Reklama

Świadectwa uczestników Dni w Diecezji

2016-08-04 10:39

Wypowiedzi zebrał ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 32/2016, str. 4-8

Archiwum ks. Adama Stachowicza
Grupa z Francji podczas prezentacji na sandomierskim Rynku

Sarah z Francji: – Dzięki Światowym Dniom Młodzieży umocniłam swoją wiarę we wspólnocie, zawarłam wiele nowych przyjaźni i uwielbiałam Pana Boga. To dla mnie niesamowite przeżycie: zarówno duchowe, jak i emocjonalne. Mam nadzieję, że dobry Bóg pozwoli mi w przyszłości znowu wybrać się na Światowe Dni Młodzieży.

Ambre z Francji: – W Polsce podobała mi się przede wszystkim postawa rodzin, które nas przyjmowały. Ich gościnność, otwartość i szczerość. Na pewno będzie nam tego brakowało po powrocie do Francji. Dzięki temu pobytowi w Tarnobrzegu i tym Dniom w Diecezji mamy bardzo dużo energii i czujemy się tacy naładowani na spotkanie z Papieżem w Krakowie. Zaskoczyło nas natomiast to, że Polacy bardzo dużo jedzą (uśmiecha się). Wszyscy moi znajomi mają podobne odczucia i tak się zastanawialiśmy, czy nie było tak, że wszystkie rodziny zostały poproszone, aby tak gościnnie i z taką obfitością nas przyjąć.

Świadectwa uczestników z Krakowa:

Karolina Martyniuk: – Pierwsze wrażenie po przyjeździe do parafii zakwaterowania, a później do Krakowa było takie, że organizatorzy i wolontariusze spisali się na medal i wykonali ogrom dobrej roboty. Mimo dużej liczby młodych przybyłych na ŚDM wszystko było klarowne, a samo poruszanie się po mieście od punktu do punktu przebiegało bardzo sprawnie. Niesamowitym przeżyciem było ujrzeć tłumy młodych ludzi wierzących w Boga i wyznających te same ideały. Mimo różnic kulturowych i językowych potrafiliśmy, mijając się na ulicy, serdecznie przywitać się i okazać sobie życzliwość. I to wszystko zupełnie bezinteresownie! Jedni dopingowali drugich, kiedy ci śpiewali typowe dla swojego kraju pieśni, nawet jeśli ich nie rozumieli. To był czas zjednoczenia i zatarcia granic. To czas budowania wspólnoty młodego pokolenia Kościoła, wspólnoty ludzi, których być może dzieli odległość, ale łączy osoba Chrystusa.

Reklama

Magdalena Chmiel: – Światowe Dni Młodzieży to wielkie wydarzenie i przeżycie dla mnie. To nie tylko nawiązywanie nowych znajomości, ale też ogromne dzielenie się świadectwem wiary. Kiedy tylko nasz autobus podjechał na miejsce, w którym mieliśmy mieszkać, od razu ujrzeliśmy wolontariuszy: ci głośno grali i śpiewali, witając nas. W tym momencie, pamiętam, minęło zmęczenie podróżą, a radość witających nas ludzi udzieliła się wszystkim. Atmosfera panująca na ulicach miasta była nie do opisania. Wszędzie widać było młodych ludzi z różnych stron świata darzących się uśmiechem i Bożą radością. Od razu można było poczuć, że razem tworzymy coś wielkiego. Jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam tu być i razem z innymi pokazywać, jak ważny jest dla mnie Jezus Chrystus.

Anita Oszczypała: – Jako wolontariusze zostaliśmy przydzieleni do różnych sekcji. Każda z nich miała inny zestaw obowiązków i inny plan dnia. Ja odpowiadałam za punkt informacyjny na stadionie Cracovii na pierwszej zmianie. Mieliśmy szkolenia, więc wiedzieliśmy, jak będzie wyglądała nasza praca. Przełożyliśmy to po prostu na praktykę.

Aneta Zięba: – Na ŚDM byłam pierwszy raz i już na samym początku wiedziałam, że nie bez powodu się tu znalazłam. Atmosfera była cudowna! Wszyscy razem tańczyliśmy, śpiewaliśmy, bawiliśmy się, uwielbiając przy tym Tego, dla którego tu pojawiliśmy się, czyli Jezusa Chrystusa. W powietrzu czuło się ducha modlitwy, dzięki któremu ludzie ze wszystkich narodów i ras łączyli się w jedną wspólnotę dzieci Bożych. Dziękuję Bogu, że mogłam uczestniczyć w tak pięknym wydarzeniu i jestem pewna, że na długo pozostanie ono w mojej pamięci.

Patrycja Bartochowska: – Cieszę się, że mogłam uczestniczyć w pierwszych w moim życiu Światowych Dniach Młodzieży. Każdy dzień przynosił coś innego, jednak na pewno na długo w pamięci zostanie spotkanie z Ojcem Świętym. Przejeżdżał obok mnie, błogosławiąc. Wymieniony z nim wzrok i uśmiech były niesamowitym doświadczeniem. Zaś w konferencji uczestniczyłam w kościele Bożego Ciała, gdzie stacjonuje Oaza, do której należę od wielu lat, czułam się więc jak w rodzinie, wśród swoich. W zachowaniu dominowała istna spontaniczność, powodująca ogromną radość. Gdy na przykład przechodziliśmy przez most, z każdym wymienialiśmy się uśmiechem, ale też pamiątkami i zaproszeniami do wspólnych zdjęć. W rozmowach z pielgrzymami zapominaliśmy o blokadzie językowej i mieliśmy wrażenie, że znamy się dłużej niż jeden dzień. Pielgrzymi na każdym kroku dziękowali nam, Polakom, i to jest piękne!

Agata Wilczyńska: – Ten tydzień, który spędzaliśmy w Krakowie w ramach ŚDM, był niesamowitym doświadczeniem Bożej miłości i prawdziwej radości! W tym miejscu zniknęły bariery kulturowe, bo wszyscy byliśmy tutaj w jednym celu – chceliśmy wspólnie świętować z Jezusem Chrystusem. Tę prawdziwą radość widać było na każdym kroku, w każdym spotkanym człowieku, i to nieważne, z jakiego przybył kraju, ponieważ język miłości jest uniwersalny dla każdej szerokości geograficznej.

Anastazja Maśloch: – Mój wyjazd na ŚDM był spontaniczny, zdecydowałam się na ten krok naprawdę w ostatniej chwili. Była to dobra decyzja. Udało nam się dostać nocleg w dobrym miejscu, niczego nam nie brakowało. Rano chodziliśmy na katechezy i Eucharystie na Rynek, potem czas był zależny od planów grupy. Przyjechałam na ŚDM z nadzieją pogłębienia wiary, nowych przeżyć i spotkania Ojca Świętego Franciszka. Były to piękne przeżycia!

Magdalena Pluta: – Na Światowych Dniach Młodzieży byłam po raz pierwszy. Już w dzień przyjazdu mogłam odczuć przyjazną atmosferę i jedność Kościoła. Pod hasłem „Jezu, ufam Tobie” młodzi chrześcijanie spotkali się w imię Jezusa, by dawać innym świadectwo swojej wiary. Wierzę gorąco, że ten czas umocnił mnie w przekonaniu o tym, że Jezus jest moim Panem i Zbawicielem.

Bartek Wawrzkiewicz: – Pomimo wszystkich niespokojnych wiadomości, jakie docierają ze świata, uważałem, że trzeba i warto tu być. Rozmowy z Chinką, która przyjęła chrzest w czasie Wielkanocy, spontaniczne zdjęcia z obcokrajowcami czy tańce z siostrą zakonną pokazują powszechność Kościoła i piękno jego ludzi. Oby doświadczenie żywej wspólnoty i słowa papieża Franciszka przemieniły nasze serca.

S. Iwona Oraniec: – W ŚDM uczestniczyłam po raz pierwszy i byłam urzeczona otwartością, dobrocią i uprzejmością młodych z całego świata. Moja wiara i powołanie zakonne umacniało się, gdy patrzyłam na żywą wiarę tylu ludzi. Na katechezie usłyszałam, że dobrze jest patrzeć na siebie i na każdego spotkanego człowieka jak na monstrancję. Modlę się, by moje oczy i serce były do tego zdolne.

Agnieszka i Adrian Pieniążkowie: – Wyjazd z całą rodziną na ŚDM był świetną decyzją. Może trochę ręce bolą od noszenia synów, ale było warto. Radość, energia, dobroć i obecność Jezusa bijąca z tego wielkiego tłumu jest nie do opisania. Wiele osób cieszyło się z faktu, że zabraliśmy naszych synów na ŚDM i choć nie rozumieliśmy ich słów, to w ich spojrzeniu mogliśmy odczytać: „Dobrze, że jesteście”. Zakochaliśmy się w ŚDM. Następnym razem też się wybierzemy z dziećmi. Jak będziemy mieli 50 lat, to też pojedziemy, bo młodość to nie wiek, tylko stan ducha.

Tagi:
świadectwo ŚDM w Krakowie Dni w diecezjach

Projekt KOSTKA - szansą na zmianę nastawienia do Kościoła

2019-09-18 08:18

Damian Krawczykowski /Niedziela

Projekt KOSTKA to nieprzeciętne wydarzenie na mapie chrześcijańskich eventów. Już od kilku lat gromadzi tysiące młodych (i nie tylko młodych) osób - najbliższa edycja już w nadchodzących weekend - 20-22 września. Specjalnie dla Tygodnika Katolickiego "NIEDZIELA" - wywiad z ks. Adamem Gacą - jednym z organizatorów Projektu KOSTKA

projektkostka.pl
Logo tegorocznej edycji Projektu KOSTKA

Oni nie boją się mówić o Bogu wprost ze sceny, modlić się głośno i być przy tym radosnymi i po prostu sympatycznymi ludźmi. - tak tegoroczne gwiazdy Projektu KOSTKA - Luxtorpedę, Exodus 15, Anatoma, Muode Koty oraz Lucasa Vuitton opisuje ks. Adam.

Damian Krawczykowski: Czy w czasach gdy w muzyce popularnej panuje moda na lekkie teksty, przesiąknięte próżnością i szybkim życiem warto organizować chrześcijańskie festiwale takie jak Projekt KOSTKA?

Ks Adam Gaca: Jeśli tak jest, to tym bardziej trzeba organizować takie festiwale! Wydaje mi się, że na tym polega praktyczna realizacja słów św. Pawła „zło dobrem zwyciężaj”. Podczas Projektu Kostka w Złotowie staramy się eksponować dobry, pozytywny przekaz, którego naprawdę nie brakuje. A wyróżniamy się tym, że w skali kraju to jedyny festiwal hip-hopu chrześcijańskiego.

DK: A nie boicie się, że ludzie zaczną Was szufladkować, typu: „Skoro to chrześcijański festiwal to musi tam być nuda, nie jadę!”

ks AG: Poniekąd już tak jest, ale nie ma co się tym przejmować. Przecież chyba wszyscy wiedzą, że organizatorem jest parafia prowadzona przez misjonarzy Świętej Rodziny. Myślę, że bardziej powinniśmy dbać o to, żeby za bardzo się nie przypodobać trendom współczesności. Względnie łatwo jest zrobić show, a o wiele trudniej połączyć show z Ewangelią. To trochę karkołomne zadanie, ale chyba właśnie dlatego tak ciekawe i fascynujące!Sama nazwa „Projekt Kostka”miała z założenia nie kojarzyć się tak „kościelnie”. Wzięła się od nazwiska patrona młodzieży, św. Stanisława Kostki. W ogóle uważam to za dość uniwersalny sposób ewangelizacji – treść religijną, duchową ubrać niejako w język współczesności. Patrząc z tej perspektywy śmiało można nazwać nasze wydarzenie formą nowej ewangelizacji. Ciągle poszukujemy nowych dróg i środków. W przypadku tegorocznej edycji warto powiedzieć np. o aplikacji mobilnej „Projekt Kostka”, która zawiera terminarz, opisy gwiazd i mapę.

DK: Czy muzyka dociera dziś do młodych? Czy da się nią przekazać coś więcej niż tylko dźwięk i melodyjne słowa refrenu?

ks AG: Jestem głęboko przekonany, że tak. To środek, który od zawsze miał wielką moc oddziaływania na ludzi. Postrzegam tę formę przekazu jako pomost pomiędzy tym, co zewnętrzne, zmysłowe, a tym, co duchowe. Jesteśmy tym, czym się karmimy, a więc karmienie się dobrem pomnaża w nas dobro. Dlatego w tym roku zaprosiliśmy do Złotowa rockową LUXTORPEDĘ i uwielbieniowy EXODUS 15, poza tym Muode Koty, Anatoma i Lucasa Vuittona – laureata zeszłorocznego PK HIP-HOP FESTIWAL. Oni nie boją się mówić o Bogu wprost ze sceny, modlić się głośno i być przy tym radosnymi i po prostu sympatycznymi ludźmi.

DK: Muzyka z wartościami chrześcijańskimi może zachęcić młodych do zmiany swojego (często negatywnego) nastawienia do Kościoła?

ks AG: Oczywiście! I nie chodzi tylko o muzykę, ale o całość wydarzenia. Nie da się tego „zmierzyć” bezpośrednio, ale dla mnie sukcesem jest już, jeśli ktoś spojrzy bardziej przychylnym okiem na księdza czy w ogóle na osobę wierzącą, zamiast popadać w powtarzane bezmyślnie stereotypy. Wierzę w wielką moc przyciągania dobra. A jest to świetna okazja, aby zobaczyć chrześcijan czyniących dobro – radosnych, bawiących się, pomagających sobie. Przy „Projekcie Kostka” zaangażowany jest cały sztab wolontariuszy, liderów, grafików, fotografów, ponadto dziesiątki sponsorów, firm i różnych instytucji. To daje silne poczucie wspólnoty i bardzo przyciąga.

DK: Czy Projekt KOSTKA jest festiwalem tylko dla tych już stałych katolików, czy powątpiewający, lub szukający swojego miejsca też się w nim odnajdą?

ks AG: Z założenia pragniemy zainteresować wszystkich i stąd dobór gwiazd pozwala, aby każdy znalazł coś dla siebie, także ten, komu daleko do Pana Boga. A czasem przy okazji usłyszane słowo Ewangelii czy świadectwa może wzrosnąć w sercu, przemienić i wydać owoc… O to się modlimy.

DK: Dzięki serdeczne za rozmowę!

ks AG: Dziękuję!

szczegóły i program festiwalu na stronie: projektkostka.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Lech Dokowicz podczas spotkania „Polska pod Krzyżem”: Polacy, nawróćcie się, póki jest czas!

2019-09-14 14:43

ks. an / Włocławek (KAI)

"Polacy, nawróćcie się, póki jest czas!” – zaapelował dziś Lech Dokowicz, jeden z organizatorów odbywającego się we Włocławku spotkania ewangelizacyjnego „Polska pod Krzyżem”. Wygłosił on konferencję pt. „Odrzucenie Krzyża i walka duchowa w współczesnym świecie”.

Archiwum Lecha Dokowicza
Żyjemy w czasach, w których większość ludzi rodzi się dla piekła, a nie dla nieba – mówi Lech Dokowicz

Dokowicz przytoczył świadectwo swojego życia wspominając, że przez 20 lat pędził los emigranta. „Przebywałem w Stanach Zjednoczonych w środowisku filmowców. Poddany byłem inicjacji satanistycznej, zły duch dawał mi obietnice, co mogę zyskać, jeśli opowiem się za nim. Ale moja matka modliła się 17 lat o moje nawrócenie i w jeden dzień przeżyłem nawrócenie, przyjęła mnie wspólnota Kościoła katolickiego, poczułem moc modlitwy, bo modlili się za mnie nieznani ludzie” – rozpoczął swoją konferencję Dokowicz.

Wskazywał, że nie ma ważniejszego pytania niż to, gdzie trafimy po śmierci: do życia wiecznego czy do wiecznego potępienia. Opowiadając o pracy nad poszczególnymi filmami, mówił o wezwaniu, jakie Bóg stawia wobec człowieka. „Nakręciłem pierwszy film o prześladowaniu chrześcijan w krajach muzułmańskich. Jaką łaską jest, że każdego dnia możemy pójść do kościoła, każdego dnia możemy poprosić kapłana o spowiedź, każdego dnia karmić się Ciałem Pańskim. Wielu z nas tego nie docenia, bo ta ziemia utkana jest krzyżami, kapliczkami, świątyniami” – mówił współorganizator wydarzenia.

Lech Dokowicz nawiązał też do kryzysu, jaki przeżywa Kościół w związku z czynami pedofilskimi, jakich dopuścili się niektórzy duchowni. „Trzeba to wypalić, ale trzeba też zrozumieć, ze zły duch chce oddzielić ludzi od kapłanów, to jest wojna przeciw kapłanom, bo jak ludzie odwrócą się od kapłanów, to nie ma sakramentów. Dlatego musimy otoczyć modlitwą kapłanów, stanąć przy nich. To jest zadanie dla nas świeckich” – apelował Dokowicz.

Organizator "Polski pod Krzyżem" mówił też o ochronie życia. „Pojechaliśmy do Holandii i chcieliśmy rozmawiać z lekarzami, którzy zabijają ludzi starszych. Naszym celem był tzw. ojciec chrzestny eutanazji. Pracował na oddziale noworodków, jak rodziło się chore dziecko, sam podejmował decyzję o jego życiu lub śmierci. Okazało się, że w domu tego człowieka odbywały się satanistyczne rytuały, cały dom pełen był satanistycznych obrazów. On do końca nie zrozumiał, kim jesteśmy, wypowiedział zdania, dzięki którym wielu zrozumiało czym jest eutanazja. To jest ciemność, to jest coś, co sprawia, że w momencie odchodzenia ze świata, gdy człowiek mógłby odjąć decyzję o powrocie do Boga, nie daje się na to szansy” – wyjaśniał prelegent.

Jako receptę na walkę ze złem Dokowicz podał modlitwę. „Dlaczego się nie modlisz, dlaczego modlitwa nie jest na pierwszym miejscu?” - pytał prelegent wskazując, że obrońcy życia w Ameryce całą dobę modlą się. "Po 10 latach pracy przed klinikami w USA, w stanie Nowy Jork zamknięto połowę klinik aborcyjnych i uratowano życie wieczne wielu osób - wskazywał.

„Co mówi nam Pan Bóg? Nasze działania muszą wypływać z doświadczenia modlitwy, z kolan, musimy pełnić Jego wolę, a nie realizować swoją” – mówił Dokowicz. „Wielu myśli o grzechach przeciwko życiu. Zabijanie nienarodzonych jest w oczach Boga tak potworne, że woła o pomstę do nieba, a to znaczy, że nie będzie pokoju w żadnym narodzie, dopóki będą trwały takie czyny. Jeśli znajdą się ludzie, którzy zniosą te przepisy o aborcji, Bóg pobłogosławi tak, że będziemy płakać ze szczęścia. Ustanawiający prawa aborcyjne mają krew na rękach i stoją nad przepaścią piekła” – podkreślił prelegent.

„Po 1989 r. wielu Polaków porzuciło życie duchowe, przestali modlić się z dziećmi przy ich łóżeczkach, wybrali materializm. Jeżeli dzieci nie są tak wychowywane, nie ma przekazu wiary w domach, żeby ochronić ich przed pokusami, to dzieje się to, co widzimy. Ludzie zaczęli traktować grzech jako zabawę, przyjemność, nic groźnego. Potrzeba więc nawrócenia. Polacy, nawróćcie się, póki jest czas!” – apelował Dokowicz. Zachęcał do zawierzenia się Maryi i stanięcia pod krzyżem. „Będziemy patrzeć w stronę krzyża Pana przez pryzmat życia, by zanieść to, co trudne, ale też i prosić, żeby móc zmartwychwstać”.

Organizator spotkania podziękował Panu Bogu za to, że po „wielkiej pokucie” i „różańcu do granic”, pomimo trudności doszło do spotkania we Włocławku. Za decyzję wsparcia i organizacji wydarzenia podziękował też biskupowi włocławskiemu Wiesławowi Meringowi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prof. Nalaskowski wraca do pracy akademickiej

2019-09-18 18:53

UMK, maj / Toruń (KAI)

Rektor UMK w Toruniu, prof. dr hab. Andrzej Tretyn, spotkał się dziś z zawieszonym w swych obowiązkach prof. dr. hab. Aleksandrem Nalaskowskim. Rektor przywrócił prof. Nalaskowskiego do pracy akademickiej, polecając mu jednocześnie większą roztropność w formułowaniu tekstów publicystycznych.

Praca własna / Wikipedia
prof. dr hab. Aleksander Nalaskowski

Rektor prof. dr hab. Andrzej Tretyn spotkał się w środę 18 września 2019 roku z prof. dr. hab. Aleksandrem Nalaskowskim - czytamy w komunikacie na stronie Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Rozmowa koncentrowała się na kwestiach dotyczących dobra Uniwersytetu i jego pracowników. Prof. dr hab. Aleksander Nalaskowski wyraził poparcie dla odwołania, złożonego przez swojego pełnomocnika, od decyzji z dnia 11 września 2019 roku o zawieszeniu w obowiązkach nauczyciela akademickiego na trzy miesiące.

Rektor podjął decyzję o uwzględnieniu odwołania, jednocześnie polecając prof. Nalaskowskiemu większą roztropność w formułowaniu swoich tekstów publicystycznych.

Postępowanie wyjaśniające w sprawie będzie kontynuowane.

Przypomnijmy, że 11 września br. prof. Aleksander Nalaskowski został przez rektora zawieszony na 3 miesiące w obowiązkach nauczycela akademickiego za felieton zatytułowany „Wędrowni gwałciciele”, który ukazał się w tygodniku „Sieci” 26 sierpnia br. Tekst wyraża ostre, krytyczne opinie o działaniach środowisk LGBT+.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem