eucharystii odbędzie się wykład poświęcony konkretnemu tematowi z nauczania przyszłego błogosławionego. Te modlitewne spotkania będą okazją, by przyjrzeć się głębokiej duchowości kard. Wyszyńskiego, jego zanurzeniu w Bogu, zawierzeniu Chrystusowi przez Maryję.
Cykl „Myśląc z Wyszyńskim” rozpoczynamy już 21 listopada. Spotkania odbywać się będą w każdy trzeci czwartek miesiąca, od listopada do maja. Będzie to próba namysłu nad nauczaniem Prymasa Tysiąclecia ale nie w sensie tylko historycznym. Chodzi o to, by światło tego nauczania spróbować rzucić na współczesne otaczające nas problemy duchowe, moralne, kościelne, społeczne.
Warto wspomnieć, że wiele różnych środowisk organizuje szereg spotkań i konferencji poświęconych przyszłemu błogosławionemu po to, byśmy się właściwie – i doktrynalnie, i ideowo, i duchowo – przygotowali na te uroczystości a następnie na kult błogosławionego biskupa.

- Jakie zagadnienia poruszane będą podczas spotkań „Myśląc z Wyszyńskim”?

-Pierwsze spotkanie zatytułowane jest „Dlaczego Prymas Tysiąclecia? Co zawdzięczamy kard. Stefanowi Wyszyńskiemu?” Prymas Tysiąclecia – to wielki tytuł, sugeruje, że był to największy Prymas w 1000-letniej historii chrześcijaństwa w Polsce. Warto się zastanowić, co zawdzięczamy mu dziś, jakie są podstawy do nadania takiego tytułu.
Kolejne tematy „Rodzina. Wyzwania i szanse współczesnej rodziny”, „Prawda antropologiczna: mężczyzną i kobietą stworzył ich”. Męskość, kobiecość, małżeństwo i rodzina – na to też trzeba rzucić światło, choćby nawiązując do tak szeroko dyskutowanych dziś, nie zawsze w sposób właściwy, problemów związanych z gender czy LGBT.
„Czas to miłość. Społeczna krucjata miłości”- jakimi zasadami powinniśmy się w życiu kierować, by używając słów II Sob. Watykańskiego, nie zagubić człowieka, żeby w tym wszystkim, co się dokonuje w systemie politycznym i gospodarczym, w kulturze, człowiek był centrum, zasadą i celem. Człowiek się nie rozwinie, jeśli nie będzie częścią wspólnoty. Kard. Wyszyński mówi „Czas to miłość”. Niektórzy mówią: „Czas to pieniądz”… Ale nie wystarczy powiedzieć „miłość”, trzeba tę miłość właściwie rozumieć, jako zakorzenienie w Bogu Miłości.
Wreszcie wielki temat pracy - „Praca – przymus czy szansa?”. Porównując tamte realia z dzisiejszymi, bardzo wiele się zmieniło, ale istota pracy wciąż jest taka sama. O podmiotowym wymiarze pracy ludzkiej Kościół naucza od dawna. Istotny jest zewnętrzny owoc pracy ale najważniejsze jest to, co dzieje się z człowiekiem podczas procesu pracy. Ten temat, o którym wiele mówił i myślał kard. Wyszyński jest dziś niesamowicie aktualny. Chodzi o właściwe rozumienie pracy i umiejscowienie jej w całym życiu człowieka i społeczeństwa.
„W służbie dobra wspólnego. Polityka, naród, państwo” – poszukamy w myśli kard. Wyszyńskiego, czegoś, co mogłoby nas w tej kwestii ukierunkować; pewnej syntezy, która mogłaby być dla nas odpowiedzią na pytania, które pojawiają się wobec wielkiego chaosu pojęciowego w tej dziedzinie. Do listy tych pojęć być może warto by było jeszcze dodać „Kościół”. Zastanowimy się, jakie są relacje między tymi rzeczywistościami.
Ostatnie spotkanie, które przypadnie w maju, będzie nawiązaniem do obchodzonej wówczas 100. rocznicy urodzin Karola Wojtyły: „Nigdy jeden przeciw drugiemu. Kard. Karol Wojtyła i Prymas Stefan Wyszyński – komplementarność charyzmatów”. Będziemy zwracać uwagę na to, co w Kościele nazywamy jednością w wielości a co jest inspiracją Ducha św. Jego dziełem jest bogactwo i różnorodność. On też sprawia, że przy różnicach można zachować jedność. Ten fenomen pokażemy na przykładzie Jana Pawła II i kard. Wyszyńskiego, postaci niewątpliwie różnych, intelektualnie, duchowo, duszpastersko, a jednocześnie potrafiących się tymi różnicami wzajemnie wzbogacać i współpracować, również dla dobra Kościoła, Polski, społeczności międzynarodowej, nas wszystkich. My tego dziś nie potrafimy! Różnice nas dzielą. Potrzebujemy wzorców, jak różnic nie przekształcać w walkę, jak się różnić w jedności.
Odnosząc nauczanie kard. Wyszyńskiego do współczesności, nie bójmy się też powiedzieć, jakie elementy tego nauczania być może się zdezaktualizowały. Być może do pewnych tematów dziś inaczej powinniśmy podejść, używać innych terminów, ponieważ żyjemy w bardzo dynamicznej cywilizacji, która ustawicznie się zmienia, obserwujemy przyspieszenie historii. Temu też warto się przyjrzeć.

- Beatyfikacja ma służyć tym, którzy żyją. W jakim sensie kard. Wyszyński, człowiek, który żył w innej epoce, pełnił funkcje dla większości niedostępne, ma być wzorem dla nas?

- Nie warto jest łączyć świętości tylko z konkretną epoka, czy funkcją w Kościele. Świętość to podstawowe powołanie każdego ochrzczonego. Ale my dziś potrzebujemy na nowo sobie uświadomić, o co w tym chodzi. Lubię mówić, że świętość to jest nade wszystko dzieło Boga w człowieku. Świętość przypomina nam, że człowiek sam sobie nie wystarcza. Świętość wskazuje na relację – relację człowieka do Boga. Relacja do drugiego człowieka jest tylko konsekwencją tej pierwszej relacji.
Człowieka, który liczy na własne siły nie stać na świętość. Nie stać go na to, dopóki się nie otworzy na Kogoś, kto go wyprzedza, jest o wiele mądrzejszy, mocniejszy, potrafi bardziej miłować. Niezależnie od naszego miejsca w Kościele – czy to świecki, czy zakonnik, czy biskup – wszystkich nas jednoczy chrzest święty, który jest wezwaniem i uzdolnieniem do nawiązywania głębszej relacji z Bogiem.
Czego nas uczy kard. Wyszyński? - Przeżywania swojej ludzkiej słabości, grzeszności i oddawania jej mocy uświęcającego Boga. Uczy nas bezgranicznego zawierzenia Bogu, odkrywania Jego woli i posłuszeństwa jej.
Na świętość też można patrzeć, jako na kontynuację dzieła wcielenia. Trzeba to oczywiście dobrze rozumieć. Bóg stał się człowiekiem w konkretnym człowieku, w Jezusie., który jest Chrystusem – prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. W nim raz na zawsze zbawił świat. Ale to zbawienie trwa - trwa także w człowieku i przez człowieka. Święty to jest ktoś, kto jest zjednoczony z jedynym Zbawicielem, Jezusem Chrystusem. Gdy zaczyna się z Nim utożsamiać, przez niego Jezus Chrystus zaczyna działać. W ten sposób ludzie, zjednoczeni z Bogiem pomagają Bogu kontynuować dzieło zbawienia. To dokonuje się przede wszystkim poprzez świętych. Dokonywało i dokonuje się – jak wierzymy – przez błogosławionego kard. Wyszyńskiego.
Wezwany jest do tego każdy chrześcijanin ale my mamy z tym wielkie problemy. Święci potrafią współpracować z łaską, która została im dana. Dlatego odkrywają swoją misję życiową jak najlepiej rozumianą. Życie przeżywane w kategorii misji w oderwaniu od Boga prowadzi do wielkich nieszczęść. Natomiast misja życiowa w łączności z Panem Bogiem – to pomoc w zbawianiu świata i źródło życia szczęśliwego.

- Świętość, o której Ksiądz Biskup mówi dokonuje się głęboko w sercu każdego człowieka. Kościół naucza jednak, ze mamy naśladować świętych. W jaki sposób naśladować kard. Wyszyńskiego?

- Pierwsza sprawa to odkrycie swojego życiowego powołania. Kard. Wyszyński tak właśnie musiał podchodzić do swojego życia. Dla nas to jest trudne. Podejrzewam, że niewielu z nas tak do tego podchodzi, pyta się, jaki jest zamysł Boga względem mojej osoby. Kard. Wyszyński uczy nas takiego podejścia. Nie oszczędzał się, gdyż miał poczucie misji, którą otrzymał od Boga.
Warto podkreślić jego wielką miłość i nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny. On nie podchodził do Maryi historycznie. Wierzył, że jest obecna, prowadzi do Chrystusa i z Nim jednoczy. Jest Matką wiary, jest Matką Kościoła.
Kard. Wyszyński właściwie rozumiał Kościół – z jego blaskami i cieniami. Wierzył, że w Kościele jest Chrystus, który go nie opuści, mimo ludzkich słabości. Powiedział „Całe moje życie było jednym Wielkim Piątkiem”, ale nie załamał się w obliczu trudności, nawet w więzieniu. Swą ponadludzką zdawałoby się siłę, czerpał odpowiadając na wezwanie Boga. Nie był pesymistą, wierzył że miłość nadprzyrodzona, płynąca z Ofiary Chrystusa - jest zwycięska.
Ważna wskazówka na dzisiejsze czasy to również – nie ulegać atomizacji, indywidualizmowi, osadzać życie we wspólnocie i przeżywać jego relacyjny wymiar. Dziś obserwujemy dwie tendencje. Jedną jest indywidualizm, ucieczka do „własnej izdebki”, drugą – rozpłyniecie się w globalizmie. Kard. Wyszyński zwracał uwagę na znaczenie wspólnoty, jaką jest naród, kulturowa zbiorowość, idąca przez dzieje, przekazująca z pokolenia na pokolenie zasady, tradycje, wiarę i inne wartości. Z czwartego przykazania Bożego wyprowadzał miłość do Ojczyzny, głosił tę miłość i do niej wychowywał.
Prymas Wyszyński miał wielki szacunek dla drugiego człowieka, umiał przebaczać. Świadkowie mówią, że każdemu wybaczył i to nie tylko słownie. Modlił się za Bieruta. My mamy z tym problem. Modlimy się codziennie „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom…” ale tak naprawdę, zwłaszcza, jak ktoś kilka razy nadepnie na odcisk – to jest bardzo trudne… Tego możemy się uczyć od kard. Wyszyńskiego.
Ale przede wszystkim – jak powiedziałem – uczył nas bezgranicznego zawierzenia Bogu, Jego Mocy Miłości oraz oddawania wszystkich swoich problemów, słabości, grzechów przekształcającej potędze Miłości Chrystusowej Ofiary Krzyża.

- Jak wyglądać będą spotkania z cyklu „Myśląc z Wyszyńskim”?

- Spotkania odbywać się będą raz na miesiąc. Przygotowywane będą przez poszczególne środowiska – UKSW, Papieski Wydział Teologiczny, Instytut Prymasowski, Centrum Myśli Jan Pawła II oraz Muzeum Jana Pawła II i Kard. Wyszyńskiego. Za każdym razem przewidziany jest udział 3 prelegentów, którzy wymienią się opiniami, by potem odpowiadać na pytania uczestników. Do udziału zaproszeni są wszyscy, a zwłaszcza środowiska uniwersyteckie i laikat katolicki. Debaty śledzić będzie można on-line na stronie archidiecezji warszawskiej.
rozmawiała Maria Czerska

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Gądecki: forma pogrzebu oczyszczeniem Kościoła poznańskiego

2019-11-18 11:36

msz / Poznań (KAI)

Jestem przekonany, że sytuacja w której znaleźliśmy się dzisiaj posłuży do oczyszczenia Kościoła poznańskiego – powiedział po pogrzebie abp. Juliusza Paetza abp Stanisław Gądecki.

episkopat.pl
Abp Stanisław Gądecki

Publikujemy tekst oświadczenia, jakie metropolita poznański wypowiedział podczas dzisiejszego briefingu w Poznaniu:

„W związku ze śmiercią ks. abp. Juliusza Paetza pragnę podkreślić kilka faktów z przeszłości i – za pośrednictwem środków społecznego przekazu – zwrócić się do wszystkich z krótkim przesłaniem: 2001 – komisja kierowana przez abp. Antoniego Stankiewicza dla zbadania wiarygodności oskarżeń przekazała swoje wnioski Stolicy Apostolskiej, 2002 – św. Jan Paweł II przyjął dymisję abp. Juliusza Paetza, 2002 – kard. Giovanni Battista Re zalecił, aby abp senior nie przewodniczył publicznym czynnościom liturgicznym, 2002 – św. Jan Paweł II potwierdził tę decyzję, 2013 – kard. Tarcisio Bertone zachęcił abp. seniora do życia w odosobnieniu, do przemyśleń i modlitwy, wezwanie to zostało powtórzone przez nuncjusza Celestino Migliore w 2016 r.

Dzisiaj rano miała miejsce Msza św. pogrzebowa w katedrze poznańskiej, miejscem pochówku abp. seniora będzie cmentarz parafialny rodziny zmarłego na poznańskiej Starołęce.

W trosce o jedność Kościoła proszę wszystkich wiernych o to, aby strzegli samych siebie i byli bez grzechu.

Jestem przekonany, że sytuacja w której znaleźliśmy się dzisiaj posłuży do oczyszczenia Kościoła poznańskiego”.

Przeczytaj także: Abp Paetz nie został pochowany w katedrze
CZYTAJ DALEJ

Reklama

6. Adwentowy dzień skupienia dla kobiet

2019-11-21 09:25

Materiały prasowe

Wspólnota dla mam z małymi dziećmi Integralne Mamy serdecznie zaprasza na 6. Adwentowy Dzień Skupienia dla kobiet, który odbędzie się we środę 4. grudnia 2019 r. w kościele pw. Matki Bożej Królowej Polski przy ul. Zamiejskiej w Krakowie.

plakat

We wspólnym gronie wysłuchamy konferencji o tym, jak rozeznawać w sytuacjach niejednomyślności w Kościele. Głosić będzie ks. dr Bogusław Kastelik.

Ramowy plan dnia skupienia:

9:30 – okazja do spowiedzi świętej oraz indywidualna adoracja Najświętszego Sakramentu

10:00 – Msza Św. z krótkim kazaniem

ok. 11:00 – konferencja

ok. 11:30 – spotkanie w salce, poczęstunek, dzielenie się refleksjami Podczas Mszy Świętej do dyspozycji najmłodszych oddajemy kącik zabaw oraz przewijak.

Dziecięcy gwar jest mile widziany! 

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem