Reklama

W będzińskiej wspólnocie wspólnot

2016-08-25 08:25

Agnieszka Raczyńska-Lorek
Edycja sosnowiecka 35/2016, str. 4-5

Archiwum parafii
Ks. dr Włodzimierz Skoczny

Z ks. dr. Włodzimierzem Skocznym – proboszczem parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Będzinie – rozmawia Agnieszka Raczyńska-Lorek

AGNIESZKA RACZYŃSKA-LOREK: – Księże Proboszczu, proszę o kilka słów na temat wiernych tworzących będzińską wspólnotę Najświętszego Serca Pana Jezusa.

KS. DR WŁODZIMIERZ SKOCZNY: – Stanowimy dosyć zróżnicowaną grupę społeczną. Część ludzi jest na rentach górniczych i prowadzi średnio dostatnie życie. Zarazem w parafii zaznacza się bardzo duże bezrobocie. Młodzi w znaczącym procencie powyjeżdżali za granicę. Jest dużo osób starszych, dużo chorych. Taki typowy zagłębiowski klimat. Znamy te problemy z innych parafii Zagłębia. Bolączką jest, że w wielu blokach np. na osiedlu Ksawera nie ma wind. Efekt tego jest taki, że osoby starsze mieszkające na wyższych piętrach są po prostu uwięzione we własnych mieszkaniach i całymi latami z nich nie wychodzą. Połowa parafian nie przyjmuje księdza po kolędzie, więc o nich właściwie nic nie wiemy. Z drugą połową mamy kontakt i jedynie o tej połowie możemy dalej mówić. Nasza wspólnota liczy ponad 7 tys. mieszkańców. Rachunek jest prosty – połowa z tego to 3,5 tys., z których ok. 13% uczestniczy w życiu parafii. Wielkim minusem jest to, że mamy mało dzieci i młodzieży. Na terenie parafii są tylko dwie szkoły podstawowe. I choć kościół optycznie wydaje się być pełny na niedzielnych Eucharystiach, bo przewija się przez niego wówczas ok. 1500 osób, to jednak mamy świadomość, że to zaledwie tak naprawdę mała cząstka całej wspólnoty. Widać, rzecz jasna, cały ogrom pracy moich poprzedników – ks. Józefa Stemplewskiego i ks. Pawła Rozpiątkowskiego, przed którymi chylę czoła i do pracy których staram się dorastać, nie burząc nic, a rozwijając i tworząc „nowe”.

– A rozwijanie tego, co było, i tworzenie „nowego” rozpoczął Ksiądz 2 lata temu, kiedy objął urząd proboszcza. Powrócił Ksiądz do klasycznego duszpasterstwa parafialnego. Co działo się przedtem?

– Byłem wikariuszem zaledwie przez 2 lata, zaraz po święceniach, a potem urwał się mój kontakt z żywą parafią. Pełniłem posługę nauczyciela akademickiego, rektora Seminarium i dyrektora Domu św. Józefa, by po latach wrócić do parafii, tym razem jako proboszcz. Po 2 latach mogę stwierdzić, że najtrudniejsza dla mnie jest administracja parafią i cała biurokracja. To pewien kłopot, który tylko po części opanowałem. W przeciwieństwie do poprzednich funkcji to właśnie w parafii jest się na pierwszej linii życia Kościoła, bo to przecież żywy kontakt z ludźmi, i to ludźmi, którzy nie są wyselekcjonowani. Mamy w parafii przecież różne osoby – takie, które chcą wystąpić z Kościoła, i takie, które są niewierzące, i takie, które są bardzo wierzące, a które bardzo szukają Boga, tak bardzo, że mnie wstyd, że ja tak nie szukam. To jest cały przekrój, obraz tego czym i jaki jest Kościół.

– Jakie priorytety kształtują obraz tej parafii?

– Podczas minionych 2 lat rzeczywiście wyodrębniły się główne nurty, obszary, priorytety, na których budujemy życie wspólnotowe. Najważniejszy jest obszar duszpasterstwa. Mam dwóch wspaniałych wikariuszy, ks. Stefana Wielgomasa i ks. Marcina Lecha, z którymi razem działamy. Kluczem do wszystkiego jest rodzina. Jeśli jest jakiś problem wiary w rodzinie to promieniuje on na wszystkich, a szczególnie na dzieci, młode pokolenie. I na tym bazujemy, czyli największą troskę skupiamy na rodzinie, aby ją przyciągnąć do Boga, do Kościoła. Z zaproszeniem wychodzimy więc nie tylko do dzieci, ale do ich rodziców, rodzeństwa, dziadków i krewnych. To z myślą m.in. o rodzinach naszej parafii zakupiliśmy busa, by służył na wspólne wyjazdy, pielgrzymki i inne rozmaite parafialne akcje. W okresie Bożego Narodzenia w jasełka zaangażowały się całe rodziny, nie tylko dzieci. Zorganizowaliśmy też wycieczkę do Żor z rodzinami do miasteczka westernowego, a także festyn rodzinny, który był ogromnym przedsięwzięciem, ale i wielką radością wspólnego, rodzinnego święta. To wszystko tworzy wspólnotę. Mnie jako proboszcza to bardzo buduje. Tak więc reasumując – rodzina ponad wszystko, pierwszy nurt naszej zasadniczej, parafialnej działalności, który ma swoje powodzenia i niepowodzenia i nie mogę powiedzieć, że jesteśmy na prostej i dobrze się bardzo dzieje. Widzimy nadal dużo problemów w tym procesie, ale nie ustajemy w drodze.

– A drugi nurt?

– Drugi nurt, który szczególnie leży nam na sercu, to duszpasterstwo ludzi starszych i chorych, których, jak już wcześniej wspomniałem, w naszej parafii nie brakuje. Wydaje się, że jest to obszar, który wymaga wielkiej uwagi, troski z naszej strony, dlatego stworzyliśmy program, który nazwaliśmy łamaniem barier, czyli jak wyciągnąć staruszków z 4 piętra. Okazało się, że nie jest to łatwe, ale udaje się. Ostatnio 100-letnią parafiankę ściągnęliśmy z 4 piętra i przywieźliśmy do kościoła na Mszę św. w jej intencji. Pani Antonina była szczęśliwa. Chodzi o to, że te łańcuchy, mury, więzienia domowe można otworzyć, tylko żeby ludzie jeszcze na to pozwolili, bo często nie wierzą, że można ich po prostu zabrać nad jezioro, na miasto czy do kościoła. Jest też problem, bo nie możemy brać naszych starszych parafian, jeżeli opiekun prawny nie wyrazi zgody. Trzeba dotrzeć do rodziny chorej. Znaleźć czas i wolontariuszy. To nasze wielkie wyzwanie na przyszłość. Damy radę!

– Kościół to także sprawy materialne.

– Tak, to kolejna działka, o którą należy dbać. Od ponad roku pochylamy się nad ogromną inwestycją przy kościele, a właściwie pod kościołem. Problem polega na tym, że ściany dolnego kościoła nie były wystarczająco izolowane. Efekt był taki, że dostawała się tam woda i podchodziła do góry. Wilgoć dała o sobie znać, trzeba osuszać fundamenty, aby problem zniknął. Celem jest uruchomienie dolnego kościoła, gdzie znajduje się bardzo dużo pomieszczeń do zagospodarowania. Już wiem co tam będzie – kaplica, sala audiowizualna, sale dla grup i organizacji, sala przyjęć na 150 osób, a także toalety. Tylko trzeba cierpliwości i środków. Oczywiście są też bieżące rzeczy, związane np. z ogrodzeniem cmentarza, no i remonty codzienne. Jak się ma taki wielki dom to ciągle coś wyskakuje. Jeszcze w tym roku planujemy przebudowę zakrystii. Mamy też problem okien, które nie są otwierane, a witraże wkomponowane w żeliwne ramy nie dają żadnej izolacji. Będziemy coś robić także w tym temacie.

– A jak parafia przeżyła Światowe Dni Młodzieży?

– To był błogosławiony czas dla naszej wspólnoty. Pan Bóg zesłał nam ogromną dawkę wiary, entuzjazmu i wyzwania na przyszłość. W 13 rodzinach naszej parafii gościło 26 młodych osób ze Słowacji. Cudowni ludzie, którzy dali piękne świadectwo wiary. Wieczory pełne były śpiewu, muzyki, radości i modlitwy. Rodziny zaangażowały się wspaniale od samego początku, poczynając od powitania w kościele, przez pielgrzymkę do Częstochowy i tydzień wspólnych przeżyć, aż do pożegnania z łezką w oku. W ramach wdzięczności za polską gościnność zaprosili nas do siebie, do Lewoczy. Kilkunastu parafian wraz ze mną pojechało też na spotkanie z Ojcem Świętym w Częstochowie.

– W parafii roi się od różnorakich wspólnot. Wśród nich jest Duszpasterstwo Osób Stanu Wolnego. Co to takiego?

– To taka nowość, w skrócie „33”. To grono osób, które w społeczeństwie i w Kościele są często niedostrzegane, a to bardzo rosnące i znaczące grono, popularnie nazywane singlami. To mężczyźni i kobiety w wieku 33+, które z różnych przyczyn nie założyły rodziny. Grupa, która ma szczególną życiową sytuację – jeszcze młodzi, a wciąż sami. Pomysł pochodzi od mojego przyjaciela ks. Tadeusza Czakańskiego z archidiecezji katowickiej. To grupa niezwykle żywo rozwijająca się w naszej parafii, którą tworzą nasi diecezjanie. W sumie ok. 50 osób. Spotkania odbywają się po wieczornej niedzielnej Mszy św., potem jest medytacja nad Słowem Bożym, a następnie agapa. Te biesiady trwają coraz dłużej i to jest wielka radość, że oni się czują ze sobą coraz lepiej i chcą ze sobą po prostu być. Duszpasterstwo zostało zaprowadzone ponad rok temu i, jak widać, było bardzo potrzebne.

– A inne wspólnoty parafialne?

– Arcybractwo Najświętszego Serca Pana Jezusa, z ideą kultu Serca Pana Jezusa, to wspólnota formacyjno-modlitewna. Mają spotkania raz w miesiącu. Tytuł parafii zobowiązuje i to jest najmilsza jej cząstka służąca ożywieniu tego kultu. Caritas z kolei dzieli się na dwie gałęzie – parafialną i szkolną. Formy aktywności są bardzo różne. Klasyką są święta i nowy rok szkolny, kiedy to w sposób szczególny Caritas pochyla się nad potrzebującymi. Chór Parafialny Vox Cordis to niezwykła sprawa. Prowadzi go organista Michał Sobolewski. Chórzyści nie tylko ubogacają uroczystości parafialne, lecz także tworzą wspólnotę, w której wszyscy czują się jak w rodzinie. Często pielgrzymujemy z chórzystami i ich całymi rodzinami. W każdą środę odbywają się próby chóru. Mamy trochę mało basów, więc zapraszamy chętnych. Są także dwa kręgi Domowego Kościoła. Stanowią je małżeństwa, które raz w miesiącu mają swoje formacyjne spotkania pod okiem kapłanów. Krąg Biblijny z kolei prowadzi wikariusz, ks. Stefan Wielgomas, który już trzeci rok zgłębia Apokalipsę św. Jana. Cieszą się te spotkania wielkim powodzeniem. To grono ok. 30 osób, które dosłownie plan dnia układają sobie pod kątem wtorkowego spotkania biblijnego. W parafii istnieje też grono ministrantów i lektorów, oaza młodzieżowa, schola dziecięca. Jest też Żywy Różaniec, który choć posiada tylko trzy róże, jest naprawdę żywy. To rzeczywistość, która mnie wzrusza. Każdy dzień w parafii rozpoczynamy od modlitwy różańcowej. To filar naszej parafii, bo dzięki przesuwanym każdego dnia paciorkom wszyscy jesteśmy omodleni. Nie można wymarzyć sobie piękniejszej bazy, jak modlitewna. Staramy się też o powstanie wspólnoty neokatechumenalnej, ale jest ona wciąż zbyt mała, by prowadzić samodzielne życie. Będziemy jednak kontynuować katechezy początku, z nadzieją, że dynamika Drogi pociągnie także naszych parafian.

– Niewątpliwie tutejsza parafia to wspólnota wspólnot.

– Dziś nie ma innej drogi jak droga poprzez wspólnoty, które się znają, które umieją się komunikować, w których można wymieniać doświadczenia. Nie da się budować duszpasterstwa anonimowego. Musimy się znać. To podstawa każdej wspólnoty, większej czy mniejszej, rodzinnej czy parafialnej. Wszystko jednak wymaga czasu, cierpliwości, bo wspólnoty nie buduje się z dnia na dzień. Wspólnoty są jednak kluczem do współczesnej parafii.

Tagi:
wywiad

Reklama

Przew. Konferencji Rektorów: Homoseksualista nie zostanie przyjęty do seminarium

2019-09-19 08:41

KAI

– Kryteria Kościoła są tu bardzo jasne. Dokumenty Stolicy Apostolskiej mówią, że jeśli ktoś ma głęboko zakorzenione skłonności homoseksualne, to nie powinien być w seminarium – powiedział KAI ks. Wojciech Wójtowicz, przewodniczący Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych. Rektor WSD w Koszalinie wyjaśnia na czym będą polegać wprowadzane obecnie reformy kształcenia przyszłych kapłanów, m. in. rok propedeutyczny. Jest świadom kryzysu powołań kapłańskich i analizuje jego przyczyny.

Graziako
Marcin Przeciszewski (KAI): Czy możemy mówić o kryzysie powołań kapłańskich w Polsce?

Ks. Wojciech Wójtowicz: Faktycznie, w gronie rektorów seminariów duchownych odczuwamy obawy w związku z malejącą ilością powołań. Dwa lata temu w wywiadzie dla KAI zdystansowałem się wobec kategorii „kryzys” . Dziś mówię odważniej: mamy w Polsce kryzys liczebny powołań kapłańskich. W różnym jednak stopniu dotyka on nasze diecezje i wspólnoty, bowiem tu i ówdzie sytuacja jest bardziej optymistyczna, a prezbiterzy wykonują zadania, które swobodnie można byłoby powierzyć także osobom świeckim.

KAI: Jakie są przyczyny tego kryzysu? Czy generują go nagłaśniane ostatnio skandale molestowania osób małoletnich przez księży?

– Skandale to tylko jeden z faktorów wpływających na stan powołań. Nie bez znaczenia pozostaje ich oddźwięk medialny. O ile słuszna krytyka nadużyć może wspomóc procesy oczyszczenia, o tyle natarczywe i celowe eksponowanie tylko złych stron, zasiewa pośród rozeznających powołanie zwątpienie oraz dystans. Z trudem bowiem poświęca się życie dla wartości, które w przestrzeni publicznej stają się przedmiotem ciągłego ataku czy złośliwej ironii.

Wspomniany kryzys jest jednak zjawiskiem o wiele szerszym. Najpierw stoi za nim słaba demografia. Po wtóre, także sytuacja rodzin. To pewien paradoks, ale w katolickiej Polsce decyzja o kapłaństwie coraz częściej kontestowana jest przez najbliższych. Zdarza się, że kandydat znajduje uznanie w grupie niewierzących rówieśników, podczas gdy rodzina sprzeciwia się jego wyborowi. Jedni, w domach gdzie nie praktykuje się wiary, przekonują że nie warto w ten sposób tracić życia. Inni, wywodzący się z tzw. wysokich sfer życia społecznego, narzucają dzieciom drogę lepszej „kariery”. To prawdziwa walka duchowa, pośrodku której młodym czasem brakuje sił.

Podziwiam tych, którzy mimo to się decydują. Dawniej ksiądz cieszył się dużym kredytem społecznego zaufania. Dziś jesteśmy świadkami upadku tego modelu, z czym wiąże się jednak duża szansa, czy wręcz łaska. Każe ona nie oczekiwać dłużej na respekt z automatu, a stanowi zaproszenie do życia wiarygodną, kapłańską miłością pasterza.

KAI: Przed laty do seminariów wstępowała głównie młodzież wiejska, dziś jest inaczej?

– Najwięcej powołań to kandydaci pochodzący z miast. Wielu wywodzi się z grona ministrantów bądź ze wspólnot i ruchów kościelnych. Rośnie grupa kandydatów przychodzących do seminarium w wieku późniejszym, często już po studiach. Nie w każdym wypadku oznacza to większą dojrzałość. Kondycja młodego pokolenia jest bowiem dziś tak mocno nadwątlona, że niektórzy badacze proponują przesunięcie progu pełnej męskiej dojrzałości nawet do wieku 35 lat. Widać to tak pośród powołanych do kapłaństwa, jak i wśród rozważających decyzję o małżeństwie.

KAI: A czy polskie seminaria są przygotowane do odpowiedzi na te nowe wyzwania?

– Ostatnia dekada przyniosła sporo pozytywnych zmian w formacji. Wiele środowisk szuka nowych dróg. Opierając się na fundamencie wiary i Ewangelii, chcemy także słuchać, co do powiedzenia nam mają szeroko pojęte nauki o człowieku.

Nowe szanse niesie ze sobą także dobre i odpowiedzialne przepracowanie sytuacji kryzysowych. Wspominane już nadużycia uwrażliwiają nas w aspekcie pracy nad dojrzałością ludzką i rodzą konieczność mądrej weryfikacji dotychczasowych modeli. W tym względzie warto jednak zwrócić uwagę, że jeszcze trzy dekady temu, nie tylko w Kościele, ale w całym społeczeństwie, niektóre aspekty ludzkiej seksualności obciążone były potężnym tabu. Otwarcie kwestii zeszło się jednak w czasie ze zjawiskiem silnej erotyzacji kultury i mediów. Dziś to w życiu wielu mężczyzn obszar wielkiej walki o wolność, stąd oczywistym jest, że w sferze psychopedagogicznej w seminariach musi dokonywać się ogromna praca.

KAI: Jak ona wygląda? Chodzi mi szczególnie o kształtowanie dojrzałości w dziedzinie seksualnej.

– Podzielę się doświadczeniem mojego, koszalińskiego środowiska. Korzystamy z szansy, jaką stanowi rok wstępny. W zespole ludzi pracujących na tzw. propedeutyku (rok propedeutyczny) jest ojciec rodziny, doktor nauk medycznych kilku specjalizacji, także tej z seksuologii, który prowadzi zajęcia nt. dojrzałej, wolnej od uzależnień męskości. Mamy też panią psychiatrę, matkę rodziny, która prowadzi warsztaty o różnicach w przeżywaniu płciowości, w sposobach komunikowania się, ucząc tym samym odpowiedzialnych relacji z kobietami. Prowadzone są też warsztaty rozwoju osobowościowego o znacznie szerszym charakterze. Tematyka ta powraca jednak stale, w ciągu całej formacji.

Bywa, że alumni muszą skorzystać ze specjalistycznej terapii. I to nie tylko na polu zmagania się z własną męskością czy czystością (wstrzemięźliwością seksualną), ale także w innych sferach. Szukamy więc pomocy psychologów, lekarzy, słowem kompetentnych ludzi.

KAI: Mówi Ksiądz o warsztatach dotyczących relacji księdza z kobietami. Jak młody ksiądz powinien zachowywać się wobec kobiet, szczególnie tych młodych, przez które często jest adorowany?

– Gdzie Duch Pański tam wolność, więc znakiem dojrzewania będzie serce coraz bardziej spokojne. Drugim, zasadniczym kryterium budowania relacji księdza i kobiety, nie tracąc nic z tożsamości prezbitera, jest zdolność do postawienia się w roli ojca albo brata, bez sztucznej pozy i kokieterii, a kiedy indziej, w odniesieniu do kobiet starszych, także syna. Jest to wyzwanie, do którego stale się dorasta, także przez wyciąganie wniosków z popełnianych błędów.

KAI: Stale powraca pytanie czy możliwa jest przyjaźń między kobietą a duchownym? Wspomnijmy chociażby św. Franciszka i św. Klarę.

– Oboje świętych cechowała wielka wolność duchowa. Już wcześniej, mówiąc za św. Pawłem, wszystko co dokonywało się w ich życiu poza Chrystusem uznali za śmieci. Warunkiem „sine qua non” jest więc najpierw mocne trwanie przy Chrystusie. Drugi warunek to dojrzała osobowość. W nawiązywaniu relacji między kapłanem a kobietą potrzeba dużo jasności. Niezbędny jest transparentny komunikat, na jakich zasadach opierają się te relacje i jakie są granice, których nie można przekroczyć.

KAI: Podejmijmy temat homoseksualizmu pośród kandydatów do kapłaństwa. Dzisiaj jest to ważny problem, poczynając od decyzji o przyjęciu do seminarium duchownego.

– Kryteria Kościoła są tu bardzo jasne. Dokumenty Stolicy Apostolskiej mówią, że jeśli ktoś ma głęboko zakorzenione skłonności homoseksualne, to nie powinien być w seminarium.

REKLAMA

KAI: Zgoda, ale co to znaczy „głęboko zakorzenione”?

– Przywołam tych psychologów i seksuologów, którzy uważają, że praktyki natury homoseksualnej, które nie są jednorazowe i wykraczają poza ramy incydentalnego, niechcianego czy nieoczekiwanego zdarzenia, to pierwszy, mocny argument do uznania skłonności za „głęboko zakorzenioną”. Wstępnym kryterium oceny stają się więc mechanizmy utrwalenia. To głos, z którym moim zdaniem należy się bardzo mocno liczyć. Jako przełożeni, z jednej strony wysoce roztropni, a z drugiej wolni od jakichkolwiek fobii, w ocenie takich przypadków liczymy na pomoc i diagnozę specjalistów szanujących fundamenty chrześcijańskiej antropologii.

KAI: Ale jeśli na furtę zgłosi się człowiek o utrwalonej tendencji homoseksualnej, a przekonany o autentycznym powołaniu… Co wtedy?

– Doświadczenie przekonuje, że osoby o utrwalonej tendencji homoseksualnej, potwierdzonej praktyką, nie są zdolne do życia w celibacie. Inaczej, gdy chodzi o osoby mające lęki, dylematy czy napięcia w tej sferze, zwłaszcza w okresie rozwojowym, na etapie dojrzewania do pełnej identyfikacji.

Nie ma wątpliwości, że takie kwestie powinny zostać podjęte już na wstępnym etapie rozeznawania powołania, w szczerej, pełnej szacunku rozmowie rektora i kandydata. Pamiętamy też o jasnym głosie papieża Franciszka, który często podkreśla, że droga powołania do kapłaństwa i życia w celibacie nie jest drogą dla osób homoseksualnych. Ufam, że aktualnie w naszych seminariach żaden formator ani kierownik duchowy nie zamyka tych dylematów w formie konkluzji „poczekamy, zobaczymy” albo „przemódl to”, choć z pewnością i czas, a tym bardziej modlitwa, są niezbędnymi elementami procesu rozeznania.

KAI: Skoncentrujmy się na formacji seminaryjnej w szerszym wymiarze. Uczestniczył Ksiądz w pracach komisji i zespołów przygotowujących polską wersję „Ratio institutionis sacerdotalis”, czyli nowych zasad formacji do kapłaństwa. Co – zdaniem Księdza – należy szczególnie docenić w reformach, które ma przynieść ten dokument?

– Nowe „Ratio” podkreśla mocno znaczenie wymiaru kerygmatycznego na wszystkich etapach formacji. Nie ma kapłaństwa bez doświadczenia osobistego spotykania się z Jezusem Zbawicielem, z Chrystusem Kapłanem i Sługą. Pierwszy więc owoc dobrej formacji naszych alumnów to po prostu widoczna w ich życiu radość zbawionych. Ostatecznie chodzi o to, aby przyszli kapłani przynosili duchowe owoce, w jasny sposób komunikując sobą: to nie ja, to On – to Bóg. Drugi ważny aspekt dokumentu, to postulat seminarium, które formując do kapłaństwa hierarchicznego, nie kreuje tożsamości funkcyjnej, ale kształtuje mocno ducha służebności i chrześcijańskiego braterstwa; to także seminarium, w którym pierwszą troską nie jest przekaz reguł rządzących kościelnymi instytucjami, ale kształtowanie poczucia wspólnotowości. Tak rozumiana przestrzeń formacyjna przestaje być głównie systemem kontrolno-weryfikacyjnym, a staje się najpierw przestrzenią wielowymiarowego, osobistego rozwoju.

Mój biskup, gdy zostawałem rektorem, powiedział mi: pamiętaj, kapral wychowa z dużym prawdopodobieństwem drugiego kaprala; starszy brat i mistrz we wierze, choć to zdecydowanie trudniejsze, może wychować brata we wierze. Ten dokument próbuje oddać takiego właśnie ducha.

KAI: A druga część dokumentu, dotycząca studiów, tzw. „Ratio studiorum”?

– To przede wszystkim przegląd i weryfikacja treści wykładowych, ujednolicenie systemów, odciążenie niektórych środowisk od przerostu godzin dydaktycznych, mnożonych niekiedy z tytułu potrzeby zagwarantowania etatów pracownikom naukowym. To także nachylenie pastoralne całej dydaktyki i postulat otwartości młodych teologów na inne dziedziny nauki, które pozwalają w prawdzie i całej rozciągłości spojrzeć na świat.

KAI: Wróćmy do zasad wedle których kształtowany jest kandydat do kapłaństwa. Zacznijmy od roku propedeutycznego.

– Episkopat Polski już kilka lat temu podjął decyzję o wprowadzeniu roku propedeutycznego w formie przewidzianej przez Stolicę Apostolską, ale wymóg ten wciąż rodzi wiele obaw, a nawet pytań o samą zasadność takiego projektu. Wszystkie seminaria zakonne od dawna mają nowicjaty. W diecezjach wielu martwi się jednak, że wydłużenie formacji o rok będzie odstraszało kandydatów. Na dziś nie znamy ani jednego takiego przypadku. Ostatnio mówi się o małej ilości kleryków, ale temu można akurat zaradzić organizując formację propedeutyczną np. dla wszystkich seminariów metropolii. Rok wstępny, poza główną siedzibą seminarium i poza tokiem studiów sześcioletnich, został do tej pory ustanowiony tylko w kilku diecezjach: w Koszalinie, Katowicach, a ostatnio w Poznaniu, Łodzi i Gnieźnie. Formatorzy zgodnie dostrzegają jego dużą wartość.

KAI: Na czym więc polega walor tej propozycji?

– Jest to czas pogłębionego rozeznawania decyzji i położenia solidnych, kerygmatycznych podwalin pod życie duchowe. To pierwsze kroki na drodze ascezy i metodycznej, regularnej pracy nad sobą. Nasi klerycy rozpoczynają formację jako uczestnicy rekolekcji ewangelizacyjnych, a na koniec roku udają się na ignacjański fundament. Potem chodzi także o wspominane już przeżywanie siebie w człowieczeństwie, również poprzez zaangażowanie w formy wolontariatu czy pracy hospicyjnej. Dalej, to również wzmocnienie szans edukacyjnych, wyrównanie wiedzy katechizmowej czy integracja wewnątrz rocznika, na razie bez szerokich odniesień do reszty seminaryjnych kolegów.

Osobiście, za duży walor roku propedeutycznego uznaję progresywność proponowanej w jego trakcie formacji. Jest to „rok pomostowy” pomiędzy światem z jakiego przychodzą kandydaci, a codziennym życiem seminaryjnym. Wyobraźmy sobie młodego człowieka, który od dzieciństwa spędza wiele godzin z komórką, telewizorem bądź z komputerem. Kiedy będzie on gotów do wieczornej, seminaryjnej ciszy, tzw. silentium sacrum? Z naszych doświadczeń wynika, że klerycy bez udawania wchodzą w ciszę dopiero po 3 – 4 miesiącach. Tyle czasu potrzeba im na wyjście ze świata szumów i interioryzację, usensownienie tej praktyki. Jeszcze inna sprawa, to w ogóle zasady roztropnego korzystania ze środków komunikacji. Podobnie z życiem modlitwy. Nie wkładamy im od razu brewiarza w dłonie, choć niekiedy się tego dopominają. Zaczynamy od nauki prowadzenia wspólnotowego pacierza. I wcale nie jest oczywiste, że dobrze go znają choćby ci, którzy formowali się w różnych grupach. Zamiast porannej medytacji, najpierw proponujemy lekcje ogólnego zapoznania się z Biblią i kilkanaście godzin warsztatu „lectio divina”. Potem moderator przez kilka tygodni prowadzi tzw. rozmyślanie głośne. Krok po kroku, cierpliwie, ku formom, które są w macierzystym seminarium.

Inny ważny aspekt tego etapu, to atmosfera domu, ważna zwłaszcza wtedy, gdy samo już słowo „dom” było obciążone negatywnymi uczuciami. Idzie o odkrycie piękna życia wspólnotowego i czerpanie z tego radości. W naszym domu klerycy uczą się także gotowania i troski o estetykę codziennego życia. W mojej diecezji to niezmiernie ważne, bowiem większość proboszczów nie może pozwolić sobie na zatrudnienie kogokolwiek do prac na plebanii. Czasem to także szkoła mycia podłogi, prania skarpetek czy krojenia chleba, bo w domu była mama… Na tę naukę jest czas, choćby dlatego, że nie ma jeszcze tylu obowiązków związanych ze studiami.

KAI: Nowe „Ratio Fundamentalis” nie tyle mówi już o wymiarach formacji ludzkiej, intelektualnej, co o etapach formacyjnych. Proszę je scharakteryzować.

– Kolejnym etapem jest „stawanie się uczniem Chrystusa”. Franciszek powtarza: zanim staniesz się misjonarzem, najpierw bądź uczniem Chrystusa. Zanim wystąpisz jako Kościół nauczający, naucz się być Kościołem słuchającym. Dwa lata tego okresu, zbiegające się z formacją filozoficzno-humanistyczną, to droga przejścia od subiektywnej, indywidualistycznej wizji kapłaństwa do doświadczenia wybrania przez niezasłużoną łaskę i miłosierdzie.

Następnym jest etap „upodobnienia się do Chrystusa”. Zajmuje on kolejne trzy lata. Wzniosła zasada teologiczna mówi nam, że kapłan ma być „alter Christus” (drugim Chrystusem). Etap ten to zatem czas uczenia się miłości służebnej i nabywania gotowości do dźwigania krzyża, aby posłusznie pójść za Barankiem, dokądkolwiek idzie. Źle pojęta kategoria „alter Christus” może tymczasem przysłużyć się do kształtowania w duchu klerykalizmu. Powołany powinien więc odkryć, że sam z siebie nie jest nikim wyjątkowym, ale niepojęta jest Jezusowa łaska, którą przynosi i dlatego szczególne jest jego powołanie.

W końcu następuje formacja do bycia „misjonarzem”. Jest to etap o charakterze pastoralnym, kiedy alumn przygotowuje się do zadań duszpasterskich, przejmując stopniowo odpowiedzialność za wspólnotę. Dzieje się to na szóstym roku formacji, gdy przychodzi także pora na ewaluację dotychczasowej wędrówki i na decyzje o święceniach.

Wszystkim tym etapom towarzyszą różne praktyki. Odbywane są one w hospicjach, więzieniach, domach pomocy, na oazach i pielgrzymkach. Klerycy zdobywają także doświadczenia w ramach różnych dzieł ewangelizacyjnych i praktyk katechetycznych. Słowem wszędzie tam, gdzie będą potrzebni jako kapłani.

KAI: A czy duży jest odsiew kleryków podczas formacji?

– Różnie bywa, w niektórych seminariach 40%, a w innych nawet 60%. Większość z występujących rezygnuje sama. Czasem jednak decyzję muszą podjąć przełożeni.

KAI: W oparciu o jakie kryteria?

– Stara tradycja Kościoła mówiła o trzech „s”, w postaci wymogów stawianych kandydatom do święceń: sanus, sapiens i sanctus (zdrowy, mądry i święty). Są one wciąż aktualne, aczkolwiek brzmią być może nieco patetycznie czy idealistycznie. Urzeczywistniają się one w procesie, który w życiu kapłana ma trwać do grobowej deski. Pokusą dla nas, formatorów, może być oczywiście chęć natychmiastowej oceny alumnów według wysokich miar. Nigdy jednak nie będziemy w stanie stwierdzić ostatecznie, na ile wielkie ideały urzeczywistniają się w życiu kleryka. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że badamy raczej poziom szczerości i stan gotowości do wyruszenia w drogę.

Jeśli alumn zgłasza się z problemami albo diagnozuje je sama wspólnota, otrzymuje szansę wzrostu na drodze towarzyszenia duchowego, kolokwiów formacyjnych, czy w końcu poprzez skorzystanie z pomocniczych wobec formacji narzędzi psychologicznych. Podstawową płaszczyzną, na której dokonuje się proces decyzyjny, jest jednak płaszczyzna wiary i modlitwy.

Gdy brak aspiracji albo środki zaradcze nie przynoszą skutku, wówczas podejmowana jest decyzja, że trzeba odejść. Ostateczną decyzję o dopuszczeniu do święceń podejmuje biskup, ale na wcześniejszych etapach olbrzymia odpowiedzialność spoczywa na osobie rektora i całego zarządu seminarium.

Decyzje co do święceń zawsze związane są z ryzykiem. Dlatego podejmujemy je z bojaźnią i drżeniem. Znane są przypadki ryzyka na korzyść kandydata, ryzyka wręcz błogosławionego. Tak było w przypadku ks. Jerzego Popiełuszki, który został wyświęcony dzięki osobistej decyzji kard. Stefana Wyszyńskiego, wbrew bardzo dużemu sceptycyzmowi formatorów.

KAI: Nowym fenomenem w Polsce jest stosunkowo duża ilość rezygnacji z kapłaństwa, już po święceniach. Czym można go tłumaczyć i jakoś mu zaradzać?

– Każde odejście, to indywidualna historia, na którą trzeba spoglądać w duchu pokory i wrażliwości wobec skomplikowania ludzkich losów. Poważny niepokój budzi jednak ostentacyjny styl tychże odejść. Pojawiają się tacy ich świadkowie, którzy występując w roli kibiców i oklaskując rezygnację, wydają się podśpiewywać „nic się nie stało, katolicy, nic się nie stało”. Tymczasem – mówię to najpierw z pozycji doświadczenia własnych słabości – każda niewierność to rana na Chrystusowym Ciele, a jej początkiem bardzo często bywa kryzys wiary i załamanie się osobistej relacji z Bogiem. To wskutek jej braku kapłan traci najgłębszą motywację, która daje mu siłę do konfrontacji z trudnościami jakie napotyka. Złamany celibat, różne formy ucieczki, niechęć czy brak odwagi w poszukiwaniu pomocy, to nierzadko tylko symptomy o wiele głębszych problemów.

Pośród środków zaradczych warto wskazać na konieczność uczenia alumnów gotowości do ofiary. Ta zaś jest kategorią niepopularną w dzisiejszym świecie. Tymczasem nie ma chrześcijaństwa bez drogi paschalnej, nie ma kapłaństwa bez ofiary. Brak ducha ofiary skutkuje w każdym z nas nową, selfistyczną religijnością, w której najważniejszą rolę pełni własne „ja” i jego potrzeby.

KAI: Jaka więc winna być tożsamość kapłańska dziś, w tym świecie, który nas otacza?

– Jej kształt wskazują ostatni papieże. Pierwsza sprawa to pokora i duch służebności. Po drugie, będąc człowiekiem wyraźnej ortodoksji, kapłan powinien być człowiekiem słuchania i dialogu. To duże wyzwanie. Zdarzają się bowiem ortodoksi miewający tendencje fundamentalistyczne, niezdolni do wysłuchania inaczej myślących. Z kolei ci, którzy chętnie dialogują, zapominają niekiedy o fundamencie jasnej tożsamości katolickiej. Pięknie byłoby obie te wartości w sobie zintegrować. Żywym ich przykładem był św. Jan Paweł II: otwarty na świat, a jednocześnie mocno zakorzeniony w żywej Ewangelii Jezusa Chrystusa. Wciąż aktualne jest też wezwanie Benedykta XVI, aby kapłan był przede wszystkim specjalistą od Boga: nie od polityki czy ekonomii. Wierni nie cierpią, gdy wkraczamy w nie swoje obszary kompetencyjne. Trzeci zaś element, to Franciszkowy apel o kapłana gotowego by pójść na peryferie, na spotkanie udręczonej ludzkości, zdolnego do umywania nóg braciom.

Nie zapominajmy jednak, że absolwent seminarium nie jest „gotowym produktem”. Formacja jego tożsamości po zakończeniu studiów zmienia styl, ale się nie kończy. Wiele zależeć będzie od przełożonych, do których trafi po święceniach. Niezmiernie ważni dla jego wzrostu będą też mądrze krytyczni i wspierający go pięknym świadectwem oraz modlitwą świeccy.

KAI: Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oświadczenie krakowskiej Kurii

2019-09-20 20:10

diecezja.pl / Kraków (KAI)

Krakowska Kuria wydała oświadczenie nt. artykułu zamieszczonego na portalu lovekrakow.pl, a dotyczącego Biura Prasowego Archidiecezji Krakowskiej. Z w tekście zaznaczono, że Archidiecezja Krakowska zamierza "zakończyć współpracę z dotychczasowym Biurem Prasowym z zachowaniem wszystkich praw, które przysługują w świetle podpisanych umów".

Mazur/episkopat.pl
Kraków

Publikujemy treść Oświadczenia:

"Kuria Metropolitalna w Krakowie, odnosząc się do treści materiału prasowego pt. „Kuria wyrzuca swoich pracowników bez słowa wyjaśnień”, zamieszczonego w dniu 20 września 2019 roku na portalu internetowym „lovekrakow.pl” pragnie poinformować, że zespół osób tworzących Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej świadczył dotychczas usługi na rzecz Archidiecezji Krakowskiej na podstawie umów cywilnoprawnych, które przewidywały miesięczne okresy wypowiedzenia. Takie warunki zostały zaakceptowane przez strony i nigdy nie były kwestionowane. W świetle obowiązujących umów, każda ze stron mogła, bez wskazywania uzasadnienia, zakończyć współpracę za miesięcznym okresem wypowiedzeniem. Archidiecezja Krakowska zamierza z tego prawa skorzystać i zakończyć współpracę z dotychczasowym Biurem Prasowym z zachowaniem wszystkich praw, które przysługują w świetle podpisanych umów".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oświadczenie krakowskiej Kurii

2019-09-20 20:10

diecezja.pl / Kraków (KAI)

Krakowska Kuria wydała oświadczenie nt. artykułu zamieszczonego na portalu lovekrakow.pl, a dotyczącego Biura Prasowego Archidiecezji Krakowskiej. Z w tekście zaznaczono, że Archidiecezja Krakowska zamierza "zakończyć współpracę z dotychczasowym Biurem Prasowym z zachowaniem wszystkich praw, które przysługują w świetle podpisanych umów".

Mazur/episkopat.pl
Kraków

Publikujemy treść Oświadczenia:

"Kuria Metropolitalna w Krakowie, odnosząc się do treści materiału prasowego pt. „Kuria wyrzuca swoich pracowników bez słowa wyjaśnień”, zamieszczonego w dniu 20 września 2019 roku na portalu internetowym „lovekrakow.pl” pragnie poinformować, że zespół osób tworzących Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej świadczył dotychczas usługi na rzecz Archidiecezji Krakowskiej na podstawie umów cywilnoprawnych, które przewidywały miesięczne okresy wypowiedzenia. Takie warunki zostały zaakceptowane przez strony i nigdy nie były kwestionowane. W świetle obowiązujących umów, każda ze stron mogła, bez wskazywania uzasadnienia, zakończyć współpracę za miesięcznym okresem wypowiedzeniem. Archidiecezja Krakowska zamierza z tego prawa skorzystać i zakończyć współpracę z dotychczasowym Biurem Prasowym z zachowaniem wszystkich praw, które przysługują w świetle podpisanych umów".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem